sobota, 19 listopada 2016

Mikołajkowy przymus











(Ryc. za Wikipedia: Święty Mikołaj i dzieci – holenderska z 1886 roku)

Zbliżają się "mikołajki". Jedni lubią ten dzień, inni mniej albo wcale. Dla solenizantów jest to coroczna okazja do przyjmowania życzeń i prezentów. "Mikołajki" są jednak zgodnie z polską tradycją traktowane jako święta ku czci świętego Mikołaja, biskupa Miry, obchodzonego 6 grudnia w katolicyzmie i prawosławiu. Do XIX wieku był to na ziemiach polskich dzień wolny od pracy. W 1969 roku w Kościele katolickim zniesiono święto, jest to już tylko tzw. wspomnienie dowolne."

Co jednak mają wspólnego z tym zaprzeszłym świętem społeczności szkolne? Dlaczego nadal pielęgnuje się tę tradycję w środowisku, które przecież nie jest do tego zobowiązane ani historycznie, ani społecznie, a już tym bardziej - ekonomicznie? Jak wyjaśnia się podtrzymywanie tego zwyczaju właśnie w szkołach? Zajrzyjmy do Wikipedii:

"Współcześnie w Polsce, nocą z 5 na 6 grudnia, podkłada się dzieciom prezenty pod poduszkę, w buciku lub umieszcza się je w dużej skarpecie. W wielu szkołach wymieniania się drobnymi prezentami z wcześniejszym losowaniem „swojego mikołajka” czy „swojej mikołajki” (czyli osoby, którą się obdaruje".

Już teraz uczniowie uzgadniają na godzinach wychowawczych wysokość kwoty, do jakiej mają zakupić wylosowanej koleżance lub koledze z klasy jakiś upominek, a następnie martwią się, czy rzeczywiście to, czym postanowią obdarzyć rówieśnika (-czkę), przypadnie mu/jej do gustu. Tylko po co? Jaki jest cel tego zwyczaju? Czemu to ma służyć?

Gdyby jeszcze miało być tak, że każdy samodzielnie wykona jakiś upominek np. napisze wiersz, skomponuje melodię, wykona ekslibris, sklei jakiś model, wyhaftuje, upiecze, ugotuje, zrobi na drutach, namaluje, wyrzeźbi, narysuje, sfotografuje itp., to rozumiem, że byłoby to okazją do odkrywania dziecięcych/młodzieżowych talentów, uzdolnień, zainteresowań czy umiejętności, ale wymuszone tradycją dokonywania zakupów w sytuacji, kiedy się jeszcze nie zarabia, wydaje się już zbyteczne.

Chyba, że podtrzymywanie tej tradycji ma sprzyjać podzieleniu się z jedynakami przez uczniów z rodzin wielodzietnych cząstką z budżetowego daru w ramach programu 500+? Jak zatem radzicie sobie z tym obyczajem i czy wasze dzieci są z tego zadowolone? Rozmawiam z młodzieżą gimnazjalną i licealną, z której część jest zdegustowana tym zwyczajem.

(Ryc. za Wikipedia: Święto świętego Mikołaja. Obraz olejny Jana Steena z XVII wieku)

Wielu uczniów uważa, że "mikołajki" są wymuszaniem zakupu rzeczy, które nie są im potrzebne. Czy potrafią coś sami zrobić dla kogoś? Tak, ale pod warunkiem, że czynią to z własnej woli i adresują swoją twórczość do lubianej - a nie wylosowanej - osoby.



12 komentarzy:

  1. Wystarczy zastąpić konkrety symbolami ;-) Zamiast dawać wymuszone prezenty,można zaproponować wyobrażenie sobie do muzyki (np. Cukrowej wieszczki z baletu "Dziadek do orzechów" Piotra Czajkowskiego) worka z prezentami oraz treść życzeń dla osoby siedzącej z lewej strony w kręgu (osoby od serca). Następnie wypowiedzieć do niej życzenia i poinformować, co się wręczyło koledze/koleżance z okazji Św. Mikołaja czy świąt Bożego Narodzenia. Cel: rozpoznawanie własnych i cudzych potrzeb (wyobrażone "prezenty" to symbolizacja potrzeb osoby,która dokonała projekcji na wyobrażone życzenia i wyobrażony worek prezentów. Okazuje się, że najczęściej wręczamy innym takie prezenty,jakie sami chcielibyśmy otrzymać;potrzeby mogą być różne;począwszy od tych podstawowych-biologicznych - poprzez materialne, intelektualne, estetyczne, duchowe; wystarczy powtórzyć sobie wiedzę z zakresu klasyfikacji potrzeb wg Murray'a) ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieci mogą to "kupić" (Mikołajki), zwłaszcza że będzie to jakaś odmiana od codziennej szkolnej nudy, ponadto namiastka zainteresowania się ich osobami i potrzebami.

    OdpowiedzUsuń
  3. A tu muzyczny "podkład" ;-)

    https://www.youtube.com/watch?v=EymssSErv_Q

    OdpowiedzUsuń
  4. A dla mnie ten zwyczaj w polskich szkołach - z perspektywy wielokrotnej mamy - to jakieś totalne nieporozumienie. Tym bardziej, że cwańsze dzieciaki i tak latają z karteczkami, by się wymieniać nimi (taka mikołajakowa socjometria) albo po cichu ustalać, co ma być kupione (gdy w grę w chodzą np. populane wśród dziewczyn kosmetyki, ustalone jest nie tylko co - czyli że cień, puder czy błyszczyk, ale także jakie - ustalony kolor, firma, opakowanie itd.). Zdarzały się sytuacje, że małolaty otrzymywały piwo lub papierosy. No i popularne "śmieszne" gadżety: poduszka-pierdziawka, sztuczna kupa lub takież rzygi (no, to przynajmniej jest emanacją specyficznego dla wieku poczucia humoru - od dorosłego takeigo prezentu nie użyczą). Oczywiście, jest i nieszczęśnik, który wylosował wychowawcę, bo i tak wszyscy wiedzą, kto to. I to test dla niego (czytaj: jego rodziców), bo czyż dla Pan czy Pana nie powinien być z tej okazji okazalszy (czytaj: droższy upominek)? To sprawdzian z pomysłowości, dobrego smaku, czasem gotowości hojniejszego otwarcia portfela. Przecież wszyscy patrzą. Mam jak najgorsze skojarzenia ze szkolnymi mikołajkami. Myślę, że to syndrom grupowego myślenia nakazuje ciągnąć tę głupotę w takiej postaci i dobrze, że ktoś w końcu zabrał głos w tej sprawie. Moje dzieci już skończyły szkoły, a więc ma za sobą kilkanaścia lat kupowania głupotek. Nie kultywują tego zwyczaju między sobą, dostają od nas, rodzciów jakiś słodki drobiażdżek "do buta" i w takiej postaci pewnie ten zwyczaj zabiorą do swoich domów. Dla nas mikołajki to zapowiedź bliskości świąt Bożego Narodzenia, które uwielbiamy! W dzisiejszym wpisie podoba mi się pomysł wykonania własnoręcznie jakiegoś drobiazgu dla koleżanki czy kolegi. I bardzo dziękuję za odezwanie się w tej sprawie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ludzie, którzy nie znają się na hagiografii utożsamiają Mikołajki z tłustym pajacem. Gdyby jednak wniknąć w sens tego, co robił historyczny św. Mikołaj, to faktycznie pomagał biednym i potrzebującym. Każdy z nas lubi niespodzianki i cieszy się, gdy ktoś o nim pamięta - szczególnie dzieci. Można zostać przy zwyczaju obdarowywania się, ale niech to będzie coś samodzielnie zrobionego, np lampion na zimowe wieczory, albo album na zdjęcia, może serwetka na szydełku lub naszyjnik. A może w ogóle zrobić giełdę pomysłów na prezenty w klasie, które każdy może wykonać, a potem niech każdy napisze imię i nazwisko i to, co chce dostać zrobionego od innych. A potem można się nawzajem losować.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak trochę do tematu - mikołajki piszemy małą literą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Po prostu załamałam się... Nie próbujmy narzucać na siłę zmian. Jeżeli moi Wychowankowie (III klasa gimnazjum) chcą na podsumowanie trzyletniego budowania zgranego zespołu przygotować prezenty, zrobili losy, napisali listy. Pytam, co w tym złego? Nadmieniam, że moi Uczniowie wiedzą, kim był Święty Mikołaj, biorą udział w akcji Szlachetna Paczka i wiedzą, że ich wychowawczyni nie oczekuje na "okazalszy prezent".

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedź Pani z godz.16.38 - nic w tym złego, jeśli jest tak, jak Pani pisze. Mogę tylko pogratulować i życzyłabym sobie takich doświadczeń u moich dzieci. Nie zmienia to faktu, że moje doświadczenia są złe. Na marginiesie: spiralę "okazalszych prezentów" nakręcali sami rodzice.

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoła to w dużym stopniu szkoła fasadowości. Mikołajki to był jeszcze jeden niemiły rytuał, z którego nie miałem odwagi się wyłamać, bo może bym zrobił przykrość wylosowanemu koledze (a który może też chętnie by się wymigał). Większy niesmak budziły we mnie wigilie. Straszą one też w zakładach pracy, ale na szczęście w moim nikt nie próbuje wymuszać uczestnictwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę pamiętać, że Wigilia jest raz w roku (nie muszę chyba przypominać kiedy). Natomiast spotkania wigilijne (inaczej opłatkowe itp.) to zwyczaj, który wpisał się w krajobraz polskich szkół, firm... Czy trzeba je organizować? To zależy od ludzi tworzących zespół. Jeżeli są między nimi więzi, lubią się, szanują- to warto się zaangażować w organizację takiego spotkania, bo to zbliża, ale musi to być naturalna potrzeba- nie zmuszanie. Jako stary belfer wiem, że warto, naprawdę nie wszystkie dzieci w swoich domach widziały prawdziwy stół wigilijny (naprawdę). Nie rezygnujmy z mikołajek, spotkań wigilijnych, pamiętajmy o andrzejkach... tylko przygotujmy to porządnie. Naprawdę warto...

      Usuń
  10. W mojej klasie umówiliśmy się, że nie losujemy karteczek z imionami (żeby uniknąć wymieniania się, i tego typu patologicznych sytuacji) tylko losujemy czy robimy paczkę dla chłopaka czy dziewczyny. Pani wychowawczyni traktowana jest jako dziewczyna, a nie osobny byt wymagający extra prezentu. Przy losowaniu paczek w dniu Św. Mikołaja jest kupa śmiechu i radości. Bez wymuszania na kimkolwiek błyszczyków, czy klocków Lego. Zasada jest jedna: "zrób paczkę, z której sam byłbyś zadowolony" (bo jak ją wylosujesz będzie Twoja) :-) Trochę dystansu życzę i otwartości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można? Można, i wesoło i z sensem godnym zauważenia;-). Brawo!

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.