Zastanawia
mnie, kiedy wiersz, nie przestając być tekstem, staje się zarazem darem
poetów - także dla pedagogów.
Są
wiersze, które się czyta okazjonalnie, sytuacyjnie, ale są też takie, które się
otrzymuje.
Wczoraj
dotarł do mnie najnowszy tomik poezji Danuty Muchy „Je fais danser les
mots / Zatańczę słowa”, ktory został wydany we Francji w dwóch
wersjach językowych: polskiej i francuskiej.
Nie
byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Autorka wpisała do niego
odręcznie wiersz skierowany imiennie do mnie.
„Bielą
nicią
albo
snem
bieli
wokół
nieba
— pieśń
zatańczyły
lotem
myśli
dni
otwarte
pełne
przyśnień"
Nie
jest to wiersz do dokonania przeze mnie analizy, gdyż nie jestem literaturoznawcą, ale do
doświadczania piękna myśli genialnej polskiej poetki.
Z pomocą AI odczytujemy: "Rozpoczyna
się od bieli, tej samej, która może oznaczać początek, ciszę, ale i
przestrzeń jeszcze niezapisaną. Biel nie jest tu kolorem, lecz warunkiem
sensu.
Z
niej wyłania się nić, a więc relacja, coś, co łączy, prowadzi,
spaja. Zaraz potem pojawia się sen — przestrzeń, w której sens nie podlega
jeszcze rygorowi logiki, ale nie jest przez to mniej prawdziwy.
Właśnie
tutaj rodzi się poezja. Nie w opisie świata, lecz w jego zszywaniu. Najbardziej
poruszający wers brzmi: „zatańczyły lotem myśli”.
To
zdanie unieważnia fałszywy podział, który tak często obecny jest w edukacji:
między rozumem a wyobraźnią, między nauką a poezją, między analizą a
przeżywaniem. Myśl może tańczyć, a sens może unosić się jak puch.
Dedykowany
wiersz nie zatrzymuje się na kontemplacji. Kończy się słowami: „dni otwarte
pełne przyśnień”, a to jest moment kluczowy, bo oto po drodze od bieli, przez
niebo, przez myśl i uniesienie w locie dochodzi się do sennych abstrakcji".
To
nie jest poezja samotności, ale poezja relacji. W tym sensie mamy tu do
czynienia z czymś, co od lat próbuję wydobywać poetycką pedagogię z twórczości
tych, którzy nie są zawodowcami w tej dziedzinie, lecz uczonymi w dyscyplinie
psychologia, socjologia, historia czy pedagogika.
Poezją,
która nie ilustruje wychowania, nie opisuje go, lecz sama staje się wydarzeniem
wychowawczym. Wychowanie jak edukacja trwają przez całe życie, a zatem nie
zaczynają się od samej wiedzy, ale od spotkania w buberowskim sensie.
Dedykowany
mi wiersz nie został mi „zadany”, nie jest też elementem programu kształcenia,
a tym samym nie jest przedmiotem egzaminu państwowego. Został mi podarowany,
a dar jest zawsze początkiem lub dopełnieniem relacji.
Dlatego
coraz częściej myślę, że jednym z problemów współczesnej edukacji nie jest brak
przeżywania poezji w szkole. Jest nim to, że poezja przestaje być
doświadczeniem, a staje się zadaniem, podczas gdy najważniejsze wiersze nie
uczą, ale prowadzą od ciszy do spotkania.
W
czasach fałszywych narracji, w zgiełku walk o różnego rodzaju zyski -
Danuta Mucha (prof. UJK w Kielcach) upomina się o chwilę ciszy i zatopienie w
niej własnych sumień, bo:
"Nie
od słowa
lecz
z zachwytu
cisza
brodzi
nieba
słyszą
wiśnie
białą
drogą
płyną
za
horyzont
-
milkną
znikąd"
(s.
110).
Alleluja!
Zdrowych, pogodnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego! Do zobaczenia po Świętach
Wielkiej Nocy.



