wtorek, 17 września 2019

Szukajcie patologii u siebie, a nie w felietonach uczonych


Oto kilka wydarzeń, które mnie bardziej bulwersują, niż to, kto i jakim językiem opisuje rzeczywistość w swoich felietonach, w sieci itd. Ci, którzy tak ostro krytykują publicystyczną aktywność niektórych uczonych sami są hipokrytami, gdyż na Facebooku czy Twitterze od dłuższego czasu prowadzą swoją równie ideologiczną wojnę z opozycją lub władzą polityczną. Jedni, bo są jawnymi lub skrytymi afirmantami określonej formacji politycznej w kraju, inni, bo mają wśród bliskich kandydatów do Sejmu, Senatu, a wcześniej do samorządu terytorialnego. Byłoby zatem lepiej, gdyby najpierw przyjrzeli się "belce" we własnym oku.

W niemalże ostatniej chwili dociera do mnie wiadomość, że decyzji o zawieszeniu w czynnościach akademickich prof. dr. hab. Aleksandra Nalaskowskiego nie podjął i nie podpisał Rektor UMK, ale jeden z prorektorów. Jeśli to jest prawda, to mamy do czynienia z poważnym naruszeniem prawa, bowiem to uprawnienie nie przysługuje prorektorowi. W obowiązującej Ustawie, w art 302 jest mowa o rektorze, a zatem ... ? Czy rzeczywiście mamy tu do czynienia z troską o Uniwersytet czy może wykorzystaniem zdarzenia do walki przedwyborczej?

Mamy paliwo do podgrzewania temperatury politycznej w kraju, która jest naprawdę groźna dla uniwersytetów, dla wolności nauki i wolności słowa. Zastosowana wobec wybitnego Uczonego sankcja, która nie odnosi się do pracy Profesora A. Nalaskowskiego na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, jest nie tylko pogwałceniem powyższych praw, ale służy tak prawicy, jak i lewicy do manipulacji opinią publiczną.

Absolutnie niedopuszczalny jest komentarz Jacka Karnowskiego, który wprowadza społeczeństwo w błąd twierdząc, że:

- (...) dla lewicy marksistowskiej kluczem do zdobycia władzy były wpływy w środowiskach robotniczych, o tyle dla lewicy neomarksistowskiej podstawową bazą są uniwersytety, czego rzekomym przejawem ma być niedopuszczanie do studiów doktoranckich młodych ludzi o konserwatywnym światopoglądzie. Większej bzdury nie słyszałem. Myśl prawicowa , podobnie jak lewicowa i liberalna mają się na uniwersytetach znakomicie, o czym dobitnie świadczą monografie i czasopisma naukowe oraz tematy podejmowanych dysertacji doktorskich, a nawet habilitacyjnych. Niech no pan J. Karnowski zejdzie z pola fałszowania akademickiej rzeczywistości, bo tytuł jego felietonu jest skandaliczny: "Jeśli prawica nie odbije choćby kawałka Uniwersytetu, to wcześniej czy później czeka ją klęska, a Polskę koniec marzeń o wyspie wolności".

A może jest to zapowiedź światopoglądowych czystek na uniwersytetach jak PiS wygra wybory? Chyba ten pan nie wie, czym jest wolność w nauce i na uniwersytetach. Dobrze, że nie jest profesorem UMK, ale z takimi poglądami to miałby problem z doktoratem.

Oczekuję na wynik wszczętego postępowania dyscyplinarnego wobec rektora PPWSZ w Nowym Targu na wniosek ministra Jarosława Gowina - docenta po Katolickim Uniwersytecie w Rużomberoku - ks. dr. hab. Stanisława Gulaka, któremu dziennikarka śledcza udokumentowała dopuszczenie się plagiatu pracy doktorskiej w swojej pracy habilitacyjnej na Słowacji. Ksiądz, prowadzący zajęcia z etyki, jak wykazuje to dziennikarka "Tygodnika Podhalańskiego" - zamieścił w swojej rozprawie naukowej fragmenty dwóch prac licencjackich studentek PWSZ w Nowym Targu. Ks. rektor „domaga się sprostowania i przeprosin”, a dziennikarka Beata Zalot zostaje oskarżona przez niego w sprawie rzekomego uporczywego nękania.

Nie pierwszy to przypadek, kiedy udokumentowana patologia staje się powodem do atakowania tych, którzy to wykryli. W środowisku akademickim mamy osoby o podobnej postawie. Własną patologię, pseudonaukowość usiłują ukryć kierowaniem oskarżeń wobec tych, którzy ją odsłaniają.

W jednej z uczelni technicznych prowadzone jest postępowanie w sprawie nadania tytułu naukowego profesora osobie, która na Słowacji uzyskała tytuł docenta. Kandydat do tytułu przeprowadził "habilitację" u południowych sąsiadów na podstawie obronionej wcześniej w kraju dysertacji doktorskiej. Kto to sprawdzi na Słowacji? Nikogo to tam nie interesuje. W ten sposób kręcił się akademicko-turystyczny biznes. Kandydat do tytułu naukowego profesora nie przedkłada radzie jednostki ani opublikowanej habilitacji, bo nigdy nie była wydana (!), ani też nie ma skrupułów w tym zakresie, skoro uważa, że profesura mu się po prostu należy.

Minister Jarosław Gowin nie raczy odpowiedzieć w terminie administracyjnym na skargę Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN w sprawie skandalicznego wykazu punktowanych czasopism naukowych, w którym Komisja Ewaluacji Naukowej totalnie zlekceważyła ocenę jakościową i rekomendację ekspertów poszczególnych dyscyplin w naukach humanistycznych i społecznych. Nie widzę głosów oburzenia ani po stronie prawicy, ani po stronie lewicy, bo jest przyzwolenie w tym resorcie na niszczenie polskiej nauki, jej tradycji i osiągnięć.

Polecam najnowszy tomik poezji Krzysztofa Kościelskiego p.t. Kościelski ego" (Warszawa: 2019). Jest tam wierszyk "Wypory":


"Idą wypory
I śmieci płyną do góry
Z dna żybury.

Idą wapory
I z nor wyzierają zmory,
Plotąc bzdury.

Idą wybory
I znowu z każdej dziury
Wyłażą szczury
" (s. 110)



(fot. Logo promocji studiów na Wydziale Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego)