wtorek, 26 maja 2020

O zdalnej pracy w uniwersytecie



Stan zagrożenia epidemicznego Covid-19 sprawia, że inaczej wykorzystuję czas, jaki mam do dyspozycji. Jest go teraz znacznie więcej, bo nie "tracę" go na dojazdy autem, pociągiem, autobusem na różnego rodzaju wydarzenia akademickie czy oświatowe.  

Z moimi studentami, magistrantami od lat komunikuję się zdalnie, by nie czekali na dzień zaplanowanego w toku studiów seminarium, tylko czytali, prowadzili badania i na bieżąco przesyłali do mnie swoje teksty.  Czasem jakiś mail może trafić do spamu, czy zawieruszyć się w dziesiątkach listów i prac, jakie trafiają do mojej skrzynki pocztowej. Studenci mogą bez obaw upomnieć się, przypomnieć, że coś wysłali, a ja im nie odpowiadam.   

Brakuje mi możliwości bezpośredniej rozmowy w sytuacji, gdy są problemy, trudności, gdy studenci czegoś nie rozumieją, nie potrafią, a tłumaczenie tego droga pisemną zabrałoby zbytecznie dużo czasu.  Nie wiem, czyt byłoby to dla nich zrozumiałe, skoro mają do dyspozycji literaturę naukową, metodologiczną, a mimo to nie radzą sobie z czytaniem ze zrozumieniem, z refleksją.    

W kształceniu akademickim zdalna edukacja jest czymś zupełnie naturalnym, toteż warto ją rozwijać, doskonalić, uczyć się nowych form pracy i wykorzystywania technologii do lepszej komunikacji. Nie trzeba nawet uczęszczać na specjalne kursy czy szkolenia, gdyż w sieci jest bardzo dużo instruktażowych materiałów filmowych. Nic, tylko korzystać. 

Studenci odsłaniają w cyfrowej edukacji swoje aspiracje i rzeczywiste zaangażowanie.  Z jednej strony muszą inaczej poszukiwać dostępu do źródeł wiedzy, z drugiej pojawia się pokusa powierzchownego podejścia do badań. 

Kiedy zadamy im prace w zespołach, to dość łatwo mogą sami rozpoznać, kto naprawdę pracował, przyczynił się do końcowego efektu, a kto się migał lub uniemożliwił całej grupie zaliczenie zadania.  Naturalnie uruchamiają się procesy dynamiki grupowej. 

Odcięci od naturalnych i instytucjonalnych środowisk badawczych magistranci mają poważny problem z prowadzeniem badań. Obawiam się, że zacznie dominować w tzw. empirii sondowanie opinii via aplikacje w Internecie, a tu - niestety - ale poziom jakości i wiarygodności uzyskiwanych danych jest bardzo niski. Takie sondaże stają się zatem  po trosze sztuką dla sztuki. 

Jak tu zachęcić studentów - badaczy do prowadzenia wywiadów, nawet z zastosowaniem mediów, skoro nie mają dostępu do numerów telefonów potencjalnych, a wylosowanych respondentów.  W naukach społecznych jest niesłychanie ważny dobór próby badawczej. Jak tu ją ustalić, skoro barierą jest RODO.     

W uczelni już zastanawiamy się nad tym, jak kontynuować doświadczenie z okresu przymusowej kwarantanny dla wszystkich studentów, naukowców i pracowników administracji. Dzięki temu wydarzeniu nareszcie można załatwić wiele spraw szybciej, bez konieczności fizycznej obecności. Oby to przetrwało i było kontynuowane w nowszych formach.

Może dzięki edukacji na dystans zmniejszymy liczebność grup ćwiczeniowych z 40 do 15-20, by w trakcie spotkań w realu można było nareszcie normalnie omówić, przedyskutować, sproblematyzować, poddać krytyce czy aktywnie doświadczyć interesujących kwestii w symulacyjnych warunkach. Powinien być czas na kształtowanie postaw społecznych, uwrażliwianie na problemy wynikające z międzyludzkich relacji.    

Nie ulega wątpliwości, że dzięki pracy zdalnej administracji znikną kolejki przed dziekanatem, bo dokumenty będzie można przesyłać nie przeszkadzając pracownikom w wykonywaniu obowiązków. Pracownicy uczelnianej administracji mogą rozwiązywać większość spraw  o dowolnej dla nich porze dnia czy nawet nocy, nie wychodząc z domu.  

Zadanie i tak trzeba wykonać, toteż  oby zniknął formalny obowiązek odsiadywania w pomieszczeniach, sekretariatach, gabinetach w sytuacji, gdy wiele spraw można załatwić bez straty czasu na czekanie, dojazd, obsługę itp. 

Niektórzy narzekają, że stracili nad pracownikami kontrolę. Ja nie narzekam. Całe szczęście, że tak się stało, bo dopiero teraz widać, kto i jak pracuje, w co angażuje się i w jakim zakresie, i to nie dlatego, że jest kontrolowany, że musi, tylko że albo pracuje z poczucia obowiązku, lojalności wobec innych i instytucji, albo korzysta z "wolności nicnierobienia".  

Nareszcie aktywność zależy od wewnętrznej motywacji i umiejętności zarządzania własnym czasem, a nie od nadzorowanej w czasie i przestrzeni pracy. Obyśmy tylko teraz nie mnożyli formularzy, w których trzeba będzie zapisywać niemalże wszystko, byle udowodnić, że pracowaliśmy. Tu powinny liczyć się finalne efekty naszej pracy. 

Uniwersytet na dystans staje się zupełnie nowym środowiskiem postnowoczesnej pracy, odmiennej potrzeby i sensu zagospodarowania czasu oraz rozliczania się z wykonywanych zadań. Studenci trochę się gubią, podobnie jak niektórzy ich nauczyciele akademiccy, ale nareszcie mogą wypełniać sensownie czas własnych studiów czerpiąc z tego, co jest im dostępne w nowej formie, innym trybie. 

Po części ma miejsce w naszej codzienności powstawanie pozaformalnej sieci komunikacyjnej między nauczycielami a studentami, profesorami a doktorantami, autorami rozpraw a recenzentami. Znakomicie służy to demitologizacji i większej trosce o autentyczną, wiarygodną i wspierającą współpracę, a nie antagonistycznej rywalizacji i skrywanemu pasożytnictwu czy pozoranctwu. 

Praca zdalna, tak jak cyfrowy uniwersytet mogą być szansą dla każdego, kto jest członkiem akademickiej wspólnoty. Warto zatem szukać i wzmacniać jej zalety, by w świecie realnym kształtować i oferować zupełnie inne, a niezbędne umiejętności.