czwartek, 21 grudnia 2017

Coraz gorszy poziom habilitacji


Każdy uczony jest odpowiedzialny za rzetelność, uczciwość i wysoką jakość własnego dorobku naukowego. Kiedy ubiega się o stopień doktora habilitowanego, prawda wychodzi na jaw. Nie ma miesiąca, by nie doświadczać żenującego poziomu publikacji niektórych nauczycieli akademickich, którzy uważają, że skoro procedura jest bez ich udziału, to nie muszą wstydzić się za to, co przedkładają komisji habilitacyjnej. Wychodzą zapewne z założenia - NIECH SIĘ WSTYDZI TEN, KTO WIDZI.

Marek Wroński publikował na łamach "Forum Akademickiego" artykuły w cyklu "Z archiwum nieuczciwość naukowej", ale chyba zaszła dobra zmiana, bo w wersji on-line nie widzę już od dwóch miesięcy ani jednego. Czyżby poprawiła się sytuacja etyczna i naukowa w środowiskach akademickich? Wprost odwrotnie. Niezależnie od tego, czy i ile piszemy o patologii w częściowo zdemoralizowanym już środowisku akademickim, tym zakres dewiacji nie ulega zmniejszeniu, ale narasta. Być może jest tak, że od dawien dawna był taki jej poziom, tylko nie było odważnych, którzy podejmowaliby te kwestie w przestrzeni publicznej. Uczelnie nadal są instytucjami, w których większa część kadr uzurpuje sobie prawo do nic nierobienia. Ich przełożeni "zamiatają sprawę pod dywan".

Od lat rejestrujemy zanik uniwersyteckiego etosu, także wśród tych, którzy piszą artykuły na ten temat, bo sądzą, że światło prawdy ich nie obejmie. Przytaczam zatem wybrane opinie recenzentów na temat niektórych wniosków habilitacyjnych i profesorskich, z których część została, niestety, zaakceptowana przez jednostki uczelniane. Jak w 2019 r. powstanie Rada Doskonałości Naukowej i wreszcie rząd zatroszczy się o kadry administracyjno-prawnicze w tym organie, to być może nastąpi konieczna weryfikacja już nadanych stopni naukowych.

Oto przykłady z ostatnich lat:

Socjologia - istotne uchybienia warsztatowe, tylko jeden artykuł w punktowanym czasopiśmie naukowym (wykaz B). Recenzent w komisji habilitacyjnej wskazał na plagiat, toteż sprawę przekazano do uczelnianej komisji dyscyplinarnej. Ta zaś powołała się na chińskiego badacza, którego zdaniem, jeżeli ktoś wykorzystuje cudze teksty, to znaczy, że zasługuje na nagrodę, a nie karę, gdyż w ten sposób upowszechnia i rozsławia myśl innego mędrca.

Nieuprawnione zapożyczenia być może są następstwem nieświadomego przyjęcia czyjejś myśli. W uzasadnieniu komisja dyscyplinarna stwierdza, że wprawdzie ma miejsce w książce tej osoby zbyt rzadkie odwoływanie się do publikacji X-a, co jest niewątpliwie uchybieniem, ale tego typu naruszenie nie jest plagiatem, tylko brakiem kurtuazji.


A oto fragment z recenzji wskazujący na to, że powołana w jednym z uniwersytetów komisja do sprawdzenia, czy habilitant popełnił plagiat, tak oto uzasadniła przymknięcie na tę kradzież oka:


Nauki filologiczne:

- część pracy jest niespójna, bez logicznego układu treści; rozprawy mają publicystyczny charakter, autor jest niekompetentny językowo. Odnotowuje się brak poprawności filologicznej i potoczność języka. Zdumiewająca jest niestaranność redagowania przypisów i bibliografii.

- przedłożona rozprawa habilitacyjna jest autoplagiatem, bowiem autor wydał kilka lat temu poprzednią monografię, która została odrzucona w postępowaniu habilitacyjnym, a teraz opublikował ją pod nieco zmienionym tytułem. Zawartość tożsamej treści z poprzedniej książki wynosi 90%. Nawet nie poprawił błędów merytorycznych z pierwszej edycji.

- Rozprawa habilitacyjna zawiera ryzykownie wątłą podstawę do ubiegania się o awans. Autor przyznaje w autoreferacie, że reprezentuje inną dyscyplinę naukową niż ta, w której ubiega się o stopień naukowy. Wcale mu to nie przeszkadza.


Historia:

- dorobek kandydata jest średnio obfity, jego rozprawa nie może stanowić ukoronowania dorobku naukowego, ale recenzent wyraża ciepłe uznanie dla pasji badacza; Jego prace mają kronikarski charakter, pełne faktografii; są jednak pozbawione analizy naukowej.

- kandydat nie ma naukowych dokonań badawczych, jego praca nie spełnia kryteriów pracy naukowej, to czyste popularyzatorstwo. Ceniony jest za pożyteczne oświatowo inicjatywy. Dorobek jest skromny.

- aż trzech recenzentów w tym postępowaniu było powiązanych z kandydatem do tytułu. Nie należy on do wybitnych naukowców, gdyż cechuje go mała aktywność badawcza. Trzeba jednak stwierdzić, że ma skromny dorobek, za to współpracuje z zagranicznymi naukowcami.

- po habilitacji wydał o połowę mniej rozpraw, niż przed, w tym jedną książkę opublikował wspólnie ze swoją doktorantką. Ma kilka haseł encyklopedycznych, recenzji i jedną rozprawę monograficzną.


Nauki o polityce:

- dorobek kandydata ma charakter publicystyczny. Dużo publikuje w prasie i czasopismach społeczno-politycznych, ale ma mało badań naukowych.

Tak kręci się świat pseudonauki. Współpraca z Wietnamem tego nie uzdrowi.

10 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Po 4 czerwca 1989 r., a kiedy narodziła się Trzecia Rzeczpospolita Polska nakłady na polską naukę systematycznie malały, więc polskie państwo udaje, iż finansuje naukę, a naukowcy udają, że ją uprawiają, bo nakłady na poziomie 0,44% PKB nie mogą przynieść wymiernych korzyści społeczeństwu i gospodarce narodowej, gdyż owe nakłady są poniżej 1% PKB, co jest zrozumiałe, ale kompromituje przede wszystkim polskie państwo po 28 latach wolności, swobody itp.Głupi to kraj i tyle w temacie.

Anonimowy pisze...

A czy Ci uczeni w ogóle się na uczonych nadają? Raczej chcą na nauce zarabiać, ale nie naukę tworzyć. A tych co mają ku temu predyspozycje bardzo się kontroluje. Jak może się swobodnie rozwijać "monitorowany talent" przez ludzi, którzy przeważnie nie dorastają mu do pięt?

Anonimowy pisze...

I w tych warunkach jeszcze nawołuje się do zniesienia habilitacji? Aż się nie chce myśleć, co by było gdyby zabrakło tej i tak jak widać wątłej zapory...

Anonimowy pisze...

Uzasadnienie tej komisji jest skandaliczne, właśnie nazwisk osób kryjących nieuczciwość powinno być podane.
Ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że ta osoba funkcjonuje ona w pewnym środowisku, które ma wpływ na ogólną kulturę akademicką. I kilka słów o tym środowisku. Dwóch panów mających tytuł profesora uczelnianego nie ma ani jednego artykułu w czasopiśmie z listy B. W wykazie publikacji w Bibliotece jeden ma 30 p. a drugi 20. Jeden ,,robił" habilitację w Moskwie a drugi w osławionym Rożemberoku. Do tego prowadzą doktoraty. Dodam, że na tej samej uczelni ale w innym instytucie habilitację zrobił człowiek który miał nieco ponad 30 p. MNISW. A to wszystko na wydziale gdzie pracuje wiceminister MNiSW
Zatem o jakie reformie będziemy rozmawiać kiedy megapatologia kwitnie.

Anonimowy pisze...

Każdy, kto samodzielnie uzyskał doktorat, habilitację, tytuł naukowy profesora spełnia podstawowe kryteria akademickie.Ponadto każdy robotnik za wykonaną pracę winien uzyskać godną zapłatę.To, że akademicy dorabiali i dorabiają na kilku etatach lub wykonują inne zlecone prace jest patologią, którą wygenerowało polskie państwo traktując naukę, jak przysłowiowe piąte koło u wozu.Koniec kropka.

PS.Też jestem talentem, ale jeszcze nieodkrytym.

Anonimowy pisze...

Nadal prowadzę "Archiwum Nieuczciwości Naukowej" - czasami brak artykulu wywolany jest brakiem czasu lub wcześniejszym zamknieciem numeru przez Redakcję.
Zainteresowany jestem protokolem Komisji Wydzialowej ds zarzutow wobec habilitantki z Rzeszowa, dr Bożeny Tuziak.

Z pozdrowieniami świątecznymi

Marek Wronski

Anonimowy pisze...

Szanowny Panie Profesorze, Szanowni Państwo, dwa opisywane przypadki osiągnięć naukowych ,,profesorów" dają wiele do myślenia. Mianowicie wzrosła ich aktywność publikacyjna. Czyżby się nagle odezwała się powinność uczonego. Nie,wynaleźli oscylator punktowy. Osobnik A miał w 2016 r. 4 publikacje w pracach zbiorowych co daje 20 p.
A wykazie expertus z 2017 r. uzyskał już 55p.!
A jak się podwoiło dorobek? Mianowicie było się redaktorem 5 tomów wraz z dwoma innymi osobami rzekomo elektronicznej publikacji, której nie ma w internecie. Zatem to daje 25p. Następne 2x5 daje publikacja w zbiorówce wydanej przez stowarzyszenie czyli samych autorów. Dalej kolejne 2x5 dają teksty w tej samej zbiorówce pod redakcją tegoż autora a jeden jest zagraniczny na Słowacji. Widać wyraźny progres, reforma osiągnęła sukces, zwiększyła się produkcja makulatury wśród niektórych pracowników uczelni. Bo nie sądzę aby teksty te przechodziły normalny cykl recenzyjny. Ale najlepszy jest patent z wydaniem CD, widać cyfryzację. Ot tak wyglądają drogi i bezdroża nauki polskiej. ZA OSCYLATOR POWINIEN BYC NOBEL. Więcej takich uczonych i będziemy mieć miliony punktów. Ale proszę nie myśleć, że to wszystko w interesie ratowania polskiej nauki. Za punkty jest dodatek, więc trzeba naprodukować punktów to wypłata będzie wyższa.

Anonimowy pisze...

Koniec kropka a po kropce spacja.

"Często uważałem, że ludzie małoduszni są najbardziej aroganccy i pyszni, podobnie jak wielkoduszni są najbardziej skromni i pokorni" - René Descartes.

Anonimowy pisze...

Witam niedoszłego, nieoszlifowanego jeszcze talenta, diamenta polskiej nauki.Jeżeli anonim ma coś ciekawego do powiedzenia w sensie merytorycznym, to chętnie poczytam, ale jak na razie anonim boksuje się z brakiem mojej spacji po kropce.

Anonimowy pisze...

Proszę zwrócić uwagę na spółdzielnie autorskie czyli dopisywanie się do artykułów innych osób za ich zgodą, w oczekiwaniu rewanżu. Stąd pewne osoby mają w "dorobku" np. po 200 pkt. w kilka lat. Uważam że powinny liczyć się badania, monografie, własne artykuły i praca, praca, praca.