wtorek, 16 czerwca 2015

Międzynarodowa konferencja pedagogów krytycznych w DSW we Wrocławiu







(fot. Z profesorem Peterem McLarenem po I części obrad)

Wczoraj rozpoczął się czterodniowy maraton debat na temat pedagogiki krytycznej. Wydział Nauk Pedagogicznych Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu jest bowiem wspólnie z Instytutem Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego organizatorem V Międzynarodowej Konferencji Edukacji Krytycznej. Cztery poprzednie edycje debat naukowych w ramach tego prądu współczesnej myśli społecznej i praktyk edukacyjnych miały miejsce w Atenach (2011, 2012), Ankarze (2013) i Salonikach (2014). Zdumiewające jest to, że ani razu tego typu międzynarodowa konferencja nie miała miejsca na terenie Niemiec, a przecież to tu są źródła filozofii krytycznej. Być może powodem tego jest to, że europejska filozofia, w tym także pedagogika krytyczna, ma zupełnie inną kondycję, poziom rozwoju i badań od amerykańskiej czy w krajach Azji, Afryki i Ameryki Południowej.

Niewątpliwie jest to wyjątkowe wydarzenie w naukach pedagogicznych, bowiem po raz pierwszy Polska gości badaczy z różnych stron świata, którzy przedmiotem swoich diagnoz, refleksji i praktyk czynią edukację zaangażowaną na rzecz sprawiedliwości społecznej i ekonomicznej. Do Wrocławia przybyli pedagodzy krytyczni z: Turcji (71); Wielkiej Brytanii (16), Grecji (10); USA (9); RPA (5); Węgier 4); Kanady (4); Cypru (4); Sudanu (3); Australii; Palestyny; Indii, Niemiec; Wietnamu,; Szwecji; Chile, Brazylii i ... aż 121 z Polski.


Jak piszą Organizatorzy:

W czasach naznaczonych kryzysem ekonomicznym, gdy edukacja znajduje się pod presją neoliberalnego kapitalizmu, (neo)konserwatyzmu i agresywnego nacjonalizmu, gdy w nauczycielach i naukowcach widzi się robotników, w młodzieży – kryminalistów, gdy szkoły i uniwersytety staja się towarem, zaś różne formy fundamentalizmu rosną w siłę, krytyczna edukacja jako teoria i jako ruch społeczny staje się szczególnie istotna. Międzynarodowa społeczność krytycznych pedagogów/pedagożek i działaczy/działaczek sprzeciwia się tym procesom, angażując się w działania na rzecz zmiany społecznej prowadzącej do większej sprawiedliwości i równości.

Wśród wiodących prelegentów znajdują się: Peter McLaren (Chapman University, California, USA); Antonia Darder (Loyola Marymount University, USA); Joyce Canaan (Birmingham City University, UK); Hana Cervinkova (Dolnośląska Szkoła Wyższa, Wrocław, Polska); Adam Chmielewski (Uniwersytet Wrocławski, Polska); Anna Dzierzgowska (Wielokulturowe Liceum Humanistyczne im. Jacka Kuronia, Warszawa, Polska); Panagiota Gounari (University of Massachusetts, Boston, USA); George Grollios (Aristotle University of Thessaloniki, Grecja); Gail Edwards (Newcastle University, UK); Dave Hill (Anglia Ruskin University, Chelmsford, UK); Aygülen Kayahan Karakul (İzmir Katip Çelebi University, İzmir, Turcja); Ravi Kumar (South Asian University, Delhi, Indie); Robert Kwaśnica (Dolnośląska Szkoła Wyższa, Wrocław, Polska); Heidi Mirza (Goldsmiths College, University of London, London, UK); Lilia Monzo (Chapman University, California, USA); Ünal Özmen (Journalist/Author, Turcja); Lotar Rasiński (Dolnośląska Szkoła Wyższa, Wrocław, Polska); Guy Senese (Northern Arizona University, Flagstaff, Arizona, USA); Kostas Skordoulis (National and Kapodistrian University of Athens, Grecja); Tomasz Szkudlarek (Uniwersytet Gdański, Polska); Paolo Vittoria (Federal University of Rio de Janeiro, Brazylia); Ahmet Yildiz (Ankara University, Ankara, Turcja); Marta Zahorska – Bugaj (Uniwersytet Warszawski, Polska) i Edyta Zierkiewicz (Uniwersytet Wrocławski, Polska).


Program konferencji jest niezwykle bogaty, toteż odsyłam zainteresowanych do jego treści. Wystarczy tylko przeczytać tytuły referatów, by zorientować się, że jest to klasyczna debata antysystemowa, antykapitalistyczna, silnie zorientowana na krytykę filozofii i polityki neoliberalnej, ale zarazem przywołująca nowe odczytania klasyków marksizmu i neomarksizmu.

Pierwszym, programowym wystąpieniem było spojrzenie Greka - Dave'a Hilla na potrzebę tworzenia szkolnictwa dla równości. To świetny mówca, doskonale nawiązujący kontakt z publicznością. Docenił trud przyjazdu na kongres tak wielu osób, wskazując na to, że to właśnie one są jego gwiazdami. Przybyli z daleka, z różnych stron świata, bo łączy ich dążenie do równości, solidarności i wolności od codziennej opresji. Przedstawił siebie jako trockistę, rewolucyjnego marksistę, który reprezentuje środowiska anarchistyczne, komunistyczne, środowiska partii komunistycznych, wśród których są także liberałowie i konserwatyści, a nawet neofaszyści. Uczą się i rozumieją nawzajem, by w duchu przyjaźni i współpracy, poszanowania różnic kulturowych i historycznych angażować się w krytykę i zmianę społeczną.

(fot. od lewej prof. DSW Hana Cervinkova, a przemawia - Dave Hill)

D. Hill mówił o systemie edukacji na rzecz równości ze względu na trzy aspekty:

1. Kontekst codziennego życia obywateli, jego represyjny, neoliberalny charakter,

2. Ogólną politykę edukacyjną państwa,

3. Istotę społecznie sprawiedliwej edukacji.

Co powinniśmy zrobić? - pytał D. Hill.

Po pierwsze, należy zdać sobie sprawę z tego, że państwowe uniwersytety są poddawane coraz większej kontroli rządowej, są pod coraz większym nadzorem. To supresja i kompresja krytycznej przestrzeni edukacji. Aby mówić o dyskryminacji, o rewolucji, o klasie społecznej, o zmianie obecnej sytuacji, to nagle ta przestrzeń ulega ograniczeniu. Możemy być krytyczni na zajęciach ze studentami, ale nie możemy mówić o sprawach, które są ważne w ich życiu. Mówca przywoływał przykłady krytycznych edukatorów z różnych stron świata, którzy za swoje poglądy albo zostali (tak, jak on czy Peter McLaren) usunięci z pracy, albo byli poniżani, szykanowani czy nawet mordowani.

Na ulicach Grecji widzimy śmierć, przemoc. Tłumi się opór klasy robotniczej, a więc nie dziwmy się, że rozwija się także faszyzm, nazizm. Zobaczmy, co dzieje się na Ukrainie, we Francji. Tam naziści wchodzą do rządów. Żyjemy w czasach międzynarodowych czy transnarodowych korporacji, które kontrolują m.in. szkoły na świecie. Wyrzucają nas z pracy - mówił Hill - ale jesteśmy z tego dumni, bo angażujemy się w głęboką krytykę kapitalistycznego społeczeństwa. Większość osób tu obecnych zna te kwestie. Jeżeli chcecie zobaczyć, jak się ogłupia uczniów w toku w edukacji, to czytajcie rozprawy prof. Henry Girouxa, który - tu dodał Hill z rozczarowaniem - niestety, nie jest rewolucyjnym marksistą. On jest wprawdzie krytyczny, ale nie jest w tym radykalny i zaangażowany społecznie. Nie mówi, że trzeba zreformować społeczeństwo kapitalistyczne.

(fot. Slajd z prezentacji D. Hilla o tłumieniu przez władze Turcji demonstracji)

W niektórych państwach wdrażane reformy są świetne, ale rządzący wycofują się z nich, kiedy kapitalizm jest w kryzysie. Przywołał za przykład sytuację swojego kraju - Grecji , gdzie dzieci idą wprawdzie do szkoły, ale umierają z głodu. Nie mówi się o tym, że także w Anglii 1 mln osób korzysta z pomocy żywnościowej, bo nie ma środków do życia. Hill jest przeciwnikiem wszelkiej prywatyzacji usług publicznych, a szczególnie edukacji. Nie powinny - jego zdaniem - istnieć szkoły prywatne, chociaż zaraz dodał, że być może sytuacja w Polsce jest nieco inna, skoro oni mogą spotkać się i debatować właśnie w prywatnej uczelni.

Edukacja szkolna i akademicka - zdaniem Hilla - jest kontrolowana przez państwo, a to oznacza, że nauczyciele są kontrolowani i mogą być ukarani, jeśli nie uczą w ramach narzuconej im metodologii kształcenia. Ta przecież nie jest emancypacyjna.

Jaki powinien być system edukacji, o który walczą pedagodzy krytyczni, których reprezentuje Dave Hill? Wymienił tu m.in. następujące kwestie:

1. Należy edukować do kontestacji hegemonii klasy kapitalistycznej, która niszczy opór, godność człowieka;

2. Nie powinniśmy płacić za edukację, gdyż ta powinna być darmowa - od przedszkola do uniwersytetu. Musimy kontestować koszty kształcenia. Nie powinniśmy godzić się na czerpanie zysków z edukacji przez prywatne firmy;

3. Należy uświadamiać społeczeństwu, jak rządzący odbierają przywileje społeczne;

4. Nie należy godzić się na nowe systemy zarządzania kadrami, które są oparte na strachu. Trzeba usunąć klimat strachu i nadzoru nad nauczycielami. Od września ub. roku każdy nauczyciel w Anglii, jeśli chce mieć awans, musi w bardzo indywidualny sposób negocjować z dyrektorem szkoły.

5. Trzeba przeciwstawiać się rządom, które są oparte na dyktaturze. O nauczycielach krytycznych mówi się, że są niebezpieczni, bo myślą. Muszą zatem być kontrolowani przez wyniki szkolne ich uczniów, przez wysokość płac itp.

6. Szkoły nie powinny być selektywne. W żadnym kraju. Nie powinno być selektywnych egzaminów, które służą temu, by wybierać uczniów z tzw. lepszych rodzin.

7. Musimy zadawać uczniom pytania, by pobudzać ich krytycyzm wobec kapitalistycznego świata, a nie pobudzać konsumpcyjny tryb życia. Trzeba nauczyć ich tego, by mieli szeroką wiedzę o świecie.

8. Ważna jest też edukacja dwujęzyczna, by nasi uczniowie potrafili odnaleźć się w globalnym świecie.


9. Krytyczność, nieakceptowanie ideologii dominacyjnej, odwaga publicznego głoszenia poglądów - są konieczne w świecie niesprawiedliwości i wyzysku. Trzeba myśleć o innej przyszłości, niż kapitalistyczna. Musimy myśleć o utopii.

Swoje wystąpienie D. Hill zakończył myślą niemieckiego, komunistycznego dramatopisarza – Bertolta Brechta:

Każdy, kto walczy, może ponieść porażkę, ale kto nie walczy, już ją poniósł.

Wydawnictwo Naukowe PWN oferowało najnowsze tytuły dotyczące powyższej problematyki

Warto wspomnieć w tym miejscu, że osobami, które przyczyniły się do tej debaty, są naukowcy DSW - Dyrektor Międzynarodowego Instytutu Studiów nad Kulturą i Edukacją (IISCE) - prof. DSW dr hab. Hana Cervinkova, mgr Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Instytutu Badań Edukacyjnych w Warszawie oraz z Uniwersytetu Wrocławskiego oraz pełna niespożytej energii dziekan Wydziału Nauk Pedagogicznych w DSW we Wrocławiu - prof. DSW Mirosława Nowak-Dziemianowicz. Duży sztab ludzi, pracowników DSW, doktorantów pomagał w organizacji i obsłudze całości debaty, która dopiero się zaczęła. Wkrótce spotkanie z autorem najnowszej książki pt. "Życie w szkołach. Wprowadzenie do pedagogiki krytycznej" Petera McLarena.


Prezentowane poglądy Dave'a Hill'a nie są - mówiąc kolokwialnie - z "mojej bajki". Być może gdańska "szkoła pedagogiki krytycznej" jest duchowo bliższa poglądom Hilla i McLarena. Moją utopią jest to, by socjalizm czy komunizm nigdy więcej i pod żadną postacią nie powrócił do mojej ojczyzny. Referujący zdawał sobie sprawę z tego, do jakiego kraju przyjechał i o jakich doświadczeniach minionego, a jakże podłego ustroju. Aleksander Kamiński pisał o socjalizmie w bolszewickim wydaniu jako o bestii, która - jak faszyzm - niszczyła polską kulturę, tradycję, doprowadziła do wymordowania m.in. setek tysięcy Polaków.

Postulaty rzeczywistej troski społecznej o humanum można rozwiązywać w innych warunkach ustrojowych, niż proponują to przybyli do Wrocławia trockiści czy neomarksiści. Nie ma jednak powodu, by nauka nie czyniła ich refleksji, namysłu, badań i wizji przedmiotem także własnego namysłu, w tym krytycznego, skoro tak bardzo sami chcą być krytyczni wobec innych.

Po pierwszym dniu obrad odniosłem wrażenie, że wiele osób przyjechało do Wrocławia, by posłuchać i podyskutować o zupełnie innej pedagogice krytycznej, niż ta skrótowo i zapewne niedokładnie zaprezentowana przeze mnie wizja odnowy internacjonalizmu proletariackiego. Przy tak dużej liczbie uczestników czasu jest znacznie mniej na zaprezentowanie własnych poglądów czy wyników badań, recepcji teorii czy afirmacji jakiejś koncepcji edukacyjnej. Dyskusja może już toczyć się w czasie przerw, w kuluarach, jak na wszystkich tego typu kongresach. Pracujące równolegle sekcje wykluczają z możliwości dotarcia do być może wielu, bardzo interesujących narracji. Trzeba się z tym pogodzić. Nie można mieć wszystkiego w tym samym czasie.

Znakomita jednak organizacja obrad, świetne wyposażenie sal konferencyjnych, znakomite symultaniczne tłumaczenia zagranicznych referatów na język polski (a dla obcokrajowców na język angielski), wspaniały klimat i atmosfera debat sprawiają, że każdy może tu się czuć, jak u siebie w domu. Zapewne powstanie jakaś publikacja z rozprawami, które Organizatorzy uznają za godne upowszechnienia. Czuje się tu nie tyle rewolucyjną, ile akademicką atmosferę, chociaż - być może niektórym z przybyłych na tę konferencję działaczy - śnił się jakiś "Majdan". Aż dziwne, że nie spotkałem tu przedstawicieli Komitetu Kryzysu Humanistyki Polskiej czy przedstawicieli polskiego ruchu nowej lewicy - "krytyki politycznej", którzy tak intensywnie i z rewolucyjnymi postulatami od dłuższego czasu walczą o sprawy m.in. polskiego prekariatu.




14 komentarzy:

  1. Międzynarodowe konferencje mają dodatkowy fenomen - polscy profesorowie są wyluzowani i bez krawatów. Kulturowe dostosowanie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. To się nazywa kulturowy marksizm.W ramach, którego do Zachodniego bolszewika (P.McLarena) lgnie jego wschodni odpowiednik - neobolszewik Wschodni.Można to było w pełnej krasie zobaczyć na konferencji.A mimo to (poza nielicznymi przypadkami) wokół udawana ślepota. Choć wieje grozą! Kto to rewolucyjne towarzystwo (chcące jak zawsze dotąd zrobić nam dobrze! )rozgoni?

      Usuń
  2. "...nowe odczytania klasyków marksizmu i neomarksizmu..." i mamy już nową dyktaturę ideologii dominacyjnej - globalizacja, seksualizacja, płeć i gender w edukacji, prawa, prawa i prawa.... itd. A gdzie człowiek, jego godność, tożsamość, wartości, rozum/mądrość, odpowiedzialność, obowiązki... Ja dziwię się, że nie ma tam Ministry edukacji, bo przecież sprzyja tym jednostronnościom, z szacunkiem do Wszystkich i wszystkiego, co słuszne...

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Panie Profesorze skóra mi cierpnie, gdy czytam kogo m.in. zaproszono na Konferencję i jakie poglądy reprezentuje m.in np. Dave Hill. Przecież jawne głoszenie takich poglądów jest w Polsce prawnie zakazane. Goszczenie takich ludzi jest w gruncie rzeczy już wysoce kontrowersyjne. Czy naprawdę podczas konferencji naukowych potrzebne są nam manifesty polityczne? Z całym szacunkiem, ale to, co zrobiła i na co pozwoliła podczas obrad DWS, budzić może duży niepokój. Upolitycznianie nauki, to droga do nikąd. Komuniści i różnego rodzaju marksiści już coś próbowali robić. Z jakim skutkiem, to też wiadomo. Zostawili za sobą zniewolenie wielu narodów i niezliczone cmentarze. Napisał Pan „Postulaty rzeczywistej troski społecznej o humanum można rozwiązywać w innych warunkach ustrojowych, niż proponują to przybyli do Wrocławia trockiści czy neomarksiści”. I z tym się absolutnie zgadzam. Ale w moim przekonaniu nie do akceptowania jest kolejna myśl przedstawiona w zdaniu „Nie ma jednak powodu, by nauka nie czyniła ich refleksji, namysłu, badań i wizji przedmiotem także własnego namysłu, w tym krytycznego, skoro tak bardzo sami chcą być krytyczni wobec innych”. Jeszcze raz powtarzam, moim zdaniem, to droga do nikąd. Jakoś nie mogę się otrząsnąć z wrażenia, że nie do końca DSW, w gruncie rzeczy przecież czołowa polska szkoła wyższa, w sposób całkowicie przemyślany kwalifikowała uczestników. A na zakończenie, wcale mnie nie dziwi, że w obradach nie wzięli udziału przedstawiciele Komitetu Kryzysu Humanistyki Polskiej czy przedstawicieli polskiego ruchu nowej lewicy. Prawdopodobnie przynajmniej oni zdawali sobie sprawę z jakim przedstawicielami mogą mieć do czynienia podczas obrad. Oni to prawdopodobnie wiedzieli, a organizatorzy nie? Cóż, nie od dzisiaj wiadomo, że wywołanie skandalu, czy też dużych kontrowersji napędza współczesny świat. Jak się okazuje, nie tylko mass mediów…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pedagogika tak ma... ;-) Przecież guru pedagogiki niejaki J.Dewey to jednocześnie osobisty(!) i polityczny przyjaciel ludobójcy Lwa Trockiego ! Już po(!) "rewolucyjnym" ludobójstwie lat 1917-1923!!!

      Usuń
  4. Zwracam się do Anonimowego, któremu „cierpnie skóra”. To przecież wszystko już było! Warto więc sobie przypomnieć, że wraz ze zwycięstwem rewolucji bolszewicy zaczęli zamieniać teorię wyzwolenia seksu spod więzi burżuazyjnej rodziny w praktykę. I tak: w grudniu 1917 r. Lenin uchwalił dekret „O zniesieniu małżeństwa”. A w pierwszą rocznicę uchwalenia dekretu o zniesieniu małżeństwa (grudzień 1918 r.) w Moskwie odbył się marsz lesbijek. Trocki w swoich wspomnieniach zanotował, że na wiadomość o tym marszu Lenin zareagował entuzjastycznie: „Tak trzymać, towarzysze, tak trzymać”. Niesiono transparenty „Precz ze wstydem”. To hasło pojawiło się wcześniej, w czerwcu 1918 r., kiedy kilkuset przedstawicieli obu płci przeszło przez centrum Piotrogradu nago z transparentami. Trudno nie zobaczyć w tzw. paradach miłości w Europie i w Polsce , z hasłami w rodzaju „Pier…olę, nie rodzę”, kontynuacji tej tradycji. W ramach walki ze wstydem w Moskwie i Piotrogradzie grupy 6-10 osób obojga płci chodziły bez ubrań do kin, cerkwi, stołówek, jeździły komunikacją miejską. Kobiety miała na sobie tylko buty i torebki. O tym wydarzeniu pod datą 12 września pisze w swoim „Dzienniku” Bułhakow, wskazując na niezadowolenie normalnych ludzi, a samą inicjatywę określając mianem „ataku przemocą symboliczną” , mającą na celu rozbicie tradycyjnego obrazu świata. Z tamtego czasu pochodzi przekonanie, że seks to tyle, co wypicie szklanki wody. Aborcja była pochwalana, bo uwalniała kobietę. Pojęcie małżeństwa zastąpiono pojęciem pary. W 1923 r. w Moskwie połowa dzieci rodziła się w związkach pozamałżeńskich. Masowe ciąże nastolatek stały się normą. Gdy już w ten sposób bolszewicy zniszczyli wszystko co mogło budować silne związki międzyludzkie poza ich kontrolą , zakończyli ten seksualny karnawał. A czym to uzasadniono? Ano przytoczono Lenina, który uznał przed śmiercią , że jednak ten seks z pierwszej fazy rewolucji przypomina mu za bardzo burżuazyjny burdel. W 1934 r. wprowadzono penalizację homoseksualizmu, zaczęły się masowe aresztowania homoseksualistów i terror o skali nieznanej dotąd w historii. Aresztowania nadzorowali ci , którzy wcześniej zachęcali do ”wolności”. Purytański ład powrócił, ale już pod kontrolą partii. W ten sposób bolszewicy wykorzystali seks do zniszczenia tradycyjnego społeczeństwa opartego na trwałości rodziny i delikatnej równowadze przyzwoleń i zakazów w sprawach seksu – aby następnie zniszczyć tych, którzy mieli być beneficjentami owego „wyzwolenia”. W kontekście goszczenia w czołowej polskiej uczelni we Wrocławiu neobolszewików i trockistów (a wcześniej prof. Z. Baumana) – ku pamięci współczesnego salonu pedagogicznego – odnotował „Niewyemancypowany teoretyk wychowania”.

    OdpowiedzUsuń
  5. Do Anonimowego z 17 czerwca 2015 03:47.
    Szanowny Kolego cierpnie mi skóra nie dlatego, że jestem niedoinformowany. To, co opisałeś jak zauważyłeś "To przecież wszystko już było!". Właśnie cierpnie mi skóra, że świat naukowy polskiej pedagogiki, a właściwie, jakiś jej odłam, ulega fascynacji tym, co było najgorsze, a nawet zbrodnicze w swojej realizacji zbawiania ludzkości. Tak więc nie chodzi o to, że nie wiem, chodzi o to, że nie mogę pojąć, jak takie poglądy mogą mieć miejsce w dyskursie współczesnej polskiej pedagogiki. To mnie autentycznie martwi. Bo jeżeli organizatorzy Konferencji jednoznacznie nie odetną się od głoszonych podczas jej obrad jawnie komunistycznych i trockistowskich poglądów, to by oznaczało, że się z nimi identyfikują. A to miałoby już całkowicie inny wymiar, wykraczający daleko poza wywołanie skandalu, czy też dużych kontrowersji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Musze powiedzieć, że ze zdumieniem czytam wypowiedzi osób komentujących post informujący o ważnym wydarzeniu, które miało miejsce w DSW. Jako pedagog nie mogę się pogodzić z faktem, że nadal istnieją obszary wykluczania oraz aprioryczne uznawanie jakiś osób za niegodnych kontaktu. Tym samym zadaję pytanie, czy jesteśmy humanistami, czy bezrefleksyjnymi ideologami mającymi problem z innym rozumieniem świata? Żaden z zarzutów stawianych powyżej nie daje się potwierdzić w zderzeniu z tym, co działo się podczas konferencji. Jestem przekonana, że „ryzyko”, które podjęła prof. Mirosława Nowak-Dziemianowicz jest jednym z najważniejszych wydarzeń dla polskiej pedagogiki, gdyż wbrew temu co stawiane jest jako zarzut – nikt bezmyślnie nie ulega i nie uległ „fascynacji tym, co było najgorsze, a nawet zbrodnicze w swojej realizacji zbawiania ludzkości.” Nie wiem skąd takie wnioski, ale refleksyjny pedagog powinien umieć rozpoznać różnicę pomiędzy wartością myśli szkoły frankfurckiej a ideologią Trockiego, czy Lenina. Przyjmując perspektywę wykluczeń również w aspekcie historycznego rozwoju humanistyki w sposób lekki i bezrefleksyjny wyrzucamy na śmietnik całą inteligencję francuską (i nie tylko), która niegdyś zafascynowana myślą szkoły frankfurckiej walczyła o wolność człowieka, prawo do wiedzy, emancypacji czy własnej tożsamości.
    Biorąc udział w obradach konferencyjnych nie widziałam tam ani Trockiego, ani Lenina, ale wysłuchałam wystąpienia Dave'a Hilla, które spotkało się z kontestacją, zdecydowaną niezgodą z prezentowanymi poglądami i uświadomieniem mówcy, że Polska ma swoją historię, swoją pedagogiką i znakomitych pedagogów. Ludzi, którzy potrafią być refleksyjni, posiadają ogromną wiedzę oraz są obywatelami świata nieuciekającymi w popłochu przed niewygodnymi poglądami, ale z godnością potrafiącymi stawić im czoła i z nimi dyskutować. Przyznam jednak, że nie dziwi mnie, iż wśród prelegentów nie było przedstawicieli Komitetu Kryzysu Humanistyki Polskiej, czy przedstawicieli polskiego ruchu nowej lewicy (choć Ci akurat byli obecni na obradach), gdyż wszyscy braliśmy udział w konferencji pedagogicznej a nie w manifeście politycznym.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z perspektywy pedagogicznej - konferencję zorganizowaną przez DSW uważam za kluczową w przyszłościowym rozumieniu jak ma wyglądać rozwój pedagogiki, gdzie podstawą działania staje się troska o podmiot, jego rozwój, organizowanie rzeczywistości szkolnej, którą ma kierować prawo do edukacji a nie jej obowiązek. Najważniejszym zyskiem symbolicznym, który mam nadzieję - będzie widoczny również w praktycznym działaniu pedagogów jest ukazanie na forum międzynarodowym - wartości polskiej myśli pedagogicznej. Polscy naukowcy dominowali pod względem merytorycznym, czego przykładem były wystąpienia profesorów: H. Čerwinkovej, M. Dziemianowicz-Nowak, M. Mendel, A. Męczkowskiej-Christiansen, M. Reut, T. Szkudlarka, B. Śliwerskiego oraz znakomite prezentacje młodych naukowców: A. Dziemianowicz-Bąk, K. Szumlewicz, M. Chutoriańskiego, P. Rudnickiego, P. Zamojskiego i wielu innych, których nie sposób wymienić. Wszystkich tych wystąpień prezentowanych w większości w języku polskim z zainteresowaniem wysłuchali zagraniczni gości włącznie z krytykowanym Davidem Hillem i najważniejszym gościem tej konferencji Peterem McLarenem. Jestem przekonana, że wrócą do swoich krajów będąc pod wrażeniem tego, co w Polsce zobaczyli i usłyszeli. DWS a właściwie inicjatorzy tej konferencji wymienieni wcześniej przez Prof. B. Śliwerskiego podejmując ryzyko organizacji tej ponoć kontrowersyjnej konferencji udowodnili, że w Polce myśl pedagogiczna utrzymuje się na wysokim poziomie, a jej rozwój budzi nadzieję na przyszłość. Można zatem do Polski przyjeżdżać, żeby się uczyć, czegoś doświadczyć i poznawać środowisko, które ma do powiedzenia coś więcej poza krytyką tego, co się nie podoba, czego się nie rozumie i czego się obawia. Dla wielu zagranicznych gości zwłaszcza z tych państw (Indie, Turcja, Grecja), w których ideologia wyklucza naukę wyznaczając cały obszar nie tylko symbolicznej opresywości (której również i my doświadczamy), ale przede także z doświadczeniem przemocy (będącej niegdyś i naszym doświadczeniem) – staje się miejscem przyjaznym dla rozwoju i miejscem otwartym na dyskusje i polemiki nawet wtedy, gdy ideologia staje się przedmiotem sporu. Dodatkową wartością staje się również i to, że pedagogiki krytyczna dostała szansę by przestać być percepowana jako nurt jedynie ideologiczny, gdyż jej największą wartością jest domaganie przywrócenia znaczenia podmiotowości, otwarcia ponownej dyskusji wokół emancypacji uwzględniającej zmiany społeczne i kulturowe a przede wszystkim zmiany w organizacji funkcjonowania szkoły zarówno na poziomie jej organizacji jak i jej filozofii.
    Podsumowując przywołam słowa McLarena, które wypowiedział na obradach: szukajcie własnej pedagogiki i własnej drogi zmiany. Pozwolę sobie dopowiedzieć: przestańmy się bać odmiennych poglądów, gdyż są one niebezpieczne jedynie wtedy, gdy brakuje edukacji, bądź gdy zła edukacja prowadzi do wtórnego analfabetyzmu kolejne pokolenie, które zamiast rozumieć będzie słuchać tego, kto najlepiej będzie umiał kłamać i najwięcej obiecywać – albo najbardziej zdoła wystraszyć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Do Klaudia Węc18 czerwca 2015 16:28
    Szanowna Pani, wydaje mi się, że to Pani czegoś nie rozumie. Nikt nie neguje wartości polskiej pedagogiki, która ma całkiem niezłe osiągnięcia, ale u nas w kraju. Do tego problemu jeszcze wrócę, a teraz o innej istotnej sprawie. Anonimowy z 17 czerwca 2015 15:23 stwierdził „(…) cierpnie mi skóra, że świat naukowy polskiej pedagogiki, a właściwie, jakiś jej odłam, ulega fascynacji tym, co było najgorsze, a nawet zbrodnicze w swojej realizacji zbawiania ludzkości”. Napisał – „JAKIŚ JEJ ODŁAM”. To akurat wydaje się konstatacją trafną i nie przekręcajmy jego słów na własną modłę. Chociaż mam nadzieję, że tej fascynacji na naszym gruncie jednak nie ma. Czy zatem można dopuszczać w dyskusji naukowej jakiekolwiek poglądy i potem je tylko komentować? Takie stanowisko, które przyjęli Organizatorzy konferencji jest wysoce dyskusyjne. A granice tolerancji? Tutaj nie istnieją? Owszem Organizatorzy dali odpór skrajnym poglądom. Ale z drugiej strony, co mieli w takiej sytuacji zrobić? Po prostu, jak to się potocznie określa, ratowali twarz i swój wizerunek. Niestety czy się to w naszym kraju podoba, czy nie, pedagogika krytyczna dalej będzie na Zachodzie utożsamiana z ideologią. I to z tą, która wywołuje u nas jak najgorsze skojarzenia. Jedna konferencja, a nawet ich cały tuzin, tego nie zmieni. Z tego należy jednak zdawać sobie sprawę. Zaklęcia w postaci stwierdzeń „(…) gdyż jej największą wartością jest domaganie przywrócenia znaczenia podmiotowości, otwarcia ponownej dyskusji wokół emancypacji uwzględniającej zmiany społeczne i kulturowe a przede wszystkim zmiany w organizacji funkcjonowania szkoły zarówno na poziomie jej organizacji jak i jej filozofii”, niczego w tym względzie nie zmienią. Chociaż można docenić wysiłki Organizatorów w zrozumieniu, że pedagogika krytyczna ma tak wiele „twarzy”. Chociaż te „twarze” są czasami nie do zaakceptowania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Do Klaudia Węc18 czerwca 2015 16:28 C.D.
    Wracam do myśli zasygnalizowanej na początku. Nie ulegajmy złudzeniu, że ktoś na Zachodzie fascynuje się polską pedagogiką. Jeżeli ktoś tak uważa, to po prostu ulega złudzeniu. Chociaż nie można wykluczyć, że istnieją jakieś odosobnione przypadki. Proszę zwrócić uwagę, że to na grunt polskiej pedagogiki całe grupy polskich pedagogów próbują coś przemycić w różny sposób. Taka działalność przynosi różny skutek. Wielu uczyniło z opisów tego, co się dzieje w pedagogice/edukacji na Zachodzie i za Oceanem swoje pole badawcze. Problem polega na tym, że na tej podstawie ukazują się prace, które są często komentarzami i interpretacjami prac do oryginałów, wydanych za granicą. Niejednokrotnie wartość takich dzieł trudno zweryfikować. W swoich tekstach prof. Z. Kwieciński definiował takie postawy, jako swego rodzaju eskapizm. Twierdził, że tego typu twórczość, owszem może być odskocznią do awansu zawodowego i kariery, ale wartość takich prac bywa niejednokrotnie wysoce problematyczna. W środowisku naukowym pedagogów dla wielu Ci, którzy w taki sposób postępują od wielu lat, noszą często miano „guru”. Gdy jednak wyjeżdżają za granicę, to „guru” przestaje istnieć, traci swoją moc. Dla Zachodu jesteśmy, co najwyżej, pewną ciekawostką. O tym przekonało się w sposób dosyć, jak by to ująć, by dobrać właściwe określenia, bolesny/dotkliwy/dojmujący (proszę wybrać), już kilka osób. W naszym kraju postrzeganych, jako „guru” i posiadający ten status już jakiś czas. Tam w dyskusjach naukowych nie ma zwyczaju klęczenia przed profesurą. Niestety ten zwyczaj w dyskusjach naukowych jest u nas skrzętnie pielęgnowany i hołubiony. Wystarczy być profesorem, by wygłaszać, to, co się podoba i nie spotykać się z krytyką. A już nie daj Boże, by ktoś z niższym stopniem naukowym się tego podjął. To w sumie interesujące, że tam (na Zachodzie) każdy głos w dyskusji jest równouprawniony. U nas ten zwyczaj jest dalej w powijakach. I proszę mi nie wmawiać, że jest inaczej. Młodsi pracownicy naukowi po prostu w większości przypadków uprawiają w tym względzie serwilizm. Jednak ci młodzi naukowcy, którzy na Zachodzie byli i uczestniczyli w dyskusjach naukowych, niejednokrotnie przeżywali szok, gdy niższy pracownik naukowy, czy student otwarcie krytykował poglądy, czy też wystąpienia profesorów. Wydaje się, że tego typu sytuacje u nas, to daleka przyszłość. O ile kiedykolwiek nastąpi. A przecież u nas nie brakuje apologetów wyższego szkolnictwa zachodniego. Tym też niech się zajmie, jako poważnym problemem, pedagogika krytyczna. Bo póki co, mamy jak na razie sporo górnolotnych deklaracji i dobrych chęci, z których mówiąc uczciwie, praktycznie niewiele wynika. A przecież według Pani słów (i tu przytoczę jeszcze raz ten sam fragment) pedagogiki krytycznej „(…) największą wartością jest domaganie przywrócenia znaczenia podmiotowości, otwarcia ponownej dyskusji wokół emancypacji uwzględniającej zmiany społeczne i kulturowe a przede wszystkim zmiany w organizacji funkcjonowania szkoły zarówno na poziomie jej organizacji jak i jej filozofii”. No właśnie… Można żywić nadzieję, że ma to dotyczyć także szkoły wyższej. Oby…

    OdpowiedzUsuń
  10. Szanowni Państwo;

    Otóż to, Anonimowy19 czerwca 2015 00:31 ma słuszność zwracając uwagę na praktyczną niemoc pedagogiki krytycznej w naszym kraju.W jaki sposób można pomijając czynniki polityczne i ideologiczne domagać się; "przywrócenia znaczenia podmiotowości, otwarcia ponownej dyskusji wokół emancypacji uwzględniającej zmiany społeczne i kulturowe a przede wszystkim zmiany w organizacji funkcjonowania szkoły zarówno na poziomie jej organizacji jak i jej filozofii. Słuszność ma też Pedagog pisząc o potrzebie krytykowania krytykujących, bowiem Ci jak widać, taże nie posiadają monopolu na Prawdę.
    Jednakże, co dzieje się z pedagogami mówiącymi i piszącymi wbrew powszechnie panujacej ideologii? Czy z czasem takie osoby nie zostają postawione przy murze mając jedynie max. dwa wyjścia? Pod warunkiem rzecz jasna, że głoszonymi przez siebie poglądami podbijają serca i umysły szerszych rzesz ludzkich i stają się tym samym realnym zagrożeniem dla status quo. Jakie zatem jest pole działania pedagoga krytycznego, ale też i każdego innego? Kto lub co decyduje o wielkości i zasięgu owego pola? Jak wielu pedagogów chce działać i ma świadomość potrzeby poszerzenia tego pola? itp.
    Z poważaniem - Trickster

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdy czytam komentarze, w których na różne sposoby usiłuje się usprawiedliwiać organizatorów i gospodarzy tej haniebnej i skandalicznej konferencji, ocieplić wizerunek butnych komunistów i trockistów - dopuszczając co prawda potrzebę "krytykowania krytykujących, bowiem Ci jak widać, także nie posiadają monopolu na Prawdę".- to przypominam, iż są w cywilizowanym świecie granice tolerancji. Banalizowanie i oswajanie nieludzkich ideologii na gruncie pozbawionego powagi słynnego dyskursu pedagogicznego jest świadectwem ostatecznej degrengolady salonowej akademickiej pedagogiki w Polsce.Co gorsze, zachęca adeptów tej dyscypliny do formułowania jakże wyważonych ocen, (bo to przecież przystoi UCZONEMU )- w rodzaju :"Komuniści, trockiści także nie mają monopolu na Prawdę". Tego typu argumentacja . budzi przecież litość i trwogę!Państwo - przypomnijmy - ma nie tylko prawo, ale obowiązek obrony przed zbrodniczymi ideologiami. Należy więc administracyjnie rozpędzić na cztery wiatry to zdegenerowane, zdziczałe rewolucyjne towarzystwo - zgodnie z obowiązującym prawem. Im szybciej tym lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapomina anonimowy chyba o tym, że w strukturach władzy naszego bagienka nic się nie zmieniło przez ostatnie ponad 25 lat. Z kolei ideologie o, których anonimowy wspomina plus wszelkiego typu nacjonalizmy i faszyzmy krążą po umysłach znacznej części społeczeństwa. Proponuje, zatem anonim skazać na banicję wiele milionów istnień? Przy czym nasze Państwo nic nie może a wiara, że jest inaczej budzi litość i trwogę. Kapitaliści wraz ze swoją ideologią konsumpcji też monopolu nie posiadają, choć patrząc na styl życia społeczeństw zachodnich i nie tylko można mieć wątpliwości. Problem w tym, że wielu inteligentów dopatruje się zagrożenia jedynie po wschodnich granichach tworu w jakim przyszło nam gnić. Przy czym zachodnia chemia, choć spowalnia procesy gnicia organizmu, to jednak paradoksalnie już dawno zniewoliła i wypaliła organ zarządzający mentalnością ludzką, zwany mózgiem.

    OdpowiedzUsuń