Edukacja
obywatelska bywa najczęściej analizowana w kategoriach dydaktycznych,
programowych bądź aksjologicznych. Tymczasem jej realne możliwości i granice są
w pierwszym rzędzie determinowane przez ustrój polityczny oraz architekturę
władzy publicznej, w której funkcjonuje szkoła. Uważam, że nie istnieje edukacja „w demokracji” w sensie partycypacyjnym bez
ustrojowych warunków realnej partycypacji, a system prawny może edukację
obywatelską zarówno wspierać, jak i neutralizować lub ograniczać.
W
tym sensie spór o edukację obywatelską nie dotyczy jedynie treści kształcenia,
lecz pytania bardziej fundamentalnego - czy szkoła jest przestrzenią
współuczestnictwa w sferze publicznej, czy jedynie narzędziem socjalizacji do
obowiązującej formy demokracji.
Klasyk myśli pedagogicznej John Dewey definiował demokrację jako formę
życia społecznego (a way of life), a nie jako wyłącznie mechanizm
instytucjonalnego współzarządzania procesami społeczno-wychowawczymi. Szkoła miała być „mikrospołeczeństwem”, w którym jednostka
uczy się demokracji przez doświadczenie współdziałania i współodpowiedzialności,
a nie przez instruktaż normatywny¹. Warunkiem takiej pedagogiki jest jednak
istnienie pluralistycznej, zdecentralizowanej sfery publicznej.
Karl
R. Popper, analizując społeczeństwo otwarte, wskazywał, że o demokratycznym
charakterze ustroju państwowego nie decyduje sama procedura większościowa, lecz możliwość
realnej krytyki władzy i odwracalności decyzji². Władze państwa demokratycznego, które przypisują sobie po wygranych wyborach monopol na własną interpretację demokracji, przestają być otwarte na społeczeństwo, nawet jeśli zachowują formalne instytucje wyborcze. Zamiast demokracji jest demokratura.
Jürgen
Habermas natomiast akcentował znaczenie sfery publicznej jako przestrzeni
komunikacyjnej, w której legitymizacja władzy dokonuje się poprzez argumentację
i deliberację³. Kolonizacja tej sfery przez administrację i system prawny
prowadzi do osłabienia podmiotowości obywateli i redukcji partycypacji do form
symbolicznych.
Te
trzy perspektywy łączy przekonanie, że demokracja bez realnego udziału
obywateli staje się strukturą fasadową, a edukacja obywatelska nie może być od
niej niezależna.
Jak jest w Polsce?
Analiza
polskiego Prawa oświatowego dowodzi, że partycypacja w szkole publicznej
została skonstruowana jako zjawisko dopuszczalne, lecz nie jest ono zagwarantowane
ustrojowo. Konstytucja RP, przyznając rodzicom prymat wychowawczy własnych dzieci (art.
48, 53) i odwołując się do zasady pomocniczości, nie określa modelu
organizacyjnego edukacji. Centralizacja szkolnictwa jest zatem efektem rozwiązań
ustawowych, dobrej woli polityków, a nie konstytucyjnego nakazu.
Prawo
oświatowe wprowadza system, który można opisać poprzez model prawa do weta. Na
każdym kluczowym etapie inicjatywa partycypacyjna może zostać przejęta lub
zatrzymana przez władzę administracyjną, przez centralny monopol normatywny
ministra (ideokraty), przez nadzór pedagogiczny kuratora, przez
dyrektora szkoły jako funkcjonalnego przedstawiciela państwa, a w sytuacji
konfliktu – przez administracyjne rozstrzygnięcie sporu (np. art. 84 ust. 3).
Szczególnie
istotna jest pozycja dyrektora, który nie pełni roli „pierwszego wśród
równych”, lecz jest ostatnim ogniwem nadzoru pedagogicznego. Fakt, że dyrektor jako pracodawca i przedstawiciel władzy publicznej nie może uczestniczyć w
strajku, nawet będąc członkiem związku zawodowego, jednoznacznie potwierdza
jego ustrojowy status. W konsekwencji szkoła nie posiada wewnętrznej
suwerenności decyzyjnej, a konflikt społeczny nie uruchamia deliberacji, lecz
mechanizm administracyjnego domknięcia.
W
takim modelu edukacja obywatelska może funkcjonować wyłącznie jako edukacja o
demokracji lub edukacja do akceptacji jej aktualnej formy. Edukacja „w
demokracji” pozostaje praktyką incydentalną, zależną od dobrej woli jednostek,
a nie od systemowych gwarancji.
Jak jest w Niemczech?
Republika
Federalna Niemiec reprezentuje odmienny model ustrojowy. Federalizm powoduje,
że edukacja należy niemal wyłącznie do kompetencji krajów związkowych (Länder),
co uniemożliwia ustanowienie jednego, centralnego monopolu interpretacyjnego.
Brak jednolitej polityki oświatowej oznacza rozproszenie władzy i pluralizm
rozwiązań, a tym samym osłabienie mechanizmów centralnego weta.
W
niemieckim prawie szkolnym funkcjonują obowiązkowe organy współdecydowania (np.
Schulkonferenz), w których reprezentowani są nauczyciele, rodzice i
uczniowie. Dyrektor, choć posiada kompetencje kierownicze, nie jest traktowany
jako funkcjonariusz administracji rządowej, lecz jako element zarządzania
wspólnotą szkolną, podlegający kontroli ciał kolegialnych.
Dodatkowym
zabezpieczeniem pluralizmu jest zasada kontrowersyjności (Beutelsbacher
Konsens), która zakazuje indoktrynacji i nakazuje prezentowanie sporów
politycznych jako sporów. W efekcie edukacja obywatelska nie służy
legitymizacji aktualnej władzy, lecz uczy funkcjonowania w warunkach trwałej
różnicy stanowisk.
Z
perspektywy Deweya i Habermasa model niemiecki tworzy realne warunki dla
edukacji partycypacyjnej, choć nie ma charakteru demokracji bezpośredniej.
A jak jest w Szwajcarii, jedynym państwie w Europie, w którym jest demokracja bezpośrednia?
Szwajcaria
stanowi w Europie przypadek szczególny. Obowiązująca w tym kraju demokracja bezpośrednia (poprzez obligatoryjne referenda, fakultatywne i inicjatywy ludowe) nie jest dodatkiem
do systemu przedstawicielskiego, lecz jego rdzeniem. Obywatele realnie
współdecydują o prawie i politykach publicznych, ponosząc odpowiedzialność za
skutki swoich decyzji.
System
edukacyjny jest głęboko zdecentralizowany. Kompetencje w polityce oświatowej należą do kantonów i
gmin, a poziom federalny pełni funkcję koordynacyjną. Szkoła jest zakorzeniona
w lokalnej wspólnocie politycznej, a konflikt nie uruchamia automatycznego weta
władzy centralnej, lecz procedury deliberacyjne lub referendalne.
W takich warunkach edukacja obywatelska nie musi symulować partycypacji, ponieważ partycypacja istnieje jako fakt ustrojowy. Z perspektywy Poppera społeczeństwo pozostaje otwarte, ponieważ żadna instancja nie posiada monopolu na definicję dobra wspólnego; z perspektywy Habermasa sfera publiczna zachowuje charakter komunikacyjny; z perspektywy Deweya szkoła funkcjonuje w środowisku, w którym demokracja jest doświadczeniem, a nie ideologią.
Syntetyczne porównanie
trzech modeli ustrojów państwowych i oświatowych prowadzi do jednoznacznych wniosków prawnopedagogicznych. Po
pierwsze, edukacja w demokracji jest możliwa tylko tam, gdzie demokracja
funkcjonuje jako realna praktyka ustrojowa, a nie wyłącznie jako normatywny
dyskurs. Po drugie, centralizacja władzy edukacyjnej prowadzi do redukcji
partycypacji do form konsultacyjnych i adaptacyjnych. Po trzecie,
decentralizacja (federalizm lub demokracja bezpośrednia) nie eliminuje
konfliktu, lecz instytucjonalizuje go jako element życia publicznego.
W tym sensie ograniczenia polskiej edukacji obywatelskiej nie są wynikiem „braku kultury demokratycznej”, lecz konsekwencją przyjętego modelu ustrojowego, w którym administracyjne punkty weta zabezpieczają stabilność władzy kosztem partycypacji.
Edukacja obywatelska nie jest autonomicznym projektem pedagogicznym. Jest funkcją ustroju politycznego w III RP, w którym partycypacja została zredukowana do roli symbolicznej, pozorowanej, toteż szkoła nie może być przestrzenią demokracji, lecz co najwyżej jej pozorowaniem. Nie da się wychować do partycypacji w ustroju, który partycypację systemowo ogranicza. Można jedynie wychować do jej rozumienia – albo do jej akceptacji.
Polecam:
1.
J.
Dewey, Democracy and Education, New York 1916; tenże, The Public and
Its Problems, New York 1927.
2.
K.
R. Popper, The Open Society and Its Enemies, London 1945.
3.
J.
Habermas, Strukturwandel der Öffentlichkeit, Frankfurt am Main 1962;
tenże, Faktizität und Geltung, Frankfurt am Main 1992.


