czwartek, 2 lutego 2017

Niech eksperci tzw. "Dobrej Zmiany" wyjdą z MEN-skiego cienia



Napisał do mnie jeden z czytelników bloga: "To Pan skasował komenty metodyczki czy ona sama to zrobiła? Chodzi o komenty we wpisie >> http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2017/01/kolejny-bubel-prawny-men-w-opinii.html#comment-form. Wczoraj wieczorem rzuciłem okiem na ten bardzo długi wpis i na kilka komentów, ale nie zdążyłem się z nimi (wszystkimi) zapoznać."


Rzeczywiście, dopiero po tym liście zajrzałem do bloga, by stwierdzić, że autorka komentarzy - mająca pretensje do anonimowości polemizujących z nią osób - sama je usunęła. Ma takie prawo. Nie mam o to żalu czy pretensji. Tak się zdarza, że ktoś zajmuje wobec wpisów mniej lub bardziej emocjonalnie podszyte stanowisko, a nawet bywa, że jest wściekły, zły, niezadowolony. Po jakimś czasie, kiedy otrzymuje od anonimowych komentatorów informację zwrotną czy także emocjonalne wypowiedzi (na granicy hejtu), wycofuje się z przestrzeni publicznej.

Nie zabierałem tu głosu, skoro opublikowałem w 95% treść stanowiska profesorów i współpracujących z nimi uczonych przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, znakomitych znawców analizowanego projektu rozporządzenia MEN. Autorki ekspertyzy kierowały się wiedzą naukową, a nie potoczną czy własnym chciejstwem. Są to naukowcy, którzy w pedagogice szkolnej mają za sobą własne doświadczanie nauczycielskie, toteż zaprzeczają stereotypowi uczonego teoretyka. Nie jest zatem prawdą, jak usiłowała to wmówić czytelnikom "metodyczka", że są to osoby niekompetentne, skoro posiadają własne doświadczenia nauczycielskie z pracy w szkołach.

Rozumiem po reakcji nauczycielki - nie po raz pierwszy zresztą w tego typu wpisach/postach - że strach ma wielkie oczy a ignoracja syci się polem oglądu poletka własnej praktyki. Emocje są złym doradcą w dyskusji publicznej, nawet wówczas, kiedy prowadzą ją osoby ukrywające swoją tożsamość. Nasza "metodyczka" też tę tożsamość ukrywała, skoro po wejściu na jej nick pojawia się tylko fotka. Nie ma tam o niej żadnych danych. Jest więc także anonimową postacią.

Czytelnicy bloga jednak poradzili sobie z tą sytuacją. Pisze do mnie ten sam czytelnik bloga:

"Ta metodyczka to chyba Izabela Breguła - ekspertka MEN" i podaje link do właściwego jej adresu: https:https://www.facebook.com/edutablet/?fref=ts . Zresztą w jednym z komentarzy - pomiędzy wierszami - "metodyczka" zachęcała do zapoznania się z jej doświadczeniami. Czyżby obawiała się przypadkowego ujawnienia swojej proweniencji?

Skoro już pani metodyk - nauczycielka wczesnej edukacji, członek zacnego Polskiego Towarzystwa Nauczycieli Twórczych ma żal o to, że polemizujący z nią powątpiewają w czystość intencji jej wpisów, to byłoby lepiej, gdyby zaczęła własny komentarz od komunikatu: "Odnoszę się krytycznie do opinii ekspertów KNP PAN, gdyż jestem współautorką czy autorką tej części podstawy programowej albo "Ekspertką Dobrej Zmiany w Edukacji" i nie życzę sobie, by ktokolwiek ją krytykował".

Drodzy eksperci tzw. "Dobrej Zmiany" (dobrej dla MEN i ekspertów), nie wstydźcie się swojej sprawczości, autorstwa, wypowiadajcie się publicznie, stańcie z otwartą przyłbicą przed koleżankami i kolegami z polskich szkół, przekonajcie ich do swoich (MEN-skich) racji. Nie ma niczego złego w tym, że ktoś uczestniczy w konsultacjach, pisze jakiś projekt, dokument zmian oświatowych. Czyżbyście się tego wstydzili? Nie jesteście pewni swoich racji?

Pani mgr Dorota Dziamska udziela wywiadów jako ekspert edukacji wczesnoszkolnej, kierownik zespołu opracowującego podstawę programową "Wychowanie przedszkolne i edukacja wczesnoszkolna". Nie kryje swojej tożsamości. Każdy może do niej napisać, podzielić się swoją opinią pozytywną czy krytyczną. Wprawdzie nie odpowiedziała na ekspertyzy KNP PAN, bo takowa zwrotna opinia do nas nie dotarła, ale ważne jest to, by wiedziała, co sądzą naukowcy na temat wytworu jej pracy.

Na pytanie dziennikarza odpowiedź ekspertki jest klarowna:

Nie obawia się pani krytyki? Nowa podstawa wciąż jeszcze jest dyskutowana, nie wiadomo, jaki będzie jej ostateczny kształt, ale już dziś głosów jej krytyki nie brakuje.

- Ależ obawy nie mają tu nic do rzeczy. Obojętnie, jakiego rodzaju mogłyby być.


Poziom samozadowolenia jest wprost proporcjonalny do indywidualnych korzyści każdego eksperta. Chyba, że kieruje się dobrem wspólnym, to wówczas nie ma wątpliwości, że odniesie się do opinii publicznej czy informacji zwrotnej na temat własnej pracy, a może i wprowadzi korekty.

Pan Bogdan Stępień dopytuje się w MEN o charakterystyki ekspertów "Dobrej Zmiany" i jest zbywany urzędniczymi formułkami. Rządzący zapominają, że jeszcze obowiązuje w Polsce prawo obywateli dostępu do informacji o aktywności publicznej osób, których aktywność jest finansowana z ich podatków.

Jeszcze kilka lat temu PIS krytykował polityków PO i PSL, że ukrywali przed społeczeństwem dane na temat wydatkowanych środków na pseudoelementarz, nie rozliczają odpowiedzialnych za przetargi sprzętu elektronicznego dla szkół, manipulowali wnioskami referendalnymi itd. Dzisiaj kroczą tym samym śladem. Państwo Elbanowscy już zapomnieli o tym, co to znaczy być rzecznikiem (s)praw rodziców, bo swoją sprawę załatwili.

Toruńscy socjolodzy, w tym doradca Prezydenta A. Dudy prof. Andrzej Zybertowicz oraz Maciej Gurtowski i Radosław Sojak w bilansie zamknięcia polityki rządów PO PSL piszą: "Dlaczego polskie państwo nie uczy się na błędach? Dlaczego kolejne rządy "wchodzą do tej samej wody", chociaż ta kąpiel najwyraźniej nic nie daje? Skąd szaleństwo powtarzania tej samej ścieżki działań deklarowanych jako deregulacyjne, mimo iż nie prowadzi ona do oczekiwanych efektów? (...)

Dlaczego władza polityczna w Polsce zachowuje się jak system-nie-uczący się? Wiele wskazuje jednak na to, iż państwo i polskie w formie III RP ma nader ograniczone zdolności autoreformy. (...) Wygląda jakby w państwie rządzonym przez PO/PSL dominowali, ton nadawali politycy i urzędnicy, których podstawowym interesem jest dostarczanie formalnych i nieformalnych regulacji pasożytniczym grupom interesów.
(Państwo Platformy, Warszawa 2015, s. 120)

Ciekawe, czy pod koniec kadencji to samo napiszą o obecnym rządzie czy może taki bilans zamknięcia zostanie opracowany przez naukowców o innej orientacji ideowej?

Pokażcie się drodzy eksperci w swoich szkołach, w radach pedagogicznych, zorganizujcie spotkania z rodzicami i przekonajcie do racji, które stanowią podstawę zmian programowych w kształceniu ogólnym i wychowaniu przedszkolnym. Nie wstydźcie się.


Dylematy seminarzystów na uczelni