czwartek, 2 października 2014

Kontynuowanie destrukcji w edukacji


Nie oceniam całego exposé pani Premier Ewy Kopacz, ale w części dotyczącej edukacji nie mam wyboru, muszę się do niego odnieść, i to z dwóch powodów. Po pierwsze, nadal w Ministerstwie Edukacji Narodowej, którego propagandziści przygotowali stosowany fragment exposé, traktuje się obywateli III RP jak półanalfabetów, "ciemny lud", któremu można wcisnąć każdy kit, byle tylko czynić to zgodnie z zasadą Napoleona - często, częściej, jak najczęściej. Kłamstwo powtarzane staje się wówczas powszechną prawdą, chociaż nią nie jest. Po drugie, miałem nadzieję na rzeczywiście nowy zwrot w polityce oświatowej tego rządu, skoro pani premier obiecała, że taki nastąpi odcinając się od polityki swojego poprzednika. Niestety, głęboko się zawiodłem, o czym poniżej.

Cytuję za stroną MEN, żeby nie uszczknąć owej "prawdy":

- Trzeba było Pani determinacji i talentu, by dać polskim uczniom dobre i darmowe podręczniki – zwróciła się do minister Joanny Kluzik-Rostkowskiej Premier Ewa Kopacz. - Status materialny nigdy nie może być barierą dla edukacyjnej szansy. Wszyscy jesteśmy równi. Nasze dzieci są równe i mają takie samo prawo do dobrej przyszłości, dobrej edukacji, dobrej pracy – dodała szefowa rządu.

Ewa Kopacz przypomniała, że w przyszłym roku będzie bezpłatny podręcznik do drugich i czwartych klas szkół podstawowych i pierwszych klas gimnazjów. Wszystkie klasy szkół podstawowych i gimnazjalnych zaopatrzone zostaną w bezpłatne podręczniki i ćwiczenia do 2017 r.


Doskonale wiemy o tym, że pani minister Joanna Kluzik-Rostkowska:

- niczego nie dała polskim uczniom, gdyż wydatkowała na ten bubel pieniądze podatników, którzy nie zgadzali się z takim rozwiązaniem. Dodatkowo: MEN tak się spieszyło z bezpłatnym podręcznikiem, że za dostarczenie pierwszej części zapłaciło o 40 proc. więcej niż za kontrakt na dowóz trzeciej i każdej kolejnej.


- nie dała uczniom "dobrych i darmowych podręczników" , gdyż takowy otrzymały szkoły podstawowe dla uczniów jedynie klas pierwszych, więc operowanie liczbą mnogą jest manipulacją.

Towarzyszący - w wyniku "wielkiego talentu i determinacji" ministry - rzekomy sukces nie znajduje jednak potwierdzenia w faktach. Jeszcze kilka dni temu sama ministra mówiła o tym, że jest to najlepszy elementarz na świecie, bo żaden nie był tak krytykowany i tak recenzowany, jak właśnie ten. Podobno lud kierował uwagi dotyczące licznych błędów ortograficznych, więc "dobrze" to świadczy o niskich kwalifikacjach autorek tego "podręcznika".


Pani Premier nie została poinformowana o tym, że ów bubel, na który wydatkowano miliony złotych podatników, w wielu szkołach leży w szafach, na półkach, bo inteligentni i dobrze wykształceni nauczyciele nie ulegli kiczowi. Nauczyciele organizują potajemne zbiórki na komercyjne książki, gdyż rządowy elementarz jest beznadziejny. Oni chcą uczyć na podstawie jak najlepszych środków dydaktycznych, a nie wciskanego im kiczu. Ba, zdumiewający jest ukłon minister edukacji w stronę ideologii socjalistycznej, bo tylko ta może uzasadniać wypowiedziany w exposé pogląd: Status materialny nigdy nie może być barierą dla edukacyjnej szansy. Wszyscy jesteśmy równi. Nasze dzieci są równe i mają takie samo prawo do dobrej przyszłości, dobrej edukacji, dobrej pracy. Rozumiem, że w ten sposób Platforma Obywatelska chce odebrać część głosów wyborczych lewicowemu elektoratowi. Janusz Palikot już zaczął się przymilać.

Premier rządu wygłosiła tezę, która być może nadaje się do wygłoszenia na Białorusi, na Kubie, w Korei Północnej czy innych państwach totalitarnych, ale nie w Polsce w dwadzieścia pięć lat po odzyskaniu wolności, także od tego typu ideologii. Przeczytajmy raz jeszcze trzy zdania pani Premier:

Status materialny nigdy nie może być barierą dla edukacyjnej szansy. Wszyscy jesteśmy równi. Nasze dzieci są równe i mają takie samo prawo do dobrej przyszłości, dobrej edukacji, dobrej pracy. Szkoda, że nie zapytała pani premier, do jakiej to szkoły posyła swoje dzieci pani J. Kluzik-Rostkowska? Czy do tej publicznej, z kiczowatym elementarzem? Nie. Sama posłała swoje dzieci do szkoły prywatnej, podobnie jak b.ministra edukacji K. Hall kieruje szkołami prywatnymi ze swoją koleżanką M. Lorek. Hipokryzja na tym stanowisku szybko dewaluuje przesłanie ideologiczne. Nie jest źródłem wiarygodności ministry edukacji.
(fot. art. P. Skura, Wyprawka dla biurokratów, Glos Nauczycielski 2014 nr 40, s. 1)

Wreszcie kolejny w exposé pani Premier, populistyczny akcent, zapewne podpowiedziany przez PR-owców z MEN:

- Szkoła jest tym miejscem, w którym nasze dzieci spędzają - poza domem - najwięcej czasu. Szkoła uczy, ale i kształtuje nawyki. Także te żywieniowe Zdrowie i bezpieczeństwo naszych dzieci to inwestycja w przyszłość narodu. Ogromnym problemem, który sygnalizują lekarze i dietetycy jest problem otyłości wśród najmłodszych. W związku z tym zagrożeniem przyspieszymy wprowadzenie regulacji bezwzględnie likwidujących tzw. śmieciowe jedzenie w szkołach podstawowych, gimnazjach i liceach już od 1 września 2015 roku.

Po pierwsze, ani słowa nie mamy tu na temat wychowania, w tym także obywatelskiego, patriotycznego, narodowego, gdyż tym ministerstwo nie jest zainteresowane. To nie jest popularne, a poza tym wymagałoby opowiedzenia się po stronie określonych wartości, co wywołałoby zapewne kolejny konflikt. A po co MEN konflikt wartości, skoro chce przetrwać ten rok na kolejnej, populistycznej ideologii.

Otóż w wyniku działań MEN, a nie "niewidzialnej ręki rynku" w większości polskich szkół publicznych zlikwidowano kuchnie, stołówki, by dać zarobić firmom cateringowym. To w wyniku braku właściwej dotacji na infrastrukturę szkolną dyrektorzy szukali rozwiązań sprzyjających pozyskiwaniu dodatkowych źródeł, a tymi są m.in. automaty z różnego rodzaju słodyczami, napojami itp.

Centralistyczna polityka oświatowa MEN, taka sama, jaka miała miejsce w okresie socjalizmu sprawia, że zniszczono lokalne, wspólnotowe, autonomiczne ruchy szkolnej spółdzielczości, pedagogicznej innowacyjności, szkolnej opieki medycznej, szkolnego do- i odżywiania dzieci czy młodzieży. Śmieszne jest zatem uwydatnienie w expose pani Premier kwestii otyłości dzieci. Może warto rozejrzeć się wokół i dostrzec otyłych posłów, urzędników MEN, i pewnie setek tysięcy otyłych rodziców, którzy owe nawyki kształtują najpierw w domu. Twierdzenie, że szkołą je zmieni, jest kompromitujące tego, który tak twierdzi.

Wreszcie mamy w exposé pani Premier kolejną kategorię populistycznego wydatkowania pieniędzy ze środków EFS: rząd będzie wspierać tworzenie przyzakładowych żłobków i przedszkoli. Przeznaczy na ten cel ponad 2 mld złotych. Dlaczego rząd nie wspiera odpowiednimi dotacjami tworzenie żłobków i przedszkoli publicznych w ogóle? Czyżby znowu chodziło o to, by przeszły one w ręce prywatnych założycieli, którzy wydatkują środki EFS, ale i tak będą pobierać dość wysokie opłaty od rodziców? Czyżby zaprzyjaźnionym z władzą osobom zabrakło środków na rozwijanie prywatnego biznesu?

No i wreszcie mamy powrót w exposé do dehumanizujących praktyk rzekomej troski o wzmocnienie bezpieczeństwa dzieci w szkołach publicznych: ...chciałabym, aby samorządy - we współpracy z rodzicami - mogły decydować o zakresie monitoringu w szkołach. Dofinansujemy ten projekt do wysokości 50 % kosztu zakupu instalacji monitoringu. Pozostałe 50 % zapewnią samorządy. Chciałabym, aby taki program, działał od początku 2016 roku.

Już wiemy, mamy wyraźny sygnał, jaki oświatowy biznes będzie się teraz opłacał - monitoring. Słusznie. Ministrowie tego rządu byli nagrywani, więc wiedzą, jakie są tego zalety. Czy rejestrowanie obejmie też gabinet pani minister? Sądzę, że tak, jak w niektórych żłobkach czy przedszkolach, jest możliwość podglądania i podsłuchiwania przez rodziców zajęć z dziećmi, powinniśmy doczekać się pełnej transparentności działań władzy. Niech w gabinecie ministry edukacji będzie zainstalowana kamera, byśmy mogli w domu podglądać i podsłuchiwać proces podejmowania przez nią decyzji. Jestem ZA. Liczę na akceptację tego pomysłu, chyba że pani minister kieruje się chrześcijańskimi wartościami i nie chce czynić drugiemu to, co jej jest niemiłe?

No i ostatnia kwestia w exposé pani Premier na temat edukacji: Szkoły zawodowe dostosowane do rynku pracy są gwarantem, że polskiej gospodarce nie zabraknie fachowców. Jeszcze w tym roku rozpocznie się wdrażanie programu odbudowy szkolnictwa zawodowego. Mówiąc wprost, bez ogródek, chodzi o to samo, na czym zależało władzom PRL - kształcić robotników, ludzi o wykształceniu redukującym ich poziom myślenia, krytycyzmu, elastyczności i kreatywności działania. Rynek pracy potrzebuje tanią siłę roboczą, toteż trzeba to ukryć pod frazesami powyższego rodzaju. Skoro jeszcze w tym roku rozpocznie się odbudowywanie szkolnictwa zawodowego, to tym samym przyznano, że w ciągu minionych siedmiu lat zniszczyły je rządy PO i PSL. Dziękujemy za szczerość.




10 komentarzy:

  1. No to tak, jeden z nauczycieli obecnych podczas prowadzonego dzisiaj przeze mnie szkolenia ujął to tak: "uczy się nas demokracji, kreatywności; mówi się o wolności i odpowiedzialności, a jednocześnie trzyma się nas za gardło". Innymi słowy - na smyczy. Kaganiec tworzy pewien dyskomfort, ale... idąc przy nodze właściciela pies może się czuć bezpiecznie i otoczenie też może być pewne, że tzw. "przyjaciel człowieka" nikogo nie pogryzie. I oto właśnie przez przypadek powstał metaforyczny opis schodzenia edukacji na psy... a psy cóż mogą urzekać rasą i urodą, za co dostają medale na wystawach, ale też mogą być wychudzone, bezdomne i wściekłe - i ten catering i te automaty z napojami i słodyczami - niestety "nie dla psa kiełbasa". Zatem dzieci tłuste mają pieniądze na szkodliwe jedzenie, czego nie można powiedzieć o tych, dla których 2 złote, to jest cena codziennego chleba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam Profesorze,
    Pomijam fakt 25 lecia wolności, demokracji i wszelkiej swobody.Przyznaje, iż nie jestem sympatykiem formacji politycznej PO, ale w sejmie tej kadencji, a także zapewne w przyszłej ta formacja będzie sprawowała władze.Problem, nie dotyczy akurat PO i jej obietnic politycznych złożonych w sprawie oświaty, gdyż żadna z formacji politycznych obecnych w sejmie nic konstruktywnego na polu edukacji i wychowania nie zdziałała.Pan profesor jest ekspertem i bardzo dobrze zna ten temat.Natomiast próby manipulowania tym sektorem były i będą, a szczególnie przez formacje polityczne u władzy.Rodzi się tutaj pewne pytanie.Kiedy okrzepnie i dojrzeje polska demokracja?

    OdpowiedzUsuń
  3. Z expose wynika, że największym problemem polskiej edukacji jest asortyment żywności w szkolnych bufetach i sklepikach ... ;-) Wszystkie inne już rozwiązano ... Co więcej - Kluzik(bo to ona musiała wcisnąć!) nie chce(!) dostrzec, że poza szkolnymi sklepikami na wyciągnięcie ręki są i inne, do których jej moc już nie sięga. Pewnie ich właściciele już dali na mszę za swoje dobrodziejki Kluzik i Kopacz ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. " Wszyscy jesteśmy równi. Nasze dzieci są równe i mają takie samo prawo do dobrej przyszłości, dobrej edukacji, dobrej pracy " ...a przede wszystkim do DOBREGO NAUCZYCIELA !!! i tu ... pies pogrzebany !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście dobrego nauczyciela wyprodukuje się taśmowo, jak urzędasy z MEN zarządzą ... ;-)

      Usuń
  5. Monitoring zapewni bezpieczeństwo... W przedszkolach i szkołach przydałby się raczej inny standard opieki, dodatkowi asystenci nie od 25, a od 15 dzieci. Oszczędne samorządy tną tu koszty, a za takim sformułowaniem stoi np. jedna woźna na 50 i jedna nauczycielka na 25 najmłodszych dzieci. Opieka dokładnie za złotówkę...

    OdpowiedzUsuń
  6. Warto pamiętać o exposé pani Premier Ewy Kopacz przy kolejnych wyborach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Widząc poczynania MEN odnoszę wrażenie, że "robi coś, aby tylko robić", pozoruje troskę o uczniów i rodziców, kreuje swój wizerunek, aby być odbieranym jako szczególnie zainteresowani losem obywateli. Jak jest naprawdę każdy widzi. Dla mnie najlepszym podręcznikiem do nauki czytania zawsze będzie elementarz Falskiego. Przeglądając darmowy elementarz jaki dostaliśmy w prezencie od MEN mam tylko nadzieję, że w szkołach pracują odpowiedzialni nauczyciele.

    OdpowiedzUsuń
  8. http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=%2F20141004%2FBIALYSTOK%2F140929592

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać typowe dla MEN/kuratoriów podejście do prawa. Rozporządzenie nie zabrania, a co nie jest zabronione (typowa w demokracji(!) zasada prawna), ale kurator wyciąga wnioski z faktu niewymienienia uczniów z podstawówki w rozporządzeniu. Skądinąd cóż strasznego może się stać jak ten chłopak wystartuje(nota bene w licealnych olimpiadach z przedmiotów ścisłych startuje wielu gimnazjalistów, czasem (jak w matematycznej!) je wygrywając, co roku jest po kilku finalistów (pierwsza 50 - 100!) i nikogo to nie bulwersuje ... ;-)

      Usuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.