wtorek, 4 czerwca 2019

Rocznica pierwszych, częściowo wolnych wyborów w postsocjalistycznej Polsce w cieniu hipokryzji polityków


Z ogromną przyjemnością wysłuchałem w TVN24 niedzielnej "Debaty o wolności" z udziałem uczonych, humanistów - Ewą Łętowską, Timothym Gartonem Ashem, Stefanem Chwinem i Michałem Rusinkiem, którą poprowadzili Katarzyna Kolenda-Zaleska i Jacek Stawiski.

Najbardziej poruszającą dla mnie była wypowiedź Stefana Chwina, który stwierdził poproszony o wypowiedź na temat wolności ducha w wolności stwierdził: Nie jest to łatwy temat. Zapytałem niedawno młodą kobietę, czy czuje się ograniczona w swojej wolności. Moja rozmówczyni odpowiedziała z uśmiechem: "Ograniczona? Nie czuję się niczym ograniczona, mogę robić co chcę".

Ciekawe, że nie odpowiedziała "mogę myśleć co chcę". - Wolność ducha jest darem, bez którego doskonale obywa się większość ludzi. Istotą wolności jest konflikt z innymi. Wolność zaczyna się od słów: nie chcę być taki jak ty, nie chcę żyć tak jak ty, chcę czegoś innego niż ty. (...) Wolność ducha zawsze narusza spokój ducha, rodziny, narodu, Kościoła, państwa, wszelkiego kolektywu, który od wolności woli posłuszeństwo
.

Rzeczywiście, od początku transformacji ustrojowej zmagamy się w kształceniu i wychowywaniu młodych pokoleń z dylematem swoboda czy przymus, samostanowienie czy posłuszeństwo mimo świadomości tego, że zakres ludzkich postaw nie powinien być redukowany do tak zantagonizowanych kategorii jako czarno-biały, binarny. To politycy czynią wszystko, by polska scena polityczna została utrwalona w dających się jednoznacznie przeciwstawić orientacjach i zachowaniach przejawiających się albo autorytaryzmem determinującym wśród poddanych posłuszeństwo albo liberalizmem otwierającym dla wszystkich przestrzeń wolności, z której trzeba umieć odpowiedzialnie korzystać.


Budowana już od trzydziestu lat demokratyczna Rzeczypospolita wciąż nie radzi sobie z politykami, którzy już nie pamiętają albo nie chcą pamiętać o źródłach i intencjach twórców solidarnościowego ruchu oporu przeciwko ówczesnemu reżimowi. Od 1992/1993 r. sukcesywnie zdradzano przesłanie moralne i polityczne "Solidarności" lat 1980-1981 zabiegając o własny byt i korzyści.

Coraz rzadziej towarzyszy nam refleksja nad tym, w jakim zakresie i kierunku polityka oświatowa zaprzecza wyjściowym deklaracjom, które rozbudziły wśród twórczo zaangażowanych w transformację szkolnej edukacji nauczycieli nadzieje na „lepsze jutro”. Uległ już zapomnieniu List Otwarty Towarzystwa Kursów Naukowych do Nauczycieli i Wychowawców z 14 czerwca 1980 r., którego treść po prawie 30 latach nie zdezaktualizowała się, potwierdzając permanentny dramat i chaos ról jakie w tym systemie spełniają zarówno politycy oświatowi, jak i nauczyciele.

Intelektualiści tej miary, co: Władysław Bartoszewski, Władysław Bieńkowski, Marian Brandys, Stanisław Hartman, Władysław Kunicki – Goldfinger, Marian Małowist, Tadeusz Mazowiecki, Jan Józef Szczepański czy Jacek Woźniakowski wskazywali wówczas środowisku pedagogów na konieczność dostrzeżenia wreszcie faktu, że pierwszym obiektem manipulacji centralnych władz oświatowych jest nauczyciel.

Wspierał ten proces zniewolenia PRL–owski system kształcenia nauczycieli, kursów, konferencji, zarządzeń, kontroli i biurokratycznych udręczeń, by wychowawcy młodej generacji zrezygnowali z wewnętrznej wolności i przyzwyczaili się do zakreślania im z zewnątrz granic samodzielności, twórczej inicjatywy i bezwzględnego posłuszeństwa wobec władzy.

Zwracano uwagę na to, że w całym szkolnictwie panował przerost obciążeń administracyjnych, dominowało pomniejszanie znaczenia prawdziwych norm pedagogicznych na rzecz norm sztucznych, sprawozdawczych, stwarzano splot uzależnień i kontroli, prowadzący do zastraszania i zakłamania w stosunkach międzyludzkich w szkołach, zaś poprzez pauperyzację zawodu nauczycielskiego redukowano poczucie powołania i etyczności zawodowej. Przypominano zarazem ową duchową moc, o której mówił właśnie Stefan Chwin.

"Nie przestaliśmy być narodem, który chce oddychać i żyć w wolności – głosił ów list TKN – u. Ale by wychowanie spełniało swoją rolę drogi do wolności i prawdy – trzeba by każdy nauczyciel i wychowawca postępował jak człowiek wewnętrznie wolny. By czuł i rozumiał, że w jego powołaniu i zawodzie – instancją najwyższą jest nie urzędnik administracji oświatowej, lecz własne sumienie; że za stan systemu edukacyjnego i wychowania ponosimy wszyscy odpowiedzialność nie przed rządzącymi, lecz przed narodem" (Towarzystwo Kursów Naukowych, List Otwarty do Nauczycieli i Wychowawców, Zakłady Graficzne NOWA, lipiec 1980, s. 7 – 8).

W spadku po socjalizmie otrzymaliśmy nie tyle zdewastowaną kadrę oświatową, chociaż częściowo taką była, ale niszczące szanse na demokrację i auodegradujące się kadry polityków, którzy z każdym rokiem zapominali o wartościach i normach "Solidarności". Rację zatem miała w czasie niedzielnej debaty prof. Ewa Łętowska, że żyjemy w zakłamaniu prawnym, ale także moralnym. Nie ma wolności bez solidarności, bez odpowiedzialności, bez samodyscypliny społecznej, bez dbałości o proporcjonalność w relacjach społecznych, politycznych, administracyjno-prawnych i kulturowych.

Profesor filozofii z Uniwersytetu Wrocławskiego Adam Chmielewski wyraził to w jednym z wywiadów bardziej dobitnie: "- Bezwstyd stał się wręcz przepustką do polityki, w Polsce i gdzie indziej. Bezwstydne zachowania i czyny polityków, upowszechniane przez media, stają się przykładem wyzwalającym bezwstyd w działaniach innych ludzi. Wszechogarniające upolitycznienie naszego życia sprawia, że polityczna nikczemność odbija się głośnym echem w sferze społecznej i prywatnej".


Timothy Garton Ash zacytował w czasie debaty słowa Goethego: "Ten tylko zasługuje na wolność i życie, kto codziennie walczy o wolność".

Dylematy seminarzystów na uczelni