wtorek, 14 lutego 2012

Spieszcie z habilitacją na Słowację, bo tak szybko w Polsce jej nie dadzą


Słowacy są od nas lepsi. Tylko w jedno przedpołudnie w dniu 15 lutego 2012 r. odbędą się aż trzy tzw. kolokwia habilitacyjne, na które zaprasza dziekan Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Mateja Bela w Bańskiej Bystrzycy Jednym z trzech szczęśliwców będzie Polak, którego przewód usytuowano na końcu habilitacyjnej serii. Chyba nie przewiduje się tu żadnych, szczególnych dyskusji, pytań czy debat. Czasu na to jest bardzo mało. Wystarczy przedstawienie przez habilitanta głównych tez jego rozprawy (?) habilitacyjnej, która nie jest przecież jako taka nigdzie opublikowana, odczytanie recenzji, a następnie wygłoszenie wykładu habilitacyjnego przez kandydata i głosowanie o przyjęciu i nadaniu mu stopnia docenta z dyscypliny pedagogika.

Zdaje się, że w takim też kierunku została wprowadzona reforma B. Kudryckiej, bo wystarczy, że kandydat do habilitacji według nowej ustawy o stopniach i tytułach naukowych przedłoży życiorys i wykaz swoich publikacji, a powołuje się komisję do ich oceny. Nie musi ich nawet załączać, a w każdym razie niektórym się tak wydaje, że u nas jest już Słowacja. To nie jest, i dlatego zapewne nadal organizują turystykę habilitacyjną na południe, którą o tej porze można nawet połączyć z regeneracyjną jazdą na nartach po słowackiej części Tatr. U nas jest – jak sądzę – lepiej, bo nie ma nawet wykładu habilitacyjnego, a komisja nie musi widzieć kandydata do awansu naukowego. Lepiej czy gorzej? To relatywne.

Powróćmy zatem na Słowację, na Wydział Pedagogiczny UMB w Bańskiej Bystrzycy, gdzie dziekan zaprasza na posiedzenie trzech komisji habilitacyjnych. Najpierw o godz. 9.30 PhDr. habilituje się Viktória Dolinská, PhD. z tego Uniwersytetu. Wygłosi wykład habilitacyjny pt. Zmena kultúry školy ako faktor jej úspešnosti. (Zmiana kultury szkoły jako czynnik jej sukcesów). Autorka przedłożyła też komisji autoreferat, który jest związany z tematem jej habilitacyjnej pracy: (Multi) kultúrna perspektíva edukácie. (Wielo)kulturowa perspektywa edukacji.

Jako drugi tego przedpołudnia, bo już o godz. 11.00 występuje RNDr. Michal Blaško, PhD. z Technicznego Uniwersytetu w Koszycach, którego temat habilitacyjnego wykładu brzmi: Manažérstvo kvality vo vyučovacej hodine (Zarządzanie jakością w czasie lekcji). Tematem zaś jego rozprawy habilitacyjnej jest - Systém výučby s uzavretým cyklom v koncepcii tvorivo-humanistického rozvoja osobnosti (System nauczania w zamkniętym cyklu w świetle koncepcji humanistycznego rozwoju osobowości).

Wreszcie o godz. 13.00, kiedy na całej Słowacji jest pora na obiad, zaserwowano komisji wydziałowej postępowanie habilitacyjne Polaka – doktora Romana Uździckiego z Wyższej Szkoły Humanistycznej w Lesznie, w której jest już zatrudniony na stanowisku docenta. Na Słowacji, żeby uzyskać takie stanowisko, trzeba mieć habilitację. U nas, w wyższych szkołach prywatnych, nie. Można mieć stopień doktora. Tak więc, paradoksalnie, nasz nauczyciel jako docent ubiega się o słowacką docenturę, dzięki której będzie doktorem habilitowanym. Tematem jego habilitacyjnego wykładu będzie: Škola verzus očakávania celoživotného vzdelávania (Szkoła wobec oczekiwań kształcenia ustawicznego). Tematem jego rozprawy (?) habilitacyjnej jest: Príprava študentov gymnázia k aktívnemu vstupu na trh práce.(Przygotowanie uczniów gimnazjum do aktywnego wejścia na rynek pracy). Warto tutaj dodać, że Roman Uździcki uzyskał stopień naukowy doktora w Instytucie Badań Edukacyjnych w Warszawie w 2006 r. na podstawie rozprawy pt. Kształcenie, dokształcanie i doskonalenie egzaminatorów kierowców i kandydatów na kierowców.

W przewodzie habilitacyjnym naszego naukowca recenzentami są: prof. dr hab. Andrzej Radziewicz-Winnicki z Uniwersytetu Zielonogórskiego i dr hab. Marek Walancik z Uniwersytetu Śląskiego oraz dziekan Wydziału Nauk Społecznych i Technicznych Śląskiej Wyższej Szkoły Zarządzania im Generała Jerzego Ziętka w Katowicach (na stronie ŚWSZ i Stowarzyszenia Lotników Polski Południowej informuje, że jest pułkownikiem profesorem, chociaż habilitował się zaledwie przed rokiem). Członkiem komisji w tym przewodzie jest - oprócz słowackich profesorów - prof. zw. dr hab. Józef Podgórecki, z Uniwersytetu Opolskiego.

Koszt przewodu habilitacyjnego jest niższy, niż w Polsce koszt przewodu doktorskiego, gdyż wynosi dla obcokrajowca 1200,- €. Słowacy płacą niewiele mniej, bo 1000,- €.

Jakie trzeba złożyć dokumenty, by uzyskać habilitację na Słowacji? Jak ktoś nie zna słowackiego, to przeczyta to sobie po angielsku: [http://www.pdf.umb.sk/dekanat/referat-pre-vedu-vyskum-a-umenie/habilitacne-konanie/dokumenty-na-predlozenie-pre-uchadzacov-zo-zahranicia-o-habilitacne-konanie-v-anglickom-jazyku.html]. Udając się do tego kraju nie trzeba wykazać się znajomością języka słowackiego. Wykład głosimy po polsku, i nasz „dorobek“ też może być w języku polskim. Co najwyżej, jeśli nas o to poproszą, trzeba będzie wydać trochę kasy na streszczenie czy omówienie na kilku stronach w rodzimym języku gospodarzy. Ponoć tam i tak nikt tego nie będzie weryfikował. Wystarczy, że zgadza się zapis bibliograficzny z wymaganymi danymi. Oto, jakie obowiązują kryteria w tym Uniwersytecie (uwaga! każdy ma nieco inne), które zostały przyjęte uchwałą Rady Naukowej UMB 6/11/2008:

Kandydat do habilitacji musi wykazać w swojej dokumentacji (w spisie dokonań):

1. co najmniej 5-letni staż pracy dydaktycznej w danej dyscyplinie (kierunek studiów).

2. informację o wypromowanych dyplomantach (nie jest istotne, ilu, gdzie i na jakim poziomie).

3. (aż) jedną monografię (nie określa się, że musi to być dysertacja habilitacyjna, dlatego wielu Polaków przedkłada wydaną w kraju rozprawę doktorską!) Przez monografię uznaje się na Słowacji rozprawę, która liczy co najmniej 3 arkusze wydawnicze (ok. 66 stron maszynopisu), a więc można ją machnąć w jeden miesiąc i wydać w wydawnictwie wyższej szkoły prywatnej lub państwowej. W Polsce przez „monografię” resort nauki rozumie opracowanie naukowe liczące minimum 6 arkuszy wydawniczych (132 str.) a opublikowane jako książka lub odrębny tom omawiający jakieś zagadnienie w sposób wyczerpujący, oryginalny i twórczy. Jak widzimy na Słowacji obdarza się naukowców większym zaufaniem i podchodzi do nauki ekologicznie, bo przy innej definicji monografii oszczędza się na papierze.

4. (aż) 5 artykułów opublikowanych w pracach zbiorowych, czasopismach czy monografiach poza granicami kraju (Polacy mogą wykazać swoje artykuły wydane np. na Słowacji)

5. co najmniej 15 artykułów w krajowych monografiach, czasopismach naukowych (nie muszą być z listy MniSW) czy w recenzowanych pracach zbiorowych (np. pokonferencyjnych)

6. chociaż jeden skrypt, podręcznik dydaktyczny lub materiał metodyczny (przedszkolny, szkolny, do kształcenia kierowców, pilotów, maszynistów, operatorów dźwigów lub z zakresu edukacji dorosłych w innych zawodach itp.).

7. co najmniej 10 artykułów specjalistycznych, w tym mogą być recenzje w czasopismach ilub recenzowanych pracach zbiorowych, hasła w słownikach czy encyklopediach lub przekłady artykułów (najlepiej naukowców ze Słowacji).

8. chociaż 20 cytowań czy adnotacji w przypisach lub w bibliografii w rodzimych czasopismach, monografiach naukowych lub pracach zbiorowych. Oczywiście, jeśli ktoś nie jest cytowany w Polsce, to może wykazać, że był cytowany na Słowacji, Rumunii, Bułgarii itp., zastępując brakujący wykaz cytowań w publikacjach krajowych itp.

9. co najmniej 10 cytowań czy adnotacji w przypisach lub w bibliografii w zagranicznych czasopismach, monografiach naukowych lub pracach zbiorowych (tu Polacy ponownie moga wykazać fakt cytowania ich rozpraw np. na Słowacji).

10. (aż) trzy wystąpienia na zagranicznych konferencjach naukowych (miejsce konferencji - jw.);

11. (aż) dziesięć wystąpień w krajowych konferencjach naukowych.

12. członkostwo w komitecie organizacyjnym krajowej konferencji (Czy to dlatego niektóre w naszym kraju tzw. konferencje międzynarodowe liczą w komitecie po kilkanaście osób? Wystarczy być tylko raz członkiem takiego komitetu! Szkoda, że już nie ma KC.)

13. posiadanie stopnia naukowego doktora (to jest oczywiste).

14. zrealizowanie krajowego czy międzynarodowego projektu badawczego jako jego kierownik lub współkierownik (nie ma to znaczenia, czy badania były wewnątrzuczelniane czy ministerialne lub z NCN).

Prawda, że wymagania są nadzwyczaj wygórowane? Sądzę, że już teraz trzeba rezerwować sobie termin habilitacji na tym słowackim uniwersytecie, który ma uprawnienia z pedagogiki, bo jak ruszy do południowych sąsiadów kilkuset kandydatów, to przewody będą musieli przeprowadzać codziennie, od rana do wieczora. Pani minister nauki i szkolnictwa wyższego - prof. B. Kudrycka powinna jak najszybciej obniżyć polskie standardy do uzyskania habilitacji, by nasi naukowcy mieli co robić. W przeciwnym razie przyjdzie im pisać recenzje w przewodach Polaków na Słowacji.

Może w naszej polityce reform nauki i szkolnictwa wyższego chodzi o to, by w ten sposób doprowadzić do redukcji etatów w szkolnictwie publicznym? Jest w tym jakiś sens. Po co zatrudniać w uniwersytetach, akademiach czy politechnikach tylu naukowców – doktorów habilitowanych i profesorów, skoro Słowacy wykształcą nam nasze kadry taniej i szybciej? Czy lepiej? Tego nie oceniam, bo nie znam tych genialnych rozpraw i wspaniałego dorobku naukowego koleżanek i kolegów, by cokolwiek móc powiedzieć na ich temat. Słowacy też ich nie znają, bo w tym kraju nie publikuje się tak znakomitych habilitacji, nie tylko Polaków, ale także Czechów, Słoweńców, Węgrów czy naukowców innych nacji.

Gdybyście chcieli uzyskać tytuł profesora pedagogiki, filozofii, teologii czy pracy socjalnej – nie ma sprawy. Gnajcie na Słowację, bo w Polsce tego tak szybko nie uzyskacie. Koszty przewodu są bardzo niskie – ok. 5 tys. Po co w kraju zmagać się z badaniami, czytaniem literatury, publikowaniem rozpraw, udziałem w konferencjach naukowych itd., itd.? Znajdziecie w kraju tych, którzy już przeszli słowacką ścieżką po habilitacyjnych czy profesorskich szczytach, a oni wam powiedzą, jak to załatwić. W grę wchodzi przecież naukowa turystyka, wymiana doświadczeń i współpraca zagraniczna. Wszystko pod sztandarem Unii Europejskiej i pod ochroną MNiSW.

Nie martwcie się, że mało kto was docenia, albo pomawia was o jakieś szalbierstwa. Niesłusznie. Tak mówią tylko ci, co wam zazdroszczą, że sami musieli tyle lat ciężko pracować, pisać i publikować. Teraz wiedzą, że zbytecznie stracili czas, wysiłek i zdrowie. Można było przecież osiągnąć to samo, ale za to tak pięknie, tanio, szybko i bezstresowo. W końcu – dyplom zagranicznego docenta czy profesora, to nie w kij dmuchał. Jutro będzie was więcej – sto, tysiąc, trzy tysiące... Uniwersytety i akademie zatrudnią was bez problemu, bo same będą zagrożone brakiem kadr akademickich, dbając – nonsensownie - o ich wysoką jakość.
Na jednego uniwersyteckiego profesora będzie za kilka lat przypadało co najmniej 100 wypromowanych na Słowacji, więc i tak zwyciężymy przed nadejściem do Polski Chińczyków. Naszych musi być więcej. Tę rywalizację w nauce, o jaką zabiega ministerstwo, musimy wygrać. Będziemy na szczytach szanghajskiej listy najlepszych uczelni świata.

Dziękujemy wam za poświęcenie. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego powinno wprowadzić jeszcze, oprócz dotychczasowych stypendiów doktoranckich, refundację kosztów, jakie muszą ponosić polscy doktorzy i doktorzy habilitowani z tytułu przewodu habilitacyjnego czy profesorskiego na Słowacji. Komitet Nauk Pedagogicznych powinien ogłosić konkurs na najszybciej uzsykany dyplom docenta na Słowacji, a zwycięzcy zaproponować naukową nagrodę PAN (imię trzeba jeszcze wymyśleć). Cieszymy się rozwojem polskich pedagogów wypromowanych na Słowacji i żałujmy, że nie dostąpiliśmy zaszczytu wysłuchania ich wykładu habilitacyjnego czy przeczytania ich naukowych dzieł. Może kiedyś, ktoś przetłumaczy je na język polski i uzyska dzięki temu punkty do swojego przewodu na słowackim uniwersytecie? Tylko czy nam je udostępnią? Niektóre, a opublikowane doktoraty, znamy. Niech w końcu wszystko pozostanie w rodzinie, niech ojciec recenzuje synowi, a syn wnukowi, teściowa szwagierce, a szwagierka siostrze. Postmodernizm w szkolnictwie wyższym osiągnie wkrótce swoje najwyższe szczyty!

77 komentarzy:

  1. Najgorsze jest to, że osoby, które przez ostatnich kilka lat pracowały nad habilitacją, teraz dowiadują się o zmianach, a okresy przejściowe nie zawsze będą wystarczające. Przerażające jest to, że osoby, które robią hab na Słowacji za chwilę zasiądą w szanownych komisjach i będą oceniać tych, którzy przy dużo wyższych wymaganiach starają się o habilitację w Polsce :(
    Znam jednego habilitowanego na Słowacji - dno i żenada, wszyscy wokół śmieją się z niego, ale ma habilitację, powoli zajmuje stanowiska, a za kilka lat ludzie zapomną, gdzie i jak ją zrobił ;(
    Podobna sytuacja była kilkanaście lat temu z doktoratami z Moskwy - kilka osób z mojego wydziału robiło doktoraty w taki sposób. Poziom był tak "fascynujący", że niektórzy podczas wakacji pisali dwie wersje dysertacji, żeby promotor rosyjski wybrał sobie "lepszą" ;( Jedna wpadła w moje ręce - wg mnie poziom licencjatu, ale doktorat był i jest. Dziś nikt już nie pyta, w jaki sposób uzyskany.
    Szkoda, że nasze ministerstwo robi takie babole.
    Stadion Narodowy krytykujemy - bo nie otwarty, bo nie zagrali, bo za wysokie premie i w ogóle premie - bo to widać. Takich fatalnych ruchów w szkolnictwie nie widać od razu, ich skutki odczujemy w ciągu najbliższych lat poprzez spadek jakości na naszych uczelniach.

    OdpowiedzUsuń
  2. A czy w Polsce jest możliwe, że pewien profesor publikujący dumnie własne bibliografie podmiotowe, zapomina w nich umieścić swoich prac z lat młodzieńczych, w których zafascynowany jest ideałami socjalizmu? A jego nieco starsi koledzy nie podają w bazach naukowych nawet nazw swych wybitnych doktoratów i znakomitych habilitacji z lat PRL? Czy możliwe jest nieujawnienie ubeckich i esbeckich TW i KO wśród pracowników naukowo-dydaktycznych? Albo ukrywanie, którzy judasze wydali tuż po wojnie w ręce UB prof. Jaxę-Bykowskiego? W swoim czasie wszystko będzie opublikowane i podane do publicznej wiadomości...

    OdpowiedzUsuń
  3. A jakie ciekawe zestawienie u dr. Blaško: rozprawa o koncepcji humanistycznego rozwoju osobowości, a wykład habilitacyjny o zarządzaniu jakością w czasie lekcji. Daleko zaszli nasi Sąsiedzi...

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Profesorze, odnośnie przewodu habilitacyjnego dr. Romana Uździckiego z Wyższej Szkoły Humanistycznej w Lesznie, to baza nauki Synaba podaje, że obaj wymienieni przez Pana recenzenci z Polski są zatrudnieni w Śląskiej Wyższej Szkole Zarządzania im. gen. Jerzego Ziętka; Wydział Nauk Społecznych i Technicznych; Katedra Pedagogiki...
    w Polsce raczej nie do pomyślenia. Zdarza się czasem, że CK wyznacza drugiego recenzenta z tej samej szkoły wyższej co wcześniej wyznaczony jeden z dwóch recenzentów przez Radę Wydziału, ale to nieco inny wymiar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, gdzie jeszcze pracuje dr R. Uździcki. Nie mam też nic przeciwko temu. Ma prawo do zatrudniania się w tych uczelniach, które potrzebują jego jako nauczyciela akademickiego. U nas rada wydziału, która przeprowadza przewód naukowy na dowolnym poziomie, może wybrać na recenzenta jednego ze swoich pracowników samodzielnych. Jeżeli kandydat do stopnia czy tytułu otwiera przewód w innej jednostce, niż sam jest zatrudniony, to tez nic nie stoi na przeszkodzie, by z jego macierzystego miejsca pracy recenzentem był jeden naukowiec tam właśnie zatrudniony. W Polsce coraz poważniej traktuje się konflikt interesów jako zakłócający bezstronność oceny czyjegoś dorobku.
      I żeby nie było żadnych wątpliwości. Ja w żadnej mierze nie kwestionuję tego przewodu naukowego. Pokazuję jedynie na tym przykładzie, bo akurat jest najnowszy, ale wcześniej opisywałem inne kazusy, na czym polegają różnice między wymaganiami na habilitację na Słowacji i w Polsce. To nie ja rozstrzygam o tym (nawet nie mam zamiaru), czy są one zgodne z prawem, czy nie. W moim przekonaniu są, a ktoś tutaj też o tym pisze w jednym z komentarzy. Inna kwestia, czy uznawalność w naszym kraju - tam uzyskanych dyplomów - jest słuszna? Dzisiaj wszystko jest porównywane, więc dlaczego nie prowadzić tego typu analiz w tym obszarze? Socjolodzy od lat prowadzą badania nad jakością nauki, warsztatów naukowych i osiągnięć w skali naszego kontynentu, a nawet świata. Pomijam tu popkulturowe rankingi, których wartość jest wielce wątpliwa.

      Usuń
    2. Może więc szanowny Pan Profesor wyeksplikuje publiczności, na czym polegają wymagania habilitacyjne w Polsce? O ile wiem, to ustawa mówi o "znaczącym dorobku naukowym po doktoracie". Co to znaczy? Czytaj: tak jak spodoba się ocenić ów dorobek recenzentom. To jest dopiero pole do nadużyć i manipulacji. Słowakom należy się szacunek, że jawnie i jasno określają minimalne wymagania. Ani jeden wydział pedagogiczny w Polsce nie podaje jawnie swych minimalnych kryteriów. W Polsce wszystko jest uznaniowe wg zasady 3K (kolesiostwo, kumoterstwo i kołtuństwo).

      Usuń
    3. Niech anonimowy zajrzy na stronę Centralnej Komisji i przeczyta sobie Ustawę o stopniach i tytułach. Następnie niech zajrzy na strony jednostek prowadzących przewody naukowe. Wszystko jest zdefiniowane i czytelne.
      Natomiast w Polsce, jak i w innych cywilizowanych krajach, nie ma możliwości uzyskania habilitacji na podstawie wydanej rozprawy doktorskiej. Rozumiem, ze Anonimowy broni takiego przypadku i uważa, że to jest jak najbardziej uczciwe i rzetelne naukowo?
      Zdaje się, że mamy tu do czynienia z klasyczną projekcją 3K jako mechanizmem obronnym. Warto udać się do psychologa.

      Usuń
    4. Zapewne Pana zaskoczę, ale czytałem (dokładnie) i ustawę i rozporządzenia do niej. Jest tak, jak napisałem. Może szanowny Pan Profesor zechce podać choć JEDEN link do podstrony wydziału/instytutu pedagogicznego, gdzie rzekomo "wszystko jest uczciwe i rzetelne". Jedynym fakultetem pedagogicznym, o którym wiem, że publikuje quasi-wymagania to WP DSW we Wrocławiu. Jednak tam właśnie trzymają się literalnie ustawy i rozporządzeń (nb. wg starej procedury), i nie podają żadnych minimalnych kryteriów naukowych.
      Co do Słowacji, to wie Pan lepiej ode mnie, że przedstawienie tam polskiej rozprawy doktorskiej jako rozprawy habilitacyjnej jest wedle prawa słowackiego przestępstwem. Trzeba ścigać przestępców i odbierać im nielegalnie (poświadczenie nieprawdy) uzyskane dyplomy, a nie podśmiewać się z mniejszego sąsiada z południa.

      Usuń
  5. Mazowiecki kurator oświaty Karol Semik przez 3 lata zatrudniał w swoim kuratorium na umowie-zlecenie córkę - informuje wtorkowe "Życie Warszawy", stołeczny dodatek do "Rzeczpospolitej".
    Córka Semika jest studentką psychologii i wraz z innymi studentami miała zajmować się "obsługą wniosków nauczycieli starających się o uzyskanie stopnia awansu zawodowego nauczyciela dyplomowanego". Za co pobierała wynagrodzenie od 600 do 1800 zł brutto.
    Kurator potwierdził. że o możliwości tego typu pracy córka dowiedziała się od niego.
    Link: http://www.glos.pl/node/5897

    OdpowiedzUsuń
  6. Niektórzy czytelnicy strasznie się denerwują.Jeśli tak bardzo pragną, za wszelką cenę mnie obrazić, to niech podpiszą swoje odważne w sądach listy. Zobaczymy, czy nie warto poddać ich empirycznej weryfikacji w kategorii prawdy lub fałszu. Pedagogika znakomicie posługuje się tymi metodami, a są one też dobrze znane polskiej prokuraturze. A zatem, odważni-kiblowi Anonimowi,wyłóżcie swoje karty.

    OdpowiedzUsuń
  7. A tak z innej strony. Dzisiaj dzień Walentego, widziałem młodzieńców z różami, czekoladkami, nawet starsze osoby.

    OdpowiedzUsuń
  8. Może tak kiedyś (z własnej woli) Pan Profesor napisze o patologiach wśród polskich profesorów. Może tak o tym, kto dzieli i rządzi w polskiej pedagogice, może o tym, że wielkie autorytety są dyscyplinarnie usuwane z uczelni wyższej, może też o przysłowiowej kasie, czyli o finansowaniu badań, może o tych profesorach, którzy usunęli swoje dzieła z bibliotek. Jednak to tylko "może" i "może" o tzw. najkrótszych przewodach habilitacyjnych w historii III RP. Blogowanie to nie dyskurs...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Anonimowy ma wiedzę na ten temat, to niech o tym sam tu napisze, tylko niech się podpisze, a nie wysługuje innymi. Mój blog jest moim oglądem rzeczywistości, nie tylko akademickiej. Piszę o tym, co w danym momencie mnie interesuje. Jak Anonimowy chce poczytać o polskich profesorach, to niech zaprenumeruje sobie "Forum Akademickie" i tam poczyta o tym, m.in. w tekstach dra Marka Wrońskiego. Ja nie mam zamiaru powielać tego, czym zajmują się inni. Natomiast widzę, że nie podoba się to niektórym czytelnikom mojego blogu. Niech każdy wypowiada się w swoim imieniu. Może anonimowy założyć własny blog, w którym będzie pisał o tym, co go interesuje. Chętnie wpiszę swój komentarz - oczywiście anonimowo. Jak już, to już.

      Usuń
  9. Walentego Serce a Moje Dobre Życzenia ocieplenia oglądu świata...zarówno z poziomu głowy jak i serca.Uśmiecham się, do Dzielnego Twórcy przekazu myśli, swoją lepszą stroną JA .
    Już na progu czeka ....wiosna??
    Życzmy sobie odrodzenia w pełnym wymiarze.
    Do....Jutra??
    :-))

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwaga - organizuje turnus habilitacyjny na Słowację, udział
    6 999 złotych, w tym nocleg i wydanie dplomu za dodatkowe 4 000 napiszę dystertację ;)

    PS. Miejsc w autobusie 55 + stojace.Oby tylko kierowca uprawnień do kierowania pojazdu nie zdobył w podobny sposób...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natomiast za mój turnus należy się opłata 6599. Opłata za pracę hahabilitacyjnę 3499złociszy

      Usuń
    2. Nooo, to mamy już rynek. Kto załatwi taniej habilitację w ramach słowackiego turnusu?

      Arek

      Usuń
  11. Pozwalam sobie zauważyć, że jakbyśmy się nie zgadzali z tak prowadzonymi "awansami habilitacyjnymi" to pozwala na to polskie prawo.
    Kraj jest otwarty obecnie na naukowców z całego świata, także tych zza miedzy. Dyskusja merytoryczna, jaką zaproponował Pan Profesor ma sens. Dyskusje oparte na emocjach niczego nie wnoszą prócz np. możliwości odreagowania, odegrania się personalnie na kimś, żalu nad własnym trudem włożonym w pracę naukową itp. Ale warto podjąć trud analizy powodów tego stanu rzeczy. Częściowo w powyższych wypowiedziach ten wątek się pojawia. Nikt jednak nie pisze wprost, że symptomy "pójścia na całość, bo system daje takie możliwości" były już wcześniej ... doktoraty m.in. rosyjskie, ukraińskie a teraz hab. ukraińskie, białoruskie, słowackie. W tej sytuacji to dla wielu bolesne, ale .. prawo należy szanować - i pozostaje podziw dla osób umiejący z niego skorzystać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pozwalam sobie zauważyć, że jak nie ma na stronie, a są takie jednostki, które to mają (szukajcie a znajdziecie), to wystarczy odbyć rozmowę z dziekanem ds nauki, a ten wręczy stosowny wykaz niezbędnych dokumentów do przeprowadzenia każdego przewodu. Doprawdy, nie trzeba wprowadzać opinii w błąd, produkując takie insynuacje.
    Natomiast co do tego, co wolno na Słowacji, a czego nie wolno, to już mieliśmy na to dowód. Proszę poczytać jak reagują niektóre uniwersytety na literalne wskazania oszustw akademickich Polaków, o których pisał i pisze m.in. dr M. Wroński. Nikt tam nie sprawdza, czy opublikowana w Polsce rozprawa jest monografią podoktorską. Żadna z tych prac nie ma tego ani w podtytule, ani w tytule, ani we wstępie. Proszę, niech opublikują Ci, którzy habilitowali się na Słowacji, wykaz swoich prac naukowych, które stanowiły podstawę tego przewodu. Zobaczymy, kto ma rację.
    Proponuj, by anonimowy zaczął od siebie.
    Jutro w blogu o oszustwie samego dziekana jednego ze słowackich uniwersytetów, gdzie habilitowało się kilkudziesięciu Polaków. Ciekawe kto tu i od kogo się uczył?

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowy (czyli ja) nie ubiegał się o habilitację ani na Słowacji, ani w Polsce, więc nie mam czego udowadniać. Trzeba oddzielić dwie kwestie: przedstawienia rozprawy doktorskiej jako habilitacyjnej (przestępstwo), od wykazania w dorobku opublikowanego doktoratu. Chyba, że to naganne? Więc zabrońmy publikowania doktoratów, ew. wprowadźmy obowiązek podania promotora jako współautora. A serio: swój doktorat napisałem samodzielnie i opublikowałem, we wstępie podziękowałem imiennie promotorowi i recenzentom. A jeśli ktoś pisze pracę za swoich doktorantów lub sufluje im na każdym kroku, to jego problem i sumienie.
    Po udaniu się do dowolnego dziekana uzyskamy oczywiście spis niezbędnych dokumentów do przeprowadzenia przewodu. M.in. żądanie wykazu publikacji. Rzecz w tym, że żaden fakultet pedagogiczny w Polsce nie określa minimalnych kryteriów ilościowych. To tajemnica wysokich komisji i ich "obiektywnych" recenzentów, specjalistów od ocen jakościowych (zawsze słusznych i po linii).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Anonimowy nie wie, jak to wygląda na Słowacji, to dlaczego zabiera w tej sprawie głos? Nie wie też, jak to wygląda w Polsce, ale osądza.
      Otóż ja w przeciwieństwie do Anonimowego "złapałem za rękę" Polkę, która chciała wyłudzić habilitację na podstawie pracy doktorskiej. Poinformowałem o tym jej rektora. Nadal jest członkiem senatu uczelni publicznej i wybitną wykładowczynią pedagogiki w niepublicznej.
      Zgłosił się do mnie kilka lat temu, jak KNP PAN miał obietnicę uczciwej współpracy z władzami wydziału jednej z uczelni na Słowacji, doktor, który przygotował swoją rozprawę doktorską, wydaną pod zmienionym tytułem, jako habilitacyjną. To znaczy, że takich oszustw było więcej. Ktoś komuś powiedział, że tak można, i ktoś komuś w tym pomagał. Ja mówię o faktach, a Anonimowy o swoich domniemaniach i żalach. Nie lepiej przysiąść, poczytać, przeprowadzić badania, napisać, wydać i z bogatym dorobkiem wnioskować o habilitację? Czy anonimowy oczekuje tak, jak studenci na pierwszych zajęciach w semestrze, kiedy zobowiązuje się ich do napisania eseju, pracy studyjnej czy projektowej, by odpowiedzieć im na pytanie: na ile stron?!!!
      Może powinniśmy podawać jak Słowacy - liczbę znaków i arkuszy wydawniczych? Treść nie jest istotna? Może jednak warto poczytać rozprawy z metodologii badań i przyłożyć się do standardu, albo powiedzieć sobie - nie nadaje się do tego, bo nie potrafię badać i pisać, jak nie wiem, na ile stron.

      Usuń
    2. W/w Pania Dyrektor Instytutu usunieto z kierownictwa Instytutu i po otrzymaniu nagany od JM odeszla z Akademii. Z pol roku oczekiwalem na odpowiedz wladz uczelni...

      Marek Wronski

      Usuń
  14. Szanowny Panie Profesorze,
    przeglądam powyższe wpisy, a w szczególności wczytuje się w dyskurs Pana Profesora z Anonimowym i chcę tylko wyrazić swoje zdanie na podjęty temat. Chyba jednak jest coś w tym, że habilitant tak naprawdę nie wie, czego się od niego oczekuje. Na jakim wydziale, jakiej uczelni ma pytać się o szczegóły, skoro to Komisja decyduje gdzie przebiegać będzie procedura habilitacyjna po złożeniu wniosku? Pisze Pan o monografii, która ma być obszerna na 6 akuszy (to rzeczywiście nie jest przerażająca wielkość), ale chyba to już nie aktualne - nowe rozporządzenie mówi o 10! Przepisy zmieniają się z dnia na dzień! Pisze Pan by zadbać raczej o jakość i należy się dokształcić w metodologii. Racja, ale czy Komisja będzie tak samo interpretowała nasze dzieło - wedle tej samej metodologii (a może być bardzo różnie, szczególnie w badaniach jakościowych)? Ciągle słychać o jakimś minimum punktów (150), jakie trzeba uzyskać do habilitacji, ale nikt nie wie za co i co za ile? Niestety, wiele racji ma Anonimowy - wymogi habilitacyjne w Polsce nie są jasno określone! Prosze się też nie dziwić, że piszemy anonimowo - chcemy tę habilitację jednak zrobić. Ja spróbuję w Polsce, bo nie lubię kombinować, ale rozumiem tych, którzy szukają łatwiejszych dróg.
    Na koniec z jednym się muszę jeszcze zmierzyć i przyznać - bezpornym jest fakt, że habilitacje polskie są dużo "mocniejsze" niż słowackie, to "widać" po profesorach! Częciej ten żenujący poziom prezentują habilitowani na słowacji niż w Polsce - czy ktoś tego chce czy nie, tak właśnie jest!
    pozostaję anonimowy, bo tak podpowiada instynkt samozachowawczy. Pan Panie Profesorze może już sobie pozwolić na jawność! Szacunek dla Pana i... Anonimowych

    PS docenici z doktoratem są też w szkołach państwowych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiem w osobnym wpisie, bo w tej ramce pewnie się nie zmieści.

      Usuń
  15. A co, jeśli specjalność habilitacji słowackiej jest rzadko spotykana w Polsce i człowiek nie tyle kombinuje, co chce tam się habilitować? Nikt na to nie wpadł?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę pochwalić się tą specjalnością. Byłbym z tego dumny, gdyby na Słowacji umożliwiano promocję z wyjątkowej dyscypliny naukowej. Inna kwestia, o czym piszę, to ta, że trzeba przekonać minister Kudrycką, by była łaskawa to docenić i dopisać do wykazu dziedzin i dyscyplin naukowych w Polsce.

      Usuń
    2. Np. pedagogka muzyczna, nie ma w Polsce możliwości habilitacji

      Usuń
    3. Są możliwości, jeśli jest to PEDAGOGIKA A NIE TECHNIKI nauczania muzyki. Mamy habilitacje z problematyki edukacji muzycznej w ramach pedagogiki.

      Usuń
  16. Na oko wymagania słowackich habilitacji są całkiem ok. Gdyby te cytowania były z WoK albo choć z google scholar, to obstawiam ze prawie nikt w polskiej pedagogice nie doszedł by do tych 20 zagranicznych. I to jest bardziej zaporowy wymóg niż "polska" monografia w wydawnictwie wyższej szkoły gotowania żab na gazie.
    W praktyce pewnie wygląda to inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  17. A ile pan pedagog ma publikacji w liczących się czasopismach międzynarodowych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne więcej, niż anonimowy.

      Usuń
    2. czyli zero...

      Usuń
    3. Nie, no jakieś tam ma. Chyba właśnie na Słowacji.

      Usuń
  18. Panie profesorze. Mam 28 publikacji, z tego 14 publikacji w czasopismach z listy filadelfijskiej. Wydawałoby się, że wystarczy na habilitację. Nic bardziej mylnego. W recenzjach wystarczy na przykład napisać, że tematyka nieaktualna. Na Słowacji na pewno wystarczy

    OdpowiedzUsuń
  19. Szanowny Panie Profesorze!

    Emocje, które powstały na skutek wątpliwości, jakie budzą słowackie habilitacje powinny zostać skierowane na rozwiązanie tego problemu w taki sposób, aby wyniknęły z niego z pozytywne aspekty dla obu stron - słowackiej i polskiej. Na pewno nie powinno się, tego nie chcę absolutnie Panu przypisać, nadawać habilitacji statusu dobra narodowego i monopolizować w jeden określony sposób - tylko co nasze polskie (bo pod nasza kontrolą) jest dobre i właściwe. Nie wiem ile wysiłku zostało podjęte , aby rozmawiać na ten temat ze słowackimi partnerami. W przekonaniu, że polska nauka jest lepsza od słowackiej (nawet jeśli to prawda)brzmi nuta arbitralnego ustawienia tej relacji, a trudno przyjąć taką postawę w EU jako uprawomocnioną. W jednym, z Pana artykułów przeczytałem o działaniach, które miałaby "utrącać" habilitację jeśli nadana ona została w dyscyplinie naukowej, która u nas nie figuruje w spisie CKK. Widzę w tym niebezpieczeństwo monopolizowania nazw, odgórnego ustalenia co jest nauką a co nie, podczas gdy mogąca funkcjonować w innym kraju (niekoniecznie na Słowacji)tradycja badań interesującego pogranicza otwiera nowe drogi rozwoju, które u nas nie mogą zistnieć właśnie poprzez te sztywne ramy. Nie akceptując wszystkich patologicznych zjawisk w dostępie do habilitacji tak po polskiej (my też mamy niestety wiele na sumieniu) jak i słowackiej stronie, należałoby może podjąć starania o wypracowanie konsensusu. Na Słowację uciekają liczni nieudacznicy, lub tacy, którzy z rozmaitych przyczyn (np.nie umiejący stworzyć dla siebie koneksji we własnym kraju lub uciekający przed profesorami, którzy zajmują nieprzychylną postawę wobec habilitanta) nie wierzą we własne siły. Nowe zasady w Polsce, nie dopuszczenie habilitanta do kolokwium i wykładu spowodują dalszą arbitralną postawę decydentów itd. Przeczytałem natomiast zasady przeprowadzania habilitacji na niektórych czeskich uniwersytetach (Praga, Brno)i dostrzegam znaczną poprawę tej procedury. Habilitacje publikowane są w internecie, wykład habilitacyjny powinien być przeprowadzony po czesku lub angielsku. Rozprawy habilitacyjne sa obszerne i nie odbiegają moim zdaniem od naszych polskich. Problem jest na pewno trudny i należy rozwiązać go w dialogu z partnerem, nawet jeśli ma wady. Któż ich nie ma...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście jestem zainteresowany pozytywnym rozwiązaniem tego problemu. Nieporozumieniem jest przypisywanie mi rozstrzygania o poziomie nauk pedagogicznych na Słowacji i w Polsce w kategoriach, które są lepsze lub gorsze. W każdym z państw, także w Wielkiej Brytanii czy w USA, są badania jakościowo znaczące i monografie czy raporty z badań kluczowe dla dalszego rozwoju nauk i takie, które nadają się do kosza od śmieci. Nie apeluję o tego typu ocenianie ich czy konstruowanie form kontroli dla prowadzenia tego typu porównań. Od tego są niezależne władze autonomicznych uniwersytetów. Niech one troszczą się o naukowy poziom.
      Natomiast krytykuję mające miejsce wyłudzanie stopni przez niektórych Polaków bez rzeczywistego dorobku naukowego tylko dlatego, że albo to sobie "załatwili" z władzami dziekańskimi słowackiej uczelni, albo wprowadzili je w błąd, podając nieprawdziwe dane o dorobku. Chyba dostrzega Anonimowy różnicę w podejściu do sprawy?
      Kwestia dyscyplin naukowych musi być uregulowana w krajach UE, jeśli mamy mówić o wspólnej przestrzeni akademickiej. Nie może być tak, że to, co jest ustanowione dyscypliną naukową przez ministra nauki w jednym państwie (np. w Polsce), na podstawie czego prowadzone są awanse naukowe (nadawane stopnie i tytuły naukowe z danej dyscypliny) było lekceważone w ten sposób, że wystarczy wyjechać na Słowację, habilitować się czy uzyskać tytuł profesora z np. pracy socjalnej, by w Polsce być uznanym jako socjolog, psycholog społeczny czy pedagog społeczny, gdyż te akurat dyscypliny mają swoje tradycje, przedmiot i metodologię badań, itd. Skoro w Polsce o tym, co jest dyscypliną naukową, decyduje nie środowisko akademickie, tylko urzędnik - minister nauki i szkolnictwa wyższego, to niech ten przedstawiciel władzy zdecyduje się, czy i z jakiego powodu mamy w kraju traktować jako tożsame te dyscypliny naukowe? To może przyjmijmy, że każdy po pedagogice społecznej może być uznany w Polsce jako socjolog wychowania czy psycholog wychowania, jak każdy po pracy socjalnej jest tak u nas traktowany? Może te podziały nie mają żadnego sensu? Może powinny być tylko doktoraty i habilitacje z szeroko pojmowanych nauk humanistycznych czy społecznych? Nonsens? Oczywiście! To po co Anonimowy upomina się o jego upełnomocnienie? W imię integracji europejskiej? A co to ma wspólnego z nauką?
      Doprawdy, jak dla mnie może w ogóle nie być habilitacji. Jeśli jednak jest ten wymóg w awansie naukowym, to niech będzie konsekwentnie spełniany przez wszystkich, zgodnie z obowiązującym prawem, a nie w wyniku jego łamania.
      W Polsce prawo jest w tym względzie regularnie łamane, także w wyniku braku reakcji MNiSW na proceder bezprawnej uznawalności dyplomów.

      Usuń
  20. Dziękuję za błyskawiczna odpowiedź. Nie miałem zamiaru przypisać Panu złych intencji, ale przedstawiłem interpretację, tak jak ją zrozumiałem. Zrozumiałem ją w niektórych punktach źle. Dziękuję za wyjaśnienie. Przyjmuję zasadę, że integracja europejska ma wtedy sens, jeśli w przepisach wykonawczych (jak i w praktyce ich przestrzegania) przyczynia się do rozwoju wszystkich ze państw. Rozwój nauki możliwy jest na gruncie określonych w ramach poszczególnych dyscyplin zasad, języka, metodologii, paradygmatu itd. To jest oczywiste i stanowi to ABC uprawiania każdej nauki. Gdyby było tak, że nową dyscyplinę naukową „rejestruje się”, bo istnieje wyraźna potrzeba środowiska naukowego, które ją akcentuje, zaś „urzędnicy” robią wszystko, aby znaleźć najlepsze (i najszybsze) rozwiązanie, aby dla dobra ogółu wdrożyć je w życie, to to jest właśnie to o co chodzi. Oczywiście przyłączam się do krytyki manipulowania nazwami. Zastanawiam się jednak, czy uregulowanie zasad jest to możliwe przez umowę międzypaństwową, Skoro nie ma ich w żadnej innej umowie z kolejnymi państwami. Umowa mówi o równoważności dyplomów dr hab. i docenta. Uporządkowanie odrębnym dokumentem równoważności poszczególnych dyscyplin (kłopoty z tłumaczeniem niektórych nazw). Natomiast nie ma obawy, że uczelnia zatrudniająca doktora hab. ze słowackiego importu wpisze go do minimum kadrowego na kierunku lub uprawnień doktoryzacyjnych, jeśli nie udowodni, że legitymuje się dyplomem właśnie z tej a nie innej dziedziny/dyscypliny naukowej. Każda akredytacja to zauważy. Wracając do negocjacji ze Słowacją czy innym państwem w sprawie uznawania dyplomów, ostatecznie uważam, że jawność przewodów i przejrzystość zasad mogłoby trochę pomóc. Praca habilitacyjna w internecie, jak również publikacje wskazane przez habilitanta za główne w jego dorobku. Recenzenci powinni opublikować również swoje recenzje, przebieg dyskusji, zadane pytania i odpowiedzi. Również i my powinniśmy wypełnić te standardy. Opisy OPI są lakoniczne, nic nie mówiące o wartości pracy publikowane z wielkim opóźnieniem Ukraińcy są pod tym względem od nas dużo lepsi. Trochę trudu, ale rezultaty byłyby pozytywne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce mamy dwie kategorie przydatności posiadanego dyplomu - doktora czy doktora habilitowanego, toteż nie można ich ze sobą utożsamiać. Minimum do kształcenia na danym kierunku - dotyczy tylko i wyłącznie kształcenia na studiach I i II stopnia. W tym przypadku istotnie, habilitowani na Słowacji z pracy socjalnej mogą być bardzo przydatni, gdyż jest w naszym kraju kierunek kształcenia "praca socjalna". To jest tylko i wyłącznie kierunek kształcenia, a nie dyscyplina naukowa.
      Drugie minimum kadrowe dotyczy uprawnień uczelni - jednostek uczelniach do nadawania stopnia naukowego dra i dra hab. oraz opiniowania wniosków na tytuł naukowy profesora. W tym przypadku dyplomy habilitacyjne ze Słowacji czy Czech powinno się schować do szuflady, gdyż - jak wspomniałem - nie ma takiej dyscypliny naukowej, jak praca socjalna. Być może za jakiś czas wiedza na ten temat stanie się naukową, ale obecnie jest to tylko i wyłącznie zbiór wiedzy, bez własnej metodologii itd. Tak było z "naukami o rodzinie", które przez kilkanaście lat były jedynie kierunkiem kształcenia. Od ub. roku są już dyscypliną naukową.

      Tak więc, nie mam nic przeciwko temu, by podobna zmiana nastąpiła w tym przypadku. Musi być jednak prawnie usankcjonowana, czytelna i jednoznaczna.

      W całej pełni popieram wniosek, by publikowane były recenzje rozpraw habilitacyjnych, także tych bronionych na Słowacji. Wówczas anonimowy spadłby z krzesła, jakby zobaczył, na jakiej podstawie niektórzy Polacy uzyskują tam habilitację. Prawdopodobnie niektórzy recenzenci powinni oddać własne dyplomy, a nawet maturę, a już koniecznie powinni mieć zakaz wykładania w szkolnictwie wyższym.

      Usuń
  21. Wątek zapewne stary. Ale własnie przeczytałam o naszych wysokich lotów habilitacjach, nie mniej wysokich lotów etycznych zachowaniach władz, recenzentów i nie mniej wysokiej komisji.
    A może to pisał słowacki agent?
    "Habilitacja bez ryzyka", FA 02/2011
    http://forumakademickie.pl/fa/2011/02/habilitacja-bez-ryzyka/
    Również anonimowy z powodów oczywistych

    OdpowiedzUsuń
  22. Dr hab. Marek Wroński pisze o takich patologiach od lat, regularnie, co miesiąc. Niczego tu Anonimowy nie odkrywa. Natomiast szkoda, że Anonimowy nie cytuje artykułów tego Autora o słowackich przekrętach i o tych, ktòrzy kręcili lody w Polsce lub w Rosji czy na Ukrainie, a na Słowacji teraz są recenzentami?

    LW

    OdpowiedzUsuń
  23. Szanowny Panie Profesorze,

    w nawiązaniu do Pana publikacji na temat habilitacji Polaków w Czechach i na Słowacji przesyłam poniżej link do spisu przewodów habilitacyjnych prowadzonych na Uniwersytecie w Ołomuńcu.

    Ciekawostek na liście jest kilka. Pierwsza dotyczy kolejnych Polaków habilitujących się z pedagogiki: zakończony sukcesem przewód dydaktyka geografii p. dra Wiktora Osucha z UP w Krakowie. Druga jest jeszcze bardziej interesująca, w spisie funkcjonują dwa przewody habilitantek z Polski, które to zostały umorzone na ich wnioski. Dotyczy to p. dr Elżbiety Mastalerz z UP w Krakowie oraz p. dr Beaty Fedyn z PWSZ w Raciborzu. W tym drugim przypadku przewód został umorzony aż po 2,5 roku.

    Link do spisu: http://www.upol.cz/fileadmin/user_upload/Veda/habilitace/2012-04-11-habilitace.pdf

    Ponadto nasuwają się następujące refleksje:

    1. Czy Komisje w ww. postępowaniach uznały, że habilitantki nie kwalifikują się do samodzielności naukowej?
    2. W przypadku Wydziału Pedagogiki Uniwersytetu w Ołomuńcu znaczna część przewodów jest umarzana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, procedury habilitacyjne w Czechach są często zatrzymywane ze względu na brak spełnienia kryteriów habilitacyjnych.

      Inną kwestią jest to, że zarówno w Czechach, jak i na Słowacji, w przeciwieństwie do Polski, są rozporządzenia ministra odpowiedzialnego za naukę i szkolnictwo wyższe, które szczegółowo regulują minimalne kryteria, które muszą spełnić kandydaci do stopni docenta i profesora. Uczelnie mogą przyjąć własne bardziej surowe kryteria.

      Proponuję nie wrzucać do jednego worka habilitacji w Czechach i na Słowacji, ponieważ w większości dyscyplin habilitację w Czechach jest uzyskać o wiele trudniej niż w Polsce. Często są tylko dwa wydziały w kraju (np. Karlovce w Pradze i na Masarykovce w Brnie), które mają uprawnienia habilitacyjne. Z tego względu Czesi mają podobny problem jak my z turystyką habilitacyjną na Słowację. Problem jest jednak poważniejszy. W niektórych dyscyplinach większość czeskich "nowych" docentów i profesorów uzyskała te stopnie na Słowacji...

      Z innej strony, to poziom habilitacji na Słowacji jest bardzo zróżnicowany. Trudno uznać np., że habilitacje na Uniwersytecie Komeńskiego w Bratysławie są na niższym poziomie niż w Polsce. Uczelnia ta ma potencjał porównywalny do UAM lub Uniwersytetu Wrocławskiego. Inną kwestią są habilitacje na niektórych mecziarowskich uniwersytetach. Podejrzewam, że to one rozpalają emocje...

      Usuń
    2. Wszelkie generalizacje są nieuprawnione. Są bowiem zapewne znakomite i spełniające rygory formalne i merytoryczne habilitacje Polaków na Słowacji czy w Czechach, ale i - zapewne tak, jak w Polsce - kiepskie lub wprost "wyłudzone", "zakupione". Poziom zatem wymagań i kandydatów jest bardzo zróżnicowany. Warto jednak zwrócić uwagę na te postępowania, które mają ewidentnie wymiar handlowy, nie mający nic wspólnego z nauką. W Czechcach jest więcej uczlni, które mają uprawnienia habilitacyjne, także z pedagogiki. Zgadzam się, że opublikowanie szczegółowych kryteriów - progów minimalnych dla ubiegania się o stopien naukowy, jest rzetelne i na wyższym poziomie, niż w Polsce. U nas każdy sobie rzepkę skrobie. Nigdy nie wiadomo, która jednostka żąda do otwarcia przewodu habilitacyjnego jedną, dwie czy może trzy monografie, 20-30 czy może 40 artykułów itd., udział w projektach krajowych czy zagranicznych itd.?

      Usuń
  24. PATOLOGIĄ jest zafundowany Polce bicz pod nazwą habilitacja z roku 1951...doktorzy w tym sowieckim systemie są tylko kandydatami nauk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że ktoś tę patologię zafundował nie tylko Polsce, ale i Niemcom, Słowakom (także w Rużomberoku), Czechom, Austriakom, Francuzom, Włochom, Szwjcarom itd., itd.

      Usuń
    2. Ale te wymagania na słowacką habilitację nie są takie małe! 5 lat pracy na uczelni to pikuś, ale kilkadziesiąt publikacji (w tym zagraniczne), wypromowanie dyplomantów, udział w konferencjach, określona liczba cytowań to nie tak mało. Jedynym mankamentem jest brak wymogu publikacji oryginalnej rozprawy habilitacyjnej. Gdyby dorzucić do tego tę jedną książkę to wg mnie Słowacy nie mają powodów do wstydu! Kto powiedział, że na habilitację trzeba pracować kilkanaście lat?

      Usuń
    3. Na habilitację można pracować 3 miesiące, jak jeden z Polakó, który po doktoracie też uzyskanym w Rużomberoku, po tym okresie został doktorem habilitowanym, także w Rużomberoku. Anonimowy - kiedy Polak przedkłada swoje publikacje na Słowacji jako zagraniczne, to są to jego artykuły opublikowane w Polsce, po polsku. Nie bądźmy śmieszni w docenianiu czegoś, co jest kpiną.

      Lesław

      Usuń
  25. Skoro w wymogach słowackich jest co najmniej pięcioletni okres pracy akademickiej to raczej niemożliwe, by habilitował się po 3 miesiącach. Zresztą w Polsce szybka habilitacja (bardzo szybka) też się zdarza i to na renomowanych uczelniach: http://nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&objectId=120347&lang=pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy, to , co podajesz, to pikuś. Rekordzistą jest jednak Polak, który najpierw doktoryzował się w kwietniu 2006 r. w KU w Rużómberoku, a już w czerwcu habilitował się w tej samej uczelni. Poszukaj, bo mam wrażenie, że dobrze wiesz o kogo tu chodzi.

      Lechosław

      Usuń
    2. ten okres 5 lat pracy mógł przypaść w okresie jego asystentury jak robił doktorat

      Usuń
  26. Anonimowy ma problem z myśleniem.Pięcioletni okres pracy akademickiej to nie to samo co pięć lat od obrony pracy doktorskiej do habilitacji. Można pięć lat pracować w uczelni jako magister, a habilitować się po dwóch miesiącach od doktoratu. To jest możliwe w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberoku. Słowacy mieliby z tym problem, a nasi? Wszystko potrafią, tacy są zdolni. Po prostu Academicus Gold!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro rozpoczynasz swój post od stwierdzenia, iż mam problemy z myśleniem, to tym samym dyskwalifikuje Cię z dlaszej rozmowy.

      Usuń
    2. Jasne, zawsze jest jakiś powód ucieczki od istoty rzeczy.

      Usuń
  27. Wymogi stawiane przy uzyskiwaniu stopnie naukowych są absurdalne np udział w konferencjach,czyli udział w paplaninie, która nic nowego nie wnosi do nauki, czy pisanie artykułów w obcych językach. Co ma wspólnego język do wzbogacania wiedzy ludzkiej, czy działanie 2x2 w różnych językach mają różną wartość poznawczą? Czy publikowanie w czasopismach z listy filadelfiskiej decyduje o wartości poznawczej artkykułów, co to za bzdura. Lista filadelfijska to rodzaj cenzury ideologicznej. Gdyby takie wymagania stosowano np na UJ w w XIX -XX w. to żaden z wybitnnych profesorów nie byłby profesorem, bo wykonywał tytaniczną pracę w ciszy swojej pracowni, bez listy filadelfijskiej, itp. O renomie naukowca decydowały autentyczne osiągnięcia, nie liczba publikacji, dziś często tych samych o zmienionych tytułach, czego przykładem były liczne publikacje stachanowca B. Suchodolskiego. Jeżeli nie skończy sie z pozorami nauki to będziemny mieć takich naukowców i pełno makulatury w bibliotekach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem skąd wzięła się u Kolegi niechęć do Suchodolskiego, ale sądzę że był on o wiele bardziej otwarty na świat niż autor tego postu, który wyraźnie sugeruje, iż nauka języków obcych to niepotrzebna strata czasu. Otóż wyjaśniam, że gdyby nie takie postaci jak Suchodolski, Nawroczyński czy Znaniecki, w jakimś sensie Hessen (miał wyraźny polski epizod) polska myśl humanistyczna ograniczyła by się do bezrefleksyjnego kopiowania literatury światowej. Ci panowie, których tu wymieniłem, znali znakomicie po kilka języków obcych (zapewne w odróżnieniu do anonimowego) i stanowili jakże potrzebny pomost pomiędzy np. niemiecką tradycją pedagogiki kultury a jej rodzimymi realiami. A to, że Suchodolski popełnił parę prac, do napisania których został ideologicznie zmuszony wcale nie pomniejsza jego zasług. Radzę Anonimowemu mimo wszystko przejść się do tego "skansenu makulatury w bibliotekach" i poczytać z odrobiną refleksji kilka starszych dzieł. Udział w zagranicznych konferencjach poszerza jednak horyzonty poznawcze, na których dyskutuje się dużo bardziej złozone problemy niż przytoczony tu przykład elementarnego działania matematycznego. Jeśli Anonimowy podejme się trudu takiego naukowego dialogu, ręczę, że zostanie to docenione, o ile nie będzie to wiernym kopiowaniem literatury.

      Usuń
    2. Słusznie . W systemie wolnym rodziły się wielkie postacie, bez konferencji , list filadelfijskich, jupiterów i głupawych wyróżnień.

      Usuń
  28. Już kilkadziesiąt lat temu socjolog prof. Tadeusz Szczurkiewicz mówił, że "nauka nie powstaje w stadzie", a miał na myśli konferencje i inne spędy które nic istotnego do nauki nie wnoszą, z wyjątkiem życia naukowca - można kogoś zapoznać albo jakiemuś profesorowi teczkę ponosić (wiadomo po co).

    OdpowiedzUsuń
  29. Zwracam uwagę, że w systemie słowackim jest obowiązek złożenia pracy habilitacyjnej, którą może być wydana monografia naukowa lub praca w formie znanej w Polsce rozprawy doktorskiej. Osoba ubiegajaca się o otwarcie przewodu musi posiadać rekomendacje z macierzystej uczelni w zakresie peacy dydaktycznej i naukowej. Z punktu widzenia słowaków są one potwierdzeniem spełniania wymagań dla otwarcia przewodu adekwatnych do stawianych w Polsce. Problem braku uczciwości jest taki sam po obydwu stronach granicy. Wymknięcie się spod kontroli losów zyciowych jeszcze nie samodzielnych pracowników nauki jest dla wielu prof ogromnym problemem mentalnym. To praca po habilitacji - publikacje IF, przewody doktorskie są weryfikacją samodzielności. Znam bardzo wielu jakże nie samodzielnych dr hab. po przewodach w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  30. Dobrze, że Anonimowy to potwierdził fakt, iż wystarczy na Słowacji przedłożyć jako habilitację własną pracę doktorską, jaką obronił i wydał nawet w formie monografii w kraju. Doprawdy nie wiem, ilu samodzielnych zna anonimowy jako niesamodzielnych po przewodach hab. w Polsce. Jednak, żeby zostać nawet takimi, musieli oprócz wlasnego doktoratu - wiele poczytać, zbadać, napisać i opublikować, aby poddać to ocenie. Nikt jednak nie przedklada w Polsce własnego doktoratu jako habilitacji. Myli się zatem Anonimowy, że problem nieuczciwości jest po obu stronach. Sam przyznał, że ma ona miejsce za Tatrami. Nie musi tego usprawiedliwiać wobec samego/samej siebie.
    Joanna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Joanno, żeby dyskutować na tematy takie, jak habilitacja trzeba mieć podstawowe kompetencje poznawczo-wykonawcze, min. w postaci umiejętności czytania ze zrozumieniem. "Anonimowy" użył sformułowania "...lub praca w formie znanej w Polsce rozprawy doktorskiej", co oznacza: praca przedstawiona tak, jak w Polsce przedstawia się prace doktorskie, czyli - w maszynopisie (specjalnie dla Pani uściślę, że ten maszynopis to metafora, w praktyce będzie to raczej wydruk z drukarki komputerowej), nie jako gotowa, wydrukowana książka. W ten sposób wygląda to również w Czeskiej Republice - rozprawa habilitacyjna praca jest dostarczana w takiej wersji.

      Przykre, że czytając tekst bez zrozumienia, pozwala sobie Pani na moralne dywagacje i podsumowania, które, wprawdzie, bez związku, jednak stawiają kropkę nad jakimś "i" oraz odbierają dobre imię jakimś osobom i instytucjom.

      Na szczęście, tematyka habilitacji jest mi obojętna, jednak nieobojętne są dla mnie kwestie aksjologiczne, zwłaszcza te "żywe". Z przykrością stwierdzam, że w ramach rzekomej walki o wartości (w nauce i dla nauki), niezwykle łatwo wejść na grunt debat nieuczciwych lub zwyczajnie - niesolidnych, co zabawniejsze - podczas chłostania tych "nieuczciwych". Retoryka dobrze nam znana z przeszłości, okazuje się atrakcyjna i dzisiaj.

      Usuń
    2. To anonimowy nie potrafi czytać ze zrozumieniem, albo koniecznie chce zaciemnić sprawę, czyniąc ją nieistotną. Znam osobę, która przedłożyła na Słowacji swoją pracę doktorską (w kraju nieopublikowaną) jako tam habilitacyjną. Trzeba znać fakty, by pouczać innych na temat wartości i chłostania nieuczciwych. Ci bowiem nie kryją się za retoryką, tylko za kasą, za pomocą której kupili sobie stopień naukowy.

      Joanna

      Usuń
  31. SKOŃCZYĆ Z HABILIATCJĄ...a to bolszewickie upodlanie polskich naukowców trwa już od 1951 roku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skończyć z habilitacjami na Słowacji. Przerwać ten cykl pseudonaukowych kombinacji i oszustw. Niech minister Kudrycka wreszcie skończy z tymi fałszerstwami!

      Usuń
    2. Słusznie! Wyjść z Schengen, wprowadzić paszporty i kontrole na granicach! Doktorom paszportów nie wydawać! prosty wybór; albo paszport, albo doktorat! Habilitacje tylko w Polsce! Utrzymać CKK i jakże ,,jasne" kryteria...I tylko min.Kudrycka moze tego dokonać! Wszak była...modelką, to ma kwalifikacje!

      Usuń
  32. Habilitacja w Polsce do wysoka drabina z powyłamywanymi szczeblami. Jak już myślisz, że jesteś blisko szczytu, spadasz - bo kolejny raz zmieniają się przepisy!!!! W ten sposób można przygotować nawet kilka tematów, ale każdy po pewnym czasie przestanie być nowością, jeśli nieszczęsny naukowiec znowu zajmie się robieniem kolejnych punktów. Ponad 90% profesorów nie musiała tej drabiny przejść. Dlatego są profesorami. Niektórzy mają tak niskie IQ, że w sklepie warzywnym by się nie przydali. System wymyślony jest tylko po to, aby całe życie ktoś na tych profesorów pracował. PO ich umocniło swoimi ostatnimi zmianami w szkolnictwie. Myślę, że słowacka, czy czeska habilitacja jest trudniejsza od tej, jaka większość profesorów musiała przejść. Próżno szukać w pubmedzie ich publikacji. Dla nauki są nieznani. Ale za to mają władzę. Parę osób wymyśliło obejście tego systemu. Czy to aż tak duża wina? Czy muszą się wstydzić? Myślę, że pani Kurdycka i obecny rząd oraz rzesza nierobów na szczycie powinna się wstydzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne potwierdzenie tego procederu. Bardzo dziękujemy za wyjaśnienie czytelnikom blogu, że chodzi tu o obejście uzyskania w Polsce habilitacji, gdyż na Słowacji można ją uzyskać poniżej krajowego poziomu. Rozumiem, że tacy przeciwnicy habilitacji w Polsce, z obrzydzeniem muszą podejść do procesu na Słowacji, skoro tam jest trudniej? To współczuję.
      Proszę jeszcze podać nazwiska tych wybitnych habilitowanych na Słowacji wraz z ich wybitnymi publikacjami. Chętnie z nimi się zapoznamy. Doprawdy, naukowcy polscy, a szczegolnie 90% profesorów, czekają na możliwość zapoznania się z ich treścią. A anonimowy je zna? Proszę podyktować. Pewnie jest tego dużo, to można to uczynić z podziałem na dziedziny nauki i dyscypliny.

      Usuń
    2. @pedagog A może wrócimy do kwestii spełnienia przez kandydatów, a obecnie już członków CK wymogów posiadania znaczącego dorobku naukowego w okresie ostatnich 5 lat? Bo tak się dziwnie składa, że spora grupa osób wybranych do CK nie jest odnotowywana za ostatnie pięć lat ani przez ISI, ani przez Scopusa. I od razu zaznaczę, że dotyczy to nauk ścisłych, przyrodniczych i technicznych, więc argumentacja o lokalności publikacyjnej jest chybiona. Wygląda na to, że sprawą wyborów do CK i kwalifikowania kandydatów powinien zająć się NSA.

      Usuń
  33. Proszę się najpierw zapoznać z warunkami ustawowymi jakie obowiązują w Polsce. Kandydatów nominują rady wydziałów/instytutów z uprawnieniami do nadawania stopnia doktora. Nikt nie zabrania by wybierały najlepszych naukowców a przecież takie jest też oczekiwanie powszechne. Z listy nominowanych wszyscy profesorowie tytularni w sposób tajny dokonywali wyboru. Też mogli z niej wybrać najlepszych i ufam, że tak się stało. NSA nie ma tu nic do roboty. Wszystko odbyło się zgodnue z prawem.
    Natomiast w wyborach do NCN jest już brany wskaźnik cytowalności rozpraw kandydatów. Bez dorobku nie jest on wysoki. Wówczas przepadają.

    OdpowiedzUsuń
  34. Motywacje związane z wyborem Słowacji czy innego kraju do habilitacji niekoniecznie muszą wynikać z niecnych pobudek, choć oczywiście od podanych przykładów włos się jeży na głowie. Polskie środowisko naukowe, w poszczególnych dziedzinach, jest niewielkie, mówiąc krótko - wszyscy się znają. Kryteria, wbrew opinii Pedagoga nie są zbyt precyzyjne. Znane mi są 2 habilitacje z ostatnich lat, które nie przeszły przez rady wydziałów, tylko z powodu złej opinii ciągnących się za kandydatem, opinii niezasłużonych wynikających z działania "osobistych wrogów" o dużych wpływach. W nauce wyjątkowo często ujawnia się "polskie piekiełko". Każdy zna też habilitacje, które przez te same rady wydziałów przechodziły wyjątkowo gładko, tylko dlatego że kandydaci byli znani i lubiani lub ktoś im już wcześniej ustawił łagodną ścieżkę. Z moich obserwacji wynika (nauki przyrodnicze), że nie jest to incydentalne, ale wręcz typowe i powszechne. Nie pomstowałbym zatem na wszystkich "uciekających" na Słowację.

    Następna grupa "uciekinierów" to mogą być osoby o zbyt szerokich zainteresowaniach, a jeśli jeszcze dojdzie do tego interdyscyplinarność, to w kraju przepadną. Hasło interdyscyplinarności jest bowiem odmieniane przez wszystkie przypadki jedynie na seminariach o nauce. W rzeczywistości, w której dziedziny/dyscypliny są urzędniczo podzielone, nie ma na to miejsca. Znam osobę z dorobkiem, niezłym, ale bardzo rozproszonym. Fascynat swojej dziedziny, ale trudno byłoby mu ułożyć ciąg publikacji większy niż kilka na jakiś bardzo konkretny temat. Wynika to z faktu zmian zainteresowań nadawczych. Osoba o szerokich zainteresowaniach, mających publikacje z różnej tematyki w ramach swojej dziedziny, na Słowacji uzyska habilitację, u nas niekoniecznie z powodu zapisów w ustawie ograniczających kandydata.

    Nie dziwiłbym się także tym, którzy w Polsce nie przejdą przez habilitacje w I podejściu i będą musieli czekać (według nowych przepisów aż 3 lata!!!) na kolejną próbę.
    RN

    PS. Na boku. Warto się czasem przyjrzeć kto rządzi organizacją nauki w Polsce. Pdktyłem ostatnio, że minister Kudrycka nie ma żadnych publikacji w bazie Web of Knowledge. Najwyższe władze MNiSW robiły habilitacje 7-15 lat - teraz ci "reformatorzy" dają adiunktom "aż" 6 (8) lat.

    OdpowiedzUsuń
  35. Bawią te paroksyzmy Profesorów. Najwyższy czas zlikwidować ową habilitację i wprowadzić system grantowy z recenzentami z poza kraju. Skończy się całe profesorskie kolesiostwo. Do tej poty Rada Wydziału wyznaczała 2 "zaprzyjaźnionych" recenzentów a CK czyniła podobnie. Najwyższy czas z tym skończyć!
    dr hab (stara habilitacja)

    OdpowiedzUsuń
  36. Jaki dr hab. taka jego ( z -) poza... Pewnie pisze o sobie i recenzentach w swoim przewodzie.

    Krysia

    OdpowiedzUsuń
  37. Panie Profesorze dziękuje za ten blog i podpowiedź. Jestem spoza "układu" i nie miałabym szans na hab. pomimo mojej pracowitości. pozdrawiam
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  38. Szanowny Panie Profesorze,
    niestety, ale Pana artykuł zawiera, obok słusznych tez, także kłamstwa, które napisał Pan świadomie - co prawda nie zna Pan systemu słowackiego, ale czeski już tak. Obydwa są podobne. Bywam recenzentem rozpraw habilitacyjnych na Słowacji (nie w naukach pedagogicznych) i cena, jaką płaci habilitant to co najmniej 10 tys. EUR. Legalnie, do kasy uczelni. Byłem też świadkiem negatywnego głosowania w postępowaniu habilitacyjnym, zarówno w Słowacji jak i w Czechach. Byłem też uczestnikiem postępowań habilitacyjnych w Polsce i różnica jest taka, że kryteria na Słowacji są jednoznaczne, określone w ustawie i rozporządzeniach Rektora, a jak jest w Polsce każdy wie, poza Panem. Pan obficie korzysta na polskim systemie, jednym z ostatnich pozostałości socjalistycznego systemu radzieckiego, którego podstawą jest Centralna Komisja. Jest Pan w Prezydium tejże i przewodniczącym Zespołu Nauk Humanistycznych - za darmo? Na Słowacji za postępowanie prawną odpowiedzialność ponosi rektor i jego decyzja kończy przewód.
    Ośmiesza Pan w odpowiedzi na jeden z głosów w dyskusji docenta w Polsce i Docenta na Słowacji jak gdyby Pan nie wiedział, że porównuje Pan kapustę z komputerem, pojęcia z dwóch óżnych światów. Docent w Polsce to stanowisko pracy nauczyciela akademickiego nie mającego obowiązków naukowych, a na Słowacji jest to tytuł naukowo-pedagogiczny (drugim jest tytuł profesora). Czy przystoi tak świadomie i tendencyjnie wprowadzać w błąd profesorowi uczelni Chrześcijańskiej? No, chyba że ma się wyrzuty sumienia po swoim doktoracie obronionym w latach socjalistycnej szkoły wyższej i z nadania Komisji pod nadzorem KC PZPR. Może Pan wyśmiewać inne systemy, może Polska nie uznawać doktoratów słowackich lub habilitacji słowackich, co nie zmienia faktu, że Słowacy w praktyce biją nas na głowę co do jakości absolwentów szkół i uczelni, a Amerykanie dominują w innowacyjności i nagrodach Nobla.
    Dlaczego nie ma Pan pretencji do polskich rektorów - przecież Pan wie, że w postępowaniu na Słowacji uczestniczy rektor macierzystej (zatrudniająceh habilitanta) uczelni w Polsce i jego (rektora) stanowisko jest jednym z kluczowych w postępowaniu habilitacyjnym. Dlaczego nie zauważa Pan polskich pedagogów, którzy wyrzuceni za plagiat z jednej uczelni są zatrudniani w innej uczelni pedagogicznej - zna Pan doskonale zmarłego ostatnio takiego "wybitnego" pedagoga i "prakseologa".
    Przymierzam się do napisania do Pana bezpośrednio, wówczas oczywiście podpiszę się. Na razie ze względu na nepotyzm i obskuranctwo CK i polskiego systemu akademickiego nie jestem na tyle głupi, żeby podstawiać się do odstrzału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy - zacznę od ostatniej kwestii, bo wynika z treści, że jest Pan/Pani samodzielnym pracownikiem naukowym, ale z zaburzeniami poznawczymi. Tak to niestety w Polsce jest, że im mniej ktoś wie, tym jest mądrzejszy a przy tym zarzuca mi kłamstwo. Otóż członkostwo w CK jest wynikiem wolnych i tajnych wyborów do pracy społecznej w organie kontroli. Nie jestem na etacie i nie pobieram z tytułu przewodniczenia Sekcji honorarium. Proszę się douczyć bo haniebne jest to, że ktoś taki może być recenzentem naukowym.
      Otrzymuję takie samo honorarium jak Anonimowy za udział w roli recenzenta w przewodach naukowych.
      Co do przewodów na docenturę słowacką: proszę nie wypowiadać się w tej sprawie, jak jest się ignorantem . Ja opisuję określone patologie w dyscyplinach także wymienionych w moich postach. Proszę zatem nie odwracać kota ogonem jak się ma na ten temat zerową wiedzę. Na stronie Uniwersytetu w Banskiej Bystrzycy jest cennik więc nie wciskaj kitu, że tam jest drożej. Chyba że uwzględnia Anonimowy łapówki. To proszę o fakty.

      Usuń
  39. Cennik na stronie UMB w BB jest nieaktualny, a przynajmniej przez co najmniej rok był nieaktualny. Teraz dla Polaków do 2500 Euro - czyli około 10 tys. PLN. w tym wypadku ta liczba 10 się zgadza, ale nie EURO.

    OdpowiedzUsuń
  40. Niczego ta informacja nie zmienia w interpretacji zjawiska.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.