wtorek, 2 października 2012

O seksie dla gimnazjalistów ... tajne przez poufne

Zadzwonił do mnie jeden z rodziców łódzkiego gimnazjalisty z zapytaniem, czy znam program edukacji seksualnej, którą promują władze Łodzi w publicznych i niepublicznych gimnazjach. Przyznałem, że nie znam, ale skoro ów wyjątkowej rangi program został laureatem po raz drugi ogłoszonego konkursu UMŁ, bo - przypominam - w lutym łódzcy radni przegłosowali na wniosek "Młodzieżowej rady miasta" (jako jedno z zadań finansowanych z jego budżetu) wprowadzenie do gimnazjów edukacji seksualnej na zasadzie fakultatywnej, to jak nic musi być dostępny publicznie. Jak bowiem rodzice gimnazjalistów mają wyrazić swoją opinię na temat tego programu i zaakceptować udział w nim własnych dzieci, skoro jest on im nieznany?

A może "dobrowolna" edukacja seksualna adresowana jest do uczniów z pominięciem świadomości ich rodziców? W końcu, po co mają wiedzieć, czego będą się uczyć ich nastoletni młodzieńcy czy nastoletnie panny, skoro i tak wiele na ten temat jest w Internecie i niewiele uda się przed nimi ukryć? Redaktor łódzkiego wydania GW Marcin Markowski zachęca jednak rodziców (przecież gimnazjaliści nie czytają prasy), by zainteresowali się tym, o czym jest głośno w całej Polsce, a mianowicie, że ich dzieci od dziś uczą się o seksie. "W dwóch łódzkich gimnazjach uczniowie zaczynają rozmawiać o masturbacji, antykoncepcji i tolerancji. Zastanawiają się, czym jest seks i kiedy wiadomo, że jest się gotowym".

Dzisiaj każdy może wejść do szkoły, jeśli wygra konkurs na edukację młodzieży, uprzednio zmieniwszy nazwę swojej fundacji z "Jaskółka" na "Spunk" (w języku ang. [wulg.] semen, sperm) i dostanie na to zadanie 36 tys. zł. Program określany jest mianem pilotażu, a szkoły zainteresowane zorganizowaniem zajęć mogą się zgłaszać na wskazany w GW adres. Wynika z tego, że tym programem bardziej interesuje się lewicowe medium, niż Urząd Miasta, który zań płaci, skoro na żadnej stronie tegoż nie znajdziemy ani jednego zdania na ten temat. To dziwne, bo przecież powinny być tu zachowane procedury publicznej dostępności takiego programu, skoro płaci się zań z pieniędzy podatników, a rzecz dotyczy niepełnoletnich osób.

Programem dysponuje - poza jego autorkami - jedynie dziennikarz, skoro zdradza opinii publicznej co ciekawsze jego zdaniem "kąski" tematyczne. Ma być ponoć coś o dojrzewaniu, o budowie narządów płciowych kobiecych i męskich, "sporo o antykoncepcji (naturalnej, mechanicznej, chemicznej, hormonalnej) i o ciąży (m.in. kogo poprosić o wsparcie i pomoc)", a "mniej więcej w połowie kursu pojawi się temat: "Co oprócz przyjemności może przynieść seks" (Czym jest HIV, jak się nie zarazić?). Gimnazjaliści będą też rozmawiać o pornografii, orientacjach seksualnych, uczuciach i emocjach (przyjaźni, zaufaniu, lojalności, trosce o siebie i drugą osobę, odpowiedzialności). Na koniec spróbują odpowiedzieć na pytanie, czym różni się zafascynowanie drugą osobą od zakochania i czym jest miłość".

Programowi towarzyszy edukacja pozaszkolna, bowiem każdy jego uczestnik, ale i osoba, która nie dostąpi jego "wartości", może napisać list elektroniczny na wskazany w gazecie adres. Tym samym, proces ten, nie będzie podlegał już niczyjej ewaluacji, poza samymi edukatorami i ich klientelą.

Rodzic nadal dopytuje się o treść tego programu, bo same hasła mu nie wystarczą. Miasto je ukryło. Młodzież też. Na stronie realizującej go Fundacji też go nie znajdziemy, bo są jedynie sformułowane "szczytne" cele projektu, w tym także cele szczegółowe, wskazany jest adresat i uzasadnienie projektu. Skoro fundacja określa swój profil mianem nowoczesnej edukacji, to powinna nie tylko ujawnić cały program, ale i przedstawić go w nowoczesnej formie wraz z obowiązującymi już dzisiaj w edukacji zakładanymi efektami kształcenia w zoperacjonalizowanej formie. Dobrze też byłoby wiedzieć, jakie będą zastosowane środki dydaktyczne, poza antykoncepcyjnymi oraz jak zostanie przeprowadzona ewaluacja tych zajęć oraz przez kogo? Co to znaczy, że ów projekt jest współfinansowany ze środków Urzędu Miasta Łodzi, Departament Spraw Społecznych, Wydział Zdrowia i Spraw Społecznych. Kto jest współ-sponsorem? Ruch Janusza Palikota czy jakaś inna organizacja pozarządowa?

Wszystko jest tu tajne przez poufne, a zadanie publiczne...

1 komentarz:

  1. Witam serdecznie!

    Trafne spostrzeżenia. Myślę, że problem dostępności programów występuje nie tylko w Łodzi, ale i innych miastach.

    Łączę wyrazy szacunku,
    Karolina Kasprzak

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.