piątek, 26 października 2018

Do trzech razy "sztuka" ?


Z końcem sierpnia 2018 r. zakończył swoją dziesięcioletnią służbę na stanowisku Rzecznika Praw Dziecka (RPD) Marek Michalak, toteż mogliśmy się spodziewać szybkiego powołania jego następcy czy następczyni. Niestety, Sejm nie mógł dokonać takiego wyboru z politycznych powodów.

Urząd Rzecznika Praw Dziecka jest w randze ministra, Sekretarza Stanu, a zatem rządząca koalicja wolała obsadzić go osobą, która będzie spełniała jej oczekiwania. Nie po raz pierwszy dzieci są tu jedynie swoistego rodzaju „zakładnikiem”, a może i „ofiarą” takich rozstrzygnięć.

Pamiętam lata 2005-2007, w czasie których powołana przez Sejm na RPD lekarka Kamela Sowińska krytykowała oglądanie przez dzieci bajki „Teletubisie”, gdyż - jej zdaniem - animowane lalki są gejami, a tego jej partia propagować nie zezwalała. W sieci Polacy mieli z tego wieli ubaw. Już zaczęli tropić, czy aby Żwirek i Muchomorek też nie są gejami. Padło nawet Bolka i Lolka, którzy występowali przez większość odcinków razem. Na szczęście pojawiła się jeszcze w tamtym ustroju ich koleżanka - Tola. Rzadkie to imię żeńskie, więc bajce ponoć groziła z tego powodu dekomunizacja.

Dzisiaj dzieci oglądają to, co chcą, a zdarza się - i to, czego nie powinny. "Teletubisie" zniknęły jednak z ekranów polskiej telewizji. Świat animacji i filmowych klipów dziecięcych przeniósł się do Internetu. Może się zdarzyć, że zamiast wilka uganiającego się za zającem znajdą się w akcji zupełnie inni wykonawcy tych ról.

Ponowoczesny świat wydobywa na jaw najróżniejsze fakty, także i takie, o których nie chcieliby wiedzieć kandydaci na wspomnianego Rzecznika. Tak się stało z adiunkt wykładającą etykę w Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, która afirmowała się w wyborach na Rzecznika jako psycholog rodzinny, chociaż nigdy nie podjęła nawet studiów na tym kierunku kształcenia. Internauci szybko rozpoznali jej właściwe kwalifikacje zawodowe, do których dorzucono jeszcze miękkie kompetencje w postaci plagiaryzmu.

Ubiegająca się o tak wysoki urząd w naszym państwie być może doszła do wniosku, że skoro niemalże wszyscy uczniowie klas maturalnych ściągają gotowe wypracowania czy dane z podobnej w nazwie platformy, to nikt nie będzie kwestionował wklejenia przez nią do własnych artykułów także czyichś myśli bez podania źródeł. Tak oto pierwsza kandydatka została „zatopiona” przez medialnych sygnalistów. Uniwersytet rozstał się z tą panią, co bardzo dobrze świadczy o jego władzach.

Pozostało we wrześniu dwóch kontrkandydatów, ale żaden z nich nie miał najmniejszych szans w naszym Parlamencie, bowiem o nominacji decyduje większość, a tej nie posiadają partie opozycyjne, które ich zgłosiły. Tym samym dzieci dowiedziały się, że wybór ich Rzecznika jest nie tylko polityczny, ale i partyjny.

Gdyby powiodło się śp. Marii Łopatkowej powołanie Partii Dziecka, a ta zyskałaby większość w wyborach do Sejmu, to mielibyśmy świąteczną bajkę Janusza Korczaka w realu. Tymczasem Partia Dziecka już nie istnieje, a mało kto wie, że była takowa w latach 90.XX w. w Polsce.

Znakomici fachowcy, uniwersytecka profesor pedagogiki społecznej Ewa Jarosz, autorka wielu badań i rozpraw na temat przemocy wobec dzieci oraz niezwykle interesujący lekarz, "misjonarz", bo ratujący życie dzieci w rejonach wojennych - Paweł Kukiz-Szczuciński musieli odejść z przysłowiowym kwitkiem. Nie otrzymali wystarczającego poparcia posłów, którzy na co dzień ponoć bardzo kochają dzieci i są o nie zatroskani.

W drugim podejściu rzeczniczką Praw Dziecka chciała zostać pani, która sama jest matką wychowującą dwójkę niepełnosprawnych dzieci, a jako także adiunkt w jednym z instytutów naukowych, bo jest doktorem socjologii, powinna mieć z tego tytułu specjalne względy. Także i tym razem politykom, posłom partii władzy podesłano jakąś jej ironiczną wypowiedź w sieci na temat rzekomego braku troski rządzących o dzieci niepełnosprawne. W drugim podejściu zatem i ją pokonał na drodze do sukcesu wyrwany z kontekstu fragment wypowiedzi.

Jak wynika z ludowej mądrości: „Do trzech razy sztuka”. Sztuka czy sztuka? Sejm zarejestrował w połowie października po raz kolejny tę są kandydatkę - socjolog z Polskiej Akademii Nauk panią dr Agnieszkę Dudzińską. Wśród medialnie afirmowanych kandydatów na giełdzie ludzkich istnień rzekomo Zjednoczonej Prawicy krążyło nazwisko pedagoga - prof. Marka Konopczyńskiego.

Media nagłaśniały tu i ówdzie, z prawej oraz lewej strony politycznej sceny, że jedynym kandydatem na Rzecznika Praw Dziecka będzie ten właśnie profesor pedagogiki resocjalizacyjnej. To byłby także bardzo dobry wybór, bowiem jest on zwolennikiem resocjalizacji pozytywnej. Każde bowiem dziecko ma w sobie potencjał dobra, które trzeba dostrzec, wydobyć i na nim współtworzyć szanse jego pomyślnego rozwoju.

Partia władzy przekonała się jednak do poprzednio odrzuconej przez siebie kandydatki i już bez żadnych przeszkód personalnych, medialnych i politycznych wybrała ją o godz. 23:53:26 Rzeczniczką Praw Dziecka. Wydawało się, że mamy wreszcie "Korczaka w spódnicy". Czym będzie się zajmowała RPD? Które z dotychczasowych aporii zostaną utopione w rzece nierozwiązywalnych spraw, a jakie staną się priorytetem do naprawy dziecięcego świata codziennego życia? Co zostanie wycofane, zaprzepaszczone, a co wzmocnione w przestrzeni jurydycznej, społecznej, edukacyjnej?

Czy w obliczu deformy edukacji będzie milczeć, czy może wraz z minister A. Zalewską udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku? Nie ma wątpliwości, że to drugie. W czasie wysłuchania w Sejmie kandydatka stwierdziła, że reformę edukacji ocenia pozytywnie. Posłowie zatem byli już kontenci. Poparli: 35 ZA, 15 - PRZECIW i 1 się wstrzymał.

Czy dzieci mają w Polsce głos? Mają. Dekoracyjny. Oby zmieniający się w kraju klimat nie zainfekował nas wszystkich jakimś wirusem. Polecam lody, których 48 smaków można dostać w Kanadzie. Oby u nas nie było dla dzieci lodów o smaku tylko pistacjowym.

Pani dr A. Dudzińska - jak w bajce - już była pewna zwycięstwa, gdy nagle... senatorowie partii władzy powiedzieli swoim koleżankom i kolegom z Sejmu - NIE. NIE CHCEMY TEJ PANI NA RZECZNIKA PRAW DZIECKA.

Gdyby ktoś chciał wiedziec, dlaczego senatorowie nie poparli kandydatki PiS, to poniżej jest tego wyjaśnienie: