wtorek, 11 kwietnia 2017

Harcerska hipokryzja i dewastacja moralna



Kiedy natrafiłem w mediach społecznościowych na artykuł Newsweeka, którego autor wzmacnia swój przekaz fotografią (chyba z Nadzwyczajnego Zjazdu ZHP?) i słowami zachwytu spod przysłowiowej budki z piwem chwali się zmianą Prawa Harcerskiego, to zrobiło mi się autentycznie smutno. Tak niszczy się najstarszy i najbardziej wartości model samowychowawczy w polskiej tradycji i kulturze pozaszkolnej, jakim dotychczas było polskie harcerstwo.

W wyniku przyjętej większością głosów delegatów 39. Zjazdu ZHP w Warszawie uchwałą - 10 punkt Prawa Harcerskiego , który brzmiał: Harcerz jest czysty w myśli, w mowie i uczynkach; nie pali tytoniu i nie pije napojów alkoholowych

na:

Harcerz pracuje nad sobą, jest czysty w myśli, mowie i uczynkach; jest wolny od nałogów.

Władze Związku wraz z kadrą instruktorską uległy presji i oczekiwaniom popkulturowej masy nastolatków i młodych dorosłych, którzy traktują harcerstwo tylko i wyłącznie jako trampolinę do innej kariery, awansu, osobistych korzyści. Mój komentarz nie ma nic wspólnego z dogmatem czy harcerską ortodoksją. Nie jestem już czynnym instruktorem od 1990 r., ale widzę, jak z każdym rokiem transformacji w III RP ZHP obniża swoje loty. Miałem zatem rację odchodząc z tego Związku na "emeryturę".

Druhny i Druhowie z GK ZHP - szybko zmieniajcie zapis, jaki jeszcze widnieje na stronie ZHP, a dotyczy celów wychowania tego Związku oraz programu, to chociaż nie będzie widoczna wasza hipokryzja. Po co wprowadzać w błąd dzieci i młodzież oraz ich rodziców zapisem:

Osiąganie sukcesów wychowawczych w naszych czasach nie wymaga rewolucji programowej. Ponadczasowość założeń harcerstwa sprawia, że nie wymagają one uaktualniania.


Aby to osiągnąć, harcerski program powinien być:
• aktualny – nie powinien rekonstruować historii, lecz ją tworzyć,
• atrakcyjny dla młodych ludzi – czyli odpowiadający na ich potrzeby, a nie ulegający przelotnym modom,

(...)


Sprzeniewierzyliście się drodzy instruktorzy w imię nieujawnionych korzyści, które z polskim harcerstwem niewiele mają wspólnego. Harcerstwo w ZHP przestaje być ruchem elitarnej formacji społeczno-moralnej, tylko wpisuje się w "menelską" mentalność, by nachlać się piwska w mundurze lub bez i cieszyć się z promili, które zaszumią w głowach. Rzeczywiście, dzięki zmianie możecie wmawiać wychowankom, że będziecie wolni od nałogów. Tylko jak do tej wolności chcecie przekonywać i zobowiązywać młode pokolenia? Wolność przez zniewolenie? Do zdrowia chcecie dążyć przez picie, palenie i dopalanie?

Argumentacja, z którą spotykam się na łamach harcerskiego medium budzi zażenowanie nieprzyzwoitą demagogią. Oto jej wyraz rzekomego powodu, dla którego należało zmienić 10 pkt Prawa Harcerskiego:

"Po pierwsze, metoda. Nakaz abstynencji jest sprzeczny z metodą harcerską. W naszym ruchu to nie abstynencja jest wartością. Wartością jest praca nad swoim charakterem. Stawiamy sobie wyzwania, by się z nimi zmierzyć i pokonać. Czasem to one pokonują nas, wtedy nie poddajemy się i próbujemy raz jeszcze. Garda zawsze wysoko!

(...)

Po drugie, skuteczność. Powszechnie pisze się o problemie nadużywania alkoholu i wynikających z tego problemach (np. „Czuwaj” 3/2007). 10 punkt Prawa w obecnym brzmieniu jest traktowany jako elementem profilaktyki antyalkoholowej, ochrony młodych. Panuje też przekonanie, że Polacy piją dużo i często, i że promowanie w harcerstwie abstynencji przyczynia się do odwracania tego trendu. Oba te poglądy są błędne.

Przeważyła ulica, popkulturowa miazga wartości. Redakcja Newsweeka znalazła reprezentanta tej postawy, który tak uzasadnia radość z zaistniałej zmiany:

Małkowski wzorował się na brytyjskim prawie skautowym, ale zakaz picia dodał od siebie – prawdopodobnie pod wpływem polskich organizacji niepodległościowych. W światowym skautingu nie mówiło się wówczas o abstynencji – nie mówi się o niej także dzisiaj.

– I to zawsze powodowało dziwne sytuacje w kontaktach międzynarodowych – opowiada jedna z harcerskich działaczek. – Podczas spotkań liderów z różnych krajów, gdy nie ma się pod opieką młodszych harcerzy, naturalne było, że wieczorami dorośli skauci z całego świata szli razem na piwo. Polska grupa piła wtedy wodę.


Aleksander Kamiński słusznie wskazywał w o swoim studium "Co młodemu człowiekowi może dać harcerstwo?", że harcerstwo w okresie PRL stawało się dla coraz większej liczby dziewcząt i chłopców tramwajem, do którego można wsiąść, a jak się ma słabą wolę, nie chce się pracować nad sobą, to można z niego wysiąść. Można. Teraz, to w tym tramwaju podadzą nawet piwo, albo będzie można wnieść je ze sobą i popijać, by dorównać skautom z innych krajów.

Kamiński pisał w 1978 r.: "Społeczną zasługą harcerstwa i zarazem jego dużym wkładem w wychowanie społeczne było nadanie walce z pijaństwem rangi zadania narodowego. Harcerki i harcerze wzrastali w atmosferze ważności swego Związku, byli przepojeni wiarą w doniosłość jego służby narodowi - toteż dyrektywę przeciwalkoholową prawa harcerskiego (podobnie jak przeciwnikotynową) traktowali jako wezwanie ideowe na rzecz walki o zdrowie fizyczne i moralne społeczeństwa" (s. 208).

Zjazd ZHP okazał się świętem demokracji, ale proceduralnej, a nie demokracji odwołującej się do wartości społeczno-moralnych polskiego narodu! Degradujecie harcerstwo z niskich pobudek i jeszcze się z tego cieszycie!?

Od początku transformacji ustrojowej opiekuję się pracami dyplomowymi studentów pedagogiki. Wiecie, jaki problem społeczny, socjalizacyjny jest ustawicznie aktualny? Alkoholizm i narkomania, rozpad rodzin, samobójstwa, autodegradacja moralna młodych Polaków. Do kwietnia br. mogłem im jeszcze mówić, że warto sięgać do tradycji i modelu samowychowawczego ZHP, który chronił młodych ludzi przed samozniszczeniem z przyzwoleniem społecznym na m.in. alkoholizm. Teraz będę musiał im powiedzieć, że pojawiła się kolejna strefa przyzwolenia i mamy do czynienia z bolszewicką, świecką tradycją "oblewania" wszystkiego.

Druhowie z ZHP - wznieście toast na adekwatnym do zjazdowej uchwały poziomie: "No to chlup w harcerski dziób!" W końcu raz, nie zawsze, a wielokroć, to jeszcze nie nałóg?