piątek, 28 października 2016

Strategia generowania absurdalnego konfliktu o gimnazja

(fot. Anna Zalewska w 1999 r. udziela wywiadu telewizji lokalnej)

Nadchodząca zima zapowiada się mroźnie w polityce oświatowej III RP. Nauczycielskie związki zawodowe , z wyłączeniem NSZZ Solidarność, zapowiadają akcję strajkową. Wolny Związek Zawodowy „Solidarność-Oświata” domaga się od minister edukacji wycofania projektu reformy ustrojowej szkolnictwa. Podobnie nerwowo reaguje nań Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Powód jest jasny – nauczyciele, w tym związkowcy, mają już dość uzależniania zmian w zarządzaniu oświatą od partyjnych interesów i ambicji władzy, które są narzucane społecznościom szkolnym i rodzicom uczniów wbrew ich oczekiwaniom, potrzebom i akceptacji. Już nikt więcej nie uwierzy w publicznie głoszone tezy, że:

- większość społeczeństwa nie chce gimnazjów…

- realizujemy obietnicę przedwyborczą …

- reforma jest bardzo dobrze przygotowana

- rząd zabezpieczył środki finansowe na realizację reformy…

- żaden nauczyciel nie straci pracy...

- reforma została poprzedzona szeroką debatą i ogólnokrajowymi konsultacjami…

- opozycja nie miała czasu analizować własnych badań. Niech wejdzie na stronę IBE i się dokształci...

- b. minister Handke broni gimnazjów, mimo że reforma się nie udała

- samorządy powiatowe nie zgodziły się na odebranie im szkół ponadgimnazjalnych, gdyż one by zbankrutowały… Nie można zatem, łączyć gimnazjów z liceami;

- licea ogólnokształcące w ogóle nie uczyły. To są półtoraroczne szkoły przygotowania do matury…

- nowe podstawy programowe, które po raz pierwszy widzą, że trzeba kształcić ogólnie... O podstawach programowych rozmawiamy po cichu od lutego, w soboty i niedziele… ;

- prezes Broniarz zlikwidował WSP ZNP i zostawił 400 studentów na lodzie, więc niech nie krytykuje reformy edukacji;

- We Wrocławiu była protestująca garstka związkowców, a nie wszyscy nauczyciele. To KOD, który rozdawał gazetki...

- Od 16 lat jest edukacja seksualna w szkołach. Jeżeli jest potrzeba, to rodzice deklarują zajęcia z tego zakresu i dziecko ma do niej dostęp.

itd., itd.

Nie wystarczy codzienne powtarzanie w różnych mediach - także niekontrolowanych przez ministrę samozaprzeczeń - opinii i przeświadczeń w teleekspresowym tempie (tezomiot), by sprawić wrażenie wiarygodności przekazywanych treści.

Do gry – podobnie jak za rządów Donalda Tuska – wprowadza się chyba niezorientowaną w manipulacji Premier Beatę Szydło. Widać coraz wyraźniej, że EDUKACJA stała się po raz kolejny polem wojny partyjnej, w której rządzący za żadną cenę nie oddadzą pola krytykom przypisując wszystkim racjonalnym opiniom miano wrogich, opozycyjnych, politycznych. NIE WOLNO KRYTYKOWAĆ MEN. Jak tak można?!!!


(źródło: Anna Zalewska o słuszności reformy edukacji)

Nic dziwnego, że samorządowcy pamiętają, co mówiła Anna Zalewska w 1999 r. dla telewizji lokalnej, kiedy to wprowadzana była przez Mirosława Handke reforma ustrojowa szkolnictwa:

– Nie ukrywam, że cały czas przy reformie w Polsce zapomina się, że ona musi być obudowana pieniędzmi. Poza tym co rząd, to zmiana koncepcji. To jest drugi błąd. Jeśli my polskiej oświaty nie potraktujemy jako priorytetu, gdzie prace mają być kontynuowane niezależnie od tego, czy ktoś jest z jednej czy drugiej strony sceny politycznej, to nigdy nie osiągniemy sukcesu.

Czasami jest dobrze słuchać siebie, przypomnieć sobie wszystkie wypowiedzi na temat szkolnictwa, zacząć prowadzić rozmowę z pozycji otwartej na potrzebę zmiany, a nie na konieczność realizacji partyjnej narracji, bo - jak trafnie stwierdziła A. Zalewska w jednym z tegorocznych wywiadów - bez nich nie przeprowadzi się żadnej zmiany w edukacji publicznej. Minister edukacji wie, że brnie w "ślepą ulicę", ale nie potrafi się z tego wycofać. Tymczasem można zmieniać kształcenie ogólne na poziomie średnim oraz zawodowe nie niszcząc struktury 6+ 3, ale nadając jej inną formę ustrojową.

Rodzice nie poprą tej zmiany, gdyż większość obróci się przeciwko MEN, a tym samym i kolejnej partii władzy. Afirmują w sondażach rzekomą reformę ci, którzy nie mają dzieci w (potencjalnym) wieku szkolnym oraz nauczyciele z prorządowej „Solidarności” o niskim kapitale możliwego wsparcia. Politycy PIS-u są świadomi pułapki, w którą wpuścił ich niekompetentny profesor z Krakowa. Arogancja władzy przy czytelnej jej ignorancji i nieudolności merytorycznej jest skórką od banana, na której wpadnie w poślizg i się przewróci.

Przypominam, że to PIS odsłaniał w ostatnich latach socjotechnikę poprzedniej władzy, więc odwoływanie się do niej w powyższej sytuacji sprawi, że jedynie przeniesie się na inne sfery życia obywateli i całego społeczeństwa. Tak prowadzona polityka nie pokona oświatowego oporu, ale ten może pokonać polityków. Piszą o tym w swoich książkach państwo Elbanowscy. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki hipokryzji, arogancji i ignorancji. Polska edukacja nie zasługuje na taki los.