środa, 11 września 2013

Edukacja a orientacja zawodowa


Polityka oświatowa w zakresie przygotowania młodzieży gimnazjalnej do kształcenia zawodowego leży w gruzach, mimo że szkoły publiczne mają obowiązek prowadzenia doradztwa zawodowego. Tak brzmi główna teza raportu Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju. W świetle analiz ekspertki Anny Czepiel - szkoły nie wywiązują się z tego zadania, w związku z czym zdecydowana większość uczniów nie wie, co chciałaby robić w życiu, jaki wykonywać zawód. Często wybory kolejnego typu szkoły są przypadkowe i zupełnie nie biorą pod uwagę potrzeb realnego w regionie czy mieście rynku pracy.

Świetnie wypunktowuje słabości systemowe red. Artur Grabek, kiedy pisze w Rzeczpospolitej: Z danych, które na początku tego roku przedstawił wiceminister edukacji Tadeusz Sławecki, wynika, że w 2011 r. na blisko 14,5 tys. gimnazjów oraz szkół ponadgimnazjalnych profesjonalnego doradcę zawodowego zatrudniało tylko 1,1 tys. placówek, czyli mniej niż 8 proc. Inne statystyki mówią o tym, że dwie trzecie gimnazjalistów nigdy nie spotkało się z doradztwem zawodowym. A spośród tych, którzy skorzystali z jego porad, tylko 28 proc. miało z nim kontakt w szkole.

Otóż ta diagnoza nie jest do końca pełna, aczkolwiek w tym segmencie jest w pełni zasadna. W podstawie programowej kształcenia ogólnego w szkołach zawodowych poruszana jest tematyka pośrednio związana z elementami planowania kariery edukacyjno-zawodowej. Są również pewne elementy z zakresu doradztwa zawodowego zawarte w podstawie programowej podstaw przedsiębiorczości. Brakuje natomiast w szkolnictwie zawodowym propozycji psychopedagogicznego wsparcia uczniów do ich konfrontacji z rynkiem pracy.

Z moich badań, jakie prowadziłem wśród uczniów łódzkich szkół ponadgimnazjalnych wynika, że uczęszczająca do szkół zawodowych młodzież należy do grup uczniowskich o najniższym poziomie samooceny. Dziewczęta cechuje zgeneralizowane przekonanie o braku własnej wartości, niska akceptacja siebie tak w sferze fizycznej - brak przekonania o własnej atrakcyjności zewnętrznej (uroda, zgrabność, wdzięk, elegancja czy sprawność fizyczna – siła, zwinność), jak względnie niskie przekonanie o swoim funkcjonowaniu w relacjach społecznych z rówieśnikami.

Tymczasem planowanie własnej edukacji zawodowej i wejścia w zawód wymaga przestrzegania określonych reguł moralnych oraz postaw interpersonalnych, prospołecznych, jak uczciwość, czułość, empatia, życzliwość, otwartość na innych, ufność, lojalność, słowność. Brak mocnego przekonania co do posiadania takich cech, jak wytrwałość, rozwaga, zaradność, ambicja, śmiałość, optymizm życiowy, kultura osobista czy poczucie humoru u diagnozowanych przeze mnie uczennic sprawia, że będzie im bardzo trudno walczyć na rynku pracy o swoje miejsce. Dziewczęta przejawiały ponadto wysoki poziom poczucia bezradności, są bardziej skłonne do przejawiania postaw radarowych, nastawionych na zewnętrzne sterowanie nimi, rezygnację z samokontroli i kierowania własnym rozwojem. Poczucie beznadziejności własnej sytuacji tak tu i teraz, jak i analizując ją prospektywnie, przejawiane stany lękowe, tylko pogłębiają u nich niewiarę w siebie i osłabiają motywację do kreatywnego działania, zaangażowania.

Wcale nie jest lepsza sytuacja w grupie chłopców, w końcu dojrzewających młodzieńców, którzy w świetle przeprowadzonej diagnozy wykazali także niski poziom samooceny ogólnej oraz niższy aż o 4 pkt. (na skali 1-10) wskaźnik w sferze społeczno-moralnej i o 2 pkt. w sferze charakterologicznej w porównaniu z dziewczętami z ich klasy. Oznacza to, że żeby nie wiem, jakie były zalecenia MEN i zaangażowanie nauczycieli szkół zawodowych, to i tak mają oni niesprzyjający klimat społeczny i osobowościowy do pracy z tak zakompleksioną młodzieżą. Ma ona bowiem zaburzone poczucie własnej wartości, niskie poczucie sensu własnego działania. Chłopcy przejawiali także problemy w zakresie samooceny własnych możliwości poznawczo-intelektualnych, co wyraźnie sprzyja blokowaniu ich rozwoju.

Poczucie bezradności u chłopców z techników mieściło się w górnej strefie przeciętnego nasilenia tej cechy. Mogło to rzutować na obniżony poziom ich angażowania się we własny rozwój. Niska motywacja do podejmowania planowych działań i spowalnianie wykonywanych aktywności oraz poczucie zagrożenia, lęku, bezsilności, apatii i braku nadziei na zmianę własnej sytuacji sprzyja rezygnacji z uzyskania kontroli nad zdarzeniami we własnym życiu. Niskie wskaźniki poziomu funkcjonowania interpersonalnego u chłopców wynikały z poczucia braku wsparcia ze strony innych w trudnych sytuacjach. Niekorzystną sytuację pogłębia świadomość niskiego znaczenia siebie w wyniku prawdopodobnie narastającego poczucia zagrożenia, bezradności i braku lub niskiej aprobaty społecznej. Trudno, by młodzi uczniowie przejawiający brak przekonania o skuteczności własnych działań, mogli sprawdzić się na tak wilczym rynku pracy.


Nie jest do końca zgodne z prawdą to, że nic się nie czyni w zakresie wspierania młodzieży szkół zawodowych. Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego w Łodzi zrealizowało projekt „Kształtowanie kompetencji personalnych i społecznych w szkole zawodowej drogą do sukcesu na rynku pracy”, który dotyczył opracowania, wdrożenia i zweryfikowania jakości innowacyjnego programu szkolnego doradztwa zawodowego dla uczniów techników pt. „Kim chciałbym być – kim będę”. Jego autorami są samorządowcy, pedagodzy pracy i psycholodzy społeczni: M. Bartosiak, E. Ciepłucha, prof. A. Falkowski, M. Sienna, prof. H. Skłodowski.

Powodem powstania projektu innowacyjnego były:

brak w obecnej strukturze systemu oświaty narzędzi interwencji niwelowania skutków zjawiska niedopasowania kompetencji absolwentów szkoły zawodowej (technikum) do potrzeb pracodawców;

brak zajęć w technikach z zakresu psychologii pracy, psychologii zawodu, w zakresie umiejętności miękkich, doradztwa edukacyjnego i zawodowego; niedostosowanie programów nauczania w szkole ponadgimnazjalnej do dynamicznie zmieniających się realiów gospodarczych;

brak w programach nauczania elementów wpływających na wzrost kompetencji personalnych i społecznych młodzieży do świadomego wejścia na rynek pracy; istotna luka informacyjna dotycząca procesu planowania kształcenia ustawicznego.

Finalnym osiągnięciem realizatorów tego projektu, który został przetestowany w pięciu łódzkich zespołach szkół ponadgimnazjalnych (technikach) jest dostępny bezpłatnie poradnik dla młodzieży uczącej sięoraz materiały metodyczne dla nauczycieli, którzy chcieliby tę innowację wdrożyć w pracy ze swoją młodzieżą.


9 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Profesorze, bardzo podobne wyniki do Pana uzyskałam od swoich studentów pedagogiki. Prowadząc refleksję na swój temat opisywali czego dowiedzieli się o sobie we wcześniejszych etapach kształcenia. Wprawdzie wypowiadali się studenci pedagogiki, zatem nie jest to reprezentacja całej młodzieży (dominacja kobiet, oraz wyniki wcześniejszej edukacji, to jednak jest to sygnał bardzo poważny.
    Jestem ciekawa, gdzie Pan Profesor opublikował swoje wyniki, bardzo proszę o podpowiedź.
    A odnosząc się do raportu, dodam jako matka 16-letniej córki, w szkole nie było żadnej indywidualnej rozmowy i tylko jedno spotkanie z Panią pedagog. Wychowawca w gimnazjum(jednego z lepszych w mieście) nie włączył się w proces doradczy.
    Humanistka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyniki zostaną opublikowane w Ruchu Pedagogicznym, jeśli artykuł na ten temat zostanie przyjęty do druku. Moje badania objęły 5 kluczowych szkół ponadgimnazjalnych w Łodzi, więc mają charakter lokalny. Być może w innych miastach, powiatach jest lepiej. Niepokojące jest to, że ta młodzież została "zdołowana" wcześniej, w toku własnej socjalizacji rodzinnej, środowiskowej czy szkolnej. Gimnazja niczego nie wyrównały, tylko pogłębiły.

      Usuń
  2. 1.FOR wini brak "fachowego" doradztwa za bezrobocie - żaden doradca nie stworzy miejsc pracy, których nie ma. Podobnie jak rozwój umiejętności pisania CV wg schematu ... ;-)
    2. Tzw. doradcy zawodowi (ci "fachowi") nie są kompetentni w zakresie specyfiki danej szkoły. Dotyczy to techników i liceów "z górnej półki". Schematyczna wiedza "doradców" ani nie pasuje do zawodów wymagających najwyzszych kawalifikacji intelektualnych ani do konkretnego rynku pracy w danym zawodzie i okolicy! Tu raczej jest potrzebny, mający dobry kontakt z rodzicami i absolwentami(których może poprosić o pomoc i od których czerpie specyficzne informacje), wychowawca!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na jakiej podstawia Anonimowy mówi o kompetencjach doradców? Raczej należy postawić pytanie dlaczego w szkołach nie ma doradców na etatach? Dlaczego szkoły nie tworzą tych stanowisk? Odpowiedź jest oczywista. Łatanie dziury akcjami jest pomyłką! Problemów tak poważnych i na taką skalę nie da się rozwiązać pojedynczymi inicjatywami, choćby były najlepsze.
      W moim przekonaniu stworzenie systemu doradztwa, np. na wzór francuski wymaga wysiłku finansowego i zatrudnienia właściwych pedagogów, którzy muszą wejść w środowisko. Poznanie uczniów, lokalnych potrzeb, polityki regionu i dopiero można z tym coś robić. Ale w naszym państwie to my mamy sobie sami radzić i rozwiązywać własne problemy. Tu rzeczywiście bardziej chodzi o znalezieniu "chłopca do bicia".
      Humanistka

      Usuń
  3. W niektórych szkołach pracują doradcy na etacie (moje liceum ogólnokształcące), ale niewiele to uczniom pomaga. Doradztwo naszego specjalisty ograniczało się do podsunięcia uczniom do rozwiązania raczej zabawnych testów, z których miało wyjść czy jest się humanistą czy też ma się zdolności w kierunku nauk ścisłych... Takie rzeczy 18-letni ludzie sa w stanie zauważyć u siebie bez pomocy doradcy.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Z moich badań, jakie prowadziłem wśród uczniów łódzkich szkół ponadgimnazjalnych wynika, że uczęszczająca do szkół zawodowych młodzież należy do grup uczniowskich o najniższym poziomie samooceny. "
    A ja jest w szkołach "niezawodowych", czyli w liceach ogólnokształcących ? Jaki jet poziom samooceny i poczucie własnej wartości ? Ciekaw byłbym wyników badań w tych szkołach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, bo w tym typie szkół badań nie prowadziłem. Też byłbym ciekaw, czy istnieje jakieś zróżnicowanie poziomu samooceny między młodym pokoleniem w różnych typach szkół. Może ktoś to podejmie. Przed kilkudziesięciu laty takie badania prowadził Leon Niebrzydowski.

    OdpowiedzUsuń
  6. A jak wypadłyby wyniki takich badań wśród nauczycieli ? Intuicyjnie czuję, że wyniki byłyby niepocieszające w obu społecznościach - uczniowskiej i nauczycielskiej. Natomiast ciekawe byłoby uchwycenie jakichś prawidłowości i tendencji, czyli jakie czynniki sprzyjają wyższej samoocenie. Wyniki tych badań nie zainteresowałyby oczywiście obecnych decydentów oświatowych, ale przydałyby się na pewno gdy zostanie obalony feudalny system edukacji.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.