sobota, 28 marca 2015

Akademickie patologie (nie tylko) na Słowacji


Na Słowacji mają problem z kimś, kto popełnił plagiat. Pod koniec ub. roku prasa ogólnokrajowa informowała o tym, że powołana na stanowisko dziekana Wydziału Nauk Społecznych i Ekonomicznych Uniwersytetu Jana Amosa Komeńskiego w Bratysławie Lucia Mokra powinna zostać odwołana, gdyż jej publikacja jest treściowo zbieżna z rozprawą Vašečki. Zdaniem poszkodowanego - jeden z jej rozdziałów jest plagiatem.

Odczekałem kilka miesięcy z nadzieją na wyjaśnienie tej sprawy. Prasa jednak już nie podniosła tego tematu, zaś na stronie Uniwersytetu oskarżana o plagiat pełni funkcję dziekana. Nie wiemy zatem, czy oskarżenie było zasadne? Senat Uniwersytetu otrzymał skargę nie tylko pana Vašečki, gdyż pod jego listem podpisali się jeszcze inni docenci: Iveta Radičová, Ľudmila Malíková, Viera Bačová, Oľga Gyarfášová i Jozef Bátora. I zapadła cisza... mimo, że uniwersytecka kadra apelowała do Rektora, by zareagował na sytuację, która wiąże się z naruszeniem dobrych obyczajów w nauce i standardów profesjonalno-etycznych. Na Słowacji nie ściga się plagiatorów na mocy obowiązującego tam prawa.

U naszych południowych sąsiadów toczy się ukryta wojna o uprawnienia do nadawania stopni i tytułów naukowych. Niewiele wydziałów na uniwersytetach spełnia konieczne wymogi w tym zakresie, o czym decyduje Słowacka Komisja Akredytacyjna, toteż większość doktorów musi ubiegać się o docenturę (tzw. habilitację, bo nie jest ona odpowiednikiem polskiej habilitacji mimo takiej samej nazwy) w obcych sobie jednostkach. Te zaś z formalnego punktu widzenia powinny otwierać postępowanie habilitacyjne, jeśli kandydat posiada odpowiedni dorobek dydaktyczny, metodyczny i organizacyjny. Wiele wniosków czeka - jak u nas w Sejmie opozycyjne projekty ustaw - w tzw. "zamrażarce".

Jeśli tego nie czynią w części przypadków, to głównie z tego powodu, by nie pomagać konkurencji, innym wydziałom w pozyskaniu samodzielnej kadry. Wówczas bowiem nie byliby jedynymi czy jednymi z nielicznych do prowadzenia tego typu postępowań awansowych. Znam przypadek docent jednego z uniwersytetów, który leży niedaleko Bratysławy, której wniosku o nadanie tytułu profesora nie poparto (mimo jednogłośnej akceptacji międzynarodowej komisji, bo to przed nią prowadzone jest postępowanie), bo - jak mi zdradzono - reprezentowany przez nią wydział zrównałby się prawami ze stołecznym. Narzeka się przy tym na to, że istnienie dwóch rodzajów habilitacji: jednej (Docent danego kierunku kształcenia) i drugiej (DrSc - w pełni naukowowo-badawczej odpowiadającej polskiej habilitacji) nie sprzyja rywalizacji w świecie nauki. Podstawą docentury, a więc habilitacji niższego rzędu, są najczęściej prace popularnonaukowe, metodyczne, pomoce dydaktyczne itd. Doktorów habilitowanych - DrSc jest niewielka liczba i najczęściej pracują oni w instytutach naukowych (jak w Polsce - PAN).

Na Słowacji są zaledwie 23 szkoły wyższe, w tym 13 stanowią szkoły prywatne. Na 1 mln obywateli przypada w tym kraju 6,67 szkół wyższych. Podobny wskaźnik nasycenia uczelniami wyższymi jest w Republice Czeskiej, gdzie na 1 mln mieszkańców przypada 6,95 szkół wyższych. W europejskich krajach postsocjalistycznych góruje Polska, gdzie ten wskaźnik wynosi 10,47. Co ciekawe, Słowacja ma najniższy odsetek publicznych szkół wyższych na milion obywateli (2,41), kiedy porównujemy ten kraj z Polską (6,54), Czechami (4,29) czy Węgrami (4,14).

Słowacy zatem pytają, jak to jest możliwe, że w naszym kraju jest znacznie więcej szkół wyższych i jednostek z uprawnieniami do nadawania stopni naukowych i przeprowadzania postępowań na tytuł naukowy profesora, a mimo to nasi podróżują do ich uczelni po dyplom docenta? Nie mam złudzeń, biorąc pod uwagę to, że od 7 lat władze kilku uniwersytetów tego państwa są informowane nie tylko o nieuczciwości akademickiej własnych pracowników naukowych, ale także o niektórych Polakach, którzy wykorzystują panujący w tym kraju relatywizm moralny, by wyłudzać tytuły naukowo-pedagogiczne docenta w ramach różnych kierunków kształcenia.

Jak piszą o tym i dyskutują między sobą Słowacy : patologią jest (...)"rozmiękczanie wymagań" wobec kandydatów na docentów. Dochodzi tu od czasu do czasu do „obchodzenia norm“, bazowania na subiektywnych opiniach, wspólnych doświadczeniach recenzentów i kandydatów. Mają miejsce zakulisowe historie jak np. ta, kiedy dwaj akademicy uzgodnią między sobą, że będą wzajemnie się cytować w swoich publikacjach, a tym samym polepszą wskaźnik cytowań. Idealnie jest, jak koledzy są z zagranicy, np., z sąsiedniego kraju z Polski albo z Czech.
Sami Słowacy nie rozwiążą tego problemu. Chyba nawet nie są tym specjalnie zainteresowani. Ich uczelnie na tym zarabiają w EURO, zaś w takich jak np. Katolicki Uniwersytet w Rużomberoku miało miejsce systematyczne łamanie prawa w tym zakresie, o czym pisał b. rektor ks. prof. T. Zasępa. To, co mnie dziwi, to fakt już wyraźnie bezobcesowej "turystyki habilitacyjnej" z Polski na Słowację tych doktorów (wykładowców, adiunktów), których habilitacje zostały z różnych powodów merytorycznych i formalno-prawnych odrzucone w Polsce (niedopuszczenie do kolokwium habilitacyjnego, nieprzyjęcie kolokwium habilitacyjnego, odmówienie nadania stopnia doktora habilitowanego) oraz osób świadomych małolicznego i niskiego (popularnonaukowego) poziomu własnych publikacji.

Obowiązuje od 2013 r. (a na zasadach dobrowolności już od 2011 r.) nowy tryb postępowania habilitacyjnego czy na tytuł naukowy profesora. Każdy, kto posiada naukowy dorobek, może spokojnie, bez negatywnego stresu je przeprowadzić w tej jednostce, którą sam sobie wybierze.

W tym roku na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Mateja Bela w Bańskiej Bystrzycy na Słowacji ma mieć miejsce postępowanie na tytuł docenta dr. Marka Tańskiego z Uniwersytetu Pedagogicznego im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, który złożył wniosek o postępowanie na ten tytuł w zakresie kierunku kształcenia (kod 2.1.2) - systematická filozofia (filozofia systematyczna). Wyznaczono mu trzech recenzentów: jednego z Polski - prof. hab. Krzysztofa Wieczorka (Uniwersytet Śląski) a z uniwersytetów słowackich: doc. Mgr. Mariána Palenčára, CSc. (FF UPJŠ Košice) i prof. PhDr. Pavla Dancáka, PhD.(Gréckokatolícka teologická fakulta PU v Prešove). W komisji przeprowadzającej postępowanie ma być też doc. dr hab. Jakub Bartoszewski z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Koninie, który ponad rok temu uzyskał docenturę z tego samego kierunku kształcenia w Uniwersytecie Mateja Beli w Bańskiej Bystrzycy. Wówczas jego recenzentem był prof. dr hab. Krzysztof Wieczorek, podobnie zresztą jak i w jego przewodzie doktorskim. Jest zatem specjalistą w tym zakresie.

Kandydat do słowackiej docentury wykłada filozofię i etykę na w/w Uniwersytecie. To ciekawe, bo właśnie z powodu naruszenia etyki i nieuczciwości akademickiej, a zaqrazem otrzymania 3 negatywnych recenzji, nie został w ub. roku dopuszczony do kolokwium habilitacyjnego na Wydziale Nauk Pedagogicznych Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Do oceny w Rużomberoku przedłożył monografię, która nie uzyskała mojej pozytywnej recenzji wydawniczej, jaką przygotowałem dla Wydawnictwa UP w Krakowie. Mimo to, autor zamieścił na okładce książki wstęp mojej opinii, które nie dotyczyły treści książki, ale potrzeby podejmowania określonej problematyki. Nie pozostaje nic innego jak powiadomienie władz jego Uczelni i Komisji Etyki przy PAN. Chyba najwyższy czas zamknąć rozdział w zakresie oszukiwania recenzentów co do rzekomo pozytywnych opinii wydanej monografii. O innych, jakie przedłożył na Słowacji, nie wypowiadam się, bo ich nie znam.






7 komentarzy:

  1. Witam Profesorze,

    faktem jest, iż swoisty rodzaj cwaniactwa i pozoranctwa, w sektorze wiedzy czasami się pojawia, gdyż od zarania dziejów historii nauki, co poniektóre osoby bez odpowiednich predyspozycji i kompetencji pragnęły zdobyć akademickie laury za wszelką cenę.Dlatego m.in. pojawiają się plagiaty, oszustwa i inne nadużycia, ale trzeba o tym pisać, mówić i podejmować właściwe administracyjne decyzje.Tak sądzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam,
    zarówno docent,, jak i profesor na Słowacji to tytuły naukowo-pedagogiczne. Wprowadza Pan w błąd czytelników bloga pisząc, że słowacki docent nie jest równoważny polskiej habilitacji. To dlaczego cała procedura na docenta nazywa się HABILITACNYM KONANIEM, pisze się HABILITACNĄ PRACĘ i wygłasza HABILITACNĄ PREDDNASŻKĘ. Przecież zna Pan język słowacki. Przecież umowę o uznawalności stopni i tytułów podpisano dwustronnie, i jest w niej tabela z równoważnikami. Swoimi pomówieniami obraża Pan Słowaków i niepotrzebnie jątrzy. Oni nie są barbarzyńcami czy głupkami i chyba potrafią odróżnić miernotę od rasowego naukowca.
    Z ukłonami...

    OdpowiedzUsuń
  3. Wprost przeciwnie. Nie obrażam Słowaków, tylko pokazuję w swoich studiach prawa w trym kraju, że jest ono odmienne 9I to radykalnie) od tego, jakie obowiązuje w Polsce. To, że coś nazywa się tak samo, nie oznacza, że jest tym samym. Doskonale o tym wiedzą Słowacy, dlatego żaden Słowak nie uzyska habilitacji w Polsce, ale także w Czechach (tam, mimo tej samej kategorii, wymogi są znacznie wyższe). Proszę zatem nie wprowadzać polskiej opinii w błąd i nie przypisywać mi kategorii pomówień, nieścisłości czy obrażania kogokolwiek. Powoływanie się na dwustronną umowę między rządami Polski i Słowacji jest najlepszym dowodem na to, że powstała ona właśnie po to, by rozwinąć turystykę habilitacyjną na skutek zakończenia umowy z b. krajami ZSRR., gdzie także można było uzyskiw2ac habilitację na podstawie prac metodycznych, które z nauką niewiele mają wspólnego. Na Słowacji - o czym wiedzą Słowacy, ale anonimowy nie raczy tego tu przekazać - są dwa rodzaje habilitacji: tzw. pedagogiczna, która dotyczy każdej dyscypliny kształcenia np. studiów międzynarodowych, filozofii, etyki, humanistycznego sportu,. logopedii, sportowej edukologii, itd., itd. a kończy się uzyskaniem tytułu Docenta i druga habilitacja - w pełni naukowa, którą posiada zaledwie kilkanaście procent samych Słowaków. Z Polski nikt tam jej nie zrealizował, a wieńczy ą tytuł DrSc.
    To nie ja jątrzę. Mam pełen szacunek i uznanie dla odmienności prawa i dla staranności postępowań, jakie mają tam miejsce, aczkolwiek i ta miejscami (podobnie jak u nas w kraju) ma swoje patologie. Pisząc o nich w odniesieniu do Polski jakoś anonimowego nie wprowadzam w dyskomfort. Piszą o słowackich - wywołuję atak agresji. Proszę zatem wypić kropelki. Przyjrzeć się temu, na jakich zasadach i w jakich "układach" niektórzy Polacy uzyskują na słowackich uczelniach docenturę. Proszę przeczytać artykuł profesor prawa, b. Rzecznik Praw Obywatelskich Ewy Łętowskiej w kwartalniku "Nauka" na czym polega to niby podobieństwo. Istotnie, kto nie posiadając dorobku naukowego wyjeżdża na Słowację , by tam zostać docentem, kona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zatem wyjaśni Pan Profesor fakt, że na Słowacji profesor to też tytuł naukowo-pedagogiczny - tak samo jak docent- i nie ma innych. Zgodnie z Pana rozumowaniem słowacki profesor to nie naukowiec tylko dydaktyk. To niedorzeczne...

      Usuń
    2. Co ma piernik do wiatraka? Co ma do tego, o czym piszę, tytuł profesora na Słowacji? Anonimowy nie rozumie, że nie podważam słowackiego prawa. Wskazuję jedynie na to, że niektórzy Polacy uzyskują na Słowacji docenturę, która nie jest równoważna z polską habilitacją, gdyż w Polsce nie nadaje się stopnia doktora habilitowanego z kierunku kształcenia. Czy anonimowy rozumie różnicę między kierunkiem kształcenia a dyscypliną naukową? Słowacy to rozumieją i rozdzielają. Też wolałbym, żeby takie rozwiązanie istniało w Polsce, tzn., żeby były dydaktyczne czy zawodowe doktoraty i habilitacje i akademickie.. Słowacy dokonali bardzo dobrego rozróżnienia, ale Polacy zorientowali się, że skoro nie ma go w naszym kraju, to mogą w ten sposób obejść wymogi naukowe, akademickie na rzecz uzyskania niby tego samego na podstawie dorobku nienaukowego. Proszę przejrzeć wcześniejsze moje wpisy, bo szkoda mi czasu, by nieustannie powtarzać te same kwestie.. Piszę tu o patologii, o dewiacji części naszych wykładowców. Nie piszę tu o wszystkich. Nie generalizuję zjawiska. Być może przyjdzie czas na opublikowanie pełnej listy Polaków z docenturą słowacką, by nasi studenci, młodzi naukowcy mogli porównać rzeczywisty dorobek i zaangażowanie naukowo-badawcze w Polsce z uzyskanym na Słowacji dyplomem.

      Usuń
    3. Panie Profesorze - i tego byśmy sobie życzyli, na 11 osób z tytułem dr hab na jednym z WZ znanego uniwersytetu w Polsce, 4 pochodzi spoza naszych południowo-wschodnich granic, 4 posiada habilitacje szybko zdobyte za granicą, i tylko 3 ma habilitację "polską", z czego dwóch z historii i tylko jedna z pedagogiki.....

      Usuń
  4. Taaa z twórczością profesora Słowackiego dra habilitowanego Jakuba Bartoszewskiego można się zapoznać m.in. w czasopiśmie "naukowym"? Studia Sieradzana - http://www.wshe.sieradz.pl/index.php?page=archiwum O ich wartości merytorycznej, przemilczę...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.