poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Czekamy na ranking czasopism naukowych



Upłynie pół roku 2019 zanim dowiemy się, jaki jest ranking czasopism naukowych. Zespół ministra J. Gowina intensywnie nad tym pracuje. Nie poznamy szczegółów kryteriów, które zostały zastosowane w tym procesie, bo sposób ukrytego lobbowania w resorcie ma już swoje wieloletnie tradycje. Tak się stało z ubiegłorocznym konkursem na dofinansowanie czasopism. Najpierw zostały określone prawnie warunki składania wniosków, po czym... w resorcie przyjmowano wszystko, by następnie przedłużyć termin tym wydawcom, którzy nie spełniali jednego z wymogów, a mianowicie rejestru w KRS.

Tak jest w naszej polityce ze wszystkim. Najpierw kierownictwo resortu ustala wymagania, podaje kryteria oceny, po czym - na skutek różnego rodzaju ukrytych interwencji - zmienia je i dostosowuje je dla tych, którzy ich nie spełniali. Tak więc czekamy na kolejny ranking. Tymczasem przypominam analizę scjentometryczną z 2017 r.dr. hab. Emanuela Kulczyckiego z Przemysławem Korytkowskim, którzy poszukiwali odpowiedzi na pytanie: Które czasopisma naukowe odegrały kluczową rolę w kategoryzacji jednostek akademickich wnosząc największą liczbę zdarzeń ewaluacyjnych do oceny w latach 2013 i 2017?

Badacze zestawili ze sobą TOP 10 czasopism z każdej z list MNiSW, tj. listy A, B, C, w roku 2013 i 2017. Każdy może z tego już publicystycznego rankingu wyciągnąć różne wnioski. Jak wyjaśniają:

"Gdy spojrzymy na całą kategoryzację, wówczas uświadamiamy sobie, że nie wszystkie zgłoszone publikacje zostają uwzględnione w ocenie – są one odrzucane m.in. ze względu na ograniczenie 3N-2N0. Do kategoryzacji w 2017 r. wszystkie polskie jednostki naukowe zgłosiły następującą liczbę publikacji:

• Lista A: 157 944 zgłoszeń (w 2013 roku było 103 126)

• Lista B: 218 503 (w 2013 roku było było 142 216)

• Lista C: 12 705 (w 2013 roku było było 8 079)".



W rankingu czasopism Listy A nie znalazło się żadne z nauk humanistycznych i społecznych, ale... ustawicznie oczekuje się pojawienia w takich rankingach owych periodyków. Może to budzić zdziwienie, bo w końcu psycholodzy czy politolodzy powinni tu brylować. A jednak przegrywają w światowej rywalizacji z chemikami, fizykami, biologami czy medykami. Sami jednak wmawiają swoim koleżankom i kolegom, jak to jest ważne, by publikować przede wszystkim w czasopismach tej listy. Teraz przynajmniej wiemy, dlaczego lobbowano w MNiSW za zlikwidowaniem oceny jednostek na rzecz oceny w ramach dyscyplin naukowych.

Jak było z TOP listą B, a więc krajowych czasopism? Proszę bardzo. Też nie znajdziemy na niej, a wydawałoby się, że powinny tu królować, czasopism z nauk humanistycznych i społecznych. TOP-owymi okazały się jedynie czasopisma z nauk technicznych, ekonomicznych i nauk o zarządzaniu. Nie ma tu nauk o prawie, psychologii, socjologii, nauk o polityce czy pedagogiki.

Wreszcie trafiamy na czasopisma Listy C - ERIH-owej, gdzie - jak się okazuje - w 2013 r. pojawiły się w pierwszej dziesiątce aż trzy periodyki pedagogów: Studia Edukacyjne (UAM), Edukacja (IBE) i "Kultura i Edukacja" (UMK). W 2017 r. ostały się z nich tylko dwa: "Studia Edukacyjne" i "Kultura i Edukacja". Nie ma tu czasopism z psychologii, socjologii czy nauk o polityce. Są tu jeszcze: filozofia, językoznawstwo, teologia i religioznawstwo.

Nie będzie w kolejnej ewaluacji rankingu poprzecznego, przekrojowego, by zobaczyć rolę czasopism między dyscyplinami naukowymi. Przekonamy się natomiast, które z periodyków staną się TOP-owymi.