Dzisiaj, gdy Ukraina doświadcza ze strony Rosji imperialnej wojny wobec suwerennego kraju, w tym na ludność cywilną, przywołam Iwannę Maszczak, autorkę książek autobiograficznych, więźnia sowieckich łagrów (Kołyma). W lipcu 2025 roku ukończyła 100 lat, a zmarła dwa dni temu.
Wraz z Nią odchodzi ten rodzaj pamięci, który nie jest ani muzealnym eksponatem, ani hasłem w podręczniku. To pamięć żywa, ciepła w głosie, niekiedy oszczędna w słowach, a jednak zdolna przenosić człowieka przez całą epokę: od galicyjskiej codzienności, przez noc przesłuchań i wagony deportacyjne, po białą ciszę Kołymy.
W
jej biografii wszystko ma ciężar konkretu. Przyszła na świat 11 lipca 1925 roku,
w rodzinie greckokatolickiego księdza, niosła od początku dwa dziedzictwa:
modlitwę i odpowiedzialność, tę cichą, domową, a potem tę publiczną, która
przychodzi, gdy historia brutalnie przekracza próg domowej izby.
Nie była „bohaterką z plakatu”, natomiast z opisów i udzielonych przez nią wywiadów wyłania się ktoś,
kto znał smak zwykłego życia: szkołę, wędrówki, młodość i tę kruchą nadzieję,
że świat, nawet jeśli niesprawiedliwy, ma jakiś sens. Potem nastąpiło to, co
w XX wieku przychodziło zbyt często - państwowa przemoc, która pozoruje prawo, aresztowania, opresja, rozrywanie więzi międzyludzkich, przesuwanie ludzi po mapie jak pionków na szachownicy.
„Wisła” — słowo, które brzmi jak rzeka, a oznaczało wygnanie.
Jej
los jest jednym z tych, które uczą, że totalitaryzm ma własną metafizykę, bowiem chce
nie tylko złamać ciało, ale przejąć język, pamięć, wstyd i dumę. W kwietniu
1949 roku I. Maszczak dostała wyrok 10 lat „za zdradę ojczyzny”. Jakże przewrotne było nazwanie zdradą tego, co było wiernością własnej tożsamości, własnemu systemowi wartości.
Już samo samo brzmienie słowa Kołyma jest jak uderzenie zimnego metalu. Tam człowiek uczył się, że głód potrafi być systemem, a mróz — administracją. Iwanna Maszczak należała do tych, którzy przetrwali nie dlatego, że mieli w sobie mniej lęku, ale dlatego, że potrafili ocalić w sobie coś ważniejszego, poczucie sensu życia i własnej godności.
W jednym z tekstów o niej pojawia się motyw haftu, kobiecej pracy rąk, z
pozoru niepotrzebnej w miejscu, gdzie liczyła się łopata i kilof. A jednak w
łagrach haft stawał się znakiem, że „jestem”, „pamiętam”, „nie dam się wymazać”.
Nitki wyciągane z byle czego, igły robione prowizorycznie , stawały się w tym miejscu upartą lekcją cywilizacji humanum.
W takich, wydawałoby się prozaicznych działaniach, najpełniej widać charakter bohaterki dzisiejszego wspomnienia o dzielności kobiety, która przejawiała się nie tyle w wielkich deklaracjach, ile w drobnych gestach oporu, jak utrzymaniu kondycji fizycznej, pielęgnowanie języka ukraińskiego, a także w tym, że nawet po wszystkim człowiek nie pozwala sobie odebrać wewnętrznego światła.
Gdy czyta się opisy spotkań autorskich z I. Maszczak i teksty o jej
książce „Drogami minулого” (2019), odnosi się wrażenie, że jej narracja nie
była celem samym w sobie, „wspomnieniem dla wspomnienia”, lecz — jakby wyraziła to pedagogika
pamięci — próbą ocalenia miary człowieczeństwa.
Po zwolnieniu wróciła do Polski, a potem wybrała Londyn, gdzie spotkała wielu ludzi połamanych przez historię. Tam też podjęła się pracy w archiwum chroniąc pamięć społeczną o losie człowieka w czasach totalitarnych. W bibliotece i archiwum diaspory porządkowała to, co było rozproszone po świecie; przypominała, że naród istnieje nie tylko w granicach państwa, lecz także w listach, fotografiach, książkach i wspólnotach, które trwają mimo odległości.
W londyńskim parku, wśród kwiatów, w barwach, które zdawały się zaprzeczać szarości łagru, jakby sama natura dawała jej twórczość malarską, której nie potrafiła zniszczyć żadna władza. Ten kontrast, jakim stał się kolor obrazów i Kołyma, nie jest ozdobą jej biografii, ale sensem jej życia, bo Maszczak była świadkiem, że człowiek może przejść przez Zło, nie stając się nośnikiem Zła. Jakże piękne są jej ukraińskie hafty (wyszywki):
вишивки Іванну Мащак
W lipcu 2025 roku dożyła stu lat. To symboliczna liczba: całe stulecie, które przeszło przez jej życie: wojny, deportacje, imperia, upadki, emigrację, odrodzenia i kolejne zagrożenia wolności, a jednak w relacjach o własnym jubileuszu wracał nie patos, tylko fenomen niezłomności, który w takich historiach jest najprawdziwszy.
Jej autobiograficzne książki, wśród których najbardziej znana jest Drogami minuloho
(Drogami przeszłości), nie są sensacyjną literaturą faktu ani
martyrologiczną opowieścią. To narracje spokojne, zdyscyplinowane, pozbawione patosu, których siłą jest rzeczowość. Maszczak nie buduje legendy, ale rejestruje przemoc, pokazuje
mechanizmy represji, codzienność łagru, ale też powojenne zagubienie ludzi
wracających z „innego świata”, którzy musieli na nowo nauczyć się zwyczajnego
życia.
Ważnym wątkiem jej późniejszych lat było również malarstwo. W obrazach, które przedstawiały kwiaty, pejzaże, jasne kompozycje, jakby świadomie wybierała kolor przeciwko szarości, światło przeciwko mrokowi. To nie była ucieczka od przeszłości, lecz jej dopełnienie, dowód, że doświadczenie zła nie musi prowadzić do duchowego zubożenia.
Jej
życie przypomina, że największym zwycięstwem nad totalitaryzmem nie jest
spektakularny bunt, lecz fakt, że człowiek po wszystkim potrafi nadal nazywać
dobro dobrem, zło złem – i opowiadać o tym spokojnym głosem.
W lipcu 2025 roku ukończyła sto lat. Jej jubileusz był nie tylko prywatnym świętem, lecz także symbolicznym momentem dla środowisk diaspory i wszystkich, którzy zajmują się historią XX wieku. Odeszła przedstawicielka generacji, która stopniowo znika z naszego świata fizycznego, pozostawiając po sobie pytanie: co zrobimy z ich świadectwem?
W czasach, gdy historia coraz częściej staje się narzędziem politycznej doraźności, a pamięć bywa selektywnie porządkowana pod bieżące narracje, los I. Maszczak nabiera szczególnego znaczenia. Gdy odchodzą ostatni świadkowie epoki łagrów i deportacji, odpowiedzialność za pamięć przechodzi na następne pokolenia. Od tego, czy potraktują ją jako żywe zobowiązanie, czy jedynie jako archiwalny zasób, zależy, czy historia pozostanie przestrzenią refleksji, czy stanie się kolejnym polem manipulacji.
Dziś, gdy odeszła do wieczności, pozostawiła po sobie coś więcej niż datę i nazwisko, a mianowicie pewien sens ludzkiego istnienia: cichy, stanowczy, wierny wartościom. Pozostaje pamięć, którą trzeba unieść dalej, bo są ludzie, którzy nawet po śmierci pozostawiają nam zobowiązanie, że chociaż wolność zaczyna się od krzyku w dniu przyjścia na świat, to przecież nie po to, by dać sobie odebrać prawdę o sobie i ponadczasowych wartościach.
źródła:
Микола Дупляк За любов до України окупанти відняли від неї найкращі роки молодости (Іванна Мащак. Дорогами минулого. Київ, 2019. 256 с.) , ВІСНИК ТАВРІЙСЬКОЇ ФУНДАЦІЇ (Осередку вивчення української діаспори) Випуск 18 Херсон Просвіта; ФОП Вишемирський В. С. 2021
Бібліографія. Стратегія читання. Історія України – уроки минулого і сьогодення. Мащак, Іванна. Дорогами минулого.
Ірина Штогрін, Українка в ГУЛАГу. Чому вчить книга
бранки радянських концтаборів Іванни Мащак «Дорогами минулого»30 травня 2019.
Фото: Association of Ukrainians in Great Britain, Gala PT в Facebook : https://www.ukrinform.ua/rubric-diaspora/3063011-v-souzi-ukrainciv-u-velikij-britanii-privitali-z-95riccam-ivannu-masak.html:

