wtorek, 1 grudnia 2015

Słowacy robią porządek w swoim szkolnictwie wyższym, a polskie MNiSW podtrzymuje chaos


Dotarł do mnie list od jednego ze słowackich profesorów, w którym potwierdza, że na podstawie prac ichniejszej Komisji Akredytacyjnej kolejne dwa uniwersytety - w Bańskiej Bystrzycy i w Nitrze - utraciły uniwersytecki status. Dano im rok czasu na poprawę, a jeśli go właściwie nie wykorzystają, to spadną do poziomu szkół zawodowych.

W Polsce jest tendencja odwrotna. Im słabszy uniwersytet, tym silniej lobbujący na jego rzecz politycy bronią jego statusu (szczególnie, gdy niektóre z jego jednostek nie spełniają nawet minimalnych wymogów), bo mają w zanadrzu szansę na załatwienie pewnych spraw sobie lub/i bliskim. Spotykam się z tym zjawiskiem, kiedy wpływają z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego skargi do CK na zarządzających jednostkami w sytuacji, gdy w grę wchodzi blokowanie czyjegoś awansu naukowego.

Słowacja jest wielokrotnie mniejszym od naszego krajem, z jakże niewielką liczbą uniwersytetów i szkół wyższych, w tym szczególnie prywatnych. Niestety, zdarza się, że są wśród nich takie, którym udaje się uzyskać uprawnienia do nadawania tytułu naukowo-pedagogicznego docenta (jeden z rodzajów odpowiednika polskiej habilitacji, bo są tam dwa jej rodzaje), toteż z wsparciem polskich "naukowców" starają się w wielu przypadkach jak najszybciej wykorzystać sytuację, by zdążyć przed kontrolą Komisji Akredytacyjnej i wypromować osoby bez naukowego dorobku, zanim zostaną im zawieszone czy odebrane uprawnienia. Jak powiedziała mi b. rektor Uniwersytetu w Bańskiej Bystrzycy - "pięć minut wstydu, a habilitacja w kieszeni".

W tym kraju ma miejsce także nieuczciwa rywalizacja o uprawnienia do nadawania stopni naukowo-pedagogicznych, której świadomi są dziekani czy rektorzy, ale bezradni wobec zmowy członków komisji czy naukowej rady wydziału. Wśród członków Komisji Akredytacyjnej są profesorowie, którzy włączają się w nieczystą rywalizację i pomimo rzeczywistych osiągnięć konkurencyjnej dla ich uczelni jednostki, odmawiają jej uprawnień. Dzięki temu zabezpieczają sobie wyłączność w tym zakresie. Jak napisał mi słowacki profesor: "Ide tu o konkurenčný boj o študentov".

To tylko świadczy o tym, jak trudno jest przeprowadzać proces akredytacyjny, w tym także w zakresie kontroli postępowań na tytuły naukowo-pedagogiczne w tym kraju, kiedy członkami Komisji są osoby zainteresowane czyjąś porażką lub sukcesem. Wydaje się, że powinny być powoływane do życia instytucje kontrolne, w których gremium eksperckim nie byliby pracownicy naukowi, którzy są zatrudnieni w szkolnictwie wyższym. Być może służyłoby to zwiększeniu poziomu dystansu i obiektywizmu w prowadzonych kontrolach i wystawianych ocenach. Być może nie, bo w końcu musieliby to być wcześniej wypromowani i powiązani z szkolnictwem wyższym eksperci, a ci pozostają przecież w różnych relacjach ze swoim środowiskiem.

Może właśnie dlatego na Słowacji o prawdziwej i porównywalnej do polskiej habilitacji (DrSc.) rozstrzyga nie naukowa rada w uczelni, ale przy Słowackiej Akademii Nauk. Ta bowiem nie jest powiązana dydaktycznie ze szkolnictwem wyższym.

Inna kwestia, którą nieustannie podejmuję także w blogu, to "kupowanie" czy "załatwianie" sobie habilitacji przez niektórych Polaków. Zareagowało na te doniesienia i rzeczowe raporty MNiSW z naszego kraju słowackie Ministerstwo Szkolnictwa podjęciem rokowań celem wprowadzenia aneksu do dotychczasowej umowy międzyrządowej w sprawie wzajemnego uznawania dyplomów. Zdaniem - także słowackiego ministra szkolnictwa - Juraja Draxlera trzeba zastanowić się nad możliwością ponownej weryfikacji dotychczasowych "osiągnięć" niektórych Polaków, ale i innych zagranicznych "naukowców" (ostatnio ujawniono plagiat w habilitacji w KU w Rużomberku siostry węgierskiego kardynała) i odbierania nadanego im już tytułu naukowo-pedagogicznego (Draxler: Treba zmeniť zákon, aby bolo možné titul odobrať).

To w słowackiej prasie przypomina się związany z powyższym kazus polskiego księdza profesora Jana Zimnego, (...) ktorý na Pedagogickej fakulte KU v roku 2005 obhájil diplomovú prácu, v apríli 2006 doktorát a v júni 2006 docentúru. On bol, mimochodom, školiteľom dizertačnej práce Márie Fűlőp Erdő, sestry maďarského kardinála Erdőa. (tłum.: ... który na Wydziale Pedagogicznym KU w roku 2005 obronił pracę magisterską, w kwietniu 2006 r. obronił doktorat, a w czerwcu 2006 r. uzyskał docenturę (habilitację). On był przypadkowo opiekunem pracy doktorskiej Márii Fűlőp Erdő - siostry węgierskiego kardynała Erdő).

Przed 2 tygodniami MNiSW zostało oficjalnie poinformowane – pismem podpisanym przez słowackiego Ministra Edukacji Nauki Badań Naukowych i Sportu, że strona słowacka akceptuje podstawowe przepisy zmieniające obowiązującą umowę.

W piśmie zaproponowano jednak jeszcze drobne poprawki nie dotyczące istoty zmiany. Ze względu na różnice w porządkach prawnych wymagają one jeszcze wyjaśnienia, co właśnie robi MNiSW.

Jest pisemna zgoda strony słowackiej na najważniejsze – wyłączenia ze stosowania umowy przepisów dot. tytułów i stopni naukowych: doktor habilitowany, docent, doktor vied, profesor.

Ze względu na dymisję rządu w Polsce, nie było możliwe dokończenie procedury zawarcia umowy międzynarodowej przez poprzedni gabinet, ale uzgodniona w jej zasadniczym elemencie sprawa została przekazana przez Panią Minister Lenę Kolarską - Bobińską Panu Wicepremierowi Jarosławowi Gowinowi. Czyżby minister Lena Kolarska-Bobińska robiła wszystko, by nie pobrudzić sobie rąk "brudną sprawą"?