poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Syn premiera rządu nie musi być wychowany?


Kto powiedział, że syn premiera musi być dobrze wychowany? Nie musi. Jak twierdzi pierwszy moralista z lat 2005-2006 b. premier rządu Kazimierz Marcinkiewicz, ten prawicowy, ale w tym przypadku z pełnym zaprzeczeniem, bo pielęgnujący deklaratywnie tradycje, wartość rodziny i patriotyzm moralista, komentując ujawnioną aferę z zatrudnieniem syna obecnego premiera Donalda Tuska w firmie wielokrotnie skazanego - Marcina Plichty (I voto Stefański)tak relatywizuje w swoim komentarzu łamanie dobrych obyczajów i wartości chrześcijańskich Michała Tuska:

"- To jest dorosły człowiek i odpowiada za siebie. Jak sobie pościeli, tak się wyśpi".

Otóż to. Ważne jest bowiem nie tylko to, jak się ścieli własne życie, ale i to, kto to czyni, to znaczy, czy jest to osoba dobrze wychowana, a więc posiadająca zinternalizowany system wartości, osoba wykształcona nie tylko formalnie, ale i moralnie. Osoba w pełni wychowana to taka, która przestrzega z własnej woli, a nie dlatego, że inni jej tak każą (np. tatuś - premier czy robotnik), kierując się sumieniem, akceptowanym w społeczeństwie zbiorem norm moralnych i społecznych w życiu osobistym tak samo, jak w życiu zawodowym lub publicznym.



Każdy, kto bez względu na motywy schodzi ze ścieżki postulowanych wartości społeczno-moralnych, ma w swoim wychowaniu poważne braki, jest półproduktem tego procesu, albo i jego zaprzeczeniem, kiedy np. postępuje wbrew normom i prawu. Nie bez powodu określa się takie osoby mianem nieprzystosowanych społecznie, przestępców czy dewiantów.

Wychowanie człowieka jako wynik wieloletniego procesu, w którym uczestniczą różne podmioty, osoby, ale i mają nań wpływ różne czynniki (np. okazje, pokusy, bodźce) wcale nie musi być pełne. Może być pozorne, adaptacyjne, konformistyczne lub nawet przestępcze. Nie można za jego wynik, który wyraża się po latach - jak pisała znana psycholog Antonina Gurycka - zgeneralizowanym i odroczonym zarazem efektem wielu doświadczeń i postaw - obciążać tylko i wyłącznie rodziców dziecka. Nie są oni bowiem jedynymi, w pełni odpowiedzialnymi za końcowy efekt wychowania lub jego patologii. Wiele osób i sytuacji może się do tego przyczyniać, a nie ulega wątpliwości, że w największym stopniu sam wychowywany, a więc ten, który wchodząc w zycie dorosłe udowadnia nie deklaracjami (bo to może czynić na wiecach politycznych), ale - jak pisał słusznie Karol Wojtyła - CZYNAMI poziom swojej godności (nie-)moralnej.

Bycie w jakiejś mierze "nauczycielem narodu" zobowiązuje jednak do tego, by zainteresować się tym, choć być może jest już na to za późno, jak został wychowany ten, który może mnie z tej roli wykluczyć. B. premier K. Marcinkiewicz potwierdził swoim życiem, jak nie szanuje się własnej rodziny, więc niech nie poucza premiera D. Tuska, gdyż ten nie zostawił swojej małżonki i dzieci dla "młodszego rocznika". W jednym tylko częściowo można się z nim zgodzić, że (...) premier Tusk nie może odpowiadać za błędy, czyny i pracę syna. Częściowo - premier jako ojciec - także za nie odpowiada, ale nie sam. Są wśród tych liczni, nieidentyfikowalni tu i teraz, którzy też do tego się przyczynili.

Którego polityka obchodzi jednak dzisiaj kategoria odpowiedzialności, wychowania, uczciwości, prawdy, dobra itd.? O których politykach można powiedzieć, że są dobrze wychowani?