niedziela, 20 marca 2016

Nie pozbawiajcie uczniów telefonów komórkowych w czasie lekcji
















(źródło: FB_IMG_1458295090017.jpg)



Dziennik The Guardian już jakiś czas temu informował o 20 sposobach wykorzystania przez nauczyciela w toku zajęć szkolnych uczniowskich tabletów (smartfonów, ipodów).

Niektóre aplikacje są odpłatne, ale większość jest dostępna bezpłatnie, toteż nauczyciele mogliby je wykorzystać do zaktywizowania uczniów w procesie uczenia się. Stąd apel do nauczycieli, by nie zabierali uczniom telefonów komórkowych, smartfonów czy tabletów, nie odkładali ich do skrzyneczek, na których tylko zarobi producent-rzemieślnik, bo stracą na tym przede wszystkim ich podopieczni. Chyba, że szkoła nie jest dla uczniów?

A zatem drodzy nauczyciele - w trakcie lekcji, wraz z uczniami:

1. wykorzystujcie wirtualne "360°-video" do zwiedzania i poznawania zagranicznych miejscowości czy nawet podmorskich wraków;

2. fotografujcie i nagrywajcie filmy, czy to na temat osiągnięć naukowych czy z klasowego show artystycznego. Odpowiednie aplikacje pozwalają na przycinanie filmów, dodawanie filtrów czy napisów.

3. komponujcie własną muzykę. Istnieje ogromna ilość aplikacji, które są dostosowane do wieku dzieci czy nawet konkretnych instrumentów muzycznych.

4. nagrywajcie muzykę lub inne audio (np. radiowe show), odpowiednie aplikacje pozwalają na ich opracowywanie.

5. wykorzystujcie rozpracowane i interaktywne wskazówki z klipów wideo, web-owe hiperłącza czy fotografie w ramach aplikacji. Można tak opracować wycieczkę terenową i referat z historycznych wydarzeń.

6. wykorzystujcie tabletowe wersje gier. Popularną AngryBirds można zastosować na lekcjach matematyki, odkrywać czy weryfikować dzięki nim prawa fizyki, pisać o nich opowiadania lub je opracowywać artystycznie.

7. przenieście digitalne treści do realnego świata; za pomocą aplikacji możecie wyświetlać - przenosić grafikę lub inne treści na plakaty, drzwi czy inne obiekty;

8. piszcie blog klasowy, a tabletowa aplikacja ułatwi wybór formy i posłuży komunikacji między uczniami.

9. testujcie uczniów za pomocą formularzy internetowych. Uczniowie mogą rywalizować o najszybciej udzieloną odpowiedź czy sami kontrolować własne odpowiedzi w trakcie powtarzania materiału.

10. poznawajcie świat i kraj za pośrednictwem internetowych map w 3D, za pomocą fotografii i przewodników.

11. urozmaićcie czytanie za pomocą aplikacji z funkcją czytania na głos lub czytania interaktywnego.

12. studiujcie sklepienie niebieskie, aplikacja sprzyja oglądaniu gwiazdozbiorów także za dnia.

13. posłuchajcie zagranicznej stacji radiowej.

14. opracujcie sobie nowoczesną formę gromadzenia dokumentów uczniowskich, a aplikacja pomoże w ich klasyfikowaniu, nauczyciel może je lekko korygować czy uzupełniać o nowe dane, zaś wgląd do tego mogą mieć także rodzice.

15. wykorzystujcie web-kamerę do obserwowania online klasowej przestrzeni czy w razie potrzeby do nawiązania kontaktu ze szkołą partnerską poza granicami kraju.

16. nagrajcie własne wideo, aplikacje pomogą w jego opracowaniu, także dźwiękowym.

17. stwórzcie własny komiks lub książkę.

18. twórzcie modele 3D z fotografii obiektów, względnie pozwólcie aplikacji na ich opracowanie.

19. dokonujcie tłumaczeń słów czy fraz w dowolnym języku obcym.

20. opanujcie podstawy programowania w formie zabawowej.

40 komentarzy:

  1. Myślę, że ta niechęć do komórek u nauczycieli czasami bierze się z tego, że nauczyciele sami nie potrafią wykorzystać pełnego potencjału dawanego przez te narzędzia. Dochodzi do zabawnego odwrócenia ról, w którym wielu nauczycieli z trudem korzysta z elementarnych funkcji swojego smartfona, a uczniowie czy studenci wykorzystują swoje smartfony w sposób dla nauczycieli zupełnie niepojęty i niewyobrażalny.
    Trzeba też nabrać trochę dystansu i pokory do swojego autorytetu jako nauczyciela, albowiem szybki dostęp do informacji pozwala uczniowi w kilka sekund dotrzeć do czegoś, czego nauczyciel nie wiedział. Ja to widzę często w komentarzach moich znajomych nauczycieli. Denerwuje ich np. to, że studenci korzystają ze słowników w komórkach, tak jakby umiejętność korzystania ze słownika i znajdowania w nim właściwych znaczeń we właściwym kontekście była czymś złym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest złym, jeśli robi się to w czasie sprawdzianu. Tak niechęć do komórek bierze się właśnie stad, że uczniowie nie znają granicy przyzwoitości. Uważają, że jak nauczyciel pozwala korzystać z internetu, to i na klasówce można. A to jest zwykłe oszustwo, którego nie można tolerować, kiedy się chce uczciwie oceniać wiedzę i umiejętności.

      Usuń
    2. Trochę odświeżam, podbijam. Nawiązałem dzisiaj do komentarza Agnieszki we wpisie u mnie na http://www.anglista.edu.pl/?p=3353
      Umieściłem tam zdjęcie zrobione poniekąd podczas klasówki. Wszyscy siedzą wpatrzeni w ekrany swoich smartfonów. Nie widzę w tym niczego złego, zaiste.
      Pozwoliłem sobie także zlinkować wstecznie z mojego wpisu do niniejszego wpisu. Myślę, że to jest kwestia, która nadal niepotrzebnie dzieli wielu nauczycieli, rodziców i uczniów, tymczasem wystarczy odpowiednie podejście z każdej ze stron i poszanowanie pewnych dobrych obyczajów, a komórki naprawdę okażą się przydatnymi narzędziami w każdej klasie.

      Usuń
  2. Aplikacje są bezpłatne, ale sprzęt się różni i kosztuje. Nie każdy uczeń ma komórkę i nie każda komórka jest smartfonem. Takie apele to po prostu promocja sieci komórkowych, a tu one są szalenie pomysłowe, nawet martyrologii i "patriotyzmu" używają ... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda, ale wystarczy tylko jeden aparat, żeby zrobić coś ciekawego, skoro nadal u nas nie ma w szkołach tabletów. To efekt 8-letniego konsumowania środków UE na pseudokonsultacje, konferencyjki i równie konsumpcyjne badania IBE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy jedna tablica i jeden kawałek kredy, a można zrobić coś ciekawego. Kto pamięta harcerstwo (ja akurat nie jestem jego fanem) to nawet nie trzeba kredy i tablicy - wystarczy ustna opowieść.
      Trzeba tylko, żeby pomysł na to coś ciekawego zistniał w głowie nauczyciela. Żadne gadżety do tego nie sa potrzebne. Ani tym bardziej tej inwencji intelektualnej nauczyciela nie zastąpią.

      Z całym szacunkiem, ale jakoś nie mam przekonania, że dzieci grające w czasie lekcji na tabletach w Angry Birds będą wygrywać Kangury i Olimpiady.
      Wygrywają je dzieci czytające (w domu, nie na lekcji) książki i czasopisma mniej lub bardziej popularnonaukowe. Owszem, coraz częściej czytają je z czytników e-booków albo ekranu komputera, niż z papierowych wydań.

      Usuń
    2. Zgoda. Nie pisałem o tym, by jedno zastąpić drugim.

      Usuń
    3. Panie profesorze! Dziesiątki już razy obrażał Pan IBE i badania tam wykonywane nie podając właściwie żadnych argumentów. Zawsze pisze Pan z rzadką u prawdziwych naukowców pewnością siebie, że badania tam przeprowadzone są niedobre i zbyt kosztowne. Bardzo Pana proszę, niech Pan polemizuje z w sposób godny naukowca. Jest Pan co prawda tylko pedagogiem, ale jednak profesorem. Nie wypada pisać w stylu tabloidów.

      Usuń
  4. Nie każda lekcja może być pełna fajerwerków. Dziecko powinno być spokojnie wdrażane do solidnej, systematycznej pracy. Gadżety mogą być wykorzystane właściwie tylko wówczas, gdy dziecko ma już wewnętrzną dyscyplinę i stosuje narzędzie zgodnie z kierunkiem, wyznaczonym przez nauczyciela, celem zajęć, bądź w obszarze danej mu wolności. Edukacja to nadal ciężka praca dla obu stron, nie mamcie uczniów, że to się da załatwić z pomocą tabletu czy telefonu, bez wysiłku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz zaraz, kto powiedział, że lekcja z tabletem czy telefonem jest lekcją bez wysiłku?
      Byłem w sierpniu na kursie metodycznym w Londynie, prowadzący zajęcia pokazał nam film ze swojej lekcji z nastolatkami i spytał, co na tej lekcji się dzieje. Na filmie widać było całą klasę nastolatką pochłoniętych bardzo intensywnie czemuś na komórkach, można było odnieść wrażenie, że wszyscy grają w coś albo z przygryzionymi wargami wklepują pospiesznie jakieś teksty w komunikator internetowy albo wysyłają SMSy. Potem kamera obróciła się w kierunku tablicy, a tam z rzutnika wyświetlany był dokument Google Docs, w którym, jak się okazało, cała grupa tworzyła właśnie wspólnie opowiadanie. To była ciężka praca, wymagająca olbrzymiej koncentracji, by nie tylko sformułować samemu tekst, ale by stworzyć spójną historię razem z wszystkimi innymi piszącymi jednocześnie ten sam dokument. Z tradycyjnej metodyki znamy bardzo podobne ćwiczenie, ale wydaje mi się, że pisanie wspólnie dokumentu online w taki sposób wymaga jeszcze większego wysiłku i koncentracji, a i efekt może być o wiele ciekawszy.

      Usuń
    2. Oczywiście, że smartfon, tablet czy inny gadżet da się z sensem wykorzystać. Bywają też fascynujące i wymagające intelektualnie zajęcia z bulwą rzepy jako pomocą.
      Nie oznacza to jednak w żadnej mierze, że te zajęcia zawdzięczają swoją nośność smartfonom albo rzepie. Ani też, że należy się fascynować "20 sposobami wykorzystania rzepy na zajęciach szkolnych".

      Mam też głębokie przekonanie, że te same dzieci tworzące wspólne opowiadanie z kartkami papieru, ołówkami i komunikujące się gębą a nie poprzez smartfony i "Google-Docs" (może wreszcie ktoś by zauważył product placement Google'a, jaki ma miejsce w kilku tutejszych komentarzach), stworzyłyby pod kierunkiem rozsądnego nauczyciela opowiadanie nie gorsze i nie zajęłoby im to więcej czasu. Nie rozumiem tej wiary, że efekt (googledocsowy) może być o wiele ciekawszy od papierowego. Doświadczenie dnia codziennego uczy, że spójne dzieła wielu autorów powstają w wyniku ręcznej/papierowej edycji przez kompetentnego redaktora, a googledocsy i podobne narzędzia są w stanie wyprodukować mnajwyżej ledwo trzymającą się kupy instrukcję obsługi tego czy tamtego.

      Naprawdę, Panie Marcinie, spójne dzieła zbiorowe powstawały już dawno. Chyba najliczniej w XVIII wieku - epoce Oświecenia. By powstały potrzeba właśnie oświecenia, a nie google-docs i innych gadżetów.

      Usuń
    3. Ja nie twierdzę, że nie da się bez tabletów napisać wspólnie opowiadania. Tak jak wspomniałem, podobne ćwiczenie dawno już było mi znane w wersji papierowej. Natomiast pisząc razem w Google Docs (przepraszam, że użyłem nazwy firmy) wszyscy jednocześnie nanoszą zmiany na tym samym dokumencie i jest to stale uaktualniane w czasie rzeczywistym na urządzeniu każdego z nich. Tego się nie da porównać z żadnym innym narzędziem tradycyjnym jeśli chodzi o prędkość dokonywania zmian i to miałem na myśli mówiąc o konieczności koncentracji.
      Myślę, że i rzepa, i smartfon mogą się przydać w klasie. I ołówek, i tablica interaktywna. To, co powinno się liczyć, to koncepcja, kreatywność i niewykluczanie żadnego z tych narzędzi tylko dlatego, że ktoś mógłby go się bać, nie umieć z niego korzystać, albo uważać, że może ono zostać wykorzystane w nieprawidłowy sposób, niezgodnie z regulaminem itp. Przy okazji, ołówkiem można przecież komuś wydłubać oko albo napisać wulgarny napis na ławce, ale nie dyskwalifikuje to ołówka z potencjalnego zastosowania w dydaktyce. Na tej samej zasadzie komórki nie powinno dyskwalifikować to, że da się z niej wysłać wiadomość tekstową albo robić coś znacznie gorszego ;)

      Usuń
    4. Jak najdalszy jestem od dyskwalifikacji smartfonów i elektroniki jako takich. Jest jednak spora przestrzeń pomiędzy ubóstwieniem i fascynacją z jednej strony, a odrzuceniem z drugiej. Dziś w szkole (i tak tez odebrałem wpis naszego Gospodarza) dominuje fascynacja techniką dla niej samej.

      Dla równowagi wystąpię i jako advocatus diaboli (advocatus smartphoni). Angdota sprzed kilku lat:
      Prof. Łukasz Turski został kiedyś zapytany, jak najlepiej wykorzystać smartfon do pokazania newtonowskiego prawa powszechnego ciążenia. Odpowiedział, że najlepiej go wypuścić z ręki, a wszyscy zobaczą, że spada na podłogę. Miał w tej karykaturze ogromnie wiele racji, zwłaszcza w kontekście szkolnictwa, które domaga się łatwych i prostych recept, a nie wezwań do samodzielnego myślenia. W tym kontekście się z nim w pełni zgadzam.
      Łukasz Turski jest jednak fizykiem teoretykiem, a ja jestem (raczej byłem) doświadczalnikiem, a i do proferskiego tytułu mi daleko. W dodatku nie uczącym w szkole, tylko prowadzącym indywidualne zajęcia. Wrodzona przekora kazała mi podjąłąć z nim polemikę, że jednak da się wykorzystać!

      W każdym smartfonie jest wbudowany akcelerometr, służący wykrywaniu, czy trzymamy go pionowo, czy poziomo, czy nim potrząsneliśmy, etc. Nie jest bardzo dokładny, ale na szkolny poziom wystarczy.
      Podpuściłem jednego ze swoich uczniów, by sam napisał aplikację na smartfona, zbierająca te dane, przekazującą je do normalnego komputera i tam analizującą, co "czuje" smartfon w kieszeni osoby podróżującej windą.
      Uważam, że była to całkiem niezła wprawka dydaktyczna nie tylko z programowania, ale i z analizy danych i newtonowskiej mechaniki, a zwłaszcza równoważności grawitacji i przyspieszenia.

      Bądźmy jednak realistami - takie wykorzystanie smartfonów raczej nie będzie masowe w publicznym szkolnictwie. Trzeba do niego nie tylko merytorycznego przygotowania nauczycieli, ale i uczniów, zdolnych do uczestniczenia w takim projekcie.

      Usuń
    5. Nie zgadzam się z opinią, że do korzystania z urządzeń mobilnych potrzebne są szczególne zdolności uczniów czy też zdolni uczniowie. Moje doświadczenie pokazuje, że wspomaganie procesu dydaktycznego technologią ICT przynosi doskonałe efekty w pracy właśnie z uczniami spoza grupy "zdolnych".

      Usuń
    6. Zgoda. Wręcz powiedziałbym, że angażujące indywidualnie urządzenia mobilne są idealne do nauczania tych spoza grupy "dobrych uczniów". I to jest sprawdzone w boju!

      Usuń
  5. Mam złe doświadczenia z komórkami na lekcjach.
    Od czasu do czasu do zajęć wykorzystuję komputery. Jest jak zwykle; jedni pracują, inni kombinują. Zdobywanie wiedzy nie jest związane z komputerami czy też z komórkami, liczą się chęci.
    Dodatkowo, szczególnie w gimnazjach, rozpocznie się wyścig na jak najbardziej wypasioną komórę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przy założeniu ustalonego a priori ograniczonego czasu lekcji, każdy postulat by robić "coś" jest jednoczeńie postulatem zastąpienia: by nie robić "czegoś innego".

    Oczywiście, jeśli gra na smartfonach ma zastąpić równie bezmyślne (zarówno nie wymagające żadnego wysiłku intelektualnego ani ze strony ucznia ani nauczyciela) wypełnianie kratek w "zeszycie ćwiczeń", to popieram: efekt dydaktyczny będzie równie mizerny, ale działanie przyjemniejsze.

    Problemem dydaktycznym nie jest jednak brak ani kredy ani smartfonów, tylko lenistwo intelektualne tych, którzy własny wysiłek intelektualny chcieliby zastąpić (cudownym) narzędziem. Kreda okazała się nie być wystarczająco cudowna - dziś nastąpiła era wiary w nowego bożka TIK, który nawet przy bezmyślności prowadzących zajęcia, nauczy wszystkich wszystkiego. Wszystkiego najlepszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Xawer' uważa Pan, że smartfony , tablety na zajęciach dydaktycznych wykorzystywane są li tylko do "gierek, grania"?

      Usuń
  7. Tak też czynię i nie tylko ja. Zapraszam http://tableciaki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie na lekcjach uczniowie mogą korzystać z telefonów komórkowych i tabletów (BYOD). Warunkiem jest zainstalowany słownik polsko-angielski, czytnik kodów QR, Wikipedia, Kahoot. Sięgają po urządzenia, kiedy potrzebują informacji. W szkole mamy wolne wi-fi. Im więcej zaufania w kwestii wykorzystania urządzeń okazujemy, tym mądrzej ich używają. Nie ma na lekcji "kombinowania". Pamiętamy też o zajęciach z zakresu bezpieczeństwa w sieci. Nie róbmy z uczniów cyfrowych inwalidów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Moi uczniowie mogą swobodnie korzystać z tabletów i telefonów na moich lekcjach (BYOD). Muszą mieć zainstalowany słownik angielsko-polski, Kahoot, czytnik QR, Wikipedię. Sięgają po urządzenie, gdy potrzebują informacji. Nie "kombinują". Nie róbmy z nich cyfrowych inwalidów. Pokażmy, że technologia służy nauce...

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszystkim, którzy uważają, że należy dostosować edukację do dziecięcego uwielbienia smartfonów polecam "A Magazine is an iPad That Doesn't work": https://www.youtube.com/watch?v=aXV-yaFmQNk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiczowaty ten przykład, bo wiekowo nieadekwatny do problemu, o którym piszemy.

      Usuń
  11. "Digitalne treści" ma odpowiedznik w języku polskim: treści cyfrowe.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zakładamy, że każdy uczeń ma swój wspaniały smartfon i wypasiony tablet. Do tego szybki internet bez limitów... Marzenie. A co z tymi, którzy nie mają wypasionych komórek. Albo ich nie stać. W realnym świecie szkoła nie ma tabletu dla każdego ucznia i nasze pomysły można wsadzić do kosza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie tego nie zakładamy. Pokazujemy tylko nową metodykę w oparciu o już istniejące urządzenia mobilne. Jeśli ich nie ma - nie ma też tematu. Z badań wynika jednak, że większość gimnazjalistów jest już wyposażona w smartfony - lepsze lub gorsze. I to nie tylko w dużych miastach. A "wypasienia" nie generuje szkoła jako taka.

      Usuń
  13. Kiedyś ludzie bali się radia, potem telewizji, teraz można zauważyć "wszechobecny" (generalizuję ;) )strach przed smartfonem ;) Według mnie - niestety, albo i stety ;) (wybór należy do Państwa) - to znowu na nas nauczycielach, pedagogach, wychowawcach ciąży odpowiedzialność za nauczenie dzieci jak można w mądry, sensowny i bezpieczny sposób korzystać z takowych nowoczesnych ustrojstw czy to w życiu codziennym czy to np. podczas przebywania w szkole. Całkowity zakaz używania telefonów komórkowych, w obecnym pędzącym do przodu świecie, jest wyjściem najgorszym z możliwych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś ludzie, a przede wszystkim tacy mądrale-pedagodzy, jak autor tego tekstu, myśleli, że edukacja całkowicie się zmieni, po wynalezieniu film. Potem miało ją odmienić radio. Jeszcze nie tak dawno w każdej klasie stał telewizor, który miał zrewolucjonizować nauczanie. Potem były kalkulatory i komputery. A teraz pan profesor twierdzi, że bez smartfona nie można zrobić własnego komiksu. Zaprawdę, pedagog to dziwna istota.

      Usuń
    2. Dziwna istota, ale czyta ze zrozumieniem, w odróżnieniu od anonimowego głu... .

      Usuń
    3. Hm, dziwna i cha....

      Usuń
  14. Cieszę się, że Pan Profesor poruszył ten temat smucąc jednocześnie, że nie przyjął zaproszenia do polubienia fanpage, który prowadzę na Fb o nazwie "Tablet w edukacji wczesnoszkolnej" gdzie dokumentuję wykorzystując osobiste doświadczenia i praktykę pedagogiczną fotometrycznie ukazując nauczycielom sposoby wspierania realizacji podstawy programowej na I etapie kształcenia właśnie sprzętem moblinym -tabletami. Zapraszam zatem ponownie do odwiedzenia jedynego takiego profilu nie tylko na Fb ale i w sieci Internet. Pozdrawiam serdecznie. Iza Breguła https://web.facebook.com/edutablet/?fref=ts

    OdpowiedzUsuń
  15. Heheh już to widzę jak w szkole typu gimnazjum czy średnia, większość będzie tak pracować na tel tabletach itd. :D, zaraz srujtuby lub srajsbuki odpalą i będą się tylko przełączać między aplikacjami żeby nauczyciel nie widział ;d, albo esy pójdą ostro w ruch czy z doopy selfie ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, ale tylko w wypadku, gdy lekcja i aktywność na urządzeniach mobilnych będzie źle zaplanowana przez nauczyciela. Z moich doświadczeń wynika, że takie zachowania są standardem na pierwszej tak prowadzonej lekcji. Na każdej kolejnej nie ma już na to czasu - i oni to wiedzą...

      Usuń
  16. Potwierdzam - temat jest nieźle znany polskim nauczycielom, choć ciągle budzi ogromne emocje.
    Warto zajrzeć do publikacji Doroty Janczak, np. na łamach kwartalnika MERITUM - str. 34 i n. http://meritum.mscdn.pl/meritum/pliki/cale_numery/2013_4.pdf

    OdpowiedzUsuń
  17. A przy okazji - czy może Pan Profesor wskazać polski ośrodek akademicki, który zajmuje się czymś, co można nazwać "dydaktyką cyfrową"?
    Nowe technologie to nowe możliwości dydaktyczne i stare/nowe zagrożenia... Czy któraś uczelnia zajmuje się tym naukowo w naszym kraju?

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam wrażenie, że niektórzy w dzisiejszych czasach, zatrzymali się na etapie kleksa i tępej stalówki. Szkoła MUSI NADĄŻAĆ inaczej pozostanie reliktem poprzedniej epoki !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak szkoła zostanie reliktem poprzedniej epoki to potem będą chodzić takie bezmózgi tępe :D. Chociaż telefony mogłyby być czy tablety, ale wprowadzili by nadzór i dali dostęp tylko do stron podanych przez siebie, reszta była by totalnie zablokowana bo w końcu jak uczyć to się uczyć, a nie po internecie latać!

      Usuń
  19. Wczoraj, gdy pani minister obwieszczała dumnie wygaszanie gimnazjów i program wspólnego czytania książek w bibliotekach, przypomniałem sobie swoje dzieciństwo w PRLu i to, jak chodziliśmy do biblioteki życzać książki, których i tak nie czytaliśmy, bo czytaliśmy inne, w bibliotece niedostępne. I pomyślałem sobie, że z tego wspólnego czytania książek więcej pewnie będzie szkody niż pożytku, więcej ludzi się do czytania zniechęci niż zachęci. No ale cóż, pani minister, jak każdy minister na swoim stanowisku, wie lepiej.
    Prawdę mówiąc wydaje mi się, że gdyby wziąć pod uwagę wszystko, co teraz się czyta, i każdą formę czytania, czytelnictwo ma się chyba całkiem nieźle. Na zajęciach zdarza mi się przyłapać studentów na tym, że czytają książki na czytnikach (udając, że mają na czytniku podręcznik).

    OdpowiedzUsuń
  20. A później przychodzą do nas nauczyciele z telefonami na sprzedaż, serio!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.