piątek, 15 lutego 2019

Polscy pedagodzy-arteterapeuci na spotkaniu z Drugą Damą USA Karen Pence

(źródło fot. Karen Pence - Wikipedia)



W dniu 14 lutego 2019 r. Druga Dama USA - Pani Karen Pence - małżonka wiceprezydenta USA Mike'a Pence'a - zaprosiła do Ambasady USA na spotkanie poświęcone polskim modelom terapii przez sztukę. Wspólna rozmowa z polskimi arteterapeutami trwała godzinę. Wśród uczestników debaty były m.in. pedagog - dr hab. Klaudia Węc prof. Akademii Ignatianum w Krakowie, dr Anita Stefańska z UAM w Kaliszu, która jest prezeską Stowarzyszenia Kairos, dr Aleksandra Chmielnicka-Plaskota z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie oraz malarka pani dr Iwona Bugajska-Bigos.

Spotkanie z Drugą Damą Ameryki, która jest z wykształcenia pedagogiem, edukatorką odbywało się w ramach wydarzeń współtowarzyszących Szczytowi Bliskowschodniemu w naszej stolicy. Karen Pence spotkała się tego dnia także z dziećmi leczonymi na oddziale neurochirurgii i traumatologii w szpitalu im. Józefa Polikarpa Brudzińskiego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Niewątpliwie udział naszych koleżanek był dla nich ogromnym wyróżnieniem potwierdzając zarazem, że polscy pedagodzy specjalizujący się w terapii przez sztukę zostali wybrani jako reprezentanci prężnie rozwijającej się na świecie metody wspierania w rozwoju dzieci, młodzieży i dorosłych dotkniętych przez los, chorych, niepełnosprawnych.

Możemy żywić nadzieję, że będzie to początek upowszechniania na świecie dokonań polskiej arteterapii rozwijanej także przez pedagogów. W 1991 r. zostało powołane do życia Europejskie Konsorcjum Edukacji Arteterapeutów (The European Consortium for Arts Therapies Education – ECArTE) zrzeszające (...) uniwersytety prowadzące studia wyższe w różnych dziedzinach terapii przez sztukę. Pierwszą polską uczelnią wyższą, która uzyskała taki certyfikat, był Uniwersytet Wrocławski

Niedawno prezentowałem rozprawę z arteterapii pani dr Marzeny Bogus z Uniwersytetu im. Jana Długosza w Częstochowie. W świetle Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 17 listopada 2010 r. w sprawie zasad udzielania i organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach (Dz. U. 2010 nr 228 poz. 1487) pomoc psychologiczno-pedagogiczna zawiera określony katalog form.

W szkole pomoc ta może być udzielana w formie:

* klas terapeutycznych, zajęć rozwijających uzdolnienia (godzina trwa 45 minut, liczba uczestników zajęć wynosi do 8),

* zajęć dydaktyczno-wyrównawczych (godzina trwa 45 minut, liczba uczestników zajęć wynosi do 8),

* zajęć specjalistycznych (godzina trwa 60 minut): korekcyjno-kompensacyjnych (dla uczniów z zaburzeniami i odchyleniami rozwojowymi lub specyficznymi trudnościami w uczeniu się; liczba uczestników zajęć wynosi do 5), logopedycznych (liczba uczestników zajęć wynosi do 4), socjoterapeutycznych oraz innych zajęć o charakterze terapeutycznym (dla uczniów z dysfunkcjami i zaburzeniami utrudniającymi funkcjonowanie społeczne; liczba uczestników zajęć wynosi do 10),

* zajęć związanych z wyborem kierunku kształcenia i zawodu w przypadku uczniów szkół podstawowych i szkół ponadgimnazjalnych,

* porad i konsultacji.

czwartek, 14 lutego 2019

Z deszczu pod rynnę, czyli ministra edukacji gabinetu cieni PO



Skompromitowana oświatowo PO wystawia na ministrzycę edukacji w gabinecie cieni poseł Urszulę Augustyn. Na stronie GABINETU CIENI dowiemy się, jakież to "osiągnięcia" ma nominowana przez lidera PO - Grzegorza Schetynę - kandydatka do tego stanowiska:


Filolog, nauczycielka, dziennikarka radiowa i publicystka. W 1990 roku ukończyła studia w krakowskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej. Przez 15 lat pracowała jako nauczycielka w szkołach podstawowych. Jako dziennikarka współpracowała z „Gościem Niedzielnym”, Radiem Plus Tarnów oraz z katolickim portalem Opoka. Była prezenterką w radiu RDN Małopolska, współpracowała też z Biurem Prasowym Konferencji Episkopatu Polski. Na koncie ma też publikacje w polonijnym miesięczniku „Nasze Słowo” w Hanowerze.

Do polityki weszła w 2005 roku, z powodzeniem startując w wyborach do Sejmu RP. Mandat posłanki utrzymała w kolejnych kadencjach (VI, VII i VIII). Do 2015 roku była wiceprzewodniczącą sejmowej Komisji Edukacji. Obecnie jest członkiem Komisji do Spraw Petycji oraz Komisji Kultury i Środków Przekazu. W 2015 roku została powołana na stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej, pełnomocnika rządu ds. bezpieczeństwa w szkole. Przygotowała programu „Bezpieczna PLUS” (rozwinięcie programu „Bezpieczna szkoła”).


Będąc w opozycji przyszła (oby niedoszła) minister nie raczyła nawet uczestniczyć w pracach Sejmowej Komisji Edukacji. Nawet nie wie, jak brzmiała pełna nazwa tej Komisji, kiedy rzekomo uczestniczyła w jej obradach do 2015 r. To kolejna ustawka platformerskiej nicości jako przejaw arogancji szefa PO wobec środowiska oświatowego, w którym owa pani nie posiada żadnego autorytetu.

Nędza generuje nędzę. Czyżby poseł U. Augustyn miała być "spychaczem" na deformę edukacji?

Polecam własne wpisy na temat "zasług" tej pani, bo jakoś kiepskie ma referencje:

Jak posłanka Urszula Augustyn "wspiera" politykę MEN

Poseł PO w trosce o słowackich docentów

Stabilizowane akcje na polskie habilitacje


Odsłona puszki Pandory PO w obszarze edukacji

Niech zwolennicy PiS nie cieszą się z tej krytyki. Ich ministra - Anna Zalewska - wystarczająco kompromituje tę formację niszcząc polską edukację.

środa, 13 lutego 2019

Pluralis majestatis manipulującej społeczeństwem ministry edukacji


Minister Anna Zalewska zerwała komunikację ze społeczeństwem w momencie objęci resortu edukacji w 2015 roku. Od samego początku zaakceptowała rolę pośrednika między władzami partii a ignorantami polityki oświatowej, by zrealizować własny cel politycznego awansu kosztem środowisk oświatowych.

Nie była pierwszą i nie jest chyba ostatnią postacią w polskiej polityce, która traktuje szkolnictwo jako trampolinę do zupełnie innych zadań i zysków. Wcale nie zabiegała o tę rolę, jak podkreślała to w wywiadach, bo objęcie MEN nie daje natychmiastowego dostępu do finansowych konfitur. Tu trzeba się mocno nagłówkować, by zarobić więcej, niż wynika to z regulacji płac dla ministra, w dodatku jeszcze rzekomo obniżonych na wniosek prezesa partii.

Ministerstwo edukacji jest przystankiem do lepszych konfitur, jakie są na horyzoncie w najbliższych wyborach. Nie bez powodu b. premier koalicyjnego rządu PO i PSL określał tę rolę mianem "zderzaka". Kiedy jest się osobą spoza szkolnictwa, to popełnia się mnóstwo błędów, gdyż w resorcie edukacji pracują od niemalże trzech dekad urzędnicy, którzy tylko czyhają na szansę wysadzenie swojego ministra z siodła. Zarabiają tam bowiem nędznie, a z każdą zmianą polityczną muszą wysłuchiwać nowych zasad, są pouczani i zastraszani możliwością utraty miejsca pracy. Wykonają zatem każdą głupotę, przygotują każdy projekt takiej czy innej ustawy lub rozporządzenia, bo są świadomi tej sytuacji.


Chce pani minister konsultacji w sprawie reformy? Nie ma sprawy. Zmusi się do udziału w nich tych, którzy też są w strukturze nadzoru pedagogicznego i tych, którzy podlegają władzy samorządowej tej samej partii władzy. Ciekawych projektowanych zmian, a już tym bardziej jej oponentów czy wątpiących w ich sens nie wpuszcza się na salę obrad. Po co? "Kto nie z MEN, ten wrogiem władzy i państwa", bo państwo staje się własnością władzy na czas jej panowania w wyniku demokratycznego wyboru.

Od tego są zatrudnieni w resorcie specjaliści od public relations, żeby dostarczać społeczeństwu informację, która nie musi i nie może odpowiadać prawdzie, skoro ma być środkiem do realizacji "ukrytego programu" władzy. Nic się nie zmieniło w tym resorcie od czasu, kiedy za rządów PO i PSL rzecznik prasowy został nagrany przez studentów, kiedy odsłaniał im tajniki manipulacji.

POSTPRAWDA jest karmą dla większości jej odbiorców (społeczeństwa) głównie dlatego, że w świecie dominacji mediów o rzekomej wiarygodności komunikatu świadczy pierwszeństwo jego opublikowania w sieci internetowej i środkach masowego przekazu (tv, radio, prasa).Kto zrozumie informację minister Anny Zalewskiej o tym, że:

"PENSJE NAUCZYCIELSKIE ZOSTANĄ PODNIESIONE O 16,1 PROC. ZAGWARANTOWALIŚMY TE PIENIĄDZE W SUBWENCJI OŚWIATOWEJ"

Nauczyciele wiedzą, że jest to sprytnie opakowane w słowa kłamstwo. Oni nie otrzymają w tym roku podwyżki płac o 16,1 proc. Proszę zauważyć, że w tej informacji w ogóle nie pojawia się powiązanie roku podwyżki z ich wysokością. Słusznie, nawet związkowcy oświatowej "Solidarności" mają dość takiej manipulacji. Żaden nauczyciel nie otrzyma w 2019 r. podwyżki płacy o 16.1 proc.!!!

Roszczenie o podwyżkę o 1000 zł. nie jest już kwestią realnego i koniecznego wzrostu płacy. To walka O GODNOŚĆ ZAWODU, którym poniewiera minister edukacji wciskając kit.

Zwróćmy wreszcie uwagę na drugie zdanie z tego komunikatu o zagwarantowaniu pieniędzy w subwencji oświatowej. To także jest prawdą, ale tylko częściową, bowiem ponad 5 proc. już zagwarantowano nauczycielom w ub. roku, a resztę w rozporządzeniu podpisanym kilka dni temu. Tyle tylko, że nadal nie jest to wzrost płac w 2019 r. o 16,1 proc.

Kolejną postprawdą jest operowanie przez ministrę edukacji rzekomym wzrostem płac: "PRZEŁOŻY SIĘ TO NA ZWIĘKSZENIE WYNAGRODZENIA ŚREDNIEGO OD 444 DO 818 ZŁ."

Obywatele, których emerytury, renty, a nawet pensje nie wzrosną w tym roku między 444 a 818 zł. będą wściekli, że nauczyciele ośmielają się jeszcze upominać o wyższe płace. Minister posługuje się w komunikacji ze społeczeństwem tak zwaną średnią płacą w oświacie. Tyle tylko, że nie raczy poinformować o tym, jaki proc. nauczycieli osiąga tę średnią, jaki odsetek jest poniżej tej średniej i ilu zarabia powyżej średniej, a więc najwięcej?

Większość nauczycieli ma dość tej manipulacji. Nikt nie płaci rachunków średnią płac w zawodzie. Milczą ci, których dochody są wysokie nie z tytułu wykonywanej przez nich pracy, ale ze względu na wysokie zarobki ich partnerów życiowych/rodzinnych (męża-żony, matki-ojca, babci-dziadka itp.). Oni nie będą walczyć, bo ich byt zapewnia im rodzina.

Nie będą też strajkować ci, którzy pogodzili się ze swoim losem ponowoczesnej "siłaczki" czy "pasjonaty". Im nie zależy na tym, co zapewni im władza, gdyż bez względu na wysokość płacy przyjdą do szkoły ("łamistrajki").

Swój najnowszy List do rodziców i opiekunów uczniów minister A. Zalewska otwiera kompletnie demagogicznym zdaniem:

"Szanowni Rodzice i opiekunowie zdajemy sobie sprawę z kluczowej roli i znaczenia nauczycieli w procesie edukacji Państwa dzieci, dlatego staramy się podnosić rangę i prestiż tego zawodu".

Pluralis majestatis - "zdajemy sobie... " to komunikat MY zamiast JA. Pod listem jest podpis ministry, a nie jakiegoś MY. Kim jest Anna Zalewska - MY minister edukacji? Już tak się zwielokrotniła?

Niech mi ktoś odpowie na pytanie, na czym polega staranie się podnoszenie rangi i prestiżu zawodu??? Mając takich ministrów edukacji nie życzyłbym sobie, by podnosili rangę i prestiż mojego zawodu, skoro sami nimi się nie cieszą. Czy minister traktuje rangę i prestiż jako odrębne przymioty nauczycielskiej profesji?

Manipulacje Anny Zalewskiej zostały zdemistyfikowane także w analizie , jakiej dokonało ZNP.

Takie listy ministrzyc edukacji są doskonałym tekstem do ćwiczenia studentów pedagogiki w rozpoznawaniu demagogii, postprawdy, błędów logicznych i manipulacji. Prawdziwy jest tu jedynie podpis.


Ten protest jest skumulowaną reakcją nauczycieli na lata poniżania ich profesjonalizmu i zaangażowania w edukację młodych pokoleń.












wtorek, 12 lutego 2019

Poruszył mnie los współsprawcy tragedii sprzed lat



W sieci organizowana jest zbiórka pieniędzy. W tym szczególnym przypadku - nie na Europejskie Centrum Solidarności, nie na ciężko chore dziecko czy osobę dorosłą, nie na kampanię wyborczą polityka, ale na NAUCZYCIELA-WSPÓŁSPRAWCĘ tragicznej śmierci jego uczniów tyskiego LO, których zabrała ze sobą lawina. Przeczytajcie wpis pedagoga z innego liceum, który tu przedrukowuję:



LUTY 10, 2019 PRZEZ JASSSIU_ADMIN

Ludzie, potrzebna pomoc!

Tragedia, gdy giną ludzie, a jeszcze większa, gdy ginie dziecko. Gdy ginie wiele dzieci to szok i żal nie do opisania. Żal wszystkich, którzy je opłakują. Ale nękanie przez 15 lat człowieka, który w prawdzie przyczynił się do takiej tragedii, też nie jest w porządku
________________________________________

16 lat wcześniej na rękach go noszono za to, że organizował ekstremalne sposoby spędzania wolnego czasu. Że zamienił taką sobie zwyczajną geografię w tyskim liceum, na pasje życiową wielu swych wychowanków. Że poświęcał swój prywatny czas i nie tylko czas, na realizację niezwykłych pomysłów. Nagrody same płynęły z rąk różnych władz.

Gdyby i tym razem grupa przeszła cało, byłaby może kolejna nagroda Kuratora Oświaty. Drobny, jakże brzemienny w skutki błąd i giną ludzie. Wyrzuty sumienia do końca życia, zniszczona kariera, zszargane dobre imię i kilkanaście lat szarpania się z rodzicami. Rodzicami, którzy wiedzieli na co się zgadzają. Wiedzieli, że zimowa wyprawa w wysokie góry jest niebezpieczna. Musi być niebezpieczna.

Fakt, można minimalizować niebezpieczeństwo na miejscu, ale nie można dawać gwarancji, że w zimie nic się nie stanie. To nie spacer do parku w biały dzień. Zabrakło rodzicom też wyobraźni? Zabrakło siły na rodzicielskie: NIE? To może oni też powinni zapłacić dzieląc się winą, a nie szarpać człowieka, który był wzorem nauczyciela i kimś niezwykle cenionym przez ich dzieci. Te aniołki, z piętnastoletnim dziś rajskim stażem, na pewno tego by nie chciały.

Nigdy nie poznałem osobiście tego gościa, chociaż pracował w sąsiedniej szkole. Ale miał też wpływ na mnie. Bo słysząc o tym jak działał i dla mnie w jakimś stopniu, był wzorem nauczyciela. Moje wycieczki rowerowe, czy górskie, to była mała namiastka tego co on robił. Moje zajęcia pozalekcyjne nie spotykały się z takim zainteresowaniem i aplauzem powszechnym jak jego. Ale wiem, jak to jest poświęcać swoje życie prywatne i cieszyć się, gdy praca jest równocześnie człowieka pasją. Czerpać z radości dzieci. Widzieć jak się rozwijają, nie tyle ucząc się regułek z lekcji, ale gdy kształtują swój charakter, pracowitość, altruizm, umiejętność współpracy i wiele innych cech, których trudno nauczyć z podręcznika.

Wiem, że też czasem ryzykowałem i nadal ryzykuję. Rytuał chrztu radiowęzłowego chętnie sfilmowałaby TVN i pewnie zrobiłby aferę. Niejednemu wychowankowi powiedziałem gorzkie słowa, których wizytator by nie pochwalił. Zawsze na ulicy mógł nas potrącić jakiś samochód i pojawiłoby się pytanie: czemu to nie ja zginąłem? Ale tylko ten co nic nie robi, niczym nie ryzykuje. Dotychczas miałem szczęście. Od 15 lat miałem też większą świadomość tego czym ryzykuję, gdy pójdzie coś nie tak. Że wtedy niemal wszyscy się ode mnie odwrócą. Że moje kilkadziesiąt wyróżnień nic nie będzie warte. Tego nauczyłem się też za sprawą pana S.

Dziś, kiedy po kilkunastu latach od tej tragedii słyszę, że zapadł kolejny wyrok skazujący tego nauczyciela. Kiedy żąda się zapłacenia jakiejś bajońskiej sumy pieniędzy na rzecz rodzica pytam: co to jest? Mściwa wendeta? Życie za życie i dopiero wtedy ukojenie? Żal i pamięć pozostanie i pieniądze tego nie zmienią. No chyba, że ktoś chce coś na tej tragedii jednak zyskać… Dziś pierwszy rodzic pociesza się 140 tysiącami złotych (chciał 700 tyś. więc już mówi, że to jeszcze nie koniec). Który rodzic następny? Z jakiej emerytury ma zapłacić nauczyciel za to, że w swojej naiwności chciał być wyjątkowym pedagogiem? Co mu pozostaje…?

Ludzie potrzebna pomoc! Jest wyrok i jest potrzeba, aby wychowankowie pana S. i ludzie, których stać na taki gest, przyłączyli się do składki na rzecz zaspokojenia żądania rodzica. Dajmy w ten sposób wyraz tego, że mimo iż rzeczywiście popełnił błąd, nie jest potępiony przez wszystkich. Może uratujemy w ten sposób odrobinę godności, a może znacznie więcej…

Ostatni wyrok ma jeszcze jeden aspekt – wpływ na przyszłość. Ilu nauczycieli powie: „Nie warto! Jeżeli z powodu ewentualnego wypadku mam stracić wszystko i zostać bezdomnym, to może lepiej zamknąć się w klasie z podręcznikiem i jakoś przetrwać. Tu raczej jestem bezpieczny”. Tylko czy takich pedagogów chcemy aby wspominały nasze dzieci?

Na koniec. Módlmy się za wszystkie ofiary tej tragedii – tego oni potrzebują najbardziej. Nie zemsty. "


https://zrzutka.pl/myftrk

poniedziałek, 11 lutego 2019

Nauczyciel na L-4, byle nie do psychiatry


Nauczyciel stawił się w Wojewódzkiej Komisji Medycyny Pracy w związku z podważeniem przez dyrektora jego szkoły dokumentacji od lekarza medycyny pracy, do którego - tak na marginesie - dyrekcja szkoły go wcześniej skierowała.

Na korytarzu czekało pięć osób. Jak się okazało, były to też nauczycielki, których dyrektorzy także podważyli powyższe dokumenty. Pomyślał, że coś zaczyna się dziać, bo nigdy wcześniej nie słyszał o takiej epidemii odmów... . Kiedy wchodził do pierwszego lekarza, postawiono mu dziwne pytania, że aż mu dech zaparło. Medyk nie pytał o problem, z jakim ów nauczyciel przyszedł... ; potem był kolejny lekarz i kolejny, a ostatni medyk - wiadomo - naczelny, po dłuższej rozmowie z nauczycielem zapytał, czy ma konto na Facebooku.

...Dziwne ....- pomyślał. Naczelny zaczął czegoś szukać we własnym telefonie komórkowym. Kiedy przestał czytać, odetchnął. Stwierdził, że od razu ów pacjent miał mu powiedzieć, że jest tą osobą i tym pedagogiem, który czynnie pomaga innym. Ten jednak nie widział takiej potrzeby.

Wtedy usłyszał: Panie Krzysztofie, za to, że nauczyciele strajkują, mamy odgórny nakaz, by bardzo restrykcyjnie podchodzić do wniosków o urlop na poratowanie zdrowia. Pan dyrektor prawdopodobnie wspiera obecny rząd, skoro jako pracodawca zaprzecza, jakoby wykonywał pan pracę w trudnych warunkach oraz gdzie i jak pan pracuje.

Teraz nie problemy z krtanią, głosem są ważne ale - dodał lekarz - ale... to, czy pan skorzystał przed staraniem się o urlop ze 182 dni na L-4 oraz czy pan leczy się u psychiatry?

Wszystkie nauczycielki, które były przed nim, nie otrzymały zgody na urlop na poratowanie zdrowia. Jedna z nich ma dostarczyć dokumenty od lekarza ... psychiatry. Opisujący zaś tę historię dostał konkretną poradę a lekarz zaordynował mu rozpoczęcie leczenia u wskazanych specjalistów, czyli dał L-4 dłuższe. Po tym czasie może dopiero zgłosić się do niego z wnioskiem o urlop.


niedziela, 10 lutego 2019

(Nie-)spełnione przez rządzących w latach 1993-2019 oświatowe uzgodnienia Okrągłego Stołu (3)


Najwięcej miejsca poświęcono w ustaleniach podstolika oświatowego kwestii Uspołecznienia szkoły. Do przyjęcia przez Sejm w 1991 r. pierwszej, postsocjalistycznej ustawy o systemie oświaty, nie istniały w niej organy uspołecznienia rozumiane jako samorządność nauczycieli, uczniów i rodziców.

Proces ten (...) powinien być rozwijany zarówno w szkołach państwowych jak i niepaństwowych. W zakresie rozwijania samorządności dzieci i młodzieży oraz wpływu rodziców na szkołę obecnie obowiązujące przepisy umożliwiają rzeczywiste uspołecznienie szkoły; należy troszczyć się o ich pełne wprowadzenie do praktyki oświatowej. Ministerstwo Edukacji Narodowej wspierać będzie dalsze poszukiwania i innowacje w tym zakresie.

2.Zwiększać powinna się autonomia nauczycieli i rad pedagogicznych. W terminie do 1 września 1989 r. Minister Edukacji Narodowej dokona zmiany zasad funkcjonowania rad pedagogicznych oraz statusu dyrektora szkoły. Zmiany te powinny dotyczyć wzmocnienia samorządności dyrektora wobec administracji oświatowej, rozszerzenia kompetencji rady pedagogicznej oraz przyjęcia zasady, że jeśli szkole potrzebny jest zespół kierowniczy to rada pedagogiczna dokonuje wyboru tych jego członków,którym nie powierzono funkcji kierowniczych.

3. Przyjmuje się od 1 września 1989 r. dwojaki tryb powoływania dyrektorów szkół i innych placówek oświatowo-wychowawczych:

a) kandydaci na dyrektorów wyłaniani są w drodze konkursów merytorycznych organizowanych przez organy nadzorujące, zasady przeprowadzania konkursów są uzgadniane z radą pedagogiczną, w skład komisji konkursowej wchodzą przedstawiciele organu nadzorującego placówkę, rady pedagogicznej i komitetu rodzicielskiego, dyrektora mianuje organ nadzorujący szkołę spośród kandydatów wyłonionych w drodze konkursu (wg kolejności lokat), po uzyskaniu pozytywnej opinii rady pedagogicznej. Powyższy tryb powoływania dyrektora będzie stosowany na wniosek rady pedagogicznej lub z inicjatywy organu nadzorującego placówkę.

b) w przypadku rezygnacji rady pedagogicznej z wariantu a) dyrektora placówki powołuje organ nadzorujący szkołę, po uzyskaniu pozytywnej opinii rady pedagogicznej.

4. Zakładanie szkół i innych niepaństwowych placówek oświatowo-wychowawczych wszystkich szczebli powinno odbywać się na podstawie rejestracji, a nie zezwolenia Ministra. Zasady rejestracji powinny być uregulowane w nowej ustawie. Do czasu dokonania zmian ustawowych Minister Edukacji Narodowej nie będzie odmawiał wydawania zgody na powołanie szkoły (placówki) niepaństwowej, jeżeli zostaną spełnione warunki określone w Zarządzeniu Ministra Oświaty z dnia 16 lutego 1965 r. w sprawie zasad i warunków prowadzenia niepaństwowych szkół i innych placówek oświatowo-wychowawczych. Nie dotyczy to szkół podstawowych(patrz—protokół rozbieżności).

5. W terminie do dnia 1 września 1989 roku należy stworzyć formalno-prawne podstawy powoływania klas autorskich.

6. Istnieje potrzeba wypracowania przez środowisko nauczycielskie zbioru powinności etycznych wynikających z tradycji zawodu, z ducha kultury narodowej i podstawowych wskazań moralnych. Należy wspierać różnorodne poszukiwania zmierzające do wypracowania koncepcji nowych samorządowych instytucji dbających o wysoki poziom zawodowy i etyczny nauczycieli — np. izby nauczycielskie,sądy koleżeńskie itp.

7. Należy dokonać zmiany obowiązujących przepisów o odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli, w kierunku wzmocnienia niezawisłości komisji dyscyplinarnych i rozszerzenia prawa nauczycieli do obrony.
(s.55-56)


Powyższe ustalenia - z wyjątkiem kwestii powoływania szkół niepaństwowych - zostały zdewastowane przez tzw. elity postsolidarnościowe, bo to, że zaprzeczały im decyzje partii postkomunistycznych i lewicowych nie powinno nikogo dziwić. Akurat tym procesom przemian poświęciłem trzydzieści lat pracy naukowej i oświatowej, co znalazło swoje odzwierciedlenie nie tylko w osobistym zaangażowaniu w konkretne działania w szkolnictwie państwowym i oświacie publicznej w skali całego kraju, ale także w prowadzonych przez mnie badaniach oświatowych i opublikowaniu ich wyników.



sobota, 9 lutego 2019

(Nie-)spełnione przez rządzących w latach 1993-2019 oświatowe uzgodnienia Okrągłego Stołu (2)


Uczestnicy obrad Okrągłego Stołu, a raczej podstolika oświatowego obradującego w innym miejscu i warunkach skupili swoją uwagę na kwestii wychowania w szkole. W odrębnych ustaleniach przyjęto zapis pt.

"II. PROFIL WYCHOWAWCZY SZKOŁY

1.Profil wychowawczy szkoły powinien być oparty na zasadach Konstytucji i Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, co dopuszcza ekspresję wszystkich niesprzecznych z nimi wartości.

2. Instytucjonalny wpływ partii politycznych na proces nauczania i wychowania realizowany będzie wyłącznie poprzez organa przedstawicielskie Państwa (Sejm, rady narodowe).

3. Przyjęte powyżej zasady powinny znaleźć swój wyraz w pracach nad treściami kształcenia i wychowania oraz w praktyce szkolnej, ze szczególnym uwzględnieniem przedmiotów humanistycznych.

4.Nauczyciel w realizacji procesu dydaktyczno-wychowawczego może korzystać, poza podręcznikami zatwierdzonymi przez Ministra, z wszelkich pomocy naukowych, nie naruszających ustaleń dotyczących profilu wychowawczego szkoły.


5. Tak jak dotychczas, placówki oświatowo-wychowawcze mają prawo do tworzenia własnych obrzędów, zwyczajów kalendarza obchodów rocznicowych itp.

6. Ministerstwo Edukacji Narodowej zrezygnowało z obowiązkowego dla uczniów egzaminu dojrzałości z propedeutyki nauki o społeczeństwie. Sprawa całokształtu egzaminu dojrzałości powinna zostać przeanalizowana przy projektowanej reformie programowej.
(s. 56)

W trzeciej dekadzie transformacji ustrojowej widzimy, jak kierujący resortem edukacji odchodzili nawet od tych ustaleń, by łącząc ich zapisy ze sobą, wykluczać istotę procesów i wartości zawartych w każdym z nich odrębnie. Proszę porównać punkt 1 z punktem 2 i 3, które miały gwarantować autonomię szkolnych programów wychowawczych, a w wyniku instytucjonalnego wpływu partii władzy stało się to niemożliwe. Powróciliśmy do PRL-owskiego modelu szkoły indoktrynacyjnej, w tym zakresie - państwowej, podporządkowującej profil wychowawczy szkoły doktrynie ideologicznej partii rządzącej.

Nauczyciel miał mieć możność korzystania w swojej pracy pedagogicznej w wszelkich pomocy dydaktycznych, ale skoro profil szkoły jest mu narzucony przez partię władzy, to wiadomo, że jest to niemożliwe, a nawet szkodzące jego awansowi zawodowemu.

Zaledwie jedno z ustaleń, które po dzień dzisiejszy jest realizowane w tym zakresie, to egzaminy dojrzałości.