środa, 12 sierpnia 2015

Jak docent po pracy socjalnej udaje profesor medycyny










Wbrew pozorom "turystyka habilitacyjna", o której pisali na początku sierpnia dziennikarze WPROST (2015 nr 32), nie dotyczy tylko pedagogiki czy teologii. Obejmuje ona swoim zasięgiem socjologię, psychologię, nauki ekonomiczne, nauki o kulturze fizycznej, geografię oraz nauki o polityce. Najwyższy czas przestać udawać, że nie ma sprawy, nic się nie dzieje i nic się nie stało. W wyniku polityki Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod kierunkiem prof. Barbary Kudryckiej oraz prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej mamy do czynienia z poważną destrukcją w polskiej nauce i kształceniu młodych naukowców.

Redakcja "WPROST" zerwała z milczeniem mediów i głaskaniem władzy pozornymi artykulikami w rzekomej trosce o akademickie środowisko. Dokonała analizy kilku zaledwie przypadków, gdyż takich kazusów jest kilkadziesiąt. Trzeba stwierdzić, że nie wszystkie są nieuczciwe, nierzetelne, fikcyjne. Stają się nimi w momencie, kiedy wwiezione do kraju dyplomy docentów są rejestrowane i tym samym wykorzystywane niezgodnie z obowiązującym w Polsce prawem.

Nie ulega wątpliwości, że "habilitacja słowacka" jest w pełni wartościowa na terytorium tego kraju, w jego uczelniach i szkołach wyższych. To, jaka jest jej rzeczywista wartość naukowa, zostało już w Polsce wielokrotnie zweryfikowane. Jak pisała w czasopiśmie Polskiej Akademii Nauk b. rzecznik praw obywatelskich - prof. Ewa Łętowska:

Z tego, że jest prawny obowiązek traktowania czegoś jako równoważne, nie wynika, że to coś rzeczywiście jest równoważne. Perwersyjny efekt automatycznego uznawania stopni naukowych w UE pogłębia deficyt aksjologii - niebezpieczne dla etyki nauki, osłabia możliwość oceny z punktu. widzenia aksjologicznego celu. (Perwersyjne efekty automatycznego uznawania stopni naukowych w UE, NAUKA 2012 nr 3 , s.31)


Oto jeden z licznych przykładów:


Pani Barbara Błaszczyk uzyskała stopień naukowy doktora nauk medycznych w 1985 r. w Akademii Medycznej w Krakowie. Jej praca doktorska nosiła tytuł: "Napady padaczkowe w uszkodzeniach mózgu pochodzenia naczyniowego". Nie znamy powodów, dla których nie uzyskała habilitacji z nauk medycznych. Wiemy natomiast, że udała się na Wydział Pedagogiczny Katolickiego Uniwersytetu w Ružomberku na Słowacji, gdzie przeprowadziła w dn. 29. 09. 2009 r. przewód na tamtejszą habilitację, ale nie z medycyny, tylko z pracy socjalnej. Jej rozprawa nosi tytuł częściowo zbieżny z problematyką w polskim doktoracie, bo dotyczący osób chorych na epilepsję - "Kvalita života osoby chorej na epilepsiu (Jakość życia osoby chorej na epilepsję), zaś wykład habilitacyjny nosił tytuł: "Stigmatizácie a diskriminácie pacientov s epilepsiou" (Stygmatyzacja i dyskryminacja pacjentów z epilepsją).

Nie ma wątpliwości, że dyplom docenta z kierunku kształcenia - praca socjalna - otrzymała na Słowacji zgodnie z obowiązującym tam prawem. Jedną z rozpraw, którą przedłożyła jako monografię naukową, była wydana w Kielcach praca pt. BŁASZCZYK, B.: Społeczeństwo wobec chorych na padaczkę – rys historyczny. Kielce, 2008. Z tytułu nie wynika, żeby była to praca habilitacyjna z nauk medycznych. KU w Ružomberku zresztą nie miał prawa do nadawania tytułu docenta w tej dziedzinie nauk.

Od tego czasu, jako docent pracy socjalnej, powyższa osoba leczy w Polsce pacjentów pod szyldem prof. dr hab. Barbara Błaszczyk - neurolog, lub prof. nadzw. dr hab. Barbara Błaszczyk. Uniwersytet Jana Kochanowskiego umożliwił jej spełnienie się w roli promotorki pracy doktorskiej lekarza medycyny Rafała Juchy , któremu otworzono przewód doktorski na temat: „Analiza jakości życia i śmiertelności chorych po przebytym udarze mózgu w latach 2003-2004 i 2013”.

Jak to jest możliwe, że rada wydziału zezwala na powołanie na promotora w przewodzie doktorskim z nauk medycznych dla lekarza medycyny doktor habilitowanej nauk humanistycznych, z kierunku kształcenia "praca socjalna"?

Na stronie OPI - a więc w bazie pracowników wprowadza się w błąd uczelnie i naukowców.

Wydział Lekarski II na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie dopuścił tę panią do recenzowania pracy doktorskiej z neurologii, mimo że ta pani nie była i nie jest doktorem habilitowanym nauk medycznych. Temat: "Stężenie żelatynaz oraz ich inhibitorów u pacjentów z wtórnie postępującą postacią stwardnienia rozsianego w trakcie leczenia kladrybiną", Praca doktorska Beaty Korzeniewskiej była z nauk medycznych w zakresie medycyny, specjalność: neurologia.

Pani docent pracy socjalnej recenzowała pracę doktorską z farmakologii też na tym wydziale. Temat pracy w sam raz dla pracy socjalnej: Wpływ trzech pochodnych imidów bursztynowych (HMIPPS, MMIPPS i APIPPS) na ochronne działanie klasycznych leków przeciwpadaczkowych w teście maksymalnego wstrząsu elektrycznego u myszy. Na Wydziale Pielęgniarskim Uniwersytetu Medycznego w Lublinie pani doc. pracy socjalnej recenzowała doktorat nt. "Strategie radzenia sobie z bólem u chorych z zespołem korzeniowym".

Oto jeden z przykładów:


Od sześciu lat pani dr nauk medycznych Barbara Błaszczyk, b. pracownik naukowy UJK w Kielcach a obecnie wykładowca prywatnej - Wyższej Szkoły Ekonomii i Innowacji w Lublinie - wpadła na pomysł, że skoro uzyskała docenturę (słowacką habilitację) z pracy socjalnej, to może sobie przenieść ów tytuł naukowo-pedagogiczny na prywatną i akademicką aktywność rzekomo medyczną. Powiadamiane o tym fakcie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego być może coś uczyniło w tej kwestii, skoro wiedziało o tej praktyce od kilku lat.

Prawdopodobnie wiceminister Daria Nałęcz, która została rok temu powiadomiona o tych patologiach, sprawiła, że pani doktor odeszła z państwowego uniwersytetu. Tego nie wiemy. Natomiast nie o taką interwencję tu chodzi, skoro proces wykorzystywania dyplomów docenta ma już szerszy, niż tylko jednostkowy wymiar. Jak się okazuje, w Polsce można prowadzić prywatny gabinet z szyldem prof. nadzw. dr hab. i przyjmować pacjentów według stawek "profesora", mimo że w naukach medycznych nim się nie jest.

Lista wstydu - jak to określili dziennikarze - liczy wiele nazwisk osób funkcjonujących w szkolnictwie wyższym w naszym kraju, w tym - co jest zdumiewające - na uniwersytetach i akademiach publicznych, a ministerstwo (zarządzane przez polityków Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego) nie dokonuje zmiany w skali makro.

Nie można powiedzieć, drobne, incydentalne reakcje na Słowacji były, bowiem MNiSW skierowało do władz KU w Ružomberku kilka pism wskazujących na zachodzące nieprawidłowości. To jest jednak za mało, skoro rektor KU i dziekan Wydziału Pedagogicznego dopuścili do dalszych postępowań nawet osoby, wobec których nasze władze formułowały zastrzeżenia. Ministerstwo powinno ten problem rozwiązać w Polsce, a nie podejmować na Słowacji interwencje, które są nieskuteczne. Co z tego, że min. B. Kudrycka spotkała się na Słowacji w 2009 r. z przedstawicielami Słowackiej Komisji Akredytacyjnej, skoro wówczas pisemnie potwierdziła, że wszystko jest w porządku? Ucieszyło to zatem osoby odpowiedzialne z naruszanie norm i wzmocniło w kontynuowaniu tego procederu.

Po co minister Barbara Kudrycka, a następnie Lena Kolarska-Bobińska powołały do życia Zespół do spraw etyki, skoro w odniesieniu do osób jawnie naruszających standardy prawa, a nie tylko etyki, w ogóle tych spraw nawet nie przekazano? A może przekazano, tylko Komisja schowała je do szuflady?

Co z tego, że raczono wysłać do łamiących prawo władz Katolickiego Uniwersytetu w Ružomberku skargę i krytyczne uwagi na toczące się tam - bez przestrzegania standardów akademickich - postępowania niektórych polskich "naukowców", skoro władze Wydziału Pedagogicznego i Wydziału Teologicznego totalnie to zlekceważyły i dalej kontynuują ów proceder?

Ile jeszcze musi napłynąć do naszego kraju dyplomów niezgodnych z polskimi standardami nauk, żeby Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego podjęło zdecydowane kroki w Polsce i dla dobra polskiej nauki? Po co ta hipokryzja, zatroskanie o jakość polskiej nauki, skoro resort sam przyczynia się do jej destrukcji?

Ciekaw jestem, czy ministra L. Kolarska-Bobińska zgodzi się na to, by prace doktorskie czy habilitacyjne z reprezentowanej przez nią dyscypliny - SOCJOLOGIA - recenzowali nasi nauczyciele akademiccy z docenturą z pracy socjalnej? Może wkrótce będą opiniować wnioski o nagrody dla pani minister, bo mamy też profesorów po słowackiej pracy socjalnej? Może wkrótce sama napisze książkę o kryzysie w polskiej socjologii?



96 komentarzy:

  1. To, że osoba z dyscypliny X dostaje do recenzji prace doktorskie i habilitacyjne z zupełnie innej dyscypliny Y to przecież żadna w Polsce nowość, by wspomnieć dokonania Ryszarda T czy Jerzego W., tego od Goliszewskiego.
    Poza tym to nie ministerstwo zatrudnia tych "słowackich"doktorów i profesorów. To nie ministerstwo zleca im recenzowanie różnych wniosków awansowych. Adam J. nie zrobił habilitacji na Słowacji, a prof. W. nie na Słowacji napisał sam sobie recenzję profesorską.

    Poza tymi uwagami oraz wtrąceniami politycznymi - pełna zgoda z Pana wypowiedzią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma anonimowy racji. W Polsce tecenzentem pracy doktorskiej może być tylko samodzielny pracownik naukowy w tej dyscyplinie. Praca socjalna nie ma żadnego związku pokrewieństwa - a z tego ma ww docenturę - z naukami medycznymi.
      To nie ministerstwo zatrudnia te osoby, ale to właśnie ten resort dopiął do umowy ze Słowacją dopisując obok prawdziwej habilitacji -DrSc. jeszcze Doc. - czyli dydaktyczną.

      Usuń
  2. Wśród habilitacyjnych "turystów" są też matematycy i fizycy. Wg. https://www.upjs.sk/univerzita/cinnost/vyskum/oznamenia-o-konani-habilitacnych-prednasok-a-obhajobach/ Prírodovedecká fakulta Uniwersytetu w Koszycach przeprowadziła od 2009 roku 6 (na 31) przewodów Polakom. 4 z nich były z matematyki (wsród nich 1 z dydaktyki matematyki - w Polsce takich ludzi nie traktuje się jako matematyków i poza UP w Krakowie (i pewnie jeszcze jakimiś wyjątkami) nie można uzyskać nawet doktoratu z dydaktyki matematyki) a 2 z fizyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stránka nebola nájdená

      HTTP/1.x 404 Not Found

      Usuń
    2. Czy to takie trudne?

      https://www.upjs.sk/univerzita/cinnost/vyskum/oznamenia-o-konani-habilitacnych-prednasok-a-obhajobach/

      Usuń
  3. W czymże duży uniwersytet w Koszycach jest gorszy od naszych typu UMCS, UJK, UZ itp. Podejrzewam, że może być odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duży to on jest ale jak na realia słowackie. Wystarczy zajrzeć do Wikipedii żeby się przekonać, że kształci on trzy razy mniej studentów niż UZ czy UJK (choć zatrudnia niewielu mniej pracowników), a porównanie z UMCS jest już absolutnym nieporozumieniem.

      Usuń
    2. Jakoś uczelni choć ma pewne znaczenie, to jednak niewielkie. Najważniejsza jest jakość dorobku habilitanta.

      Usuń
  4. Profesor nie pisze, że Uniwersytet jest gorszy. Tekst dotyczy wyłudzenia przywilejów w Polsce na podstawie niezgodnych z uzyskanym dyplomem osiągnięć.

    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę nie odwracać uwagi od tych którzy kupili sobie ostatnio tytuły i stopnie naukowe w Polsce - a to za udział w grantach albo za zatrudnienie we własnych uczelniach za ogromne pensję profesorów (późniejszych recenzentów). Prace habilitacyjne i profesorskie książki tych naukawców to żenada. Apeluje aby poddać je ponownej ocenie. Przeznaczyłem na te stwory osobne miejsce w mojej bibliotece. To jest prawdziwa lista wstydu polskiej nauki.

      Usuń
    2. Niech Anonimowy napisze o tych kupionych h w Polsce habilitacjach. Jeśli ma taką wiedzę, to nawet powinien powiadomić o tym Centralną Komisję. Są po słowackich habilitacjach bardzo rzetelni naukowcy, którzy mają dorobek naukowy. Nikt tego w Polsce nie kwestionuje.
      Ewa

      Usuń
    3. Pisze Pani: "Są po słowackich habilitacjach bardzo rzetelni naukowcy, którzy mają dorobek naukowy. Nikt tego w Polsce nie kwestionuje".
      A może jakieś przykłady????????

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    5. Komentarz usunięty na prośbę wymienionego

      Usuń
  5. Każdą sprawę trzeba rozpatrywać indywidualnie, a i na Słowacji i w Polsce zdarzają się patologie. Natomiast z pewnością nie może być tak, że specjalista ze słowackiej pracy socjalnej jest w Polsce traktowany jako socjolog czy pedagog, a z dydaktyki matematyki jako matematyk (choć w życiu nie udowodnił żadnego twierdzenia).

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgodnie z § 6 ust. 1 rozporządzenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 3 października 2014 r. w sprawie szczegółowego trybu i warunków przeprowadzania czynności w przewodzie doktorskim, w postępowaniu habilitacyjnym oraz w postępowaniu o nadanie tytułu profesora (Dz. U. z 2014 r., poz. 1383) rada jednostki organizacyjnej, na wniosek przewodniczącego rady, powołuje w przewodzie doktorskim co najmniej dwóch recenzentów.
    Wymagania w zakresie pełnienia funkcji recenzenta zostały określone w art. 20 ust. 6 ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach naukowych i tytule naukowym oraz o stopniach
    i tytule w zakresie sztuki (Dz. U. z 2014 r., poz. 1852). Recenzentem rozprawy doktorskiej może być osoba posiadająca tytuł profesora lub stopień doktora habilitowanego w zakresie danej lub pokrewnej dyscypliny naukowej lub artystycznej lub osoba, która nabyła uprawnienia równoważne z uprawnieniami doktora habilitowanego na podstawie art. 21a ustawy, prowadząca działalność naukową lub dydaktyczną w zakresie danej lub pokrewnej dyscypliny naukowej lub artystycznej.

    W powyższym przypadku nauki humanistyczne nie są naukami pokrewnymi dla nauk medycznych, gdyż nie występują w tym samym obszarze nauk. Tym samym zostało tu naruszone prawo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie Boże to ludzie leczą u się neurologa, który jest słowackim docentem pracy socjalnej?

    Przecież nieświadomym pacjentom robi się krzywdę, to się nadaje do prokuratury, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli się nie mylę, to ta pani jest doktorem nauk medycznych o stosownej specjalności, a już bycie lekarzem medycyny daje prawo leczenia ludzi. Stopnie i tytuły naukowe raczej słabo przekładają się na zawodowe kompetencje lekarza (podobnie jak profesor biologii może być beznadziejnym nauczycielem przyrody czy biologii w szkole).

    OdpowiedzUsuń
  9. Do leczenia ta pani ma prawo, ale nie jako prof. medycyny! warto jednak znać różnicę między doktorem a doktorem habilitowanym, bo anonimowy także płaci za to w systemie opieki publicznej, jak i tym bardziej prywatnej. Stawki są inne. Ta pani nadto odpowiada za niezgodne z prawem uczestniczenie w awansie naukowym medyków. Do tego nie ma prawa.

    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem jako kto leczy ona ludzi, ale jeśli ktoś ją zatrudnia to ma obowiązek sprawdzić jej kwalifikacje i zgodnie z nimi ustalić wysokość wynagrodzenia. Zgodnie z prawem jest ona doktorem habilitowanym i ma prawo tak się tytułować. Jeśli natomiast twierdziła, że jest doktorem habilitowanym nauk medycznych, to kłamała i powinna za to odpowiedzieć.

    Nie zrzucajmy jednak wszystkiego na "Słowaków". Stopień stopniem ale to chyba nie on decyduje o wartości naukowca i inni naukowcy jak i władze uczelni powinni bez problemu potrafić ją zweryfikować. I chyba gdzieniegdzie tak się dzieje, bo np. na WMS AGH słowacka docent pracuje jako starszy wykładowca podczas gdy wszyscy pozostali samodzielni pracownicy (choć część z nich to obcokrajowcy i osoby ze stopniami uzyskanymi poza Polską) są uczelnianymi profesorami. Może więc zamiast narzekać warto zacząć od porządków we własnym domu (w tym wypadku także z patologiami awansowymi w Polsce).

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak widzę dyskusja nabiera kolorytu. Pragnę zatem wyjaśnić, że naukowcy z komitetów naukowych PAN od kilku lat nie zabiegają o zmiany na Słowacji, ale w Polsce. To powinno być czytelne. Nie trzeba nas do tego zachęcać. Widzimy, jak niektórzy rektorzy, dziekani współdziałają z takimi osobami. Ministerstwo ma nadzór nad PKA, która kontroluje uczelnie. Powinno wyegzekwować od tego organu właściwą reakcję . Tymczasem, jak podaje WPROST - to właśnie PKA od szeregu lat trzyma w swoim składzie dwóch docentów (słowackich), którzy kontrolują jakość kształcenia, ale dr hab. T. Bąk przedstawiał się jako socjolog. Tymczasem nie jest on socjologiem w stopniu doktora habilitowanego, tylko doktora. Ministerstwo o tym wie od 6 lat!

    OdpowiedzUsuń
  12. Panowie,
    Autor "Wprost" dał się wpuścić w maliny pisząc, że docent to tytuł zawodowy. Docent na Słowacji, podobnie jak profesor, to tytuły NAUKOWO-PEDAGOGICZNE. Zatem też NAUKOWE.
    Nic nie zrobicie słowackim docentom bo są oni w myśl prawa polskimi doktorami habilitowanymi.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dopóki jest bilateralna umowa ze Słowacją, to są doktorami habilitowanymi. Redakcja WPROST tego nie podważa. Na Słowacji są dwa rodzaje habilitacji, o czym anonimowy doskonale wie. Jedna jest zawodowa, naukowo-pedagogiczna (dydaktyczna- dlatego kontroluje to Komisja Akredytacyjna), a druga naukowa - Słowackiej Akademii Nauk.
    Nie ma co zatem się denerwować.
    Redakcja WPROST pisze o fałszerstwach związanych z wykorzystywania dyplomów docentów niezgodnie z ich rzeczywistą wartością nominalną.
    Proszę zatem odróżniać naukowców od kłamców, dających fałszywe świadectwo zamiast wzór.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z logiki Pana Profesora wynika, że jak bilateralnej umowy ze Słowacją nie będzie to docenci utracą stopnie doktorów habilitowanych. Jednak prawo nie działa wstecz i myślę, ze Pan Profesor jest w będzie. Uznano im docentury jako równoważne z polskim doktorem habilitowanym.
    Ukłony!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z logiką ma problem komentator. Nic dodać nic ująć.

      Usuń
    2. równoważność dyplomów to nie równoważność tytułów czy stopni. Łętowska ma rację. A widać blady strach padł nie ba tych uczciwych, tylko cwaniaczków bez dorobku.
      J.

      Usuń
    3. I po co te nerwy i inwektywy? Jak rozumiem chodzi o to, że jak nie będzie umowy to nie będzie nowych "słowackich" habilitowanych (starzy oczywiście zostaną) ...

      Usuń
    4. Dla mnie to jest oczywiste. Prawo jest prawem.

      Usuń
  15. Zatem słowacki profesor to też tytuł zawodowy ? Bo przecież to tak samo jak docent jest to tytuł naukowo-pedagogiczny? Coś tu nie gra?
    Zresztą proszę spojrzeć do słowackich przepisów: posiadanie tytułu docenta (podobnie jak DrSc) upoważnia do ubiegania się o nadanie tytułu profesora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zabawy semantyczne niczego tu nie zmienią. Na Słowacji są zupełnie inne drogi dochodzenia do tytułów naukowo-pedagogicznych i tytułów. Postępowanie profesorskie ma tam inne procedury. Tak więc sama nazwa niczego nie wyjaśnia. Trzeba jeszcze spojrzeć na treść wymogów, kryteria ocen, sposób kontrolowania i dokumentowania dorobku. Jeszcze będe powracał do tego zagadnienia. Cały czas podkreślam, czego nie chcą dostrzec nieuczciwie zyskujący tam ww.tytuły, że nie dotyczy to wszystkich. To znaczy, że czas najwyższy uświadomić polskiemu społeczeństwu - czym różni się NIEUCZCIWOŚĆ od UCZCIWOŚCI.
    Opisany tu przykład nie jest jednostkowy. Jest och więcej i niczego ich afirmatorzy nie ukryją. A ministerstwo temu sprzyja.

    OdpowiedzUsuń
  17. Znam kilku "Słowaków", którzy kilka lat temu uzyskali/wyłudzili stopień u naszych południowych sąsiadów. Żadna z tych osób nie miała dorobku który dawałby cień szansy na uzyskanie habilitacji w Polsce. Trójce z nich Rada Wydziału nie otwarła przewodu. Wszyscy mieli bardzo niewiele wspólnego z rzetelną nauką. Ci, którzy bronią kombinatorów kupujących stopnie na Słowacji powinni zastanowić się nad etyką swego postępowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od wielu lat działa w kraju "biuro turystyki habilitacyjnej". Mnie jako wówcza doktorowi - proponowali na jednej z zakopiańskich konferencji szybką ścieżkę dostępu do dyplomu. Głąby nie wiedziały, że miałem zaawansowany dorobek na polską habilitację. Nie mogli zrozumieć, dlaczego im odmawiam. To jest zorganizowana banda, która czerpie z tego korzyści. Rektor Zasępa za późno ujawnił ich grę. Mam nadzieję, że WPROST opublikuje te materiały
      .
      J.

      Usuń
    2. A jaki jest ich los po uzyskaniu docentur? Zmienili prace czy może zostali profesorami uczelnianymi na wydziałach, które tak krytycznie oceniały ich dorobek?

      Usuń
    3. Wystarczy wpisać w OPI nazwisko, albo nawet w google i zobaczyć, kto i co reprezentuje, czy i gdzie pracuje, co publikuje, w czym uczestniczy itd.

      Usuń
    4. Niestety niektórzy z nich nie ujawnili w OPI tytułu i miejsca habilitacji. W niektórych przypadkach o habilitacji nie ma mowy.
      Nie wiem (i bardzo proszę czytelników o odpowiedź) czy takie dane są uzupełniane tylko przez każdą z osób, czy uczelnia ma obowiązek je przekazywać, czy może każdy może zwrócić się z prośbą o uzupełnienie danych?

      Usuń
  18. Jeżeli ktoś ukrywa dane o tym, gdzie bronił i na jaki temat pracę doktorską oraz gdzie się habilitował, to znaczy że chce to ukryć, że nie jest z tego dumny. Są takie postaci, które ujawniają miejsce obrony i pracy dr i hab., ale w rubryce tytuł podają "brak". Jak sądzicie , dlaczego? Dane w OPI są wprowadzane i korygowane przez zainteresowanych. Opisany przez tyg. WPROST "bohater" po artykule kazał je zmienić... .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dane "bohatera", o którym Pan pisze zostały w OPI zmienione, ale on nadal jako członek PKA "akredytuje" kierunek praca socjalna w polskich uczelniach. Skandal. Ciekawe jakim cudem obecny rektor UKSW pozbył się go z uczelni? Tak czy siak jestem pełen uznania dla odwagi, bo to ksiądz księdza zwolnił. Skoro Min. nic nie robi to chyba jedynym sposobem na tych naukowców jest kasować ich na uczelniach.

      Usuń
    2. Fakt tolerowania/zatrudniania oszustów jest nie mniej naganny jak bycie oszustem. Dlatego dziekani i rektorzy, którzy tak postępują powinni też zostać napiętnowani i odpowiednio "nagrodzeni" przez środowisko.

      Usuń
  19. Panie Profesorze, czy rzeczywiście MNiSW planuje wprowadzić obowiązek nostryfikacji słowackich habilitacji i profesur? Czy faktycznie ma to nastąpić lada moment? Tak przynajmniej donosi "Wprost". To z pewnością ograniczyłoby turystykę habilitacyjną do naszych południowych sąsiadów!
    Pozdrowienia dla Pana PROFESORA:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na to pytanie odpowiedzi może udzielić tylko ministerstwo. Moim zdaniem, to gra na zwłokę, do wyniku wyborów parlamentarnych. Rok temu PAN otrzymała na piśmie zapewnienie. Minął rok i... nadal jest jak jest.

      Usuń
  20. No właśnie, dlaczego docent, który poprosił o usunięcie komentarzy w tej dyskusji nie zamieścił informacji o własnej habilitacji?

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeden z "profesorów" studiował chemię, z chemii zrobił doktorat. Habilitował się jednak z pedagogiki. Wiadomo gdzie. Jest zaliczany do minimum kadrowego na kierunku pedagogika!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chemik? A na jakiej podstawie zaliczono go jako pedagoga?

      Usuń
    2. Pewnie zrobił habilitację z dydaktyki.

      Usuń
  22. To nie jest pedagogika. Pedagogika na Słowacji ma inny kod klasyfikacyjny. Tym samym w Polsce nadużywa dyplomu do celów niezgodnych z jego rzeczywistą kategorią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadużywa dyplomu!!!!. Promuje doktorów z zakresu pedagogiki!!!!!!!!!!!!!!!!

      Usuń
  23. Dydaktyka należy zatem do czego ? Powinien zatem używać tylko dr hab. nauk społecznych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest różnica między dydaktyką jako subdyscypliną naukową pedagogiki a dydaktyką przedmiotową (szczegółową np. chemii, matematyki, techniki itp.) , która jest praktycznym zastosowaniem w/w do procesu kształcenia osób. Metodyka nauką nie jest, dlatego nie znalazła się w polskiej klasyfikacji dyscyplin naukowych .

      Usuń
  24. To w końcu do jakiej dyscypliny w Polsce zalicza się habilitacja z dydaktyki chemii: do chemii, czy do pedagogiki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całą pewnością nie do chemii - nie są to bowiem badania naukowe w tej dyscyplinie.

      Nie znam sytuacji w chemii, ale np. w matematyce zdecydowana większość habilitacji czy profesur dydaktyków matematyki miała miejsce z pedagogiki (przed laty także w dawnym ZSRR, a obecnie na południe od Polski), awanse z matematyki były wyjątkami i dotyczyły chyba wyłącznie habilitacji. W Polsce na wydziałach matematycznych jest chyba konsensus żeby nie nadawać nawet doktoratów z dydaktyki matematyki, niechlubnym wyjątkiem jest tu UP w Krakowie gdzie większość doktorantów zajmuje się dydaktyką matematyki (a smaczku tej sytuacji dodaje fakt, że na uczelni tej nie jest zatrudniony ani jeden samodzielny pracownik naukowy o tej specjalności).

      Usuń
  25. Nie ma w Polsce dyscypliny naukowej , która byłaby jakąkolwiek dydaktyką szczegółową, czyli metodyką kształcenia. Metodyka bowiem jest popularyzacją nauki w praktyce edukacyjnej. To jest nie tylko logiczne, ale i unormowane przez ministrę B. Kudrycką odpowiednim rozporządzeniem. Taka osoba nie jest doktorem habilitowanym pedagogiki, o czym doskonale wiedziała, kiedy udawała się na Słowację. Gdyby bowiem chciała być doktorem habilitowanym (tam - docentem) pedagogiki, musiałaby tam przeprowadzić postępowanie w ramach tego kierunku kształcenia. W Polsce nie habilituje się z kierunków kształcenia, tylko z dyscyplin naukowych. Piszę o tym wyżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie, metodyka nie jest popularyzacją nauki! Nauczyciel w szkole ma kształcić, a nie popularyzować naukę! Nauczanie matematyki, czy języka obcego w gimnazjum nie ma nic wspólnego z popularyzacją nauki. Nauczyciel ma wykształcić konkretne umiejętności i kompetencje u ucznia, a nie popularyzować wiedzę. Umiejętność rozwiązywania równań kwadratowych, czy poprawnego użycia czasu Present Perfect nie ma nic wspólnego z nauką. Jeżeli polska pedagogika nie chce dydaktyk szczegółowych, to nie rozumiem zupełnie, dlaczego upiera się przy nauczaniu początkowym.

      W Stanach Zjednoczonych dydaktyki szczegółowe są zaliczane do pedagogiki. W międzynarodowej klasyfikacji nauk matematycznych dydaktyka matematyki jest uwzględniona jako zastosowania matematyki, ale prawda jest taka, że dydaktyk szczegółowych nikt nie chce, ani w naukach ścisłych i przyrodniczych, ani w pedagogice, co nam Pan tu dobitnie pokazał.

      Jeżeli ten dydaktyk chemii czy matematyki nie może się habilitować w Polsce, bo w Polsce to nie nauka, tylko popularyzacja, a ma obowiązek się habilitować w określonym czasie, to proszę się nie dziwić, że ludzie jeżdżą na Słowację.

      Usuń
    2. Anonimowy jest w błędzie albo chce koniecznie odwrócić uwagę od omawianego tu problemu. W Polsce każdy metodyk przedmiotowy może habilitować się, ale nie z metodyki nauczania , tylko z pedagogiki. W jej ramach musi sięgnąć do odpowiednich teorii kształcenia ogólnego i z zastosowaniem metodologii badań naukowych przeprowadzić badania naukowe. Koniec. Kropka. Wówczas uzyska stopień dra hab. pedagogiki. To, że te badania będą dotyczyły chemii czy geografii nie ma znaczenia, gdyż wśród członkow komisji może być profesor z dyscypliny przedmiotowej, ktorej dotyczy ta problematyka. Chemicy, fizycy, geografowie itd. żądają od habilitantów, by rozwiązywali problemy naukowe tych dyscyplin.
      Słowacy mają zatem dwa rodzaje habilitacji - pedagogiczną i naukową . To, że ktoś jest docentem humanistycznego sportu nie oznacza ani tego, że jest pedagogiem, ani przedstawicielem nauk o kulturze fizycznej. Ten przykład powinien nieco przybliżyć istotę różnicy!

      Usuń
    3. Dydaktyk szczegółowy powinien albo zajmować się nauką tak jak robią to pedagodzy albo metodyką i nie udawać wówczas naukowca. Wyjazdy na Słowację niczego nie rozwiązują. Ludzie z takimi habilitacjami kształcą później doktorantów, którzy mają te same problemy. W ten sposób w świadomy sposób wyrządzają im krzywdę!

      Usuń
    4. Muszę powiedzieć, że nie rozumiem zupełnie tych wywodów o tym, czy dydaktyki szczegółowe są nauką, czy nie. Poza Polską nie ma z tym problemu. Wyszukiwanie na szybko w google pokazuje, że jak najbardziej są poważne czasopisma naukowe poświęcone w całości dydaktykom szczegółowym, np.:
      Journal of Research in Science Teaching, Wiley, Impact Factor: 3.162,
      Science Education, Wiley, Impact Factor: 2.825
      International Journal of Science Education, Taylor & Francis, Impact Factor 1.132
      To kto właściwie w Polsce decyduje o tym, że coś jest, lub nie jest nauką? Urzędnik w ministerstwie? Centralna Komisja? Komitety PAN?

      Usuń
    5. Czego nie można tu zrozumieć? Piszę wyraźnie, że jeśli ktoś prowadzi badania metodami naukowymi, to ubiega się w Polsce o habilitację z pedagogiki w ramach dydaktyk szczegółowych>?! Czy to jest takie trudne do zrozumienia? W USA, podobnie jak w Wlk. Brytanii nie ma w ogóle dydaktyk szczegółowych. To, że są czasopisma o określonym tytule znaczy tylko tyle, że każdy naukowo prowadzący badania w edukacji może w nich publikować. Nic więcej. Nie ma to żadnego związku ze stopniami czy tytułami naukowymi. Nie ma co dorabiać ideologii do sytuacji, które są pozanaukowe.
      Anonimowy powinien wiedzieć, czym jest nauka a czym nauka nie jest. O tym - w kategoriach prawnych - co jest zaliczone do dyscypliny, dziedziny i obszaru nauki rozstrzyga władza, czyli Minister nauki i szkolnictwa wyższego, a nie Centralna Komisja. Komisja jest od egzekwowania prawa. Na tym polega istota sprawy. Natomiast o tym, co jest nauką a co nią nie jest, jakie publikacje są naukowe, a jakie nie są, rozstrzygają naukowcy, eksperci, a nie WSA czy NSA, nie czyjeś widzimisię.

      Usuń
    6. A czy polscy dydaktycy szczegółowi publikują w tych poważnych naukowych czasopismach?

      Usuń
    7. Te osoby nie publikują nawet w polskich - punktowanych czasopismach, a co dopiero z listy A. To jednak nie ma znaczenia. Nie muszą publikować w tych czasopismach. Dydaktyka szczegółowa powinna służyć polskiej edukacji, a więc wystarczyłoby żeby publikowali wyniki swoich badań, eksperymentów (tych nie prowadzą) w takich pismach jak EDUKACJA, KWARTALNIK PEDAGOGICZNY, RUCH PEDAGOGICZNY, STUDIA EDUKACYJNE itd. Proszę znaleźć chociaż jedną naukowa książkę niektórych z tych osób.

      Usuń
    8. Jeśli się tam nie publikuje to nie powinno używać się argumentu, że istnienie takich czasopism uzasadnia znaczenie działalności polskich dydaktyków szczegółowych. Po prostu jest ona na zdecydowanie niższym poziomie/"inna" ...

      Usuń
  26. A czy jest gdzieś lista tych 200 osób? Jeśli nie to może warto byłoby ją upublicznić (najlepiej z podziałem na dyscypliny) ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy może sam sobie taką listę opracować. Trochę czasu trzeba na to poświęcić. Jako dziekan nie mam z tym problemu. Przeglądam i uważnie czytam treść dyplomu.
      Jeśli chcę zgłosić kogoś na recenzenta czy członka komisji spoza mojego wydziału, to sprawdzam każde nazwisko w OPI i w razie wątpliwości przeprowadzam wywiad akademicki. Nikt nie jest anonimowy. O każdym znajdziemy informację także w Internecie. Ostatnio zobaczyłem, że zaproponowany przez komisję wydziałową profesor uniwersytetu z południowo-wschodniej Polski habilitował się w KU w Rużomberku. Tymczasem prasa lokalna ujawnia, że miał zarzuty 4 plagiatów, a był prorektirem jednej z wyższych szkół zawodowych. Już nie jest a znalazł gniazdko w uniwersytecie. To co? To znaczy, że trzeba sprawę dalej zbadać a gościa nie dopuścić do komisji.

      F.

      Usuń
    2. A może przynajmniej jakieś zestawienie ilościowe z podziałem na dyscypliny. Jak rozumiem problem w znaczącym stopniu dotyczy pedagogiki, ciekawe byłoby czy w innych dyscyplinach są to tylko pojedyncze przypadki.

      Usuń
    3. Tak, tylko że Pan sprawdza konkretną osobę co oczywiście jest proste. Żeby sporządzić listę trzeba byłoby przeanalizować strony wszystkich słowackich uczelni ze stosownymi uprawnieniami. A skoro ktoś już to zrobił, to nie ma potrzeby wywarzania otwartych już drzwi ...

      Usuń
    4. Po co ci taka lista? Chcesz prowadzić wywiad narracyjny?

      Usuń
    5. Takich osób/kombinatorów i przysłowiowych leni jest nie 200 tylko o wiele wiele więcej. Bulwersuje fakt, że w publicznych uczelniach są rektorami i dziekanami

      Usuń
    6. A jakieś konkrety? I czy chodzi Anonimowemu o "Słowaków"?

      Usuń
    7. Oczywiście, że chodzi o "Słowaków"

      Usuń
    8. I jest takich o "wiele wiele więcej"?! Tzn. mniej więcej ilu - 1000? Mi te 200 wydawało się dużo ...

      Usuń
  27. Sprawdziłam w OPI te 6 osób z habilitacjami uzyskanymi na Prírodovedecká fakulta Uniwersytetu w Koszycach, wszystkie poza A. Żeromską (u której nie podano nawet, że ma habilitację; czy mogła nie zostać ona zatwierdzona - to jedyny w tym gronie dydaktyk szczegółowy) podają gdzie uzyskały habilitacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta pani ma habilitację słowacką, ale nie z matematyki, tylko właśnie z dydaktyki nauczania matematyki. Łatwo można znaleźć info na jej temat, tzn. gdzie pracuje. Może dlatego nie ujawnia w OPI tego faktu?

      Usuń
    2. No właśnie, Panie Profesorze czy docentura p. Żeromskiej mogła nie zostać "zatwierdzona"? Oczywiście na mocy umowy jej docentura = polska habilitacja, ale skoro została uzyskana z nieistniejącej u nas dyscypliny "Teoria vyucovania matematiky" to może w końcu ministerstwo stanęło na wysokości zadania i nie przetłumaczyło jej ani jako matematyka ani jako pedagogika?

      Usuń
    3. Wg. OPI dr Anna Żeromska to "adiunkt Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie; Wydział Matematyczno-Fizyczno-Techniczny; Instytut Matematyki". Tyle, że na stronie Instytutu Matematyki UP jej nie ma. Wygląda na to, że to jakaś większa tajemnica :)

      Usuń
    4. Może w takim razie ministerstwo jej nie uznało?

      Usuń
    5. Trzeba zobaczyć, może na stronie jak uczelnia lokuje tę panią.

      Usuń
    6. Niestety nie udało mi się jej u nich znaleźć :(. Może ktoś ma linka z jej "ulokowaniem"?

      Usuń
    7. Pracuje w AGH jako dr hab. :
      http://skos.agh.edu.pl/osoba/anna-zeromska-7893.html

      Usuń
    8. Czyli także AGH zatrudnia "Słowaków" ...

      Usuń
    9. Ale przynajmniej AGH zatrudniło ją jako nauczyciela, a nie naukowca - jest starszym wykładowcą (chyba nie ma zbyt wielu takich przypadków kiedy samodzielny pracownik pracuje na etacie dydaktycznym). Czyżby coś im jednak nie grało?

      Usuń
    10. Wielu "Słowaków" pracuje na Uniwersytecie Rzeszowskim. Nie tylko na pedagogice

      Usuń
    11. Pracowała na Uniwersytecie PEDAGOGICZNYM, zrobiła docenturę z teorii nauczania matematyki i zamiast na profesurze UP (w ich Instytucie Matematyki nie ma samodzielnych nieprofesorów) wylądowała na starszym wykładowcy na uczelni technicznej. Ciekawe ...

      Usuń
  28. Podają też, z jakiego kierunku uzyskały docenturę?

    OdpowiedzUsuń
  29. OPI chyba nie przyjmie stopnia/tytułu docent ...

    OdpowiedzUsuń
  30. Zgodnie z porozumieniem - tytuł "docent" jest odpowiednikiem polskiego stopnia "dr hab.", podobnie - jak tytuł DrSc. Żaden Polak tej habilitacji nie uzyskał na Słowacji, bo i dla samych Słowaków jest ona zbyt trudna. Łatwiej jest uzyskać doc.

    OdpowiedzUsuń
  31. Słusznie zatem osoba z dyplomem "docenta" może podać w OPI - dr hab.
    Jednak , jeśli uzyskała docenturę z pracy socjalnej, to nie wolno jej podać :medycyna", "pedagogika", "pielęgniarstwo" czy "socjologia" . O tym piszę w blogu i na to zwrócili uwagę dziennikarze śledczy WPROST.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak "Słowacy" dostają zaświadczenia z MNiSW to mają na nich wpisane polskie dyscypliny czy słowackie? Bo jeśli polskie to znaczy to że jakiś ministerialny urzędnik dokonuje "transformacji".

      Usuń
  32. A czy to system rejestracji informacji o pracownikach nauki nie ułatwia różnego rodzaju kombinacji, typu nie zgłaszanie jakichś danych, pomijanie lub "zniekształcanie" ich. Wypełniamy codziennie dziesiątki fomularzy, nie wpiszesz głupiego znaczak czy wpiszesz telefon w innym niż wymagany formacie - nie przejdziesz do następnego roku. Czy tak trudno stworzyć formularz z polami obowiązkowymi? Do takich należałoby miejsce uzyskania awansu, tytuł pracy i/lub formuła "z dorobku, recenzenci.
    Myślę też, że systemie informacji w wariantach stopni i tytułów też mogłyby być opcje do wyboru: dr, dr hab, doc. równoważny z dr hab., itd. Jeśli zgodna z prawem jest droga awansu przez Słowację, to ok, tylko niechże będzie na ten temat informacja. Jeśli docent słowacki jest równoważny z dr hab. - też ok, tylko niech będzie informacja o tym, że jest takim docentem. Wtedy można mówić o równoważności, bo przyznajemy mu takie same prawa, ale w obecnej sytuacji docent nie jest równoważny, tylko staje się dr hab. No więc kto stwarza taką możliwość?
    Myślę, że takie podstawowe informacje w rzetelnej i ogólnie odstępnej bazie są też dobre dla tych osób, które uzyskały awans na Słowacji w oparciu o wartościowy dorobek. Nie wszyscy muszą się wstydzić docentury na Słowacji. Jeśli zapewnimy większą dostępność do "historii awansów", łatwiej też będzie weryfikować dobre i byle jakie docentury, a tak wszyscy wpadają do jednej szuflady.
    Jeśli OPI ma być podstawowym źródłem informacji zbiorczych, to chyba można w jakiś sposób wymusić wprowadzenie tych informacji jako obligatoryjnych? A jeśli nie , to po prostu konieczna jest inna, wiarygodna baza informacyjna. A właściwie dlaczego takiej bazy nie prowadzi CK?

    OdpowiedzUsuń
  33. Panie Profesorze, przecież w samej Polskiej Komisji Akredytacyjnej są osoby, które "usamodzielniały się" naukowo na Ukrainie i Słowacji. Musi Pan o tym wiedzieć i pewnie Pan wie. Więc jak to jest z tą czystością etyczną? A czy w uczelniach polskich z uprawnieniami do nadawania stopnia naukowego doktora habilitowanego nie robi się "przekrętów"? Nie są one Panu znane? Nie wierzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sytuacji gdy mamy w Polsce masową nadprodukcję doktorów w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych należałoby pomyśleć o zmianach systemowych i wprowadzić taką politykę kadrową w polskich uczelniach, która nie zmuszałaby doktorów, których pasją jest dydaktyka i rzetelne upowszechnianie dorobku nauki w bezpośredniej pracy ze studentami, do "robienia habilitacji" metodą permanentnych przekrętów czy to w Polsce czy u naszych sąsiadów. Uprawianie nauki należy powierzyć doktorom predestynowanym do kariery naukowej. Doktorów w dziedzinie pedagogiki jest po prostu za dużo, niewielu ma szansę na habilitację, mogliby za to wiele dobrego uczynić dla zmiany w polskiej oświacie, w szkołach niższego szczebla, w instytucjach edukacyjnych i z pożytkiem dla systemu i bez parcia na habilitację za wszelką cenę, przecież z naciąganego habilitanta żaden profesor ........... Zróżnicowanie ścieżek kariery akademickiej na naukową i dydaktyczną ( z możliwością awansu) pozwoliłoby zniwelować wiele nieprawidłowości

      Usuń
  34. Proszę to pytanie skierować do Przewodniczącego PKA - senatora Platformy Obywatelskiej! Ministerstwo też o tym wie od lat. Kierują nim politycy PO i PSL./ Proszę ich zapytać o etykę.

    OdpowiedzUsuń
  35. W nawiązaniu do wątków dotyczących znaczącej pozycji w strukturach akademickich osób które uzyskały docenturę w KU na Słowacji to do takich osób należy Pani Monika Szpringer pełniąca obowiązki przewodniczącej uczelnianej komisji ds.jakości kształcenia w UJK w Kielcach. Pani Szpringer uzyskała habilitację w 2008 r i w OPI figuruje jako dr hab. pedagogiki. Jakie kompetencje ma ta osoba by pełnić tak odpowiedzialną funkcję oraz promować doktoraty z zakresu nauk o zdrowiu na wydziale gdzie jest zatrudniona ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta pani nie ma habilitacji z pedagogiki, tylko z p[racy socjalnej.

      Usuń
    2. A jakie kompetencje ma "Słowak", który jest prorektorem d/s studiów na publicznej uczelni? Jakim on jest przykładem dla młodzieży? Kombinatorstwa czy uczciwej pracy? Chory system!!!

      Usuń
  36. Nie wiem o jakiej osobie pisze anonimowy z godz. 00.16 i nie mam stopnia naukowego zdobywanego na Słowacji, ale nie można nazywać nieuczciwym kombinatorem człowieka, który wykorzystuje legalna środki do swojego awansu. Że system jest chory - zgoda. Ale inwektywy pod adresem tych, którzy postępują zgodnie z regułami nie są moim zdaniem na miejscu. Dlatego zgadzam się, że jak długo będzie trwała ta patologia środowisko naukowe powino zrobić wszystko, by po prostu zachować jawność dorobku i rzetelnej informacji o tym co było podstawą i wg jakiej procedury oraz gdzie przeprowadzona była habilitacja.

    OdpowiedzUsuń
  37. Witam serdecznie, jestem studentką od września 3 roku studiów doktoranckich KU . Nie wstydze się tego, mam nadzieję, że uda mi się za rok obronić bo ciężko na to pracuję. Patologia jest wszędzie to zależy od człowieka a nie od prawa... które zawsze można obejść.

    OdpowiedzUsuń
  38. gratuluję i życzę powodzenia. Nie ma to jak doktorat w renomowanym uniwersytecie. Patologia zależy od ludzi. Prawo niektórzy tworzą dla patologicznych działań.

    OdpowiedzUsuń
  39. Szanowny Panie Profesorze.
    Jestem młodym człowiekiem w przyszłości myślę o doktoracie z pedagogiki. Czytając powyższe informacje chciałbym się upewnić co do poprawnego zrozumienia różnicy dotyczącej dydaktyki ogólnej jako subdyscypliny naukowej pedagogiki od dydaktyki szczegółowej.
    Może zadam konkretnie pytanie: otóż, od lat interesuję się nowoczesnymi pomocami dydaktycznymi a przede wszystkim technik symulacji komputerowych w naukach technicznych. Uważam, iż w dobie społeczeństwa opartego na praktyce informatycznej m.in. w szkołach wyższych, symulacje komputerowe i modelowanie za ich pomocą zjawisk naturalnych są drogą do wzrostu zainteresowania młodego pokolenia kierunkami technicznymi na uczelniach. Moim zdaniem jest to pewien problem związany ze wzrostem kształcenia na kierunkach humanistycznych niż na technicznych w dobie wymagań rynku pracy. W jaki sposób powinienem podejść do moich przyszłych badań naukowych związanych z powyższą tematyką ale w taki sposób aby nie być "metodykiem kształcenia technicznego" tylko pedagogiem i móc się w przyszłości doktoryzować itd.. Czy jest to już metodyka kształcenia technicznego na poziomie szkoły wyższej czy nie? Proponuje Pan odniesienie się do teorii kształcenia ogólnego oraz metodologii badań naukowych. Ok rozumiem to drugie pojęcie ale nie wiem jak ująć moje zainteresowania w ujęciu teorii kształcenia tak aby to była nauka a nie metodyka? Czy mógłby mi Pan profesor uprzejmie podać jakieś przykłady związane z praktyką naukową w obrębie nowoczesnych pomocy dydaktycznych w tym przede wszystkim modelowania i symulacji komputerowych w kształceniu w obrębie nauk technicznych szkoły wyższej? Analiza literatury skłania mnie do wielu wniosków ale często sprzecznych i zadaję sobie pytanie w którym miejscu jest to jeszcze nauka a w którym metodyka. Nie ukrywam, iż w przyszłości planuję doktorat w tym temacie i nie chciałbym popełnić błędu "na wejściu". Przyszłą moją pracę chciałbym zatytułować np: "Znaczenie modelowania i symulacji komputerowych w kształceniu technicznym w aktywności poznawczej studentów." W pracy chciałbym przedstawić najnowocześniejsze programy symulacyjne i na podstawie przeprowadzonych badań związanych z oceną efektów kształcenia na wybranych przedmiotach technicznych dokonać metodą grup porównawczych ocenę końcową uzyskanych wyników nauczania oraz wyniki te poddać analizie w statystyce np. metodą chi-kwadrat, t-studenta itp.
    Pozdrawiam serdecznie. Jeśli jest to możliwe to również zapraszam do korespondencji na mój adres mailowy: matompra2@poczta.onet.pl
    mgr inż. Adam Mielczarek

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.