Na
tak wartościowe rozprawy naukowe, jak Wiesława Andrukowicza - "Piąty
żywioł pedagogiki filozoficznej" (Kraków, 2026) - czeka się latami, by móc
po ich wydaniu zanurzyć się w świecie filozoficznej myśli pedagoga dla
pedagogów. Autor niezwykle trafnie diagnozuje stan polskiej nauki, która
została wykorzeniona decyzją ministerki Barbary Kudryckiej z jej
fundamentalnych źródeł, jakimi są historia, filozofia i antropologia kulturowa.
Zepchnięto pedagogikę do "żywiołów - gadaniny, resentymentu,
powierzchowności.
"Nic
dziwnego, że dalej szukamy odpowiedzi na pytania:
Dlaczego
tak często i tak chętnie funkcjonujemy w zamkniętym obszarze znaków i znaczeń
narzuconych (podrzuconych zewnętrznie przez różne ośrodki władzy oraz
utrwalonych w określonej wspólnocie, z którą się identyfikujemy, dzieląc
rzeczywistość na "ja", "oni", "my",
"wy"? Gdyby był bliższy Martinowi Buberowi, to nie pominąłby podmiotu "ty" i "świat".
Dlaczego
zerwanie z negatywną dialektyką rozwoju/poznania nie stworzyło miejsca na na
wszechobecny żywioł dialektyki pozytywnej, jako szczerej i życzliwej rozmowy z
"innymi jako innymi" (identyfikującymi się przeciwstawnym punktem
widzenia), gdzie możliwe były (wzajemnie warunkowane) autentyczne przeżycie,
przebudzenie i przemiana?
Dlaczego
nasz horyzont wiedzy i jej rozumienia częściej się zamyka, niż otwiera na
przeciwstawne aspekty rzeczywistości i sposoby jej poznawania?
Dlaczego
nie dojrzeliśmy do szukania w rozmowie intra- oraz interpersonalnej własnego
sensu życia, zdając się na gotowe i dostępne projekty?
Dlaczego
nie próbujemy wypracować w dialogu "wszystkich ze wszystkimi"
komplementarnej formuły reprodukcji systemu i twórczego rozwoju podmiotu, za
którą każdy z mniejszym czy większym zaangażowaniem mógłby się opowiadać (czuć
się odpowiedzialnym za siebie i innych), oraz kompetentnie wypowiadać (czuć się
gotowym do krytyki systemu i własnej w nim roli)?" (s. 13)
Rozprawa
tego autora nie jest empiryczną diagnozą osób, do których jest adresowana,
toteż nie odbiorą jej treści właściwi adresaci. Każdy, kto jednak po nią
sięgnie, znajdzie w narracji przynajmniej coś ważnego dla siebie, a być może
nawet podejmie próbę nawiązania relacji z dialogiczną kulturą roztropnego
poznawania czy nawet uzgadniania żywiołów humanistycznej myśli. Nie liczę na
przebudzenie, bo to dotyczy osób samoświadomych sensu samorealizacji i
gotowości uczestniczenia w kulturze pedagogicznej komunikacji (polecam przekład
książki Heine'go Rettera na ten temat).
Andrukowicz
uczula na bezrefleksyjną ufność w rzekomo możliwe do rozpoznania empirycznymi
metodami "czyste fakty", które jakoby "mówią same za
siebie" (S. 23), chociaż w istocie są - wynikającą z koniecznej
redukcji zmiennych - mniej lub bardziej intencjonalną manipulacją
świadomością społeczną, by utożsamiano statystycznie wykreowaną rzeczywistość z
artefaktami. Nie tylko pedagogice jest potrzebny filozoficzny namysł nad
źródłem sensu tego, co jest względnie i bezwzględnie rozpoznawalne jako
obiektywne.
"Sam
fakt, że wiedza naukowa "ma niejedno imię", nie jest żadną
katastrofą. Co więcej, może być jej szansą, pod warunkiem, że unikniemy
największego zagrożenia, które powstaje w momencie, gdy zabsolutyzujemy ją w
spójną i jedyną koncepcję poznawania rzeczywistości , jednorodny paradygmat,
jeden język, jedna metodologia) i nie przyjmiemy do wiadomości, że każda próba
redukcji pomija coś poznawczo szerszego i głębszego, że różne, a nawet
przeciwstawne koncepcje mogą być komplementarne. Chociaż też można zrozumieć,
że wiedza zdobywana w naukach przyrodniczych musi być zdominowana opisem
rzeczywistości"(s.33-34).
Rozprawa
W. Andrukowicza została zatem tak skonstruowana, by czytelnik mógł znaleźć nie
tyle gotową odpowiedź na powyżej przytoczone pytania, ile przebudzić w sobie
możliwość spotkania czy przeżycia odmiennie stanowionych wartości
poznawczych, ontologicznych i estetycznych. Cztery żywioły, którym
przypisuje inną pedagogikę: wodzie - pedagogikę rozmowy; Ziemi -
pedagogikę zadomowienia; ogniu - pedagogikę przeżycia i powietrzu - pedagogikę
wolności, dopełnia za Bronisławem Trentowskim ich kwintesencją - "żywiołem
syntezy" któremu odpowiada pedagogika filozoficzna.
Zachęcam do lektury książki, której treść pozwala wyciszyć się w świecie sterowanej politycznie i biznesowo nauki, by można było zanurzyć się w świecie idei, odkrywając dla siebie to, co jest realne, znaczące, ale i transcendentne, co pozwoli podjąć próbę analizy istoty rozumienia, możliwości komunikowania znaczeń przemijania w konfrontacji z tym, co jest nieprzemijalne. Proszę więc nie odkładać tej publikacji na półkę "filozofia", bo jest to studium pedagoga, który nie godzi się z wykorzenianiem przez anglosaski pragmatyzm nauk o wychowaniu z rozumienia istoty fenomenów różnojedności.
Warto
doświadczyć przeżywania, budzenia i przemiany prowadzącej do rozwijania
kompetencji głębokich (vide rozprawy Michała Palucha, Krzysztofa
Maliszewskiego, Lecha Witkowskiego czy Tadeusza Sławka). Nie jest to więc jedynie powrót do Trentowskiego, lecz próba nadania jego idei „różnojedni” współczesnego statusu epistemologicznego – w warunkach dominacji paradygmatów redukcyjnych.
Andrukowicz nadaje myśli Bronisława Trentowskiego nowy status, toteż mamy do czynienia nie tylko z kontynuacją, lecz z reinterpretacją tradycji. Język książki nie jest bowiem koncyliacyjny ani popularnonaukowy, lecz „gęsty” filozoficznie, momentami hermetyczny, co jest ceną, jaką warto zapłacić za poznanie próby dotknięcia istoty omawianej rzeczy.
Studium
pięciu żywiołów jest skierowane do tych, którzy wiedzą, czym jest spór o monizm
vs pluralizm epistemologiczny, jedność vs różnorodność, redukcję vs różnojednię
czy humanistyczne rozumienie vs inżynieria społeczna. Domykam zatem dzisiejszy wpis-recenzję dwoma najdłuższymi tezami pedagogiki pięciu
żywiołów:
"Najwyższa
pora, by zrozumieć, że nie służy nam wszystkim ani "karnawał edukacyjnej
różnorodności", zachęcający do zmasowanego ataku na każdą formę jedności
(w tym względnego porozumienia, zrównoważonego rozwoju, otwartego autorytetu,
pozytywnej integracji), ani "bezwzględny monizm edukacyjny",
zachęcający do obrony czystej wewnętrznie narracji i walki z każdym "innym
jako innym" (w tym jako więcej widzącym, ściślej rozumiejącym, szerzej
rozumiejącym czy bardziej bogatym w doświadczenia). Jedni i drudzy, broniąc
swojej racji, nie przyjrzeli się w miarę dokładnie i głęboko samej istocie
rzeczywistości, w której nie ma ani "czystej jedności", "ani
czystej różnicy", lecz tylko realno-idealna i obiektywno-subiektywna
"różnojednia" (zbieżność przeciwieństw, żywa synteza, funkcjonalna
całość, komplementarność, strukturalna tożsamość), sprawiająca, że z jednej
strony każdy "jednolity front" wychowania i kształcenia jest
tylko logicznym abstraktem konieczności (ideologicznym zniewoleniem),
nieradzącym sobie z realnym niedoborem lub "nadmiarem" zdolności i
potrzeb edukacyjnych, doprowadzając do społecznej marginalizacji i do
blokowania talentu, a nawet geniuszu, a z drugiej strony każda "totalna
różnorodność" wychowania i kształcenia jest jedynie narzuconym złudzeniem
"pełnej wolności", gdzie jednostka próbuje, wbrew prawom fizyki
i metafizyki, prowokować możliwość rozminięcia z dobrem nie tylko własnego
bycia, lecz istoty człowieka jako takiego" (s. 321).


