poniedziałek, 31 grudnia 2018

Akademickie refleksje na koniec roku


Moich współpracowników zachęcam do tego, by z kilku powodów dokonali z końcem kalendarzowego roku podsumowania własnej działalności naukowo-badawczej. Rachunek sumienia nie dotyczy bowiem tylko osób wierzących. Konieczny jest w każdym środowisku, a akademickim w szczególności.

Po pierwsze, i tak każdy z nas musi przedłożyć swoim zwierzchnikom (a któż ich nie ma z wyjątkiem premiera premierów?) takie sprawozdanie, gdyż najpóźniej wiosną zostaniemy zobowiązani do przekazania KEJN danych do oceny parametrycznej.

Po drugie, można dokonać rachunku sumienia pod kątem tego, w jakim stopniu przyczyniliśmy się do wzmocnienia, status quo lub osłabienia jednostki, w której jesteśmy zatrudnieni.

Po trzecie, z biegiem lat łatwiej będzie skumulować dane do wniosku o premię, nagrodę, odznaczenie czy wyróżnienie, jeśli kiedykolwiek i ktokolwiek nas o to poprosi. Jeśli to nie nastąpi, to możemy przystąpić do procesu samowzmacniania poczucia własnej wartości i sensu życia.

Co jest najważniejsze dla naszych przełożonych? Oczywiście - publikacje. Istotne jest bowiem to, by prowadzić badania, rejestrować, analizować i interpretować uzyskane dane oraz upowszechniać uzyskane wyniki. Rok wydania naszych książek czy artykułów nie odpowiada jedynie temu, co czyniliśmy w okresie mijających właśnie dwunastu miesięcy, gdyż niektóre z naszych rozpraw powstawały latami, a kierowane były do druku także ileś miesięcy czy nawet lat temu. Data wydania jest zatem mylącą, chociaż KEJN tym się nie przejmuje uznając, że skoro rozprawa wyszła w 2018 r., to świadczy o rocznym wkładzie naukowca w jego dyscyplinę naukową oraz własny rozwój.

Pracowałem i nadal jestem aktywnie zaangażowany w badania naukowe w różnych środowiskach akademickich. Nie ma dla mnie znaczenia to, czy jest to podstawowe czy dodatkowe miejsce pracy, bowiem uczciwość wobec każdego z nich wymaga, by - przysłowiowo - nie odcinać kuponów od dyplomu, co czyni duża część moich koleżanek i kolegów, ale rzetelnie i twórczo włączać się w proces badawczy generujący pożądane osiągnięcia. Nasza praca jest niewidoczna, jeśli nie znajduje odzwierciedlenia w czynnym udziale w konferencjach naukowych i w publikowaniu wyników własnych badań.

Pamiętam takich współpracowników, którzy po dzień dzisiejszy nie napisali niczego więcej po uzyskaniu stopnia naukowego doktora habilitowanego, z wyjątkiem pism pomniejszych, rozproszonych, nie wnoszących niczego nowego do nauki. Dopóki ich wspierałem, ciągnąłem za uszy, otwierałem drzwi do źródeł wiedzy i inspirowałem, byli w stanie podjąć się badań i publikować ich wyniki. Byli też i tacy, którzy - pomimo wsparcia i zachęt - nie wyszli z własnej niemożności, nie poradzili sobie z odsłoną braku wiedzy, talentu, bierności prowadząc do lekceważenia akademickich powinności, zaniedbywania siebie i własnego środowiska.

Dla niektórych ważniejsze były przymioty doczesnych i osobistych korzyści, pasożytniczo zyskiwanych dóbr, byle tylko trwać na stanowisku lub kryć się za swoim przełożonym jako jedynym argumentem rzekomej naukowości. Zgnuśnieli, przeszli w zapomnienie, potworzyli sobie kanapowe towarzystwa, które nadal pozorują ich rzekomą aktywność, byle tylko zakłamywać rzeczywistość i wprowadzać w błąd swoich pracodawców.

W tym też sensie i z tego powodu każda reforma szkolnictwa wyższego jest potrzebna, by przynajmniej odsłonić raz na jakiś czas straty uczelni państwowych i prywatnych, straty budżetu naszego państwa, straty nauki i kultury, których sprawcami są niewiele lub nic nieczyniący ani dla dobra nauki, ani dla własnego rozwoju, a tym bardziej dla dobra własnego środowiska.

ZERO zawsze generuje ZERO. Z próżnego i Salomon nie naleje... . Tu próżność ma co najmniej dwa znaczenia. Są w uczelniach osoby zapatrzone w siebie, narcystyczne osobliwości, jak i toksyczne, wampiryczne, zatęchłe w zawiści, żyjące z intryg, a więc szkodliwe dla nauki i uczonych oraz ich studentów, a które istnieją w tych uczelniach tylko i wyłącznie dlatego, że dotychczas obowiązywało minimum kadrowe do kształcenia i do uprawnień akademickich.

Niestety, są wśród akademickich pasożytów także oszuści. Pisze o nich od niemalże dwudziestu lat na łamach "Forum Akademickiego" w dziale "Z archiwum nieuczciwości naukowej" poławiacz plagiatorów, złodziei cudzej twórczości - dr hab. Marek Wroński. Tu dopiero widać jak uniwersyteckie i politechniczne środowiska są częściowo zdegenerowane, skoro istnieje przyzwolenie na nieuczciwość w nauce, a nawet ma miejsce jej wspieranie lub kamuflowanie.

Nieco dziwię się bibliometrystom, którzy mają tylko jedną, ich zdaniem jedynie słuszną interpretację wyników uzyskanych przez nich danych, z których "(…) wynika jednoznacznie, iż liczba prac jedno- lub dwuautorskich stopniowo maleje, natomiast liczba prac wieloautorskich systematycznie rośnie (szczególnie w naukach ścisłych i inżynierskich oraz naukach o życiu). Świadczy to o wzrastającej tendencji do włączania się naukowców do krajowych lub międzynarodowych grup skupionych wokół dużych projektów badawczych."

Otóż warto na to spojrzeć z innej jeszcze strony, a mianowicie hierarchicznej instytucji akademickiej, w której pasożyty dopisują się lub są dopisywane z różnych powodów, ale na pewno nie naukowych. To też jest uprawniony naukowo wniosek.

Minima kadrowe już nie obowiązują. Pozostały jeszcze powiązania via kasa zapomogowo-pożyczkowa, zaciągnięte kredyty czy zależności osobiste (emocjonalne, duchowe, fizyczne). Jeszcze niektórzy są u władzy, więc mogą - pomimo własnej nicości naukowej - trwać do końca kadencji z nadzieją na jej ponowienie. Jest to dobry okres do wykreowania nowych zależności lub zabezpieczeń dla siebie lub dla innych. A co ze sprawozdaniem?

Wśród czytelników bloga są także osoby spoza akademickiego środowiska. Niech więc zobaczą, na co musimy tracić czas, by zaspokoić potrzeby biurokracji, wypełniając m.in. poniższe formularze:

CZĘŚĆ I Publikacje w czasopismach naukowych

Publikacja w czasopiśmie naukowym posiadającym Impact Factor (IF) określony w bazie Journal Citation Reports, wymienionym w wykazie ogłaszanym przez ministra (Lista A)

Nazwa czasopisma:
Tytuł publikacji:
Rok wydania:
Tom/numer:
Strony (od-do lub liczba):
Język:
Numer DOI:
Adres www:

Publikacja w czasopiśmie naukowym, nieposiadającym określonego współczynnika wpływu IF, wymienionym w wykazie ogłaszanym przez ministra (Lista B)

Nazwa czasopisma:
Tytuł publikacji:
Rok wydania:
Tom/numer:
Strony (od-do lub liczba):
Język:
Numer DOI:
Adres www:

Publikacja w czasopiśmie naukowym znajdującym się w bazie European Reference Index For The Humanities (ERIH) (Lista C)

Nazwa czasopisma:
Tytuł publikacji:
Rok wydania:
Tom/numer:
Strony (od-do lub liczba):
Język:
Numer DOI:
Adres www:

Publikacja w innym naukowym czasopiśmie zagranicznym, w języku kongresowym (objętość co najmniej 0,5 arkusza wydawniczego) 2

Nazwa czasopisma:
Tytuł publikacji:
Rok wydania:
Tom/numer:
Strony (od-do lub liczba):
Język:
Numer DOI: 1a
Adres www:


CZĘŚĆ II MONOGRAFIE NAUKOWE

Autorstwo monografii

Język:
Wydawca:
Tytuł monografii:
Rok wydania:
ISBN:
Strony (od-do lub liczba):

Autorstwo rozdziału w monografii

Język:
Wydawca:
Tytuł monografii:
Redaktor monografii wieloautorskiej:
Tytuł rozdziału:
Rok wydania:
ISBN:
Strony (od-do lub liczba):


Redakcja naukowa monografii wieloautorskiej

Język:
Wydawca:
Tytuł monografii:
Rok wydania:
ISBN:
Strony (od-do lub liczba):


Liczba cytowań publikacji z afiliacją jednostki w ostatnim roku, z którego są dostępne dane (na podstawie Web of Science)

Podaj liczbę: h-index:.... g-index:.... ; Papers: …. ; Citations: …..


CZĘŚĆ III - KONFERENCJE NAUKOWE – AFILIACJA

Nazwa konferencji
Data
Miejsce
Tytuł referatu
Zasięg (krajowa, międzynarodowa)


CZĘŚĆ IV - MIĘDZYNARODOWE I KRAJOWE PROJEKTY OBEJMUJĄCE BADANIA NAUKOWE LUB PRACE ROZWOJOWE

Projekty realizowane w macierzystej jednostce naukowej w ramach Programów Unii Europejskiej

Numer projektu:
Tytuł projektu:
Kierownik projektu:
Charakter uczestnictwa w programie:
Przyznane jednostce środki finansowe:
Data zawarcia umowy:
Data zakończenia umowy:
Nazwa instytucji finansującej:
Nazwa programu, w ramach którego jest finansowany projekt:


Projekty realizowane w macierzystej jednostce naukowej finansowane lub ze środków krajowych:

a) Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego,
b) Narodowego Centrum Badań i Rozwoju,
c) Narodowego Centrum Nauki,
d) Fundacji na rzecz Nauki Polskiej,
i innych funduszy pozaeuropejskich

Numer projektu:
Tytuł projektu:
Kierownik projektu:
Przyznane jednostce środki finansowe:
Data zawarcia umowy:
Data zakończenia umowy:
Nazwa instytucji finansującej:




CZĘŚĆ V - FUNKCJE W KRAJOWYCH, I MIĘDZYNARODOWYCH ORGANIZACJACH I INSTYTUCJACH NAUKOWYCH


Członkostwo we władzach i funkcje pełnione przez pracowników jednostki w międzynarodowych towarzystwach, organizacjach i instytucjach naukowych lub artystycznych, których członkowie pochodzą co najmniej z 10 państw

Rodzaj organizacji:
Nazwa organizacji:
Pełniona funkcja:
Rok wyboru:

Członkostwo i funkcje pełnione przez pracowników jednostki naukowej w komitetach redakcyjnych czasopism naukowych umieszczonych bazach European Reference Index for the Humanities (ERIH) lub Journal Citation Reports (JCR)

Nazwa czasopisma:
Pełniona funkcja:
Rok wyboru:
Baza:
Impact Factor:

Członkostwo pracowników jednostki naukowej w zespołach eksperckich powołanych przez organy lub instytucje państwowe oraz instytucje zagraniczne lub międzynarodowe

Nazwa zespołu:
Instytucja powołująca:
Opis zadań:

Rodzaj organizacji:
Nazwa organizacji:
Pełniona funkcja:
Rok wyboru:

CZĘŚĆ VI - PATENTY I WDROŻENIA

Patenty i ochrona wzorów użytkowych

Kategoria:
Numer:
Data udzielenia:
Kraj/obszar ochrony:
Nazwa:
Współautorzy:


CZĘŚĆ VII - NAGRODY I WYRÓŻNIENIA

Nagrody i wyróżnienia przyznane przez:

a) Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
b) Prezesa Rady Ministrów,
c) Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego,
d) Fundacji na rzecz Nauki Polskiej;

Kategoria:
Krajowa/zagraniczna:
Nadający:
Za co przyznana:


Inne nagrody i wyróżnienia krajowe lub zagraniczne

Nazwa nagrody:
Przez kogo przyznana:
Za co przyznana:


CZĘŚĆ IX - INNE OSIĄGNIĘCIA

Opracowanie projektów, procedur, norm, standardów itp
Opracowanie projektów, procedur, norm, standardów itp. (wymień):

Ekspertyzy i opracowania naukowe przygotowane na zlecenie przedsiębiorców, organizacji gospodarczych , instytucji państwowych, samorządowych oraz zagranicznych lub międzynarodowych

Nazwa ekspertyzy/opracowanie/dzieła
Nazwa zamawiającego
Numer umowy
Opis zlecenia
Przychody jednostki


Inne osiągnięcia uważane za istotne np. stypendia naukowe, dokonania artystyczne, wysokie oceny za dydaktykę itp.

Ufff. Koniec. A teraz życzę miłego wypełniania formularza sprawozdawczego wiarygodnymi danymi. Minister Jarosław Gowin nie musi wypełniać takich sprawozdań.
Jak Państwo sądzicie, kto w uczelni będzie miał najlepiej? Jak zwykle ten, kto nic nie robił albo czynił niewiele, bo czy się stoi, czy się leży, wszystkim tyle samo się należy.


niedziela, 30 grudnia 2018

Polscy nauczyciele będą zarabiać w 2019 r. "lepiej" od portugalskich, angielskich, fińskich, węgierskich czy słowackich


W dn. 28 grudnia 2018 r. minister edukacji Anna Zalewska podpisała na siebie i swoją politykę wyrok skazujący ją na polityczną banicję w kraju. Przekazała bowiem do konsultacji projekt rozporządzenia "zmieniającego rozporządzenie w sprawie wysokości minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli, ogólnych warunków przyznawania dodatków do wynagrodzenia zasadniczego oraz wynagradzania za pracę w dniu wolnym od pracy". Sądzę, że nauczycielom przewróci się w głowie od szokującego wzrostu ich płac o 5 proc. kwoty bazowej.

Komunikat MEN jest zachwycający i ozdrowieńczy dla oczekujących na te podwyżki nauczycieli:


"Na przykład wynagrodzenie zasadnicze dla nauczycieli, którzy mają najwyższy wymagany poziom wykształcenia czyli tytuł zawodowy magistra z przygotowaniem pedagogicznym (ta grupa stanowi prawie 96 proc. wszystkich nauczycieli) będzie wynosiło: dla nauczyciela stażysty – 2538 zł, nauczyciela kontraktowego – 2611 zł, nauczyciela mianowanego – 2965 zł, nauczyciela dyplomowanego – 3483 zł. Warto mieć na uwadze, że w latach 2018-2019 pensje zasadnicze wzrosną o 244 zł dla nauczyciela stażysty, o 250 zł dla nauczyciela kontraktowego, o 284 zł dla nauczyciela mianowanego, o 334 zł dla nauczyciela dyplomowanego."

Nie pozostaje minister A. Zalewskiej (vel "ciężki tornister") nic innego, jak "ucieczka" do Parlamentu Europejskiego, o ile nie podzieli w tych wyborach losu swojej poprzedniczki Krystyny Szumilas (vel "drożdżówki"), której wyborcy zapamiętali lekceważenie nie tylko środowiska nauczycielskiego, ale i obywateli-rodziców uczniów.

Pojęcia DEFORMA Edukacji stało się tak samo nośne, jak RATUJ MALUCHY. Właściwie, niemalże o każdym ministrze edukacji można powiedzieć, że był za mały na wysokość pełnionego urzędu. Nie dorósł do tej władzy, nie stał się pierwszym nauczycielem w kraju. Dotychczasowi ministrowie przeszliby już w całkowite zapomnienie, gdyby nie Wikipedia. Niektórych wspomina się z nutą sympatii, ale tych moglibyśmy wyliczyć na palcach jednej ręki.

Nie znajdzie się wśród nich Anna Zalewska, gdyż sponiewierała polskie szkolnictwo pod pozorem rzekomej jego naprawy. Nic tu nie pomogą zachwyty nad zmianą programów kształcenia, ich poszerzeniem w takim czy innym zakresie, gdyż całe szkolnictwo osadzone jest na zagrzybionych fundamentach. Drodzy nauczyciele, konsultanci projektów rozporządzeń MEN - macie tylko 14 dni, czyli do połowy stycznia 2019 r., żeby nadesłać uwagi do przedłożonego projektu rozporządzenia o zachwycających po raz kolejny podwyżkach nauczycielskich płac.

Przeczytajcie też uzasadnienie pani minister do tego projektu. Na tyle was wszystkich ocenia, bo wam się więcej nie należy. Pamiętajcie, że nauczycielom w innych krajach jest gorzej. Oto cytat z dokumentu MEN:

"W większości krajów OECD wynagrodzenia nauczycieli różnicowane są wraz z poziomem edukacji, na którym uczą nauczyciele. Przykładowo: wynagrodzenie nauczyciela uczącego na poziomie średnim ogólnokształcącym (w Polsce liceum ogólnokształcące) i z 15-letnim stażem pracy: w Belgii, Finlandii oraz na Węgrzech i Słowacji jest przynajmniej o 25% wyższe niż nauczyciela wychowania przedszkolnego z takim samym stażem pracy oraz typowymi kwalifikacjami.

W Portugalii wynagrodzenia nauczycieli zależą od poziomu wykształcenia i lat doświadczenia zawodowego. W Anglii wynagrodzenia są zróżnicowane ze względu na lokalne położenie. Nauczyciele mają kilkustopniową skalę poziomu wynagrodzeń, którą realizują podczas swojej ścieżki zawodowej. W Estonii centralnie określa się minimalne (bazowe) stawki wynagrodzeń dla każdej z 4 grup nauczycieli (młody nauczyciel, nauczyciel, starszy nauczyciel, nauczyciel-metodyk). Stawki te są tylko podstawą wynagrodzenia, faktyczna jego wysokość ustalana jest na poziomie lokalnym i wynika z umowy z liderem szkolnym."


W Polsce w 2019 r. będzie żyło się nauczycielom wreszcie dostatnio. Zdaniem minister są same wzrosty. Kształcący młode pokolenia będą mogli dzięki swojej wysokiej płacy zaimponować nauczycielom z Portugalii, Anglii, Finlandii, a nawet tym z Węgier czy z Finlandii. Co ważne, ministerstwo już zastrzega: "Nie przewiduje się wprowadzenia ewaluacji efektów oddziaływania proponowanej regulacji, jak
i wprowadzania mierników badających ten efekt."

Główny Urząd Statystyczny chyba nie kłamie? W każdym razie nie bardziej niż MEN, kiedy przytacza tzw. twarde dane liczbowe, w tym przypadku o płacach nauczycieli w relacji do najniższej płacy w kraju:


Prawda, że warto tyle lat studiować, uczęszczać na studia podyplomowe, dodatkowe kursy, brać udział w nudnych szkoleniach rad pedagogicznych i wysłuchiwać "minister-tornister", by zarabiać zaledwie kilkaset złotych więcej od najniższej płacy w kraju?! Policjanci wywalczyli sobie solidne podwyżki, ale ich złapała jakaś feralna epidemia i rząd uczynił wszystko, by się nie rozprzestrzeniła na całe społeczeństwo.


Pamiętam z okresu PRL pytanie retoryczne: Co to za kraj, w którym policjanci zarabiają więcej od nauczycieli? Odpowiedź na to pytanie znają politycy partii rządzącej. Urodzili się bowiem w PRL, a niektórzy nawet mocno zasłużyli tamtemu ustrojowi. W 30 rocznicę zmiany ustroju stawiamy sobie nowe pytanie: Co to za kraj, w którym kasjer "Biedronki" (a były nauczyciel) - z pełnym szacunkiem dla obu profesji - zarabia na starcie niemalże dwa razy tyle, co nauczyciel stażysta? Prawda, że ładne?

sobota, 29 grudnia 2018

List otwarty do prezesa Jarosława Kaczyńskiego w sprawie wolności polskiej humanistyki


Po przedświątecznym proteście przed Collegium Novum UJ członków Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej przeciwko zapisom ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i projektom rozporządzeń do tej ustawy w sprawie radykalnego obniżenia przez ministra J. Gowina wskaźnika kosztochłoności studiów na kierunkach w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych, rozwija się spór o zapowiadany wykaz wydawnictw, w których opublikowane rozprawy naukowe uzyskają najwyższą punktację w ocenie parametrycznej dyscyplin naukowych.

Przypomina to rozwiązanie czasy PRL, kiedy to towarzysze z Komitetu Centralnego PZPR nie dopuszczali do wydawania rozpraw naukowych w oficynach pozapaństwowych i bez cenzury! Zamiast zwiększyć punktację za monografię naukową minister Jarosław Gowin postanowił opublikować wykaz oficyn, które - zgodnie z polityczną linią partii władzy - będą uznane za naukowe.

Za wydane w ustalonym przez MNiSW wydawnictwie książki badacz otrzyma 80 punktów, a jeśli będzie to oficyna zagraniczna - też z wykazu- to zostanie wyceniona nawet na 200 punktów. Nie jest ważna treść dzieła naukowego oraz to, kto je recenzował wydawniczo. Zaczyna się ręczne, polityczne sterowanie, do którego przyłożą się naukowcy-członkowie KEN (Komitetu Ewaluacji Naukowej), bo to oni przygotują stosowny wykaz. Minister jedynie podpisze.

Humaniści alarmują, że min. J. Gowin wprowadza "tylnymi drzwiami" cenzurę. O wstrzymanie planów ogłoszenia listy punktowanych wydawnictw i czasopism naukowych zaapelowało w liście do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego ponad 40 naukowców reprezentujących nauki humanistyczne. Autorem listu w sprawie wolności polskiej humanistyki jest historyk prof. Andrzej Nowak z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Instytutu Historii PAN. Pod listem podpisało się ponad 40 naukowców, głównie historyków.

Na portalu MNiSW "Nauka w Polsce" nie zacytowano całego Listu prof. Andrzeja Nowaka, tylko dokonano jego mówienia. Publikuję zatem pełną jego treść:

List otwarty do prezesa Jarosława Kaczyńskiego w sprawie wolności polskiej humanistyki

Pomysł przygotowania przez urzędników Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego listy czasopism oraz wydawnictw, w których powinni publikować polscy naukowcy jest praktycznym i symbolicznym zarazem zwieńczeniem reformy nauki, podjętej i zrealizowanej przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Nie będzie naukowego „zbawienia” poza tą listą, to jest nie będzie punktów dla uczonego, a w ślad za tym dla jego placówki naukowej, jeśli nowa książka czy artykuł nie zostaną opublikowane w miejscu potwierdzonym pieczątka ministerialnego urzędu.

Zdarzało mi się pisać teksty dla takich wydawnictw, jak Kramer Verlag, Brill, Berghahn Books, Palgrave-Macmillan, Wiley-Blackwell czy Harvard University Press. Ale wiem, że rola humanisty-historyka nie ogranicza się do publikowania w tzw. prestiżowych wydawnictwach zagranicznych tekstów przeznaczonych dla garstki kolegów-specjalistów. To jest także rola społeczna, związana ze środowiskiem kulturowym, z jego duchowym dziedzictwem, z językiem, z jego specyfiką, która nie zawsze da się wyrazić w przekładzie na aktualny żargon naukowej biurokracji i punkty przyznawane przez kontrolerów Naukowego Postępu.

Reforma premiera Jarosława Gowina, którą poparła rządząca formacja Prawa i Sprawiedliwości, zmierza do zmarginalizowania tej drugiej, społecznej roli humanistyki, do zniechęcenia zwłaszcza młodszych uczonych do popularyzacji wiedzy o historii, o literaturze, o kulturze, o myśli. W szczególności ucierpi ta myśl, która będzie wyrażała się po polsku i która nie podporządkowuje się regułom globalnej politycznej poprawności, jaka obowiązuje w systemie grantów, punktacji i rankingów aktualnie ustalanych w skrajnie dziś zideologizowanym „akademickim” dyskursie nauk społecznych i humanistycznych.

Każda książka, każdy artykuł muszą być oceniane indywidualnie, a nie przez nie zdolne wyczerpać bogactwa potrzeb ludzkiego intelektu tabele i punkty przydzielane z góry wydawnictwom i językom. Oszuści naukowi potrafią, przez dostosowanie się do aktualnej mody ideologicznej i jej żargonu, publikować w najbardziej „prestiżowych” wydawnictwach i czasopismach. Napisać piękną polszczyzną intelektualnie odkrywcze, nie wtórne wobec „nowych trendów” zdanie – tego oszust nie potrafi.

Ale tego właśnie reforma nauki dokonana przez rząd Prawa i Sprawiedliwości nie wspiera. Wspiera wtórność, konformizm i dostosowanie do urzędniczych tabel. Tak to wygląd z punktu widzenia humanisty. W każdym razie z mojego, indywidualnego punktu widzenia. Kto ten punkt widzenia podziela – bardzo proszę, aby dołączył się do tego apelu: o wstrzymanie zagrażających wolności naukowej myśli i specyficznego powołania humanistyki planów ogłoszenia listy „słusznych” wydawnictw i czasopism.

To apel skierowany pod adresem Pana, Panie Prezesie. Bo Pan przyjął na siebie odpowiedzialność nie tylko za miejsce Polski w politycznym krajobrazie Europy i świata tych lat, ale także za praktyczną, codziennie udzielaną odpowiedź na pytanie: czy państwo polskie ma służyć wolności polskiej myśli, czy też powinno ją reglamentować.

Z poważaniem prof. dr hab. Andrzej Nowak, historyk (UJ, IH PAN), Kraków, 21 XII 2018

Apel wspierają profesorowie doktorzy habilitowani (w kolejności zgłoszonego akcesu):

Jarosław Marek Rymkiewicz, historyk literatury (emerit., IBL)
Jan Prokop, romanista, historyk literatury (PAU, Kraków)
Zofia Zielińska, historyk (emerit., Uniwersytet Warszawski)
Tomasz Schramm, historyk (UAM)
Krzysztof Ożóg, historyk (UJ)
Włodzimierz Suleja (Wrocław, IPN)
Anna Grześkowiak-Krwawicz, historyk idei (IBL)
Władysław Zajewski, historyk (emerit., IH PAN, Gdańsk)
Krzysztof Dybciak, historyk literatury (UKSW)
Wojciech Roszkowski, historyk, ekonomista (ISP PAN)
Andrzej Rachuba, historyk (IH PAN)
Marek Ney-Krwawicz, historyk (IH PAN)
Stanisław Wiech, historyk (Uniwersytet Jana Kochanowskiego, Kielce)
Stanisław Rosik, historyk (Uniwersytet Wrocławski)
Wojciech Polak, historyk (UMK, Toruń)
Jan Jacek Bruski, historyk (UJ)
Maciej Urbanowski, polonista, historyk literatury (UJ)
Wojciech Kunicki, germanista (Uniwersytet Wrocławski)
Tomasz Gąsowski, historyk (Akademia Ignatianum, Kraków)
Piotr Franaszek, historyk (UJ)
Mariusz Wołos, historyk (Uniwersytet Pedagogiczny, Kraków)
Krzysztof Kawalec, historyk (Uniwersytet Wrocławski)
Marek Kornat, historyk (IH PAN, UKSW)
Krzysztof Koehler, historyk literatury (UKSW)
Roman Jurkowski, historyk (Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, Olsztyn)
Norbert Kasparek, historyk (Uniwersytet Warmińsko-Mazurski, Olsztyn)
Eugeniusz Niebelski, historyk (KUL)
Bogusław Dopart, polonista, historyk literatury (UJ)
Jan Kęsik, historyk (Uniwersytet Wrocławski)
Elżbieta Kaszuba, historyk (Uniwersytet Wrocławski)
Jacek Piotrowski, historyk i politolog (Uniwersytet Wrocławski)
Piotr Stec, prawnik (Uniwersytet Opolski)
Marek Białokur, historyk (Uniwersytet Opolski)
Grzegorz Kucharczyk, historyk (IH PAN, Poznań)
Jan Draus, historyk (Uniwersytet Rzeszowski)
Dorota Heck, polonistka, historyk literatury (Uniwersytet Wrocławski)
Jacek Bartyzel, historyk I politolog (UMK, Toruń)


Do tego Listu już ustosunkował się minister J. Gowin i jego zastępca, który właśnie wczoraj został posłem po śmierci J. Szczypińskiej z PiS.

"Piotr Mueller w rozmowie z PAP powiedział, że lista wydawnictw – powstająca we współpracy z Biblioteką Narodową – nie będzie całkowicie zamknięta. „Każda instytucja będzie mogła raz na cztery lata (do 30 września ostatniego roku ewaluacji) zgłosić 5 monografii w danej dyscyplinie spoza listy wydawnictw. One będą ocenione przez ekspertów. Jeśli ta monografia będzie wysoko oceniona, to będzie zakwalifikowana tak, jakby była na liście wydawnictw”.

Czemu lub komu ma zatem służyć ma lista wydawnictw? Minister J. Gowin wyjaśnia to kryteriami de facto pozanaukowymi, bo potocznymi:

"Środowiska humanistyczne słusznie od lat domagały się tego, żeby w ewaluacji dorobku naukowego więcej punktów, większa wagę przypisywać monografiom. I tak będzie. Ale to nie mogą być byle jakie monografie. Przypomnę, że rekordzista za poprzednie cztery lata wykazał w swoim dorobku 53 monografie. To jaka mogła być tego wartość. (...) Co więcej. Jest bardzo dużo monografii publikowanych bez żadnego warsztatu naukowego. Wyłoniliśmy w związku z tym kilkaset wydawnictw, polskich i międzynarodowych, które przeprowadzają solidna weryfikację recenzencką. Każde wydawnictwo może się znaleźć na tej liście, pod warunkiem, że nie będzie drukowało książek tylko dlatego, że przychodzi autor z pieniędzmi i mówi – wydrukujcie mi to".

Zdaniem ministra recenzujący osiągnięcia naukowe kandydatów nie są w stanie ocenić, czy publikacje, w tym książki spełniają naukowe kryteria, czy też nie. Zwraca na to uwagę także prof. Grzegorz Kucharczyk z Instytutu Historii PAN:

"Prof. Kucharczyk: „Mamy do czynienia z niebezpieczną sytuacją – nie poziom merytoryczny książki będzie decydował o naukowości, tylko miejsce, gdzie będzie wydana. Jest to zupełna aberracja. Jak rozmawiam z naukowcami z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych, to oni łapią się za głowę, jak słyszą, że ma być jakiś ministerialny spis wydawnictw, bo w swoich krajach o czymś takim nie słyszeli”.

Wystarczy zajrzeć na stronę Centralnej Komisji Do Spraw stopni i Tytułów, by zapoznać się z treścią recenzji, wśród których wiele odsłania nędzę naukową, niski poziom ubiegających się o stopnie naukowe kandydatów. Nie są im potrzebne do tego wykazy wydawców.

Ba, minister Gowin tworzy w projektowanym rozwiązaniu precedensowe rozstrzygnięcia, powiadając:

"Natomiast pan prof. Nowak nie dostrzegł też tego, że nawet jeżeli książka zostanie opublikowana w wydawnictwie spoza tej listy kilkuset wydawnictw, czyli bardzo szerokiej listy to autor będzie mógł tę książkę zgłosić do oceny eksperckiej. Komisja ewaluacji nauki powoła czołowych polskich albo zagranicznych naukowców i oni ocenią, czy wartość tej książki jest na tyle duża, żeby można ją było zaliczyć do dorobku".

Jaki ma zatem związek z nauką ustalanie przez władzę - a więc przez administrację, a nie naukowców - co jest naukowe, co tym nie jest? Może w ogóle zrezygnować z recenzowania rozpraw naukowych do awansów indywidualnych? Wystarczy do systemu POL-on wpisać wykaz wydawców, a ten automatycznie przeliczy na punkty od 0 do 200 i równie automatycznie określi, czy ktoś może być doktorem habilitowanym lub profesorem, albo nie. Ministerstwo zaoszczędzi na honorariach z tytułu recenzji. Będzie kasa na inne cele polityczne.



piątek, 28 grudnia 2018

Nauczyciel dyplomowany-wspierający dzieci niepełnosprawne w konflikcie z psycholog szkolną


Uczennica z autyzmem została pobita przez zatrudnioną w zespole szkół specjalnych psycholog szkolną, a zarazem wicedyrektorkę poradni psychologiczno-pedagogicznej w jednym z miast wojewódzkich. Incydent ten miał miejsce, kiedy nie było tego dnia w szkole jej wychowawczyni-nauczycielki wspomagającej. Matka dziecka napisała notatkę na końcowej stronie dzienniczka, że jej córka została pobita przez psycholog (tu padło imię i nazwisko). Udała się z córką do lekarza na obdukcję. Stwierdzono rany około 25 cm oraz odciski trzech paznokci obok siebie na plecach, ramionach, pod pośladkami i pod okiem.

Kiedy wychowawczyni dziewczynki dowiedziała się o tym wydarzeniu, udała się następnego dnia do dyrektora szkoły ze zdjęciami pobitej dziewczynki. Przed godz. 8.00 zadzwoniła jeszcze do MEN szukając porady, jak postąpić właściwie przy tylu ranach. Usłyszała, że pomimo nieobecności w czasie zaistniałego wydarzenia, ma obowiązek - jako wychowawca i nauczyciel - sporządzić protokół.

Dyrektor nakazał jej jednak milczenie ... .

Zdaniem wychowawczyni, dziewczynka była uczennicą sprawiającą trudności w szkole, ale w ciągu ostatniego roku pracy z nią pojawiły się bardzo dobre efekty. Nigdy się nie okaleczała. Po tym wydarzeniu zaś pojawiło się okaleczanie, występowały u dziecka bardzo silne i długotrwałe krzyki oraz uderzanie głową o przedmioty, a nawet atakowanie innych - z wyjątkiem wychowawczyni. U niej często zasypiała na rękach, mocno wtulona.

Po około dwóch tygodniach od zajścia matka dziecka zadzwoniła do wychowawczyni, że została wezwana do szkoły na rozmowę z dyrekcją i panią psycholog, ale miało nie być w czasie tego spotkania tej nauczycielki. Nic dziwnego, że wychowawczyni poszła do dyrektora, by się o tym przekonać. Ten rzeczywiście zabronił jej uczestniczenia w spotkaniu i nakazał prowadzenie lekcji w drugiej części budynku szkolnego. Dyrektor tak obawiał się obecności w czasie rozmowy z matką wychowawczyni tego dziecka, że kazał nawet woźnemu siedzieć na krześle, by nikogo nie dopuścił do gabinetu.

W pokoju nauczycielskim wybuchło zainteresowanie całą sprawą. Spotkanie dyrektora z matką dziewczynki i psycholog trwało ponad trzy godziny. Matka wyszła z niego bardzo niezadowolona i kiedy zobaczyła wychowawczynię, wykrzyczała jej, że usłyszała same kłamstwa. Po niej wyszła z gabinetu pani psycholog. Szła przy ścianie, po czym zemdlała... .

Wychowawczyni zadzwoniła do Biura Rzecznika Praw Dziecka w warszawie, gdzie rozmawiała z pracownikiem sugerującym wysłanie do Rzecznika opisu całego wydarzenia. Po kilku dniach zadzwoniła do Biura RPD , gdzie tym razem dowiedziała się, że powinna o sprawie zawiadomić prokuraturę, a do Rzecznika przesłać w piśmie numer sprawy. Tak też zrobiła. I zaczęło się... Dyrektor m.in. nie wyraził tej nauczycielce zgody na udział w III Światowym Kongresie Praw Dziecka w Warszawie oraz w konferencji w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Zaczęło się polowanie na ...

W kilka miesięcy później wychowawczyni dowiedziała się, że został skierowany przez p. dyrektora szkoły akt oskarżenia do Rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli przy Wojewodzie o "umyślne zaszkodzenie pani psycholog celem skierowania na nią odpowiedzialności karnej". Padł też zarzut o przekazanie dokumentacji przebiegu nauczania dziewczynki oraz wyników obdukcji wraz ze zdjęciami Rzecznikowi Praw Dziecka, kuratorowi oświaty oraz prokuratorowi bez wiedzy i zgody dyrektora szkoły. Trzeci zarzut dotyczył pomówienia innego nauczyciela, czyli pani psycholog w obecności uczniów i innych pracowników szkoły, co jest zdaniem dyrekcji nieetycznym zachowaniem obwinionej.

Komisja Dyscyplinarna odrzuciła dwa pierwsze zarzuty, natomiast uznała wychowawczynię winną nieetycznego pomawiania psycholog o rzekome pobicie uczennicy. W związku z tym wymierzono wobec niej karę zwolnienia z pracy. Co ciekawe, orzeczenie nie zostało sporządzone na piśmie, a tym samym nie zostało podpisane przez skład orzekający, zaś Komisja Dyscyplinarna nie przytoczyła ustnych najważniejszych motywów wydanego przez siebie rozstrzygnięcia.

Postępowanie wyjaśniające nie było prowadzone na okoliczność ustalenia faktu nieetycznego zachowania w obecności uczniów. Okoliczność ta nie była w ogóle badana, bowiem skupiono się tylko na ustaleniu rzekomo nieetycznego zachowania obwinionej w obecności innych nauczycieli pracujących w szkole, opierając zarzut tylko na zeznaniach psycholog. Żaden bowiem z nauczycieli faktu nieetycznych zachowań tej wychowawczyni nie potwierdził.

A jeszcze rok temu dyrektor wystawił nauczycielce dyplomowanej ocenę wyróżniającą z pracy. W trakcie trwającego w mediach plebiscytu na najlepszego nauczyciela roku to właśnie ona została rekomendowana przez rodziców uczniów jako znakomita pedagog. Ponoć ktoś z kuratorium oświaty zadzwonił do gazety prowadzącej ów plebiscyt w momencie, kiedy ta nauczycielka uzyskała najwyższy wynik, by natychmiast usunąć jej kandydaturę.

Nauczycielka złożyła rzecz jasna apelację od orzeczenia Komisji Dyscyplinarnej do Odwoławczej Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli przy Ministrze Edukacji Narodowej. Ciekawe, czy górą będą fakty, czy może interes nadzoru pedagogicznego? Jakże trudno jest nauczycielom stanąć w obronie krzywdzonego dziecka w instytucji, która odpowiada za jego bezpieczeństwo, zdrowie i rozwój. Nie podaję żadnych danych, gdyż sprawa jest mocno skomplikowana, pełna trudnych do opisania faktów i emocjonalnych klimatów, które im towarzyszyły.

Z tego kazusu wielu specjalistów może wyciągnąć ważne wnioski edukacyjne.

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Najlepsze życzenia bożonarodzeniowe i noworoczne

Od kilku lat doświadczam tego, jak bardzo zmieniają się w instytucjach zwyczaje i obyczaje w okresie przedświątecznym. Jeszcze, wydawałoby się, tak niedawno organizowane były w placówkach oświatowych i akademickich wspólne wigilie Wigilii. Pracownicy i nauczyciele, czasami także z rodzicami swoich podopiecznych, zasiadali przy wspólnie urządzonym stole, z przygotowanymi przez siebie wigilijnymi potrawami i rozmawiali o tym, co minione, jak i to, co ich czeka, składali sobie życzenia dzieląc się opłatkiem, a nawet zdarzało się, że obdarzali się jakimś drobnym upominkiem.

Bywało i tak, że dyrektor placówki wysupłał jakieś środki na prezenty dla swoich pracowników. Ten obyczaj wyparły trochę działy socjalne, które zapraszają pracowników posiadających dzieci w wieku powyżej trzeciego roku życia do odebrania dla nich paczek świątecznych, bonu na zakupy w hipermarkecie czy biletow do kina.

Przestrzeń miejsc pracy staje się coraz bardziej świecka i obca. To nie kryzys finansowy, ale kryzys wartości i wzajemnych stosunków staje się znakiem czasów pozorowanej sympatii, szczerości czy życzliwości. Laicyzacja kultury staje się coraz bardziej widoczna w okresie świąt Bożego Narodzenia. Coraz mniej jest wśród nas sacrum, a coraz więcej profanum.

Nauczyciele już się z tym oswoili. Nawet ci najbardziej wrażliwi i refleksyjni, kiedy prowadzą własny blog, potwierdzają swoimi wpisami, jak z każdym rokiem, coraz słabiej wpisuje się w ten okres kultywowanie świątecznej tradycji w edukacyjnej społeczności. Piszę – społeczności, bo przecież rzadko są to wspólnoty. Szkoły, uczelnie stają się zakładami pracy lub korporacjami (w przypadku szkolnictwa wyższego), a ich pracownicy zakładnikami norm pracy. Więcej ich dzieli, choć to nie jest tak widoczne, niż łączy, bo więzi są zbyt zobowiązujące, orientujące ich na wspólnotę wartości i celów.

Dni poprzedzające Święta Bożego Narodzenia są czasem składania sobie życzeń. Niektórzy wykorzystują je ku temu, by zatrzeć ślady swojej odpowiedzialności za minione czyny, odsunąć od siebie prawdę intencji czy uciec w pozorowanie troski, za którą są już jedynie wypalone przez siebie konstrukcje. Co miał bowiem uczynić z życzeniami uczeń, którego jeszcze tak niedawno haniebnie dotknął jego nauczyciel czy molestował wuefista czy ksiądz? Czy ma uwierzyć w przedświąteczną przemianę, czy może doświadczyć po raz kolejny pozoru komunikacji, cynicznego nadużywania autorytetu roli/instytucji, w której nie ma już znaczenia, co było wcześniej danym słowem, zasadą, wartością, a co stało się ich zaprzeczeniem?

Dziś jest wigilia Bożego Narodzenia. Dzieci czekają na pierwszą gwiazdę, bo to oznacza, że wkrótce zasiądą do wspólnego stołu, by po złożonych życzeniach i obfitej kolacji nadszedł wreszcie moment obdarowania prezentami, które albo leżą już w pięknych opakowaniach pod choinką, albo zostaną wniesione przez przebranego w strój - rzekomo św. Mikołaja. Czy każdy był grzeczny? Bolesław Leśmian pisał w jednym ze swoich wierszy:

Świeci gwiazda na niebie,
srebrna i staroświecka,
Świeci wigilijnie, każdy
ja zna od dziecka.
Chwyć w garść jej promienie,
trzymaj je z całej siły.
I teraz w tym rzecz cała,
by się życzenia spełniły.


Niech narodziny Chrystusa stają się dla nas źródłem siły, nadając formę naszemu życiu, uwznioślając je, odrywając nas od własnego ja i otwierając na coś większego od nas: na Boga, wspólnotę i miłość. Szczególna symbolika gwiazdy betlejemskiej, żłóbka, rorat i Pasterki, wieczerza wigilijna w uświęconej przestrzeni rodzinnego domu - wszystko to niewątpliwie służy nawiązaniu kontaktu z Tym, Który Jest i odbudowaniu więzi międzyludzkich.
Jesteśmy już w okresie głębokiej refleksji o sprawach ważnych dla każdego z nas, w okresie wyhamowywania biegu wydarzeń, by można było zastanowić się nad tym, co minione, rozważyć potencjalność, jaką przyniesie jutro i umocnić naszą miłości do tych, których kochamy najbardziej, mając ich zawsze blisko siebie. Warto pochylić się nad każdym, dokonanym przez nas czynem, nad dobrem i słabościami, by z dokonanego odkrycia i zadumy wyłonić to, co może nam przynieść pokój i radość, prawdę i miłość.

Składam Państwu najserdeczniejsze życzenia, by wspólne kolędowanie, łamanie się opłatkiem, modlitwa i życzenia były znakiem życia w miłości oraz nadziei na przyszłość, byśmy mogli wkroczyć w rok 2019 z nowymi siłami, wiarą i ufnością w pokonywanie trudności oraz zdobywanie kolejnych doświadczeń. Niech Nowonarodzony daje nam nieustającą Nadzieję na miłość a doświadczenie potkania z Wcielonym Słowem niesie pokój opromieniający nas każdego dnia.

Życzę dużo zdrowia, sił, radości i spełnienia w Nowym Roku, byśmy mogli tak wspólnie, jak i w swoich rodzinach cieszyć się swoją obecnością.
Do zobaczenia po Świętach!

niedziela, 23 grudnia 2018

Nasila się krytyka projektów zmian w szkolnictwie wyższym


Nie ma tygodnia, by nie pojawiło się stanowisko krytyczne jednostek czy społecznych podmiotów akademickich przeciwko projektowanym rozwiązaniom w wyższym szkolnictwie państwowym w związku z przyjętą przez Sejm Ustawą 2.0. Otrzymałem protest Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej, którego sygnatariusze wyrażają głębokie zaniepokojenie przyszłością nauk humanistycznych i społecznych w Polsce w związku z treścią już ogłoszonych oraz projektowanych rozporządzeń do ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Jak piszą:

Rozporządzenia zagrażają podstawom badań w naukach humanistycznych i społecznych, zagrażają autonomii nauki oraz jej interdyscyplinarnemu rozwojowi.
Wbrew uspokajającym zapewnieniom Ministerstwa projektowana zmiana współczynników kosztochłonności dyscyplin naukowych spowoduje stopniowe, lecz znaczne zmniejszenie nakładów finansowych na badania i kształcenie w zakresie nauk humanistycznych i społecznych.

Z uwagi na dotychczasowe permanentne niedofinansowanie szkolnictwa wyższego i nauki projektowane zmiany mogą wręcz zagrozić fizycznej egzystencji wielu uczelni, zwłaszcza uniwersytetów ekonomicznych i pedagogicznych, oraz doprowadzić do kryzysu finansowego w tzw. uniwersytetach bezprzymiotnikowych poprzez zdegradowanie najsłabszych do roli dawnych wyższych szkół pedagogicznych. Konsekwencje długofalowe projektowanych zmian mogą być takie, iż nauki humanistyczne i społeczne na przyszłych uniwersytetach badawczych będą systematycznie wygaszane.

Za skrajnie nieodpowiedzialną uważamy politykę, według której uzależniona od prowadzenia badań naukowych część pensji historyka ma być z definicji pięć razy mniejsza niż chemika, a część pensji uzależniona od kształcenia anglistów lub sinologów będzie cztery razy mniejsza niż przy kształceniu specjalistów ogrodnictwa.
Obowiązujące już rozporządzenie o nowym podziale nauk na dziedziny i dyscypliny nie uwzględniło licznych zastrzeżeń i protestów, wymuszając często dysfunkcjonalne przypisywanie zlikwidowanych dyscyplin dyscyplinom nowym, ze szkodą dla badań „mniejszościowych”.

Rozporządzenie to wymusza składanie przez badaczy jednoznacznych deklaracji odnośnie do uprawianej dyscypliny ze szkodą dla badań interdyscyplinarnych oraz dla interdyscyplinarnych i międzydziedzinowych kierunków studiów. W następstwie wprowadzanych zmian badacze poruszający się na styku dyscyplin stają się „nieprzydatni”, bo nieopłacalni dla swojej jednostki.

Najwyższy niepokój budzą również projekty rozporządzeń dotyczących punktowanych czasopism i wydawnictw oraz zasad ewaluacji jakości działalności naukowej. Przyjmowane przez projektodawców kryteria oceny rangi czasopism i wydawnictw uważamy za arbitralne i krzywdzące dla wielu istniejących tytułów oraz badań z zakresu nauk humanistycznych i społecznych, programowo zaadresowanych do polskiego czytelnika.

Jako przedstawiciele środowiska naukowego czujemy się w obowiązku protestować przeciwko tym szkodliwym zmianom. Kategorycznie odrzucamy działania prowadzące do wygaszenia badań nad naszą historią, również najnowszą, nad polskim społeczeństwem, jego kulturą oraz zasadami życia publicznego. Niszczenie dorobku polskich nauk humanistycznych, społecznych i prawnych – zaadresowanego do społeczeństwa polskiego i właśnie to społeczeństwo edukującego – stanowi próbę wyciszenia niewygodnych debat.

Żądamy zmiany projektu rozporządzenia dotyczącego kosztochłonności i utrzymania dotychczasowych relacji współczynników kosztowności wobec skali. Odrzucamy dysfunkcjonalny system przypisujący naukowców do dyscyplin, zniechęcający do badań interdyscyplinarnych. Wzywamy Ministerstwo do odstąpienia od cenzurowania debaty naukowej poprzez degradację polskich czasopism i wydawnictw. Utrzymanie proponowanych rozporządzeń zagrozi prowadzonym przez nas badaniom i zmusi nas do podjęcia działań protestacyjnych.

Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej
prof. dr hab. Roman Kubicki, dyrektor Instytutu Filozofii UAM
prof. dr hab. Monika Kostera
dr hab. Izabela Wagner Saffray, Instytut Socjologii UW
dr hab. Grzegorz Krawiec, Instytut Prawa, Administracji i Ekonomii UP
prof. dr hab. Urszula Jarecka, kierownik zakładu Teorii Kultury PAN
prof. dr hab Tomasz Majewski, Wydział Polonistyki UJ.


Komentarze prasowe - tutaj.

sobota, 22 grudnia 2018

Z archiwum wywiadów - z profesorem pedagogiki Karolem Kotłowskim rozmawiała Alicja Jaśkiewicz

Święta Bożego Narodzenia nastrajają do spotkań rodzinnych, z bliskimi, przyjaciółmi. Postanowiłem odtworzyć wywiad, który zarejestrowałem na taśmie, kiedy przed ponad 40 laty został nadany w Rozgłośni Polskiego Radia w Łodzi. Jest to wywiad z moim Mistrzem - Profesorem Karolem Kotłowskim, a przeprowadziła go w poł. lat 70.XX w. ówczesna red. Łódzkiej Rozgłośni PR - Alicja Jaśkiewicz, absolwentka Uniwersytetu Łódzkiego:

K.Kotłowski (K.K.): Właściwie moje takie zainteresowania są bardziej filologiczne, ja się kiedyś bardzo łatwo uczyłem języków. Tą prace doktorską moją pierwszą napisałem dlatego, że operowałem sześcioma językami, mogłem różnych autorów czytać, nie miałem ograniczeń. Do biblioteki wchodziłem to wszystko było moje, ale pedagogika tak, ta filozoficzna pedagogika mnie interesuje i chyba bym tą drogę powtórzył.

Uważam, że pedagogika bez filozofii to przerodziłaby się w jakiś zbiór receptur, że filozoficzne ujęcie zagadnień pedagogicznych nadaje jej jakąś treść naukową, uprawnia pedagogikę do wejścia na naukowy Olimp i dlatego ciągle w tych zagadnieniach filozoficzno-pedagogicznych tkwię i chyba już do końca tkwić będę.

A.Jaśkiewicz (A.J.) - Spotkanie i rozmowę jaka udało mi się nagrać z profesorem Karolem Kotłowskim pracownikiem naukowym Wydziału Filozoficzno-Historycznego Uniwersytetu Łódzkiego z pewnością nie umożliwią dokładnego poznania sylwetki zasłużonego pedagoga. Wydaje mi się jednak, że jego opowieść o minionych dziesiątkach lat pracowitego życia (...) przybliży postać profesora, jego dorobek naukowy, życiowe pasje i zainteresowania.

K.K.: Zaczęło się przed wojną, wstąpiłem na studia pedagogiczne, na Wolną Wszechnicę Polską, potem przyszła wojna, przerwałem w środku, poszedłem na wojnę, po wojnie przyjechałem do Łodzi i spotkałem swoich starych profesorów: prof. Sergiusza Hesena i prof. Truchima. Byłem asystentem u prof. Truchima, bo nie było etatu u prof. Hesena, ale z nim miałem kontakty, ponieważ odpowiadaliśmy sobie zainteresowaniami.

U prof. Hesena pisałem pracę magisterską na temat reform szkolnych w Europie powojennych, brałem pod uwagę reformy w Anglii, Francji szczególnie, trochę niemiecka, ale w mniejszym stopniu. To była praca magisterska na ten temat. Doktorską pracę pisałem na temat wychowania pierwotnego, u ludów pierwotnych tak zwanych. Wychowanie u ludów pierwotnych taki był temat tej pracy. To wszystko było w Łodzi, skończyłem tu uniwersytet, po wojnie awansowałem od asystenta aż do obecnego stanowiska. W międzyczasie byłem Dziekanem, Dyrektorem Instytutu, obecnie ze względu na podeszły wiek jestem Kierownikiem Zakładu Teorii Wychowania.

A.J.: - Co zadecydowało, że właśnie tę dziedzinę wiedzy wybrał pan od początku i pozostał jej wierny do dziś, bo jest to dość konsekwentna droga życiowa?

K.K.: Zawsze interesowały mnie pogranicza pedagogiki i jej styk z innymi naukami, a więc socjologią, etnologią, antropologią, filozofią, historią, psychologią. Obecnie moje naukowe zainteresowania skupiają się na zagadnieniach światopoglądowych i moralnych związanych z systemem wartości, etyki socjalistycznej i jego internalizacji świadomości wychowanków.

Wartości muszą być ponieważ wychowawca nie posiadający oparcia w jakimś systemie wartości, który aprobuje, podobny byłby do ślepca zagubionego wśród tysiąca błędnych dróg lub też do kierowcy, który świetnie zna wóz i umie go prowadzić ale nie wie dokąd ma jechać. Wszystkie wartości systemu etycznego należy wpajać jednocześnie, gdyż wszystkie wzajemnie się warunkują i są jednakowo ważne. Jednakże pewne okresy historyczne wymagają większego akcentowania poszczególnych wartości np. uważamy, że obecnie wartością, na którą należy zwrócić szczególna uwagę jest świadoma dyscyplina i właściwy stosunek do pracy, to są w moim przekonaniu dominanty wychowawcze naszego historycznego okresu. W okresie np. gdy narodowi grozi wojna czy coś takiego, to wtedy zwracanie uwagi na np. na bojowość, większe podkreślenie patriotyzmu. Każda epoka ma swoje dominanty aczkolwiek nie rezygnuje z internalizacji całego systemu.

A.J.: - Wiele miejsca w swych rozważaniach poświęcił prof. Kotłowski zagadnieniu kształtowania światopoglądu naukowego wychowanków. Jest to jak stwierdza w wywiadzie zamieszczonym na łamach Nowej Szkoły jedno z najtrudniejszych zadań w wychowaniu, a sukces zależy przede wszystkim od nauczyciela, który niezależnie od szczebla szkolnego na jakim pracuje powinien obok wielkiego taktu pedagogicznego i subtelności dysponować gruntowną wiedzą filozoficzną, szczególnie z zakresu teorii poznania, etyki i filozofii pedagogiki.

K.K.: Tylko filozof matematyk, filozof biolog, filozof fizyk i chemik potrafią wprowadzić uczniów w tajniki ludzkiego poznania świata, uświadomić zarówno jego potęgę jak i słabość, kształtując postawy tolerancji bez której nie ma i nie może być zgodnego współżycia ludzi i rozwoju kultury. Normalnie rozwinięte dziecko żyjąc w warunkach rodzinnych wrasta w zasadzie spontanicznie w system wartości akceptowany przez jego rodziców i środowisko, do tego stopnia, że ta rodzinna moralność staje się integralną częścią jego osobowości. Na ogół 7-letnie dziecko przychodząc do szkoły już ma na poziomie dostępnym jego możliwością intelektualnym opanowany cały obowiązujący system moralny środowiska.

Największe trudności wychowawcze zjawiają się wtedy, gdy dziecko w szkole spotyka się z innym nieakceptowanym systemem wartości w rodzinie. Socjologia i antropologia kulturalna przytaczają nam wiele przykładów wymierania plemion, którym narzucono inne może nawet szlachetniejsze systemy wartości ale obce, nie wyrastające z rodzinnego podłoża. Duże trudności często nie do pokonania sprawia wychowawcom harmonizowanie indywidualnych hierarchii wartości poszczególnych wychowanków z ogólnie akceptowanym systemem, bo każdy z nas ma też pewna hierarchię wartości, i nie musi być ona zgodna z tą oficjalnie obowiązującą i jeżeli są sprzeczności zbyt wielkie to wtedy są trudności. Właśnie te rozbieżności powodują wykroczenie a nawet przestępstwo.

A.J.: - Czy zdaniem pana są pewne metody, które pozwalają uniknąć tych kłopotów?

K.K.: Oczywiście. My w Łodzi też opracowaliśmy oryginalny system zasad i metod wychowania. Niestety nigdzie na świecie nie dopracowano się zasad i metod niezawodnych z powodów zbyt licznych i nie zawsze niestety możliwych do poznania uwarunkowań procesu wychowawczego czyli popędów, że może powiedzmy np. wychowanek wiedzieć jak nie należy postępować ale siła temperamentu, siła jego popędu nie pozwala mu dostosować się do tego ogólnego systemu wartości, wartości osobnicze, także historia osobista.

A.J.: - Wspomniał pan o tych próbach opracowań łódzkich, w jakim stopniu są one formą udziałów w tym co dzieje się w innych miastach?

K.K.: W latach 76 i 78 opracowaliśmy część problemu węzłowego proponując modernizację systemu oświaty wysokorozwiniętych uczelni socjalistycznych. Nasz problem badawczy dotyczył pedagogiki kultury we współczesnych polskich rodzinach, poziomu kultury pedagogicznej. Zajmujemy się tym, dowodem są pewne pozycje popularno-naukowe przeznaczone dla rodziców, nauczycieli, m.in. taka pozycja jak: „O pedagogicznym kształceniu rodziców”, która wyszła w roku 1968, ta była dla nauczycieli i druga dla rodziców „Problemy wychowania w rodzinie”, 1966.

A.J.: - Forma podpowiedzi i pomocy naukowej.

K.K.: Poza tym wygłaszamy odczyty, ja i moi współpracownicy, setki trzeba liczyć, współpracujemy z Akademiami Medycznymi, Szkołą Sztuk Plastycznych, Politechniką.

A.J.: - Wspomniał pan o dwóch publikacjach, jest ich znacznie więcej.

K.K.: - Tak, głównie 100 publikacji, za najważniejsze liczę chyba tak, to wydana przez PZZ w 1966, „Szkoła angielska” po II wojnie światowej. To rezultat mojego pobytu w Anglii, 3-miesięcznego. Tam właśnie byłem i to napisałem. Następnie „Podstawowe prawidłowości pedagogiki”, „Filozofia wartości a zadania pedagogiki”, „Rzecz o wychowaniu patriotycznym:, no i ostatnia książka „Aksjologiczne podstawy teorii wychowania moralnego” – najnowsza wydana w 1986.

A.J.: - Ma pan opinie człowieka bardzo punktualnego?

K.K.: Do dzisiaj mam to. W szkole przedwojennej, w której uczyłem, byłem nauczycielem to było bezwzględne, tam nie było mowy o spóźnianiu. Czułbym się źle gdyby na mnie grupa studentów czy ktoś z kim się umówiłem oczekiwał, nie wolę nadawać na siebie czekać. Uważam, że największy wpływ wywiera osobista postawa, staram się być takim jakim jestem. Mówię to co myślę, jestem otwarty, szczerze się wypowiadam na różne tematy, nie boję się tematów, nie ma u mnie tematów tabu.

Uważam, że jeśli student ma wątpliwości to ma prawo na seminarium wypowiedzieć te swoje myśli, a moim obowiązkiem jest wyjaśnić mu tą sprawę i to jest moje stanowisko w tej sprawie, pozostawiając jemu wybór. Myślę, że to jest największy warunek, że ludzie widzą, że ich profesor jest tym człowiekiem prostolinijnym i właśnie tak postępuje, to właśnie jest jakieś pro wychowawcze, może wybierać. I może dlatego właśnie mam u studentów takie opinie.


A.J.: - Ta punktualność jest chyba wynikiem jakiegoś wewnętrznego zorganizowania również, rozplanowania czasowego dużego?

K.K.: Musiałbym przeprowadzić tutaj autoanalizę psychologiczną ale bez jakiegoś planu wytyczonego nie przychodzę, bez dyspozycji, mam to zawsze wszystko. Często nie zaglądam do tego ale czułbym się głupio gdybym nie miał takiej rzeczy, planu każdego wykładu. To mnie uspokaja i daje mi właśnie przyjemność, no bo nie mam tremy. Wiem z góry, że ten pasjans musi wyjść bo mam go opracowanego w przemyśleniu. Mam notes i jak coś to zaraz zanotuję sobie. Ale ciekawą jest rzecz, że nieraz takie koncepcje stają się bardzo ciekawe w pewnych sytuacjach, a jak potem człowiek je opracowuje to okazuje się, że to nic takiego. Chwilowy zapał.

A.J.: - Jak zostaje panu troszeczkę czasu to co pan wtedy robi? Zajęcie, które pasjonuje pana w chwilach wolnych?

K.K.: Lubię muzykę poważną. Kiedyś nawet nieźle grałem na skrzypcach, wiolonczeli, brałem udział nawet w orkiestrze symfonicznej. Nawet przed wojną, będąc w wojsku zorganizowaliśmy nawet taką orkiestrę i graliśmy w radiu, grałem wtedy na altówce. Graliśmy z Traviatty różne rzeczy. Muzykę bardzo lubię ale tą klasyczną, tej nowej nie umiem ocenić. Najbliższe sercu to oczywiście Chopin ale i Mozart, Beethoven, wszyscy klasycy, każdego z przyjemnością słucham.

A.J.: - Sięga pan po jakieś instrumenty czy to przeszłość?

K.K.: Przeszłość, już ręka się nie nadaje, jak się nie grało tyle czasu to już się nic nie zrobi. Teraz tylko ucho, tylko posłuchać ale brać się za te instrumenty to nie. Bywam na koncertach, lubię pójść na koncert do Filharmonii. Radio, bez radia żyć nie można.

piątek, 21 grudnia 2018

Kto ma problem z dzieckiem w klasie integracyjnej?


W przedszkolu oraz w pierwszej klasie szkoły podstawowej chłopiec ze zdiagnozowanymi objawami syndromu Aspergera sprawiał wiele problemów nauczycielom. Jego mama wspomagała zatem pracę nauczycielek przedszkolnych jako „wolontariusz”, studiując zresztą w tym czasie na kierunku pedagogika specjalna.

Chłopiec - dajmy mu na imię Kuba - nie radzi sobie z emocjami, a w sytuacjach kryzysowych grozi innym albo jest agresywny. Przez trzy lata edukacji w szkole podstawowej jego mama uwrażliwiała go na kwestie społeczne kształtując w nim umiejętności panowania nad własnymi emocjami oraz uwzględniania położenia innych osób w jego otoczeniu. Kubuś jest pod opieką psychologa oraz psychiatry, uczęszcza także na zajęcia socjoterapeutyczne. Proces regulowania emocji jest wspierany także farmakologicznie.

Do zakończenia klasy trzeciej szkoły podstawowej chłopiec uczył się świetnie. Dzięki umiejętnościom nauczyciela wspomagającego w zeszłym roku jego zachowanie uległo znacznej poprawie. Na koniec roku uzyskał z zachowania ocenę wzorową oraz świadectwo z paskiem za średnią 5.4 To sprawiło, że uzyskał także stypendium za wyniki w nauce i za reprezentowanie szkoły w licznych konkursach przedmiotowych oraz sprawnościowych.

W tym roku szkolnym zmienił się nauczyciel wspierający, który nie radzi sobie z emocjami Kuby. Dolewa oliwy do ognia, zamiast wyciszyć dziecko czy przekierować jego uwagę na inne formy aktywności. Wystarczyła iskra zapalna w postaci nagłej porażki z klasówki z jednego z ulubionych przez niego przedmiotów, by doszło do gwałtownego w skutkach wydarzenia.

W czasie lekcji Kuba dowiedział się, że z klasówki otrzymał ocenę niedostateczną, ponieważ nie rozwiązał zadań, które były na drugiej stronie arkusza. Kiedy dowiedział się o tym, zdenerwowało się i pogniótł kartkę z oceną. W tym momencie nauczycielka powiedziała, że za to przewinienie dostanie minus 20 punktów. Kuba jeszcze bardziej się zdenerwował i wpadł w szał. Nauczycielka zagroziła mu, że za takie zachowanie odejmie mu za zachowanie 50 punktów.

Wtedy nastąpiło apogeum. Chłopiec rzucił się na nauczycielkę i zaczął ją bić. Ta zaś zagroziła mu kolejnymi punktami ujemnymi w wysokości 100 punktów. Kuba zaczął zrzucać dzieci z krzeseł oraz uderzać pięściami w szafki. Na szczęście do sali przyszła jego była nauczycielka wspomagająca z klas I-III, której udało się zabrać chłopca z sobą do odrębnego pomieszczenia, gdzie udało jej się go uspokoić.

W międzyczasie nauczycielka prowadząca lekcję zaglądała do pokoju, co ponownie wzbudzało w nim agresję. Mimo prośby nauczycielki wspomagającej nic sobie z tego nie robiła zaglądając, by sprawdzić, jak Kuba się zachowuje. Wezwana do szkoły matka odebrała roztrzęsione dziecko, które nie mogło wstać z krzesła. W domu opowiedział zaistniałą sytuację, podsumowując ją słowami: „nie mogłem się uspokoić, co się ze mną stało?”

Nauczycielka, która prowadziła lekcję i stała się zarzewiem konfliktu odnotowała następującej treści uwagę w dzienniczku chłopca:

„Uczeń przyszedł na lekcję bardzo agresywny. Po kilku minutach zaczął biegać po klasie i ile miał sił uderzał ręką w ściany i szafy. Nauczyciel chciał uspokoić ucznia, jednak ten szepnął mu na ucho wulgarnie, że zaraz go pobije. Następnie uczeń rzucił się z wielkim impetem na nauczyciela i zaczął go bić po głowie i innych częściach ciała. Uczeń rzucił się na krzesła ,na których siedziały dzieci i zaczął je bić próbując je zrzucić z krzeseł. Nauczyciel otworzył drzwi od klasy i zawołał o pomoc przechodzących innych nauczycieli.

Po kilku minutach uczeń ponownie rzucił się w stronę kolejnej nauczycielki, gonił ją po całym korytarzu i próbował bić pięściami. Nauczycielka ta, w obronie własnej, uciekła. Zachowanie Kuby wybitnie zagraża bezpieczeństwu dzieci, które stwierdziły, że bardzo się go boją. Nauczyciel boi się, że znowu zostanie zaatakowany narzędziem ostrym, czyli nożyczkami, jak w poprzednim roku szkolnym. Podczas ataku na nauczycielkę uczeń wielokrotnie powtarzał, że ją zabije. Nauczycielka złożyła do wychowawcy pismo informujące o drastycznym zdarzeniu i poinformowała o zajściu dyrektora szkoły. Zgodnie ze szkolnym regulaminem, wstawiam uwagę oraz odpowiednią ilość punktów.(-100)”.

Matka Kuby podjęła rozmowę z nauczycielką, która miała być rzekomą osobą uciekającą przed chłopcem. Jak się okazało, taka sytuacja w ogóle nie miała w szkole miejsca. Kolejnego dnia dziecko przyszło do szkoły, pomimo że bardzo się tego bało. Zajęć nie było, gdyż odbywał się przegląd twórczości. Na początku wychowawca poinformowała Kubę, że nauczycielka, która rzekomo była jego ofiarą, zgłosiła to wydarzenie na policji. Dziecko zbiegło z pierwszego piętra z płaczem i zadzwoniło po mamę. Ta podjęła rozmowę wyjaśniającą z dyrektorem szkoły, któremu nauczycielka powiedziała, że nic takiego nie mówiła.

Na początku tego tygodnia zebraliśmy się wraz z nauczycielem „ofiarą”, wychowawcą, pedagogiem, dyrektorem oraz na moją prośbę psychologiem prowadzącym syna. Nauczycielka mówiła, że pracuje 20 lat jako terapeuta i w ośrodku socjoterapeutycznym, i nie spotkała się z takim zachowaniem. Wiedziała, że będzie pobudzony wiec spokojny tonem powiedziała mu, że „ za takie zachowanie może grozić ci 20 punktów, a ocenę możesz poprawić).

O kolejnych punktach nie mówiła, a pomimo tego on i tak się zdenerwował. Stwierdziła, że dzieci boją się go. A ona tylko myśli, żeby sam sobie nie zrobił krzywdy. Przypominała także o jego zachowaniu w klasach I-III, gdzie groził jej nożyczkami czy uderzył nauczycielki, które próbowały go uspokoić.

Statut szkolny przewiduje, że dziecko, które uzyskała minus 100 punktów z zachowania nie może otrzymać oceny wyższej niż nieodpowiednia. Dyrekcja zastanawia się nad potrzebą wprowadzenia aneksu do statutu, aby dziecko niepełnosprawne, które otrzymało w klasyfikacji śródrocznej z zachowania nieodpowiednie, mogło (przy poprawie) uzyskać ocenę o 3 punkty wyższą na koniec roku. Nauczyciele mają wprowadzić system motywujący, który będzie realizowany także w domu.

Do matki Kuby zadzwoniło kilkorga uczniów, którzy opisali całe to wydarzenie tak, jak jej syn. Dzieci mówiły, że znają Kubę i wiedziały, że tak to się skończy. Między sobą mówiły o tym już w trakcie, kiedy nauczyciel oddawał mu pracę klasową. Poprzedni rok szkolny był przełomowy, dziecko potrafiło panować nad sobą dzięki umiejętnościom poprzedniego nauczyciela wspomagającego.

Pojawia się pytanie, jak matka Kuby ma reagować na takie zdarzenia?

czwartek, 20 grudnia 2018

Los wojskowych pilotów



Wczoraj pisałem o pobycie w Dęblinie, w Lotniczej Akademii Wojskowej. Wśród uczestników debaty była dr Joanna Wierzejska (fot.) z Wydziału Pedagogiki i Psychologii UMCS w Lublinie, która - jak się okazało - jest autorką badań naukowych wśród pilotów. Jak pisze w jednym ze swoich artykułów wczoraj wypromowana doktor habilitowana w pedagogice - pilotowanie statku powietrznego stanowi dziedzinę sztuki, którą potrafi uprawiać niewielka część ludzi.

"Zawód pilota wojskowego jest więc szczególny, ponieważ swoją pracę wykonuje on w powietrzu, w warunkach, do których człowiek nie jest w zasadzie przystosowany oraz na ziemi wykonując inne obowiązki zawodowe wynikające z roli żołnierza zawodowego" (Polish Journal of Continuing Education 2017 nr 4, s. 114).

Prowadząca wśród pilotów wojskowych badania starała się znaleźć odpowiedź na pytanie, jaki jest poziom i skala poczucia u pilotów umiejscowienia kontroli w pracy? Interesowało ją także to, które z czynników decydują o skutkach ich działań w wykonywaniu zadań zawodowych?

Z badań dr hab. J. Wierzejskiej wynika, że ok. 95% pilotów jest w pełni przekonanych, że ich sukcesy w pracy są efektem ich umiejętności oraz skrupulatnego wykonywania swoich obowiązków. Jak pisze: "Około 2/3 badanych (63,2%) uważa, że każdy jest kowalem swego losu. Mają przy tym świadomość, że w wojsku można zrobić karierę nie bardzo angażując się w swoją pracę. Zdaniem co drugiego pilota (52,6%) szanse na awans zawodowy nie zależą tylko od samego żołnierza zawodowego. Zauważają więc, że nie zawsze tracą pracę ci, którzy starają się mniej niż pozostali oraz są mniej kompetentni (44,8% wskazań)." (s.118)

Wydawałoby się, że w instytucji totalnej, jaką jest wojsko, awans nie powinien być dziełem przypadku czy pozaprofesjonalnych okoliczności. Okazuje się jednak, a mamy tego świadomość z doniesień medialnych, że wszelkie zmiany polityczne w kraju przekładają się także na degradacje i awanse wojskowych czy przedstawicieli innych służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Badani piloci przyznali, że także w wojsku trudno jest o dobre miejsce pracy, jeśli nie jest się obdarzanym sympatią przez przełożonego. Niektórzy są katapultowani.


Samo życie.

środa, 19 grudnia 2018

Odlotowe posiedzenie Zespołu Edukacji dla Bezpieczeństwa przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN



Lotnicza Akademia Wojskowa (LAW; Szkoła Orląt) z siedzibą w Dęblinie stała się miejscem obrad Zespołu Edukacji dla Bezpieczeństwa przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, którym kieruje prof. dr hab Ryszard Bera. Wspólnie z dr.hab. Januszem Ślusarskim poprzedzili wielogodzinne obrady zwiedzaniem obiektu muzealnego oraz laboratoriów wojskowej uczelni. Na Wydziale Lotnictwa kształci się na kierunku "lotnictwo" i "kosmonautyka" oraz "nawigacja".


Warto pojechać do Dęblina, by zobaczyć, jak na światowym poziomie kształci się w Polsce lotników przede wszystkim dla sił powietrznych, ale i dla lotnictwa cywilnego. Jeśli chcemy mieć świetną lekcję patriotyzmu oraz innowacyjności w technologii lotniczej oraz związanej z wyposażeniem samolotów i ubiorem pilotów, to warto odwiedzić Muzeum Sił Powietrznych w tym mieście. Zgromadzono w nim samoloty, obiekty wyposażenia samolotów, weksylia, odznaczenia i dokumenty, wśród których najstarsze są z przełomu XIX i XX wieku.



Wystawa obejmuje także wszystkie modele samolotów sił powietrznych, ilustruje i dokumentuje rozwój i tradycje polskich sił zbrojnych, które zgromadzono dzięki darom rodzin najwybitniejszych w dziejach lotnictwa żołnierzy. Pięknie został uwydatniony sztandar z 1940 r., który został uszyty i wyhaftowany w Wilnie, a został uratowany w czasie II wojny św. przez Japończyków. Niestety, nie mógł trafić do polskich lotników ze względu na to, że część z nich została zamordowana w Katyniu, część przedostała się do Francji i Anglii walcząc tam w stworzonych dywizjonach. Pocztą dyplomatyczną udało się jednak przetransportować go do Szwecji, skąd wrócił do kraju dopiero w 1992 r.


Jest też ekspozycja plenerowa, bowiem na muzealnym placu zgromadzono samoloty od najstarszych do najnowszych z zasobów lotnictwa polskiego. Nie zabrakło tu Orlika i Iskry. Z czasów bitwy o Anglię pozyskano muzealia, dzięki którym możliwa była rekonstrukcja domku pilotów oczekujących na kolejny lot bojowy. Pięknie oddany został nastrój tego pomieszczenia.



W dęblińskim Muzeum Lotnictwa jest wszystko, w co musi być wyposażony samolot wojskowy, aby mógł odbyć lot zadaniowy. Można zobaczyć silniki odrzutowe, ale i tzw. czarną skrzynkę, gdyż w rzeczy samej jest pomalowana na czerwono. Zobaczymy na tyłach tej placówki nie tylko samoloty wojskowe, ale także radary, cysternę, dystrybutor paliwowy i dystrybutor tlenu na samochodzie ciężarowym, lotniskowe urządzenie zasilające itp.



Niezwykłą atrakcją był dla nas symulator skoków spadochronowych oraz katapulty dla pilota. Niektórzy członkowie Zespołu Edukacji Dla Bezpieczeństwa przy KNP PAN spróbowali doświadczyć na własnej skórze jak się katapultować oraz jak skakać na spadochronie.


Dobrze, że nie jestem pilotem, bo startując na symulatorze samolotem odrzutowym rozbiłbym go zanim oderwałby się od ziemi. Gdybym miał 19 lat i spełniał uczelniane wymogi, to niechybnie ubiegałbym się o przyjęcie do Szkoły Orląt Polskich.


Jak ktoś lubi walczyć, to mógł w strzelnicy laserowej sprawdzić własną celność i refleks, gdyż symulowany komputerowo wróg nacierał z realną dynamiką. Inna rzecz, że symulacja wyraźnie wskazywała na to, skąd nadchodzi ów nieprzyjaciel, by nas zniszczyć.


W roku obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości możemy poznać także dzieje lotnictwa wojskowego z jego największymi sukcesami, ale i dramatami. Poruszający jest Pomnik Bohaterskim Lotnikom Dęblińskiej Szkoły, który powstał w okresie PRL, a jego symbolika zawiera w sobie samolot w kształcie krzyża.


Zespół chce spotkać się raz jeszcze w murach wojskowej Akademii. Nie ulega wątpliwości, że sprawi to wszystkim wiele radości, uwolni nas od wielu mitów i fałszywych wyobrażeń na temat lotnictwa polskiego oraz pozwoli zrozumieć specyfikę kształcenia profesjonalistów najwyższej klasy.

wtorek, 18 grudnia 2018

Zacznijmy walczyć ze strachem


W 1937 r. wybitny uczony psycholog i pedagog zarazem - prof. Józef Pieter wydał w Lwowskiej Bibliotece Licealnej dwie rozprawki pt. "Strach" i "Odwaga". W 1947 postanowił jednak opublikować swoje studium po raz wtóry, gdyż jak pisze w przedmowie: "Do wznowienia i poszerzenia rzeczonych broszur skłonił mnie - poza wyczerpaniem tychże jeszcze przed wojną - ścisły związek "Odwagi" z problematyka pedagogiczną naszych czasów. "Walka ze strachem", to nie tylko opis jednego z najbardziej fundamentalnych a zarazem pospolitych wzruszeń. Jest to poniekąd fragment programu wychowawczego."(s.5).

Tak jak wojna powoduje znikczemnienie moralne u ludzi bez względu na ich wiek, tak też rządy bezprawia czy odgórna, a ideologiczna przebudowa społeczeństwa sprzyjają deprawowaniu charakterów ludzkich, szczególnie wówczas, kiedy są one jeszcze nieuformowane i plastyczne. Podobnie jak Aleksander Kamiński, ów śląski uczony, ówczesny dyrektor Instytutu Pedagogicznego w Katowicach upomina się o uczynienie jednym z niepoślednich środków wychowawczych właśnie DZIELNOŚCI ŻYCIOWEJ.

Jak twierdzi: "Charakter słaby wywodzi się w mierze ogromnej ze strachu: często nadmiernego i nieopanowanego. Strach normalny jest naszym przyjacielem i obrońcą, strach nadmierny deprawuje charakter, a więc trzeba z nim walczyć. Aby go zwalczyć skutecznie, trzeba poznać jego naturę." (s.6)

Czyż politycy posiadający władzę nad społeczeństwem nie manipulują nim odwołując się do mechanizmów strachu? Czy w ten sposób nie niszczą cnoty odwagi, heroizmu i społecznej służby, kiedy wymagają od obywateli "podłej uniżoności", konformizmu, serwilizmu? Propagandziści każdej władzy wiedzą, że ludzie boją się rzeczy w istocie nieszkodliwych, które im niczym nie zagrażają, gdyż nie są wychowani czy przystosowani do radzenia sobie z takimi sytuacjami. Wynikają one bowiem z fałszywych sygnałów wzbudzających strach.

Już w dzieciństwie gromadzimy w swej pamięci wiele znaków do strachu bezpodstawnego. Łatwiej jest bowiem rodzicom czy nauczycielom uzyskiwać posłuch dziecka, kiedy się będzie czegoś bało, niż wzbudzać w nim odwagę. Co gorsza, nie radzimy sobie z sytuacjami wywoływania przez dzieci strachu wyobrażeniowego, który przytłacza, paraliżuje czy osłabia motywacje do działania.

Powiadamy - "Strach ma wielkie oczy", bo potrafimy wyobrazić sobie potencjalne skutki działania czy przyjętej postawy wobec czegoś lub kogoś np. nieprzyjemną rozmowę, karę, zgryzotę, obawę o złą opinię, trwogę przed cierpieniem itp. Wyobraźnia jest sprężyną lęku przywołując wcześniejsze, a przykre doświadczenia czy przeżycia lub tworząc je przez analogię z kombinacji myśli, uczuć, wizji czy obrazów. Zasiedzenie się w strumieniu naszej świadomości wyobrażania sobie sobie sytuacji niebezpiecznych czy niekorzystnych dla nas lub innych, określane jest mianem perseweracji. Człowiek ma skłonność do przesadnego przeceniania zdarzeń, które mogą się pojawić czy też do przeceniania sił przeciwnika, wroga.

Jak pisze Józef Pieter:

"Wyobraźnia uprzytamnia nam na ekranie świadomości niebezpieczeństwa możebne, grożące takim czy innym nieszczęściem, niepowodzeniem, przykrością. Zależnie od bujności wyobraźni, od natarczywości i plastyczności poszczególnych pomyśleń, sytuacje li tylko pomyślane jako groźne stają nam mniej lub więcej wyraźnie przed oczyma, pobudzając do czynności znany nam już fizjologicznie mechanizm strachu" (s. 44)

Rządzący często sięgają po narzędzie przemocy wobec społeczeństwa, kiedy utrzymują je lub określoną grupę społeczną czy zawodową w stanie permanentnej niepewności. Skutkuje to stanem bezustannego napięcia, w wyniku którego osoby nie przeżywają strachu, ale żyją nim, i o to właśnie chodzi władzy, by w momencie ujawnienia powodów owego lęku postrzegana była jako szlachetna, dobra, bo wreszcie odsłoniła prawdę własnych działań czy intencji. W międzyczasie uzyskuje się rozstrojenie moralne i szybki zanik sił fizycznych do oporu, który mógłby tę władzę znieść z piedestału.

Oblicze społeczne strachu jest zatem równie ważne, jak to fizjologiczne. Niektórzy władcy otaczają się ludźmi pozbawionymi wyobraźni, a których Pieter nazywa kretynami, osobami całkowicie pozbawionymi świadomości skutków podejmowanych przez siebie działań, gdyż ich wyobrażenie niebezpieczeństwa z tego tytułu jest niskie. Nie bez powodu niektórzy premierzy mówili o swoich ministrach jako "zderzakach" w konfrontacji ich działań z oporem społecznym. "Osobnik głupi i bez polotu nie musi - w warunkach innych takich samych - pokonać tyle oporów psychicznych, co osobnik z wyobraźnią" (s. 63).

Własnie dlatego nadają się do realizowania poleceń autorytarnej władzy ludzie o słabym charakterze, niskim poziomie lęku, ignoranci, a liczący na szczególne gratyfikacje dla siebie i swoich bliskich. akt krytyki będzie przez nich komentowany jako "padający deszcz". Im więcej będzie wokół nich osób równie lękliwych, tym bardziej będą pewni racji własnego działania.

I znowu sięgnijmy do Pietera:

"Zawsze i wszędzie władza państwowa wykorzystywała mechanizm strachu celem zaprowadzenia i utrzymania określonego porządku społecznego. W tym to zasadniczym stanie rzeczy wyróżnić możemy - co prawda - skrajne odchylenia od "złotego środka". Na krańcu jednym znajdujemy - destrukcyjny - terror z okrucieństwem, na drugim - więcej w ideale, niż faktycznie - porządek oparty na samym tylko moralnym autorytecie prawa." (s.66-67)

Żyjemy w społeczeństwie konstruowanym od szeregu lat - a nie dopiero od 2015 r. - na ustawicznym lęku, strachu, gdyż każda władza uzasadnia racje swojego istnienia i działań deprecjonujących czyjeś wartości. Tak czynią ludzie lękliwi, o słabym charakterze, hipokryci, cwaniacy, ale zarazem wychowani w atmosferze nieufności, zakłamania, przemocy, amoralni, którzy (...) obmawiają, szczują, kopią dołki, wywołują panikę (...). Odpłacają w ten sposób za ciągłe upokorzenie, jakie sprawiają sami sobie swą naturą. (...)

Wiadomo, że najbardziej chciwymi krwi i nienasyconymi cierpieniem bliźnich bywają zazwyczaj ludzie w czasach normalnych spokojni, cisi, usłużni, niczym nie narzucający się, innymi słowy: lękliwi.Okrucieństwo nie jest więc wcale głosem krwi, lecz - poza stłumieniem strachu i gniewu - wylewem nienawiści do ludzi szczęśliwych i dzielnych. Jest premią osobistą, ale antyspołeczną za niemoc wobec siebie samego i za trwogę przed światem" (s. 70)

Jak nauczyciele chcą wychowywać dzieci i młodzież do autonomii moralnej, skoro sami są formowani w permanentnym strachu i ulegają lękom bez wnikania w ich rzeczywiste powody?Czy rzeczywiście wychowanie młodego pokolenia XXI wieku ma służyć jego formacji w tchórzostwie, bo sami jesteśmy bezsilni wobec braku odwagi do przeciwstawienia się ignorancji władzy, naruszania przez nią prawa, nieliczenia się z normami moralnymi, z wiedzą o psychologicznych i biomedycznych podstawach rozwoju osoby?

Zdaniem Józefa Pietera: DUCH MĄDREJ DZIELNOŚCI, TO PRAWDZIWA I PODSTAWOWA OSTOJA JEDNOSTEK I NARODÓW" (s. 9) Trzeba zatem zacząć od siebie i przyjrzeć się własnej fdzielności lub tchórzostwu.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Rodzice - czyje są wasze pieniądze?

Rada rodziców jest - a jeśli nie jest, to być powinna - samorządnym podmiotem w przedszkolach i szkołach publicznych każdego typu. Zgodnie z Prawem Oświatowym (Art. 84 ust 6.-7.), tak obecnym, jak i minionymi ustawami w tym zakresie, rada rodziców może gromadzić fundusze z dobrowolnych składek rodziców oraz innych źródeł w celu wspierania działalności statutowej szkoły lub placówki.

Rodzice dobrowolnie deklarują i przekazują środki pieniężne na powyższe cele, ale musi to być objęte samorządną kontrolą. Proszę nie włączać do tego procesu ani dyrektora placówki czy jego zastępcy, ani tym bardziej księgowości, bo po pierwsze żaden rodzic nie musi przekazywać na te cele złotówki, a po drugie pracownicy administracji czy nauczyciele nie powinni mieć bezpośredniego wpływu na dysponowanie tymi środkami.

W świetle prawa oświatowego, zasady wydatkowania funduszy rady rodziców określa regulamin tej Rady, w którym należy zawrzeć, kto gromadzi środki finansowe, na jakich zasadach oraz nie tylko gdzie są one deponowane, ale i w jaki sposób oraz na jakie cele będą wydatkowane. Oczywiście, pieniądze (składki) mogą być gromadzone w tzw. "skarpecie", w skarbonce, kasetce, która jest przechowywana przez jednego z rodziców z pełnym rejestrem wpływów oraz wydatków. Konieczne jest rzetelne i systematyczne rozliczanie się z wpływów i wydatków przed członkami Rady Rodziców.

To rodzice decydują sami o tym, na jakich zasadach środki te będą wydatkowane. Nie obejmuje ich tu żadna ustawa o zamówieniach publicznych. Lepiej jest, kiedy takie środki są przechowywane na odrębnym rachunku bankowym, który zakłada rada rodziców. Do założenia i likwidacji tego rachunku bankowego oraz dysponowania funduszami na tym rachunku wskazuje się uprawnione osoby. Nie powinien taką osobą być żaden z pracowników przedszkola czy szkoły.

Niestety, mamy szereg przykładów malwersacji, wydatkowania pieniędzy rodziców przez zbierających je nauczycieli czy nawet dyrektorów szkół. W Łodzi b.dyrektor jednego z gimnazjów, a działacz lewicowej partii, ponoć także współpracownik SB w okresie PRL, pobierał z kasy rady rodziców środki i sam wypisywał kwity w stylu "wydatkowano 6 tys. zł na podróż służbową nauczycieli". Tą podróżą była wycieczka na Majorkę z nauczycielką-partnerką. No i co? Czy któryś z rodziców kwestionował dyrektorską samowolę i złodziejstwo?

Kiedy te sprawy wyszły na jaw, towarzysze z partii ukryli go w administracji samorządowej, a ponoć prokuratura teraz dąży do umorzenia śledztwa, bo przecież była to niska szkodliwość społeczna. To, że ów dyrektor brał pod stołem kasę na wynajem pomieszczeń w budynku szkolnym, też nie ma znaczenia? Rodzice! Czas zastanowić się nad tym, czyje są wasze pieniądze i na co są wydatkowane? Czy rzeczywiście mają o tym decydować dyrektorzy placówek? To o tym, na co wydajecie płacę też ma decydować płatnik-pracodawca?


Rodzice nie wiedzą, że w tych placówkach mogą powołać do życia Radę Szkoły, w ramach której mogą opiniować wydatkowanie zarabianych przez te placówki środków finansowych właśnie m.in. z tytułu wynajmu czy innych usług. Właśnie ukazało się MERITUM PRAWO OŚWIATOWE - 4.wyd.(Warszawa, Wolter Kluwer) pod red. Stefana M. Kwiatkowskiego i Krzysztofa Gawrońskiego, w którym jedną z kompetencji rady rodziców jest opiniowanie projektu planu finansowego składanego przez dyrektora szkoły.

Nie dotyczy to planu finansowego Rady Rodziców. Ten jest absolutnie suwerenny i nietykalny przez osoby niebędące rodzicami uczniów uczęszczających do przedszkola czy szkoły bez zgody rodziców. "Rady rodziców funkcjonują jako demokratycznie wybrany zespół przedstawicieli rodziców wszystkich uczniów szkoły, wspierający statutową działalność szkoły. Są one organem autonomicznym, niezależnym w swych działaniach od innych organów szkoły. Oznacza to, iż przedstawiciele innych organów w szkole nie powinni wpływać na skład rady i jej działalność". (s. 265)


Nikt z dyrekcji szkoły nie może być członkiem Rady rodziców i wywierać jakąkolwiek presję czy wpływ na to, na co ona zbiera pieniądze i jak chce je wydatkować. To jasne, że jest tu konieczna współpraca, ale nie dodatkowe źródło dochodów dla dyrekcji (tym bardziej na jej prywatne cele), które zwalnia ją z ubiegania się o finanse od organu prowadzącego szkołę czy w ramach grantów EFS.


niedziela, 16 grudnia 2018

Czemu i komu służy edukacja w Polsce?



Przed świąteczną gorączką zakupów ukazała się książka profesora Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie Andrzeja Olubińskiego pt. AKTYWNOŚĆ I DZIAŁANIE JAKO FORMA EDUKACJI DO SAMOREALIZACJI CZY ZNIEWOLENIA? W ŚWIETLE ZAŁOŻEŃ EDUKACJI HUMANISTYCZNEJ I KRYTYCZNO–EMANCYPACYJNEJ (Kraków: Oficyna Wydawnicza "Impuls" 2018, ss.320).

Najnowsza monografia naukowa refleksyjnego badacza i pedagoga stanowi znakomite połączenie dyskursu naukowego z osobistym doświadczaniem edukacji w jej uwarunkowaniach społeczno-politycznych, kulturowych czy socjalizacyjnych, którym autor nadał normatywny charakter z nadzieją na zrozumienie przez czytelników złożoności prawicowej kontrrewolucji ostatnich lat. Jak pisze we wstępie:

„Jeśli zatem ceną jaką trzeba zapłacić za budowanie „lepszego społeczeństwa” i „dobrej zmiany”, jest proces społecznej dekonstrukcji oraz humanistycznego nihilizmu: to jest to cena zbyt wysoka, zbyt kosztowana oraz zbyt ryzykowna”. (s. 13)

Jest to książka o charakterze repulsywnym na zachodzące w naszym kraju zmiany jako osobista reakcja uczonego, który jest świadom autorytarnych mechanizmów władztwa (także edukacyjnego) i skutków ich uruchomienia w społeczeństwie otwartym, demokratycznym, pluralistycznym. Rozprawa ma intra- i interdyscyplinarny charakter, bowiem wykorzystano do analiz nie tylko literaturę z szeroko pojmowanych nauk humanistycznych i społecznych, ale także z różnych subdyscyplin pedagogiki.

Spojrzenie autora na omawiane procesy jest dzięki temu całościowe, ale zarazem otwarte na dalsze studia i dopełnienia czy nawet krytykę. Słusznie eksponuje się kategorię działania jako jednego z filarów edukacji, by ustawicznie „(…) uczyć się, aby działać”, podobnie jak trafnie, bo adekwatnie do bieżących wydarzeń w kraju, dokonuje analizy mechanizmów państwa autorytarnego, totalitarnego, skoro w Konstytucji III RP mamy jednoznaczne zapewnienie w art.2 o tym, że Art. 2. Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

Studium A. Olubińskiego nie bez powodu jest w dużej części głęboko osadzone w pedagogice społecznej, gdyż przywołuje teorie zjawisk społecznych odsłaniające toksyczne rodzaje, formy i skutki aktywności autorytarnych władz politycznych państwa budującego demokrację, właśnie po to, żebyśmy przywrócić do kształcenia i debaty naukowej dokonania tej nauki w okresie II RP, jak i w czasach faszyzmu i totalitaryzmu bolszewickiego.


Renesans myśli humanistów i badaczy zjawisk społecznych o patologii sprawowania władzy dotyczy nie tylko władzy, ale także edukacji z jej instytucjami oświatowymi oraz akademickimi. W tym sensie ta rozprawa jest bardzo potrzebna naszemu społeczeństwu w tej jego części, która jest zorientowana w swoim światopoglądzie i oczekiwaniach na rozwój, a raczej przywracanie demokracji i społeczeństwo obywatelskiego uwzględniając konieczność tworzenia zrównoważonego rozwoju.

Jest to w pewnej mierze książka-protest przeciwko wciąż zakorzenionym w szkolnictwie wyższym i w strukturach władzy byłym funkcjonariuszom PZPR, tajnym współpracownikom służb bezpieczeństwa w PRL czy postaci upełnomocniających miniony ustrój, a dzisiaj ponownie odzyskujących wpływ na kraj i społeczeństwo. Autor upomina się o etos pedagogiki, nauczycielstwa i uczonych, bo wciąż aktywni zawodowo politycy i tak nie odniosą treści tej rozprawy do siebie. Studium krytyczne Olubińskiego obejmuje nie tylko edukację ogólnokształcącą, ale także uniwersytecką.

Autor doskonale odczytuje dewiacyjno-destrukcyjne sposoby zachowań, które ujawniają się w postaci wrogości, zawiści, agresji, obłudy, cynizmu, hipokryzji, zachowań autorytarnych czy zawładających. Rozdział 12 jest niezwykle trafną typologią postaw dorosłych Polaków bez względu na ich wiek, wykształcenie, pełnione role społeczne czy zawodowe. Opisuje zatem czarne charaktery naszej rzeczywistości, na które składają się takie typy jak:
- konformista
- oportunista, serwilista,
- hipokryta, oszust, kłamca,
- narcyz,
- kabotyn,, bufon, pajac,
- ignorant, dyletant, niedouk,
- cham, arogant, prostak,
- hejter, nienawistnik, troll,
- fanatyk, nacjonalista i szowinisty patriota,
- ksenofob, rasista
- typ autorytarny.

Na miejscu producentów gier planszowych opracowałbym grę towarzyską dla środowisk politycznych, akademickich, finansowych, oświatowych, artystycznych, medialnych itp., w trakcie której można byłoby kojarzyć postaci z powyższymi typami.

Kto by pomyślał, że po 29 latach trzeba będzie wrócić do rozpraw krytyków systemów totalitarnych. Książkę warto przeczytać, by włączyć ją do kształcenia przyszłych i doskonalenia już pracujących nauczycieli. Stanowi bowiem bardzo dobre studium analityczno-krytyczne społeczeństw, w których ustrojowe wartości są pozorowane lub jedynie proceduralnie wykorzystywane do realizacji zaprzeczających im celów.