Jak docent po pracy socjalnej udaje profesor medycyny










Wbrew pozorom "turystyka habilitacyjna", o której pisali na początku sierpnia dziennikarze WPROST (2015 nr 32), nie dotyczy tylko pedagogiki czy teologii. Obejmuje ona swoim zasięgiem socjologię, psychologię, nauki ekonomiczne, nauki o kulturze fizycznej, geografię oraz nauki o polityce. Najwyższy czas przestać udawać, że nie ma sprawy, nic się nie dzieje i nic się nie stało. W wyniku polityki Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod kierunkiem prof. Barbary Kudryckiej oraz prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej mamy do czynienia z poważną destrukcją w polskiej nauce i kształceniu młodych naukowców.

Redakcja "WPROST" zerwała z milczeniem mediów i głaskaniem władzy pozornymi artykulikami w rzekomej trosce o akademickie środowisko. Dokonała analizy kilku zaledwie przypadków, gdyż takich kazusów jest kilkadziesiąt. Trzeba stwierdzić, że nie wszystkie są nieuczciwe, nierzetelne, fikcyjne. Stają się nimi w momencie, kiedy wwiezione do kraju dyplomy docentów są rejestrowane i tym samym wykorzystywane niezgodnie z obowiązującym w Polsce prawem.

Nie ulega wątpliwości, że "habilitacja słowacka" jest w pełni wartościowa na terytorium tego kraju, w jego uczelniach i szkołach wyższych. To, jaka jest jej rzeczywista wartość naukowa, zostało już w Polsce wielokrotnie zweryfikowane. Jak pisała w czasopiśmie Polskiej Akademii Nauk b. rzecznik praw obywatelskich - prof. Ewa Łętowska:

Z tego, że jest prawny obowiązek traktowania czegoś jako równoważne, nie wynika, że to coś rzeczywiście jest równoważne. Perwersyjny efekt automatycznego uznawania stopni naukowych w UE pogłębia deficyt aksjologii - niebezpieczne dla etyki nauki, osłabia możliwość oceny z punktu. widzenia aksjologicznego celu. (Perwersyjne efekty automatycznego uznawania stopni naukowych w UE, NAUKA 2012 nr 3 , s.31)


Oto jeden z licznych przykładów:


Pani Barbara Błaszczyk uzyskała stopień naukowy doktora nauk medycznych w 1985 r. w Akademii Medycznej w Krakowie. Jej praca doktorska nosiła tytuł: "Napady padaczkowe w uszkodzeniach mózgu pochodzenia naczyniowego". Nie znamy powodów, dla których nie uzyskała habilitacji z nauk medycznych. Wiemy natomiast, że udała się na Wydział Pedagogiczny Katolickiego Uniwersytetu w Ružomberku na Słowacji, gdzie przeprowadziła w dn. 29. 09. 2009 r. przewód na tamtejszą habilitację, ale nie z medycyny, tylko z pracy socjalnej. Jej rozprawa nosi tytuł częściowo zbieżny z problematyką w polskim doktoracie, bo dotyczący osób chorych na epilepsję - "Kvalita života osoby chorej na epilepsiu (Jakość życia osoby chorej na epilepsję), zaś wykład habilitacyjny nosił tytuł: "Stigmatizácie a diskriminácie pacientov s epilepsiou" (Stygmatyzacja i dyskryminacja pacjentów z epilepsją).

Nie ma wątpliwości, że dyplom docenta z kierunku kształcenia - praca socjalna - otrzymała na Słowacji zgodnie z obowiązującym tam prawem. Jedną z rozpraw, którą przedłożyła jako monografię naukową, była wydana w Kielcach praca pt. BŁASZCZYK, B.: Społeczeństwo wobec chorych na padaczkę – rys historyczny. Kielce, 2008. Z tytułu nie wynika, żeby była to praca habilitacyjna z nauk medycznych. KU w Ružomberku zresztą nie miał prawa do nadawania tytułu docenta w tej dziedzinie nauk.

Od tego czasu, jako docent pracy socjalnej, powyższa osoba leczy w Polsce pacjentów pod szyldem prof. dr hab. Barbara Błaszczyk - neurolog, lub prof. nadzw. dr hab. Barbara Błaszczyk. Uniwersytet Jana Kochanowskiego umożliwił jej spełnienie się w roli promotorki pracy doktorskiej lekarza medycyny Rafała Juchy , któremu otworzono przewód doktorski na temat: „Analiza jakości życia i śmiertelności chorych po przebytym udarze mózgu w latach 2003-2004 i 2013”.

Jak to jest możliwe, że rada wydziału zezwala na powołanie na promotora w przewodzie doktorskim z nauk medycznych dla lekarza medycyny doktor habilitowanej nauk humanistycznych, z kierunku kształcenia "praca socjalna"?

Na stronie OPI - a więc w bazie pracowników wprowadza się w błąd uczelnie i naukowców.

Wydział Lekarski II na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie dopuścił tę panią do recenzowania pracy doktorskiej z neurologii, mimo że ta pani nie była i nie jest doktorem habilitowanym nauk medycznych. Temat: "Stężenie żelatynaz oraz ich inhibitorów u pacjentów z wtórnie postępującą postacią stwardnienia rozsianego w trakcie leczenia kladrybiną", Praca doktorska Beaty Korzeniewskiej była z nauk medycznych w zakresie medycyny, specjalność: neurologia.

Pani docent pracy socjalnej recenzowała pracę doktorską z farmakologii też na tym wydziale. Temat pracy w sam raz dla pracy socjalnej: Wpływ trzech pochodnych imidów bursztynowych (HMIPPS, MMIPPS i APIPPS) na ochronne działanie klasycznych leków przeciwpadaczkowych w teście maksymalnego wstrząsu elektrycznego u myszy. Na Wydziale Pielęgniarskim Uniwersytetu Medycznego w Lublinie pani doc. pracy socjalnej recenzowała doktorat nt. "Strategie radzenia sobie z bólem u chorych z zespołem korzeniowym".

Oto jeden z przykładów:


Od sześciu lat pani dr nauk medycznych Barbara Błaszczyk, b. pracownik naukowy UJK w Kielcach a obecnie wykładowca prywatnej - Wyższej Szkoły Ekonomii i Innowacji w Lublinie - wpadła na pomysł, że skoro uzyskała docenturę (słowacką habilitację) z pracy socjalnej, to może sobie przenieść ów tytuł naukowo-pedagogiczny na prywatną i akademicką aktywność rzekomo medyczną. Powiadamiane o tym fakcie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego być może coś uczyniło w tej kwestii, skoro wiedziało o tej praktyce od kilku lat.

Prawdopodobnie wiceminister Daria Nałęcz, która została rok temu powiadomiona o tych patologiach, sprawiła, że pani doktor odeszła z państwowego uniwersytetu. Tego nie wiemy. Natomiast nie o taką interwencję tu chodzi, skoro proces wykorzystywania dyplomów docenta ma już szerszy, niż tylko jednostkowy wymiar. Jak się okazuje, w Polsce można prowadzić prywatny gabinet z szyldem prof. nadzw. dr hab. i przyjmować pacjentów według stawek "profesora", mimo że w naukach medycznych nim się nie jest.

Lista wstydu - jak to określili dziennikarze - liczy wiele nazwisk osób funkcjonujących w szkolnictwie wyższym w naszym kraju, w tym - co jest zdumiewające - na uniwersytetach i akademiach publicznych, a ministerstwo (zarządzane przez polityków Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego) nie dokonuje zmiany w skali makro.

Nie można powiedzieć, drobne, incydentalne reakcje na Słowacji były, bowiem MNiSW skierowało do władz KU w Ružomberku kilka pism wskazujących na zachodzące nieprawidłowości. To jest jednak za mało, skoro rektor KU i dziekan Wydziału Pedagogicznego dopuścili do dalszych postępowań nawet osoby, wobec których nasze władze formułowały zastrzeżenia. Ministerstwo powinno ten problem rozwiązać w Polsce, a nie podejmować na Słowacji interwencje, które są nieskuteczne. Co z tego, że min. B. Kudrycka spotkała się na Słowacji w 2009 r. z przedstawicielami Słowackiej Komisji Akredytacyjnej, skoro wówczas pisemnie potwierdziła, że wszystko jest w porządku? Ucieszyło to zatem osoby odpowiedzialne z naruszanie norm i wzmocniło w kontynuowaniu tego procederu.

Po co minister Barbara Kudrycka, a następnie Lena Kolarska-Bobińska powołały do życia Zespół do spraw etyki, skoro w odniesieniu do osób jawnie naruszających standardy prawa, a nie tylko etyki, w ogóle tych spraw nawet nie przekazano? A może przekazano, tylko Komisja schowała je do szuflady?

Co z tego, że raczono wysłać do łamiących prawo władz Katolickiego Uniwersytetu w Ružomberku skargę i krytyczne uwagi na toczące się tam - bez przestrzegania standardów akademickich - postępowania niektórych polskich "naukowców", skoro władze Wydziału Pedagogicznego i Wydziału Teologicznego totalnie to zlekceważyły i dalej kontynuują ów proceder?

Ile jeszcze musi napłynąć do naszego kraju dyplomów niezgodnych z polskimi standardami nauk, żeby Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego podjęło zdecydowane kroki w Polsce i dla dobra polskiej nauki? Po co ta hipokryzja, zatroskanie o jakość polskiej nauki, skoro resort sam przyczynia się do jej destrukcji?

Ciekaw jestem, czy ministra L. Kolarska-Bobińska zgodzi się na to, by prace doktorskie czy habilitacyjne z reprezentowanej przez nią dyscypliny - SOCJOLOGIA - recenzowali nasi nauczyciele akademiccy z docenturą z pracy socjalnej? Może wkrótce będą opiniować wnioski o nagrody dla pani minister, bo mamy też profesorów po słowackiej pracy socjalnej? Może wkrótce sama napisze książkę o kryzysie w polskiej socjologii?