sobota, 26 stycznia 2019

Zmiany w metodologicznym kształceniu przyszłych nauczycieli są konieczne


Rozmawiam ze studentami na uniwersytecie analizując wspólnie ich projekt badawczy, który przygotowują w ramach seminarium magisterskiego. To jest ten moment w ich edukacji, w którym właściwie odsłania się cała ich dotychczasowa droga osobistego i przed-profesjonalnego rozwoju. Młodzi są pełni entuzjazmu, ale zarazem i obaw o własną przyszłość, o to, jak sobie w niej poradzą. Niektórzy przychodzą z własnym tematem, problemem, który chcieliby rozwiązać, ale motywacje są bardzo różne.

Odnoszę wrażenie, że wśród studentów przeważa orientacja na zadanie, a nie na własny rozwój, na samorealizację. Większości jest obojętne, co sądzi o nich opiekun seminarium, jak ich postrzega, ocenia, czy jakie ma oczekiwania. Najważniejsze staje się dla nich pozbycie problemu. Skoro muszą złożyć do egzaminu magisterskiego pracę dyplomową, to nie jest dla nich ważne, czego ona będzie dotyczyć, jaki będzie jej poziom, byle tylko można było mieć zaliczenie i ... odejść z dyplomem w kieszeni, a raczej w torebce, bo przecież na pedagogice wieku dziecięcego studiują w 99 proc. same kobiety.

Nauka nie jest przedmiotem fascynacji studiującej młodzieży. Skoro są na studiach nauczycielskich, to oczekują przygotowania zawodowego, najlepiej bezrefleksyjnego, pełnego tzw. "dobrych praktyk", gotowców, rozwiązań na niemal każdą sytuację. Oni chcą mieć "kuferek" pełen "czarodziejskich zaklęć", by w odpowiednim momencie sięgnąć do niego i wyjąć czarodziejską różdżkę czy chusteczkę, za pomocą której odczarują złe moce.

Tymczasem konieczność napisania pracy dyplomowej staje się dla nich poważną przeszkodą. Jak bowiem mają opisać coś, czego nie potrafią zbadać naukowymi metodami? Mają w swoich zasobach wiele praktycznych rozwiązań, metodycznych pomysłów na radzenie sobie w sytuacjach wychowawczych czy dydaktycznych w przedszkolu lub szkole albo na ulicy jako streetworkerzy, ale nie wiedzą, jak zbadać proces wzajemnych interakcji, zdiagnozować sytuacje dydaktyczne, wychowawcze czy społeczne, by dzięki właściwie przygotowanym metodom badawczym i narzędziom pomiaru uchwycić interesujące ich fenomeny.

Ktoś musiał mieć z nimi wcześniej zajęcia z metodologii badań, z diagnostyki edukacyjnej, ktoś im zaliczył rzekomo posiadaną wiedzę i umiejętności. Kiedy przychodzą na seminarium okazuje się, że ich wiedza niczym się nie różni od tej, jaką posiadają rozpoczynający studia. Nie wiedzą, czym jest problem badawczy, jak go formułować, nie dostrzegają różnic między badaniem ilościowym a jakościowym, nie potrafią odpowiedzieć na pytanie o zmienne i wskaźniki. Przepisują bezmyślnie z internetu definicje tych kategorii, ale nie potrafią ich odnieść do własnego problemu badawczego itd.

Co gorsza, nie mieli w ręce żadnej książki z metodologii badań. W sieci jest tyle bzdurnych, często powierzchownych tekstów, streszczeń czyichś wykładów, że posiłkują się nimi tak, jakby mogli cytowaniami zastąpić brak własnej wiedzy i umiejętności. Niestety, nie potrafią ich zastosować w praktyce, bo ktoś z nimi tego nie przećwiczył, nie zweryfikował praktycznie. W uczelniach plan kształcenia konstruowany jest pod kadry, a nie ze względu na wiedzę i kompetencje, jakie powinni zdobyć studiujący.

Po dziewięciu semestrach studiów magistrantka nie wie, jak wyłonić zmienną, czym są wskaźniki i w jaki sposób konstruować lub dobrać narzędzie badawcze, by rozwiązać problem poznawczy. Ten zresztą też trzeba wielokrotnie korygować, bo niektórzy chcieliby zawrzeć w pytaniu wszystko, co im przyjdzie na myśl. Tymczasem wykształcony nauczyciel powinien korzystać z bogatego instrumentarium badawczego w swojej pracy dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej, diagnozować pojawiające się problemy, by wiedzieć, jaka jest ich możliwa przyczyna oraz jak im zapobiegać na przyszłość, a teraz, jak je rozwiązywać dla dobra dzieci i ich środowiska życia.

Kończący studia powinni mieć świadomość, że to jest dopiero początek koniecznego zastosowania ich kompetencji badawczych, diagnostycznych, by móc jak najlepiej realizować profesjonalne powinności. Przed nami jeszcze jeden semestr. Czy zdążą nadrobić zaległości z minionych lat? Czy będą mogli pochwalić się swoją pracą dyplomową w środowisku, w którym przeprowadzili badania? Wielu dyrektorów przedszkoli czy szkół wyrażając zgodę na przeprowadzenie przez studentów badań chciałoby dowiedzieć się, jaka jest ich wartość poznawcza, jaki jest poziom wiarygodności, rzetelności i trafności pomiaru? Może warto byłoby porównać wyniki diagnoz sprzed lat, zderzyć je z wynikami kształcenia, z ewaluacją procesów wychowawczych itp.?

Studenci mało czytają, a przy tym jeszcze mniej piszą. Dla wielu osób najważniejsze jest to, ile stron musi liczyć praca magisterska, a nie to czego ona dotyczy, jaki jest zakres związanej z tematem wiedzy, jak ją wykorzystać do własnych badań. Na szczęście są też studenci ambitni, zaangażowani, poszukujący, refleksyjni, głodni wiedzy, z którymi kontakt staje się okazją do wzajemnego poszukiwania jak najlepszego sposobu rozwiązania ciekawego problemu. Jak mówił mój profesor - Karol Kotłowski: "Jeden student i jeden profesor - to już jest uniwersytet". Warto zatem pracować chociażby dla tej jednej czy tego jednego, gdyż w przyszłości będzie zapalać innych do refleksyjnej i odpowiedzialnej aktywności zawodowej - w edukacji, oświacie dorosłych, przestrzeni publicznej, społecznej lub w nauce.