Karuzela reform oświatowych


(źródło: Obraz wygenerowany przy użyciu ChatGPT (OpenAI) na podstawie koncepcji autora)


Polska oświata od dziesięcioleci żyje w stanie permanentnej reformy. Zmieniają się ministrowie, partie polityczne, hasła, eksperci i deklarowane priorytety, ale jedno pozostaje niemal niezmienne: potrzeba nieustannego „robienia czegoś” ze szkołą. 

Każdy kolejny minister musi coś ogłosić, zapowiedzieć, zmienić, ograniczyć, przywrócić, zlikwidować albo powołać. Najgorzej byłoby bowiem powiedzieć: przez najbliższe dwa lata nie będziemy zmieniać prawa, tylko sprawdzimy, co rzeczywiście dzieje się w szkołach.


Lektura rozprawy Mateusza Stępnia o placebo legislacyjnym pozwala spojrzeć na ten fenomen z innej perspektywy. Nie chodzi bowiem tylko o chaotyczność prawa oświatowego ani o dobrze znaną skłonność polityków do reformowania edukacji. 

W tym kontekście pojawia się znacznie poważniejsze pytanie: czy niektóre regulacje są tworzone nie dlatego, że ich autorzy rzeczywiście wierzą w ich skuteczność, ale dlatego, że politycznie nie mogą sobie pozwolić na brak działania?

Stępień, odwołując się do Allana McConnella, opisuje sytuację, którą ten nazywa „pułapką placebo”. Powstaje ona wtedy, gdy jednocześnie występuje silny nacisk na decydentów, aby zareagowali, oraz niedostatek zasobów pozwalających rzeczywiście rozwiązać problem: brakuje pieniędzy, czasu legislacyjnego, politycznej woli albo właściwych narzędzi. Jednym ze sposobów wydostania się z takiego klinczu staje się stworzenie polityki placebo.

To niezwykle trafny model dla polityki oświatowej.

Szkoła jest bowiem obszarem idealnym do wytwarzania politycznej presji. Niemal każdy obywatel był uczniem, większość rodzin ma dzieci lub wnuki w systemie edukacyjnym, nauczyciele stanowią ogromną grupę zawodową, a problemy szkoły łatwo wywołują emocje. Prace domowe, telefony komórkowe, religia, prawa ucznia, zdrowie psychiczne, egzaminy, lektury, cyfryzacja, podstawa programowa — każdy z tych tematów może w ciągu kilku dni stać się problemem ogólnopolskim.

Minister zostaje więc postawiony przed oczekiwaniem: proszę coś zrobić, ale to nie znaczy, że ma rozwiązać problem.

McConnell wskazuje cały zespół warunków sprzyjających politykom placebo: duże zainteresowanie publiczne, złożoność problemu, presję czasu, oczekiwanie działania ze strony interesariuszy, ograniczone możliwości decydenta oraz jego własny interes w podejmowaniu interwencji. Co ciekawe, presja czasu nie zawsze pochodzi z zewnątrz — politycy mogą ją sami wytwarzać.

W polskiej polityce oświatowej trudno nie rozpoznać tej konfiguracji.

Problemy edukacyjne należą przecież do najbardziej złożonych problemów społecznych. Nie da się poprawić jakości kształcenia jednym rozporządzeniem. Nie da się podnieść dobrostanu uczniów zakazem jednego rodzaju aktywności.

Nie da się ochronić praw ucznia samym powołaniem kolejnej instytucji. Nie da się odbudować prestiżu zawodu nauczyciela zmianą jednego przepisu. Nie da się zmienić kultury szkoły przez administracyjne zadekretowanie nowej wartości.

Można jednak ogłosić, że się to robi, dzięki czemu pojawia się właściwy „efekt placebo”. 


Komentarze

Najczęściej czytane

Akademicki savoir-vivre

Odeszła PEDAGOG SERCA, SAMARYTANKA MIŁOŚCI - MARIA ŁOPATKOWA

Absolwent pedagogiki nie ma kwalifikacji pedagogicznych, czyli polski paragraf 22