Wystarczy, że płacą za "studia" bez studiowania
Otrzymałem dzisiaj list od studentki wyższej szkoły prywatnej w Łodzi, w którym zwraca się do mnie o pomoc, nie wiedzieć dlaczego, bo na szczęście nie mam z tą szkołą nic wspólnego. Czy to zatem jest jakaś prowokacja, czy może realny problem, z którym nie radzą sobie ci, którzy są zań odpowiedzialni? Studentka pisze, co następuje (dane personalne zmieniam dla ochrony zainteresowanych tym osób, przy czym treść i stylistyka pisma jest zgodne z oryginałem): Dzień dobry. Nazywam się Joanna K. i niestety mam dość poważny problem z wyższą szkołą prywatną w łodzi, mianowicie chodzi o studia podyplomowe na kierunku Terapia zajęciowa - przedmiot pedagogika zabawy z p.Joanną P. Nie byłam na kilku zajęciach /zresztą nie tylko ja / bo być nie mogłam z ważnych przyczyn /jestem z X, pracuję na Uniwersytecie X, sama jestem nauczycielką/ i chciałabym jakoś tę pedagogikę zabawy zaliczyć ale nie daje mi się takiej możliwości bo p.P. nie odpisuje na maile,niestety też jej nie zastałam na tej szlac...