środa, 17 grudnia 2014

Są Słowacy, którzy od lat narzekają na handel habilitacjami z Polakami i Czechami



Nie tylko ja prowadzę blog, w którym zdarzają się wpisy poświęcone akademickiej nieuczciwości. Także słowaccy naukowcy, ale i publicyści mają dość spółdzielni produkującej tytuły docentów dla Polaków i Czechów. Jak się okazuje, to właśnie z tych dwóch państw jeżdżą mikrobusy z nauczycielami akademickimi uniwersytetów, wyższych szkół prywatnych i akademii, którzy zorientowali się jak łatwo jest o tzw. tytuł naukowo-pedagogiczny docenta, odpowiadający wprawdzie normom prawnym, ale dalekim dla wielu jego "zdobywców" od znaczących zasług dla nauki.

Oto Jozef Hvorecký odsłania w swoim blogu kulisy rzekomo wysokiego poziomu słowackich docentur i profesur:

No akademici dlhé roky diskutujú o tom, aké sú pravidlá na udeľovanie titulov profesor a docent, ako sa dodržiavajú a čo je ich výsledkom. Diskusie sú to menej aj viac exaktné. V tých prvých zaznievajú tvrdenia ako napríklad „prílišná mäkkosť“ alebo „obchádzanie pravidiel“. Opierajú sa o subjektívne názory, skúsenosti, zákulisné historky. Napríklad o tom, ako sa dvaja akademici dohodnú, že si budú navzájom citovať publikácie a tak si zlepšia skóre pri ceste za titulom. Ideálne, ak sú zo zahraničia, trebárs od susedov z Poľska alebo Česka.

Cytuję dosłownie, bo niektórzy nasi koledzy czy nasze koleżanki znają ten język, a być może nie znają powyższego tekstu. Niektórzy bowiem twierdzą, że jestem nieobiektywny, kiedy piszę o kwestii manipulacji słowackimi habilitacjami. To niech poczytają Słowaków. A Jozef Hvorecký stwierdza:

Akademicy już od wielu lat dyskutują o tym, jakie są zasady udzielania tytułów profesora i docenta, jak są przestrzegane i czym skutkują. Dyskusje na ten temat są mniej lub bardziej dokładne. W tych pierwszych opiniach mieszczą się twierdzenia np. "nadmierna miękkość" albo "obchodzenie zasad", które bazują na subiektywnych poglądach, doświadczeniach, zakulisowych historiach. Na przykład o tym, jak to dwaj akademicy umówili się, że będą nawzajem cytować publikacje, dzięki czemu polepszą swoje starania o tytuł. Idealnie, jak są z zagranicy, najlepiej z sąsiedniego kraju z Polski lub z Czech.

Dalej pisze o tym, jak to kandydat na profesora czy docenta załatwia grant i sam finansuje sobie wydanie pracy z ISBN przydzielonym poza granicami. Rzeczywiście, o tym jeszcze u nas w Polsce się nie mówiło, że nasz pseduoakademicki biznes może handlować także numerami ISBN. Nikt tego przecież nie kontroluje, nie sprawdza, jakiej rozprawie i gdzie wydanej został nadany ów symbol. W ub. roku jeden z doktorów Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie (otrzymawszy negatywną recenzję wydawniczą) załatwił sobie przez drukarnię ulotek i plakatów nr ISBN, wydał książkę i bezczelnie usiłował na tej podstawie uzyskać w Polsce habilitację. Nasi profesorowie jednak czytają przedłożony do oceny dorobek. Na Słowacji nie ma takiej potrzeby.

Teraz wiemy, że w ten sposób można każdy bubel wydać w Polsce i przedłożyć na Słowacji jako zagraniczną monografię. Ba, takimi symbolami handlują wyższe szkoły prywatne, które mają "rzekomo naukowe" wydawnictwa. Mogą w nich drukować, co im się rzewnie podoba i przedkładać na Słowacji jako dzieła naukowe, bo posiadające ISBN. Ba, niektóre prywatne szkółki, tak, tak, także w Warszawie, bo w stolicy jest najciemniej, założyły specjalnie czasopisma rzekomo naukowe, by w nich publikować teksty słowackich akademików, a ci odwdzięczą się swoją docenturą. Handel tytułami kwitnie w najlepsze od lat a MNiSW sprawę bagatelizuje.

Jak pisze Jozef Hvorecký - paradoksalnie, oszukiwanie standardów wydawniczych i stosowanie tej praktyki pomaga w spełnieniu warunków także w niektórych programach grantowych , które są finansowane z środków publicznych, a które zobowiązują na Słowacji naukowców publikowanie i upowszechnianie rzekomo uzyskanych wyników badań z tych środków finansowych.

Niedowiarkom cytuję dalej:

A nakoniec debatu okoreňujú pikantnosti typu, že v zozname profesorských publikácií sa „tam a tam“ objavuje aj novinová „publicistika“. Keďže sa to ťažko dokazuje, nedá sa presne povedať, nakoľko sa titulom profesor a docent pýšia skutočné kapacity aj menej kvalitní akademici.

Pikanterii w debacie na temat tego mechanizmu dodaje fakt, że w wykazie profesorskich publikacji u "tego i owego" pojawia się "publicystyka" prasowa. Skoro tak, to trudno jest o dokładne stwierdzenie, ile tytułów profesora i docenta w tak dużej liczbie uzyskali kiepscy akademicy.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jedna kwestia. Na Słowacji nikt nie weryfikuje rozpraw "naukowych" pod kątem plagiatu. Tam prawo w ogóle tym się nie interesuje, dlatego polscy plagiatorzy czują się u południowych sąsiadów jak ryby w wodzie. Powoli pojawiają się pierwsze próby instalowania programów antyplagiatowych, ale dla prac dyplomowych ... studentów. Tym, bardziej nikogo tam nie interesuje wykorzystywanie tych samych, własnych tekstów do dwóch różnych procedur awansowych (autoplagiat). Naukowcy nie będą wić na siebie bata? Najlepszy dowód, że dziekan Wydziału Pedagogicznego jednego ze słowackich uniwersytetów dużą część swojego doktoratu wkleił do habilitacji. Doktoratu bronił w jednej uczelni, a habilitował się w innej. Recenzenci nie dostrzegli czy nie chcieli? Nie musieli.

34 komentarze:

  1. Dlaczego nie podaje Pan nazwiska tego człowieka z UP?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma takiej potrzeby. Zainteresowana osoba o tym wie, została ukarana. Jestem przeciwny podwójnej karze.

      Usuń
    2. Czyli troszczy się Pan o winowajcę, ale już o uczelnię, która go zatrudnia(ła (?) ) nie?

      Usuń
    3. Od troski o uczelnie jest rektor, a wydziału - dziekan. Nie będę ich zastępował w obowiązkach, za które pobierają odpowiednią płacę. Dziekan wydziału przeprowadzającego przewód habilitacyjny tej osoby poinformował zwierzchników. Reszta należy do nich. Jak chcą mieć osobę nieuczciwą w swoim gronie, to tylko źle o nich świadczy.

      Usuń
  2. Szanowny Panie Profesorze, zaintrygowała mnie kwestia tych numerów ISBN. Wiemy, jak trudno o grant, jak długo to trwa. Czy wobec tego wydanie czegoś własnym sumptem lub w oficynie mało znanej jest grzechem? Czy recenzje wydawnicze i treść samego dzieła nie maja już znaczenia? Spotkałam się z opinią, że tylko wydanie w tych kilku "ogólnopolskich" oficynach daje splendor.. A jak kogoś na nie nie stać? A jak ktoś nie ma już czasu na czekanie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Treść dzieła ma znaczenie. Do recenzji wydawniczych komisja w przewodzie naukowym nie ma dostępu, bo jak sama nazwa mówi- są one dla wydawnictwa. W przypadku krakowskim recenzja wydawnicza była negatywna, toteż autor to ukrył, poszedł do drukarni i tam wydał tę rozprawę posiłkując się bezczelnie nazwiskiem recenzenta wydawniczego dala Wyd. UP w Krakowie. Nie ujawnił, że opinia była negatywna, a takiej drukarni jest obojętne komu i co wydaje. Właśnie dlatego polscy recenzenci mają obowiązek sprawdzania, czy wydawca jest podmiotem wiarygodnym. Oczywiście, może pani wydać książkę tanio i nawet szybko, niemalże wszędzie. Najważniejsze jest jednak to, co jest jej treścią oraz czy recenzent nie jest w konflikcie interesów z autorem (np. czy recenzja wydawnicza nie miała charakteru pozamerytorycznego). Jest przecież tak, że wydanie książki w Wydawnictwie Uniwersytetu Warszawskiego czy Uniwersytetu Jagiellońskiego niczego nie gwarantuje, jeśli rozprawa jest nędzna, nie spełnia minimum naukowego. Tak dzieje się coraz częściej także w tych oficynach renomowanych uniwersytetów, co widać po nienadaniu stopnia doktora habilitowanego czy tytułu profesora pracownikom tych uczelni, którzy wydali "u siebie" dysertację.

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzeba piętnować miernoty, które bez dorobku naukowego uzyskały habilitację na Słowacji. Część z nich zasiada we władzach mniejszych szkół, w tym PWSZ. To jest demoralizujące!!!!!!! Jaki oni dają przykład studentom????

    OdpowiedzUsuń
  5. Utwierdzam się w przekonaniu, iż dobrze się stało, że habilitacja i tytuł naukowy profesora zostały utrzymane w RP przez najbliższe 10-11 lat, a potem zobaczymy, jak będzie wyglądał status stopnia naukowego doktora w naszym kraju.Poziom naukowy dysertacji doktorskich i habilitacyjnych, to podstawa ich wartości, gdyż inaczej będziemy mieli w przyszłości rzesze pseudointelektualistów i pseudouczonych.Pomimo patologii akademickich w RP, to na Słowacji i w Europie też ich nie brakuje.Śmiem twierdzić, że nie jest lepiej i tyle.Masowość, karierowiczostwo, biurokracja i poluzowanie rygli ścieżki kariery akademickiej, to grzech pierworodny szkolnictwa wyższego w Europie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tak jest to ilu noblistów naukowych współcześnie posiada Polska? Odpowiedź brzmi: 0. Oxford posiada bodajże 44, Harvard i Cambridge również po kilkudziesięciu. a tan tzw. naukowcy nawet co niektórzy nie posiadają tytułu doktora. Po prostu w krajach anglosaskich nie dba się o to. Dzięki temu, że pozwala się tam myśleć samodzielnie, są wymierne wyniki. U nas aby napisać pracę naukową muszę ciągle kogoś cytować. Jednym słowem muszę wywarzać już otwarte drzwi.

      Usuń
    2. Nie bardzo rozumiem, czemu służy komentarz, skoro mój wpis dotyczy nauk pedagogicznych (społecznych). Z tych nauk - poza ekonomią - nie przyznaje się Nagrody Nobla. Anonimowy powinien to wiedzieć. Mógłbym zapytać: Ilu Polaków uzyskujących docenturę na Słowacji uzyskało Nagrodę Nobla? ZERO.
      Jeszcze lepiej: Ilu Polaków ze słowacką habilitacją uzyskało w Polsce jakąkolwiek nagrodę naukową PAN czy MNiSW?
      Może Anonimowy nam tu przytoczy z nauk społecznych takich geniuszy?

      Usuń
    3. Do anonimowego z g. 21:00,
      Profesor Bogusław Śliwerski słusznie stwierdził, iż poza ekonomią, to nauki społeczne i humanistyczne, nie są uwzględnione w koszyku tychże nagród i ładnie skontrował anonimowego wypowiedź.Tutaj dodam kilka własnych przemyśleń.Nauki ścisłe, o ziemi, biologiczne, techniczne i medyczne mamy na wysokim poziomie światowym, w zależności od dyscypliny, to jest 22, 23, 24 lokata w skali globu.Natomiast, aby uzyskać potencjalnych noblistów (zazwyczaj są to profesorowie bądź doktorzy posiadający tenure - równoważny stanowisku profesora), to należy stworzyć międzynarodowe zespoły i instytuty naukowo-badawcze i wyłożyć na start 200-300 mln złotych.Zaznaczam, że owa kwota może dotyczyć jedynie jednego, hipotetycznego instytutu o randze międzynarodowej.Niestety, ale prowadzenie badań naukowych jest bardzo kosztowne.Wówczas anonimowy, mógłby dać swobodę programową takiej placówce, pieniądze i czas, na ewentualny sukces/y badawcze.Pomijam rozważania anonimowego o samodzielnym myśleniu w nauce, cytowaniach źródeł i podawania przypisów, gdyż są to podstawy warsztatu naukowego, a skoro anonimowy je kwestionuje, deprecjonuje, to najwyższy czas zmienić profesję bądź wyemigrować np. do Cambridge po Nobla.Tam ludzie są bardzo wyrozumiali.Życzę powodzenia.

      Usuń
    4. Demagogią jest to co pisze anonimowy wielbiciel amerykańskiej nauki. Po pierwsze na niektóre Nagrody Nobla złożył się trud wielu naukowców kupionych z Europy i Azji. Po drugie, jak będą w Polsce takie płace jak w USA i środki w budżetach uczelni, to ściągniemy do nas przyszłych laureatów Nobla.
      Po trzecie mój blog dotyczy pedagogiki a z tej dyscypliny nawet Amerykanie nie mają Nobla. Dlaczego? Powinien anonimowy to wiedzieć a nie pisać takie bzdury. Życzę powodzenia w Cambridge.

      Usuń
  6. Niech w końcu będą UCZCIWE konkursy na stanowisko naukowe w Polsce- wtedy będzie normalnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. To przykre. Nie przyszłoby ni to do głowy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Artykul jest z 2008 roku! 7 lat temu były na Słowacji patologie ale od 4 lat jest rygorystyczne prawo które wypaliło wszystkie patologie na Słowacji rozpalonym żelazem. Ostały się tylko religijne wyspy jak w Polsce KUL - ale i do Ruzombergu sie dobiorą.
    http://www.etrend.sk/ekonomika/nie-je-profesor-ako-profesor.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Biorąc pod uwagę tytuł artykułu Słowaka - to dawna przeszłość, tytuł wpisu powinien brzmieć:
    BYLI Słowacy...
    to było w 2008 roku - ponad 6 lat temu!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakoś nikt tego artykułu nie przywoływał dotychczas. Od 2008 r. liczba Polaków uzyskujących docenturę na Słowacji wzrosła z 14 do 152 więc proszę nie pisać, że jest to sprawa miniona, wypalana przez rygorystyczne prawo. Absurd. Nie ma tam żadnego rygorystycznego prawa, skoro dziekanem wydziału może być osoba, która wyłudziła własna habilitację na podstawie ordynarnego autoplagiatu. Nie ściga się nieuczciwości naukowej np.. plagiatów. Rady przepuszczają negatywne wnioski komisji i nadają docenturę. Jeszcze dłuuuuga droga do koniecznych zmian, a tymczasem polska spółdzielnia docentur na Słowacji, której przewodniczą liderzy z Polski produkuje i produkuje...i zarabia na tym biznesie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nikt tego artykułu nie przywoływał, bo też nie było takiej społecznej potrzeby - i nadal nie ma
      artykuł jest bezużyteczny, gdyż omawia sprawy już rozwiązane i nie powtarzające się.
      A rozwiązano to przez powstanie centralnego rejestru prac i centralnego rejestru bibliograficznego - zliczającego cytaty i rejestrującego wszystkie prace.

      Usuń
    2. Pgfi - ten rejestr nie uwzględnia tego, czy wymagana do dorobku na docenturę monografia jest opublikowaną w Polsce rozprawą doktorską. Tak więc szkoda bronić części oszustów akademickich. Pół roku temu tytuł profesora otrzymał na Słowacji panicz, który w Polsce popełnił plagiat. Nie muszę podawać przykładów na temat nieuczciwych Polaków. Wszystkimi danymi dysponuje MNiSW. Mam nadzieję, że zaczną się dochodzenia prokuratorskie.

      Usuń
    3. @pfgi
      robiłam habilitację na Słowacji rzetelnie, w Polsce za pierwszym razem poległam i życzliwy profesor z Polski doradził abym rozważyła drugie podejście gdzie indziej, gdyż będę po raz drugi oceniana z perspektywy pierwszego nieudanego podejścia i będzie mi ciężej. A ja chciałam aby było normalnie a nie ciężej, skoro poprzednio normalnie nie dałam rady, to jak dam radę ciężej?
      Na Słowacji trafiłam na wymagającą radę, ale też byłam jedyną Polską kandydatką (jedyną nie-Słowaczką). Do tego nadal nie zrobił ani jeden nie-Słowak w tej radzie habilitacji nikt poza mną. I nie było żadnych taryf ulgowych dla nikogo a wszystko jest transparentne.
      Niestety widzę co dzieje się na innych wydziałach.
      Naciąganie ministerialnych wymagań dla swoich słowackich kandydatów i też dla niesłowackich. Napisane jest, że mają być 4 artykuły z IF powyżej 0,25 a habilitację dostaje słowacki kandydat mający tylko jeden taki artykuł do tego we współautorstwie. Potem jest to wyciągane przez komisję akredytacyjną ale też nikt nie jest zainteresowany wyciąganiem konsekwencji bo to mały kraj, wszyscy się znają i nawzajem sobie muszą recenzować, opiniować. Są wymagani 2 członkowie komisji z zagranicy w tym jeden zagraniczny recenzent - i okazuje się, że w Bratysławie okazuje się zagraniczny Austriak z oddalonego o 30 km ośrodka i Węgier z oddalonego o 25 km ośrodka na Węgrzech - niby formalnie to zagranica ale wszyscy wiedzą, że się wszyscy gotują w tym samym rondlu. Niestety braki w procedurze są. pfgi powinieneś ściągnąć różowe okulary.
      Zawsze są jacyś swoi. I część Polaków potrafi się zakraść jako swoi w łaski odpowiednio Węgrów lub Słowaków. Wtedy mają łatwiej i patrzy się na to przez palce.

      Usuń
  11. JEDNA WIELKA DEMAGOGIA I UOGÓLNIANIE PANIE PROFESORZE. NIE MA OGÓLNEGO POJĘCIA HABILITACJA NA SŁOWACJI SĄ LUDZIE I KAŻDEGO OCENIAJMY OSOBNO. JESLI NIE NOBEL TO ILE CZASOPISM PEDAGOGICZNYCH W POLSCE MA IMPACT FACTOR? DŁUGO BY NA TEN TEMAT ROZMAWIAĆ I BLOGERZY TEŻ BEZKRYTYCZNI. CHYBA ŻE PAN ZAŁOŻYŁ, ŻE PANA UOGÓLNIENIA TO PRAWDA OBJAWIONA. A TO PRZEPRASZAM I ZNIKAM Z TEGO BLOGA JEDYNIE SŁUSZNEGO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę czytać ze zrozumieniem. Moje wpisy dotyczą w tym przypadku oczekiwanych kryteriów analizy danych.

      Usuń
    2. Panie Profesorze myślę, ze naprawdę warto porozmawiać najpierw w Centralnej Komisji, której Pan jest członkiem o tym jak w Europie odnieść się do kwalifikacji naukowych, jak wzajemnie je uznawać. Skoro możemy studiować poza granicami kraju, czy częściowo (ERASMUS), czy też wybierając uczelnię zagraniczną i to jest europejskie myślenie, to dlaczego ten proces ma się zatrzymać na kwalifikacjach naukowych. Myślę, że rozsądnym rozwiązaniem jest ocena aktualnego dorobku naukowego(postęp w tej dziedzinie ma charakter geometryczny), a nie historycznego. Ilu profesorów w polsce po otrzymaniu tytułu nie robi nic, bo nie musi. Proszę pochylić się w CK również i nad tym problemem, mogą być to ciekawe wnioski z analizy danych. Tylko permanentna aktywność naukowa, w tym i może przede wszystkim międzynarodowa przyczyni się do lepszej jakości badań w dyskusji z tym co dzieje się na świecie. Promujcie państwo w CK aktywność międzynarodową, budowanie konsorcjów naukowych europejskich uniwersytetów w celu osiągnięcia sukcesów w programie Horyzont 2020., bez tej współpracy jest to niemożliwe i proszę nie uprawiajmy zaścianka i rzeczowo, analitycznie szanujmy wszystkich za dorobek i nie uogólniajmy i nie wartościujmy na bazie uogólnień. Pozdrawiam z wyrazami szacunku dla pana Profesora.

      Usuń
    3. Szanowny Anonimowy - od tych spraw jest minister nauki i szkolnictwa wyższego. CK nie ma tu nic do powiedzenia. Sorry, taki mamy klimat.

      Usuń
    4. W pełni zgadzam się z tezą, że wielu profesorów, ale i dr.hab. nie robi nic. Tyle tylko, że nie zmienia to omawianego przeze mnie problemu, iż niektórzy doktorzy nie robią NIC a kupują docenturę na Słowacji.

      Usuń
  12. Znowu uogólnienia, nie wszyscy kupują. Panie Profesorze, oceniajmy każdego indywidualnie, a tym stanowiskiem jakie pan reprezentuje obraża pan Słowaków. Tak naprawdę to Rużemberok jest wyjątkiem, a Pan wszystkich do jednego worka. Rozumiem, że jest Pan legalistą i pozostawia sprawy unifikacji ministerstwu. Ale niestety jesteśmy autonomiczną społecznością akademicką i propozycje i głosy w dyskusji są wskazane. A CK to instytucja rządowa i nie można mówić, że ten problem jej nie dotyczy. jesteście kwiatem polskiej profesury. Zaproponujcie coś rozsądnego. Któż jak nie CK powinien się wypowiedzieć o kwalifikacjach kadry uzyskiwanych w Europie. Tylko nie wypowiadanie umów międzynarodowych, bo trzeba byłoby również wypowiedzieć Traktat o Unii Europejskiej. Od wspólnego działania w tym zakresie nie uciekniemy. Apeluję o rozsądek i profesorską analizę problemu, a nie podejście delikatnie rzecz ujmując trącające fobią. Jeszcze raz pozdrawiam pana Profesora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Znowu Anonimowy czyta niedokładnie. Proszę zawrócić uwagę na zdanie o godz. 18.35, że nie będę już tu wywoływał nieustannie innych wpisów na ten temat. Nie ma tu kwantyfikatora dużego! Nie użyłem określenia "wszyscy" , gdyż znam kilku w pedagogice i filozofii docentów w naszym kraju, którzy publikują bardzo dobre rozprawy, a przynajmniej dobre.
    CK nie może realizować zadań sprzecznych z ustawą. Tę najpierw musiałaby zmienić ministra wraz z poparciem Sejmu. Tak więc możemy tak sobie gdybać i pisać. I co z tego? Obowiązuje w Polsce prawo. Zapewniam, że nie mam na powyższym tle żadnej fobii. Czy każdą z ujawnianych patologii będzie anonimowy określał mianem czyjejś fobii?
    CK zaproponowała już rozwiązanie tej kwestii pani minister dwa lata temu. A pani minister - już kolejna - rozważa problem poważnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepędzić z uczelni cymbałów którzy kupili habilitację na Słowacji. Wielu z nich ma niemal zerowy dorobek naukowy a mniemanie o sobie baaaardzo wysokie. Jak taka miernota może pełnić funkcję np. prorektora na państwowej uczelni?. Przykład PWSZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam książki prof. Lecha Witkowskiego.

      Usuń
  15. Panie profesorze i panie anonimowy z 5 stycznia 2015 g 13.54. Proszę zobaczyć do czego ta dyskusja prowadzi, do jakiegoś polowania na czarownice, przepędzania itp. żal dyskutować, bo taki poziom akademickiej dyskusji jest żałosny. Wszystkiego dobrego w nowym roku. A propoo... Oile wiem rektorów i prorektorów uczelni wybierają elektorzy demokratycznie, a takim anonimowym wara od tego nie ich sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam. Władze publicznych uczelni wybierają elektorzy, a więc ich własne środowisko. W szkolnictwie prywatnym rektorem jak i nauczycielem może być plagiator jak opisuje to M. Wieczorek w "Forum Akademickim".

      Usuń
  16. Do Pana profesora, Może nie publikowałby pan pozamerytorycznej histerii i wyzwisk. cyt. " cymbałów", bo chyba nie o taki poziom dyskusji chodzi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dyskusja dotyczy w dużej mierze sób, które nie posiadając doprobku naukowego wyłudziły/kupiły stopień naukowy na Słowacji. Nazwanie takie osobnika "cymbałem" nie musi być jednoznaczne z wyzwiskiem. Jest to tylko stwierdzenie faktu, dla niektórych bardzo niewygodnego. Tacy "spece" nie powinni pełnić funkcji rektorskich bo demoralizują młodzież, stanowią przykład nieuctwa

      Usuń
  17. Dziękuję Panie Profesorze za uznanie dla demokracji akademickiej. Tak naprawdę środowisko akademickie jest bardzo czułe prześwietla wnikliwie i wybiera właściwie, trudno nim manipulować.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.