niedziela, 15 grudnia 2019

Wybór między destrukcją a nauką



Jeśli pedagodzy chcą rzeczywiście wzmocnić pozycję naukową naszej dyscypliny, to nie powinni stać na straży obecnego stanu rzeczy, gdyż ten jest wysoce deprecjonujący nie tylko część naszego akademickiego środowiska, ale i blokuje szanse na udział polskiej pedagogiki w nauce (w ścisłym tego słowa znaczeniu). W tym tygodniu będziemy wybierać członków Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Nie piszę o tym ze względu na siebie, bo nie kandyduję do Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, by oddać swoje miejsce komuś młodemu, zdolnemu, zaangażowanemu i gotowemu odpowiedzialnie działać na rzecz polskiej pedagogiki.

Można wybrać do KNP PAN przedstawicieli miernot z dyplomami, osoby, którym udało się pozamerytorycznie uzyskać habilitację, osoby bez osiągnięć naukowych, pseudonaukowców lub ich protektorów. Można też wybrać uczonych, którzy będą reprezentować pedagogikę w komitetach PAN będąc nośnikiem najwyższych standardów naukowych. Globalnych zmian w świecie nauki nikt już nie zatrzyma. To jest ostatni moment, by włączyć polską pedagogikę przede wszystkim do międzynarodowej obecności w naukach społecznych.

Profesor Marek Kwiek z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu ma absolutnie rację, którą podzielił się nie tylko w dn. 1 października 2019 r. wygłaszając wykład inauguracyjny z okazji otwarcia nowej Szkoły Doktorskiej na tym Uniwersytecie. Dzieli się nią także w swoich monografiach i zagranicznych czasopismach naukowych. Istotą nauki jest generowanie nierówności, gdyż mamy tu do czynienia z grą o sumie zerowej, tzn. sukcesy jednych zawsze są kosztem porażek lub nieobecności innych.

Im dłużej będziemy milczeć i tolerować niskiej wartości poznawczej rozprawy naukowców nie tylko z krajów UE czy z innych kontynentów, tym dłużej będą one dominować w naszym kraju jako wybitne czy chociażby poprawne naukowo. Tymczasem wystarczy zacząć je czytać, by dostrzec, z jak elementarnymi błedami mamy w nich do czynienia. Przyjeżdżają do Polski uczeni z Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Niemiec, Kanady czy USA, którzy publikują w dyscyplinie Education - Pedagogy - Erziehungswissenschaften - itd. ale poziom niektórych rozpraw jest poniżej osiągnięć wielu polskich pedagogów. Tylko nieliczni odsłaniają fikcję, pozór, grę fałszywymi kartami w psychologii, socjologii, pedagogice czy naukach o polityce.

Możemy dalej działać w nurcie pomocy socjalnej koleżankom i kolegom, w wymiarze darów wdzięczności za wieloletnią współpracę z tymi, z którymi od -nastu lat jesteśmy w tych samych jednostkach akademickich. W ten sposób prowadzimy pedagogikę na naukową śmierć. W nauce nie mają żadnego znaczenia stopnie i tytuły naukowe, a tym bardziej samo legitymowanie się dyplomami, tylko publikacje w renomowanych czasopismach i wydawnictwach, krajowe i międzynarodowe projekty badawcze.

Jeszcze w NCN zdarzają się przedstawiciele "Betonfraktion" blokujący projekty wielu pedagogów, ponieważ albo reprezentują zgodnie z hidden curriculum interesy konkurencyjnej uczelni i/lub dyscypliny, albo nie kierują się regułami merytokratycznymi, tylko osobistymi uprzedzeniami. W którymś momencie pęknie tama z opiniami nierzetelnych recenzentów.

Utrzymywanie podziału na młodych i doświadczonych nauczycieli akademickich nie ma żadnego sensu, gdyż o poziomie nauki decyduje tzw. "produktywność", twórczość naukowa oraz międzynarodowa współpraca w ramach wspólnie prowadzonych projektów i wymiany publikacji, dostęp do finansowania na badania w ramach konkursów krajowych, bilateralnych, międzynarodowych.

Powoli oswajamy się z tą perspektywą. Niektórzy wychodzą z założenia, że jak wyjechali w ramach Erasmusa do Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii, to mogą pochwalić się stażem zagranicznym czy współpracą międzynarodową. Nic bardziej mylnego, jeśli nie przełoży się to na wspólny projekt, publikacje, a nawet zatrudnienie.

Tymczasem władze uczelni ubiegających się o status uczelni badawczej są zaskoczone tym, że zagraniczni eksperci zdiagnozowali fatalną politykę kadrową oraz strukturę naukowych obszarów badań, które utrwalają status quo, a związkowcy podejmują jeszcze uchwały, by wszystkim płacić tak samo według stanowisk pracy. Nawet dodatki motywacyjne chcieliby, jak w szkołach podstawowych, przyznawać każdemu tej samej wysokości, bo przecież - jak w socjalizmie - czy się stoi czy się leży tysiąc złotych się należy.

Ciekaw jestem, co z tą socjalistyczną pozostałością uczynią rady uczelni? Czy podtrzymają z rektorami ksobną politykę socjalną? Jak słusznie mówił prof. M. Kwiek:

"Kluczowym czynnikiem w tej nowej stratyfikacji wspólnoty naukowej są badania naukowe. Nic dzisiaj nie dzieli naukowców tak potężnie jak badania! Z jednej strony: Nauka w pełni globalna to nauka otwartych na współpracę międzynarodową naukowców, łączących się coraz częściej w międzynarodowe zespoły badawcze. Ale z drugiej strony: Nauka globalna to jednak zarazem nauka rosnących podziałów – opartych na konkurencji o wyniki badań i na walce o globalne akademickie uznanie.

Weźmy pod uwagę opinie bogatszych w doświadczenia i sukcesy naukowe akademików, którzy są już obecni w przestrzeni międzynarodowej. Na szczęście dzisiaj habilitować można się bez względu na wiek, płeć, "kolejkę" w zakładzie czy instytucie, ale na podstawie własnych osiągnięć naukowych. Najlepsze uniwersytety i politechniki zaczną inwestować (uzyskane w konkursie na uczelnię badawczą miliony) w laboratoria, kliniki, sprzęt do badań naukowych, ale także w uczonych.

Już są prowadzone rozmowy transferowe z tymi, którym własna uczelnia nie zapewnia godnych i adekwatnych do ich sukcesów środków na badania naukowe. Za kilkanaście miesięcy duża część nauczycieli akademickich nauk społecznych dowie się po ocenie parametrycznej, że ich czas się skończył, bo dyscyplina nie uzyskała co najmniej kategorii B+, a tam, gdzie jest to uczelnia badawcza lub aspirująca do takiej klasy - nie uzyskała kategorii co najmniej A. Do 30 czerwca 2020 r. niektórzy dziekani i rektorzy dowiedzą się, że odejdą z ich jednostek i uczelni niektórzy spośród najlepszych.

Będzie to oznaczało likwidację pedagogiki jako dyscypliny naukowej w danej uczelni. Trzeba będzie zwalniać nauczycieli akademickich, gdyż do prowadzenia zajęć dydaktycznych wystarczy 12 pracowników. Pozostali będą musieli odejść. Żaden szanujący się uniwersytet nie będzie zatrudniał akademickich pasożytów, pseudonaukowców. Konkursy będą rozpisywane pod najlepszych, a nie pod tych, którzy szukają miejsca pracy, bo dysponują dyplomem doktora, doktora habilitowanego czy profesora.