wtorek, 25 lutego 2020

Placówki oświatowe niechętne doktorantom



Pisze do mnie doktorant, który chce przeprowadzić w szkołach, w ramach przyjętego problemu badawczego, diagnozę interesujących go zjawisk. Napisał już część metodologiczną dysertacji doktorskiej i prawie skończył teoretyczną. W tak zwanym międzyczasie rozpoczął przygotowania do badań empirycznych. Zgodnie z założeniami w zaplanowanym przez niego pomiarze diagnostycznym mieli wziąć udział uczniowie szkół publicznych z terenu całej Polski.

Najpierw ustalił pełną liczbę szkół ponadpodstawowych w każdym województwie. Następnie wylosował określoną liczbę szkół do badania. Szynko się jednak okazało, że niemalże w co drugiej szkole odmówiono mu zgody na przeprowadzenie badań. Bywa, że niektórzy dyrektorzy szkół w ogóle nie podejmują rozmowy z doktorantem, jak dowiadują się, że chce przeprowadzić badania. Nie, bo nie. Drzwi zamknięte.

Co miał począć ów doktorant? Rozpoczął następne losowanie brakującej liczby szkół i spotkał się z tym samym problem. Jedni dyrektorzy nie pozwalają na badania, a inni urywają kontakt. Natomiast z tymi, którzy wyrazili zgodę, też nie jest łatwo, bowiem okazuje się, że jednym nie pasuje styczeń, innym lutym, a jeszcze innym czerwiec.

Stąd pojawiło się u młodego badacza pytanie - Czy dopuszczalne jest - na potrzeby pracy doktorskiej - wsparcie się badaniem korespondencyjnym? Nie jest bowiem w stanie przez pół roku podróżować po kraju i zbierać materiał empiryczny wbrew metodologicznym zasadom doboru próby.

Może spróbować przeprowadzić swoje badania niejako na odległość, wysyłając pocztą kwestionariusze ankiet do szkół z prośbą do nauczycieli, by przeprowadzili sondaż a następnie odesłali mu wypełnione ankiety na wskazany adres. Taka sytuacja pozwoliłaby szkołom na przeprowadzenie ankiet w dowolnym czasie, bez jego udziału. Tylko nie miał pewności, czy takie rozwiązanie odpowiada standardom badań w naukach społecznych w ramach przygotowywanej pracy doktorskiej.