środa, 31 października 2018

Zmarła wspaniała pedagog - Profesor Maria Dudzikowa

Z każdym miesiącem, potem tygodniem, a ostatnio już z każdym dniem spodziewaliśmy się tego najgorszego, chociaż wciąż wierzyliśmy z Rodziną Pani Profesor, że póki tli się iskierka nadziei, to może powiedzie się pokonanie nowotworowej choroby. Niestety, w dniu wczorajszym zmarła w Koninie po prawie dwuletniej walce z rakiem - Profesor MARIA DUDZIKOWA (ur. 23.04.1938 w Ożeninie).

W tak bolesnej dla mnie osobiście, a raniącej serce sytuacji, nie mogę pozbierać myśli. Sięgam pamięcią do każdej z ostatnio spędzonych z Panią Profesor chwil, by nie utracić niczego, co było przedmiotem wspólnej wymiany myśli, marzeń, pragnień, drobnych radości i niepokojących stanów pogarszającego się zdrowia.

Każda ręcznie wypisana przez Profesor kartka z życzeniami czy gratulacjami stawała się osobistym talizmanem, moralnym i duchowym GPS-em. Kiedy dowiedziała się o swoim przeznaczeniu, wpisanym przecież każdemu z nas w ziemską egzystencję, napisała m.in.

"(...) z wiarą i nadzieją, że codzienny trud nie zniszczy radości istnienia i realizacji celów! Jak pisał poeta Edward Szymański w wierszu pt. "Nowy Rok II":

"A nam - wyżej głowa znad ziemi.

A nam - tęcza na skrzydłach rzęs.

Aż się wszystko - jak w baśni odmieni.

Aż się radość odnajdzie i sens".


Trudno jest pogodzić się z odejściem OSOBY o wielkim umyśle, wyjątkowej empatii i silnym charakterze, która tak w czasie pracy zawodowej, jak i od momentu niespodziewanego pojawienia się choroby, na początku nieprzewidywalnej w skutkach, wypełniała każdą chwilę rozmowami z każdym, kto tylko potrzebował Jej rady, wsparcia, sugestii, instrukcji, zachęty, inspiracji czy uczuciowego współbrzmienia. Już nie zdzwoni do mnie, do Ciebie, do kogoś, ani my nie będziemy mogli usłyszeć Jej zatroskanego głosu o naukę i o oświatę.

Dla wielu osób z akademickiego świata była jak Matka ustawicznie martwiąca się o własne dzieci. Każdy Jej doktorant, uczestnik seminarium, członek zespołu samokształceniowego przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, nauczyciel, ot, każdy napotkany rozmówca traktowany był jak ktoś najbliższy, skoro podjął decyzję o pracy naukowo-badawczej czy zaangażowaniu się w nauczycielską misję. Stawał się niejako członkiem Jej Rodziny, bez względu na to, czy był zatrudniony w Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu czy w innej uczelni, czy może był spoza akademickiego środowiska.

Prof. Maria Dudzikowa roztaczała nad każdym skrzydła własnej wyobraźni i serca, wymagając, a nie rozpieszczając, dzieląc się twardą prawdą, a nie fałszywą opinią, by nie ułatwiać komuś samooszukiwania się w stanie własnej niewiedzy. Po wielogodzinnych seminariach zapraszała jeszcze do swojego mieszkania, by nakarmić ugotowaną przez siebie zalewajką i w otoczeniu zapełnionych książkami półek (od podłogi aż po sufit) rozmawiać o naukowych problemach. To w jej mieszkanku, często także na łączach telefonicznych rozmów trwających po kilkadziesiąt minut, rodziły się tematy prac doktorskich, tytuły i zakres treści monografii habilitacyjnych czy pomysły na kolejne konferencje.

Niewiele jest w uniwersytetach osób, które całym życiem służą innym, które z wyjątkową pasją i wiarygodną pracą nad sobą traktują rodzinne, akademickie i społeczne role jako imperatyw moralny. Może ktoś się zastanawia, po co poświęcała każdą chwilę życia będąc już na emeryturze, a więc w okresie "złotej jesieni", kolejnym planom wydawniczym, projektom własnych książek, recenzjom rozpraw tych, którzy naprawdę chcą skorzystać z uprzedzającej potencjalne niepowodzenie mądrości Mistrzyni Myśli, Pióra, Doświadczeń i Wyobraźni. Pracowała bez wytchnienia, często nie dojadła, bo nie miała na to czasu. Wszędzie jednak była punktualnie, a nawet wcześniej, z zapasem, by nikt nie musiał na Nią czekać.

Gdy spojrzymy na tytuły najważniejszych w życiu Marii Dudzikowej książek autorskich, ale i serii wydawniczych, współredagowanych z młodymi uczonymi, stawiającymi pierwsze kroki, to zobaczymy jak pięknie odzwierciedlają one sens i radość życia pedagogiką, myślenia humanistyką i działania polityką (w arystotelesowskim znaczeniu tego słowa jako racjonalnej troski o dobro wspólne). Była nauczycielką języka polskiego, współtworząc ze swoim Mistrzem i Promotorem prof. Heliodorem Muszyńskim szkołę wychowującą, ale inaczej pomyślaną i kreowaną w praktyce. Każdy, kto sięgnie po książkę pt. "Wychowanie przez aktywne uczestnictwo" (Warszawa 1987) przeczyta jakże aktualny wciąż rozdział: "Wychowanie przez role społeczne a niebezpieczeństwo manipulacji", w którym pisze o manipulacji jako zaprzeczeniu wychowania.

Potem pojawiły się tak znakomite rozprawy, jak: "Praca młodzieży nad sobą" (Warszawa, 1993), "Mit o szkole jako miejscu wszechstronnego rozwoju ucznia. Eseje etnopedagogiczne (Kraków, 2001, 2004); "Pomyśl siebie ... Minieseje dla wychowawcy klasy" (Gdańsk, 2007); współredaktorska (z M. Czerepaniak-Walczak) pięciotomowa seria: "Wychowanie. Pojęcia - Procesy - Konteksty (Gdańsk: 2007-2010, wyróżniona "Nagrodą Edukacji XXI wieku" w kategorii "podręcznik akademicki" na 23 Targach Książki Edukacyjnej); współredaktorska (z H. Kwiatkowską) wielotomowa seria: "Palące problemy edukacji i pedagogiki" (Kraków: 2013 - 2015), w tym tom pt. "Sprawcy i/lub ofiary działań pozornych w edukacji szkolnej (red. z K. Knasiecką-Falbierską, Kraków, 2013) z Jej znakomitym tekstem: "Użyteczność pojęcia działań pozornych jako kategorii analitycznej. Egzemplifikacje z obszaru edukacji (i nie tylko)"; współredaktorski zbiór "Interdyscyplinarnie o interdyscyplinarności. Między ideą a praktyką" (z A. Chmielewskim i A. Groblerem, Kraków: 2012), z jej tekstem: "Sytuacja problematyczna interdyscyplinarności w naukach społecznych i humanistycznych (z kryzysem w tle)" oraz współredaktorski tom:"O pasjach cudzych i własnych - profesorowie" (wspólnie z ks. Marianem Nowakiem, Lublin 2015), w którym jest poruszający tekst Profesor pt. "O mojej miłości do książek. Esej osobisty".

Kierowała międzyuniwersyteckim zespołem badawczym (grant MNiSW) pod nazwą: Studenci I roku UAM 2005/06 - 2009/10. Doświadczenia szkolne pierwszego rocznika reformy edukacji a zmiany zasobów jego kapitału społecznego w warunkach szkoły wyższej. Udowodniła, że można poprowadzić zespołowe badania panelowe, których efektem jest seria wydawnicza: Maturzyści 2005' - Studenci UAM w Poznaniu. Tom I: Doświadczenia szkolne pierwszego rocznika reformy edukacji. Studium teoretyczno-empiryczne (red. z R. Wawrzyniak-Beszterdą, 2010); tom II: Kapitał szkolny w szkołach różnego szczebla kształcenia. Diagnoza i uwarunkowania (praca zespołowa 2011); tom IV: Oblicza kapitału społecznego uniwersytetu: Diagnoza - interpretacje - konteksty (praca zespołowa 2013).

O wartości tych badań i sukcesach pracy zespołowej świadczy przyznana Jej zespołowi przez Wydział I Nauk Humanistycznych i Społecznych PAN w 2015 r. Nagroda im Władysława Spasowskiego. Nagrodzone przez PAN tomy są raportem z badań longitudinalnych, które zawierają studium teoretyczne, metodologiczne i interpretatywne wyników badań uzyskanych na wszystkich etapach rekonstruowania szkolnych doświadczeń tej samej populacji respondentów. Poznańsko-zielonogórscy naukowcy dociekali tego, w jakim stopniu uczęszczanie przez młodzież do reformowanej szkoły średniej sprzyjało rozwojowi kapitału społecznego uczących się.

Po raz pierwszy od wielu lat przeprowadzono w naszym kraju badania wzdłużne monitorując na bieżąco, w jakim stopniu szkoła jest środowiskiem, w którym i poprzez które tworzony jest kapitał społeczny oraz jakie można stawiać prognozy pod tym względem. Pani Profesor Maria Dudzikowa jest mistrzynią eseistyki pedagogicznej wydając w ostatnim roku dwa znakomite eseje: Oznaki dehumanizacji szkoły w perspektywie metaforyki odzwierzęcej (w:) Uczłowieczyć komunikację. Nauczyciel wobec ucznia w przestrzeni szkolnej, red. Henryka Kwiatkowska, Kraków 2015) oraz wspomniany esej o miłości do książek.

Kochała kupować i czytać książki, które pochłaniała z niebywała prędkością i głębokim rejestrem ich najważniejszych treści. Pamiętam, jak wybierała się mimo już pierwszych oznak choroby, do Wrocławia, który stał się w 2016 r. Światową Stolicą Książki, by - jak pisała w ostatnim z wyróżnionych tu tekstów - "Jeśli zdrowie pozwoli, wybiorę się w ten dzień, 23 kwietnia do Wrocławia, aby w rocznicę swoich urodzin w taki niecodzienny sposób radować się książkami i z książek, radością apollińską na przemian z dionizyjską. Mimo wszystko... Mimo wszystko... Kto ze mną?"

W najbardziej trudnych w czasie choroby momentach znalazła resztkę sił, by wyjść z domu do księgarni, usiąść na stołeczku i poprosić sprzedającą w niej o pokazanie najnowszych książek z szeroko pojmowanej humanistyki. A ilu nauczycielom akademickim, młodym, zdrowym nie chce się nawet udać do biblioteki, nie wspominając już o księgarni? Maria Dudzikowa czytała cała sobą dla innych. Można było tylko rzucić jakąś myśl, ideę, by natychmiast z jej ust padały tytuły najważniejszych, najbardziej wartościowych książek, które właśnie się ukazały, jak i tych z lat minionych.


Odeszła od nas wspaniała Profesor, o renesansowej mądrości, encyklopedycznej wiedzy, znakomicie wykształcona i wykorzystująca w swoich badaniach oraz wykładach wiedzę z nauk humanistycznych i społecznych, nie tylko z pedagogiki, ale przede wszystkim z literatury pięknej, literaturoznawstwa, językoznawstwa, psychologii, antropologii kulturowej, socjologii i filozofii współczesnej. Była wyjątkową, niepowtarzalną, interdyscyplinarnie badającą fenomeny kształcenia i wychowania, polityki oświatowej i akademickiej. Posiadała i zarażała nas osobistą pasją wielostronnego badania w pedagogice procesów, zdarzeń i instytucji, które są fundamentalne w kulturze i codziennym życiu każdej osoby i każdego społeczeństwa.

Swoją twórczością naukową zapoczątkowała w naukach o wychowaniu nową erę holistycznych, empiryczno-interpretatywnych badań pedagogicznych. Jej zainteresowania poznawcze koncentrują się na problemach interdyscyplinarności w nauce; związku nauki z praktyką; szkole jako podmiotu zmian oraz środowiska rozwoju osobowego uczniów i nauczycieli; życiu codziennym i kulturze szkoły; procesach enkulturacji, wychowania i autokreacji. Odchodziła z poczuciem dramatycznego przecięcia linii życia, ale i szczęścia, że w gronie Jej byłych Uczniów, Współpracowników, Doktorantów są już profesorowie tytularni, doktorzy habilitowani i doktorzy nauk społecznych.

Rozstawaliśmy się z Panią Profesor osobiście, 19 września tego roku w Łagowie, odprowadzając Ją z pochodniami oświetlającymi drogę do mojego samochodu, którym odwoziłem Profesor z dwudziestej piątej pod Jej kierownictwem, a XXXII Letniej Szkoły Młodych Pedagogów KNP PAN do Hospicjum w Koninie, by symbolicznym znakiem płomieni pokazać, jak gorące żegnały Ją serca i jak wiele z tego ciepła i światła postarają się przekazać kolejnym pokoleniom.


Żegnam wieloletnią Wiceprzewodniczącą Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk, moją akademicką Mistrzynię, Damę Polskiej Pedagogiki łącząc się w bólu z Jej Mężem - Franciszkiem, Synami wraz z rodzinami. Mam poczucie niepowetowanej straty, ale i zobowiązanie do zachowania i kontynuowania świata Jej wartości i standardów postępowania w humboldtowskim wzorze universitas.


wtorek, 30 października 2018

Przedszkola i szkoły wdrażają do praktyki edukacyjnej nowe technologie komunikacji i kształcenia w chmurze


Nawet nie przypuszczałem, że w przedszkolach i szkołach jeszcze nie korzysta się z ujednoliconego systemu komunikacji. W szkolnictwie wyższym jest on wdrożony już od kilku lat. Istotne jest tu bowiem bezpieczeństwo danych oraz wykorzystanie nowych technologii informacyjnych do doskonalenia procesu kształcenia. Łódź jest pierwszym miastem w Polsce, w którym samorząd wykupił domenę z licencją na 4 lata umożliwiającą nadanie każdemu przedszkolu i szkole skrótu z numerem placówki, by przygotować je do wdrożenia jednolitego systemu przetwarzania danych.

Tak uniwersalne narzędzie ma służyć więcej niż jednej grupie docelowej, a więc nie tylko dyrektor placówek przedszkolnych i szkolnych, ale i nauczycielom, uczniom oraz ich rodzicom. Narzędzie to jest dla nich bezpłatne. Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego w Łodzi od roku prowadzi zajęcia, w trakcie których prezentuje możliwości zastosowania racjonalnego nowej technologii komunikacyjnej w edukacji. Rozmawialiśmy o tym w czasie wczorajszego posiedzenia Rady Programowej ŁCDNiKP w Łodzi z udziałem dyrektorów przedszkoli, szkół wszystkich typów oraz władz oświatowych - samorządowych (wicedyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Łodzi Jarosław Pawlicki) i państwowych (kurator oświaty - Grzegorz Wierzchowski).



Miasto przygotowuje nauczycieli do korzystania z usług tego systemu uwzględniającego zasady RODO, a więc bezpieczeństwo danych. Na przygotowanie kadr składa się doskonalenie administratorów szkolnych tego systemu, a obejmuje ono po dwie osoby z każdej placówki. Łącznie dotyczy to ok.700 osób. Przeprowadzono już 60 takich kursów, które są bezpłatne i maj ą dobrowolny charakter. Trzeba bowiem dotrzeć do każdego nauczyciela, by potrafił korzystać z tej technologii.

Ma ona szereg modułów, możliwości dydaktycznych, a nie tylko związanych z gromadzeniem danych czy komunikacją. Możemy np. budować platformy edukacyjne za pomocą tego systemu. W Łodzi jest już zarejestrowanych w tym systemie 44 200 uczestników, wśród których ok. 10 tys. wykazuje własną aktywność. Zamierza objąć się tym systemem ok. 68 tys. osób, w tym 8 tys.nauczycieli i 60 tys, uczniów.

Kiedy przeprowadzono sondaż, które placówki oświatowe są najbardziej zainteresowane tym systemem, okazało się, że - jak zwykle - najaktywniejsi i najbardziej tym zainteresowani są nauczyciele przedszkoli, którzy jako pierwsi zarejestrowali się w tym systemie (98%), potem nauczyciele szkół podstawowych (94%), zespołów szkół ponadpodstawowych (84%) i liceów ogólnokształcących (78%). Najmniejszym zainteresowaniem cieszyły się gimnazja, bo tylko 50% odpowiedziało na tę ofertę, co jest oczywiste, skoro rząd je likwiduje. To i tak jest wysoki wskaźnik zainteresowania tym narzędziem.

Oprogramowanie jest we wszystkich placówkach, wszyscy mają służbowe konta pocztowe, toteż rodzice czy uczniowie nie będą już kierować swojej korespondencji pod tak infantylne adresy, jak "buziaczek92@..." czy "tygrys88). Każda szkoła będzie miała swój e-mail do kontaktu zawierający zarazem numer placówki, co każdemu zainteresowanemu ułatwi szybkie wygenerowanie adresu, bez potrzeby szukania danych w sieci, np. kontakt@sp55 (adres kontaktowy do Szkoły Podstawowej nr 55).

Zorganizowano już konkurs "Szkoła w chmurze" dla nauczycieli, którzy opracują własne projekty zajęć z wykorzystaniem tego narzędzia. Stwarza ono bowiem możliwości konstruowania kalendarza własnej pracy, a nie tylko korzystania z elektronicznej poczty. Za jego pomocą można projektować materiały multimedialne do uczenia się, konstruować interaktywne testy online, kreować przestrzeń dydaktyczną dla uczniów (biblioteki, współpraca własnych notesów), organizować pracę w grupie on-line itp.

Szkoła powoli z ogromnym opóźnieniem w stosunku do tego, co ma miejsce już od kilkunastu lat w krajach Europy Zachodniej, odrywa się od tradycyjnego systemu kształcenia. Im dłużej jednak będzie w kraju centralistyczny system zarządzania szkolnictwem, tym to opóźnienie będzie się coraz bardziej powiększać.

poniedziałek, 29 października 2018

Kalejdoskop byłych pseudoministrów edukacji - JOANNA KLUZIK-ROSTKOWSKA


W Wikipedii znajdziemy biogram byłej ministrzycy edukacji w rządzie PO i PSL (od 27 listopada 2013 do 16 listopada 2015) - Joanny Kluzik-Rostkowskiej (ur. 14 grudnia 1963 w Katowicach), która obecnie jest członkiem partii Platforma Obywatelska, a nieco wcześniej (2010-2011) była przewodniczącą Klubu Parlamentarnego Polska Jest Najważniejsza. Gdyby ktoś nie pamiętał, to jeszcze wcześniej była posłanką Prawa i Sprawiedliwości pełniąc z ramienia tej partii w latach 2005-2007 funkcję podsekretarza stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, a w 2007 r. - podsekretarza stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego.

W 2007 r. weszła do Sejmu jako kandydatka PiS z okręgu łódzkiego, by w 2010 r. kierować sztabem wyborczym Lecha Kaczyńskiego ubiegającego się o urząd na prezydenta. W listopadzie 2010 r. został wykluczona z tej partii współtworząc nową formację polityczną Polska Jest Najważniejsza. Powołana do Rady Bezpieczeństwa Narodowego przez prezydenta B. Komorowskiego douczała się tego, czym jest bezpieczeństwo, by na rzekomej kompetencji zbijać własny kapitał polityczny. Rok później zostawiła tę partię, by przejść do trzeciej formacji - Platformy Obywatelskiej.

W kolejnych wyborach w 2011 r. dostała się do Parlamentu już nie z okręgu łódzkiego, tylko rybnickiego, bo tu była "spalona". Premier Donald Tusk mianował ją ministrzycą edukacji narodowej ze szkodą dla polskiej oświaty. Publicyści mieli problem z identyfikacją polityczną tej posłanki, bowiem tak często zmieniała barwy i struktury partyjne. Jak piszą o niej:

* Joanna Kluzik-Rostkowska jest jedną z niewielu osób, która wierzy w sondaże Homo Homini;

* O tym, czy zostanie ona ministrem, decyduje wola koalicjanta rządowego, a nie partii rządzącej;

* Posiada znakomite zdolności w ratowaniu się z tonącego statku;

* Zawsze nosi ze sobą flagę, żeby wiedzieć, do której partii aktualnie należy;

* Walczy o nią większość partii, pomimo tego, że w żadna z nich nie wie, jak długo się nią nacieszy.


W sieci aż wrze po upublicznionym fragmencie sporu w telewizyjnym studio z udziałem m.in. posła Prawa i Sprawiedliwości Jacka Żalka (byłego posła Platformy Obywatelskiej) z byłą minister edukacji Joanną Kluzik-Rostkowską z Platformy Obywatelskiej (byłą posłanką Prawa i Sprawiedliwości).



Na pytanie tego pierwszego, czy są w Polsce faszyści, b. ministrzyca odpowiedziała:

- "Tak. Widzimy na zdjęciach ludzi, którzy mają wytatuowane swastyki...".

Poseł J. Żalek nie był zadowolony z tego komentarza, toteż poprosił nie tylko byłą ministrzycę edukacji, ale i dziennikarkę: "– Proszę mi podać definicję faszyzmu. Czy może pani podać desygnat pojęcia faszyzm? Mam wrażenie, że używa pani tego pojęcia bez zupełnego zrozumienia.

Posłanka zaczęła błagalnie szukać wokół siebie jakiejś pomocy, jąkać się bezrozumnie, by wydusić z siebie:

- "To są, popopo faszyzm jest to ruch, który się narodził w Niemczech..."

- Oj, we Włoszech - poprawił ją poseł J. Żalek.

- To racja - przyznała b. ministrzyca - pierwszym przedstawicielem tego ruchu był Mussolini ...

- a drugim? - dociskał poseł J. Żalek

- Hitler , a potem była II wojna światowa - stwierdziła z ulgą radości, że powiedziała coś mądrego J. Kluzik-Rostkowska.

Kompromitacja! Poseł J. Żalek poprosił ją, by jednak nie myliła nazizmu z faszyzmem, bo to są dwa różne pojęcia. Jak widać, absolwentka studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim chyba nie uczęszczała na wszystkie zajęcia, bo niewiele się nauczyła.
Mówimy o niej - "minister drożdżówka", bo to ona "zasłynęła" likwidacją podziemia drożdżówkowego w szkołach, zakazując uczniom kupowania w szkolnych sklepikach tych bułek. Kiedy prawicowa opozycja krytykowała problemy wychowawcze w gimnazjach, ta wykrzykiwała: "Jestem gotowa zginąć, by bronić gimnazjów!!!

Jakoś nie obroniła ich! A szkoda. Nie chce być w gabinecie cieni PO, gdyby ta partia zamierzała wygrać kolejne wybory parlamentarne, bo zapewne zastanawia się, na jaką inną teraz frakcję zmienić, by zmieścić w niej swoją ignorancję. Włosy już są przemalowane, na siwy blond.




niedziela, 28 października 2018

Aksjologiczne konteksty wychowania i resocjalizacji

Pod takim przewodnim tytułem pracowała w czasie Ogólnopolskiej Konferencji UMCS w Lublinie jedna z sekcji. Drugiego dnia obrad mogłem posłuchać referatów, których zapowiedź w programie wzbudziła moje zainteresowanie. Przywołam najważniejsze tezy, które były przedmiotem prezentacji i analiz, gdyż dobrze ilustrują stan naukowych aporii:

1. prof. Mirosław J. Szymański z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie wyszedł od fundamentalnej dla pedagogiki przesłanki, że nie ma wychowania bez wartości, bez celów. Pedagog musi wiedzieć, kogo i dokąd prowadzi. W szkołach jednak nadal liczy się bardziej wymiar dydaktyczny, aniżeli wychowawczy.

Jest to o tyle istotne, że od ponad 29 lat nie prowadzi się w Polsce znaczących badań z teleologii wychowania. Owszem, mają miejsce analizy celów kształcenia, ale wychowania? - Nie. Dziękujemy. O tym znowu decyduje podporządkowane partii władzy - Ministerstwo Edukacji Narodowej. Dlatego jest tak źle z wychowaniem, gdyż winnych jego zaniedbań , dysfunkcji i patologii nie ma wśród podmiotów polityki oświatowej. Łatwiej rządzącym jest kierować się w ocenie rzekomych reform na wynikach osiągnięć szkolnych mierzonych miejscem w rankingach międzynarodowych pomiarów OECD czy egzaminów zewnętrznych. To zwalnia wszystkich z odpowiedzialności za (byle-)jakość edukacji.

2. ks. prof. Marian Nowak z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II w Lublinie w swoim referacie pt. "Nurty i systemy współczesnego wychowania a system ich współdziałania w wychowaniu człowieka" zwrócił uwagę na to, że współczesna myśl pedagogiczna, która jest obecna w rozprawach uczonych podejmujących badania systemowe , stanowi bogactwo kapitału pedagogicznego do wykorzystania także w praktyce pedagogicznej. Nie otwieramy się na pełną moc prądów i nurtów wychowania, które mogą współwystępować i wzajemnie się wspierać, wchodzić ze sobą we wzajemne relacje, często także wzajemne kontestowanie niektórych z ich przesłanek.

Współczesne nurty systemów wychowawczych stanowią pewien odcinek czasu - jak ujmował to w swoim studium Bogdan Nawroczyński – będąc wyzwaniem dla pedagogów poszukujących adekwatnych teorii do ich środowisk wychowawczych. Podobnie jak dla ks. Mieczysława Gogacza filozofia współczesna nie jest filozofią istnienia, ale raczej filozofią myśli, tak i pedagodzy bardziej koncentrują się na wewnętrznej strukturze myśli, aniżeli jej zaistnieniu w praktyce. Tym samym są one zawsze niepełne w stosunku do aktu wychowawczego. Nie mówią o specyfice wychowania, gdyż nie mogą uwzględniać szczegółów z nim związanych. Należy zatem każdą z koncepcji, każdy z systemów czy teorii wychowania traktować jako hipotezy robocze, które weryfikować powinna praktyka. Po co zatem zwalczać się wzajemnie w ramach określonych kierunków, skoro lepiej jest być otwartym na inność, by dostrzec, co w niej jest wspólne, a co pozytywne.

3. dr hab. Alina Wróbel prof. UŁ skupiła uwagę na współczesnych zwrotach metodologicznych i ich znaczeniu dla praktyki badawczej, która dotyczy wychowania. Postawiła pytanie: Jakie znaczenie dla praktyki wychowania mają praktyki badawcze w innych naukach? Czyż nie jest tak, że w pedagogice, podobnie jak w innych naukach społecznych i humanistycznych wspólnym kryterium badań jest ciągłość i zmiana? Kulturowo uregulowana praktyka badawcza sprzyja dociekaniu uwarunkowań procesu wychowania, jego skuteczności, ale tez istotna jest samoświadomość metodologiczna badaczy. Referująca przywołała analizy Mieczysława Łobockiego relacji między teorią a praktyką, potrzebę badania kategorii pedagogicznych oraz formułowania nowych pytań dotyczących wychowania.



4. Ks.dr Marek Jeziorański dokonał znakomitej analizy pojęcia "współczesność" jako kategorii teleologicznej w kontekście relacji wychowawczych. Przyjmując za socjolog Elżbietą Tarkowską trzy z ośmiu wariantów orientacji temporalnych (przeszłość-teraźniejszość, przyszłość), które odnosząc do ideologicznych źródeł ich stanowienia można wartościować jako pozytywnie lub negatywne, wykazał jak rzutują one na podejście do wychowania w naszym kraju.

4.1. Orientacja perenialistyczna: Tam, gdzie punktem wyjścia do wychowania jest przeszłość, mamy do czynienia z orientacją retrospektywną w wychowani. Nie są w nim istotne ani teraźniejszość, ani przyszłość. Takie podejście jest charakterystyczne w ruchach społecznych skrajnego konserwatyzmu. Przeszłość jest ciągłym kryterium odniesienia. W centrum jest pedagogika perenialistyczna, w której najważniejsze zasady wychowania są budowane na tym, co jest niezmienne, ponadczasowe, trwałe. Odrzuca się wszystko to, co nie pasuje w rzeczywistości do obowiązującego kanonu i wartości. Teraźniejszość jest jedynie emanacją przeszłości. Nauczycieli interesują znaki tego, co już było. Wychowanie staje się permanentną ucieczką w przeszłość. Celem tego procesu jest wymuszanie posłuszeństwa.

4.2. Orientacja prezentystyczna w wychowaniu wynika z absolutyzacji teraźniejszości przy negacji przeszłości i przyszłości. Wychowankowie mają żyć chwilą, tym , co się dzieje "tu i teraz". Nic dziwnego, że wynikiem takiego podejścia jest hedonizm, koniunkturalizm, aktywność osoby zorientowana na doraźne korzyści, swobodę i spontaniczność w działaniu. Pedagog koncentruje się na tym, co jest aktualne, natychmiastowe, dotykalne, konkretne, odczuwalne. Ważna jest szybka i konkretna realizacja czyichś zamiarów. Nie interesuje się ani przeszłością, ani skutkami uruchamianych przez siebie procesów. Oddziaływanie cechuje obojętność i rezygnacja z myślenia, bezkrytyczna akceptacja rzeczywistości.

4.3. Orientacja prospektywna koncentruje uwagę pedagoga na przyszłości, dostrzeganiu pożądanych celów, a nie tylko możliwości ich realizacji. Realne jest to, co możliwe w perspektywie długiej drogi realizacji celów bez koniecznej weryfikacji stopnia ich realizacji. Tę orientację możemy odczytać w pedagogice Stefana Kunowskiego, dla którego dobro rozwojowe człowieka jest nastawione na przyszłość, na życie zgodnie z tymi wartościami, których nie ma i być może nie będą. To jest wychowanie pragmatyczne, niezależne od kontekstu doczesności.

Możemy zastanowić się nad tym, która z tych orientacji jest w tej chwili wdrażana w życie w ramach "dobrej zmiany", a które z nich były realizowane wczęsniej oraz jakie są tego skutki.
5. Dr Kazimierz Czerwiński z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy podjął w swoim referacie kwestię dobra wspólnego jako pojęcia wyrastającego z umowy społecznej. Istotnie, była ona fundamentem dla rewolucji I fali "Solidarności" w Polsce w latach 1980-1993, ale z każdym kolejnym rokiem stawała się ideą niepożądaną dla pazernych na własne korzyści członków partii władzy - od lewa do prawa. Obywatelskość, moralność rynku, moralne zaangażowanie, sprawiedliwość społeczna są już mało znaczącymi wartościami, gdyż ich realizacja w życiu i sferze publicznej wymaga poświęcenia, ofiarności, bezinteresowności.

Bydgoski politolog mówił o tym, że idea dobra wspólnego jest nieobecną w pedagogice kategorią, co nie jest prawdą. Sam skupił się na braku współpracy i podejrzliwości w relacjach między organizacjami pozarządowymi a władzami państwowymi oraz na braku komunikacji dialogowej między nimi. Jego zdaniem nauczyciele nie są sprawcami zmian w naszym społeczeństwie.

6. Ks. dr hab. Kazimierz Pierzchała prof. KUL przybliżył nam dane na temat resocjalizacji w Polsce. Służba więzienna w 157 jednostkach penitencjarnych, na które składa się 87 zakładów karnych i 70 aresztów śledczych, obejmuje 15 okręgów w całym kraju. W Sanoku powstaje najnowocześniejszy zakład penitencjarny. Świadczy to o planach władzy wobec narastającej przestępczości. Jest w nich osadzonych ok. 88 tys. osób skazanych i tymczasowo aresztowanych. Pilnuje ich 27,5 tys. funkcjonariuszy oraz 19 tys. pracowników cywilnych (wśród nich 1200 kobiet).
Istotną rolę w resocjalizacji spełniają kapelani więzienni. Tę posługę duszpasterską realizuje 191 kapelanów (w tym 87 etatowo). Mamy w powyższych jednostkach 149 kaplic więziennych, w tym 73 kaplice ekumeniczne. Każda z nich funkcjonuje na zasadzie parafii. O tym, jak humanizowana jest resocjalizacja świadczy chociażby to, że dla kobiet rodzących dzieci, a skazanych za czyny karalne, są dwa specyficzne więzienia: w Grudziądzu, gdzie jest izba porodowa i oddział położniczy (matki mogą tu być razem z noworodkiem do jego 6 miesiąca życia) i w Krzywańcu, gdzie mogą przebywać matki z małymi dziećmi (do 3–4 r.ż. dziecka).

Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że w zakładach karnych przebywa ok. 4 tys. mężczyzn z wyrokiem 25 lat pozbawienia wolności. Prof. KUL przywołał wypowiedź Jana Pawła II z 1991 r., który spotkał się w trakcie swojej pielgrzymki do Polski z więźniami: „Jesteście skazani, ale nie potępieni". Na tym przesłaniu prof. Marek Konopczyński stworzył polską szkołę pedagogiki pozytywnej resocjalizacji.





sobota, 27 października 2018

Interdyscyplinarne konteksty współczesnej pedagogiki i psychologii oraz zanikania akademickiego etosu


Wydział Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie obchodzi jubileusz 45-lecia, toteż z tej okazji zorganizował w dniach 25-26 października 2018 r. ogólnopolską konferencję naukową pn. "Interdyscyplinarne konteksty współczesnej pedagogiki i psychologii".

Jest to cykliczna konferencja, którą zapoczątkował b. dziekan tego Wydziału - prof. dr hab. Ryszard Bera, a w tej kadencji kontynuuje ją prof. dr hab. Janusz Kirenko zapraszając do wspólnej debaty naukowej przedstawicieli akademickich ośrodków pedagogicznych z Polski oraz psychologów, by w ramach dyskursu naukowego dokonać analizy współczesnych problemów pedagogiki i psychologii w wymiarze teoretycznym i praktycznym.

Moje wystąpienie dotyczyło zanikania etosu pracy naukowej wśród części samodzielnych pracowników naukowych, którzy zamiast być wzorem dla swoich młodszych koleżanek i kolegów, wćwiczają ich w pozoranctwie, w cwaniactwie, pseudonaukowej produkcji nikomu niepotrzebnych tekstów czy przyznawaniu stopni naukowych takim właśnie postaciom. Kłamstwo i korupcja stają się zjawiskami przenikającymi do renomowanych w kraju jednostek akademickich. Trzeba dostrzec stan zapalny organizmu naszego środowiska, by przestać go tolerować, zaleczać na krótką chwilę paralekami, gdyż wraz z najbliższą oceną parametryczną pedagogiki jako dyscypliny naukowej, per analogiam do pacjenta, może okazać się ona niezdolną do dalszego życia.

Z metodologicznego punktu widzenia nauki humanistyczne i społeczne w XXI wieku stają przed tym samym dylematem uzasadnienia własnej naukowości nie tyle w sensie historycznym, administracyjno-prawnym, społecznym, instytucjonalnym, ale właśnie metodologicznym. Chodzi bowiem o imperatyw spełnienia metodologicznych kryteriów odpowiadających współczesnym naukom społecznym i humanistycznym, które bezapelacyjnie różnią się od nauk przyrodniczych, technicznych czy ścisłych typu science nie mając szans na osiągnięcie ich naukowego statusu.

To, co pedagogikę zbliża do nauk medycznych, technicznych czy innych nauk społecznych, to jej aplikacyjny charakter orientujący jej dokonania na szeroko pojmowaną praktykę pedagogiczną, edukacyjną, wychowawczą, służącą bezpośrednio lub pośrednio ludziom, bez względu na ich wiek i inne cechy instrumentalne czy kulturowe. Nasza dyscyplina ma służyć praktyce, ale też powinna wykraczać poza potoczną wiedzę o wychowaniu i kształceniu oraz tworzyć dzięki prowadzonym badaniom empirycznym odpowiednio ugruntowaną wiedzę, która może, ale nie musi mieć praktycznego zastosowania. Ważne jest, by pozwoliła na opis i wyjaśnienie zjawisk, zdarzeń czy procesów, które nie są dostrzegane przez laika, ale pozwalają je części z nich zrozumieć, zaś uczonym projektować kolejne badania.

Rządzący, którym zależy na wykorzystaniu pedagogiki czy innej nauki społecznej do sterowania społeczeństwem, manipulowania nim dla realizacji własnych interesów politycznych i ideologicznych, nauka jest podporządkowana ideologii partii władzy (np. ekonomicznie), stapiana z jedynie słuszną ideologią „ludzi lepszego sortu”. Spełnianie funkcji aksjonormatywnej przez naukę równoznaczne jest z jej uprawianiem kiedy odbywa się w formie ideologicznej.

Właśnie dlatego niektórzy uczeni wpisując się w tak rozumianą naukę podejmują się funkcji w rządzie, by zamiast dociekać prawdy i ją odkrywać - głosić ideologiczną prawdę i indoktrynować zgodnie z nią społeczeństwo, poczynając od dzieci i młodzieży a na ich rodzicach i członkach rodzin kończąc. Spełnianie funkcji ideologicznej nie może jednak być uznane za uprawianie nauki. Szczytem naukowości mogło być jedynie w oficjalnej nauce państw o charakterze totalitarnym, w istocie rzeczy tożsamej z ideologią.

Ideologicznej funkcji nauki nie można utożsamiać z jej aksjologicznymi uwarunkowaniami, które nie muszą i nie powinny stać na przeszkodzie praktykowania właściwych jej tradycyjnych cnót epistemicznych
(H. Izdebski, Ile nauki w nauce, Warszawa 2018, s. 96-97). Szczególnie narażone są na ingerencję rządzących nauki społeczne i humanistyczne, jeśli przyjmowane przez badaczy stanowisko jest sprzeczne z interesem sprawującej władzy zorientowanej populistycznie, a zatem odrzucającej wyniki badań naukowych kwestionujących zasadność podejmowanych reform czy zmian w regulacjach prawnych. To również może stać się punktem odniesienia dla niektórych naukowców, którzy w celu przyspieszenia swojej kariery będą kwestionować stanowisko starszych kolegów z powodów w istocie pozanaukowych (…). (Izdebski, s. 122).

Z analizy postępowań habilitacyjnych w kraju w dyscyplinie pedagogika wynika, że poziom nauki w nauce jest coraz mniejszy nie dlatego, że:

1) akademicy nie mają dostępu do literatury z metodologii badań społecznych, albo

2) z powodu niewiedzy, czy(-m) jest pedagogika jako nauka, czy

3) brakuje im wiedzy,

ale z braku samokształceniowego wysiłku, samoświadomości metodologicznej, skoro popełniają kardynalne błędy we własnych badaniach naukowych. Trudno zatem, by nie skutkowało to pedagogicznym „zakalcem”, skoro niektóre składniki były nieświeże, źle dobrane albo/i wykorzystane w niewłaściwych proporcjach czy wymieszane w złej kolejności.

Z niepokojem postrzegam studenckie błędy w procedurach badawczych, w konceptualizacji badań czy w sposobie ich realizacji oraz omawiania u osób, które już uzyskały stopień naukowy doktora habilitowanego nauk społecznych w dyscyplinie pedagogika, a nawet tytuł naukowy profesora. Ośmieszają w ten sposób nie tylko siebie, ale i kompromitują naszą dyscyplinę oraz reprezentowane przez siebie jednostki akademickie. Niektórzy mają podwójne oblicze: od studentów wymagają znajomości metodologii badań, ale sami jej nie stosują w swoich badaniach, a tym bardziej, kiedy oceniają cudze.



Interesujące było m.in. wystąpienie prof. Jerzego Nikitorowicza, który mówił o hybrydowej tożsamości kulturowej osób, które coraz częściej doświadczają w naszym kraju sytuacji wykluczania. Czy istnieje otwartość na obcość? Czy może manipuluje się odmiennością kulturową i narodową dla realizacji celów ideologicznych władzy? Profesor przywołał postać m.in. Ludwika Zamenhofa, Aloszy Awdiejewa, Janusza Korczaka czy Czesława Miłosza jako osób o hybrydalnej tożsamości. Cytował ich wypowiedzi na temat poczucia własnej narodowości i swoistego rodzaju bycia POMIĘDZY.

Osoby o tego typu osobowości mają dylemat, w jakim zakresie pozostając w rodzimym języku są jeszcze wzorem narodowości mieszkańców kraju ich miejsca zamieszkania? Nauka i sztuka są beznarodowościowe, a mimo to codziennie odzywa się problem własnego pochodzenia - Kim jestem? W społeczeństwach wielokulturowych muszą unikać poszukiwania czy kreowania wroga. W człowieku trzeba wspierać kosmos wielokulturowości. Badaniami tych kwestii zajmuje się heterologia jako nauka o swoistości więzi międzyludzkich osób o hybrydalnej tożsamości.




W lubelskiej konferencji uczestniczyło ponad 230 osób, w tym także naukowcy z za wschodniej granicy. W programie było 13 sekcji tematycznych, w których najczęściej młodzi adepci nauk przedstawiali wyniki własnych badań czy prezentowali spory teoretyczne w pedagogice i psychologii. mamy nadzieję, że ci, którzy z różnych przyczyn nie przyjechali, nie przedłożą we własnym cv informacji o rzekomej aktywności w zakresie upowszechniania nauki.

Jeden z prelegentów mówił bowiem o tym, że bywają tak zdemoralizowane postaci, które zgłaszają się do wielu konferencji w kraju, nawet do komitetów programowych takowych, a następnie nie przyjeżdżają, by we własnej uczelni przedłożyć wydrukowany z ich nazwiskiem program. Papier jest cierpliwy, ale i bywa zbiorem fałszywych danych. Są też tacy organizatorzy konferencji, którzy wpisują nazwisko profesora mając wiedzę na temat tego, że on nie może czy nie zamierza w niej uczestniczyć. Wprowadzają w błąd uczestników i nawet nie poczuwają się do tego, by przeprosić za to tak ich, jak i owego profesora.





piątek, 26 października 2018

Do trzech razy "sztuka" ?


Z końcem sierpnia 2018 r. zakończył swoją dziesięcioletnią służbę na stanowisku Rzecznika Praw Dziecka (RPD) Marek Michalak, toteż mogliśmy się spodziewać szybkiego powołania jego następcy czy następczyni. Niestety, Sejm nie mógł dokonać takiego wyboru z politycznych powodów.

Urząd Rzecznika Praw Dziecka jest w randze ministra, Sekretarza Stanu, a zatem rządząca koalicja wolała obsadzić go osobą, która będzie spełniała jej oczekiwania. Nie po raz pierwszy dzieci są tu jedynie swoistego rodzaju „zakładnikiem”, a może i „ofiarą” takich rozstrzygnięć.

Pamiętam lata 2005-2007, w czasie których powołana przez Sejm na RPD lekarka Kamela Sowińska krytykowała oglądanie przez dzieci bajki „Teletubisie”, gdyż - jej zdaniem - animowane lalki są gejami, a tego jej partia propagować nie zezwalała. W sieci Polacy mieli z tego wieli ubaw. Już zaczęli tropić, czy aby Żwirek i Muchomorek też nie są gejami. Padło nawet Bolka i Lolka, którzy występowali przez większość odcinków razem. Na szczęście pojawiła się jeszcze w tamtym ustroju ich koleżanka - Tola. Rzadkie to imię żeńskie, więc bajce ponoć groziła z tego powodu dekomunizacja.

Dzisiaj dzieci oglądają to, co chcą, a zdarza się - i to, czego nie powinny. "Teletubisie" zniknęły jednak z ekranów polskiej telewizji. Świat animacji i filmowych klipów dziecięcych przeniósł się do Internetu. Może się zdarzyć, że zamiast wilka uganiającego się za zającem znajdą się w akcji zupełnie inni wykonawcy tych ról.

Ponowoczesny świat wydobywa na jaw najróżniejsze fakty, także i takie, o których nie chcieliby wiedzieć kandydaci na wspomnianego Rzecznika. Tak się stało z adiunkt wykładającą etykę w Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, która afirmowała się w wyborach na Rzecznika jako psycholog rodzinny, chociaż nigdy nie podjęła nawet studiów na tym kierunku kształcenia. Internauci szybko rozpoznali jej właściwe kwalifikacje zawodowe, do których dorzucono jeszcze miękkie kompetencje w postaci plagiaryzmu.

Ubiegająca się o tak wysoki urząd w naszym państwie być może doszła do wniosku, że skoro niemalże wszyscy uczniowie klas maturalnych ściągają gotowe wypracowania czy dane z podobnej w nazwie platformy, to nikt nie będzie kwestionował wklejenia przez nią do własnych artykułów także czyichś myśli bez podania źródeł. Tak oto pierwsza kandydatka została „zatopiona” przez medialnych sygnalistów. Uniwersytet rozstał się z tą panią, co bardzo dobrze świadczy o jego władzach.

Pozostało we wrześniu dwóch kontrkandydatów, ale żaden z nich nie miał najmniejszych szans w naszym Parlamencie, bowiem o nominacji decyduje większość, a tej nie posiadają partie opozycyjne, które ich zgłosiły. Tym samym dzieci dowiedziały się, że wybór ich Rzecznika jest nie tylko polityczny, ale i partyjny.

Gdyby powiodło się śp. Marii Łopatkowej powołanie Partii Dziecka, a ta zyskałaby większość w wyborach do Sejmu, to mielibyśmy świąteczną bajkę Janusza Korczaka w realu. Tymczasem Partia Dziecka już nie istnieje, a mało kto wie, że była takowa w latach 90.XX w. w Polsce.

Znakomici fachowcy, uniwersytecka profesor pedagogiki społecznej Ewa Jarosz, autorka wielu badań i rozpraw na temat przemocy wobec dzieci oraz niezwykle interesujący lekarz, "misjonarz", bo ratujący życie dzieci w rejonach wojennych - Paweł Kukiz-Szczuciński musieli odejść z przysłowiowym kwitkiem. Nie otrzymali wystarczającego poparcia posłów, którzy na co dzień ponoć bardzo kochają dzieci i są o nie zatroskani.

W drugim podejściu rzeczniczką Praw Dziecka chciała zostać pani, która sama jest matką wychowującą dwójkę niepełnosprawnych dzieci, a jako także adiunkt w jednym z instytutów naukowych, bo jest doktorem socjologii, powinna mieć z tego tytułu specjalne względy. Także i tym razem politykom, posłom partii władzy podesłano jakąś jej ironiczną wypowiedź w sieci na temat rzekomego braku troski rządzących o dzieci niepełnosprawne. W drugim podejściu zatem i ją pokonał na drodze do sukcesu wyrwany z kontekstu fragment wypowiedzi.

Jak wynika z ludowej mądrości: „Do trzech razy sztuka”. Sztuka czy sztuka? Sejm zarejestrował w połowie października po raz kolejny tę są kandydatkę - socjolog z Polskiej Akademii Nauk panią dr Agnieszkę Dudzińską. Wśród medialnie afirmowanych kandydatów na giełdzie ludzkich istnień rzekomo Zjednoczonej Prawicy krążyło nazwisko pedagoga - prof. Marka Konopczyńskiego.

Media nagłaśniały tu i ówdzie, z prawej oraz lewej strony politycznej sceny, że jedynym kandydatem na Rzecznika Praw Dziecka będzie ten właśnie profesor pedagogiki resocjalizacyjnej. To byłby także bardzo dobry wybór, bowiem jest on zwolennikiem resocjalizacji pozytywnej. Każde bowiem dziecko ma w sobie potencjał dobra, które trzeba dostrzec, wydobyć i na nim współtworzyć szanse jego pomyślnego rozwoju.

Partia władzy przekonała się jednak do poprzednio odrzuconej przez siebie kandydatki i już bez żadnych przeszkód personalnych, medialnych i politycznych wybrała ją o godz. 23:53:26 Rzeczniczką Praw Dziecka. Wydawało się, że mamy wreszcie "Korczaka w spódnicy". Czym będzie się zajmowała RPD? Które z dotychczasowych aporii zostaną utopione w rzece nierozwiązywalnych spraw, a jakie staną się priorytetem do naprawy dziecięcego świata codziennego życia? Co zostanie wycofane, zaprzepaszczone, a co wzmocnione w przestrzeni jurydycznej, społecznej, edukacyjnej?

Czy w obliczu deformy edukacji będzie milczeć, czy może wraz z minister A. Zalewską udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku? Nie ma wątpliwości, że to drugie. W czasie wysłuchania w Sejmie kandydatka stwierdziła, że reformę edukacji ocenia pozytywnie. Posłowie zatem byli już kontenci. Poparli: 35 ZA, 15 - PRZECIW i 1 się wstrzymał.

Czy dzieci mają w Polsce głos? Mają. Dekoracyjny. Oby zmieniający się w kraju klimat nie zainfekował nas wszystkich jakimś wirusem. Polecam lody, których 48 smaków można dostać w Kanadzie. Oby u nas nie było dla dzieci lodów o smaku tylko pistacjowym.

Pani dr A. Dudzińska - jak w bajce - już była pewna zwycięstwa, gdy nagle... senatorowie partii władzy powiedzieli swoim koleżankom i kolegom z Sejmu - NIE. NIE CHCEMY TEJ PANI NA RZECZNIKA PRAW DZIECKA.

Gdyby ktoś chciał wiedziec, dlaczego senatorowie nie poparli kandydatki PiS, to poniżej jest tego wyjaśnienie:

czwartek, 25 października 2018

Kiedy nastąpi rozstanie z pedagogiką socjalistyczną?


Zastanawiam się nad tym, jakie pozostają nam w sporze o wkład w pedagogikę Bogdana Suchodolskiego racje i argumenty, którego działalność w okresie PRL uzasadnia krytykę jego dokonań (w tym zaniechań), czy szkodzących tej nauce pozostałości minionego ustroju? Jak dalece potrzebna jest krytyka tego okresu i jego pozostałych liderów, którzy wcale nie byli tak świetlani, jak usiłuje się utrzymać mocą formalnych zabiegów i koleżeńskich praktyk wspomnieniowych?

Niewątpliwie, stoimy u progu koniecznej analizy pedagogiki z okresu PRL, która to diagnoza z tak wielkim lękiem była odraczana przez samych zainteresowanych i głównych jej aktorów, czołowych liderów tego okresu. Nie wiem, dlaczego tak bardzo odchodzące pokolenie mistrzów stara się ukryć prawdę tamtego okresu, nie chce odsłonić jej rzeczywistego zakresu adekwatnych do warunków ustrojowych patologii, pseudonaukowych dokonań i manipulacji?

Proces analiz i badań w tym zakresie wymaga jak najszybszej i jak najgłębszej kontynuacji. Obrażaniem się na konieczną fazę „dekomunizacji polskiej pedagogiki” niczego nie zmieni, a już na pewno nie jest możliwe w sposób, który wręcz zachęca do wyostrzania sądów krytycznych. Oczywiście, można tego dokonać w stylu, jaki proponuje od lat w swoich rozprawach emerytowany wykładowca Uniwersytetu Śląskiego Herbert Kopiec, „usunięty” zresztą - jego zdaniem - z tego też powodu poza obszar akademickiej debaty i kształcenia.

Można też postąpić tak, jak czyniła to w okresie „siermiężnego socjalizmu”, a więc nie sprzyjającym formułowaniu ocen krytycznych Andrea Folkierska, kiedy to na łamach „Kwartalnika Pedagogicznego” (1981 nr 4) przeprowadziła merytoryczny spór z podstawowymi tezami teorii wychowania Heliodora Muszyńskiego. Tego typu debat było jednak niewiele w naukach pedagogicznych może właśnie dlatego, że obowiązujące procedury awansowe w środowisku akademickim eliminowały z pola krytyków, którzy nie zdążyli się jeszcze habilitować.

Pamiętam konferencję nauczycieli akademickich prowadzących w swoich uczelniach zajęcia z „teorii wychowania”, w trakcie to której młody doktor „ośmielił się” poddać krytyce teorię wychowania Heliodora Muszyńskiego. Na kolejnej, jaka była prowadzona w rok później był już pokornym i apologetycznym wręcz wyznawcą dzieł krytykowanego wcześniej profesora.


Można wreszcie podjąć wątek „rozliczeń” z tamtym okresem w sposób, który sytuuje go na pograniczu rekonstrukcji porównawczej i historyczno-oświatowej, jakiej dokonała Teresa Hejnicka-Bezwińska w swojej pracy „Zarys historii wychowania (1944-1989)” (Kielce, 1996). Istnieje także praktyka prowadzenia sporów o racje naukowe w ramach tzw. konferencji biograficznych, kiedy to dorobek naukowy określonego przedstawiciela nauki jest przedmiotem analiz krytycznych, apologetycznych jak i twórczych.

No i wreszcie mamy rozprawy naukowe, głównie historyków wychowania i oświaty, którzy dokonują nowego odczytania dzieł oraz zaangażowania w politykę oświatową swoich poprzedników, akcentując zupełnie niedostrzegane czy pomijane dotychczas fakty oraz nowe odsłony ich uwikłań ustrojowych.

Polska pedagogika radykalnie zmieniła się w ciągu minionych 29 lat. Czy jest jej jednak potrzebna "gruba kreska" w sytuacji, gdy w różnych strukturach władz (akademickich, społecznych, politycznych, oświatowych itp.) są osoby mające wiedzę czy także doświadczenia na jej temat z minionego jeszcze ustroju?

środa, 24 października 2018

"Mądrość i wsparcie" - Jubileusz 10-lecia Wydziału Nauk Pedagogicznych UKSW w Warszawie


W dniu wczorajszym miał miejsce mały jubileusz akademickiej wspólnoty osób wielkich serc i mądrości. Na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie odbyła się z tej okazji okolicznościowa konferencja naukowa, w trakcie której profesorowie i wykładowcy kilku pokoleń, w tym obecne władze Uczelni i Wydziału Nauk Pedagogicznych, ich poprzednicy, uczeni Wydziału Nauk Humanistycznych inicjujący w 2002 r. powołanie Instytutu Pedagogiki im. św. Jana Bosko - dokonali podsumowania tak ważnej dekady w rozwoju naukowym własnego środowiska.

Akademicy mieli za sobą uprzednie doświadczenia z czasów Salezjańskiego Instytutu Wychowania Chrześcijańskiego. Jego kadry zakorzenione w Światowej Federacji Uniwersytetów Salezjańskich zostały wsparte naukowcami z ówczesnej Wyższej Szkoły Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie (dzisiaj - Akademii) oraz pracownikami Sekcji "Bobolanum" Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Warszawskiej. Dyskusja nad utworzeniem uczelni przygotowującej kadry wychowawców chrześcijańskich do pracy z dziećmi i młodzieżą rozpoczęła się w salezjańskiej inspektorii warszawskiej w drugiej połowie lat 80.-tych XX wieku, ale spełniła w 2008 r. kiedy to wieńcząca kadencję dziekan Wydziału Humanistycznego UKSW prof. dr hab. Jadwiga Kuczyńska-Kwapisz doprowadziła do wyłonienia się z tej struktury nowego Wydziału - Nauk Pedagogicznych.


Od tego momentu rozpoczął się dynamiczny rozwój tej jednostki, jej akademickich kadr oraz poszerzona została oferta kształcenia w zakresie pedagogiki o dodatkowy kierunek studiów - pedagogika specjalna. Była też inicjatywa uruchomienia studiów na kierunku pedagogika katechetyczna, ale nie spotkała się z zainteresowaniem wśród młodzieży. Środowisko pedagogiczne otrzymało do zagospodarowania i rewitalizacji własny budynek (nr 15) na ul. Wóycickiego 1/3, który dzięki także unijnym środkom inwestycyjnym został znakomicie przystosowany do prowadzenia zajęć dydaktycznych, organizowania w nim konferencji naukowych oraz prowadzenia przez naukowców konsultacji.

Konferencję otwierał obecny Dziekan - ks. dr hab. Jan Niewęgłowski prof. UKSW, który przygotował wraz z współpracownikami: dr Ewą Kulawską i dr. hab. Witoldem Starnawskim prof. UKSW na tę okoliczność także specjalną publikację pt. "Mądrość i wsparcie. 10 lat Wydziału Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie". W "Słowie wstępnym" JM Rektor ks. prof. dr hab. Stanisław Dziekoński napisał:


"Istnienie każdej wspólnoty – a taką tworzy Wydział Nauk Pedagogicznych UKSW – uwarunkowane jest jej pamięcią. Dla Wspólnoty Wydziału Nauk Pedagogicznych pamięć o jej tradycji i dorobku z pewnością pozwoli na przeprowadzenie bilansu dokonań, na refleksję i określenie kierunków dalszego działania. Temu służyć będzie także wydanie Księgi Jubileuszowej. Wprawdzie 10 lat to nie jest szczególnie długi okres w dziejach instytucji, jednak trzeba pamiętać, że i Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, w skład którego wchodzi WNP, ma historię niewiele dłuższą.

Wydział Nauk Pedagogicznych stanowi zatem istotną część tradycji naszego młodego, ale posiadającego już cenny dorobek, Uniwersytetu. Wśród wydziałów Uniwersytetu WNP jest tym, który w swej działalności badawczej i dydaktycznej szczególnie zwraca się ku człowiekowi, – obejmując swoim zainteresowaniem całe jego życie – od dzieciństwa i adolescencji aż po okres starości. Realizuje w ten sposób istotny fragment misji całego Uniwersytetu. Osobiście jestem dumny z faktu, że wchodzę w skład grona pracowników tego właśnie Wydziału i mogę wspólnie z nimi realizować podejmowaną tam działalność
.

Po części oficjalnej miały miejsce wspomnienia, osobiste relacje byłych dziekanów, emerytowanych profesorów i pracowników pomocniczych, bowiem historia tego Wydziału jest także osobistą historią każdego jej studenta, nauczyciela i pracownika administracji.

Warto sięgnąć do wspomnianej publikacji, bowiem znajdziemy w niej przekład znakomitego tekstu prof. Dietricha Bennera, dr h.c. pt. "Wychowanie i kształcenie. W sprawie konceptualizacji nauczania wychowującego". Ten wybitny uczony prowadził w latach 2008-2013 wykłady z pedagogiki ogólnej także w tej Uczelni. Jest też niezwykle interesujący tekst profesora z Uniwersytetu Katolickiego del Sacro Cuore w Mediolanie - Giuseppe Mari'ego poświęcony zagadnieniu "Wiara, poznanie i nauka: przeciwstawienie czy integracja?".

W części II jubileuszowej monografii znajdują się biogramy pracowników poszczególnych katedr z wykazem ich osiągnięć naukowych i badawczych. Ujmujący jest zapis wspomnień emerytowanych już, a przecież długoletnich pracowników administracji Wydziału oraz absolwentów studiów pedagogicznych, którzy są świadkami dobra i mądrości, profesjonalizmu i rzetelności, pasji, umiłowania własnej pracy oraz fascynacji studiami. Piszą o swojej obecności na Wydziale jako przygodzie ich życia oraz o niepowtarzalnej atmosferze studiowania. Tu nie tyle nauczyli się, ile utwierdzili w tym, "jak być dobrymi ludźmi, jak należy szanować każdego bliźniego".
Czyż przekazane na piśmie krótkie wspomnienia nie są lepsze od wyskalowanej ewaluacji zajęć w tabelach? Wolałbym szczerą opinię, jak ta, którą podzielił się jeden z absolwentów pedagogiki - Tomasz Justyniarski?

Moje studia to jedne z najpiękniejszych lat w moim życiu . Dużo radości, beztroski, dużo przyjaciół i dużo wkuwania przed egzaminami, co znakomicie ćwiczy umysł... Wspaniali ludzie i dużo, dużo dowcipów. Wspominam wspaniale mury mojej uczelni, jej atmosferę i wykładowców. Najbardziej oryginalnym wykładowcą był Rubens Figurski., od genetyki, który potrafił z dzwonkiem latać po stołach... Otowicz, Theiss, Kulisz i siostra Maria – do dziś wspominamy te osoby w gronie znajomych. Choć nie tylko ich,... wspominamy całe ciało pedagogiczne" i co niektórych wyróżniających się odszczpieńców... Dziękuję Ci bardzo, moja "Uczelnio," za to, kim teraz jestem. Dziękuję za formację i lekcję życia.

wtorek, 23 października 2018

Komitet Nauk Pedagogicznych PAN debatował o dokonaniach Rzecznika Praw Dziecka oraz powołał nowe zespoły eksperckie






Wczoraj odbyło się ostatnie w bieżącym roku posiedzenie Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, w czasie którego zostały podjęte niezwykle ważne kwestie dla każdego pedagoga, nauczyciela, wychowawcy, opiekuna, terapeuty czy pracownika służb resocjalizacyjnych, a dotyczące PRAW DZIECKA w polskim systemie prawnym, oświatowym i kulturowym. Pan Marek Michalak - urzędujący po dziesięcioletniej misji (dwie kadencje) minister-Rzecznik Praw Dziecka przyjął zaproszenie KNP PAN na to posiedzenie, w trakcie którego przybliżył jego członkom osiągnięcia w kluczowych obszarach kierowanego przezeń urzędu centralnego w latach 2008-2018.

Liczby są odzwierciedleniem zdarzeń, faktów, procesów, z których nie zdawaliśmy sobie sprawy, bowiem pracownicy i siły społecznego wsparcia Rzecznika Praw Dziecka nastawione są na rozwiązywanie najbardziej palących problemów dzieci w naszym państwie, które stały się z różnych powodów, w odmiennych środowiskach ich codziennego życia ofiarami różnego rodzaju sporów, konfliktów, dramatów rodzinnych czy instytucjonalnych patologii.


Spójrzmy jednak na liczby ilustrujące tylko formalnie zakres dokonań czy działań Rzecznika Praw Dziecka:

331 381 podjętych spraw
1 148 Wystąpień Generalnych
2 104 przystąpienia do spraw sądowo-administracyjnych
487 500 spotkań z dziećmi
1 842 patronatów honorowych.

Za danymi kryją się tysiące godzin spędzonych w środkach lokomocji, by dotrzeć do dzieci oczekujących pomocy. To tysiące godzin spędzonych nad aktami spraw sądowych, w wyniku których rozstrzygały się losy dzieci nie zawsze mogących liczyć na miłość, szacunek, sen w bezpiecznym miejscu, naukę czy wyżywienie. Za tymi liczbami kryją się długie rozmowy, negocjacje, poszukiwania ekspertów czy uzgodnienia z władzami kolejnych rządów rozwiązań koniecznych dla dobrostanu dzieci będących przecież ofiarami zdarzeń losowych czy intencjonalnej przemocy.

Mogliśmy usłyszeć o tym, jak ważny jest Rzecznik Praw Dziecka w państwie, w którym dorośli nie liczyli się w swoich decyzjach i działaniach z dobrem dziecka, jego godnością, prawem do szacunku, krzywdząc je czy czyniąc przedmiotem własnych interesów.


Marek Michalak mówił o tym, jakiego rodzaju wysiłki, działania, zabiegi były konieczne, by móc minimalizować straty psychiczne, fizyczne i kulturowe w życiu najmłodszych mieszkańców Polski. W okresie minionych dziesięciu lat służby dzieciom doprowadził do zmian w Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym, w wyniku których dzieci rozwodzących się rodziców mają zagwarantowane prawo do obojga rodziców. Ograniczona została adopcja sierot, którymi - niestety - także w minionych czasach handlowano.

Zdemistyfikowany został przez Rzecznika upowszechniany w mediach mit o rzekomym odbieraniu dzieci ich rodzicom z powodu ubóstwa. Każdy przypadek został zanalizowany także częściowo przez Najwyższą Izbę Kontroli potwierdzając, że decyzje sądów były powodowane zupełnie innymi uwarunkowaniami. Niezwykle istotne były działania Biura RPD dotyczące sytuacji dzieci poza granicami kraju - np. w wyniku uprowadzeń przez jednego z rodziców czy doświadczania przez nie przemocy.


Na chwilę pojawiła się na naszym posiedzeniu Kandydatka do tego urzędu - dr hab. Ewa Jarosz, która systematycznie prowadzi badania dotyczące przyczyn, zakresu i następstw stosowania przemocy wobec dzieci. Skierowała przy tej okazji podziękowania dla członków KNP PAN popierających jej gotowość do objęcia urzędu RPD w pierwszym podejściu Sejmu RP do wyborów nowego Rzecznika. Ogromnie żałujemy, że polscy parlamentarzyści nie kierowali się kryterium merytorycznym, ale politycznym interesem partii władzy.

Zapewne kampanie społeczne, medialne RPD, jak i upowszechniane wyniki badań śląskiej pedagog na ten temat skutkują tym, że w ciągu tych kadencji poziom przyzwolenia społeczeństwa na bicie dzieci zmalał z 78 proc. do 48 proc.

Kluczowe są też działania RPD na rzecz ochrony dzieci przed naruszaniem ich wizerunku i godności w przestrzeni medialnej. W tym zakresie działania te powinny być kontynuowane, toteż Komitet Nauk Pedagogicznych PAN podjął wczoraj uchwałę o powołaniu na specjalistę-członka KNP PAN prof. APS dr. hab. Macieja Tanasia, by do końca tej kadencji dokonać w gronie specjalistów oceny niepokojących zjawisk w powyższym zakresie oraz wskazać na rozwiązania naukowe z pedagogiki medialnej czy zainicjować nowe kierunki badań pedagogicznych. Zachęcamy badaczy zajmujących się pedagogiką mediów, by w Zespole Pedagogiki Medialnej przy KNP PAN podjęli te wyzwania.

Rzecznik Praw Dziecka - Marek Michalak przypomniał także najważniejsze raporty z badania opinii podmiotów szkolnych: uczniów, rodziców i nauczycieli dotyczące najbardziej niepokojących następstw pospiesznie, bezrefleksyjnie i z wykluczeniem wiedzy naukowej pedagogiki wprowadzonej reformy szkolnej, w wyniku której już sygnalizowane są zjawiska samobójstw, depresji czy innych obciążeń psychofizycznych wśród uczniów-ofiar deformy. Niestety, są nimi tegoroczni ósmoklasiści oraz trzecioklasiści wygaszanych gimnazjów.


Nie ulega wątpliwości że dwie kadencje Marka Michalaka jako świetnie wykształconego i empatycznego pedagoga, także rodzica, a nie tylko urzędującego ministra zaowocowały wyjątkowymi dokonaniami w skali międzynarodowej, że wspomnę tu Rok Janusza Korczaka czy Rok Ireny Sendlerowej, III Światowy Kongres Praw Dziecka oraz VIII Międzynarodowa Konferencja Korczakowska w Warszawie. Świat podziwia polską myśl pedagogiczną, pedagogię Janusza Korczaka oraz efektywne i niespotykane w innych państwach sposoby angażowania się Dziecięcego Ombudsmana w monitorowanie, ochronę i egzekwowanie od władz wykonawczych działań na rzecz praw dzieci do ich praw.

Polska Ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka - jak podkreślała to w dyskusji prof. Barbara Smolińska-Theiss - jest "perełką w skali światowej", z której możemy być dumni. Pedagodzy mają zatem za zadanie nie tylko upowszechnianie praw dziecka, w czym pomocne będą wydane przez RPD publikacje na ten temat (każdy zainteresowany może sobie je bezpłatnie ściągnąć z portalu RPD), ale także wzmocnić badaniami naukowymi wiedzę na temat realnego ich przestrzegania.


Musimy być świadomi tego, że są w Polsce dzieci bezdomne (sic!), dzieci nadal głodne, pozbawione miłości i opieki naturalnych rodziców, szykanowane w środowiskach i instytucjach opiekuńczo-wychowawczych czy edukacyjnych itp. Są w kraju dzieci obcokrajowców - rodzin z Ukrainy, Czeczeni, państw dotkniętych wojną czy kataklizmami. Powinny one znaleźć u nas bezpieczne schronienie i wsparcie w rozwoju własnym.

Jak pisał Janusz Korczak - nie wolno dorosłym zostawiać świata takim, jaki jest, jeżeli ten świat staje się toksyczny dla dzieci i młodzieży. Przemoc rodzi przemoc, toteż świat będzie lepszy, jeśli zostanie nasycony tym, o co także walczyła przez wiele lat dr Maria Łopatkowa - miłością, dobrem, szacunkiem i zaufaniem.


Komitet Nauk Pedagogicznych PAN podjął także uchwałę łączącą dotychczasowy Zespół Teorii Wychowania z Zespołem Pedagogiki Ogólnej przy KNP PAN, by kierujący tym połączonym już Zespołem prof. Roman Leppert nadał wzmacniający naukowo charakter. Pozwoli to na pogłębienie myślą współczesnej humanistyki modeli i teorii wychowania, które wymagają reakcji świata nauki na zachodzące w świecie zmiany.

poniedziałek, 22 października 2018

Syndrom "homo sovieticus" wiecznie żywy


Z okazji Sześćdziesięciolecia Pedagogiki Gdańskiej (1958 – 2018) obradowali w minionym tygodniu uczeni z całego kraju. Pisałem o tym w blogu 15 października. Zorganizowana przez dyrektora Instytutu Pedagogiki prof. Romualda Grzybowskiego Ogólnopolska Konferencja Naukowa pod tytułem: "Z pedagogiką przez systemy i ideologie…" - doskonale wpisała się nie tylko w ważne wydarzenia dla polskiej pedagogiki, ale także trwającą właśnie kampanię wyborczą do samorządów terytorialnych.

Przedstawiono i przedyskutowano w trakcie obrad najnowsze osiągnięcia Uczonych z gdańskiego środowiska oraz odbyła się debata panelowa na temat: Nowy człowiek (homo sovieticus) - (zapomniany) klucz do zrozumienia (zakorzenionego w PRL-u) pedagogicznego podłoża wyborów, decyzji i pogłębiających się podziałów wśród współczesnych Polaków?

Prowadzący debatę prof. Romuald Grzybowski sformułował ważne dla niej pytania:

Można by zapytać, czy i dlaczego warto wrócić do idei homo sovieticus. Odpowiadając na tak sformułowane pytanie chciałbym podkreślić, że mimo upływu prawie trzydziestu lat od upadku PRL-u, my, pedagodzy (a także pedagogika jako nauka), nie zmierzyliśmy się z dziedzictwem pedagogicznym i ideologicznym okresu komunistycznego. To, co zrobiliśmy, mieści się w normie podejścia komunistycznego, polegającego na sztucznym zamykaniu długotrwałych, złożonych procesów kształtowania się świadomości społeczeństw w kategoriach zależnych od formy ustrojowej. Zatem, skoro upadł komunizm upadła (zniknęła) idea człowieka sowieckiego, a wraz z nią przeobraziła się świadomość jednostek i całych społeczeństw. Tymczasem tak chyba nie jest.

Aktualna sytuacja społeczna i polityczna w Polsce, głębokie podziały społeczne, niemożność osiągnięcia porozumienia, zablokowanie dialogu, dominacja emocji negatywnych, lęk przed innymi (obcymi), agresja słowna (i nie tylko) jako forma kształtowania relacji z tymi, którzy myślą inaczej, ucieczka od wolności i ryzyko separacji od wolnego świata – to zjawiska, które wiązać można z dziedzictwem edukacyjnym, przejętym przez nasze pokolenia z okresu PRL-u.

Można je zatem kojarzyć z urabianiem kilku pokoleń Polaków w duchu wartości i norm wpisanych w strukturę urzeczywistnianego przez pedagogikę komunistyczną/socjalistyczną ideału nowego człowieka (homo sovieticus, w realiach polskich – budowniczego socjalizmu). Czy nazwanie i krytyczna analiza celów, wartości i metod realizacji tego ideału wychowawczego może przybliżyć nas do lepszego zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości, do tego, co dzieje w Polsce, a także w innych krajach byłego bloku komunistycznego? Czy prawdziwa okaże się teza, że efekty systemowych oddziaływań pedagogicznych ujawniają się w pełni dopiero w kolejnych pokoleniach, a idee pedagogiczne cechuje zdolność do przeżywania w stanie ukrytym (nie w pełni uświadamianym)?


Od początku powstania NSZZ "Solidarność" oraz będącej jej następstwem po 8 latach ustrojowej transformacji kierowałem się w swoich działaniach oświatowych i naukowych wykładnią syndromu homo sovieticus ks. prof. Józefa Tischnera. To on niezwykle trafnie określił stan obciążenia wszystkich dorosłych Polaków mianem UMOCZONYCH, bez względu na to, kim byli w okresie PRL, ile mieli lat, jakiego byli wyznania, w czym (nie-)uczestniczyli oraz jaki wykonywali zawód.

Jak pisał: „Płynęliśmy wszyscy i każdy czuje się zamoczony. Jeden mniej, drugi więcej." (s. 141)

Na pytanie, kim był, jest w pełni, częściowo czy śladowo SOWCZŁOWIEK - ks. prof. J. Tischner stwierdził:

- to zniewolony przez system komunistyczny klient komunizmu, ktoś, kto żywił się towarami, jakie oferował mu ówczesny system totalitarny, a raczej quasi-totalitarny. Dla J. Tischnera trzy wartości były szczególnie charakterystyczne dla powyższego:

1. stająca się iluzją PRACA, a wynikającego z tego marnotrawstwo surowców, energii, ludzi, pozorna zapłata pozornym pieniądzem;

2. udział we władzy – „Kto nie ma majątku, ten chce przynajmniej mieć w ładzę. Bo wtedy tylko, ten, kto ma władzę, czuje, że naprawdę jest. (...). Ideologiczne uprawomocnienie władzy. „Homo sovieticus stracił kręgosłup i czuje się liściem miotanym przez wiatr”. (s. 143-144)

3. poczucie własnej godności – które było naruszane przez podmioty wszelkiej władzy w relacjach z obywatelami. Osoba z tym syndromem nie znała różnicy między swym własnym interesem a dobrem wspólnym. "I dlatego może podpalić katedrę, byle sobie przy tym ogniu usmażyć jajecznicę” (s. 145).

Co ważne, z rozważań J. Tischnera wyłania się także pozytywny aspekt sowczłowieka, umoczonego w minionym ustroju obywatela, który wprawdzie był uzależniany, ale mógł w różnym zakresie i stopniu przyczynić się do upadku komunizmu. Miało to miejsce to wówczas, gdy „komunizm przestał zaspokajać jego nadzieje i potrzeby, homo sovieticus wziął udział w buncie”. (s. 141)

Homo sovieticus – to niewątpliwie syndrom ucieczki od wolności, rezygnacji z dźwigania jej ciężaru i brania odpowiedzialności za siebie w relacjach z innymi. Dzisiaj, po prawie 30 latach wolności ustrojowej od sowieckiego demona, Polacy nadal przejawiają w swoich decyzjach, działaniach i postawach ów syndrom, a partie władzy (od lewicy, przez centrum , po prawicę) robią na tym różne interesy.

W przypadku edukacji, szkolnictwa wyższego i nauki wciąż jest to mało widoczne, bo niektórzy lubią, jak zakłada się maski i sprawia, że ich własna aktywność staje się iluzoryczna, nie są zaspokajane ich potrzeby wbrew posiadanym kwalifikacjom i osiągnięciom oraz naruszana jest ich godność. Rozejrzyjcie się dokoła i zobaczcie, ile jeszcze jest osób wśród decydentów, którym można przypisać miano reprodukujących syndrom "homo sovieticus"?

Debata w Gdańsku była wprowadzeniem do dalszych sporów na temat tego, co nam, pedagogom w obecnej sytuacji czynić wypada oraz na co powinniśmy zwracać uwagę, by nie tkwić w samoodtwarzającym się "błocie".

niedziela, 21 października 2018

Habilitanci muszą zmienić adresata wniosku

Jeszcze nie wszyscy zainteresowani wszczęciem postępowania habilitacyjnego wiedzą o tym, że od 1 października 2018 r. nie należy wskazywać we wniosku do Centralnej Komisji wybranej przez siebie rady wydziału czy rady instytutu, ale tylko i wyłącznie uczelnię. Jeżeli, przykładowo, ktoś chce, by jego postępowanie habilitacyjne zostało przeprowadzone przez Radę Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego czy Radę Wydziału Nauk Pedagogicznych APS itp., to nie wolno mu już wskazać tej Rady, ale jedynie Uniwersytet, Akademię czy Politechnikę.

Adresatem wniosków jest bowiem teraz - niezależnie od tego, że jeszcze do końca kwietnia 2019 r. będą one przeprowadzane w tzw. "dotychczasowej (sprzed reformy 2.0) procedurze" - tylko i wyłącznie rektor danej uczelni, a nie dziekan wydziału czy dyrektor instytutu, a więc jednostki posiadającej uprawnienie do nadawania stopnia doktora habilitowanego.

Takie rozwiązanie wynika z art. 179 ustaw z dnia 3 lipca 2018 r. Przepisy wprowadzające ustawę – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (DSz.U. poz. 1669). Jeśli więc habilitant kieruje wniosek do Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów o wszczęcie postępowania habilitacyjnego, to musi wskazać w nim uczelnię, a nie konkretną w niej jednostkę organizacyjną.

Centralna Komisja wniosek ten skieruje tylko do rektora uczelni, którą wskazał habilitant. W następstwie takiego pisma rektor przekieruje ów wniosek do jednostki, która ma uprawnienia. Podstawą prawną jest:

„Art.179.1. Przewody doktorskie, postępowania habilitacyjne i postępowania o nadanie tytułu profesora wszczęte i niezakończone przed wejściem w życie ustawy, o której mowa w Art.1., są przeprowadzane na zasadach dotychczasowych, z tym że jeżeli nadanie stopnia doktora, stopnia doktora habilitowanego lub tytułu profesora następuje po dniu 30 kwietnia 2019 r., stopień lub tytuł nadaje się w dziedzinach i dyscyplinach określonych w przepisach wydanych na podstawie art. 5 ust.3 tej ustawy.

2. W okresie od dnia wejścia w życie ustawy, o której mowa w art. 1, do dnia 30 kwietnia 2019 r. przewody doktorskie, postępowania habilitacyjne i postępowania o nadanie tytułu profesora wszczyna się na podstawie przepisów dotychczasowych.

3. W przewodach doktorskich, postępowania habilitacyjnych i postępowaniach o nadanie tytułu profesora wszczętych w okresie od dnia wejścia w życie ustawy, o której mowa w art. 1, do dnia 30 kwietnia 2019 r. stopień lub tytuł nadaje się na podstawie przepisów dotychczasowych, z tym że:

1) Stopień lub tytuł nadaje się w dziedzinach lub dyscyplinach określonych w przepisach wydanych na podstawie art.5 ust. 3 ustawy, o której mowa w art.1;

2) W uczelni czynności związane z postępowaniem o nadanie tytułu profesora prowadzi:

a) Do dnia 30 września 2019 r. – rada jednostki organizacyjnej,

b) Od dnia 1 października 2019 r. – organ, o którym mowa w art.178 ust.1. ustawy, o której mowa w art.1;

3) W uczelni czynności związane z postępowaniem o nadanie tytułu profesora prowadzi:

a) Do dnia 30 września 2019 r. – rada jednostki organizacyjnej,

b) Od dnia 1 października 2019 r. – senat.

Tym samym rektorzy powinni jak najszybciej określić tryb postępowania w okresie do końca kwietnia 2019 r. delegując swoje prawo na radę wydziału./instytutu posiadającą uprawnienie w danej dyscyplinie naukowej. Biorąc pod uwagę to, że z dn. 30 kwietnia 2019 r. zakończy się prawo wszczynania postępowań habilitacyjnych wg powyższego, wciąż jeszcze obowiązującego prawa, możliwość składania wniosków o nadanie tych uprawnień jednostkom jest tylko do 30 czerwca 2020 r.

Nowe reguły gry o awanse naukowe wchodzą w życie zgodnie z przyjętą ustawą.

sobota, 20 października 2018

Jak to Słowacy utajnili prace doktorskie, a niektórzy Polacy - prace magisterskie


Słowacja żyje od kilku miesięcy podejrzeniem o plagiat w pracy doktorskiej z nauk prawnych marszałka Sejmu (predsedu SNS) Andreja Danka. W sieci jest już kilkanaście memów kpiących sobie z rzekomej obrony pracy doktorskiej, której autor nie chce nikomu pokazać. Ba, politycy opozycji zaczęli najpierw od próby uzyskania odpowiedzi na pytanie, jak to jest możliwe, że marszałek Sejmu tytułuje siebie doktorem prawa, skoro nikt nie wie, gdzie ten tytuł uzyskał. On sam nie chciał nikomu ujawnić uczelni, w której rzekomo się obronił.

Niesłusznie przy tym podejrzewano posła Danka także o to, że został doktorem prawa bez ukończenia studiów II stopnia. Dziekan Wydziału Prawa Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie Eduard Burda potwierdził, że p. Danko uzyskał w roku 1997 na tym Wydziale pełne wykształcenie prawnicze i tytuł magistra.

Trzeba było jednak dziennikarskiego śledztwa, żeby społeczeństwo dowiedziało się o Uniwersytecie Mateja Beli w Bańskiej Bystrzycy, gdzie owa obrona miała miejsce. Pewnie nikt nie interesowałby się stopniem naukowym marszałka, gdyby nie to, że chce kandydować na prezydenta Słowacji. W dn. 24.9. 2018 r. w gazecie Denník N ukazał się artykuł podający w wątpliwość tytuł doktora prawa kandydata do tego urzędu. Pracę napisał w Katedrze Prawa Karnego, która nie ma nic wspólnego problematyką jego pracy. To zapewne wzbudziło dodatkowe zastrzeżenia.

Danko tłumaczył, że tytuł uzyskał legalnie i nie ma zamiaru się z tego tłumaczyć. Pracy jednak nie zamierza nikomu ujawniać.

Rektor Uniwersytetu Mateja Beli w Bańskiej Bystrzycy Vladimír Hiadlovský - stwierdził, że nie może tej rozprawy ujawnić bez zgody jej autora. Ten jednak tego uczynić nie chce. Cała sytuacja uderza w autorytet uczelni. Nic dziwnego, że jej Rektor opublikował stanowisko, w którym stwierdza:

Uniwersytet Mateja Bela jest instytucją, która przestrzega prawa i szanuje wartości akademickie, dba o etykę i moralność. Władze uczelni wzywają zatem Andreja Danka, aby udostępnił swoją rozprawę doktorską“.

Doskonale pamiętam, jak na tym Uniwersytecie troszczono się o prawo i etykę hołubiąc polskich turystów habilitacyjnych i nie reagując na przekazane przez polskie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zastrzeżenia do kilku naruszeń rzekomej troski o wartości akademickie i prawo. Jak widać, nadal na Słowacji nie ma transparentnej polityki akademickiej. Rozprawa doktorska powinna być udostępniona każdemu chociażby w uniwersyteckiej bibliotece. To zdumiewające, jak tam troszczą się o skrywanie podejrzanych przewodów naukowych.

Napięcie jest tak duże, że grozi protestami studenckimi. Wraz z nauczycielami akademickimi zbierane są podpisy pod petycją o prawne zobowiązanie władz uczelni o publiczny dostęp do każdej dysertacji doktorskiej. Jeśli to nastąpi, to może wreszcie będzie można zobaczyć, jakież to doktoraty zostały obronione w tym kraju także przez Polaków, Węgrów czy Ukraińców.

Posłanka Lucia Ďuriš Nicholsonová złożyła doniesienie do Prokuratury Generalnej na Słowacji wniosek o sprawdzenie, czy aby A. Danek dlatego ukrywa swoją pracę doktorską, by nie okazało się, że jest plagiatem lub czymś podobnym.

Przypomina mi to toczącą się w Łodzi sprawę mec. Paduszyńskiego, który dopomina się ujawnienia pracy magisterskiej jednego z naszych ministrów. Poseł RP Artur Dunin z Platformy Obywatelskiej złożył 14 lutego 2017 r. zapytanie (nr 2149) do prezesa Rady Ministrów w sprawie wykształcenia Andrzeja Adamczyka - Ministra Infrastruktury i Budownictwa o następującej treści:

Zwróciły się do mnie osoby, które od lipca 2016 r. bezskutecznie usiłują uzyskać informacje o tym, jakie wykształcenie ma Pan Andrzej Adamczyk Minister Infrastruktury i Budownictwa w Pani rządzie, a także o tym w jaki sposób je uzyskał. Wśród pytań na jakie usiłowali uzyskać odpowiedzi są m.in. następujące:
- dlaczego Pan Minister Andrzej Adamczyk odmawia udzielenia odpowiedzi na pytania o swoje wykształcenie?
- jaki był temat pracy magisterskiej pana Ministra Andrzeja Adamczyka i czy prawdą jest, że obronił ją będąc już magistrem?
- kto był promotorem, a także kto był recenzentem pracy magisterskiej pana Ministra Andrzeja Adamczyka?
- jak praca magisterska pana Ministra Andrzeja Adamczyka została oceniona?
- jaki wydział i jaki kierunek studiów ukończył Pan Minister Andrzej Adamczyk?
- ile Pan Minister Andrzej Adamczyk zapłacił za studia na Społecznej Akademii Nauk?
- czy prawdą jest, że Pan Minister Andrzej Adamczyk został od razu przyjęty na III semestr studiów magisterskich?
Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa odpowiadając na pytania zainteresowanych osób podawało jedynie, że Pan Minister Andrzej Adamczyk ma wykształcenie wyższe i odmawiało udzielenia szczegółowych informacji, twierdząc, że nie jest to informacja publiczna. Podobnie odpowiada Społeczna Akademia Nauk. Z kolei wg twierdzeń Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego informacja o wykształceniu osoby pełniącej funkcję publiczną jest informacją jawną i podlega ustawie o dostępie do informacji publicznej.
Mając na względzie fakt, że kompetencje osób wchodzących w skład Rady Ministrów są istotną sprawą, tak samo jak istotną jest transparentność drogi, jaką osoby te uzyskały stopnie naukowe potwierdzające ich kompetencje uprzejmie proszę o udzielenie odpowiedzi:
- na powyższe pytania,
- jak również wyjaśnienie przyczyn, dla których Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa udzielało odmiennych informacji niż Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego na temat możliwości uzyskania dokładnych informacji o formalnych kwalifikacjach pana Ministra Andrzeja Adamczyka oraz o drodze jaką je uzyskał?


Od ponad 18 miesięcy poseł nie uzyskał odpowiedzi na to zapytanie. W Polsce prace magisterskie polityków też są zatem tajne. We wrześniu 2018 Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi nakazał Społecznej Akademii Nauk ujawnienie szczegółów dotyczących pracy dyplomowej pana ministra i ... pewnie jest apelacja.

piątek, 19 października 2018

Profesor Zbyszko Melosik - doktorem honoris causa Uniwersytetu Szczecińskiego


Z ogromną satysfakcją przyjąłem zaproszenie na uroczystość nadania tytułu Doktora Honoris Causa Uniwersytetu Szczecińskiego znakomitemu profesorowi pedagogiki, wybitnemu humaniście, a zarazem wyjątkowemu organizatorowi akademickich procesów transformacyjnych nie tylko na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu - Profesorowi Zbyszko Melosikowi.

Od początku lat 90. XX w., kiedy to razem uczestniczyliśmy na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu w ogólnopolskim seminarium profesora Zbigniewa Kwiecińskiego pod charakterystycznym dla ówczesnego przełomu tytule „Nieobecne dyskursy”, nie tylko śledzę, studiuję i wykorzystuję we własnych badaniach rozprawy naukowe poznańskiego Uczonego, ale i nie mogę doczekać się każdej następnej jego książki czy wysłuchania referatu z najnowszych badań i warsztatu. Mamy tu do czynienia z świetnie wykształconym interdyscyplinarnie naukowcem, który potrafi łączyć w swoich badaniach wiedzę z różnych dyscyplin i dziedzin nauk.

Profesor Zbyszko Melosik ukończył bowiem w 1979 r. magisterskie studia politologiczne na Wydziale Nauk Społecznych UAM, zaś w latach 1983-1986 studia doktoranckie w Instytucie Socjologii UAM.
W 1986 r. obronił dysertację doktorską na tym samym Wydziale poświęcając ją socjologicznym i politologicznym kontekstom ruchu olimpijskiego w okresie od Pierre’a Coubertein’a do współczesności. Warto zatem zwrócić uwagę na to, jak wspaniałą drogę przeszedł w swoim rozwoju naukowym, zataczając krąg badania myśli humanistycznej od olimpizmu do piłki nożnej, której poświęcił swoją ostatnią (na szczęście nie w ogóle, tylko w wymiarze temporalnym) monografię pt. „Piłka nożna. Tożsamość, kultura i władza” (UAM 2016).

Wszystko to, co wydarzyło się w życiu osobistym i naukowym Kandydata do tak zaszczytnej godności Uniwersytetu Szczecińskiego, jest Jego otwarciem się na pedagogikę jako naukę humanistyczno-społeczną, a zapoczątkowanym habilitacją już na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu w 1995 r., gdzie w swoim dorobku przedłożył m.in. niezwykle interesującą dysertację habilitacyjną pt. „Współczesne amerykańskie spory edukacyjne. Między socjologią edukacji a pedagogiką postmodernistyczną” (UAM 1995).


Był to niewątpliwie kolejny przełom w polskiej pedagogice interdyscyplinarnego myślenia o edukacji w kontekście postmodernistycznej filozofii, socjologii i pedagogice, który zbliżał do siebie te nauki ze względu na transwersalną potrzebę i wartość odczytywania oraz rozumienia swoistości edukacji w ponowoczesnym świecie. Jeszcze w tym samym roku Zbyszko Melosik – już jako samodzielny pracownik naukowy - wydał kolejną monografię pt. „Postmodernistyczne kontrowersje wokół edukacji (Toruń-Poznań 1995), w której poszerzył i pogłębił analizy socjokulturowe i pedagogiczne doświadczanej także w Polsce transformacji politycznej oraz humanistycznej w przestrzeni nauk społecznych.

Analizę postmodernistycznego dyskursu poprzedził krytyką tej części polskich intelektualistów, którzy nie bacząc na własną ignorancję lub fałszywie pojmowany prymat własnej pedagogii usiłowali zaprzeczyć jego wartościom. Zapewne było bolesne dla nich ujawnienie mechanizmów rywalizacji o status lokującego się wówczas w centrum badań dyskursu postmodernistycznego na tle walki dyskursów o prymat w świecie naukowym. Podejście postmodernistyczne pomagało nam wszystkim dostrzec spory teoretyczne w naukach o wychowaniu z perspektywy walk różnych wersji rzeczywistości o to, która z nich stanie się tą "obowiązującą" i "naturalną".


Dzięki niezwykle pogłębionym o światową literaturę badaniom mogliśmy śledzić wraz z prof. UAM Z. Melosikiem, jakie problemy i pytania stawia lub wyostrza dyskurs postmodernistyczny, które mogłyby być ważne dla zrozumienia (i przekształcenia) rzeczywistości kulturowej i społecznej, w tym szczególnie dla współczesnej edukacji. Jest to możliwe, gdyż Profesor należy do elitarnego grona stypendystów Polsko-Amerykańskiej Komisji Fulbrighta, wielokrotnie zapraszanym jako visiting professor na uniwersytety w Holandii, Niemczech, Szwecji, Norwegii, Hiszpanii, Argentyny, Australii czy Włoch. Nie miał zatem problemu z badaniem odmienności perspektyw teoretycznych, normatywnych poszczególnych dyskursów postmodernistycznych czy modernistycznych.



Od 2010 r. Z. Melosik należy do grona członków norweskiej (regionalnej) Agder Academy of Science and Letters. W każdej ze swoich rozpraw, a to należy do rzadkości w polskiej humanistyce, wyraźnie określa własne stanowisko epistemologiczne i aksjologiczne. Prowadzone przez niego badania socjopedagogiczne pozwalają zrozumieć zmiany w świecie cywilizacji Zachodu, demokracji, społeczeństw otwartych, pluralistycznych o najwyższym poziomie rozwoju gospodarczego i naukowego, a do których III Rzeczpospolita usilnie zmierzała z nadzieją na co najmniej zbliżenie się do jak najwyższych w powyższym zakresie standardów zachodnioeuropejskich i amerykańskich.


Każda kolejna książka tego Profesora rozchwytywana była przez środowisko nauk humanistycznych i społecznych będąc zarazem świadectwem ogromnego skoku kulturowego i metodologicznego w badaniach pedagogicznych. Każdy, kto jako pedagog chciał na zrekonstruowanych w tej monografii przesłankach kreować lokalną, nietotalizującą politykę i edukację w Polsce, mógł także uświadomić sobie czekające go problemy i dylematy.

Jakże oczywistą stała się rekomendacja Rady Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu Profesora Zbyszko Melosika w 1998 r. do nadania mu tytułu naukowego profesora, co zresztą zostało potwierdzone w toku postępowania w tej Radzie i Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów. W czasach, kiedy pedagogika lokowała się w rankingach krajowych na I miejscu najbardziej obleganych studiów w naszym kraju (k. lat 90.XX w. i pocz. pierwszej dekady XXI w.), a większość samodzielnych i pomocniczych pracowników nauki podejmowała się zatrudnienia w drugim czy trzecim miejscu akademickiej przestrzeni, prof. Z. Melosik także pracował dodatkowo.

Tworzył nowe, a paralelne do uniwersyteckiego w UAM środowiska naukowo-badawcze, uruchamiał kolejne projekty badawcze i wydawał znakomite rozprawy naukowe. Przykładowo, kierując Katedrą Nauk o Zdrowiu w Akademii Medycznej im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu nie tylko wypromował doktorów nauk humanistycznych w dyscyplinie pedagogika, ale także wydawał z nimi kolejne publikacje.


Jedną z wielu takich rozpraw była praca zbiorowa pod Jego redakcją pt. Ciało i zdrowie w społeczeństwie konsumpcji (Poznań-Toruń 1999) poświęcona problematyce ciała i zdrowia w społeczeństwie konsumpcji, w której połączył tym razem swoje własne badania z prowadzonymi w tym samym zakresie przez jego współpracowników z Wydziału Nauk o Zdrowiu Akademii Medycznej w Poznaniu. Dzięki nieustannemu przekraczaniu pól badawczych, wydawałoby się zarezerwowanych dla autonomicznych w sensie scjentystycznym nauk, mieliśmy możliwość pogłębienia powyższego dyskursu o nowe perspektywy i sposoby badań.

Nie sposób nie dostrzec w jakże bogatym dorobku naukowym Profesora Zbyszko Melosika rozpraw, w których sięga po teorię reprodukcji ekonomicznej i kulturowej, by lepiej zrozumieć współczesną szkołę uprawomocniającą narzucenie arbitralności kulturowej grupy dominującej określonej społeczności oraz potwierdzając zarazem występowanie nierówności społecznych w tym zakresie. Lepiej dostrzegamy dzięki publikacjom tego Uczonego, że edukacja powszechna staje się bezradna wobec podziałów czy różnic społecznych, kulturowych i ekonomicznych wśród dzieci i młodzieży czy ich środowisk socjalizacyjnych, uporczywie starając się narzucić wszystkim pożądany styl (zdrowego) życia tak, jakby wszyscy w istocie mieli do tego równy dostęp.

W bogactwie przedmiotów i problemów badawczych znalazła się u Z. Melosika kwestia akademicka. Pełniąc przez dwie kadencje funkcję dziekana Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu, kształcąc kadry naukowe w kraju w roli promotora ponad dwudziestu rozpraw doktorskich, recenzenta habilitacji i wniosków o tytuł naukowy profesora, pełniąc trzykrotnie funkcję członka Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów, od kilkunastu lat angażując się czynnie w Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, gdzie obecnie jest jego wiceprzewodniczącym, poświęcił universitas znakomitą rozprawę naukową pt. Uniwersytet i społeczeństwo. Dyskursy wolności, wiedzy i władzy(Poznań 2002).

Ta z niebywałym talentem analityczno-syntetycznym książka o społecznych przemianach w zakresie funkcji i roli uniwersytetu ukazała się w niezwykle ważnym dla polskiego środowiska akademickiego i związanej z nim polityki oświatowej państwa momencie, gdyż z jednej strony wpisała się w nurt zainicjowanej przez ówczesny resort edukacji, nauki i sportu społecznej debaty nad resortowym projektem „Strategia rozwoju szkolnictwa wyższego w Polsce do roku 2010”, z drugiej zaś strony odpowiadała na szereg dylematów w zakresie toczącej się, z chwilą powołania w naszym kraju Uniwersyteckiej oraz Polskiej (dawniej Państwowej) Komisji Akredytacyjnej, dyskusji na temat jakości kształcenia w szkolnictwie wyższym. Profesor Z. Melosik został zresztą członkiem UKA, a po dzień dzisiejszy jest ekspertem PKA uczestnicząc w ocenie kształcenia na kierunku pedagogika w krajowych uczelniach akademickich i szkołach wyższych.
Doktor Honoris Causa należy do pokolenia transformatywnych intelektualistów wykorzystując dany mu czas na potęgowanie twórczego zaangażowania w sprawy istotne dla poznańskiej Alma Mater, polskiej pedagogiki oraz dla całego jej środowiska akademickiego! Został liderem zarządzania Wydziałem Studiów Edukacyjnych w gronie kierujących izomorficznymi jednostkami w całym kraju, który w tym okresie zdobył palmę pierwszeństwa nadając zupełnie nowy wymiar budowaniu szkół uniwersyteckiej nauki, a przy tym znakomicie łącząc tradycję z przyszłością, doceniając, eksponując i kontynuując najlepsze tradycje swoich poprzedników (dziekanów: Zbigniewa Kwiecińskiego, Kazimierza Przyszczypkowskiego, Wiesława Ambrozika) oraz otwierając swoim wsparciem nową kartę rozwoju tej jednostki pod kierownictwem koleżanki prof. Agnieszki Cybal-Michalskiej.


Jest genialnym tłumaczem rozpraw anglojęzycznych i moderatorem międzynarodowych kongresów, wnikliwym recenzentem w ponad 30 przewodach doktorskich i w ponad 40 łącznie postępowaniach habilitacyjnych oraz na tytuł naukowy profesora. W roku 2005 został redaktorem wydawniczym, a potem naukowym (także współautorem wstępu) do wydanego przez PWN polskiego tłumaczenia fundamentalnego dzieła amerykańskiego z zakresu socjologii pt. „Women, Men and Society” autorstwa C. Renzetti i D. Curran. Monografia ta miała wiele wydań w USA, a w Polsce już dwie edycje ciesząc się ogromnym zainteresowaniem naukowców kilku dziedzin nauki.

Pracowitością, często bezinteresownemu oddaniu sprawom uniwersytetu jako dobra wspólnego Doktor Honoris Causa Uniwersytetu Szczecińskiego jest źródłem akademickiej kultury i troski o ponadczasowe wartości. Ma to miejsce zapewne właśnie dlatego, że przeszył swoimi badaniami do samego jądra kulturę popularną, świat migotania potocznych znaczeń, pozoranctwa, zanikania w wyniku globalizacji etosu badań oraz błędy w polityce publicznej państwa wobec szkolnictwa wyższego i nauki.

Wyróżniony 18 października 2018 r. profesor nauk społecznych znakomicie służy polskiej pedagogice ucieleśniając typ uczonego z pasją badającego kolejne fragmenty edukacyjnej rzeczywistości. Jego wiedza, umiejętności i kompetencje przyciągają rzesze młodych uczonych, których potrafi zachwycić dążeniem do PRAWDY jako wartością autoteliczną. Oby młodsi adepci nauki, także w jego środowisku, skorzystali z tych dokonań i doświadczeń Mistrza.




Zacznijmy walczyć ze strachem