Błyskawicznie
ukazał się w Polsce przekład najnowszej książki Byung-Chul Han'a pt.
"Bez szacunku. Kryzys społeczny" (org. Ohne Respekt.
Eine soziale Krise, Berlin, 2026) w przekładzie Rafała Pokrywki.
Filozof budzi swoimi esejami z filozofii społecznej zróżnicowane opinie,
podobnie jak Fukuyama, Zygmunt Bauman, Hannah Arendt, gdyż analizuje
przemiany społeczeństw postkapitalistycznych zamiast tworzyć własną
teorię filozoficzną jak np. Juergen Habermas.
Od
tworzącego w Niemczech Han'a oczekuje się systematycznej teorii społecznej,
podczas gdy on i jego rozprawy mają charakter diagnostycznych esejów
filozoficznych. W tym też sensie nie jest on „nowym Habermasem”, gdyż nie
tworzy normatywnej teorii działania komunikacyjnego. Jego eseje są krótkie,
metapoznawcze, a dotyczą kondycji ludzkości w dobie późnej nowoczesności.
Eseje
Han'a są jak teksty Z. Baumana, który także nie był socjologiem
empiryczno-analitycznym, lecz analizował z pozycji socjologicznej
doświadczaną współczesność. Jego pojęcia, jak płynna nowoczesność,
ambiwalencja, obcość, wspólnota, konsumpcyjna tożsamość, nie były „teorią” w
naukowym tego słowa sensie, lecz kategoriami interpretacyjnymi, które weszły do
kanonu nauk społecznych.
Han
działa podobnie wprowadzając do własnych analiz takie pojęcia, jak
„społeczeństwo zmęczenia”, „społeczeństwo przejrzystości”, „infokracja”,
„kryzys narracji”, "polityka wrogości", a w swojej najnowszej książce - „brak respektu” i
"bezwstyd". Nie tworzy zatem jednej teorii małego, średniego czy
wielkiego zasięgu, lecz eseistyczne soczewki, dzięki którym możemy lepiej
uświadomić sobie to, w czym uczestniczymy i jak przeżywamy świat onlife.
Esej
filozoficzny nie stanowi modelowej konstrukcji do projektowania badań
empirycznych czy kreowania w różnych dziedzinach życia społecznego pożądanych
reform. Może przede wszystkim ujawniać utrwalane praktykami symptomy
codziennego życia, nazywać niewidzialne ich przesunięcia, uchwycić zmianę
klimatu moralnego itp. W tym sensie Han nie zastępuje Habermasa czy Fukuyamy,
tylko pokazuje, co stało się ze światem, w którym habermasowska racjonalność
komunikacyjna miała jeszcze jakąś instytucjonalną i kulturową szansę.
Rządzący
nie cierpią filozofów, w tym ministrowie edukacji akademickich pedagogów, bo ci
by żądali spełnienia przez polityków warunków do rozumnego porozumienia,
Han pokazuje w swoim studium warunki jego zaniku, dlatego właśnie
nawiązywanie przez niego do Habermasa, Arendt, Baumana, Rawlsa, Wurmsera,
Rousseau, Badiou, Kanta czy Sennetta nie pełnią u niego funkcji
systemotwórczej. Są raczej punktami rezonansu, intelektualnymi ekranami, na
których Han wyświetla własną diagnozę.
Ważny
też jest w jego refleksji o współczesności neokantowski rys, gdyż stawia w
swojej książce pytanie o warunki możliwości poznania, a nie tyle o samo
poznanie wspólnego świata, uwagi, narracji, szacunku, kontemplacji, relacji.
Docieka, co musi istnieć, aby demokracja, wychowanie, rozmowa, przyjaźń,
respekt były jeszcze możliwe? Uświadamia czytelnikom, że późnonowoczesne
społeczeństwo cyfrowo-neoliberalne systematycznie rozmontowuje te warunki.
Pedagogicznie
jest to bardzo płodne, bo jeśli potraktujemy Han'a nie jako refleksyjnego
badacza utraty warunków także wychowania, to wówczas jego studium "Bez
szacunku" staje się tekstem o czymś znacznie głębszym niż „brak
dobrych manier”. Otrzymaliśmy zbiór esejów o zanikaniu dystansu
społecznego,, kulturowego, uznania, autorytetu osobowego a nawet
charyzmatycznego, zdolności słuchania i samoograniczenia. Dowiadujemy się o
rozpadzie tych delikatnych struktur, bez których edukacja zamienia się w
procedurę, komunikacja w ekspozycję siebie, a wolność w prawo do
natychmiastowej a bezrefleksyjnej i bezwstydnej reakcji.
Han nie tworzy teorii respektu, lecz elegię po świecie, w którym szacunek był jeszcze warunkiem wspólnego "oddychania społecznego". W świecie bezwstydu coraz trudniej jest upomnieć się o prawdę, dobro i piękno. "Reżim neoliberalny odosabnia ludzi. Przekształca ich w samotnych wojowników, którym w reżimowym żargonie nadaje się miano przedsiębiorców własnego życia. W ten sposób przecinane są więzi grupowe wzmacniające struktur e społeczną" (s. 12-13).
Żyjemy w czasach niszczenia więzi społecznych, wykorzystując do tego narzędzie przecinające więzi międzyludzkie. Mądrość wypiera ignorancja, naukowców atakują pseudonaukowcy, dzieła artystów wypiera kicz, a uczciwość zastępuje kradzież inaczej. Kto zatem "(...) wynosi samego siebie ponad wszelkie koncepcje wartości , zachowuje się bezwstydnie. Rozpleniający się bezwstyd, który daje się dziś obserwować, jest zjawiskiem towarzyszącym rozpadowi społeczeństwa - wskaźnikiem postępującego upadku wartości" (s.11).
Może właśnie dlatego także polskie elity postsolidarnościowe w III RP zdradziły dane społeczeństwu zobowiązanie, bo ważniejszy okazał się dla nich materialny zysk, majątek, kariera, troska o własne dobro. Czytając Han'a można zrozumieć, jak strach przed utratą władzy i degradacją polityczną sprawia, że rządzący podejmują niewłaściwe decyzje, a obywatele doświadczają nadużywania władzy i jej zaniedbań na wszystkich możliwych szczeblach jej sprawowania, także w instytucjach administracji państwowej.
Han przywołuje za Hansem Magnusem Enzensbergerem zjawisko molekularnej wojny domowej, którą cechuje uruchamianie na co dzień frontów walki przez nienawidzących wszystko, co działa, co jest prawdą, by to niszczyć. Dzięki temu wytwarzają "jednolity analgamat z nienawiścią do samego siebie. (...) Rozproszone agresje, które dają się dziś odczuć wszędzie, są wyrazem tych drobnych i niemych deklaracji wojny. Trudno zwietrzyć ich podstęp, jako że przenikają, lub raczej przeżerają się niezauważalnie przez codzienne życie i rozkładają społeczeństwo od wewnątrz" (s. 15).
Obserwujemy to w nauce, jak oszuści, plagiatorzy, ignoranci działają podstępnie wobec tych, którzy mają osiągnięcia naukowe i jednoznacznie wyrażają swoje negatywne opinie wobec wytworów bezwstydnych "załatwiaczy" dyplomów, certyfikatów, świadectw itp. Jak pisze Han: "(...) w społeczeństwie osiągnięć każdy walczy z każdym, i to we wszystkich warstwach społecznych. Nie ma już solidarności, nawet wśród przegranych" (s.18).
Trudno jednak zgodzić się z Han'em, że to media społecznościowe produkują swoich przegranych, gdyż one są jedynie medium ujawniającym kryzys egzystencjalny i moralny. Niszczenie autorytetów stanowi oczyszczanie pola do własnych działań, które nie mają nic wspólnego z najwyższymi wartościami kodeksów świeckich czy religijnych. "W ten sposób stajemy się upiorami dla siebie nawzajem. Ghostujemy się" (s.23).
Pedagogom specjalnym i międzykulturowym polecam esej Han'a zatytułowany "Uwaga dla Innego", w którym filozof upomina się o rozpoznanie i szacunek dla ludzkiej odmienności. "Szacunek nakazuje bezwarunkowo potwierdzać Innego w jego byciu sobą niezależnie od różnic poglądowych. Wobec opinii Innego mogę powiedzieć "nie", ale to "nie" poprzedzone jest fundamentalnym tak wobec jego inności" (s. 25).
Autor recenzowanej tu książki pokazuje,
że bez elementarnego szacunku nie da się utrzymać nawet najbardziej liberalnej,
pluralistycznej i demokratycznej formy życia społecznego. Żyjemy w czasach bezwstydu, a więc obecności cechującej cynicznych graczy demoralizacji, dewaluacji przez nich najwyższych wartości, rozpadu kanonu wartości. "Ideały zastępuje się przez narcystyczne dyktaty, np. władzę, ambicję, oportunizm, resentyment, zemstę" (s. 53).
W tym sensie jego "Bez szacunku" nie jest utyskiwaniem konserwatysty nad utratą posłuszeństwa, lecz raczej diagnozą erozji minimalnych warunków współżycia między ludźmi. Szacunek nie oznacza dla niego poddaństwa, bezmyślnej uległości wobec autorytetu, lecz uznanie granicy, by nie traktować drugiego człowieka jako własnego ekranu, przeciwnika do unicestwienia, zasobu do cynicznego wykorzystania ani nie jest obiektem natychmiastowego osądu. Jest kimś, wobec kogo obowiązuje pewien próg powściągliwości
Niestety, niektórzy doktoranci, adiunkci a nawet uczelniani profesorowie nie szanują granic kompetencji, prawdy, uczciwości. Przyzwala się "(...) na klimat społeczny, w którym prawdomówność, szacunek i lojalność zamieniają się w symbole słabości. Tam, gdzie władza i posiadanie decydują o wszystkim, a pogarda i bezczelność są w dobrym tonie, wyrażanie czułych uczuć, szacunku, miłości czy przyjaźni interpretuje się jako słabość, która przynosi wstyd" (s. 55).
Rządzący
mogą mówić o dobrobycie, innowacyjności i bezpieczeństwie, ale społeczeństwo
może jednocześnie tracić zdolność do elementarnej wzajemności, a wtedy kryzys
nie zaczyna się od biedy, lecz od pogardy.
Han przywołuje za Helmuthem Plessnerem coraz bardziej niepożądany w relacjach międzyludzkich fenomen taktu, zgodnie z którym nie należy mierzyć innych np. własną miarą niekompetencji czy brakiem kultury osobistej. "Kto w Innym szuka jedynie narcystycznej satysfakcji, jest niezdolny do taktu. Pozbawiony taktu jest ten, kto daje odczuć swoją władzę, swoją przewagę, kto traktuje i osądza innych wedle z góry przyjętych wizji, pozbawiony taktu jest ten, kto nie słyszy i nie widzi duszy, monoman" (s.27-28).
Zdaniem filozofa trzymanie się przez sprawujących władzę procedur, konwencji prowadzi do obojętności, znieczulicy społecznej, brutalizacji i niszczenia więzi. W każdym z esejów powraca do negatywnych następstw nieuczciwej bo antagonistycznej komunikacji w mediach społecznościowych, w których przeważa odwoływanie się do pierwotnych afektów. Jak pisze:
"Przyspieszona komunikacja coraz bardziej wypiera to, co dyskretne, pośrednie, czasochłonne. Szacunek także wymaga czasu. My jednak nie mamy czasu na szacunek" (s. 31). Social media są też nowym w sensie transparentności środowiskiem wyznaczania przez cyfrowe plemiona granic własnych wartości, przekonań, opinii czy wiary, zamykania się w sobie, które to wspólnoty w afirmacji siebie i walce o władzę żywią się wrogością w stosunku do wszystkich tych, którzy są poza obrębem ich granic. "Opinie innych są zniesławiane" (s. 41).
Autor książki "Bez szacunku" pyta. co zostało z życia wspólnego, solidarnościowego. skoro znikają gesty, rytuały, słowa i
postawy, które pozwalały ludziom nie niszczyć się wzajemnie w imię własnej
ekspresji? Z pedagogicznego punktu widzenia jest to bardzo ważny problem, bo szkoła,
uniwersytet, rodzina, debata publiczna czy wspólnota akademicka nie mogą
istnieć wyłącznie dzięki procedurom. One potrzebują właśnie tego minimum
kultury: zdolności słuchania, odroczenia reakcji, zniesienia różnicy, uznania
czyjejś godności mimo sporu. Gdy to znika, pozostaje regulamin, kodeks,
interwencja, sankcja, algorytm moderacji, czyli administracyjna proteza po
utraconej kulturze.
Han prowokuje nie tylko filozofów czy socjologów myśli treścią
poszczególnych esejów, ile samą formą pisania. Pokazuje, że można pisać o
kapitalizmie, cyfrowości, przemocy dobru wspólnym, inkluzji i ekskluzji, zmęczeniu, narcyzmie,
komunikacji, zaniku rytuałów czy respektu językiem, który nie jest ani
akademickim żargonem, ani publicystycznym uproszczeniem. Jego język jest także graniczny, zakorzeniony w dziełach filozoficznych, ale skierowany do
czytelnika, który nie musi przechodzić przez instytucjonalną inicjację w dyskurs
akademicki.
W tym sensie jego eseje mogą być kłopotliwe dla środowisk politycznych, ale i akademickich. Esej
naukowo-refleksyjny narusza niepisaną zasadę, że powaga nauki powinna być
zabezpieczona trudnością języka. Tymczasem Han potwierdza swoją narracją, że powaga myśli
nie wymaga nieprzejrzystości. Można zachować głębię bez tworzenia muru
między filozofią, socjologią czy pedagogiką a światem codziennego życia.
W tym sensie Han prowokuje do pytania o odpowiedzialność humanistyki, kreując myśl wokół pytań, czy nauki społeczne i filozofia mają jedynie opisywać społeczeństwo dla innych specjalistów, czy także zwracać społeczeństwu język rozumienia samego siebie? Tego typu pytanie jest dziś szczególnie ważne, bo przestrzeń publiczna została w dużej mierze przejęta przez krótkie formaty, emocjonalne slogany, cybernarracje, polityczny marketing i algorytmiczne pobudzenie. Jeżeli humanistyka nie potrafi mówić inaczej niż przez monografie pisane dla jedynie akademickiego kręgu, to oddaje pole tym, którzy potrafią mówić szybciej, prościej i często bardziej manipulacyjnie.
Oczywiście
pozostaje ryzyko, że komunikatywność może stać się modą, a esej może osunąć się w
aforyzm, efektowną diagnozę lub intelektualny bon mot, jednak Han w swojej eseistyce potwierdza, że esej może być formą odpowiedzialnej
kondensacji myśli. Nie wszystko musi być systemem, teorią, modelem czy utopią. Czasem trzeba nazwać pęknięcie,
zanim da się zbudować teorię.
Dlatego
można powiedzieć, że Byung-Chul Han nie
tylko pyta, co stało się ze społeczeństwem bez szacunku, bez rytuałów, bez
narracji i bez kontemplacji, ale także o to, co stało się z universitas,
która przestała umieć mówić do społeczeństwa o jego własnym doświadczeniu?
I tu jego podejście wykracza poza filozofię. Han przypomina, że myśl humanistyczna nie powinna rezygnować z docierania pod strzechy. Nie po to jest tworzona, by się „sprzedawać”, lecz by nie porzucać świata życia na rzecz zamkniętego obiegu cytowań, punktów, indeksów i rytualnych procedur uznania. Publikowanie w obcych danemu narodowi językach oraz lokowanie specjalistycznych rozpraw w otwartych bazach wzmacnia akademickie plemiona, ale zarazem utrzymuje dystans między nauką a społeczeństwem.
Dla polityków i pedagogów kluczowy jest esej Han'a pt. "Wartości, ideały i wzory", w którym trafnie stwierdza, że żyjemy w czasach bezcelowości społecznej, dehierarchizacji, rozpadu sfery publicznej, a zarazem indywidualnie z rezygnowania z wysiłku na rzecz respektowania świata wartości wysokich, świata wertykalnego. "Wiara w postęp i przyszłość nie określa już naszego działania. Życiu brakuje wszelkiej teleologii. Jesteśmy dziś więc pozbawieni orientacji i zanurzamy się w pustce sensu, nie mamy już bowiem wartości ani ideałów, w odniesieniu do których projektowalibyśmy nasze życie, naszą przyszłość" (s. 61).
Wystarczy spojrzeć na kolejne pseudoreformy edukacji, by zobaczyć w tle totalną ekonomizację szkolnictwa. Nie bez powodu to nie nauka o edukacji rozstrzyga o kierunkach koniecznych zmian i reform, gdyż ważniejsza jest konsumpcja kapitału przez niespecjalistów. Han odnosi się do sytuujących się w centrum komunikacji publicznej influenserów, których część eksponuje niskie wartości, byle tylko skupić na sobie uwagę przeliczalną na ekonomiczne zyski.
"Influenserzy natomiast nie niosą w przyszłość. Ucieleśniają zaledwie obrazy płynnej teraźniejszości. (...) Dziś jesteśmy niewolnikami wydajności, produktywności i efektywności, które są tylko ilościami. Przed czystym "ile" nie odczuwamy ani szacunku, ani podziwu" (s. 64).
Może sięgną po tę książkę studenci nauk humanistycznych, społecznych i nauk o rodzinie, której autor nie unieważnia Habermasa, Rawlsa, Arendt, Baumana, Plessnera czy Archer, ale tworzy dla współczesnego czytelnika rodzaj intelektualnego progu wejścia do poważnych dzieł naukowych. Młody człowiek może najpierw rozpoznać w jego esejach własne doświadczenie - zmęczenie, nadmiar bodźców, presję widzialności, utratę narracji, erozję wspólnoty, brak szacunku. Dopiero później może zapytać, skąd to się bierze? Kto wcześniej myślał o komunikacji, sprawiedliwości, wspólnocie, godności, wstydzie, społecznym uznaniu, kondycji osoby?
Lektura esejów Han'a może wprowadzać do czytania przekładów na język polski dzieł J. Habermasa — gdy chodzi o warunki komunikacji; do Rawlsa — gdy jest debata na temat sprawiedliwości i instytucjonalnego minimum ładu społecznego, prawnego; do Baumana — gdy chodzi o płynność, niepewność i rozpad trwałych form życia; do Archer — gdy chodzi o sprawczość, refleksyjność i strukturę społeczną; do Plessnera — gdy chodzi o antropologię dystansu, ekscentryczne pozycjonowanie siebie i granice człowieczeństwa; do Arendt — gdy chodzi o wspólny świat, działanie i odpowiedzialność; do Wurmsera — gdy chodzi o bezwstyd, maskę, godność i ranę podmiotowości; do Schmitta — gdy trzeba zrozumieć dramat polityczności, itd., nawet jeśli po to, by się z nim krytycznie spierać.
Idee nie
trwają dlatego, że stoją na półkach bibliotek, lecz dlatego, że ktoś potrafi
ponownie wpisać je w doświadczenie epoki. Han robi to po swojemu —
fragmentarycznie, eseistycznie, czasem przesadnie aforystycznie, ale jednak
przywraca myśleniu publicznemu słowa, bez których społeczeństwo traci zdolność
samorozumienia.
Dzieł nauki, kultury i sztuki nie da się „zastąpić”. Można je najwyżej porzucić,
zapomnieć albo zredukować do przypisów, ale wtedy nie pojawi się nic lepszego,
tylko uboższy język opisu świata. Społeczeństwo zaś, które traci język dla
sprawiedliwości, wstydu, godności, komunikacji, osoby, wspólnego świata czy
respektu, nie staje się bardziej nowoczesne. Staje się bardziej bezradne wobec
własnych kryzysów.
Dlatego Han może być czytany jako autor przejścia od doświadczenia współczesnego niepokoju do wielkich tradycji myślenia. Nie jako ich następca w sensie systemowym, metapoznawczym, ale jako ktoś, kto mówi młodemu czytelnikowi, że to, co czuje jako chaos codzienności, było już przedmiotem wielkich pytań filozofii i socjologii. Trzeba tylko odważyć się ponownie o nich czytać. Można by to ująć aforystycznie: Han nie zamyka swoją eseistyką biblioteki klasyków, ale uchyla jej drzwi od strony świata, który przestał wiedzieć, że jej potrzebuje.

