Książka
Niko Kappe'go - nauczyciela a zarazem youtubera jest przykładem pedagogiki
potocznej legitymizowanej selektywną recepcją prac naukowych. Jej autor dzieli
się swoją recepcją aktywności nastolatków w social medium. Nie jest naukowcem,
nie sięga po metody analizy treści czy dyskursów społecznych, ale bardzo dobrze
wyczuł trend najmłodszych generacji, które są zafascynowane
TikTokiem.
W
swojej narracji stara się odczytać pragnienia także własnych uczniów,
toteż sporadycznie sięga po wyniki badań społecznych, by zwrócić
uwagę na wywoływane przez publicystów argumenty, które pojawiają się w sporze o kształt
współczesnej socjalizacji cyfrowej dzieci i młodzieży.
Istnieją
w debacie na temat wychowania i związanych z nim zagrożeń trzy opowieści o
cyfrowym świecie dzieci i młodzieży. Każda z nich rości sobie prawo do prawdy,
chociaż nią nie jest. Każda też mobilizuje emocje wśród dorosłych, bo młoda
generacja w ogóle nie jest tym zainteresowana, jak jest postrzegana oraz jakie
wzbudza uczucia. Każda narracja – w swojej skrajnej postaci – oddala nas od
rzeczywistości socjalizacyjnej i wychowawczej.
Pierwsza
mówi: media cyfrowe są zagrożeniem w rozwoju dzieci i młodzieży. Druga
przekonuje, że to normalność, zaś trzecia sugeruje, że cyfrowe
technologie są znakomitym zasobem do zarządzania nim w każdym
środowisku życia. Pomiędzy nimi jest dziecko, osoba do 18 roku życia, która
nie posiada jeszcze pełnych praw do samostanowienia. O jej losach rozstrzygają
dorośli - opiekunowie, rodzice, nauczyciele, ale bywa, że i terapeuci czy
medycy.
Nik
Kappe reprezentuje drugi typ postaw, który występuje u osób sprzeciwiających
się w powyższej kwestii wzbudzaniu czy utrzymywaniu paniki w społeczności
dorosłych. Nie przemilcza jej obecności w przestrzeni publicznej. Przywołuje najgłośniejszy
w krajach niemieckojęzycznych ton ostrzegawczy rozpraw Manfreda Spitzera,
którego książki są tłumaczone na język polski wpisując się w nurt "czarnej
pedagogiki".
Reprezentowany
przez Manfreda Spitzera pierwszy z wymienionych rodzajów postaw wobec
mediów cyfrowych, silnie rezonuje w przestrzeni publicznej i polityce, bo autor
operuje jedynie językiem zagrożenia. Smartfon staje się tu nie narzędziem, lecz
toksyną. TikTok nie jest zatem przestrzenią popkultury, lecz mechanizmem
degradacji poznawczej a nawet zdrowotnej.
Niniejsza narracja oferuje prostą obietnicę: jeśli ograniczymy dostęp do
telefonów komórkowych, to ocalimy młode pokolenie przed samym złem. "Siłą"
takiej narracji jest odwoływanie się do nauk medycznych, do neuronauki i
psychologii rozwojowej, bo społeczeństwo w swej większości nie jest w stanie
poznawczo konkurować z wiedzą uczonych, a ci mogą spokojnie wędrować po kraju i
straszyć destrukcją mózgu czy szerzej - psychiki dziecka.
Słabością
jednak tej narracji jest redukcjonizm procesów bio-psycho-społecznych do jednej
czy dwóch zmiennych. Osoba zostaje tu sprowadzona do mózgu, zaś jej
wychowanie do profilaktyki "oczywistych" szkód. W tej logice rodzina czy szkoła nie jest miejscem rozwoju, lecz strefą ochronną. Rodzic czy nauczyciel
nie jest przewodnikiem, lecz strażnikiem.
Problem
polega jednak na tym, że dzieci nie żyją już poza cyfrowością. Chroniąc je
przed trzecioprzestrzenią, wychowujemy je do świata, który dla nich nie
istnieje jako wyłączny, jedyny.
Na
drugim biegunie pojawia się narracja adaptacyjna, której popularnym głosem
jest Niko Kappe i jego książka "Generation
TikTok" (2025). Cyfrowość jest dla tego nauczyciela czymś oczywistym,
niemal naturalnym środowiskiem rozwoju każdego z nas. Nie należy zatem z nią
walczyć, lecz starać się ją zrozumieć, nie zakazywać, lecz towarzyszyć dzieciom
w korzystaniu z niej.
Jak
się okazuje tego typu postawa jest bliska doświadczeniu wielu rodziców i
nauczycieli, bowiem oferuje ulgę emocjonalną. Skoro dzieci już są w
trzecioprzestrzeni, to uczmy się z nimi także w niej przebywać. Siłą tej
postawy jest empatia i realizm wobec doświadczanej codzienności, zaś jej
słabością – brak samodyscypliny poznawczej i wolicjonalnej, które wymagają
panowania nad sobą, umiejętności korzystania z tego, co może być źródłem
rozwoju.
Jeśli
ktoś odwołuje się argumentowaniu zasadności przyjęcia powyższej postawy do
wyników badań naukowych, to nie po to, by traktować je jako jedno z
możliwych uzasadnień, a nie jako fundament. Selektywnie przywoływane rozprawy
badań społecznych, wzmacniają tezę, ale jej nie weryfikują.
W
efekcie powstaje pedagogika złudzenia, iluzji, w świetle której rozumienie
zastępuje wiedzę, a obecność – odpowiedzialność. Tego rodzaju
pedagogika łatwo przechodzi od refleksji do jednokierunkowego przekonywania czy
usprawiedliwienia.
Pomiędzy
tymi biegunami lokuje się narracja raportów naukowo-badawczych i strategii,
które są następstwem międzynarodowych debat ekspertów - uczonych i
refleksyjnych praktyków. Cyfrowość nie jest dla nich ani zagrożeniem, ani
oczywistością, lecz nowym czynnikiem endo-i egzogennego środowiska
uczenia się w świecie on-life. Kluczowe stają się takie kompetencje, jak krytyczne
myślenie, poczucie sprawstwa, empatia i umiejętność współpracy.
Tego
typu narracja rządzi się racjonalnością emancypacyjną, ale i logiczną, opartą
na wynikach najnowszych badań naukowych. Jest to zarazem mało powszechna
postawa, bowiem w jej świetle dziecko staje się uczniem nieprzewidywalnej
przyszłości, a szkoła instytucją przygotowania do świata, który dopiero
nadejdzie, do życia w społeczeństwie ryzyka i niepewności, "płynnej
rzeczywistości" (Z. Bauman).
Obecne
pokolenie uczących się skazane jest zatem na abstrakcję bez możliwości jej
doświadczenia, gdyż to, co jest przedmiotem poznania, jest nadal
zapowiedzią tajemnicy niedookreśloności świata. Powstaje
jednak pedagogika, która stara się przewidywać „dokąd” ten
świat zmierza, ale nie zawsze wie „jak”.
Nauki
społeczne i humanistyczne, teologiczne i nauki o rodzinie znajdują się między
potoczną wiedzą wzbudzającą panikę a podtrzymującą iluzję. Trzy
narracje nie są tylko sporami o technologię, ale głosem upominającym się o
naturę kształcenia i wychowania: Czy mają one chronić, facylitować
czy projektować młodym pokoleniom przyszłość?
Każda
z odpowiedzi jest częściowo prawdziwa, każda rozwija się w izolacji utrwalając
błąd poznawczy. Pedagogika paniki ignoruje fakt, że dzieci już żyją w
świecie cyfrowym. Pedagogika iluzji ignoruje to, że ten świat niesie
realne i potencjalne ryzyka. Pedagogika racjonalności ignoruje fakt, że
wychowanie dzieje się „tu i teraz”, w konkretnej konstelacji
bio-psycho-społecznej, kulturowej i ekonomicznej.
Powinniśmy
zmierzać ku arystotelesowskiej pedagogice równowagi, pedagogice zrównoważonego
rozwoju. Być może potrzebujemy dziś nie tyle
kolejnej narracji, lecz metakategorii, która pozwoli zachować
napięcie między powyższymi stanami postaw. Tym samym, nie przymus vs swoboda,
nie zakaz vs adaptacja, lecz roztropność pedagogiczna.
Potrzebna
jest edukacja i wspierająca ją nauka, która widzi zagrożenia, ale nie
popada w panikę, akceptuje rzeczywistość, ale nie ulega iluzji
oraz korzysta z interdyscyplinarnej wiedzy, ale nie traci kontaktu z
indywidualnym doświadczeniem. Tego typu postawa jest trudniejsze niż
zakaz, niż zgoda czy niż strategia, bo wymaga myślenia, wrażliwości
emocjonalnej i świadomości prospektywnej.
Największym
zagrożeniem cyfrowego wychowania i kształcenia nie jest ani technologia, ani
jej brak, lecz utrata zdolności do rozróżniania między wiedzą, doświadczeniem i
opinią. Może właśnie to, a nie TikTok, jest dziś
prawdziwym problemem pedagogiki rodziny, szkoły i polityki oświatowej.


