O nieobecności w czasie przemijania
To bardzo smutny temat, bo zawsze łączy się z rozstaniem z kimś, kto był w naszym życiu OBECNY, był w środowisku naszego życia bliżej lub dalej, w miejscu pracy - bliski lub obcy, przyjazny lub wrogi, znaczący lub obojętny, ale był, i być może korzystaliśmy z tego, co wnosił (w mniejszym lub większym stopniu) do naszej przestrzeni czy biografii. Nie piszę tu o rozstaniach wynikających z biegu spraw zawodowych, tego, czy ktoś spełnia określone wymagania swojej profesji, czy też nie, odchodzi na własną prośbę, ze względu na czas zatrudnienia czy brak możliwości wykonywania zawodu. Takie rozstania są czymś naturalnym i oczywistym, aczkolwiek i te powinny mieć swoją kulturową otoczkę. Od szeregu lat doświadczam haniebnego dla akademickiej społeczności zjawiska braku czy wymazywania z PAMIĘCI SPOŁECZNEJ osób, które są z różnych powodów (biologicznych, zdrowotnych, społecznych, prawnych, osobistych itp.) w oddaleniu od ich dotychczasowego miejsca akademickiej aktywności, albo są całk...