czwartek, 25 października 2018

Kiedy nastąpi rozstanie z pedagogiką socjalistyczną?


Zastanawiam się nad tym, jakie pozostają nam w sporze o wkład w pedagogikę Bogdana Suchodolskiego racje i argumenty, którego działalność w okresie PRL uzasadnia krytykę jego dokonań (w tym zaniechań), czy szkodzących tej nauce pozostałości minionego ustroju? Jak dalece potrzebna jest krytyka tego okresu i jego pozostałych liderów, którzy wcale nie byli tak świetlani, jak usiłuje się utrzymać mocą formalnych zabiegów i koleżeńskich praktyk wspomnieniowych?

Niewątpliwie, stoimy u progu koniecznej analizy pedagogiki z okresu PRL, która to diagnoza z tak wielkim lękiem była odraczana przez samych zainteresowanych i głównych jej aktorów, czołowych liderów tego okresu. Nie wiem, dlaczego tak bardzo odchodzące pokolenie mistrzów stara się ukryć prawdę tamtego okresu, nie chce odsłonić jej rzeczywistego zakresu adekwatnych do warunków ustrojowych patologii, pseudonaukowych dokonań i manipulacji?

Proces analiz i badań w tym zakresie wymaga jak najszybszej i jak najgłębszej kontynuacji. Obrażaniem się na konieczną fazę „dekomunizacji polskiej pedagogiki” niczego nie zmieni, a już na pewno nie jest możliwe w sposób, który wręcz zachęca do wyostrzania sądów krytycznych. Oczywiście, można tego dokonać w stylu, jaki proponuje od lat w swoich rozprawach emerytowany wykładowca Uniwersytetu Śląskiego Herbert Kopiec, „usunięty” zresztą - jego zdaniem - z tego też powodu poza obszar akademickiej debaty i kształcenia.

Można też postąpić tak, jak czyniła to w okresie „siermiężnego socjalizmu”, a więc nie sprzyjającym formułowaniu ocen krytycznych Andrea Folkierska, kiedy to na łamach „Kwartalnika Pedagogicznego” (1981 nr 4) przeprowadziła merytoryczny spór z podstawowymi tezami teorii wychowania Heliodora Muszyńskiego. Tego typu debat było jednak niewiele w naukach pedagogicznych może właśnie dlatego, że obowiązujące procedury awansowe w środowisku akademickim eliminowały z pola krytyków, którzy nie zdążyli się jeszcze habilitować.

Pamiętam konferencję nauczycieli akademickich prowadzących w swoich uczelniach zajęcia z „teorii wychowania”, w trakcie to której młody doktor „ośmielił się” poddać krytyce teorię wychowania Heliodora Muszyńskiego. Na kolejnej, jaka była prowadzona w rok później był już pokornym i apologetycznym wręcz wyznawcą dzieł krytykowanego wcześniej profesora.


Można wreszcie podjąć wątek „rozliczeń” z tamtym okresem w sposób, który sytuuje go na pograniczu rekonstrukcji porównawczej i historyczno-oświatowej, jakiej dokonała Teresa Hejnicka-Bezwińska w swojej pracy „Zarys historii wychowania (1944-1989)” (Kielce, 1996). Istnieje także praktyka prowadzenia sporów o racje naukowe w ramach tzw. konferencji biograficznych, kiedy to dorobek naukowy określonego przedstawiciela nauki jest przedmiotem analiz krytycznych, apologetycznych jak i twórczych.

No i wreszcie mamy rozprawy naukowe, głównie historyków wychowania i oświaty, którzy dokonują nowego odczytania dzieł oraz zaangażowania w politykę oświatową swoich poprzedników, akcentując zupełnie niedostrzegane czy pomijane dotychczas fakty oraz nowe odsłony ich uwikłań ustrojowych.

Polska pedagogika radykalnie zmieniła się w ciągu minionych 29 lat. Czy jest jej jednak potrzebna "gruba kreska" w sytuacji, gdy w różnych strukturach władz (akademickich, społecznych, politycznych, oświatowych itp.) są osoby mające wiedzę czy także doświadczenia na jej temat z minionego jeszcze ustroju?