środa, 13 grudnia 2017

Edukacyjne losy dzieci w środowiskach wiejskich



Poniedziałkowe posiedzenie Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN odbyło się zgodnie z planem, chociaż z różnych powodów część członków tego gremium odwołało swój przyjazd do Warszawy. Plan posiedzeń KNP PAN jest uzgadniany na początku roku kalendarzowego, a na kolejny - 2018 r. został przyjęty przez Prezydium już w październiku br. Nieobecność zatem aż 20 członków KNP PAN, poza losowymi wydarzeniami, traktowany jest przez obecnych i zaproszonych gości jako stosunek do nauki oraz do środowiska, które oddało na nich swój głos w tajnych wyborach.

Każdy jakiś powód ma, tylko nie ja. Do Warszawy pojechałem z ostrym zapaleniem gardła i strun głosowych. Było to słychać i widać, że pod koniec obrad najzwyczajniej nie mogłem wypowiedzieć ani jednego słowa. To kwestia odpowiedzialności i szacunku dla zaproszonych gości, a byli nimi samorządowcy z kilku województw - wójtowie, burmistrz miasta oraz działacze organizacji pozarządowych i badacze małych szkół z Uniwersytetu Rzeszowskiego, którzy przyjęli zaproszenie prof. Tadeusza Pilcha, by pokazać realia polskiej oświaty na wsi.

Metaforycznie pisząc, chcieliśmy dowiedzieć się, jaki jest stan "edukacyjnego zdrowia" wiejskiego dziecka, co boli, a jeśli już, to w którym miejscu tych, którzy z pasją, wbrew różnym przeciwnościom losu, starają się jak najlepiej służyć temu środowisku i lokalnej polityce oświatowej. Nie jest tak, że obraz polskiej edukacji może być namalowany przez jednego artystę. Nie ma takiego tomografu, który prześwietliłby każde sołectwo i dziecko objęte powszechnym obowiązkiem kształcenia. Każde spojrzenie jest wycinkowe, z określonego miejsca, a często i nakładanych filtrów politycznej partii czy ekonomicznych interesów sprawozdawców.



Dla potrzeb obrad Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN nie było to jednak istotne, bowiem nie jest tak, że zaproszeni goście mieli nas wprowadzać w sprawy, o których nie mamy pojęcia, bo mamy. Każdy z aktywnych akademicko profesorów prowadzi seminaria magisterskie, doktorskie, a zatem włącza swoich studentów studiów II i III stopnia w diagnozy różnych środowisk wychowawczych.

Za nami jest kilkadziesiąt znakomitych diagnoz i oddających ich stan publikacji profesorów: Mikołaja Kozakiewicza, Ryszarda Borowicza, Krystyny Szafraniec, Zbigniewa Kwiecińskiego, Teresy Hejnickiej-Bezwińskiej, Barbry Smolińskiej-Theiss, Iwony Chrzanowskiej, Józefa Górniewicza, Tadeusza Pilcha, Krystyny Chałas, Ryszarda Pęczkowskiego (prof. UR), Danuty Urygi (prof. APS), Romana Dolaty (prof. UW), Hanny Krauze-Sikorskiej (prof. UAM) i in., z których wynikające wnioski nie były przedmiotem zainteresowań żadnej władzy.

Skala różnorodności w środowiskach wiejskich jest wielka: od kilkudziesięciu tys. mieszkańców do kilku tys. mieszkańców w gminie, których dzieci muszą realizować edukację szkolną. Trudno jest zatem pogodzić władzom samorządowym interesy wszystkich. Gmina gminie nie jest równa, ale subwencyjne algorytmy MEN są wobec tych zjawisk obojętne. Polityka oświatowa III RP jest polityką miastocentryczną, mimo że większość szkół jest poza wielkimi miastami.


W przypadku posiedzenia KNP PAN chodziło o to, by po raz kolejny skonfrontować naukową diagnozę z aktualnymi wydarzeniami w polityce oświatowej w oparciu o to, jaki jest stan wiedzy na temat jej uwarunkowań oraz jakie są realia kształcenia w środowisku wiejskim. Uczestnicy tej debaty nie musieli prezentować ani programów wyborczych swoich stronnictw politycznych, ani założonych celów NGO, bo punktem łączącym sens prezentacji diagnoz i dyskusji było dziecko polskiej wsi, a dzieckiem jest się do 18 roku życia. Jak powiedział we wprowadzeniu do debaty prof. Tadeusz PILCH:

Nie jest ważne, czy zbudujemy Centralny Port Lotniczy, ale to, byśmy zadbali o polską szkołę, bo od niej zależy spokojne widzenie przyszłości kolejnych pokoleń. Ideologia powinna być wyeliminowana ze szkoły. Powinniśmy zatem mówić nie o ideologii, ale o ideach współczesnej edukacji i z nimi konfrontować stan kształcenia dzieci oraz młodzieży w środowisku wiejskim.

Jaki jest stan interesującego nas "pacjenta"? Najpierw oznaki choroby:


1. - komercjalizacja oświaty dorosłych sprawia, że pogłębia się wtórny analfabetyzm wśród dorosłych mieszkańców wsi;

2. - niepokojący jest upadek, regres internatów, burs szkolnych, które powinny być szansą na wewnątrzkrajową migrację młodzieży do wymarzonych średnich szkół zawodowych;

3. - w wyniku powrotu do ustroju szkolnego sprzed 1999 r.:

3.1. wójtowie musieli podejmować wraz z dyrektorami szkół podstawowych decyzję, czy usunąć z placówki przedszkole, by w to miejsce powstały pomieszczenia dla uczniów klasy siódmej i ósmej;

3.2. szkoły wiejskie nie dysponują laboratoriami do kształcenia w ramach nauk eksperymentalnych, a więc przedmiotów przyrodniczych, a MEN nie zwraca kosztów wyposażenia tym gminom, które powołały do życia zespół szkoły podstawowej z wygaszanym gimnazjum, gdyż pomoc państwa jest tylko dla tych gmin, które zlikwidowały gimnazja (sic!);


3.3. Brak miejsc w przedszkolach dla młodszych dzieci, gdyż MEN zlikwidowało dotację na rzecz wspomagania rozwoju żłobków. W środowiskach wiejskich nie ma przedszkoli, a jak są, to są niedoposażone;

3.4. Gminom każe się dofinansowywać - konieczne ze względu na reformę - zmiany infrastrukturalne ze środków, które mają one w budżecie na "klęski żywiołowe";

3.5. Neoliberalna zasada, że budżetowy pieniądz "idzie za uczniem" sprawia, że w dużych gminach, gdzie jest niż demograficzny, gwałtowanie spadły środki na edukację. Trzeba prowadzić szkoły dla dużo mniejszej liczby dzieci, ale przecież wymagających wysoko wykwalifikowanych kadr nauczycielskich. Tym samym są gminy, gdzie już w listopadzie zabrakło pieniędzy na płace dla nauczycieli.

3.6. Gwałtowny spadek zatrudnienia w szkołach wiejskich sprawia, że zatrudnieni na cząstki etatów w kilku szkołach wożą ze sobą pomoce dydaktyczne, o ile je w ogóle posiadają. Nauczyciel szkoły wiejskiej stał się komiwojażerem. Niszczy to proces wychowawczy, bowiem pracując w kilku szkołach po 2-3 godziny tygodniowo , przyjeżdża do nich i wyjeżdża, gdyż żadna szkoła nie jest "jego".

3.7. Centrum władzy decyduje o tym, że od 2022 r. każda gmina będzie musiała prowadzić minimum jedną szkołę samorządową. To program niszczenia lokalnej demokracji i budowy społeczeństwa obywatelskiego.

3.8. Reforma jest nie tylko nierzetelna, pozbawiona naukowych podstaw, ale pogłębia różnice edukacyjne między dziećmi z środowisk wiejskich i miejskich.

3.9. Skrócono czas powszechnej edukacji do 8 lat. Sześciolatki były przecież od lat objęte obowiązkową edukacją. Pozbawienie pięciolatków obowiązkową edukacją przedszkolną jest poważnym błędem tej ekipy.

3.10. Już jest widoczna indoktrynacja ideologiczna w podręczniku geografii do klasy 7.

3.11. Uczniowie klas siódmych są przeciążeni liczbą zajęć dydaktycznych.


3.12. Za niespełna dwa lata będzie miała miejsce kumulacja dwóch roczników uczniów kończących szkołę podstawową. O miejsce w szkołach średnich ubiegać się będzie ok. 730 tys. młodzieży, ale nie dla wszystkich starczy miejsc!

3.13. Kolejny rząd niszczy innowacyjność w szkołach podporządkowując ją centralistycznym reformom.

3.14. Od 8 lat polityka informacyjna MEN prowadzi do coraz większego zakresu utajniania danych na temat uczniów, nauczycieli, ekspertów MEN itp.

4. Samorządowcy przyznali, że były takie gminy, w których fałszowano dane o rzekomej obecności w szkołach, które de facto nie chodziły do szkół. Były więc nadużycia.

5. Karta Nauczyciela jest dokumentem nie na te czasy. Do zawodu powinny trafiać pasjonaci, ci, co chcą być nauczycielami, a nie ci, którym coś się nie powiodło i w związku z tym wszystkim płaci się poniżej ich godności, wykształcenia i zaangażowania.

6. To samorządy powinny mieć możliwość decydowania o edukacji, a nie władza centralna, która żywi się mocą centralizmu.

7. Nadal nie wiadomo, za co odpowiada samorząd, a za co rząd. MEN narzuca zadania, n których realizację nie daje środków. To celowe uderzenie w samorządy, które miliony rocznie dokładają ze swoich środków na utrzymanie i rozwój szkolnictwa publicznego. Nadmierne obciążenie samorządów skutkami reformy będzie skutkować kolejną falą likwidacji szkół, które teraz powołały do życia gminy ze względu na "reformę".

Ubędą za 2 lata dzieci z gimnazjów, a więc trzeba będzie wypłacać odprawy dla nauczycieli. Ubędzie też liczba godzin w szkołach podstawowych ze względu na nadchodzący niż demograficzny w latach 2019-2020. W jednym czasie nawarstwią się zatem problemy ekonomiczne i organizacyjne. Zapanuje w samorządach chaos ze względu na brak środków na edukację szkolną.

8. Są w Polsce gminy, w których nie ma przedsiębiorstw produkcyjnych, przemysłu, toteż ich jedynym źródłem dochodów jest rolnictwo. Szkoły muszą prowadzić i utrzymać w sytuacji, gdy w rodzinach wielodzietnych nikomu już nie opłaci się pracować, bo otrzymują kilka tysięcy zł. w ramach programu 500+. Narasta patologia - alkoholizm, przemoc w rodzinie, zaniedbanie dzieci. Przybywa dzieci, którym trzeba zapewnić zastępczą opiekę, wyżywienie i odwszawienie.

Czy padły propozycje zmian? Jak leczyć chorą politykę oświatową?

1. Zdecentralizować system szkolny i przekazać jedynie samorządom prawo i odpowiedzialność za prowadzenie szkół publicznych;

2. Zlikwidować Kartę Nauczyciela. Państwo powinno zagwarantować jedynie środki na godne płace dla nauczycieli i pracowników administracyjno-technicznych w szkolnictwie publicznym.

3. Wzmocnić i poszerzać kształcenie zawodowe, bo w Polsce brakuje specjalistów, ale i robotników.


4. Konieczny jest rozwój doradztwa zawodowego, bo żadna reforma w tym sektorze oświatowym się nie uda. To samorządy wiedzą, jaki jest w regionie rynek pracy, więc niech tą reformą nie steruje MEN, bo nie ma "zielonego pojęcia" o tym, jakie powinny być kierunki zmian w tym zakresie.

5. Zmian wymaga kształcenie nauczycieli w Polsce. W wyniku nieodpowiedzialnej polityki obu resortów - MEN i MNiSW wszystkich środowisk politycznych doszło do pozbawienia szkół wyższych środków na kształcenie nauczycieli. Chcemy mieć lepiej przygotowanych do pracy z dziećmi i młodzieżą pedagogów, ale resort J. Gowina, a wcześniej B. Kudryckiej i jej następczyni z PO zwiększa nakłady finansowe uczelniom nie za jakość i ofertę kształcenia, ale za publikacje naukowe.

6. Wszelkie zmiany w systemie szkolnym powinny być podbudowane rzetelnymi diagnozami naukowymi, a nie ideologicznymi przesłankami czy prywatnymi interesami ignorantów w polityce.

7. Program kształcenia powinien przygotowywać młode pokolenie do życia za 10-20 lat, do życia w zglobalizowanym świecie.

8. Prawdziwą wspólnotą jest wieś a nie gmina, a w wyniku reformy samorządowej z 1998 r. sołectwo zostało pozbawione podmiotowości. W każdej wsi powinno powstać małe przedszkole.

9. Każda szkoła powinna być miejscem konsultacji prawa oświatowego.

Debata trwała tylko 4 godziny, ale przedstawionych w jej trakcie spraw było znacznie więcej. Działacze organizacji pozarządowych mówili o swoich sukcesach, oddolnych inicjatywach. KNP PAN nie jest jednak od tego, by wyrażać jakąkolwiek opinię o takiej czy innej fundacji lub stowarzyszeniu. Nie były przecież reprezentowane wszystkie środowiska NGO. Musieliśmy też zwrócić uwagę na to, że niektórzy - co gorsza ze stopniem naukowym doktora - nie potrafią skonstruować narzędzia diagnostycznego, a upowszechniają wyniki, które kompromitują jednostką nadającą takiej osobie stopień naukowy.


Musimy być samokrytyczni, jeżeli chcemy krytycznie wyrażać się o polityce oświatowej. Należy też dostrzegać dobre rozwiązania władzy, nie tylko obecnej, ale także poprzednich kierownictw MEN i MNiSW, jeśli takowe miały miejsce. Jak bierzemy antybiotyk, to przecież zabezpieczamy się przed jego także niszczącym działaniem w naszym organizmie.










Dylematy seminarzystów na uczelni