Przejawy wypalenia polityki naukowej w Polsce

 


Raport OPI dostarcza użytecznych danych o toksycznych doświadczeniach badanych nauczycieli akademickich. Jednak część zawartych w tym raporcie wniosków końcowych jest nieadekwatna do przedstawionego w nim badania. 

Najważniejsze zastrzeżenia dotyczą przechodzenia od preferencji pracowników do diagnozy przeciążenia, od różnic między grupami do twierdzeń o przyczynach oraz od względnie wysokiego wyniku kwestionariusza do sformułowania określenia - „grupa podwyższonego ryzyka”.

Nie oznacza to, że badanie jest nieprzydatne, ale trzeba rozdzielić wartość uzyskanych danych sondażowych, przejrzystość postępowania badawczego i zasadność ich interpretacji. 

Projekt łączy przegląd literatury i rozwiązań w uczelniach zagranicznych, ankietę internetową oraz indywidualne wywiady pogłębione. Część diagnostyczna/ilościowa  objęła 1160 osób, a jakościowa 20 osób. Według szczegółowego opisu ankietę przeprowadzono od 25 czerwca do 9 lipca 2025 roku, po pilotażu kwestionariusza. Każdy wywiad trwał około 90 minut, a scenariusz również poddano pilotażowi.

W ankiecie zastosowano autorskie pytania o warunki pracy, czas pracy, produktywność, satysfakcję, sytuację rodzinną i finansową oraz polską adaptację Metody Oceny Wypalenia Zawodowego BAT-PL. Narzędzie obejmuje 23 pozycje dotyczące objawów podstawowych oraz 10 dotyczących objawów wtórnych. Nie jest to zatem wyłącznie sondaż oparty na pytaniu „Czy czuje się Pan/Pani wypalony/a?”. 

Badano osoby mające co najmniej stopień doktora, które były zatrudnione na określonych stanowiskach związanych z prowadzeniem badań naukowych i/lub zajęć dydaktycznych. Nie jest to więc diagnoza wszystkich osób pracujących w szkolnictwie wyższym i nauce. 

Wyników nie można automatycznie odnosić do pracowników bez doktoratu, doktorantów bez tego stopnia czy administracji akademickiej. Tytuł raportu jest zatem szerszy niż operacyjnie zdefiniowana populacja.

Na korzyść opracowania przemawia jawność zleceniodawcy i ogólnego celu wykorzystania wyników: wskazano MNiSW oraz zamiar rozpoznania sytuacji pracowników i możliwych rozwiązań instytucjonalnych. Autorki raportu nie ukrywają też pozytywnych doświadczeń respondentów, wśród których 57 proc. było ogólnie zadowolonych z pracy. To ważne, ponieważ materiał nie przedstawia środowiska jako systemowo niezadowolonego. 

W publikacji informuje się o losowym doborze próby zapewniając tym samym o jej reprezentatywności (uwzględniono tu wielkość ośrodka, typ podmiotu, płeć, stopień lub tytuł, stanowisko i dziedzinę nauki). Na stronach 96–97 porównuje się struktury próby i populacji, co zapewnia, że „badanie było ogólnopolskie”.

Jednak w przekazanym raporcie nie przedstawiono wystarczająco szczegółowo źródła i pokrycia operatu, procedury losowania, liczby zaproszonych osób, liczby odmów i nieukończonych ankiet ani wskaźnika realizacji próby. Z kolei informacja o zastosowaniu wag nie została uzupełniona o opis ich konstrukcji i właściwości. Opis pozwala zobaczyć końcową strukturę próby, ale nie można odtworzyć procesu jej uzyskania.

Nie są to szczegóły techniczne bez znaczenia, skoro standardy ujawniania metod AAPOR obejmują właśnie opis operatu i rekrutacji, konstrukcję wag, informacje pozwalające obliczyć wskaźnik odpowiedzi oraz specyfikację umożliwiającą odtworzenie modeli i wskaźników. Przywołuję je tu jako zewnętrzny punkt odniesienia dla oceny przejrzystości raportu. 

Izomorficzność doboru próby do populacji nie rozstrzyga jeszcze, czy osoby odpowiadające i nieodpowiadające różniły się poziomem wypalenia. Przykładowo, w obrębie tej samej kategorii płci, stopnia i stanowiska większą gotowość do udziału mogły mieć osoby szczególnie zainteresowane problemem. 

Możliwy jest też kierunek przeciwny, a mianowicie, że najbardziej wypaleni mogli nie znaleźć czasu na wypełnienie ankiety. Bez danych o realizacji tej fazy nie wiadomo, czy i w jakim stopniu wystąpił którykolwiek z tych mechanizmów.

Nie ma zatem podstaw, aby po prostu orzec, że próba jest niereprezentatywna, ale mamy powód do stwierdzenia, że raport nie umożliwia pełnej niezależnej oceny deklarowanej reprezentatywności.  

Szczególnie uważnie należy przeczytać treść na stronie 30. Respondenci oceniali, czy poświęcają poszczególnym aktywnościom więcej, tyle samo lub mniej czasu, niż by chcieli. Odpowiedzi „więcej, niż bym chciał/a” zakwalifikowano jako „za dużo czasu”, a odpowiedzi „mniej, niż bym chciał/a” — jako „za mało czasu”.  Nie jest to bezpośredni pomiar nadmiernego obciążenia.

Różnica jest zasadnicza. Pracownik może chcieć mniej czasu przeznaczać na dydaktykę, ponieważ preferuje badania, ale także dlatego, że rzeczywiście otrzymał niemożliwy do wykonania zakres zadań. W obu przypadkach zaznaczy tę samą odpowiedź, choć instytucjonalna diagnoza sytuacji powinna być odmienna. Analogicznie, chęć przeznaczania większej ilości czasu na badania nie jest jeszcze dowodem, że obecny przydział obowiązków uniemożliwia wykonanie uzgodnionych zadań.

Raport zawiera informacje o wymiarze zatrudnienia i liczbie godzin dydaktycznych, jednak nie stanowią one pełnej rekonstrukcji obciążenia: przygotowania zajęć, liczby studentów, sprawdzania prac, rodzaju badań, dostępnych zasobów i rzeczywistej czasochłonności poszczególnych obowiązków. Tymczasem w końcowych wnioskach pojawia się następujące stwierdzenie: „Źródło wypalenia jest strukturalne: przeciążenie administracją i dydaktyką przy niedoborze czasu na badania”.

Między pytaniem o preferowany podział czasu a tym wnioskiem brakuje wystarczająco udokumentowanego etapu wyjaśniającego. Nie kwestionuję wartości doświadczenia pracownika. Przeciwnie, odczuwane niedopasowanie może być ważnym zjawiskiem badawczym. Nie powinno się jednak bez dodatkowego uzasadnienia zmieniać nazwy i statusu tego, co zmierzono.

Wskaźnik „Niedopasowanie netto” obliczono jako różnicę odsetków odpowiedzi „za dużo” i „za mało”. Wynik równy zero może zatem oznaczać zarówno brak niedopasowania, jak i sytuację, w której połowa osób chce mniej danego zadania, a druga połowa więcej. Sam bilans nie pokazuje skali ani rodzaju zróżnicowania doświadczeń. 

Wybór istniejącego narzędzia pomiarowego (BAT) jest mocną stroną projektu. Problem pojawia się przy interpretowaniu kategorii wyników. Na stronie 55 autorki wyjaśniają, że na podstawie rozkładu wyników własnej próby, z zastosowaniem wag, wyznaczyły kategorie: niskie, umiarkowane, wysokie i bardzo wysokie. Granice odpowiadają w przybliżeniu 25., 75. i 95. centylowi. Jednocześnie wyraźnie zaznaczają, że wartości mają charakter relatywny i nie stanowią norm populacyjnych, co należy docenić.

Jednak na stronie 18 osiągnięcie wyniku wysokiego lub bardzo wysokiego, czyli około górnego kwartyla rozkładu, zostaje określone jako przynależność do „grupy podwyższonego ryzyka”. Konsekwencja zastosowanej procedury jest następująca: około jednej czwartej badanych znajdzie się w górnej części rozkładu dlatego, że tak zdefiniowano podział. Sam ten fakt nie dowodzi, że jedna czwarta spełnia niezależnie ustalone kryterium zagrożenia wypaleniem.

Można to pokazać na hipotetycznym przykładzie. Gdyby w kolejnym badaniu wyniki wszystkich osób wyraźnie się poprawiły, ale ponownie wyznaczono własny 75. centyl, nadal około jednej czwartej badanych przypisano by kategorię wysoką lub bardzo wysoką. Taki podział opisuje położenie względem innych, a nie samodzielnie ustaloną skalę problemu.

Nie chodzi więc o zakwestionowanie stosowania centyli, lecz o zachowanie różnicy między porównaniem względnym, badaniem przesiewowym i diagnozą indywidualną. Z treści raportu można wyprowadzać informacje o średnich wynikach, rozkładzie odpowiedzi i różnicach między grupami. 

Można też przytaczać odsetki dotyczące określonej częstotliwości objawów. Przykładowo autorki podają odsetki osób osiągających średnią co najmniej 4 w podskali wyczerpania. Nie należy jednak utożsamiać tych odsetków z odsetkiem osób, u których rozpoznano cały syndrom wypalenia. 

Badanie ankietowe ma charakter przekrojowy: zestawia informacje uzyskane w jednym okresie. Opis analiz mówi o wagach, porównywaniu średnich, modelach regresji i porównaniach parami, ale nie przedstawia pełnej specyfikacji modeli ani zestawu zmiennych uwzględnianych jednocześnie. Nie można więc ustalić, które różnice skorygowano o inne cechy badanych.

Samo użycie regresji nie rozwiązuje problemu przyczynowości, a ważenie próby nie jest tym samym co kontrolowanie czynników zakłócających. Dla oceny takich analiz potrzebna jest informacja, jakie zmienne kontrolowano, dlaczego, jak traktowano braki danych oraz jak analizowano interakcje i liczne porównania. Są to także elementy wskazywane w standardzie raportowania badań przekrojowych STROBE.

W raporcie znajdują się trzy szczególnie wyraziste przykłady tego problemu. Profesura jako „punkt zwrotny”. Na stronach 33 i 47 różnice między doktorami, doktorami habilitowanymi i profesorami opisano tak, jakby uzyskanie tytułu stanowiło punkt zwrotny zwiększający satysfakcję lub poprawiający równowagę między pracą a życiem prywatnym. 

Tymczasem porównano różne osoby, a nie te same osoby przed uzyskaniem tytułu i po nim. Możliwe wyjaśnienia obejmują wiek, dochody, autonomię, zakres zadań, sytuację rodzinną, ale także selekcję osób pozostających w zawodzie. Uprawniony wniosek powinien zatem brzmieć, że „Osoby z tytułem profesora deklarowały wyższą satysfakcję”, a nie jakoby „Uzyskanie tytułu przyniosło wzrost satysfakcji”. 

Na stronie 65 niższe wyniki wśród rodziców interpretowane są jako „ochronny efekt rodzicielstwa”, a w przypadku kobiet rodzicielstwo zostaje nazwane znaczącym czynnikiem ochronnym. Tego typu teza również wymaga ostrożności. 

Nie wykazano, czy porównywane grupy były podobne pod względem wieku, etapu kariery, sytuacji partnerskiej, dochodów czy wieku dzieci. Można wskazać różnicę między grupami, ale nie ustalono na tej podstawie, że spowodowało ją rodzicielstwo.

Ponadto istotna różnica wśród kobiet i nieistotna wśród mężczyzn nie wystarcza do wykazania, że związek rodzicielstwa z wypaleniem rzeczywiście różni się między płciami. Do takiego wniosku potrzebne jest odpowiednie porównanie tych zależności, np. test interakcji, którego wyników nie przedstawiono.

Na stronie 60 różnice wyników BAT między grupami dochodowymi opisano jako „8–11 proc. redukcję poziomu wypalenia” i zasugerowano punkt zwrotny po przekroczeniu 9000 zł netto. Na stronie 92 stwierdzenie to powraca jako „istotny próg dobrostanu”. Występują tu zatem trzy odrębne trudności.

Po pierwsze, nie obserwowano redukcji po podwyżce. Porównano osoby o różnych dochodach. Ich wyniki mogły różnić się także z powodów związanych ze stopniem, stanowiskiem, stażem czy warunkami pracy.

Po drugie, granica przedziału dochodowego nie staje się przez sam fakt zestawienia średnich empirycznie ustalonym progiem. W raporcie nie pokazano analizy pozwalającej oddzielić rzeczywisty punkt zmiany zależności od efektu przyjętego podziału wynagrodzeń na kategorie.

Po trzecie, procentowa różnica punktów na skali 1–5 nie jest automatycznie procentową redukcją samego zjawiska. Skala nie ma naturalnego zera umożliwiającego takie bezpośrednie interpretowanie proporcji.

Dane uzasadniają zdanie: „W porównywanych grupach wyższym dochodom towarzyszyły niższe średnie wyniki BAT”, natomiast nie ustalają, o ile zmniejszyłoby się wypalenie po podniesieniu konkretnej osobie wynagrodzenia ani jaka kwota stanowi uniwersalny próg dobrostanu.

Dobór do wywiadów był celowy i uwzględniał zajmowanie przez akademików różnych stanowisk, płeć, samodzielność naukową, dziedziny nauki i typy instytucji. Większość rozmówców zrekrutowano spośród uczestników ankiety, a trzy osoby pozyskano dodatkowo z operatu. Opisano też bloki tematyczne i zastosowanie kart projekcyjnych.

Sama liczba 20 wywiadów może wystarczyć do eksploracji doświadczeń i sposobów rozumienia sytuacji zawodowej. Problem polega na tym, że opis koncentruje się na doborze i przeprowadzeniu rozmów, a nie pokazuje dostatecznie procedury przejścia od wypowiedzi do ustaleń analitycznych. 

Nie przedstawiono sposobu kodowania, budowania kategorii, rozstrzygania odmiennych interpretacji ani zasad doboru cytatów. Nie zamieszczono również pełnego scenariusza i zestawu kart.

Dlatego czytelnik nie może dokładnie sprawdzić, w jaki sposób określona wypowiedź stała się podstawą ogólnego wniosku. Na przykład relacje uczestników o przeciążeniu, braku perspektyw czy niesprawiedliwości są ważnym materiałem do badania postrzegania sytuacji zawodowej. 

Nie są one same w sobie niezależną weryfikacją wszystkich opisywanych mechanizmów organizacyjnych. Raport przechodzi niekiedy od sformułowania „badani wskazywali” do ogólnie brzmiących twierdzeń o przyczynach i następstwach. 

Raport rzeczywiście uwzględnia produktywność naukową. Na stronie 67 opisano wskaźnik obejmujący deklarowane publikacje, dokonania artystyczne, wnioski i projekty badawcze. 

Nie wykazano istotnych statystycznie różnic średnich wyników wypalenia między kategoriami produktywności. Nie wykazano ich także między grupami wyróżnionymi według wymiaru etatu i liczby miejsc zatrudnienia. Przy tych ostatnich autorki zaznaczają ograniczenia liczebności.

Nie dowodzi to braku związku obciążenia z wypaleniem. Pokazuje jednak, że zależności nie sprowadzają się do prostego schematu: więcej pracy lub więcej osiągnięć to większe wypalenie. Te wyniki powinny być uwydatnione w końcowej interpretacji. 

Na stronach 73–74 respondenci oceniali przydatność zaproponowanych inicjatyw. Wysoko ocenili m.in. elastyczność czasu pracy, uwzględnianie faktycznego nakładu pracy, wsparcie asystenckie i określone świadczenia. To informacja o deklarowanej potrzebie lub akceptacji przedstawionych rozwiązań, a nie wynik badania ich skuteczności.

Należy rozróżnić trzy pytania: czego pracownicy oczekują, co odpowiada rozpoznanym problemom oraz co po wdrożeniu rzeczywiście przynosi poprawę. Ten projekt odpowiada przede wszystkim na pierwsze z nich, częściowo pomaga formułować odpowiedzi na drugie, ale nie testuje trzeciego.

Podobnie katalog rozwiązań zagranicznych dokumentuje przede wszystkim istnienie określonych praktyk, nie stanowi sam przez się dowodu ich efektywności w polskich warunkach. Zresztą autorki na stronie 88 same wskazują konieczność dostosowania rozwiązań do instytucji i ich dalszej ewaluacji.

Wnioski wdrożeniowe powinny zatem wyraźnie rozdzielać: postulat respondentów, hipotezę działania i rozwiązanie o potwierdzonej skuteczności. Sam sondaż nie pozwala traktować tych kategorii zamiennie. Są też drobne pomyłki. 

Na stronie 92 zapisano, że większość uznaje 9–11 tys. zł netto za adekwatne wynagrodzenie. Tymczasem na wykresie na stronie 27 przedział 9 001 – 10 000 zł wskazało 15,3 proc., a 10 001–11 000 zł — 16,0 proc. Łącznie to 31,3 proc., a nie większość. 

Podsumowując, najmocniejszą częścią raportu jest opis deklarowanych doświadczeń i różnic w nasileniu objawów, wypalenia zawodowego, najsłabszą zaś przechodzenie od tych wyników do jednoznacznych wyjaśnień przyczynowych oraz do twierdzeń o ochronnym działaniu określonych cech i warunków pracy. Niezależnie od szczegółowych uwag metodologicznych raport jest wskaźnikiem resortowej destrukcji pracy naukowców w Polsce. Dobrze, że władze ministerstwa dokonały samooceny, której wyniki odsłaniają kompromitującą politykę naukową.   


(we współpracy z AI: ChatGPT.5)

Komentarze

Najczęściej czytane

Akademicki savoir-vivre

Odeszła PEDAGOG SERCA, SAMARYTANKA MIŁOŚCI - MARIA ŁOPATKOWA

Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22