Każdy ma swój kompas reform edukacyjnych
(graf.:MetaAI)
Pojawiające się zapewnienia MEN wdrażania z dniem 1 września 2026 roku zmian w szkolnictwie spotkały się z krytyczną opinią prof. Romana Lepperta z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Po obradach "Kompasu edukacji" w Bydgoszczy krytyczne stanowiska wobec deformy są dobrze znane i
niemal rytualnie powtarzają się przy każdej pseudoreformie oświaty.
Administracja
państwowa przedstawia zmianę jako uporządkowany proces: powstał profil
absolwenta, "nowa" podstawa programowa, katalog kompetencji, ramowy plan
nauczania, zestaw doświadczeń edukacyjnych i harmonogram ich wdrażania w życie. Zmiana
zostaje opisana, nazwana i zadekretowana. Skoro powstał dokument prawny, pojawiły się szkolenia i materiały metodyczne (ORE, IBE), to można ogłosić, że szkoła zacznie działać
inaczej z dniem 1 września 2026 roku.
Podejście
eksperckie jest równie przewidywalne, choć biegnie w przeciwnym kierunku.
Eksperci przypominają, że nauczyciele mają utrwalone sposoby pracy, szkoły są
nierównomiernie wyposażone, kształcenie interdyscyplinarne wymaga odpowiedniego
przygotowania, a nowy język podstawy programowej może zostać sprowadzony do
nowej dokumentacji. Zmienia się retoryka, lecz niekoniecznie lekcje, skoro nadal mamy system klasowo-lekcyjny.
Administracja
przecenia moc regulacji, eksperci zaś przeceniają trwałość szkolnej
rutyny. Pierwsi zakładają, że zmiana zapisana stanie się zmianą rzeczywistą.
Drudzy przewidują, że system wchłonie reformę i pozostawi wszystko po staremu.
Obie strony poruszają się jednak w granicach tego samego centralistycznego paradygmatu. Ministerstwo nadal projektuje szkołę odgórnie, określając cele, treści, przedmioty i oczekiwane kompetencje. Eksperci analizują natomiast, dlaczego odgórnie zaprojektowana zmiana może nie zostać wdrożona.
Jedni
konstruują kolejną reformę centralną, drudzy opisują jej prawdopodobne
niepowodzenie. Weta Prezydenta do przedkładanych mu nowelizacji ustawy "Prawo oświatowe" są przez tych pierwszych krytykowane, przez częściowo drugich - doceniane, bo polityka oświatowa podporządkowana jest interesom politycznym PO oraz interesom ideologicznym lewicy.
Brakuje
trzeciego podejścia: rzeczywistego przekazania szkołom i nauczycielom
odpowiedzialności za tworzenie lokalnych modeli kształcenia wraz z
odpowiednimi środkami, czasem, przygotowaniem i obowiązkiem publicznego
rozliczania rezultatów. Nie chodziłoby wówczas o to, by nauczyciel wykonywał
nową podstawę, lecz by współtworzył zmianę odpowiadającą potrzebom konkretnych
uczniów i środowiska.
Roman Leppert trafnie przewiduje, że 1 września 2026 roku w większości klas nie
nastąpi żadna pedagogiczna rewolucja. Zmienią się dokumenty, układ treści,
część przedmiotów i szkolna sprawozdawczość. W niektórych placówkach pojawią
się wartościowe innowacje, ale ich źródłem będzie raczej kompetencja i
zaangażowanie konkretnych nauczycieli niż sama moc ministerialnego
rozporządzenia.
Nie
oznacza to jednak, że należy poprzestać na przewidywaniu niepowodzenia.
Ekspercka krytyka, która jedynie po raz kolejny ogłasza odporność szkoły na
zmianę, także staje się częścią rytuału. Administracja produkuje reformę,
eksperci ją krytykują, nauczyciele będą tworzyć dokumentację, a szkoła
nadal będzie funkcjonować według utrwalonych reguł.
Najważniejsze
pytanie nie brzmi więc, czy Kompas Jutra nie jest rozmagnesowany? Czy może trafnie przewiduje się jego ograniczone skutki? Dlaczego po raz kolejny próbujemy zmienić szkołę za pomocą mechanizmów, o
których z góry wiadomo, że utrwalają jej zależność od politycznej administracji partii władz koalicyjnych?
(źródło mema: facebook_1772529579724_7434527906355216545)
Przewidywalność
obu stanowisk jest symptomem głębszego problemu. Polska polityka oświatowa
nadal oscyluje między centralnym projektowaniem zmiany a eksperckim
diagnozowaniem jej nieskuteczności. Dopóki nie zmieni się sam sposób rządzenia
edukacją, jej właściwego finansowania, to kolejne kompasy będą wskazywały być może nowe kierunki włóczęgi, ale szkoła nadal
będzie poruszała się po tej samej, odgórnie wyznaczonej trasie.
Ps.
Polacy zapomnieli o takich destruktorach edukacji, jak ministrowie: R. Czarny, J. Wiatr, M. Sawicki, M. Handke, K. Łybacka, K. Hall, K. Szumilas, J. Kluzik-Rostkowska, A. Zalewska czy D. Piontkowski? Nie wymieniam tych kilkumiesięcznych ...
(we współpracy z AI. ChatGPT 5)



Komentarze
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam