Książka Jürgena Habermasa, Miało być trochę lepiej... (Es musste etwas besser werden…: Gespräche mit Stefan Müller-Doohm und Roman Yos, 2024) ukazała się w bieżącym roku w przekładzie filozofa Bogdana Barana. Trudno zatem o rodzimą jej recepcję, ale zapewne do niej dojdzie.
Przeczytałem ją z wielka satysfakcją, toteż dzielę się na gorąco opinią, biorąc pod uwagę najpierw opublikowane na stronie "Habermas
Forum" recenzje i omówienia 'wywiadu-rzeki", które
zostały wydane zarówno w czasopismach naukowych, jak i mediach:
- Michael Hofmann (recenzja Politische Vierteljahresschrift),
- Oliver J. Wiertz (omówienie w Zeitschrift für Theologie
und Philosophie),
- Wolfgang Kowalsky (recenzja w Perspektiven.
Zeitschrift für Gesellschaftsanalyse und Reformpolitik),
- Louis-Florentino Kapp (Zeitschrift für philosophische
Literatur),
- Wolfgang Hellmich – (Archiv für Rechts- und
Sozialphilosophie),
- Reinhard Mehring – (Philosophischer
Literaturanzeiger)
oraz
szereg krótszych omówień i komentarzy w mediach i na blogach:
- Stephan Wolting – Literaturkritik.de
- Jörg Phil Friedrich – Der
Freitag
- Ferdinand Knauß – Cicero
- Peter Niesen – Soziopolis
- Christian Geyer – Frankfurter
Allgemeine Zeitung
- i inni autorzy w dziennikach takich jak Neue Zürcher Zeitung, Berliner Morgenpost, Mannheimer Morgen, Rheinische Post, SWR Kultur itd.
Recenzje niemieckiego wydania z 2024 roku nie są ani jednoznacznie pozytywne ani tez negatywne, a raczej
stanowią krytyczne i analityczne refleksje nad stanem myśli
Habermasa w zaawansowanym wieku (ma ok. 97 lat). Czytelników interesował sposób, w jaki interpretuje on własne dokonania w nauce, znaczenie jego filozofii krytycznej i teorii
komunikacyjnej oraz elementy intelektualnej biografii i
perspektyw, jakie Habermas udostępnił z własnej kariery. Recenzje w czasopismach
naukowych często analizują jego myślenie z perspektywy teorii politycznej,
filozofii społeczeństwa i etyki, a komentarze publicystyczne poruszają kwestie
związane z aktualnością jego refleksji społecznej i politycznej.
Zainteresowała
mnie prymarna recepcja tej książki, bo rozmowa z J. Habermasem jest
rzeczywiście fascynująca. Rekonstruowałem jego teorię krytyczną dla
współczesnej myśli pedagogicznej, stąd byłem ciekaw, co nowego wnosi wypowiedź
tak znakomitego socjologa i filozofa polityki do współczesnego odbioru jego
teorii komunikacji (zob. B. Śliwerski, Współczesne teorie i nurty wychowania, Kraków 1998). Okazuje się, że w opinii głównie akademickich
czytelników publikacji z 2024 roku powraca kilka wyraźnych osi interpretacyjnych,
które czynią rozmowę z Jürgenem Habermasem czymś więcej niż tylko
autobiograficznym wywiadem-rzeką. Lektura "Es musste etwas besser
werden…" jest traktowana raczej jako późna autointerpretacja
projektu filozoficznego, niż jako sentymentalne wspomnienia.
Czytelnicy oryginalnej wersji wydania zwracają uwagę, że J. Habermas nie przyjmuje pozycji mędrca
dokonującego bilansu życia w duchu zamknięcia. Raczej rekonstruuje własną
drogę problemową, nie „biograficzną”, podkreśla ciągłość
projektu, mimo korekt i przesunięć akcentów i pokazuje filozofię jako
proces permanentnej korekty. Dla wielu recenzentów wywiad jest świadectwem
niezwykłej intelektualnej dyscypliny filozofa do późnej
starości. Rozmowa jest odbierana jako przykład etyki argumentacji w
praktyce, bowiem cechuje ją spokojna narracja, unikanie aforyzmów i
„efektownych tez” oraz konsekwentne dopowiadanie kontekstów własnego
rozwoju naukowego.
Często
podkreśla się, że zapis rozmowy ujawnia, gdzie Habermas
widzi niedopowiedzenia własnej teorii, jak dziś interpretuje
napięcie między idealnymi warunkami dyskursu a realną polityką
oraz dlaczego nadal broni normatywnego jądra projektu, mimo erozji sfery
publicznej. postrzega się to jako filozofię w trybie samokrytycznym,
która jest rzadką cechą wśród autorów światowej rangi. Wielu komentatorów
zauważa zmianę tonu, w świetle której uczonego cechuje mniej wiary w
automatyczny postęp racjonalności, więcej świadomości kruchości instytucji
demokratycznych, brak katastrofizmu, ale też łatwego
optymizmu. Pojawia się określenie, że jest to nadzieja
proceduralna, oparta nie na obietnicach historii, lecz na ciągłym
podtrzymywaniu warunków dialogu.
Podkreśla się w powyższych recenzjach, że Habermas nadal myśli o Europie jako
przestrzeni konstytucjonalizmu ponadnarodowego, widzi kryzys przede
wszystkim jako kryzys solidarności, nie tylko gospodarki, a odrzuca
zarówno nacjonalistyczny regres, jak i technokratyczny federalizm. Dla
wielu jest to jedno z najmocniejszych politycznych przesłań najnowszego wywiadu z nim.
Duże
zainteresowanie budzi sposób, w jaki Habermas mówi o „postsekularnym”
uczeniu się między wiarą i rozumem, jak broni autonomii filozofii, ale bez
agresywnego sekularyzmu, traktując religię jako zasób semantyczny, a nie
jako konkurencję poznawczą. Dostrzega się tym dojrzałą wersję dialogu
światopoglądowego, która jest pozbawiona triumfalizmu, nie rozmywa
różnic, ale też ich nie demonizuje.
Z
powyższego punktu widzenia książka nie przynosi „rewelacji”, ale może właśnie
dlatego jest tak ważna. Jej znaczenie polega na porządkowaniu sensu
pracy naukowej przez wybitnego uczonego, a nie na kreowaniu
nowości. Akademiccy czytelnicy postrzegają Es musste etwas besser
werden… jako późną autointerpretację projektu nowoczesności
opartego na rozumie komunikacyjnym, która została poprowadzona z niezwykłą
konsekwencją, pokorą i świadomością ograniczeń prowadzących wywiad i ich
interlokutora.
W
świetle najczęściej powtarzanej opinii, książka stanowi autoryzowaną
autointerpretację sensu wkładu w rozwój przełomowej filozofii krytycznej J.
Habermasa, który w toku rozmowy nie przedstawia historii życia,
lecz historię i powody odkrywania przez niego problemów
naukowych. Rekonstruuje w tym kontekście własne motywacje poznawcze, a
zarazem pokazuje ciągłość własnych dociekań, mimo zmiennych
kontekstów.
Osobiście widzę w "Miało być trochę lepiej..." (2026) nie tyle triumf filozofii krytycznej, ani też zmierzch tego nurtu w naukach społecznych i humanistycznych, lecz świadectwo długiego trwania racjonalności w nieprzyjaznym dla niej świecie. Wydaje mi się, że projekt wydania rozmowy z Habermasem od początku wyrastał z doświadczenia moralnego wstrząsu w związku z toczącą się wojną w Ukrainie, a nie tylko z akademickiej ciekawości. Pierwszy rozdział pt. "Początki naukowej biografii" otwiera skierowany do młodego pokolenia w 1949 roku przez kanclerza Niemiec Helmuta Kohla pogląd, że cechowała je "łaska późnych narodzin" (s.7).
Dramatyczne
skutki wojny przeciwko narodowi ukraińskiemu wywołują u Habermasa zadowolenie z
solidarnego wsparcia tego kraju w walce z rosyjskim najeźdźcą. W
niemieckim kontekście „łaska późnych narodzin” oznacza możliwość
dorastania po klęsce własnego państwa, po ujawnieniu własnych
zbrodni, po zerwaniu z własnym reżimem. Jest to doświadczenie trudne, ale
strukturalnie jasne: zło było „nasze”, klęska była „nasza”, odpowiedzialność
była „nasza”.
Zapytany
o ocenę obecnej sytuacji politycznej na świecie,
stwierdził: "Oczywiście Zachód jest z dobrych powodów zdeterminowany
zapewnić Ukrainie pieniądze, logistykę i broń przeciwko zbrodniczej rosyjskiej
inwazji naruszającej prawo międzynarodowe, aby trwale zabezpieczyć jej
istnienie jako państwa. Nie krytykuję prawnie dozwolonego i politycznie
niezbędnego wsparcia dla tego narodu. który niejako "z opóźnieniem"
wyrasta na naszych oczach, ale krótkowzroczność Zachodu pozbawionego koncepcji
- brak jakiejkolwiek własnej inicjatywy podjętej na czas w
obliczu barbarzyństwa wojny, za której trwanie bez perspektywy końca
Zachód jest częściowo odpowiedzialny" (s.99).
Rozmowa
z J. Habermasem jest także świadectwem formowania się wrażliwości
moralnej ówczesnego młodzieńca w cieniu zła, a dopiero potem historią jego
kariery naukowej. Filozofowi nie chodzi o to tylko, że „miało być trochę
lepiej”, ale o to, że nie wolno przestać próbować, by było
lepiej.
Odnosząc
tę myśl do pokolenia, które przyszło ma świat po politycznym podziale tego
kraju na strefę zachodnio-i wschodnioeuropejską Habermas potwierdza, że także
jest jednym z tych, którzy zostali obdarzeni ową łaską. Pokoleniowa niewinność
jest tu rozumiana nie jako moralna wyższość, lecz jako brak osobistego
uwikłania w zbrodnię, toteż warto wydobyć także ten fenomen książki. Jest
to zarazem wywiad o genealogii wrażliwości, o tym, jak z „łaski późnych
narodzin” może wyrosnąć nie samozadowolenie, lecz zobowiązanie.
Filozofia
Habermasa rodzi się tu z ulgi połączonej z niepokojem, ulgi, bo „nie
uczestniczył”, a niepokojem, bo „rozpoczynał studia w czasach "pozornej
normalności”. Właśnie ten motyw, nie często akcentowany w recenzjach,
stanowi jedną z najmocniejszych nici rozmowy. Uczony opisuje, jak młode
pokolenie mogło szybciej niż starsi zobaczyć pęknięcie między
codziennością a prawdą, między porządkiem instytucjonalnym a moralną
otchłanią.
W
polskim doświadczeniu sytuacja jest inna, gdyż w naszym kraju nie było
jednej klęski, nie było jednego końca, nie było jednego momentu
oczyszczenia. Była ciągłość przemocy w zmiennych kostiumach (zabory,
II wojna światowa, sowietyzacja w PRL). Dlatego odczytałem wywiad z
Habermasem nie tylko jako z filozofem pokolenia powojennego, lecz także jako
przedstawiciela kultury, która mogła nazwać własną winę, podczas gdy Polska
musiała jednocześnie znosić cudzą winę i cudzą władzę.
Być
może dlatego inaczej odczytuję niniejsza książkę. Polacy doświadczyli czasów
dwóch totalitaryzmów, co oznacza w istocie, że łaska późnych narodzin
nigdy nie była czysta. Jeśli nawet nie uczestniczyli w zbrodniach, to żyli
w systemach, które karały za prawdę, nagradzały za lojalność i
systemowo deformowały biografie.
Nie
chodzi już tylko o to, czy odchodzące moje pokolenie czy generacja moich
mistrzów będzie rozliczana z cudzych win, ale czy w ogóle będziemy w
stanie rozpoznać, że normalność bywa fałszywa. Habermas mówi o
„otchłani pozornej normalności” III Rzeszy. Polski czytelnik
dostrzeże otchłań podwójną: najpierw normalność
okupacyjną, potem normalność socjalistyczną, a dziś — być może —
normalność demokratycznie fasadową.
Można
zatem pogląd Kohla odnieść nie tylko do tych generacji, które nie uczestniczyły
w armii hitlerowskiego najeźdźcy, ale także do dzieci przedstawicieli władz i
służb represji wobec obywateli w państwach totalitarnych. Rozszerzając powyższą
intuicję do czasów aktualnych, można dociekać - Czy młodzież A.D. 2026 również
żyje w przestrzeni „pozornej normalności”, której sens zostanie dopiero nazwany
przez jej dzieci?
Dzisiejsze
pokolenie Z może cieszyć się, że przyszło na świat w wolnej Rzeczpospolitej od
minionego reżimu radzieckiego, od socjalistycznego ubóstwa i deprywacji potrzeb
ludzkich, bo nie może być obciążane jakąkolwiek winą za Zło-byt minionego
ustroju. Ci, którzy wkraczali po 1989 roku do polityki, obejmowali kluczowe w
państwie stanowiska, funkcje kierownicze w różnych dziedzinach życia
publicznego, mogli być weryfikowani przez służby specjalne, później przez
składanie oświadczenia w Instytucie Pamięci Narodowej o współpracy ze służbami
poprzedniego reżimu, gdyż nie doświadczyli owego aktu łaski późnych narodzin.
Jeśli
sami byli proreżimowo "czyści”, to w ramach walki politycznej o władzę, by
można było ich wyeliminować z zajmowanych stanowisk lub ubiegania się o nie w
III RP, sięga się nadal do życiorysów ich rodziców a nawet kolejnych pokoleń.
Czyżby każda generacja musiała gromadzić dowody na swoją poprawność polityczną?
Zostawiam
to pytanie na marginesie, gdyż też mogę powiedzieć o sobie, że dostąpiłem owej
"łaski późnych narodzin". Trzeba bowiem dookreślić, na czym owo
zapóźnienie ma polegać, w czym się wyrażać i co potwierdza jego
"czystość" wobec aktorów, sprawców Zło-Bytu w czasach PRL. Pojawiają
się już badania społeczno-biografistyczne dotyczące tej kwestii w relacjach
międzygeneracyjnych.
W
III RP dotyczą one biografii np. Zygmunta Baumana, Lecha Wałęsy, czy artykułów
dziennikarzy śledczych np. o prof. pedagogiki - Krzysztofie Kruszewskim,
których wcześniejsze czy późniejsze w ich życiu dokonania w nauce czy polityce
nie wymazują z pamięci społecznej przypisywanych im „win".
Do
tej refleksji skłonił mnie wywiad z wybitnym w skali światowej niemieckim
filozofem Jürgenem Habermasem, dla którego zainteresowanie nauką było
następstwem owej łaski. Jak mówił o początkach swojej drogi naukowej w 1949
roku:
"Na
początku studiów mieliśmy za sobą cztery lata na namysł nad głębokością tej
ingerencji nazistowskiej władzy w życie i na uświadomienie sobie, co kryło się
za codzienną normalnością, w której wtedy dorastaliśmy i żyliśmy. Dla nas było
to łatwiejsze niż dla wielu starszych osób. Bez własnej zasługi bowiem byliśmy
w naszym wieku na tyle wrażliwi, by wyczuć otchłań pozornej normalności, jaka
rozciągała się za nami"(s.7).
Jaka
otchłań pozornej normalności rozciąga się za współczesnymi funkcjonariuszami
sfery publicznej z pokolenia Z? Czy będą obciążani przez swoje dzieci za to,
czego sami nie dokonali lub co niewłaściwego uczynili w czasach rodzącej się
demokracji? Czy może za aktywność lub jej brak członków rodziny?
Wywiad
z J. Habermasem doskonale odsłania zderzenie wrażliwych
społeczno-moralnie młodych studentów, a później rozwijających własne projekty
naukowców-humanistów z przełomowymi wydarzeniami politycznymi. Filozof nie
kryje, a wręcz potwierdza swoje rozczarowanie, że po 1949 roku do władz
lokalnych, krajowych i akademickich wchodzili byli naziści, skrywając swoje
uprzednie zaangażowanie pod parasolem nowych partii prawicowych.
Jak
mówi Habermas: "Takie wspólne doświadczenia konstytuują wprawdzie
pokolenie, lecz zarazem jego członkowie różnią się "reakcjami na te
doświadczenia". (...) Dążenie do nowego początku, odbieranego jako
pozbawiony alternatywy, i krytyczna świadomość, że niemieckich tradycji nie
można już kontynuować bez filtrowania, były rozpowszechnione przeważnie w
liberalnym i lewicowym spektrum"(s.17).
Normatywność
nie może zostać zawieszona, nawet jeśli świat wielokrotnie dowiódł swojej
odporności na normy moralne. Weryfikacje biografii, genealogiczne podejrzenia i
przenoszenie win między pokoleniami trafia w samo centrum tego napięcia.
Habermas, którego także tak odczytują komentatorzy rozmowy z nim,
nie oferuje łatwego rozwiązania, lecz broni zasady, że odpowiedzialność
musi pozostać osobista, ale pamięć jest zawsze wspólnotowa.
Stąd
bierze się jego rozczarowanie powrotem dawnych nazistów do struktur władzy po
1949 roku, i stąd także bierze się także mój niepokój wobec mechanizmu, w
którym każda generacja zmuszana jest do dowodzenia swojej
„czystości”. Książka, czytana przez pryzmat recepcji, nie usprawiedliwia
ani zapominania, ani dziedziczenia winy. Proponuje raczej trudną etykę
czujności, by nieustannie filtrować dzieje kraju, a może także
świata.
Gorąco
polecam tę publikację ze względu na znakomicie prowadzony wywiad z wyjątkowym
socjologiem i filozofem. W toku rozmowy z Habermasem odsłaniane są przez niego
fakty z życia i twórczości naukowej w kontekście własnego rozwoju,
konstruowania i doskonalenia teorii komunikacyjnej, prowadzenia sporów
naukowych z wybitnymi uczonymi XX wieku. Niestety, nie odnajdziemy wśród
nich ani jednego polskiego socjologa, psychologa czy filozofa, co tylko
potwierdza, że nasi uczeni muszą nadrabiać kilkudziesięcioletnią przerwę w
nauce światowej na skutek doświadczeń dwóch totalitaryzmów w Polsce w latach
1939-1989.
Są
też bardzo osobiste refleksje Habermasa jako członka wspólnoty uniwersyteckiej,
które są charakterystyczne także dla starszej generacji profesorów
polskich uczelni. Z autobiografii filozofa wyłania się bowiem
wartość pedagogiki pamięci, której nie można nie rozwijać w Polsce tylko
dlatego, że za artykuł w tomie dedykowanym jubilatce/-owi otrzyma się 5 lub 20
punktów. w Niemczech nie ma tego dylematu. Jak mówi Habermas o własnej
aktywności w tym zakresie:
"Zwykle
taka osoba zostaje uhonorowana z określonej okazji, i to z reguły są artykuły
urodzinowe lub wspominki. Te zresztą piszę coraz częściej także ze smutnej
perspektywy rosnącej samotności podeszłego wieku, tak że próg pisania tego,
który jeszcze żyje, ciągle się podwyższa. Główną rolę odgrywają tu osobiste
relacje z przyjaciółmi, kolegami i rówieśnikami. Właściwie nie wiem, dlaczego
robię to częściej niż inni. To służba w imię przyjaźni i zobowiązania
intelektualisty, który w ogóle wypowiada się publicznie" (s.123).
Zdaniem
J. Habermasa pokolenia konstytuują się przez wspólne doświadczenia, ale różnią
się reakcjami na nie. W języku teorii komunikacyjnej oznacza to każde
pokolenie formułuje własne roszczenia prawdziwości (jak
było), własne roszczenia słuszności (jak należało
postępować) oraz własne roszczenia szczerości (kim jesteśmy jako
generacja). Konflikt międzypokoleniowy nie polega więc tylko na
sprzecznych interesach, lecz na konkurencyjnych narracjach ważności.
W
klasycznej formule tego uczonego świat społeczny nie powstaje przez siłę,
tradycję ani czystą strategię, lecz przez uzgadnianie znaczeń w
działaniu komunikacyjnym. Oznacza to, że wspólnota istnieje o tyle, o ile
jej członkowie mogą się wzajemnie rozumieć, konflikty nie są
anomalią, lecz naturalnym skutkiem rozbieżnych roszczeń ważności,
zaś kluczowe pytanie brzmi: czy konflikt przybiera postać komunikacyjną,
czy strategiczną. Przenosząc to na relacje pokoleniowe, można powiedzieć,
że pokolenia są wobec siebie nie tylko następcami biologicznymi, lecz
partnerami komunikacyjnymi.
Zamiast
modelu rywalizacji pokoleń można zaproponować, zgodnie z duchem
Habermasa, model translacyjny, w ramach którego starsi tłumaczą
konteksty, młodsi artykułują wrażliwości, a obie strony korygują
własne narracje. Nie chodzi o uzgodnienie jednej wersji historii, lecz
o utrzymanie otwartego pola uzasadnień. Tego życzę wszystkim generacjom w
naukach społecznych i humanistycznych.


