piątek, 4 października 2013

Habilitacyjne duety na Słowacji

Anonimowy komentator jednego z poprzednich wpisów przypomniał, że dawno już nie pisałem o Polakach ubiegających się u naszych południowych sąsiadów o status docenta i słowacką habilitację. Istotnie, trochę się tu zaniedbałem, ale to głównie dlatego, że niektórzy bardzo nie lubią jak podejmuję ten temat. Już sam fakt poświęcenia temu uwagi traktowany jest jak atak na jakąś świętość. Nie rozumiem, dlaczego? Piszę o sukcesach naszych koleżanek i kolegów, którzy habilitują się w kraju, to dlaczego miałbym pomijać milczeniem tych, co to "habilitują się" po słowackiej stronie? Celowo takiego właśnie użyłem określenia - "habilitują się", bo wprawdzie nazwa postępowania jest zbieżna z polską, ale radykalnie odbiega od wymagań, jakie trzeba spełnić w kraju. Oczywiście, tak tu, jak i tam skala jest wielostopniowa, a nie zero-jedynkowa, a to oznacza, że przedkładany do oceny dorobek nauczycieli akademickich w stopniu doktora jest wyróżniający, bardzo dobry, dobry, dostateczny lub niedostateczny.

O ile z publikacjami polskich habilitacji w krajowych uczelniach każdy może się zapoznać, gdyż są wydrukowane i znajdują się w powszechnym obiegu, a więc może wyrobić sobie na ich temat zdanie (niezależnie od tego, czy przyczyniły się do promocji, czy też nie), o tyle w przypadku postępowań habilitacyjnych na Słowacji w 90% możecie szukać wiatru w polu. Nie tylko tam, ale i tu nie znajdziemy rozpraw naukowych osób, które na podstawie tam przedłożonej dokumentacji uzyskują habilitację. Mała różnica, ale jest z nią, jak z reklamowanym piwem. Zdaję sobie sprawę z tego, że pisanie o tym w kraju jest obrazoburcze, wywołuje wściekłość, niezadowolenie, które zresztą projektuje się potem na mnie. Nie mam jednak i nigdy nie miałem z tym procederem nic wspólnego. Natomiast dzięki naszym koleżankom i kolegom otrzymałem przekonywujące materiały, a ostatnio, w czasie Zjazdu Pedagogicznego jedna z osób przyznała, że nawet nie miała pojęcia o sfałszowaniu dokumentacji przez pewną panią doktor, która ośmieliła się złożyć w swoim postępowaniu w KU w Rużomberoku pozytywną recenzję owej profesor. Ot, ciekawostka, ale przecież nie wynika z niej, że wszyscy tak postępują, że każdy Polak jest nieuczciwy, że przedkładany na Słowacji dorobek nie jest wartościowy, skoro spełnia tamtejsze normy akademickie. NIE. Czarne owce zdarzają się w każdym środowisku.

Zachęcam zatem do zapoznania się z dorobkiem kolejnych doktorów - wkrótce habilitowanych, o których przewodach habilitacyjnych informują władze Katolickiego Uniwersytetu w Rużomberoku. Nie można na Wydziale Pedagogicznym KU habilitować się z pedagogiki, a zatem w modzie jest "praca socjalna" i "dydaktyka przedmiotowa". Wkrótce odbędą się tu cztery postępowania dla Polaków:

1) Tegoroczną edycję słowackich docentur Polaków rozpoczyna w dn. 9. 10. 2013 o godz. 10.30 doktor psychologii Julia Gorbaniuk z Instytutu Nauk o Rodzinie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego wykładem pt. "Rodinný asistent – forma podpory v ťažkej sociálnej situácii" (Asystent rodzinny - forma wsparcia trudnej sytuacji socjalnej" a następnie przystąpi do obrony pracy habilitacyjnej pt. "Psychospoločenské fungovanie dieťaťa v rodine migranta. Formy podpory" (Psychospołeczne funkcjonowanie dziecka w rodzinie migranta. Forma wsparcia" w dyscyplinie naukowej - jedynie na Słowacji - oznaczonej numerem 3.1.14, czyli z "pracy socjalnej".


2) O godz. 12.00 doktor socjologii Monika Podkowińska wygłosi najpierw wykład habilitacyjny pt. "Nové vzory sociálnej komunikácie v oblasti rodinného poradenstva" (Nowe wzory komunikacji społecznej w zakresie poradnictwa rodzinnego) a następnie przystąpi do obrony pracy habilitacyjnej pt. "Rodinná komunikácia v kontexte súčasných foriem podpory rodiny. Štúdium zo sociálnej prace" (Komunikacja rodzinna w kontekście współczesnych form wsparcia rodziny. Studium z pracy socjalnej" w dyscyplinie posiadającej identyfikator 3.1.14, czyli z "pracy socjalnej".



W dn. 14. 10. 2013 (w Dniu Edukacji w Polsce) będą miały miejsce aż dwa takie przewody:

3) Najpierw o godz. 9.00 na Wydziale Pedagogicznym Katolíckej univerzity v Ružomberku (PF KU) ul. Hrabovská 1 możecie wysłuchać wykładu doktora pedagogiki Marcina Białasa z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach pt. "Morálna teológia na hodinách náboženstva v škole" (Teologia moralna na lekcjach religii w szkole" oraz będzie miała miejsce obrona rozprawy habilitacyjnej pt. Ľudské šťastie a utrpenie v didaktike kresťanskej výchovy (Szczęście ludzkie a cierpienie w dydaktyce religii chrześcijańskiej). Jak widać już po problematyce Habilitanta - postępowanie będzie przebiegać w ramach dyscypliny oznaczonej na Słowacji numerem 1.1.10 - Odborová didaktika-teória vzdelávania náboženskej výchovy (dydaktyka przedmiotowa - katecheza).


4) Następnie o godz. 12.00 - można uczestniczyć w wykładzie habilitacyjnym na tym samym wydziale psychologa doktora Wojciecha Gulina z Kujawsko-Pomorskiej Szkoły Wyższej w Bydgoszczy pt. "Emociálne empatie detí a mladistvých vo vzťahu ku starším" (emocjonalna empatia dzieci i młodzieży w relacjach ze starszymi) oraz nastąpi obrona pracy habilitacyjnej pt. "Chápanie staroby u mladých ľudí a sociálna starostlivosť mladých o starych" (Rozumienie starości wśród młodych ludzi a społeczna troska młodych o starych"). Ten przewód będzie prowadzony w ramach dyscypliny oznaczonej na Słowacji numerem 3.1.14 - czyli z "socjalnej pracy", która w Polsce nie jest uznawana przez panią minister jako dyscyplina naukowa, podobnie zresztą jak ma to miejsce w przypadku tzw. dydaktyk szczegółowych, przedmiotowych. No, ale jak to ma miejsce w naszym kraju - każdy sobie rzepkę skrobie. Jednych obowiązuje prawo, a innych nie.

I kto ośmiela się twierdzić, że na Słowacji habilitują się tylko pedagodzy? Swoją drogą, ciekawe, na jakich stanowiskach będą później zatrudnieni psycholog-dydaktyk czy socjolog/psycholog - w zakresie pracy socjalnej? Czy będą na stanowiskach samodzielnych pracowników naukowych w polskich uczelniach? Jeśli tak, to na jakiej podstawie prawnej, skoro reprezentują dyscypliny wiedzy praktycznej, ale nie naukowej? Może pani minister Barbara Kudrycka zrobi coś z tym problemem, bo może okazać się, że niektórzy posługują się w naszym kraju uprawnieniami w zakresie, którego sama pani minister nie uznała?

A tak wygląda jeden z przykładowych wniosków komisji przeprowadzającej habilitację w tym roku, z którego wynika, że doktor z Polski pozytywnie obronił swoją habilitację i zaliczył wykład habilitacyjny:


Jak to dobrze, że od 1 października w Polsce nie będzie już ani kolokwiów habilitacyjnych, ani wykładów. Może trochę odetchną ci, którzy mają stres ekspozycji społecznej?

19 komentarzy:

  1. A co zrobiła w tej sprawie CK - rzekoma elita polskiej nauki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym , co zrobiła CK - elita polskiej nauki - pisałem , także w tym blogu, w :Forum akademickim", w książce "Klinika akademickiej pedagogiki" - a więc wielokrotnie. Podjęły stosowne uchwały w tej kwestii dwa komitety naukowe PAN. Natomiast ruch należy do ministry Barbary Kudryckiej. Do niej proszę skierować do zapytanie, jeśli tak dręczy anonimowego. Jestem przekonany, że otrzy6ma taką samą odpowiedź, jak Komitet Nauk Pedagogicznych PAN, Komitet Socjologiczny PAN czy CK.

      Usuń
    2. Kudryckiej mam pytac co zrobila CK?! To ona jest jej czlonkinia? Logiki troche, bardzo prosze ... :)

      Usuń
    3. Tak, anonimowy, musi zapytać o to panią minister. Pani minister nie jest członkinią CK. Pragnę zauważyć, że to nie CK ustanawia prawo w tym kraju!!! Warto trochę się douczyć, zanim zacznie się tak komentować powyższą sprawę!

      Usuń
    4. Pragne zauwazyc, ze to takze nie minister ustanawia prawo w tym kraju!!! Warto sie troche douczyc, zanim zacznie sie wymadrzac :).

      Usuń
    5. Niestety, anonimowy mądralo - ale rozporządzenie o obszarach, dziedzinach i dyscyplinach naukowych wydaje minister nauki i szkolnictwa wyższego. Zacznij zatem od siebie, od własnej ignorancji i arogancji, zanim cokolwiek jeszcze zechcesz skomentować.

      Usuń
  2. Chyba trochę jeszcze ich będzie. Jeśli faktycznie był taki pęd do starej procedury, jak pisani w komentarzach do niedawnego wpisu, to trochę wniosków pewnie jeszcze jest.

    OdpowiedzUsuń
  3. jedna uwaga: na skanie przedstawionym przez Pana Autora bloga, widać, że w procesie jest aż dwóch profesorów drów hab. z Polski - czyli jest to proces w oczach Słowaków w całości wspierany przez polską profesurę

    w jaki sposób w przyszłości w Polsce praca socjalna ma się stać odrębną dyscypliną jeśli nie będzie u nas fachowców? Dzięki temu procesowi dochodzi do istotnego rozwoju nauk w Polsce. Poza tym, habilitanci z pewnością przedstawią swoje wnioski o polską habilitację z dziedzin istniejących w Polsce a uzyskanie habilitacji w Słowacji z dziedziny nieistniejącej w Polsce będzie w autoreferacie ujawnione jako dodatkowy aspekt pozwalający ocenić habilitanta. Nawet są na stronach CK kolejne przypadki habilitantów, którzy robią habilitację (i zrobili), mimo, że mieli polską profesurę - jak prof. Karczewski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "habilitanci z pewnością przedstawią swoje wnioski o polską habilitację z dziedzin istniejących w Polsce"

      Nic nie przedstawia, bo na mocy umowy slowacki docent=polski dr hab. Natomiast sprawa przelozenia dyscypliny to juz cos co przekracza zdolnosci pojmowania przecietnego zjadacza chleba :)

      Usuń
  4. Szanowny Panie Profesorze,
    przepraszam, że nie jest to komentarz do ilitacji na Słowacji ale w jakiejś mierze dotyczy to spraw publikowania prac doktorskich i habilitacyjnych.
    Bardzo proszę o udzielenie informacji czy wymagane jest podanie w rozprawie doktorskiej dokładnych danych o badanej populacji, to znaczy nazwy szkół w których były prowadzone badania.. Są bowiem z tym problemy bo dyrektorzy szkół zgadzają się na przeprowadzenie badań pod warunkiem nie ujawniania nazw. Ja badałam konflikty w szkole i dyrektorzy zażyczli sobie pełną anonimowość.
    Bardzo proszę o odpowiedź!!!
    Z poważaniem wierna czytelniczka blogu Pana Profesora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowna Pani, należy spełnić oczekiwana dyrektorów szkół, ale także zachować wiarygodność danych, jakie zostały uzyskane w toku badań. W tabelach można zatem określić szkoły symbolami np. A,B, C itd., zaś w Aneksie pracy podać wykaz szkół bez przypisywania ich do w/w kategorii. Wówczas jest wilk syty i owca cała. Dyrektorzy boją się, że identyfikacja danych o ich placówkach z być może niekorzystną interpretacją wyników badań, zaszkodzi im i społeczności szkolnej.

      Usuń
    2. Szanowny Panie Profesorze,
      tak też sugerowałam dyrektorom badanych szkół. Oni jednak kategorycznie zażądali by w żaden sposób nie ujawniać w rozprawie nazw ich szkół, i co więcej musiałam złożyć stosowne oświadczenia.
      Jest wiele środowisk, które stawiają ostre warunki w tej mierze, bo traktują to jako "zamach" na ich intymność.
      Czy jest jakiś konkretny przepis regulujący tę kwestię odnośnie prac doktorskich?
      Bardzo proszę o odpowiedź.

      Usuń
    3. Szanowna Pani, to w tej sytuacji może Pani całkowicie ukryć dane, natomiast w autoreferacie w czasie obrony pracy doktorskiej może Pani dla uwiarygodnienia terenu badań podać dane , w których szkołach były one prowadzone. Nie ma tu żadnego przepisu, który regulowałby te kwestie. Rzecz dotyczy uczciwości badacza. To promotor rozprawy potwierdza skierowaniem jej do obrony, że przeprowadzone badania miały miejsce w określonych placówkach. Nie martwiłbym się zatem tą kwestią. Musi jednak dokonać Pani uogólnionej charakterystyki terenu badań, a więc np. tego, w jakim mieście czy województwie były prowadzone oraz w jakim typie placówek oświatowych. To nie jest naruszeniem danych, których ujawnienia tak bardzo obawiają się dyrektorzy szkół. Ma to też dobrą stronę, bowiem może Pani bez obaw opisać fakty, które być może mogłyby być kłopotliwe, gdyby skonfrontować je z konkretną placówką. Badanie naukowe nie jest jednak ewaluacją konkretnych szkół, bo tę przeprowadza nadzór pedagogiczny. Pani zaś ma dociekać prawdy o pewnych zjawiskach i odsłaniać ich prawidłowości , uwarunkowania czy/i skutki.

      Usuń
  5. Mam wrażenie, że pisząc wielokrotnie (nawet krytycznie) o habilitacjach na Słowacji, nadaje im Pan Profesor niezamierzenie nową jakość: wartość ofertową. Spopularyzował Pan Profesor, nie chcąc pewnie, zagraniczny sposób awansowy, który się rozwija, przy pełnej akceptacji polskich władz. Może niedługo takie możliwości migracji awansowych stworzą Ukraina, Czechy, Węgry, Litwa, Rumunia i Polacy nie będą musieli zmagać się z nowym trybem postępowania habilitacyjnego ? Iga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka poruszyła niezmiernie ważny problem ujawniania (czy też nie) nazw badanych instytucji. Z tego co wiem, żadne przepisy nie regulują tej kwestii i znam wiele prac doktorskich i habilitacyjnych, w których ograniczono się do podania województwa. Bo czy możliwe jest np. ujawnienie nazw szkół, w których badane jest zjawisko prostytucji wśród licealistek czy też samobójstw wśród uczniów w konkretnych szkołach itp. Podobnie rozumiem dyrektorów szkół, którzy nie chcą by na zewnątrz wiedziano o ich konfliktach z uczniami. Ujawnianie takich faktów to wielkie ryzyko spadku popularności szkoły w rankingach a dla samych dyrektorów mocno deprymujące i w pewnym sensie świadczące o ich nieudolności. To oczywiste, że słowa "konflikt" ma wydźwięk pejoratywny i źle kojarzy się.

      Usuń
    2. To zapewne odpowiedź koleżance w poprzednim wpisie. Iga

      Usuń
  6. W Czechach już długo się Polacy habilitują, więc Pani dane są przedawnione. Jeśli chodzi o Litwę to już habilitacji tam nie uświadczysz. Na Węgrzech i Rumunii nie wiem, nie znam się, nie pamiętam. Z drugiej strony wielu Polaków habilitowało się w ZSRR, Rosji, Ukrainie i pracują jako profesorowie, niektórzy są już nawet zwyczajnymi i zwyczajnie nikogo to nie interesuje. Niektórzy zaś są dyrektorami instytutów pedagogicznych a nie wydali ani jednej książki. Nagonka na habilitowanych w Słowacji trwa, bo jeden albo dwóch zrobiło to nieuczciwie....Ludzie! Pogotowie naukowe potrzebne!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój wpis ma cechy analityczno-hipotetyczne. Gdybym napisała tekst naukowy wskazałabym twarde dane i natychmiast podałabym źródła. To blog. Mój wpis miał inny cel, był oparty na prostej analizie, którą Anonimowy z 12:05 był łaskaw w jakimś niewielkim sensie wesprzeć. Swoją drogą, migracje po awans, nie są tylko specjalnością polską. Iga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Ale powiem tak, cytując wieszcza "Ludzie szukają płomienia...", swojego, niepowtarzalnego - miejsca, czasu, wyjścia......Pozdrawiam
      Anonimus 12:05

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.