piątek, 19 czerwca 2015

Czy nauczyciel przedszkola ma być także anglistą?

Sprawa jest bardzo poważna, chociaż traktowana lekce przez kolejną ministrę edukacji narodowej, która w ślad za Katarzyną Hall postanowiła dalej pozorować troskę o edukację dzieci populistycznie skreślonym aktem prawa wykonawczego (rozporządzeniem).

Nie przypuszczałem, że dożyję takiego momentu, w którym będę musiał zastanawiać się, kim jesteśmy w naszym kraju - Polakami czy może w ramach rządowych roszczeń/zobowiązań - Angloamerykanami? Projektowana nowelizacja rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół 29 kwietnia 2014 r. przewiduje m.in.:

I. Podstawa programowa wychowania przedszkolnego:
Przygotowanie dzieci do posługiwania się językiem obcym

Oczywiście, chodzi tu o język obcy , jakim jest język angielski, chociaż tego nie wymieniono w tym tekście explicite. Nie przypuszczam bowiem, by w przedszkolach rodzice pięciolatków mogli zgłosić zapotrzebowanie na kształcenie w języku hiszpańskim, niemieckim czy rosyjskim. Nie po to przechodzimy na kolejny etap "korporacyjnej kolonizacji", by dzieci były edukowane w innym języku obcym, niż angielski. Właściwie, to jeszcze kilka lat, a język polski będzie językiem obcym, natomiast język angielski powszechnie obowiązującym w komunikacji administracyjnej, gospodarczej, społecznej i edukacyjnej.

W czym jednak tkwi problem? Czyżbym był przeciwnikiem nauczania w przedszkolach języka obcego? NIE. Nie mam nic przeciwko temu, pod jednym wszakże warunkiem, że edukatorem i nativ speakerem będzie anglista, wykształcony filolog, a najlepiej w ramach polityki imigracyjnej "importowany" z Wielkiej Brytanii lub Irlandii czy USA nauczyciel edukacji przedszkolnej.

Broń Panie Boże nasze dzieci przed ich edukacją dwujęzyczną w wykonaniu polskich nauczycieli przedszkoli. Nie dlatego, że nie mam zaufania do ich wykształcenia, bo mam. Uważam, że jest to - wraz z nauczycielami edukacji zintegrowanej - najlepiej wykształcona pedagogicznie grupa nauczycielska w naszym kraju. Nie są oni jednak profesjonalnie wyedukowanymi filologami języka angielskiego, ba, nie mają też wykształcenia glottodydaktycznego.

Tymczasem ministra edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska wprowadza następujące warunki zatrudnienia w przedszkolach osób ze względu na populistyczną obiecankę-cacankę, że oto dzięki rządowi PO i PSL już przedszkolaki będą kształcone w zakresie języka obcego. W przedszkolach zatrudnia się ok. 36 proc. nauczycieli, którzy mają kwalifikacje do nauczania języka obcego. Jak wynika z harmonogramu (patrz poniżej) wdrażania do edukacji przedszkolnej owej zmiany, nauczyciele przedszkoli mają na uzupełnienie kwalifikacji filologicznych i glottodydaktycznych czas do 2020 r. Tym samym przez najbliższe 5 lat przedszkolaki będą edukowane pseudolingwistycznie. Do tego bowiem czasu języka angielskiego w przedszkolach i wczesnej edukacji będą mogły uczyć osoby bez zdanego egzaminu na poziomie FCE pod warunkiem, ze znają angielski przynajmniej na poziomie podstawowym. Jeśli w ogóle go nie znają, stracą część etatu . Swoje godziny będą musiały bowiem oddać profesjonalnym lektorom języka angielskiego. Ci zaś w swej większości nie mają żadnych kwalifikacji do kształcenia małych dzieci.

Kto jednak może prowadzić zajęcia językowe? Oprócz/zamiast absolwentów nauczycielskich kolegiów języków obcych czy absolwentów studiów filologicznych z przygotowaniem pedagogicznym, języka angielskiego może nauczać w przedszkolu osoba, która mają kwalifikacje do pracy w przedszkolach, pod warunkiem że legitymuje się świadectwem znajomości danego języka obcego w stopniu co najmniej podstawowym (poziom B2) oraz ukończyła studia podyplomowe lub kurs kwalifikacyjny w zakresie wczesnego nauczania danego języka obcego.

Wcześniejsza nowelizacja w/w rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 12 marca 2009 r. w sprawie szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli oraz określenia szkół i wypadków, w których można zatrudnić nauczycieli niemających wyższego wykształcenia lub ukończonego zakładu kształcenia nauczycieli wprowadziła zapis dotyczący umożliwienia nauczania języka obcego, do dnia 31 sierpnia 2020 r., nauczycielom przedszkoli legitymującym się świadectwem znajomości danego języka obcego co najmniej na poziomie B2 z zastrzeżeniem, że do 2020 r. nauczyciele ci uzupełnią wymagane kwalifikacje w zakresie wczesnego nauczania danego języka obcego.

Harmonogram wprowadzania zmiany jest następujący:

• od 1 września 2014 r. nieobligatoryjnie - placówki wychowania przedszkolnego posiadające możliwości organizacyjne – decyzja dyrektora podjęta w porozumieniu z organem prowadzącym, po uzyskaniu opinii rady pedagogicznej;

• od 1 września 2015 r. obligatoryjnie - dzieci realizujące roczne obowiązkowe przygotowanie przedszkolne;

• od 1 września 2017 r. obligatoryjnie - wszystkie dzieci korzystające z wychowania przedszkolnego.

Są radni, którzy w sposób odpowiedzialny oczekują od władz miasta (nie pytajmy już przy tej okazji o władze gmin wiejskich, które prowadzą przedszkola) na następujące pytania:

1) - Czy Wydział Edukacji przeprowadził analizę potrzeb w obszarze kształcenia nauczycieli wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej w zakresie kompetencji językowych?

2) - Czy Wydział posiada dane dotyczące liczby nauczycieli wychowania przedszkolnego posiadających uprawnienia do nauczania języka obcego nowożytnego a liczbą nauczycieli starających się o uzyskanie kwalifikacji do nauczania j. obcego nowożytnego w wychowaniu przedszkolnym

3) - Jakie są planowane działania w zakresie wdrożenia planowanych zmian w podstawie programowej?

4) - Jaką koncepcje działań prowadzi Wydział Edukacji w zakresie wsparcia nauczycieli wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej z obszaru nauczania języka obcego nowożytnego?

Z przeglądu dostępnych publicznie raportów radna - poza oczekiwaniem odpowiedzi przez prezydenta jednego z wielkich miast w naszym kraju na powyższe pytania, przekazał mu następujące dane:

Przeprowadzone w 2011 roku Europejskie Badanie Kompetencji Językowych (European Survey on Language Competences, ESLC) to pierwszy międzynarodowy pomiar znajomości języków obcych wśród europejskiej młodzieży. Badanie umożliwia porównanie poziomu umiejętności językowych uczniów w zakresie pięciu najczęściej nauczanych języków obcych w Europie w odniesieniu do skali poziomów biegłości językowej Europejskiego Systemu Opisu Kształcenia Językowego (ESOKJ). Dostarcza również informacji o tych elementach kontekstu nauczania i uczenia się języków obcych, które są przedmiotem zainteresowania europejskiej polityki językowej. Wnioski płynące z raportu są następujące:

• Ponad połowa polskich gimnazjalistów prezentuje znajomość języka angielskiego na poziomie A1 albo niższym w zakresie rozumienia ze słuchu i tworzenia wypowiedzi pisemnych w języku angielskim.

• Dla rozumienia tekstów pisanych ten odsetek sięga aż 65%. Natomiast średnio co czwarty uczeń trzeciej klasy gimnazjum może się pochwalić biegłością w zakresie języka angielskiego na poziomie B1 lub B2.

• Jeśli chodzi o język niemiecki, wyniki testów językowych pokazały, że ponad 40% uczniów trzeciej klasy gimnazjum prezentuje poziom A1 w zakresie tego języka, a kolejne 40% nie osiąga poziomuA1.

• Procentowy udział uczniów, których umiejętności językowe odpowiadają poziomowi samodzielnych użytkowników języka (B1 i B2), jest niewielki i wynosi 5-7% w zależności od badanej sprawności.

Obserwujemy zatem dużą różnicę w poziomie kompetencji językowych polskich gimnazjalistów w zakresie języka angielskiego i niemieckiego. Uczniowie znacznie lepiej znają język angielski niż język naszych zachodnich sąsiadów. Jak wynika z Badania Kapitału Ludzkiego (Szczucka i Jelonek 2011), dysproporcja w poziomie znajomości tych dwóch języków utrzymuje się również na poziomie szkół ponadgimnazjalnych. W rzeczonym badaniu analiza deklaracji uczniów co do poziomu znajomości poszczególnych języków obcych pokazała, że istnieje wyraźna dysproporcja pomiędzy językiem angielskim i pozostałymi językami, na rzecz tego pierwszego.

Co więcej, pomimo że uczniowie w badaniu Kapitału Ludzkiego deklarowali stosunkowo powszechną znajomość języka niemieckiego (66%), ich deklaracje nie przekładały się na stopień rzeczywistej biegłości językowej (wskazanej przez wynik testu), jak miało to miejsce w przypadku języka angielskiego. Pomijając wyżej wspomniane różnice między językami, poziom kompetencji językowych polskich gimnazjalistów pozostaje jednym z najniższych w Europie . Jest on niepokojący nie tylko w świetle zaleceń unijnych (w tym celu wyznaczonego w 2002 r. w Barcelonie – każdy Europejczyk powinien znać dwa języki obce), ale także w kontekście wymagań egzaminu gimnazjalnego.

Zgodnie z obowiązującą podstawą programową (MEN 2009 r.) uczeń kończący gimnazjum zna język obcy, którego uczył się od szkoły podstawowej na poziomie A2+, a język obcy, którego naukę rozpoczął w gimnazjum – na poziomie A2. Wyniki badania ESLC pokazują, że absolwenci gimnazjum mogą mieć problem z nauką języków obcych w szkołach ponadgimanzjalnych kończących się maturą, która zakłada znajomość języka na poziomie B1 (matura na poziomie podstawowym) lub B2 (matura na poziomie rozszerzonym). Część Uczniów zgodnie z przeprowadzonym testem nie tylko nie osiągnęła zakładanych poziomów A 1 lub A2, lecz autorzy testu zmuszeni byli stworzyć dla tej grupy tzw. poziom
Pre A1.

Oprócz wyników testów językowych istotną informacją o umiejętnościach językowych polskich gimnazjalistów są wyniki samooceny przeprowadzonej przez uczniów. Zaobserwowano znaczną rozbieżność pomiędzy poziomem umiejętności deklarowanym przez uczniów w odniesieniu do poszczególnych sprawności językowych a wynikami testów mierzących poziom opanowania.

Zatem nasuwają się kolejne wnioski:

• Dramatyczny jest poziom przygotowania uczniów w zakresie umiejętności językowy – 9 lat nauki

• Uczniowie powinni być przygotowani na poziomie B2 a zdają na B1 (podstawowy) matura

• Dramat w gimnazjach na poziomach rozszerzonych - gorzej niż matematyka statystycznie (poziom rozszerzony egzaminu gimnazjalnego)

Zdający j obcy nowożytny na poziomie rozszerzonym gimnazjaliści uzyskali średnio z j. ang. - 46% , j. niemiecki 39%, ( egzamin gimnazjalny j. obcy nowożytny 2014)

Nauczyciele wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej:

• Nauczyciele języka obcego nowożytnego – mają słabe przygotowanie metodyczne (nie znają metod pracy z dzieckiem młodszym);

• Nauczyciele po kierunkach wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej wykazują brak umiejętności językowych (B2 - np. FCE trudności z potwierdzeniem kompetencji językowych na wymaganych poziomach przez MEN).


Jak Państwo sądzicie, jaka była odpowiedź władz miasta?




64 komentarze:

  1. Akurat w wieku przedszkolnym z języka obcego na stałe(!) przyswaja się i internalizuje wymowę, akcent, melodię języka, podstawowe struktury gramatyczne. Czyli coś co wymaga od nauczyciela bardziej znakomitej znajomości języka (jakiej nie da się nabyć przyuczeniem po 30 roku życia!!!), niż jakiejś szczególnej wiedzy - można się po prostu bawić po angielsku ... ;-) Dlatego nowe PR-owskie przepisy MEN dowodzą skrajnej niekompetencji, skrajnego cynizmu albo obu tych rzeczy naraz ... :-(

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejny raz na nic się zdają głosy kierowane do MEN. W 2008 roku byłam aktywnym uczestnikiem debaty z min. Hall w Krakowie, dotyczącej "sprawy sześciolatków".Pozostawiłam na pamiątkę odpowiedź mailową, jaką otrzymałam na nasz protest, gdy nasze głosy nie zostały przekazane ministerstwu. W roku 2014 wraz z kolegami z Uniwersytetu Pedagogicznego włączyłam się w prace nad przygotowaniem opinii dla Zespołu Edukacji Elementarnej gdy planowano rozszerzyć Podstawę Programową Wych. Przedszkolnego o obszar XVI (języki nowożytne). W obu przypadkach akcentowaliśmy niedostateczne przygotowanie merytoryczne pomysłów MEN. Obecnie ZEE KNP PAN przygotował kolejną opinię, w której wytyka brak troski o edukację najmłodszych w projekcie, dotyczących szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli. Ta zmiana prowadzić ma do obniżenia poziomu przygotowania kandydatów na nauczycieli. Te fakty zniechęcają do dalszych prób protestów, a może na to liczy Ministerstwo?

    OdpowiedzUsuń
  3. Nauczyciel przedszkola od roku 2014 powinien być alfą i omegą. We wrześniu tamtego roku dosłownie postawiono nas przez faktem dokonanym w sprawie organizacji zajęć dodatkowych - większość z nich musi być prowadzona przez nauczycieli przedszkoli. Do tego dochodzi język angielski - Minister karmi nas wspaniałymi danymi dotyczącymi umiejętności jezykowych nauczycieli przedszkoli...nikt nie pomyśli o tym, że nie wszyscy wykazują takie same uzdolnienia, a nauka jezyka w wieku 50-60lat nie przynosi pożądanych rezultatów. Ponadto powstała jakaś zmora milczenia nad godzinami pracy nauczycieli przedszkola. W Karcie nauczyciela pozostaje zapis o 22h pracy tyg. w przypadku nauczycieli dzieci 6-letnich realizujących roczne przygotowanie przedszkolne. Tymczasem w przedszkolu zostają 5-latki realizujace dokładnie taki sam program, a nam dokłada się do 25h!!!!! Nauczyciel przedszkolny jest dyskryminowany. Nauczycielowi klas I-III nikt nie każe uczyć języka angielskiego na siłę i pracuje 18h. Pani Profesorze, proszę o wzmiankę w tej sprawie na zbliżającej się konferencji Pedagogów 24.06.br!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam, nie ale to portal pedagogiczny, więc muszę poprawić błędy, które rażą mnie we wpisie Pani Anny. Nie "szuka (co?) pracę: tylko "szuka (czego?) pracy". Nie "szukałam (co?) dodatkowy zarobek" tylko "szukałam (czego?) dodatkowego zarobku". Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Po prostu żyjemy w chorym kraju, gdzie zamiast dokonywania zmian na lepsze, ciągle wprowadzane są zmiany niezrozumiałe, niepraktyczne i przede wszystkim nie dla nas, nie dla obywateli! Politycy rządzą dla samych siebie! Kiedy to się zmieni?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu zamiast przemyślanych i przedyskutowanych zmian systemowych mamy pojedyncze akty dokonywane wyłącznie(!) z względu na (chwilowy!) PR ... ;-)

      Usuń
  6. A czy ktoś z Państwa zastanowił się nad dziećmi? Dzieci przychodzące do przedszkola w 75 wymagają pomocy logopedy, słabo mówią w języku ojczystym,albo nie mówią w ogóle . W tym roku mam dzieci (3 letnie) słuchające w domu dwóch języków(jęz. polski i jęz. rosyjski). Są to bliźnięta, porozumiewają się między sobą w sobie tylko znanym języku, a ja mam dołożyć im jęz. angielski?! Po co????

    OdpowiedzUsuń
  7. Tragedia. Również pracuję z dziećmi w wieku 3 lat. Niektóre mówią dość płynnie, niektóre dopiero coś próbują, inne jeszcze wcale. Prawie rzadne dziecko nie ma jeszcze najmniejszej świadomości językowej. U Maluchów mówiących, normą jest stosowanie 3 os. i używanie wszystkich możliwych, często nie pasujących końcówek. 1/3 grupy już wymaga pracy z logopedą. Mam też 2 osoby mówiące 1 zdanie w języku ojczystym i angielskim równocześnie - mieszają języki, bo ich nie rozróżniają. Niestety znam przypadek chłopca, który obecnie jest już w gimnazjum i do tej pory ma problemy językowe, ponieważ rodzice chcieli być tacy do przodu i uczyli go równorzędnie języka polskiego i angielskiego.
    I po co tu komu angielski?! Może najpierw poprawny język polski?
    Ponadto, nie tylko nauczyciele zbliżający się do emerytury będą mieli problemy z kształceniem. Gdybym miała predyspozycje językowe, pewnie wybrałabym inny kierunek studiów... Nie wyobrażam sobie zmiany pracy ze względu na język. Żyjemy w Polsce, więc mówmy po Polsku! My się mamy ciągle dostosowywać do innych, a dlaczego inni nie dostosują się do nas?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja akurat z wykształcenia jestem filologiem specjalność filologia angielska z językiem niemieckim. Pracuję od 3 lat w prywatnej szkole językowej. Mój poziom języka jest bardzo dobry, ale na filologii ciągle się uczyłam i słuchałam nagrań, aby szlifować mój angielski. Właśnie kończę studia podyplomowe z zakresu wychowania przedszkolnego i edukacji wczesnoszkolnej. Ponieważ marzę o powrocie do państwowej placówki i czułam, iż język umiem, ale mam braki z zakresu psychologii i pedagogiki małego dziecka...A nie chcę ich zrazić do języków już na samym starcie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ukończyłam studia na kierunku edukacja elementarna z językiem angielskim. W suplemencie do dyplomu mam napisane znajomość języka angielskiego na poziomie C2. Czy w związku z tym muszę jeszcze pzdawać egzamin FCE skoro moja znajomość j.angielskiego przekracza wymogi? Proszę o odpowiedź bo nigdzie nic na ten temat nie pisze, a różne są wypowiedzi na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem musi Pani jeszcze raz zdać egzamin FCE na poziom B2. Koleżanka z pracy ma podobny problem.

      Usuń
    2. Po co nam zatem specjalizacja z językiem angielskim ?

      Usuń
    3. Egzamin uczelniany na poziomie C2 czy B2 jest tylko wewnętrznym egzaminem danej placówki, uprawnień nie daje.

      Usuń
  10. Może Pani Minister przyjdzie do przedszkola i zobaczy jakie są dzieci i czego potrzebują. Nie ma pieniędzy na objęcie pomocą logopedyczną dzieci 3 i 4- letnich. Psychologa mamy na 2 godz. w tygodniu , tylko po to aby widniał w arkuszu organizacyjnym. Wymyślamy innowacje w przedszkolach, tworzymy projekty na papierach, a gdzie w tym są dzieci........Zapraszam z Ministerstwa do grupy 3 i 4 latków na jeden dzień , może wtedy zobaczą, że coraz więcej dzieci mamy z różnymi zaburzeniami i może przejrzą na oczy zamiast wymyślać coś nowego i coś głupiego...

    OdpowiedzUsuń
  11. Dodać chyba jeszcze by należało, że nie każdy nauczyciel jest szczęśliwie wyposażony przez naturę w talent lingwistyczny. Chyba ma prawo być "głuchy" językowo, prawda? Oczywiście znajdą się prywatne uczelnie, które, za płacone w terminie czesne, wyposażą takich nieszczęśników w stosowny papier uprawniający do nauczania języka jedynie słusznego - czyli angielskiego. Tyle tylko, że odzwyczajanie dzieciaków posługiwania się akcentem mazowiecko-małopolsko-śląskim zajmie innym nauczycielom następne sześć lat. MEN to organizacja przestępcza, działająca na szkodę tych, którym teoretycznie służy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się zgadzam z powyższą wypowiedzią. Skończyłam studia magisterskie o kierunku: zintegrowana edukacja wczesnoszkolna i przedszkolna z terapią pedagogiczną oraz drugi kierunek: matematyka z informatyką. Przez cztery pierwsze lata swojej pracy uczyłam w klasach 0 - 3 w SP, natomiast od ośmiu lat jestem nauczycielką w przedszkolu. Nigdy nie chciałam kończyć żadnych studiów związanych z językiem obcym, bo uważam że nie mam zdolności językowych. Teraz oprócz prowadzenia rytmiki w przedszkolu, administrowania utworzoną przez siebie stroną internetową przedszkola, jestem zmuszana do zdawania egzaminów państwowych z języka angielskiego i kończenia kursów kwalifikacyjnych z zakresu metodyki nauczania języka obcego.Proponuję wymagania stawiane nauczycielom przedszkola przenieść do sejmu i postawić przed posłami. Może trochę by zmądrzeli.

      Usuń
    2. Całkowicie się zgadzam z powyższą wypowiedzią. Skończyłam studia magisterskie o kierunku: zintegrowana edukacja wczesnoszkolna i przedszkolna z terapią pedagogiczną oraz drugi kierunek: matematyka z informatyką. Przez cztery pierwsze lata swojej pracy uczyłam w klasach 0 - 3 w SP, natomiast od ośmiu lat jestem nauczycielką w przedszkolu. Nigdy nie chciałam kończyć żadnych studiów związanych z językiem obcym, bo uważam że nie mam zdolności językowych. Teraz oprócz prowadzenia rytmiki w przedszkolu, administrowania utworzoną przez siebie stroną internetową przedszkola, jestem zmuszana do zdawania egzaminów państwowych z języka angielskiego i kończenia kursów kwalifikacyjnych z zakresu metodyki nauczania języka obcego.Proponuję wymagania stawiane nauczycielom przedszkola przenieść do sejmu i postawić przed posłami. Może trochę by zmądrzeli.

      Usuń
  12. Teraz nauczyciele przedszkoli niech robią kursy językowe na potęgę i za własna kasę. Byle gdzie, byle był. Oto chyba chodzi, żeby ktoś zbierał kasę i wszystko się kręci. To, ze ktoś poszedł w kierunku nauczania, przedszkolnego, bo nie miał zdolności językowych nikogo nie interesuje.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tragedia co się dzieje w polskiej edukacji, czy dzieci w Anglii, Holandii czy innych krajach europejskich już od najmłodszych lat uczą się obowiązkowo angielskiego - nie...Nie każdy ma zdolności i predyspozycje a zmuszając powodujemy ze dziecko nieśmiałe jeszcze bardziej zamknie się w sobie...ja po 7 latach straciłam pracę przez to ze zlikwidowano grupę w przedszkolu, a teraz szukając nowej prawie po każdej rozmowie słyszę ze coś jest nie tak ...a to słaba znajomość angielskiego, brak uzdolnień muzycznych aby np. prowadzić rytmikę bo mam plastyczne, a to gimnastyka korekcyjna hm...lepsza by była skończona logopedia. Usiąść i płakać. Owszem mogę ostatnie pieniądze wydać na kursy ale czy nie wymyślą coś nowego. Teraz nie liczy się dobre serce i odpowiednie podejście do dzieci. Wygrywają tylko najsilniejsi, przebojowi i tacy co włażą w d... pracodawcy. MEN, wydziały oświaty i kuratorium to jedna wielka banda cieszą się tylko że mają pracę, o nauczaniu dzieci nic nie wiedzą a zamiast wypierdzielić np. dyrektorów stosujących mobbing w swoich placówkach to wymyślają czym to jeszcze takiego nauczyciela obarczyć i jeszcze bardziej go zniechęcić do wykonywanej pracy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem pedagogiem specjalnym i logopedą, mam też przygotowanie w zakresie wczesnej edukacji. Pracuję w przedszkolu specjalnym jako nauczyciel. Mamy obecnie 7-ro dzieci w wieku od 3,5 r do 7 lat. Wszystkie mają umiarkowaną lub znaczną niepełnosprawność intelektualną. Dodatkowo czworo ma sprzężenia: niedowidzenie, autyzm, niepełnosprawność ruchowa. Tylko jedno dziecko mówi w stopniu komunikatywnym, dwoje wypowiada po kilka słów, pozostałe nie mówią (jedno dziecko nauczyło się kilkunastu gestów MAKATON). Wszystkie tworzą jedną grupę - piątka ma obecnie 5 lat lub więcej.

    Mam pytanie o zasadność nauki języka obcego w takiej placówce jak nasza. Obowiazuje nas bowiem taka sama podstawa programowa jak w przypadku przedszkoli ogólnodostępnych. Nie wyobrażam sobie "zaśmiecania" naszym dzieciom umysłów jakimkolwiek językiem obcym, bo celem jest kontakt (choćby kilka, kilkanaście słów, czy gestów) w języku polskim. Ponieważ jednak musimy podporządkować się nowemu wymogowi, uczymy języka angielskiego w zakresie następującym: we wrześniu było to wyrażenie i gest MAKATON "ok", w październiku będzie to "stop", w listopadzie "start", w grudniu "super".
    Na tym kończy się zbiór słów brzmiących mniej wiecej tak samo w języku polskim jak i w angielskim, które jednocześnie pozostają w obrębie możliwości poznawczych dzieci z opisywanymi wyżej problemami. Potem będą już tylko powtórki.

    Czy to ma jakikolwiek sens?

    OdpowiedzUsuń
  15. Włos się jeży na głowie. Pracuję w klasach 1-3. Ładnych kilkanaście lat. Uczę również j.niemieckiego w gimnazjum (ukończony licencjat). Mam teraz po to aby utrzymać się w pracy zakuwać nowy język? w szkole mamy wykwalifikowanych anglistów, którzy straca pracę, jeżeli panie z 1-3 zrobia te angielskie certyfikaty. A może lepiej byłoby gdyby państwo i kolejne rzady zwiększyły liczbę godzin języków obcych nowożytnych w SP i Gim? Te 2 czy 3 godzinki w dużych grupach to śmiech na sali. U nas są od tego roku połączone grupy. To smutne. W ten sposób NA PEWNO nie nauczymy dzieci czy młodzieży żadnego języka. No cóż są "inne bardzo ważne przedmioty" nauczane w wymiarze 2 godzin tygodniowo. ???????????????????????

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie znam w moim mieście nauczyciela przedszkola ktory byłby w stanie zdac egzamin na poziomie FCE. Smiech na sali...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się z Panią/Panem, uważam że FCE to zaawansowana znajomość możliwa do zdania tylko po ok 5 latach intensywnej nauki, PANIOM PO 40 STCE współczuję, nie do zdania, chyba ze ktoś ma zdolności językowe. raczej zalecam przekwalifikowanie się nawet na woźną, bo na angielski to nie ma szans

      Usuń
    2. A ja właśnie zdałam egzamin z wynikiem dobrym :))))))))) Obecnie mam 39 lat, nie posiadam żadnych zdolności lingwistycznych. Po prostu uczyłam się bardzo intensywnie przez 8 miesięcy.
      A i najważniejsza rzecz - miałam dużo wolnego czasu :)))

      Usuń
  17. A co na to ZWIĄZKI. Dlaczego nie biorą udziału w tej burzliwej dyskusji, która dla nas nauczycieli wychowania przedszkolnego jest fundamentem do tego aby być lub nie być. Milczą jak zwykle, gdyż problem dotyczy" przedszkolanek"(czyli takie tam sobie głosu z nizin..), które to niestety stoją przed ewentualnym grupowym zwolnieniem z powodu braku kwalifikacji po 2020 roku. Zostaniemy koleżanki przyjęte ewentualnie ponownie ale na kontrakty z pensum np. 1/3 mniejszym. Nauczyciele 1-3 w szkołach nie mają tak stawianych warunków (chyba, że łączą funkcje pracy w szkole i przedszkolu)

    OdpowiedzUsuń
  18. Komunikat MEN:
    "Nauka języka obcego w przedszkolu – ważna informacja dla nauczycieli.






    Nauczycielka i uczennica przy zielonej tablicy na biurku leży zielone jabłko, uczeń siedzący w ławce podnosi rękę
    Fot. Photogenica
    Nie wszyscy nauczyciele zatrudnieni w przedszkolach muszą mieć kwalifikacje do nauczania języka obcego – przypomina w liście szefowa MEN.

    Minister edukacji narodowej Anna Zalewska, w związku z docierającymi do MEN pytaniami dotyczącymi sytuacji nauczycieli wychowania przedszkolnego, którzy nie posiadają kwalifikacji do nauczania języka obcego, skierowała list do dyrektorów przedszkoli i szkół podstawowych.

    „(…) nie wszyscy nauczyciele zatrudnieni w placówkach przedszkolnych obecnie i po roku 2020 muszą posiadać kwalifikacje do nauczania języka obcego” – wyjaśnia szefowa MEN. „Decyzje w zakresie organizacji pracy przedszkola, w tym o powierzeniu nauczycielowi prowadzenia określonych zajęć, podejmuje dyrektor” – dodaje.

    W skierowanym do dyrektorów liście minister edukacji narodowej przypomina też, że przygotowanie dzieci do posługiwania się językiem obcym nowożytnym w placówkach przedszkolnych może być realizowane przez:
    •nauczyciela lub nauczycieli, którym dyrektor powierzył dany oddział, jeśli posiadają kwalifikacje do nauczania języka obcego nowożytnego w przedszkolu, albo
    •nauczyciela, posiadającego kwalifikacje do nauczania języka obcego nowożytnego, który będzie prowadził zajęcia związane tylko z przygotowaniem dzieci do posługiwania się językiem obcym nowożytnym.

    Wymagania kwalifikacyjne do nauczania języków obcych w przedszkolach określa rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 12 marca 2009 r. w sprawie szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli oraz określenia szkół i wypadków, w których można zatrudnić nauczycieli niemających wyższego wykształcenia lub ukończonego zakładu kształcenia nauczycieli.

    Zgodnie z jego zapisami zajęcia językowe w przedszkolach mogą prowadzić następujący nauczyciele:
    •absolwenci studiów na kierunku filologia lub w specjalności danego języka obcego posiadający przygotowanie pedagogiczne,
    •absolwenci nauczycielskich kolegiów języków obcych,
    •osoby, które ukończyły studia wyższe na dowolnym kierunku (specjalności) i legitymują się świadectwem znajomości danego języka obcego w stopniu zaawansowanym lub biegłym, o którym mowa w załączniku do rozporządzenia oraz posiadają przygotowanie pedagogiczne,
    •osoby, które mają kwalifikacje do pracy w przedszkolach, a ponadto legitymują się świadectwem znajomości danego języka obcego w stopniu co najmniej podstawowym, o którym mowa w załączniku do rozporządzenia, oraz ukończyły studia podyplomowe lub kurs kwalifikacyjny w zakresie wczesnego nauczania danego języka obcego.

    „Do dnia 31 sierpnia 2020 r., nauczyciele przedszkoli legitymujący się świadectwem znajomości danego języka obcego w stopniu co najmniej podstawowym, o którym mowa w załączniku do rozporządzenia, mogą prowadzić zajęcia językowe bez konieczności ukończenia studiów podyplomowych lub kursu kwalifikacyjnego z zakresu wczesnego nauczania danego języka obcego” – tłumaczy minister Anna Zalewska. „Do 2020 r. nauczyciele ci będą mogli uzupełnić wymagane kwalifikacje w zakresie wczesnego nauczania danego języka obcego poprzez ukończenie studiów podyplomowych prowadzonych przez szkoły wyższe lub kursu kwalifikacyjnego prowadzonego przez akredytowane placówki doskonalenia nauczycieli” – dodaje szefowa MEN.

    Nauczyciele którzy do tego czasu nie zdobędą kwalifikacji do nauczania języka obcego będą mogli nadal prowadzić zajęcia w przedszkolach z wyjątkiem zajęć językowych."
    https://men.gov.pl/ministerstwo/informacje/nauka-jezyka-obcego-w-przedszkolu-wazna-informacja-dla-nauczycieli.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście też o jedną godzinę w tygodniu mniejsza wypłata :(

      Usuń
  19. w praktyce dyrektorzy będą przyjmować tylko nauczycieli prosto po studiach, gdyż ci maja już B2, a starych nauczycieli bez szans na B2 z racji wieku, po prostu zwalniać, przecież nikt im nie dofinansuje etatów a na dwa etaty,szkoły nie mają kasy :( wiem gdyż sama przez coś takiego teraz po 7 latach pracy przechodzę, szkoły nie stać a ja nie mam B2, chodzę na kurs angielskiego ale jestem na razie na poziomie A2, NATIVE który mnie uczy twierdzi że do egzaminu międzynarodowego muszę się uczyc jeszcze co najmniej 2 lata intensywnie, a aby się uczyć potrzebuje kasy, więc potrzebuje tez pracy kórej bez tego b2 mieć nie będę, mam 2 dzieci, i co teraz??????????wyjechac za granice zarobić na kurs i je tu zostawić z ciotką???czy ktoś sie nad tym zastanowił??

    OdpowiedzUsuń
  20. Może ktoś mi odpowie na ciekawe pytanie. FCE można zdać na A,B lub C. Wtedy egzamin jest zdany. Ponieważ B i C odpowiadają poziomowi B2. Więc dlaczego rozporządzenie nie uwzględnia C skoro egzamin będzie zdany???

    OdpowiedzUsuń
  21. To wiem tylko Ministerstwo. Oczywiście, że egzamin jest zdany. Co ciekawe, przy egzaminie Pearsona nie ma tego zapisu, więc jak się zda na niższą notę to jest uznawany.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wysłałam mail z pytaniem do MEN czy C wystarcza skoro jest zdany. Poza tym FCE zdany jest to bardzo wysoki poziom a nie podstawowy jak to jest według rozporządzenia. Zobaczymy co odpowiedza

    OdpowiedzUsuń
  23. Dzieci w wieku przedszkolnym nie umieją jeszcze mówić po polsku, pewne wady wymowy są rozwojowe jeszcze w wieku 7 lat (np. reranie). Uczenie języka obcego zanim ukształtuje się matryca językowa jest kompletnym idiotyzmem. Nawet nieobowiązkowe zajęcia, moim zdaniem, są nieodpowiedzialne. Może... indywidualne różnice w rozwoju dziecka pozwalają na decyzję, by uczyć je języka obcego. Ja jestem przeciwna. Mam wielu uczniów z dysgrafią i dysleksją - wszyscy uczyli się angielskiego w wieku przedszkolnym. Jak dotąd przedszkola byłby najlepszymi instytucjami edukacyjnymi w Polsce, czy dlatego trzeba je sprowadzić do poziomu pozostałych "stopni edukacji"? Nauczyciele, jako jedyna grupa zawodowa w Polsce, otrzymują pieniądze na rozwój zawodowy. Póki "się rozwijają" (mówię o nauczycielach tychże "stopni") stosują to, czego nauczyli się w czasie różnych kursów/szkoleń. Kiedy uzyskają stopień awansu, stosowny papier itp., dbają jedynie o to, by nie było kłopotów z rodzicami i by uczniowie w jednym kawałku wrócili do domu. Słowem - dostosowują się do systemu. Muszą, by zachować posadę i własne zdrowie. Czy chodzi o to, by nauczycieli przedszkoli też dostosować do tego systemu? Zbyt kreatywne dzieci wychowują?

    OdpowiedzUsuń
  24. Zupełnie nie wiem jak Pani rozumie to czym jest przyswajanie języka drugiego. Jako powód by zatrzymać edukację językową dzieci podaje Pani np reranie. Języka obcego / drugiego uczymy się słuchając a nie mówiąc. Nauczyciele posiadający podstawową wiedzę z zakresu glottodydaktyki wiedzą, żeby nie prosić dzieci w tym wieku o powtarzanie po nich słówek, itd.
    Niemniej jednak to co Pani napisała świadczy o tym na pewno, że nauczyciel wych.przedszkolnego bez zdobycia odpowiednicj kwalifikacji nie powinien prowadzić zajęć z języka ang dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie pisałam ani słowa na temat "zatrzymania edukacji językowej dzieci". Pisałam o tym, że wprowadzanie drugiego/obcego systemu fonetycznego, zanim ukształtuje się ojczysty, może skutkować trudnościami w uczeniu się w ogóle. Jednak czytanie ze zrozumieniem to ogromna umiejętność... To nie jest prawda, że języka nauczymy się "słuchając, a nie mówiąc". Inny ośrodek mózgu (Wernickiego) odpowiedzialny jest za to, by rozumieć mowę, a inny (Broki), by formułować płynne wypowiedzi. Jeżeli będziemy tylko mówić, bez powtarzania (do czego przyzwyczaja sposób uczenia w szkole) ukształtuje się tzw. rozumienie pasywne, czyli będziemy rozumieć, ale nie mówić. Oba ośrodki mózgu w czasie nauki powinny w odpowiedni sposób rozwijać się. Każdy kto miał do czynienia z maluchem, choćby czytał mu na dobranoc, wie, że te same pytania pojawią się wielokrotnie, podobnie te same słowa (powtarzane jakby "bezmyślnie") oraz żądanie czytania tej samej bajki. Powtarzanie pojawia się "naturalne". Dziecko, gdy uczy się języka "nieświadomie" jest nim otoczone, a co za tym idzie mózg stymulowany przez determinant lingwistyczny w środowisku uznaje, że to jest coś ważnego. Maluch najpierw mówi, rozumienie znaczenia przychodzi znacznie później. A czy glottodydaktyka jest tu jedynym rozwiązaniem? Może istotne, w jaki sposób realizowanym... i jeśli wyklucza się tu powtarzanie, to zdecydowanie wiele kwestii trzeba by tu bardzo poważnie przemyśleć. Cechą charakterystyczną glottodydaktyki jest wyróżnienie etapów pośrednich w kształtowaniu syntezy i analizy fonemowej. Analiza dokonywana jest po śladach syntezy. Kto zastanawia się na czymś takim, kiedy mówi? Znam dzieci, które w przedszkolu płynnie czytały (choć elementarza nie miały w rękach), przestały w szkole rzekomo mając dysleksję... Niedługo potem pojawiły się problemy wychowawcze - jakoś frustrację przecież trzeba odreagować... Wniosek jeden - wszystko po kolei. We właściwym czasie. I nikt niczego nie zatrzymuje... Potrzebne jest raczej kształtowanie kreatywności i umiejętność uczenia się, nie zarzucanie dzieci faktami w czasie, gdy powinny być po prostu dziećmi. A reranie jest jednym z wielu przykładów wad wymowy, które są rozwojowe bardzo długo. Cały proces kształtowania mowy powinien mieć szansę się "odbyć", zanim pojawią się kolejne zadania. W obszarze języków obcych Polacy mają zdecydowanie większe możliwości niż osoby innych narodowości. Na 150 fonemów, które może rozróżnić ludzki mózg, w języku polskim jest 76. Mówimy w bardzo trudnym języku, to świetny punkt startowy do nauki języków. Wszystko jednak właściwiej kolejności. Powyższe posty nauczycieli przedszkoli o wadach wymowy i mowie kilkulatków są tego dowodem. Popieram te opinie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  27. Tutaj i moje pytanie, jestem w trakcie studiów podyplomowych z języka angielskiego w edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Czy bez FCE mogę do 2020 roku uczyć języka w przedszkolu? Z komentarzy tutaj wynika że nie, jednak na uczelni poinformowano nas ze kuratorium się na coś takiego zgadza. Więc jak w końcu jest?

    OdpowiedzUsuń
  28. Tutaj i moje pytanie, jestem w trakcie studiów podyplomowych z języka angielskiego w edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Czy bez FCE mogę do 2020 roku uczyć języka w przedszkolu? Z komentarzy tutaj wynika że nie, jednak na uczelni poinformowano nas ze kuratorium się na coś takiego zgadza. Więc jak w końcu jest?

    OdpowiedzUsuń
  29. Czy za kurs języka angielskiego w celu podniesienia kwalifikacji zgodnie z wymogami nauczyciel ponosi koszty?? Czy należy mu się dofinansowanie??

    OdpowiedzUsuń
  30. To jest po prostu skandal! Kończyłam wych. przedszkolne w 2010 r. Teraz szukam pracy jako nauczycielka wych. przedszkolnego. Dzisiaj byłam na rozmowie w sprawie pracy i prowadziłam zajęcia, które się podobały. Miano mnie prawie zatrudnić,ale jak usłyszano,że nie mogę uczyć angielskiego to powiedziano mi, że muszą się zastanowić wobec tego. Dlaczego mi w ten sposób odbiera się prawo wykonywania zawodu a jednocześnie chleb powszedni. Socjalu u nas nie ma i co jak mam żyć bez pracy? z czego jak to mój zawód. W sklepach to krzywo patrzą,że mam studia i że byłam nauczycielką i mówią, że wolą mniej wykształconych a najlepiej to studentów za których nie muszą płacić ZUS.

    OdpowiedzUsuń
  31. Witam. Gubię się już w zmianach i mam wrażenie że dyrekcja mojej szkoły wprowadza mnie w błąd. Ukończyłam filologię angielską i kurs przygotowania pedagogicznego. Czy w takim razie ja również stracę od 2020 roku uprawnienia do nauczania dzieci w młodszych klasach szkoły podstawowej? Bardzo proszę o odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po filologii i kursie pedagogicznym nie ma Pani prawa kształcić w kl.I-III. Może panu uczyć w kl.4-6, w gimnazjum i szk.ponadgimn.

      Usuń
    2. Po filologii i kursie pedagogicznym nie ma Pani prawa kształcić w kl.I-III. Może panu uczyć w kl.4-6, w gimnazjum i szk.ponadgimn.

      Usuń
  32. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Czy oznacza to że również muszę ukończyć studia podyplomowe w zakresie wczesnego nauczania języka angielskiego czy też edukacji wczesnoszkolnej? Rozumiem że po likwidacji gimnazjów uprawnienia te przeciągną się do 1-4?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do angielskiego ma Pani najlepsze przygotowanie. Potrzebne są studia kierunkowe z pedagogiki/edukacji wczesnoszkolnej (tu są różne nazwy: kształcenie zintegrowane, wych.przedszkolne, nauczanie elementarne itp.)ale już bez glottodydaktyki.

      Usuń
    2. MEN przygotuje rozporządzenie dot.kwalifikacji nauczycieli. Proszę się nie martwić. Jeśli zlikwiduje gimnazja, to i tak pozostaną one jako część szkół podstawowych. Zmiany jednak będá dopiero od 1.09.2017 jeśli w ogóle będą...

      Usuń
  33. Dziękuję za kolejną odpowiedź. Czyli anglista musi być i nauczycielem klas młodszych. Jest to problematyczne bo i mi szkoda czasu na studiowanie przedmiotów edukacji wczesnoszkolnej zamiast zająć się na przykład innowacjami w nauczaniu języków i kształcić się w tym kierunku. Wyjdzie kiepskiej jakości 2w1.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Pani edukować w kl. 46,w gimnazjum i LO oraz w szk.zawodowych.

      Usuń
  34. Wiem o możliwościach pracy na dalszych etapach edukacji ale moje serce jest z dziećmi z podstawówki :) ale,niestety, bez ukonczenia edukacji wczesnoszkolnej, w wiejskiej szkole nie uzbieram wystarczającej ilości godzin do etatu. Czekają mnie więc trzy semestry studiów których nigdy nie planowałam skończyć :/
    Bardzo dziękuję za rzeczowe odpowiedzi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci będą szczęśliwe mając nauczycielkę,która nie tylko jest najlepiej przygotowana, ale jeszcze lubi z nimi pracować. Życzė dużo radości.

      Usuń
  35. witam jestem młodym nauczycielem prosto po studiach w przedszkolu w którym pracuję są panie które mają SN i mgr z politologii , są nauczycielami dyplomowanymi, proszę mi powiedzieć jak to się ma do pracy z dziećmi przedszkolnymi skoro Panie mają skończone politologię a pracują z dziećmi przedszkolnymi, nie mam ukończonego języka i teraz muszę skończyć kurs a inne panie stwierdziły ze nie musza więc sama nie wiem jakie trzeba mieć kwalifikacje do pracy w przedszkolu

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie można odp. na to pytanie nie mając dokumentów w ręce. SN dawał wykształcenie do pracy w przedszkolu. Nie mamy informacji,czy studia politologiczne były studiami II st.czy jednolitymi?
    Rozporządzenie o kwalifikacjach nauczycieli było tyle razy zmieniane, że analiza dokumentacji musiałaby to uwzględnić. Zapewne dyr.przedszk.miała podstawy do utrzymania zatrudnienia.

    OdpowiedzUsuń
  37. Od 10 lat pracuję w irlandzkich pseudoprzedszklach i nie radzę zatrudniać tzw. childcare workers, bo to nie sà nauczyciele w naszych przedszkolach. Wykształcenie takiego osoby kończy się na poziomie FETAC Level 5 (1 rok nauki), co odpowiada poziomem naszej szkoły zawodowej, nawet matura nie jest wymagana. Ci ludzie nie majà absolutnie pojęcia o pracy z dziećmi. Poza tym w Irlandii wszystkie 'crèche'-żłobko-przedszkola sà prywatne. Nie istniejà placówki państwowe i dlatego dzieci w wieku lat czterech idà do szkoły podstawowej, gdyż miesięczny opłaty za crèche wynoszà od €800 wzwyż za jedno dziecko. Edukacja małego dziecko w Irlandii raczkuje. Dopiero od 2009 roku wprowadzili nieobowiàzkowy program nauczania zwany Aistear, który jest kopià programu nauczania z Nowej Zelandii. Dużo można by pisać na temat edukacji w Irlandii ;-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  38. Jak już wspominałam pracuję w Irlandii od ponad 10 lat w różnych instytucjach edukacyjnych z przedszkolami na czele. Nie widzę problemu w nauce języka angielskiego przez dzieci. 'Mieszankę' kultur I narodowości w mojej grupie mam naprawdę sporà: od Syryjczyków po Chińczyków, do tego dochodzà dzieci z rodzice mieszanych, np. portugalsko-włoskich, czy tak jak moja rodzina polsko-niemiecka. Dzieci bez najmniejszych problemów uczà się języków obcych. Sama nie jestem native speaker, a uczę w irlandzkim przedszkolu w języku angielskim. W szkole podstawowej pracowałam jako English Language Support Teacher i miałam zajęcia indywidualne z dziećmi z różnych krajów. Im młodsze dziecko tym szybciej nauczy się języka obcego. W Irlandii większość społeczeństwa posługuje się tylko angielskim. Naukę języków obcych zaczynajà dopiero w szkole średniej. Dlatego tyle tutaj cudzoziemców, gdyż firmy zagraniczne, np. Apple potrzebujà do pracy ludzi ze znajomościà przynajmniej dwóch języków obcych. Dlatego nie zgadzam się z Panià.

    OdpowiedzUsuń
  39. P.s. Dotyczy Pani komentujàcej na temat rosyjskich bliźniaczek.

    OdpowiedzUsuń
  40. Nigdzie nie znalazłam odpowiedzi na ten temat więc może ktoś tutaj będzie w stanie mi coś podpowiedzieć. Jestem nauczycielem wychowawcą w przedszkolu, w pensum (25%) prowadzę angielski. Niestety mimo, że pracuję tyle samo co koleżanki (ponieważ nie zostałam zwolniona z żadnych obowiązków z powodu dodatkowej pracy), nie przysługuje mi żaden dodatek. Żadna z koleżanek nie podjęła decyzji o podjęciu nauki języka angielskiego wychodząc jak się okazuje ze słusznego założenia, że ministerstwo odstąpi od wcześniejszej decyzji o obowiązku kształcenia nauczycieli w zakresie języka angielskiego. Czy są jakieś plany dodatków dla takich nauczycieli (nie piszę tutaj o nagrodach i dodatkach motywacyjnych ponieważ nagród nie dostaję (od 10 lat), dodatek motywacyjny przeważnie niższy niż inni - jestem najmłodszym nauczycielem, zwykle typowanym do pracy, nie zaś do nagród). Moje pytanie to: czy istnieją plany ministerstwa, które mają na celu wsparcie nauczycieli, którzy podejmują trud dodatkowej nauki i ponoszą koszty dodatkowych obowiązków (ucząc 175 dzieci w placówce od trzech lat, nie dostałam na pomoce do zajęć żadnych pieniędzy)? Bo w obecnej sytuacji mam wrażenie, że nauczyciele Ci ponoszą karę za to, że podnoszą kwalifikacje. Przeczytałam setki może nawet tysiące wpisów nauczycieli przerażonych wizją nauki, ja też kiedyś nie potrafiłam posługiwać się tym językiem, ale uczyłam się, czyż każdy nauczyciel przez cały okres swojej pracy nie jest do tego zobowiązany? Czy ministerstwo celowo propaguje lenistwo i korzysta z umiejętności tej grupy, która solennie wywiązuje się z ich zarządzeń? Czy jedyny sposób na sprzeciwienie się nie ukrywajmy wyzyskowi to rezygnacja z części etatu - bo dodatkowy obowiązek w ramach pensum przydzielany jest poprzez zmianę umowy z uwagą: jeżeli nie zgadza się pani na w/w warunki obowiązuje panią okres wypowiedzenia... Zastanawiam się czy istnieje jakaś brzydko pisząc zrobiona w konia grupa nauczycieli, która próbuje zmienić coś na lepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zmiany proponowane przez MEN wszystkim zainteresowanym edukacją najmłodszych dzieci wyjdą na dobre przede wszystkim dzieciom. Dzięki tym zmianom nastąpi wymiana kadry, która dożywotnio przez mianowanie jest przytwierdzona do zajmowanego etatu. Może w końcu będą zatrudniani nauczyciele bez protekcji.

      Usuń
  41. Witam ponownie,
    Pisałam już do Pana na początku lipca ale wpadło mi w oko ogłoszenie studiów podyplomowych
    https://www.pedagogium.pl/podyplomowe/dydaktyka-jez-angielskiego.html
    Nie do końca wierzę zapewnieniom prowadzących te studia. Czy wystarczą one aby nie stracić uprawnień do nauczania w klasach młodszych? Przypomnę, jestem po filologii angielskiej i przygotowaniu pedagogicznym.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  42. Trudno w komentarzu, na odległość, nie mając wglądu w treść dyplomów i programu studiów zapewniać panią w tak niepokojącej kwestii. Każdy, kto ukończył studia licencjackie z filologii angielskiej i ma przygotowanie pedagogiczne nie potrzebuje żadnych dodatkowych studiów do pracy w przedszkolu czy w szkole podstawowej i gimnazjum. Do pracy w szkole ponadgimnazjalnej konieczne są studia magisterskie. Dydaktykę języka angielskiego można studiować dodatkowo, jeżeli jest przekonanie, że w tym właśnie zakresie brakuje pewnych umiejętności. Tak więc tego typu studia - jak się tylko mogę domyślać, bo nie znam ich programu - nie mają charakteru kwalifikacyjnego, tylko doskonalący, poszerzający kompetencje.

    OdpowiedzUsuń
  43. Muszę tu jeszcze dodać, że tego typu studia nie są kwalifikującymi do pracy w przedszkolu w roli nauczyciela przedszkola, tylko do edukacji w zakresie jedynie języka angielskiego. Do pracy w przedszkolu konieczne jest ukończenie studiów z zakresu pedagogiki przedszkolnej czy wczesnoszkolnej.

    OdpowiedzUsuń
  44. Jeśli jakaś "koleżanka" z przedszkola nie czuje się na siłach nauczać języka angielskiego, to ja bardzo chętnie ją zastąpię. Szkoda tylko, że u mnie wolą zmuszać nauczycieli do wyrabiania dodatkowych certyfikatów, zamiast dać miejsce pracy komuś już posiadającemu odpowiednie kwalifikacje.

    OdpowiedzUsuń
  45. Moim zdaniem lekcje angielskiego powinny być prowadzone przez inną osobę, po to żeby dzieci się skupiły i czekały na to. Bo tak są tak samo rozbiegane jak zawsze i mogłyby nawet nie zauważyć, że coś się w zajęciach/zabawach zmieniło

    OdpowiedzUsuń
  46. Jak dla mnie lepiej, żeby to byli inni nauczyciele. Każdy jest specjalistą od jednej rzeczy i niech tak zostanie

    OdpowiedzUsuń
  47. Chociaż artykuł jest sprzed ponad roku, temat wciąż pozostaje świeży, a właściwie spełnia się jak proroctwo w rzeczywistości. W przedszkolach poziom języka znacząco spadł. Sama wystawiam sobie na swój sposób złą ocenę, bo sama angielski teraz prowadzę - ciągle się kształcę, realizuję kursy językowe i z niekrytą rozpaczą rozczarowujący kurs metodyczny. I wątpię, bym kiedyś dogoniła naszą wcześniejszą anglistkę, która była z wykształcenia filologiem.

    Jestem m.in. logopedą. Dzięki temu, w toku badań przesiewowych, natknęłam się na pewien absurd - grupy dzieci młodszych na pytanie "Jaki to kolor?" odpowiadały "blue, red..." - nie znając polskich nazw! Mogę sobie tylko wyobrazić, że usłyszały to wiele razy na źle prowadzonych zajęciach języka angielskiego i brak im w ogóle świadomości, że te nazwy nie są elementami ich ojczystego słownika.

    Takich sytuacji jest pewnie na pęczki. Zajęć na niby, które odbywają się tylko w dzienniku czy innych, prowadzonych z najlepszymi chęciami, ale nie tak jak trzeba.

    Gorzki smak zneutralizuję jedną pozytywną obserwacją: Jako, że pełnię też obowiązki anglisty, mój warsztat znacząco się wzbogacił o pląsy, zabawy, piosenki w języku obcym, dzięki czemu dzieci mają częstszy kontakt z językiem obcy, co, mam nadzieję, ułatwi im w przyszłości dalszą naukę i pozwoli mówić płynnie.

    Bardzo ciekawy artykuł! I na swój sposób, jeszcze bardziej aktualny niż rok temu!

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.