sobota, 23 marca 2013

Minister anty-edukacji powinna powrócić do przedszkola

Mieliśmy już wielu aroganckich, niekompetentnych ministrów edukacji narodowej, którzy szkodzili tak polskiej oświacie, jak i procesom demokratyzacyjnym w systemie szkolnym. Nie dziwi mnie zatem kontynuacja niszczenia, destrukcji naszej edukacji przez polityków, którzy koniecznie chcą zasłużyć się swoim partyjnym protektorom, nie zważając już nawet na to, co i jak czynią, w tym o czym mówią i jakimi posługują się argumentami. To żałosne, że po prawie 24 latach transformacji społeczno-politycznej resort edukacji trwa w wypracowanych w okresie totalitarnym socjotechnicznych mechanizmach sprawowania władzy w oświacie, nad oświatą i pośrednio nad społeczeństwem polskim, niszcząc bezwzględnie dorobek i osiągnięcia minionych pokoleń oraz nowej generacji nauczycieli i pedagogów.

Kolejne wypowiedzi pani ministry Krystyny Szumilas, które dotyczą "uzasadniania" decyzji o obniżeniu wieku obowiązku szkolnego, w cywilizowanym państwie demokratycznym wywołałyby nie tylko natychmiastowy skutek dymisji, ale i społecznego protestu. Ilu mamy w kraju nauczycieli edukacji przedszkolnej, jaki jest jej rzeczywisty dorobek i wkład w alfabetyzację młodych pokoleń Polaków, skoro można nieodpowiedzialną wypowiedzią własną i zobowiązanych mianowaniem na umowę o dzieło (ze środków UE) ekspertów, przekreślić to i publicznie zdezawuować? Jak można z taką butą i ignorancją stwierdzić, że:

Badania wykazują, że 6 lat to optymalny moment na objęcie dziecka regularną edukacją szkolną, a uczniowie, którzy poszli do szkoły jako 6-latki uzyskują w testach takie same, a czasem nawet lepsze wyniki, niż ich 7-letni koledzy

Jak można tak bezkrytycznie powoływać się na badania naukowe, które nie dotyczą progu przejścia z przedszkola do szkoły? Czy pani ministra uważa, że Polacy są tak głupi, tak niewykształceni, że można im "wmówić" coś, co nie znajduje żadnych podstaw naukowych? Gdzie są te genialne wyniki badań, w świetle których "regularna edukacja szkolna" musi zacząć się w wieku 6 lat? Kto opublikował wyniki takich badań i gdzie? Autor! Autor! Autor! - chciałoby się zawołać? Nie znam takich badań ani prof. Anny Brzezińskiej, ani prof. Krzysztofa Konarzewskiego, ani innych polskich profesorów mających jakikolwiek związek z pedagogiką wczesnoszkolną, bo wyżej wymienieni są na jej obrzeżach, pograniczu, zajmując się znacznie poważniejszymi zagadnieniami niż uzasadnianie wygodnych dla polityków tez. Niech ministerstwo edukacji opublikuje taki raport i poda jego autorów, a przede wszystkim niech ujawni metodologię badań!!!

Znajdziemy tę "naukę" na stronie MEN. Zwróćcie uwagę na jej treść:

Zmiana nauczyciela czy miejsca nauczania ma negatywny wpływ na osiągniecia dziecka w szkole. Problematykę tę podejmuje literatura naukowa, odwołując się do wyników badań osiągnięć uczniów. Przykładowo, J. Reid w pracy „Teacher Turnover Impact on 1st-8th Grade Student Academic Achievement: A Correlational Study" (2010) pokazuje negatywny wpływ zmiany nauczyciela na osiągnięcia matematyczne. Znani badacze amerykańscy - Matthew Ronfeldt, Hamilton Lankford oraz Susanna Loeb opublikowali też niedawno kolejne wyniki ciekawych badań opierających się na analizie bardzo dużej próby uczniów (850 tys.). Ich analizy pokazują znaczny negatywny wpływ zmiany nauczycieli na osiągnięcia w języku angielskim i matematyce, szczególnie niekorzystny dla słabszych uczniów („How Teacher Turnover Harms Student Achievement", American Educational Research Journal, Feb 2013, str. 4-36). Podobny pogląd prezentowany jest w raportach z prac międzynarodowych zespołów ekspertów OECD i Eurydice, np. „Early Childhood Education and Care in Europe: Tackling Social and Cultural Inequalities" (Eurydice, 2009). Również polskie badania wskazują na trudności uczniów związane ze zmianą nauczyciela czy miejsca nauczania (R. Strzelecka, 2001).


Po pierwsze badania amerykańskie nie mają nic wspólnego z sytuacją edukacyjną polskich dzieci!!! a już absolutnie nie można per analogiam traktowć ich wyników (gdzie one są???) poważnie jako kluczowych dla naszej sytuacji. Po drugie, jest tu w ostatnim zdaniu mowa o jakichś badaniach R. Strzeleckiej. A jakie są wyniki tych badań? Czego one w istocie dotyczyły i jaka jest ich metodologia? Czy pani ministra uważa, że można na podstawie tak niepoważnej informacji traktować z powagą jej zapewnienia? Jak długo jeszcze będą Polacy mamieni banałami, potocznością afirmowaną z pozycji władzy?

Zgadzam się, że: (...) zmiana nauczyciela w cyklu kształcenia jest niekorzystna dla uczniowskich osiągnięć. Zmiana jest tym dotkliwsza, im uczniowie są młodsi, ponieważ dzieci w okresie edukacji początkowej potrzebują więcej czasu na zaadaptowanie się do nowej osoby, w tym nawet do jej swoistej fonetyki. Ten banalny wniosek dotyczy sytuacji uczenia się przez dziecko w szkole, kiedy to w trakcie roku szkolnego następuje zmiana nauczyciela. Nie ma to jednak nic wspólnego z przejściem dziecka siedmioletniego do szkoły, bo przecież im później do niej pójdzie, tym jest bardziej odporne na zmiany nauczycieli. A zatem, gdyby potraktować powyższy wniosek poważnie, to powinien on służyć do udowodnienia tezy, że w im młodszym wieku dziecko idzie do szkoły, tym gorzej zniesie zmianę nauczyciela. Tak absurdalną tezą można przekonywać analfabetów.

Odwoływanie się do tego, na co zwracał uwagę prof. Krzysztof Konarzewski, kiedy omawiał wyniki badania PIRLS i TIMSS, podkreślając, że zmiana nauczyciela w okresie wczesnej nauki w polskiej szkole jest jedną z przyczyn przeciętnych osiągnięć polskich dziesięciolatków jest żałosne, bo te badania nie mają nic wspólnego z sytuacją polskich sześciolatków i ich edukacją w przedszkolach. Jeszcze tego w MEN nie zrozumiano?


Niech ministra K. Szumilas z armią swoich "doradców" nie dezawuuje pracy polskich pedagogów przedszkolnych, tysięcy nauczycielek, które doskonale wiedzą i potrafią edukować dzieci niezależnie od tego, czy mają lat 3, 4, 5, 6 czy 7. Proszę nie wmawiać społeczeństwu, że optymalny moment na objęcie dziecka regularną edukacją szkolną przypada na 6 rok życia, bo... tak jest w wielu krajach Unii Europejskiej, jak usiłują nas przekonać w kolejnym, demagogicznie skonstruowanym spotem reklamowym jego twórcy i wykonawcy(zob. strona MEN). To jest sprzeczne z współczesną wiedzą naukową z zakresu psychologii rozwojowej dziecka i pedagogiki wczesnoszkolnej.

Po pierwsze, 6 rok życia nie jest wiekiem optymalnym na objęcie dziecka regularną edukacją, bo ten zaczyna się w sposób naturalny już po przyjściu dziecka na świat. Od tego momentu każdy dzień, każde intencjonalne działanie rodzica czy opiekuna dziecka, bycie z nim i wspieranie jego rozwoju mają kluczowy, edukacyjny charakter dla jego dalszego życia, w tym także szkolnych sukcesów. Tak więc regularna edukacja zaczyna się w środowisku domowym czy zastępczym dla każdego dziecka i ma charakter amatorski, intuicyjny, ale w wielu środowiskach domowych także profesjonalny.

Po drugie, regularna edukacja rozumiana jako ta, którą organizują jedynie profesjonaliści, zaczyna się w placówkach opiekuńczych, jakimi są żłobki. To tu dzieci uczone są mówienia, ekspresji emocjonalnej, kultury fizycznej, rozwijają swoje umiejętności życia społecznego w obcej grupie, itd.

Po trzecie, to już kilkadziesiąt lat temu stwierdziła lekarz-pedagog Maria Montessori, że optymalna faza rozwijania określonej sprawności, doświadczania, otwartości na poznanie, odczuwanie, przeżywanie, wielozmysłowego postrzegania świata, w tym także siebie, pojawia się u każdego dziecka z osobna w innym momencie jego życia, jego codzienności. Nie ma zatem ani jednego wieku, ani jednego typu instytucji, których wpływ można byłoby określić z taką pewnością, jaką usiłuje się przekazać polskiemu społeczeństwu.

Niech pani ministra K. Szumilas przyjmie do wiadomości, że od XIX w. kształci się, edukuje w przedszkolach dzieci, obejmując je regularną edukacją, bez względu na to, kiedy trafiały do tych placówek i jak długo w nich przebywały. Instytucjonalna edukacja - jak wykazują to badania naukowe socjologów oświaty - np. Zbigniewa Kwiecińskiego, jest tylko jednym z wielu czynników, którym dzieci zawdzięczają swoje sukcesy. Najważniejszym jednak jest kapitał kulturowy ich domowego środowiska. Czy zaczną zatem edukację szkolną w wieku czterech, pięciu, sześciu czy siedmiu lat nie ma znaczenia, podobnie jak to, czy zaczną swoją edukację przedszkolną w wieku dwóch, trzech, czterech, pięciu czy sześciu lat. To nie granica wieku wyznacza efektywność edukacji lub pojawiające się w niej bariery, ale to, kto i w jaki sposób tę edukację animuje, realizuje i doskonali jej jakość.


Jak można tak mówić o nauczycielach przedszkoli? Jak można podważać ich pracę, sens ich wyjątkowego zaangażowania i troski o nasze dzieci, twierdząc publicznie i apelując:

- Chodzi o to, by dzieci przechodząc z przedszkola do szkoły nie szły do obcego świata tylko do miejsca, które już dobrze znają i lubią - podkreślała. - Pamiętajmy, jak ważne jest nastawienie dziecka. Jeśli będziemy je straszyć szkołą, to nie da się później tego strachu wytrzeć gumką


Do ogłoszenia pseudoreformy przez Katarzynę Hall jakoś nikt nie podważał wartości edukacji przedszkolnej. Nie czynił tego, bo tradycje polskiej pedagogiki przedszkolnej są znane w świecie, a o efektach pracy nauczycielek przedszkoli najlepiej świadczył wysoki odsetek dzieci z dojrzałością szkolną, jaką osiągały w wieku 7 lat. Czyżby pani ministra chciała nam wmówić, że przez te kilkadziesiąt lat wychowankowie przedszkoli byli niedouczeni, niewychowani, niedojrzali do regularnej, szkolnej edukacji?

Nie oszukujmy się. Nie o optymalny wiek i troskę o dzieci tu chodzi. To dramatyczna, rozpaczliwa próba rozliczenia środków pieniężnych Unii Europejskiej, które zostały zapisane kilka lat temu w programie rządu PO i PSL, a które były wydatkowane na wprowadzenie tej pseudozmiany nie dla dobra dzieci, tylko dla dobra przyszłych emerytów i płatników ZUS-u. Im wcześniej się nimi staną, tym lepiej dla władzy, bo i budżet państwa na tym zyska, a że traci na tym rzeczywista jakość regularnej edukacji, która mogła i może być kontynuowana w przedszkolach, to polityków nie obchodzi. Czy rzeczywiście wierzycie państwo, że partyjnych funkcjonariuszy obchodzą losy polskich dzieci? To do tej pory przymykali oczy na ich zdaniem "denną edukację przedszkolną", którą wreszcie zrekompensują szkoły, jak przyjmą do siebie sześciolatków?


Jak można tak niekompetentnie twierdzić, jak czyni to ministra K. Szumilas ?

- Wyobraźcie sobie Państwo, że uczycie się przez rok matematyki a potem zmienia się nauczyciel. Nie znacie jego metod, z trudem się do nich przyzwyczajacie. Tak samo czuje się dziecko, które po roku nauki pisania w zerówce musi się przestawić na metody innego nauczyciela. Naukowcy od dawna zwracają uwagę, że właśnie to może być przyczyną późniejszych niepowodzeń szkolnych. Jako odpowiedzialny nauczyciel i polityk nie mogłam tego zignorować.

Wstyd i żenada! Niech pani ministra przedstawi nam z imienia i nazwiska tych wybitnych naukowców, którzy tak twierdzą, a ona powtarza ten nienaukowy bełkot!

Może sięgnie pani ministra po książki pani prof. Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie i przekona się, jak można kształcić matematycznie dzieci dwu, trzy, cztero-, pięcio- czy sześcioletnie w przedszkolach!!! Gwarantuję, a nie muszę kłaść na szalę swojej funkcji i stanowiska z takim lękiem, jak czyni to pani ministra, że wyedukowane w przedszkolach dzieci na programach i metodach pani profesor nie tylko, że nie będą miały niepowodzeń szkolnych, ale wreszcie zostaną docenione i rozpoznane w toku edukacji szkolnej jako posiadające odpowiedni potencjał intelektualny w tym zakresie. Może przestanie pani ministra odwiedzać przedszkola, by głaskać dzieci po główkach, filmować się z nimi. Warto pójść do przedszkola i czegoś się w nim nauczyć. Na to nigdy nie jest za późno.




Nie mam złudzeń. Karawana polskiej polityki oświatowej i tak jedzie dalej...

23 komentarze:

  1. >To dramatyczna, rozpaczliwa próba rozliczenia środków pieniężnych Unii Europejskiej, które zostały zapisane kilka lat temu w programie rządu PO i PSL, a które były wydatkowane na wprowadzenie tej pseudozmiany nie dla dobra dzieci, tylko dla dobra przyszłych emerytów i płatników ZUS-u. Im wcześniej się nimi staną, tym lepiej dla władzy, bo i budżet państwa na tym zyska<
    Najgorsze jest to, że ani budżet ani emeryci ani ZUS nic na tym nie zyskają!!! Składki i podatki płacą wyłącznie zatrudnieni. Tymczasem wiarygodna prognoza 20%/80% mówi, że za 20 lat, kiedy te biedne dzieci trafią na rynek pracy, będzie ona dla 20% populacji - tej najwyżej wykwalifikowanej i trochę w usługach. Resztę miejsc pracy wyeliminują procesy automatyzacji, informatyzacji, robotyzacji etc. A bezrobotni składek ani podatków nie płacą!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, za 20 lat to już nie będą biedne dzieci tylko dorośli. W obecnych czasach trudno prognozować co będzie za dwie dekady.

      Usuń
    2. No właśnie!!!!Skoro trudno prognozować, to czemu ma służyć ta kosztowna społecznie pseudoreforma...;-)
      A ci dorośli będą naprawdę biedni - wychowani i wyuczeni w fatalnych warunkach, pozbawieni dzieciństwa i realnych kwalifikacji, bez pracy...:-(((

      Usuń
    3. Po przeczytaniu powyższego tekstu stwierdzam, że autorka ma rację jedynie częściowo...naszych dzieci w ogóle nie wolno i nie należy wysyłać do polskiej szkoły. Jestem przerażona poziomem merytorycznym naszych rodzimych pedagogów- autorytetów w dziedzinie, w której nie mają absolutnie żadnych sukcesów. Co więcej- starają się wmówić rodzicom, że są profesjonalistami. Podręczniki akademickie do nauczania wczesnoszkolnego są na żenująco niskim poziomie merytorycznym i świadczą o zupełnej ignorancji. Sprawdźcie Państwo bibliografię P. Gruszczyk-Kolczyńskiej a przekonacie się, że niewiele dobrej literatury w życiu przeczytała i tylko (z wyjątkiem przestarzałej pozycji zachodniej) w rodzimym języku. Cóż..proszę się poduczyć, a nie wykrzykiwać i powoływać się na tzw. "autorytety" o niskich lotach intelektualnych! Ręce precz od naszych pociech krzykacze!

      Usuń
  2. Konarzewski, jak zwykle, wie gdzie stoją konfitury....;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czytaj ze zrozumieniem

      Usuń
    2. Czytam jak najbardziej! Czytam też inne materiały niż ten blog! I wiem co nieco Konarzewskim oraz jego "zasługach" dla naszej edukacji oraz miałem z nim, niestety, osobiście do czynienia. Wiem też, że Konarzewski jest administracyjnie i politycznie mocno ustawiony w środowisku akademickich pedagogów i mam wrażenie, że Profesor nie chce/boi się atakować go za mocno, choć jest za co...;-)

      Usuń
  3. W RMF - ie pojawił się spot mniej więcej takiej treści: "Wcześniejsze rozpoczęcie nauki w szkole daje utrzymującą się przewagę nad innymi, także w późniejszym wieku". Tak się składa, że do mojej klasy w podstawówce chodziły 4 osoby, które urodziły się na początku roku i rodzice posłali ich rocznikowo jako sześciolatki i...troje z nich to byli najsłabsi uczniowie przez całą podstawówkę, a czwarta osoba należała do średniaków, czyli nigdy nie należała ani do najlepszych, ani do najsłabszych uczniów - tak więc żadnej z tych osób wcześniejsze rozpoczęcie nauki nie dało nad nikim przewagi.
    A jeśli rząd ma problem wydawaniem pieniędzy, to proszę bardzo można np. dofinansować zakup pomocy dydaktycznych i posiłków najuboższym uczniom, dofinansować koła zainteresowań i kulturę fizyczną w szkole, których już praktycznie nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  4. Polska szkoła NIE jest przystosowana, aby dostosowac sie do rozwoju 6 latków, które będa w 1 klasie. Intelektualne możliwości to jedno, ale rozwój społeczno-emocjonalny to drugie- i zwłaszcza ta druga sfera ma istotny wpływ na osiągnięcia ucznia. Cóż z tego że intelektualnie Jaś przyswaja wiedze, bo będąc emocjonalnie niedojrzałym, jego osiągnięcia będą nieadekwatne do możliwości poznawczych.
    Pracuję w Poradni PP od wielu lat, często się zdarzało, że po kilku tygodniach nauki (!!!), nauczyciel wysyła dziecko na badania do poradni, bo 6 latek nie potrafi wysiedzieć w ławce 45 minut!.
    TO JEST rozwojowe, że nie potrafi, bo nie dojrzało dziecko jeszcze do takiej długotrwałej koncentracji uwagi.
    Proponuję zatem nauczycielom 1-3, aby dokładnie przestudiowali raz jeszcze różnice rozwojowe 6 i 7 letniego dziecka.
    No i ławka dla 6 latka- cudowny instrument wspomagający edukację.....
    A strefy najbliższego rozwoju? (Lew Wygotski), czy ktokolwiek o takich "trywialnych" rzeczach myśli?
    np. szkoła fińska a szkoła polska (podstawowa). Niby 6 latki i tam i tu w szkole, ale jednak przepaść bez dna.

    http://finlandia.2taj.net/Edukacja

    Pozdrawiam
    pedagog

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Profesorze, obawiam się, że nie "karawana" tylko "karawan polskiej polityki oświatowej jedzie dalej", czyli ... zostały już tylko egzekwie.
    Potrzeba opamiętania się polityków, bo inaczej pozostaje tylko cywilizacyjne staczanie się po równi pochyłej.

    OdpowiedzUsuń
  6. co minister to gorszy, Hallowa była straszna, ale to co sobą reprezentuje pani Szumilas to jest poniżej krytyki, nie mają pojęcia o rozwoju i potrzebach dzieci, liczy się tylko kasa, chcą wychowywać analfabetów, bo półgłówkami łatwiej się rządzi...

    OdpowiedzUsuń
  7. Brawa za tekst.
    Czegóż się nie robi aby na stołku się ostać.

    Prostytucja - sprzedaż siebie dla osiągnięcia materialnych zysków

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję! Wspaniały tekst!

    OdpowiedzUsuń
  9. Proponuje, aby Pani Szumilas nie pogrązała się w swojej niekompetencji i zrezygnowała ze swojej funkcji ...tylko czy patrząc na to co sie dzieje na przestrzeni lat nie trafimy na kogos jeszcze bardziej szalonego ...
    Czy ktoś zastanawiał sie nad tym jaki wpływ na powodzenie czy niepowodzenia dzieci w szkole ma przygotowywanie dzieci do czytania i pisania przez rodziców , którzy nie sa do tego przygotowani metodycznie. Rodzice często widząc co się dzieje w polskiej oświacie podejmują się uczenia dzieci od razu najczęściej pisania literek (drukowanych), czytania nie radząc sobie, często odbywa się to nie w formie zabawy lecz treningu stresującego obie strony . Przecież zadaniem przedszkoli miało być uczenie przez zabawę, podążanie za ciekawością dziecka...

    OdpowiedzUsuń
  10. Swego czasu, wysłałem zapytanie o udostępnienie informacji publicznej do MEN w sprawie listy nazwisk ekspertów, którzy ówcześnie mieli popierać projekt reformy. Dostałem mail z linkiem do jakiegoś bardzo ogólnego badania, z którego nic nie wynikało a w szczególności trudno było się doszukać autorów rozmytych stwierdzeń.

    http://jerzybielec.blogspot.com/2013/01/edukacja-podstawowa-w-polsce.html

    http://rzecznikrodzicow.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Znani aktorzy, m.in. Marcin Dorociński i Aneta Zając, wspierają akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum. W jakiej sprawie? Czy 6-latki powinny obowiązkowo iść do szkoły. http://wiadomosci.onet.pl/kraj/marcin-dorocinski-i-aneta-zajac-wystapili-w-akcji-,1,5451127,wiadomosc.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może uda się zatrzymać tę bezsensowną, kosztowną i dewastująco szkodliwą "reformę"!!!Zwłaszcza że w roku 2014 wybory będą blisko, bardzo blisko, a skutki podwójnego rocznika na wynikach roku 2015 zaważą, oj zaważą...;-)

      Usuń
  12. Dziękuję za tekst, jak zwykle balsam na duszę. Pozwolę sobie jednocześnie wyrazić radość, że prowadzi pan tego bloga, poświęca czas na otwarte publikowanie postów. Dla mnie - bezcenne. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pomóżmy tym draniom wyjść z pułapki. Nie możemy liczyć na to, że sami odejdą lub zmienią zdanie. Od 50 lat zajmuję się edukacją językową i matematyczą dzieci. Mówię o tym przy każdej okazji, że przyczyna niepowodzeń w uczeniu dzieci tkwi w fatalnym przygotowaniu nauczycieli do zawodu. O klimacie w tej materii panującym w APS mógłbym powiedzieć wiele, gdyż przez szereg lat starałem się w tej uczelni zmieniać podejście do kształcenia nauczycieli. Był taki czas i tacy ludzie (np. prof. Jan Łaszczyk) którzy dostrzegli to moje dążenie do zmian i pozwolili kształcić inaczej. Jestem dumny z tych paru roczników, których kształciłem na nauczaniu zintegrowanym z glottodydaktyką. System boloński stanął na przeszkodzie tego kształcenia w późniejszych latach. Syoi na przeszkodzie dzisiaj we wszystkich uczelniach. To od nauczyciela zależy prawie wszystko w edukacji i wychowaniu. Do zawodu nauczyciela wychowania przedszkolnego i nauczania wczesnoszkolnego przygotowuje się studentów na marginesie kierunku pedagogika. Mury uczelni i pseudouczelni opuszczają dziś tłumy kwalifikowanych nauczycieli, którzy nie mają elementarnej wiedzy o tym, jak uczyć języka polskiego ( w tym czytania i pisania) i matematyki. Piszę o tym w licznych artykułach, do których łatwo dotrzeć, gdyż są dostępne w internecie w czytelni w moim blogu na stronie www.glottispol.gda.pl . Proszę o trochę szacunku dla nauczycieli przedszkoli, bo to ta część nauczycieli, która szuka wiedzy i sie dokształca. Na Letnią Szkołę Glottodydaktyki i Glottoterapii w Gdańsku zgłosiło się już 90 nauczycielek związanych z przedszkolami i tylko 40 związanych ze szkołami. Na kursach z tego zakresu te dysproporcje są jeszcze większe. Pozwólmy uczyć dzieci nauczycielom w przedszkolach, nie wpychajmy ich ciągle w tajne nauczanie. W latach od 1978 r. do początków lat 90-tych tajnie nauczali pisania, gdyż szatański program ministerialny tego zabraniał. Wśród tych nauczycielek są kombatantki, które straciły wówczas pracę za odwagę bycia dobrymi, mądrymi nauczycielkami. Podstawy programowe, które mamy od paru lat to kolejny szatański produkt w naszej oświacie. Moje absolwentki już od paru lat uprawiają tajne nauczanie czytania i pisania. Niech Pan Profesor przyrzy się reformatorom, którzy przygotowali takie podstawy programowe. Na czele tych szatańskich poczynań stał wynagradzany judaszowskimi srebrnikami prof. Konarzewski. Może Pan wymieni innych. Ministerstwo zawsze znajdzie przekupnych profesorów, ale Pan Profesor powinien stać na straży jakości i nie powinien reklamować produktów takich przekupnych profesorów, nawet gdy sa to Pana koleżanki i koledzy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Znam dwie, w tej chwili dorosłe osoby, które rozpoczęły naukę jako 6-latki. Niestety nie osiągnęły żadnych sukcesów, powiem więcej z czasem stawały się coraz słabsze na tle dzieci, które rozpoczęły naukę jako 7-latki. Po podstawówce ukończyły tylko zasadniczą szkołę zawodową.
    Zadanie o drwalu najlepiej podsumowuje poziom edukacji. Moja córka uczęszcza obecnie do drugiej klasy szkoły podstawowej, książki z których się uczy - Razem w szkole, zawierają właśnie takie zadania: uzupełnij litery "u" lub "ó" przy czym jedna litera jest w czerwonym kółku, a druga w zielonym kwadracie. I w wyrazach, w miejscach gdzie trzeba wpisać literki odpowiednio są albo czerwone kółka, albo zielone kwadraty.
    Córka kończyła zerówkę dwa lata temu i nie pamięta z niej nic, żadnych piosenek, zabaw, wierszy, rodzajów technik plastycznych. Ja kończyłam zerówkę prawie 30 lat temu i jestem w stanie moje dzieci nauczyć tego czego się wtedy nauczyłam.
    Jestem jednym z koordynatorów akcji Ratuj Maluchy popieranych m.in. przez wcześniej wspomnianych aktorów. Prawie codziennie zgłasza się do mnie ktoś chętny do włączenia się w zbieranie podpisów. Do czasów ogłoszenia reformy nikt z rodziców nie buntował się na taką skalę przeciwko wprowadzanym zmianom.

    OdpowiedzUsuń
  15. Panie Profesorze, serdecznie dziękuję za ten post! Jest niczym balsam na mą duszę :)
    Pozdrawiam z Krakowa.

    OdpowiedzUsuń
  16. Panie Profesorze, bardzo dziękuję za ten mądry, wyważony wpis na Pana blogu.
    Pozdrawiam z Krakowa!
    Absolwentka Pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej UJ.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.