poniedziałek, 27 sierpnia 2018

O kształtowaniu umiejętności wchodzenia w relacje ze zwierzętami

W okresie wakacyjnym napisał do mnie profesor Antoni Sawicki dzieląc się obserwacją relacji człowiek–zwierzęta domowe. Trafnie wskazuje w liście na olbrzymie braki edukacji w naszym społeczeństwie w powyższym zakresie:

Właśnie wróciłem z wycieczki objazdowej po Gruzji i Armenii. Co tam zaobserwowałem? Niektórzy uczestnicy naszej wycieczki ze śniadań w formie szwedzkiego stołu zabierali mięsa i wędliny i upychali nimi swoje torby. Po przyjeździe do obiektu turystycznego otaczała nas grupa bezpańskich zgłodniałych (często chorych) psów. Wtedy rozpoczynało się ich karmienie.

Ja głośno protestowałem: „Ludzie co wy robicie. W ten sposób zwabiacie wokół nas różne chore i zdziczałe psy. Z tymi psami będą się spotykali nasi polscy turyści w następnych turnusach. Przecież w niektórych obiektach psy rozkładają się na schodach, w ciemnych korytarzach, pod krzesłami i ławkami itd. Łatwo można na nie nadepnąć i zostać pogryzionym. Wśród turystów są także dzieci, które są mniej ostrożne”.

Turyści dużo fotografują i filmują, przez to mało patrzą pod nogi i nie ma wycieczki bez kilku wypadków i urazów. Sam to przeżyłem w ubiegłym roku w Portugalii. To może sprzyjać niechcianym ostrym kontaktom turystów z bezpańskimi psami. Zauważyłem, że po mojej interwencji niektóre panie odchodziły od grupy na zaplecze obiektów. Jeden z karmiących psy starszych panów profesorów (mechanik) pokazał mi, jak właśnie go ugryzł w rękę półzdziczały karmiony pies. Tym ludziom błędnie się wydaje, że z religijnego punktu widzenia wykonują dobre uczynki, a narażają innych na niebezpieczeństwo.

Podobne, aczkolwiek mniej drastyczne, sytuacje występowały podczas mojej poprzedniej wycieczki w maju do Serbii i Bośni.

Wiem, że edukacja nie zastąpi zwykłego zdrowego rozsądku. Przecież zdarzają się lekarze alkoholicy i narkomani, a prawnicy złodzieje i mordercy. Jednak trzeba coś robić. U nas ochrona zdrowia nie jest świadomie płatna. Leczenie tych lekkomyślnych Polaków kosztuje nas wszystkich. Przez wiele lat szokowała mnie i nadal szokuje sytuacja, w której (ktoś) prowadzi w swoim domu hodowlę kilku kotów. Robi to podobno do zabawy swoich wnuków. O szkodliwości takiego działania nie przekonują go odzwierzęce choroby, które już nawet przebył. Choroby odzwierzęce są bardzo powszechne
Mam prośbę do Pana Profesora o udzielenie mi informacji:

Czy na studiach pedagogicznych są jakiekolwiek przedmioty związane z edukacją dzieci i młodzieży na temat relacji ze zwierzętami domowymi?

Czy są na uczelniach pedagogicznych w Polsce są katedry lub zakłady zajmujące się problemami relacji ludzi ze zwierzętami domowymi?

Czy tylko ja wyolbrzymiam problem, bo go faktycznie nie ma?

Najprawdopodobniej wielkie zyski z braku odpowiedniej edukacji młodzieży mają: hodowcy - rozmnażający zwierzęta, weterynarze, producenci i handlarze pokarmów, hotelarze zwierząt i treserzy itd.


Na studiach pedagogicznych mamy tylko jeden kierunek szkolny-edukacyjny, jakim jest pedagogika wczesnej edukacji (elementarna, nauczanie zintegrowane, kształcenie wczesnoszkolne itp.) nie przewiduje się przedmiotu zajęć, w trakcie którego studenci mieliby uczyć się właściwych relacji z domowymi zwierzętami. Nie przypuszczam, by na jakimkolwiek innym kierunku nauczycielskim ktoś się tym zajmował.

Czy jest to rzeczywiście problem? Moim zdaniem jest, ale bardziej powinien być rozstrzygany przez rodziców niż nauczycieli dzieci czy nauczycieli-nauczycieli. Wprawdzie wszystko zależy od ludzi, od ich wyobraźni, wiedzy i doświadczeń. Mam dwa psy, groźne, w tym jeden na III miejscu najbardziej niebezpiecznych ras, toteż kiedy przechodziła koło ogrodzenia grupa przedszkolaków, ich pani podeszła z nimi bliżej do bramy i pouczała dzieci, by nigdy nie wkładały ręki przez siatkę, by pogłaskać psa, nie karmiły go niczym, ani nie drażniły.

To była prawdziwa edukacja. Psy przyglądały się dzieciom z uwagą, bacznie je obserwowały gotowe do reakcji. Nie mogę zapewnić, że jeden z nich nie zaatakowałby dziecka, które wykonałoby dla niego jakiś nieprzewidywalny gest, ruch lub okazało mu wrogość. Nie ma złych psów, ale są niewychowani ludzie, którym wydaje się, że mogą czynić, co chcą, naruszać czyjeś terytorium, czyjąś godność bez możliwych następstw.

Tak więc uczymy się przez całe życie, także wówczas, kiedy wbrew tytułom naukowym czy wykształceniu nadepniemy niechcący jakiemuś psu na ogon.

Dylematy seminarzystów na uczelni