czwartek, 5 lutego 2015

List Komitetu Kryzysu Humanistyki Polskiej o finansowaniu jednostek naukowych



Po zamknięciu obrad Komitetu Kryzysu Humanistyki Polskiej uzyskałem zgodę na opublikowanie treści Stanowiska, jakie zostało przekazane najwyższym władzom państwowym i liderom największych partii politycznych:


Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski,
Prezes Rady Ministrów Ewa Kopacz,
Wiceprezes Rady Ministrów Janusz Piechociński,
Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Lena Kolarska-Bobińska,
Przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska Rafał Grupiński,
Przewodniczący Klubu Parlamentarnego Polskie Stronnictwo Ludowe Jan Bury,
Przewodniczący Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość Mariusz Błaszczak,
Przewodniczący Klubu Poselskiego Sojusz Lewicy Demokratycznej Leszek Miller


Obecny system finansowania Uniwersytetu, wiążący istotną część dotacji dla jednostek naukowych z liczbą studentów, jest nie do utrzymania. Nie sprawdzał się na długo przed zapaścią demograficzną. Obniżanie wymagań wobec studentów, przyjmowanie kandydatów bez egzaminów, a nawet bez spełnienia odpowiednich wymagań maturalnych na najbardziej wymagające kierunki, poddanie uniwersytetu
zmiennym modom “rynku pracy”, inwestowanie w PR kosztem badań naukowych – o wszystkim tym opinia publiczna była wielokrotnie informowana.

Dzisiaj utrzymanie „pogłównego” grozi nie tyle likwidacją poszczególnych instytutów, ile całych dyscyplin naukowych. Problemem znacznej części polskich uczelni, zwłaszcza uniwersytetów w mniejszych miastach, jest deficyt spowodowany różnicą między realnymi kosztami utrzymania uczelni a dotacją celową otrzymywaną z Ministerstwa. W czasie niżu demograficznego sposobem na zbilansowanie finansów uczelni stało się zamykanie niektórych kierunków studiów i zwalnianie pracowników.

Taki sposób „rozwiązywania problemu” prowadzi do sukcesywnego kurczenia się uczelni, do zmniejszania jej potencjału naukowego,
redukcji realnej oferty dydaktycznej dla studentów i kandydatów na studia, a ostatecznie do jej likwidacji. Wiele wskazuje na to, iż jest to świadoma polityka Ministerstwa, zmierzająca do zmniejszenia liczby uczelni zasługujących na miano uniwersytetu lub placówki badawczej, zdegradowania większości uniwersytetów regionalnych do rangi wyższych szkół zawodowych, a także do wprowadzenia odpłatności za wszystkie rodzaje studiów. Wzywamy Rząd od odstąpienia od tej antyrozwojowej polityki. Oczekujemy zmiany sposobu finansowania jednostek naukowych, które zapewnią ciągłość trwania zagrożonym instytutom i całym dyscyplinom i podniosą jakość dydaktyki i badań. Dotyczy to również PAN.

1. Konieczne jest stworzenie systemu bodźców finansowych, które wiążą finansowanie jednostek z oceną prowadzonych w nich badań, innego niż obecny system parametryzacji. Umożliwiłoby to przetrwanie i rozwój pozametropolitalnych ośrodków naukowych; wiele ośrodków skłoniłoby na powrót do inwestycji w badania, nie w reklamę. Zmiana ta pozwoli na dużo więcej niż tylko na zachowanie status quo. Wprowadzenie procedur promujących finansowanie przez instytuty nie tylko etatów dydaktycznych, lecz również badawczych i
dydaktyczno-badawczych byłoby ruchem prawdziwie pro-jakościowym. W tym celu należy stworzyć w algorytmie dotacji podstawy dla wdrożenia systemu dwuścieżkowego dla każdego instytutu naukowego.

Trzeba stworzyć instytutom możliwość przeliczania punktów uzyskanych dzięki prowadzonym w nich badaniom, publikacjom, konferencjom, uzyskanym patentom itd. na liczbę studentów. Neutralizacja czynnika demograficznego wymaga stworzenia w algorytmie takiej możliwości, by dana ilość wykonanej w jednostce pracy badawczej stanowiła ekwiwalent jednego studenta. Stworzenie w algorytmie
odpowiedniego przelicznika który określoną liczbę studentów i doktorantów pozwalałby zastąpić pewną ilością pracy badawczej i organizacyjnej, umożliwiłoby powetowanie strat związanych z niżem demograficznym, jak i prowadzenie bardziej selektywnej polityki wobec kandydatów na studia, bez czego nie sposób myśleć o podniesieniu poziomu wykształcenia Polaków.

2. Biorąc pod uwagę fakt, że ok. roku 2020 spodziewany jest wzrost liczby absolwentów szkół średnich, istotne jest zachowanie potencjału dydaktycznego i naukowego instytutów, ponieważ jego odbudowa byłaby długotrwała i kosztowna, a być może nawet nierealna. Algorytm dotacji dydaktycznej powinien uwzględnić, że poszczególne kierunki, dysponując określonym stanem kadry i infrastrukturą, mogą zapewnić dobre kształcenie pewnej maksymalnej liczbie studentów, ale nie większej niż średnia, np. z ostatnich 5 czy 10 lat i stan ten powinien być podtrzymywany, nawet w obliczu spadku liczby studentów do 50 % limitu z poprzednich lat.

Uwzględniać też należy zasadę, że dotacja nie będzie się zmniejszać, dopóki liczebność grup zajęciowych pozostaje w pewnych przedziałach dobranych ze względu na efektywność kształcenia. Kolejna zasada w algorytmie powinna zakładać, że pracownik naukowo-dydaktyczny zatrudniony jest na pełnym etacie nie tylko wtedy, gdy realizuje pensum dydaktyczne na obecnym poziomie,lecz także wtedy, gdy nie można mu przydzielić pełnej liczby godzin, ale przynajmniej 2/3 dotychczasowej wielkości.

3. Rzetelna ocena jakości badań wymaga wprowadzenia wielomodelowego systemu oceniania lub parametryzacji. Odgórne narzucanie, w imię urzędniczej wygody, jednego wzorca naukom społecznym, ścisłym, humanistyce i naukom technicznym prowadzi do osłabiania ich potencjału, jak i konfliktowania środowiska naukowego. Uznanie metodologicznych różnic między dziedzinami jest kwestią zdrowego
rozsądku. Dlatego trzeba zrezygnować z karania socjologów, za to że nie są matematykami, ale i nie narzucać matematykom modelu naukowego socjologii, polonistyki czy mechatroniki.

Wprowadzenie przelicznika jakościowego tylko o tyle będzie narzędziem naprawczym, nie zaś polem walki między naukowcami-lobbystami czy wręcz kolejnym narzędziem niszczenia mniej zaradnych dyscyplin w walce o skąpą dotację, o ile równolegle z jego wprowadzeniem wydane zostanie rozporządzenie Ministerstwa ustanawiające wielość modeli oceniania badań dla odpowiednich gałęzi nauk. Postulujemy jednocześnie, by wszędzie, gdzie tylko pojawi się konieczność wprowadzenia elementów systemu recenzyjnego (zarówno w naukach społecznych, humanistyce, jak i w naukach podstawowych) wprowadzić na wszystkich poziomach zasadę pełnej jawności; zamieszczania wszystkich recenzji w internecie, łącznie z obowiązkową odpowiedzią autora oraz możliwością dyskutowania recenzji przez wszystkich członków wspólnoty naukowej.

Przygotowywane przez Rząd rozwiązania nie oferują perspektywy wyjścia z kryzysu i podniesienia poziomu polskiej nauki. Projekt wyłonienia jednostek wiodących finansowanych kosztem słabszych ośrodków nie jest reformą projakościową, lecz pro-oszczędnościową. Co więcej, są to oszczędności krótkoterminowe i krótkowzroczne. Nie słyszymy dziś od Rządu obietnicy, że najlepsi będą dostawać więcej – mamy zapowiedź, że największe i najsilniejsze ośrodki będą finansowane kosztem słabszych. Występujemy o uwzględnienie w dotacji poziomu prowadzonych w instytutach badań. Jesteśmy za stworzeniem systemu bodźców skłaniających do podniesienia poziomu badań.

Nie można przedstawiać projektu degradacji większości ośrodków na rzecz paru ośrodków wiodących, obcięcia funduszy pozametropolitalnych ośrodków na rzecz metropolii jako reformę mającą podnieść stan nauki polskiej. Najlepsze uniwersytety staną się obciążeniem dla reszty, nie zaś kołem zamachowym, które pozwoli na podniesienie poziomu życia akademickiego w Polsce. Rozwiązaniem zaistniałej sytuacji nie jest odgórne decydowanie o tym, które ośrodki akademickie są ważniejsze dla życia naukowego i kulturalnego kraju, ale wprowadzenie takiej polityki finansowania ze względu na jakość, która spowodowałaby, że słabsze ośrodki równałyby do
mocniejszych.

Domagamy się systemu finansowania, który wymusi na jednostkach naukowych podwyższenie poziomu prowadzonych w nich badań, w taki sposób, aby została zachowania ich ciągłość instytucjonalna w czasie niżu demograficznego, nie zaś systemu, który ostatecznie uniemożliwi prowadzenie badań w jednostkach mniejszych i nie-wielkomiejskich lub prowadzących mniej popularne kierunki studiów.
Zignorowanie kolejnego wystąpienia świata naukowego, tak jak to się stało z poparciem 42 rad naukowych występujących o zniesienie odpłatności za studiowanie drugiego kierunku, nie pozostawi już Uniwersytetowi innej drogi niż protesty.

11 komentarzy:

  1. Podpisuję się pod tym w całości. Polityka finansowania nauki i kształcenia obecnie jest przeciwko humanistyce i naukom społecznym jako " nierynkowym" a skutki będą katastrofalne. tak się wykańcza naród i jego kulturę. Z nadzieją na zmiany pozdrawiam Cię serdecznie. Mirka Dziemianowicz

    OdpowiedzUsuń
  2. Tzw. "humanistów" jest w Polsce po prostu za dużo, a jakość i efekty pracy - mierne! Niebogaty kraj takiej rzeszy darmozjadów nie utrzyma!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak twierdzi wybitny humanista III RP i PRL razem wziętych. Utrzymuje swoimi dziełami tysiące Polaków.

      Usuń
  3. Obawiam się, że nie dostrzegamy innego problemu: niechęci pracowników naukowo-dydaktycznych do informowania o swoim dorobku. Społeczeństwo utrzymując nas ze swoich podatków ma prawo oczekiwać, że coś zrobimy i że z tego czegoś się rzetelnie rozliczymy, pokażemy to, opiszemy i udowodnimy. Jeśli nie będziemy pokazywać swojego dorobku choćby w minimalnej sprawozdawczości, to na co mamy dostawać fundusze? Dlatego: a) sprawozdawczość musi być prosta, jawna, przejrzysta, najlepiej dokonywana online bezpośrednio przez samych zainteresowanych + uwzględniać opóźnienia wydawnicze; b) nauczyciele akademiccy muszą chcieć ją wypełniać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanowny Panie Karolu,

      zastanawiam się, co Panu chodzi po głowie, gdyż umieszczony post powyżej ośmiesza Pana osobę.Nauczyciele akademiccy też są integralną częścią, elementem społeczeństwa polskiego i także pracują, płacą podatki, biorą kredyty i spłacają odsetki itd.Ponadto pisze Pan jakieś dziwne rzeczy np. o informowaniu o swoim dorobku.Tutaj nie widzę żadnego problemu.O co chodzi? Każdy mi osobiście znany nauczyciel akademicki informuje, o swoim dorobku, dokonaniach, pozycji w środowisku zawodowym itp.Nikt niczego nie kamufluje.Co Panu chodzi po głowie?

      Usuń
  4. W czarnych barwach widzę przyszłość nauk społecznych. Nastawienie wyłącznie na finansowy zysk zabija ideę wolności uniwersyteckiej. Przymus zysku ekonomicznego nie ma nic wspólnego z ideą Universitas. W listopadzie 2014 uczestniczyłem w Konferencji zorganizowanej przez IBE „Horyzont 2020 – wyzwania i szanse dla polskiej nauki”. No właśnie – szanse… Prelegenci z entuzjazmem przedstawiali założenia programu Horyzont 2020. Osobiście z mieszanymi uczuciami słuchałem tych wystąpień. Obecni na sali, a było ich blisko 200 osób, również nie podzielali entuzjazmu prelegentów. Co z tego spotkania wynika dla nas? To o czym jest w Liście Komitetu. Zaczyna się planowe, systematyczne eliminowanie/”mordowanie” nauk społecznych i humanistycznych. A to wszystko pod płaszczykiem innowacyjności, kreatywności, podnoszenia jakości kształcenia i badań, i tym podobnych górnolotnych określeń. Nikt, ale to nikt, z prelegentów nie odniósł się, nawet w najmniejszym stopniu, krytycznie do proponowanych kierunków zmian w szkolnictwie wyższym. Obserwuję na co dzień te zmiany, które nam zafundowało MNiSzW. Doprowadzą one nie tylko do katastrofy szkolnictwa wyższego, (niektórzy twierdzą, że jesteśmy w trakcie katastrofy) ale wpłyną negatywnie na funkcjonowanie całej struktury społecznej. Moim zdaniem już teraz wpływają w sposób nieodwracalny. Na przykład system parametryczny w naukach społecznych doprowadził do takiej destrukcji oraz licznych patologii, że trudno tu znaleźć jakąkolwiek linię obrony. A przecież to dopiero początek takich zmian. No, ale decydenci i Ministerstwo się cieszy - nareszcie można wskazać, kto jest zbędny z punktu widzenia wskaźników ekonomicznych i dochodowości. Zastanawia mnie, czy w Warszawie, w centrach decyzyjnych zasiadają wyłącznie ignoranci, bo jeżeli nie, to można założyć, że nosi to prawdopodobne znamiona działań antypaństwowych. Mam ponad 25-letni staż w szkolnictwie wyższym, co może nie jest najistotniejsze, ale podczas wspomnianej wcześniej Konferencji siedziała obok mnie grupa bardzo młodych pracowników nauki. W trakcie kolejnych wystąpień ich twarze niejednokrotnie wyrażały zażenowanie oraz politowanie. Ich uwagi oraz komentarze, mimo młodego wieku, były identyczne z moimi przemyśleniami i komentarzami, którymi się wymienialiśmy. Zauważali absurdalność wielu decyzji i przepisów. Co wcale mnie nie cieszy, gdyż prelegenci wielokrotnie podkreślali, że proponowane zmiany wychodzą naprzeciw młodym. Widać jednak, że są to w sporym zakresie stwierdzenia życzeniowe. Na koniec – pesymistycznie zapatruję się na jakąkolwiek konstruktywną reakcję władz i myślę, że niestety tak, jak napisali Autorzy Listu „Zignorowanie kolejnego wystąpienia świata naukowego (…) nie pozostawi już Uniwersytetowi innej drogi niż protesty”. Tylko dokąd ta droga może nas zaprowadzić? I kto wtedy nad tym zapanuje…?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauki humanistyczne i społeczne stanowią niejako jeden z filarów kultury narodowej i są kluczowe w badaniach podstawowych.Marginalizacja humanistyki, nauk społecznych i sektora wiedzy ogółem postępuje nieuchronnie w Rzeczypospolitej Polskiej.Właściwie jest to kompromitacja polskiej demokracji i jej ponad 25 - letniego okresu istnienia.Uważam, że kraj, a który nie szanuje i nie rozumie znaczenia, wagi i roli nauki w kulturze narodowej, społeczeństwie i gospodarce danego państwa jest skazany na pozostanie kolonią lub peryferią rozwiniętego świata.Pamiętajmy, że proces destrukcji sektora wiedzy w RP trwa, od 1990 r. i systematycznie postępuje, a dotyczy ogólnie badań podstawowych.Wczoraj przeglądałem listę rankingową beneficjentów programów Narodowego Centrum Nauki za 2014 r., a którzy otrzymali największe dofinansowanie.Liderem jest Polska Akademia Nauk, która kompleksowo jako Instytucja Naukowa zdobyła prawie 193 mln złotych, a potem Uniwersytet Jagielloński z pulą wynoszącą około 80 mln złotych i Uniwersytet Warszawski z prawie 71 mln złotych na koncie sukcesu.Właściwie owe trio, czyli PAN, UJ, UW pochłaniają lwią część grantów badawczych NCN.I dlatego aż się prosi, aby zwiększyć dofinansowanie sektora nauki, gdyż inaczej regionalne i mniejsze uniwersytety, szkoły wyższe, instytuty badawcze są pozbawione możliwości rozwoju i prowadzenia badań naukowych itd.Wprowadzane zmiany systemowe w sektorze szkolnictwa wyższego i nauki przyniosą pierwsze, określone owoce za 10 - 11 lat.Tutaj warto podkreślić, iż zmiany obejmą wszystkie dyscypliny i specjalności naukowe, a nie tylko nauki humanistyczne i społeczne.Zasadniczy problem będzie dotyczył przede wszystkim braku publicznych pieniędzy na badania naukowe i prace rozwojowe, a także niewielkie możliwości pozyskiwania źródeł dofinansowania z sektora gospodarki RP, bo doskonale wiemy, iż dominują u nas mikro, małe i średnie firmy, przedsiębiorstwa, a one posiadają bardzo ograniczony kapitał itd., itp.Koło się stopniowo zamyka.Dlatego bez odpowiednich pieniędzy, funduszy, nakładów i racjonalnej polityki w sektorze wiedzy, absolutnie nic nie osiągniemy.Ewentualne protesty niewiele zmienią, choć jestem ich zwolennikiem, gdyż dostrzegam w środowisku akademickim zalążek przyszłych rewolucjonistów społecznych, ale na przysłowiowe barykady musimy jeszcze poczekać 10 - 11 lat.Kapitalizm zbierze swoje żniwo.

      Usuń
    2. Sprostowanie. Konferencję „Horyzont 2020 – wyzwania i szanse dla polskiej nauki” zorganizowało Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE. Wszystkich zainteresowanych, a szczególnie pracowników IBE PRZEPRASZAM. Pomyłka wzięła się stąd, że w październiku uczestniczyłem w konferencji o podobnej problematyce, jak opisana wyżej. Co do reszty tekstu wszystko w nim podtrzymuję w formie, tak, jak zostało to napisane.

      Usuń
  5. Z różnych powodów i z różnych stron można krytykować (czy wręcz negować wartość) nauki, poznania, badania, istnienia uniwersytetów. Kiedy dowiadujemy się np., że "Tzw. "humanistów" jest w Polsce po prostu za dużo, a jakość i efekty pracy - mierne! Niebogaty kraj takiej rzeszy darmozjadów nie utrzyma!!!" (patrz: wpis w komentarzach powyżej), to możemy tylko przypomnieć sobie, ostatnio często cytowane, zdanie S. Lema na temat internetu. Kiedy jednak czytamy: "Społeczeństwo utrzymując nas ze swoich podatków ma prawo oczekiwać (…)" (wpis poniżej owego powyższego), to sprawa nabiera rzeczywiście przerażającego znaczenia. Skoro bowiem „nas”, to znaczy, że jest to głos osoby z tej właśnie krytykowanej grupy.
    Chcę więc przypomnieć, że pracownicy naukowi (zwani ongiś uczonymi) też są społeczeństwem i też płacą podatki. Pracują. Jeśli sami siebie potraktują jako „utrzymanków”, jeśli sami - przed innymi i przed sobą - tak właśnie zdeprecjonują sens swojej pracy, to równie bezsensowna stanie się „obrona” humanistyki, czy w ogóle nauki. Wówczas i ta obrona, i sama humanistyka będą już nikomu do niczego niepotrzebne.
    Maria Reut

    OdpowiedzUsuń
  6. Szanowna Pani ta wypowiedź z pewnością padła z ust zaufanych ciał doradczych Ministerstwa reprezentowanych przez dr Kulczyckiego i jemu podobnych.

    OdpowiedzUsuń
  7. https://blogjw.wordpress.com/2015/02/10/kryzys-uniwersytetu-w-ujeciu-komitetu-kryzysowego-humanistyki-polskiej/
    Kryzys uniwersytetu w ujęciu Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej
    Nie tak dawno upubliczniłem opracowanie KRYZYS UNIWERSYTETU w ujęciu polemicznym z prof. Piotrem Sztompką https://jubileusz650uj.wordpress.com/2014/11/17/jozef-wieczorek-kryzys-uniwersytetu-w-ujeciu-polemicznym-z-prof-piotrem-sztompka/
    które jak niemal wszystkie niezależne opracowania/polemiki dotyczące stanu nauki i szkolnictwa wyższego został pominięty milczeniem przez wszystkie gremia rządowe i pozarządowe. Mogło by się zdawać, że opracowanie jest chybione, bo kryzysu uniwersytetu nie ma. Jednak tak nie jest. W końcu Na Kongresie Kultury Akademickiej go zidentyfikowano a ponadto powstał nawet Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej, który zorganizował ostatnio Kongres poświęcony kryzysowi nie tylko humanistyki, ale całej nauki w Polsce uprawianej (referaty na: https://www.youtube.com/channel/UCWhJExXhK-KJrZJ0KDxZ0UQ) i sformułował postulaty antykryzysowe http://komitethumanistyki.pl/2015/02/03/postulaty-antykryzysowe/
    Zgodnie z tradycją kongresów/konferencji/debat prowadzonych w Polsce nie poinformowano nawet (o zaproszeniu nie mówiąc) tych, którzy o kryzysie uniwersytetu i konieczności głębokich reform nauki w Polsce mówią i piszą od lat, tyle że niezależnie i inaczej niż środowiska beneficjentów kryzysowego systemu akademickiego.
    Kongres wsparła Fundacja Batorego, ta sama, która jeszcze na przełomie wieków odrzucała moje opinie, że w nauce (wtedy chodziło o Komitet Badań Naukowych) źle się dzieje, a niecałe 10 lat temu odstawiła mnie od konkursu na działania strażnicze, gdy zgłosiłem chęć stania na straży wysokich standardów w nauce i sygnalizowania patologii akademickich. https://wobjw.wordpress.com/2010/01/02/sygnalista-sygnalizuje-fundacji-batorego/. Nie zostałem ustawiony do wygrania, więc raportu o ustawianiu konkursów akademickich nie mogłem przedstawiać poza sygnałem do organizatora ustawionego konkursu dla sygnalistów.
    Stoję zatem przez lata na straży – samojeden, w postawie wyprostowanej, mimo braku wsparcia i sygnalizuję, choć moje sygnały do mieszkańców podręcznych strusiówek chyba nie dochodzą (pogrążenie głowy w piasku powoduje, że nic się nie słyszy, nic nie widzi, a brak tlenu powoduje stopniowy zanik szarych komórek).
    Dodam jeszcze, że na kryzysowy kongres humanistów została zaproszona Gazeta Wyborcza, zasłużona dla Jasełek akademickich ( https://blogjw.wordpress.com/2008/12/20/jaselka-akademickie-z-rektorem-uw-w-roli-heroda/) wobec tego, który nie tylko kryzys nauki w Polsce diagnozował, ale wyjście z kryzysu postulował. Protestów nie było, aprobata – jest. Czyli kryzys nauki, a przede wszystkim środowiska nauki nad wyraz widoczny.
    Moim zdaniem postulaty antykryzysowe zgłoszone przez Komitet Kryzysowy kryzysu nie zlikwidują. Raczej są to postulaty dla beneficjentów patologicznego systemu, którzy by chcieli aby im było lepiej, ale żeby nauka i edukacja przez to stała się lepsza – to nie sądzę.
    Jak zwykle chodzi o to aby nauka (czytaj – etatowcy, a nawet wieloetatowcy akademiccy) miała więcej pieniędzy i zatrudnieni na etatach (rzecz jasna w ramach ustawianych na swoich, jak dotychczas – konkursach) mogli spokojnie i jak najdłużej je ‚pieścić’. Czyli zasadnicze tendencje prowadzące do kryzysu winny być utrzymane – aby z kryzysu wyjść ? Zdumiewające oczekiwania !..........

    OdpowiedzUsuń