Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konferencje polityka Codzienność wychowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konferencje polityka Codzienność wychowanie. Pokaż wszystkie posty
22 września 2019
Współpraca polskich i ukraińskich pedagogów
Ostatni dzień X Ogólnopolskiego Zjazdu Pedagogicznego w warszawie zamykała sesja o współpracy polskich i ukraińskich pedagogów, którą poprowadził prof. APS Franciszek Szlosek, przewodniczący Towarzystwa Naukowego Polska-Ukraina, dyrektor Instytutu Pedagogiki Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie.
Mimo dużego zmęczenia po czterech dniach intensywnych obrad warto było wziąć udział w sympozjum, w czasie którego była możliwość historyczno-społecznego poznania działań polskich i ukraińskich naukowców na rzecz wzajemnej współpracy, redukcji stereotypów, uprzedzeń,a przede wszystkim wzajemnej wymiany naukowej. Uniwersytety na tzw. "Ścianie Wschodniej" naszego kraju, jak Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Katolicki Uniwersytet Lubelski im. Jana Pawła II, Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach oraz Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie prowadzą od kilkudziesięciu stałą współpracę z partnerskimi uniwersytetami na Ukrainie.
To jednak, czemu było poświęcone piątkowe sympozjum, dotyczyło inicjatyw pedagogów Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, których początki sięgają 1991 r. Wówczas doszło do podpisania porozumienia o współpracy naukowej i oświatowej Polski i Ukrainy przez ministra edukacji narodowej prof. Henryka Samsonowicza i ministra oświaty i nauki Ukrainy - prof. Iwana A. Zjaziuna. O współpracy pisałem już w blogu wielokrotnie, koncentrując uwagę na bieżących wydarzeniach i formach naukowej wymiany w ramach Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, w tym m.in.:
- Pedagogiczna współpraca między naukowcami Polski i Ukrainy
- O edukacji dla przyszłości;
- V Forum Naukowe "POLSKA - UKRAINA" o interdyscyplinarności nauk pedagogicznych;
- O edukacji dla przyszłości;
- Polsko-Ukraińskie VII Forum o edukacji ustawicznej i przyszłości pedagogiki;
- Tytuł Profesora Honorowego dla pedagoga;
- Złe wieści z Ukrainy.
Polskie czasopiśmiennictwo także odnotowuje sprawozdania z powyższej współpracy. Można zatem śmiało powiedzieć, że zbliżenie między obu narodami jest od początku transformacji naszych państw umacniane także za sprawą naukowców, pedagogów i nauczycieli.
Prof. APS Franciszek Szlosek nawiązał we wprowadzeniu do zjazdowego sympozjum do KALENDARIUM najważniejszych form współpracy pedagogicznej, które zawiera m.in.:
1994 - obrona pracy habilitacyjnej dr Krystyny Chałas na Uniwersytecie Tarasa Szewczenki w Kijowie;
1998 - udział delegacji ukraińskich pedagogów we wspólnie organizowanej konferencji z cyklu "Drogi i bezdroża kształcenia nauczycieli";
- 1999 - Wydanie pierwszego rocznika polsko-ukraińskiego "Kształcenie Zawodowe. Pedagogika i psychologia", red. T. Lewowicki, J. Wilsz, I. Zjaziun, N. Nyczkało; To także powstanie w Kijowie grupy inicjatywnej na rzecz powołania Towarzystwa Naukowego Ukraina-Polska; członkami Akademii Nauk Pedagogicznych Ukrainy zostają profesorowie: Stefan Kwiatkowski, Franciszek Szlosek i Tadeusz Lewowicki.
- 2004 - rejestracja Towarzystwa Naukowego Polska-Ukraina.
- 2005 IO Forum Naukowe z udziałem ambasadora Ukrainy w Warszawie, w trakcie którego delegacja ukraińska przekazała ponad 1000 pozycji literatury naukowej;
- 2005 Wydanie przekładu monografii prof. I. Zjaziuna p.t. "Mistrzostwo pedagogiczne"
- 2006 Podpisanie umowy o współpracy pomiędzy Komitetem Nauk Pedagogicznych PAN a Akademią Nauk Pedagogicznych Ukrainy;
- 2007 - II Forum Naukowe Polska-Ukraina w Kijowie; delegacja polskich uczonych przekazała tamtejszej Akademii także ok.1000 rozpraw naukowych z pedagogiki i psychologii; Doktorat honorowy otrzymali profesorowie: Tadeusz Nowacki i Zygmunt Wiatrowski;
- 2009 - III Forum Naukowe "Polska-Ukraina" w Warszawie;
- 2011 - IV Forum Naukowe "Polska-Ukraina" na Uniwersytecie im. B. Chmielnickiego w Czerkasach; wydanie przekładu na język polski rozprawy prof. Wasyla Kremienia - prezydenta Narodowej Akademii Nauk Pedagogicznych Ukrainy p.t. Filozofia antropocentryzmu w edukacyjnej przestrzeni";
- 2013 - V Forum Naukowe "Polska-Ukraina" na Uniwersytecie Pedagogicznym im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie;
- 2014 - Prezydent III RP odznacza Sekretarz Narodowej Akademii Nauk Pedagogicznych Ukrainy - prof. Nellę G. Nyczkało Krzyżem Kawalerskim Za Zasługi dla Rzeczpospolitej;
- 2015 - VI Forum Naukowe "Polska-Ukraina" na Uniwersytecie Pedagogicznym im. Dragomanowa w Kijowie;
- 2016 - wydanie pierwszego numeru rocznika polsko-ukraińskiego "Edukacja Zawodowa i Ustawiczna" (red. naczelny Adam Solak, z-ca N.G. Nyczkało);
- 2017 - VII Forum Naukowe "Polska-Ukraina" na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy;
- 2019 - w październiku odbędzie się VIII Forum Naukowe "Polska-Ukraina" na Uniwersytecie Pedagogicznym w Pieryjasławie Chmielnickim na Ukrainie.
W czasie piątkowego sympozjum projektowano kolejne formy współpracy naukowo-badawczej. Zwrócono uwagę na to, że konieczne jest odejście od publikowania na łamach polskich czasopism artykułów ukraińskich uczonych w ich języku narodowym na rzecz poszerzania obecności wyników ich badan i studiów teoretycznych w języku angielskim oraz w przekładach na język polski. Zdaniem rektora APS - prof. Stefana M. Kwiatkowskiego dojrzeliśmy do tego, by zaprojektować i zrealizować wspólne badania komparatystyczne i opublikować raport z uzyskanych wyników. Warto też poszerzyć wymianę młodzieży akademickiej oraz zatrudniać profesorów Ukrainy na stanowiskach profesorów wizytujących, żeby można było bliżej poznać swoistość pedagogiki tego kraju. Będziemy też jako KNP PAN włączać do udziału w Letnich Szkołach Pedagogów doktorantów z Ukrainy.
19 grudnia 2018
Odlotowe posiedzenie Zespołu Edukacji dla Bezpieczeństwa przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN
Lotnicza Akademia Wojskowa (LAW; Szkoła Orląt) z siedzibą w Dęblinie stała się miejscem obrad Zespołu Edukacji dla Bezpieczeństwa przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN, którym kieruje prof. dr hab Ryszard Bera. Wspólnie z dr.hab. Januszem Ślusarskim poprzedzili wielogodzinne obrady zwiedzaniem obiektu muzealnego oraz laboratoriów wojskowej uczelni. Na Wydziale Lotnictwa kształci się na kierunku "lotnictwo" i "kosmonautyka" oraz "nawigacja".
Warto pojechać do Dęblina, by zobaczyć, jak na światowym poziomie kształci się w Polsce lotników przede wszystkim dla sił powietrznych, ale i dla lotnictwa cywilnego. Jeśli chcemy mieć świetną lekcję patriotyzmu oraz innowacyjności w technologii lotniczej oraz związanej z wyposażeniem samolotów i ubiorem pilotów, to warto odwiedzić Muzeum Sił Powietrznych w tym mieście. Zgromadzono w nim samoloty, obiekty wyposażenia samolotów, weksylia, odznaczenia i dokumenty, wśród których najstarsze są z przełomu XIX i XX wieku.
Wystawa obejmuje także wszystkie modele samolotów sił powietrznych, ilustruje i dokumentuje rozwój i tradycje polskich sił zbrojnych, które zgromadzono dzięki darom rodzin najwybitniejszych w dziejach lotnictwa żołnierzy. Pięknie został uwydatniony sztandar z 1940 r., który został uszyty i wyhaftowany w Wilnie, a został uratowany w czasie II wojny św. przez Japończyków. Niestety, nie mógł trafić do polskich lotników ze względu na to, że część z nich została zamordowana w Katyniu, część przedostała się do Francji i Anglii walcząc tam w stworzonych dywizjonach. Pocztą dyplomatyczną udało się jednak przetransportować go do Szwecji, skąd wrócił do kraju dopiero w 1992 r.
Jest też ekspozycja plenerowa, bowiem na muzealnym placu zgromadzono samoloty od najstarszych do najnowszych z zasobów lotnictwa polskiego. Nie zabrakło tu Orlika i Iskry. Z czasów bitwy o Anglię pozyskano muzealia, dzięki którym możliwa była rekonstrukcja domku pilotów oczekujących na kolejny lot bojowy. Pięknie oddany został nastrój tego pomieszczenia.
W dęblińskim Muzeum Lotnictwa jest wszystko, w co musi być wyposażony samolot wojskowy, aby mógł odbyć lot zadaniowy. Można zobaczyć silniki odrzutowe, ale i tzw. czarną skrzynkę, gdyż w rzeczy samej jest pomalowana na czerwono. Zobaczymy na tyłach tej placówki nie tylko samoloty wojskowe, ale także radary, cysternę, dystrybutor paliwowy i dystrybutor tlenu na samochodzie ciężarowym, lotniskowe urządzenie zasilające itp.
Niezwykłą atrakcją był dla nas symulator skoków spadochronowych oraz katapulty dla pilota. Niektórzy członkowie Zespołu Edukacji Dla Bezpieczeństwa przy KNP PAN spróbowali doświadczyć na własnej skórze jak się katapultować oraz jak skakać na spadochronie.
Dobrze, że nie jestem pilotem, bo startując na symulatorze samolotem odrzutowym rozbiłbym go zanim oderwałby się od ziemi. Gdybym miał 19 lat i spełniał uczelniane wymogi, to niechybnie ubiegałbym się o przyjęcie do Szkoły Orląt Polskich.
Jak ktoś lubi walczyć, to mógł w strzelnicy laserowej sprawdzić własną celność i refleks, gdyż symulowany komputerowo wróg nacierał z realną dynamiką. Inna rzecz, że symulacja wyraźnie wskazywała na to, skąd nadchodzi ów nieprzyjaciel, by nas zniszczyć.
W roku obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości możemy poznać także dzieje lotnictwa wojskowego z jego największymi sukcesami, ale i dramatami. Poruszający jest Pomnik Bohaterskim Lotnikom Dęblińskiej Szkoły, który powstał w okresie PRL, a jego symbolika zawiera w sobie samolot w kształcie krzyża.
Zespół chce spotkać się raz jeszcze w murach wojskowej Akademii. Nie ulega wątpliwości, że sprawi to wszystkim wiele radości, uwolni nas od wielu mitów i fałszywych wyobrażeń na temat lotnictwa polskiego oraz pozwoli zrozumieć specyfikę kształcenia profesjonalistów najwyższej klasy.
02 grudnia 2017
Pedagogika dialogu w podzielonym społeczeństwie
Już po raz ósmy spotkali się w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie pedagodzy z całego kraju, którym bliska badawczo, teoretycznie czy także życiowo jest pedagogika dialogu. Jednodniowe obrady zakończyły się w dniu wczorajszym po bardzo intensywnie debatujących na plenum i w sekcjach naukowcach o różnym stopniu zainteresowań i dokonań naukowo-badawczych.
To, co nas łączy, bo udało mi się dojechać po wykładach na dwie godziny prezentacji różnych podejść do dialogu, można określić mianem autentycznej troski o relacje międzyludzkie, które może cechować otwartość, szczerość, bezpośredniość, akceptacja i szacunek dla drugiej osoby, partnera/-ki z prawem do tolerancji i krytyczności wobec siebie i świata.
Może właśnie dlatego autorzy siódmego z kolei, pokonferencyjnego tomu - jak pisze Dorota Jankowska - (..) akcentują tym razem nieco rzadziej eksponowane cechy dialogowej komunikacji - dialog wymaga krytyczności, która skłania do rozumnego i refleksyjnego odnoszenia się do świata i ludzi oraz dociekania źródeł koegzystujących, częstokroć sprzecznych, wartości i stanowisk, a w raz z tym pobudza do zaangażowanych czynów - odważnego reagowania wszędzie tam, gdzie w społecznym współbyciu zostaje dostrzeżone niebezpieczeństwo, niesprawiedliwość, blokująca rozwój bariera. (s.9)
Istotnie, naukowcy reprezentujący dziedzinę nauk społecznych coraz lepiej dostrzegają i komunikują to społeczeństwu, jak bardzo stajemy się rozbitą wspólnotą, pokaleczoną, odartą z nadziei, wielu marzeń, oszukaną, zmanipulowaną przez polityków, dla których dialog jest przeszkodą w perfidnie prowadzonej inżynierii społecznej, i to bez względu na to, czy czynią to pod szyldem partii politycznej od lewa do prawa. Swój ekumeniczny, a więc i dialogiczny charakter oddały na rzecz polilogu podzieleni hierarchowie Kościołów.
Pedagogika dialogu powraca do przestrzeni potencjalności, jeszcze jednej z romantycznych, normatywnych podejść do wychowania, kształcenia, terapii, katechizacji czy opieki, by we własnej niszy przetrzymać czas naporu władztwa, nadzoru, kontroli, zastraszania, lekceważenia obywateli i ich odczuć. Dewaluacja instytucji, niszczenie autorytetów, pogarda dla odmienności, w tym ludzkiej niepełnosprawności i cierpień przesuwają się do centrum, by mocą propagandy pogłębiać stan dehumanizacji i wyjałowienia wartości humanum.
Politycy już nie czytają, a obawiamy się, czy wielu z nich w ogóle jest gwarantem kultury duchowej, skoro instynkt walki uruchamiają dla potrzeb i interesów wąsko rozumianych środowisk. Postdemokracja staje się zaprzeczeniem doskonałości, perfekcjonizmu, nieskazitelności, szlachetności, egzystencjalnego autentyzmu. Z coraz większym natężeniem posługuje się manipulacją, postprawdą via negativa. Jak pięknie pisze o tym in abstracto jeden z autorów tego tomu - Jarosław Gara:
"Mistyfikacja czynu jako maskowanie i retuszowanie pustki polega na próbie zakrycia tego, co wyraża się w nieuobecnianiu się podmiotu czynu w samym czynie. I w ten sposób mówimy o aktach dementowania i zaprzeczania tego, co jest dane w doświadczeniu innych jako rzeczywiste. Przede wszystkim chodzi tu więc o próby zasłaniania, związane z wysiłkami, by inni w swej percepcji mieli dostęp tylko do tego, co nie stanowi zagrożenia dla zdemaskowania czynów pustych. (s. 51)
Debatujący w sekcjach podejmowali kwestie wychowania, spotkania w dialogu jako szansy na rozwinięcie pożądanych kompetencji dzieci i młodzieży z punktu widzenia trudów codziennego życia. Niektórzy nie dostrzegają w behawioralnym podejściu do dziecka pozorowania dialogu. Pociąg dialogu jedzie z daleka, ale już na nikogo nie czeka... .
02 października 2017
Egzamin z kompetencji, czyli jak sprawdzałem studenckie 07P1A_U02 oraz 07P1A_K01
Ciekaw jestem, jak moje koleżanki i koledzy sprawdzają kompetencje swoich studentów po kilku wykładach na studiach niestacjonarnych z przedmiotu, który ma w tytule i historii nauki - "Teoria..."? Nie pytałbym o to w blogu, gdybym chciał poznać czyjeś doświadczenia w zakresie sprawdzania studenckiej wiedzy, bo to jest najbardziej banalny strukturalnie komponent systemu oceniania w ramach biurokratycznego "krakania", czyli KRK. Wystarczy studiującą młodzież zapytać, przepytać, zaproponować masom ( ponad 300 studentów na roku) test pisemny sprawdzający znajomość problematyki. Tak egzaminowani, jak i egzaminator muszą być wówczas świadomi tego, co jest w świecie współczesnej czy historycznej wiedzy kanonem, minimum, które należy zakuć, zapisać i... (nie-)zapomnieć.
Bolończycy, czyli ekonomiczni beneficjenci biurokratycznej i rzekomo mającej na celu poprawę jakości (wy-)kształcenia zmiany wprowadzili konieczność weryfikowania poza wiedzą umiejętności i kompetencji naszych studentów w ramach każdego przedmiotu, bez względu na to, w jakiej są prowadzone formie, jakimi metodami, technikami itd. Nie wdaję się teraz w dyskusję na temat tej pseudonaukowej kategoryzacji, bo w naszym kraju wszystko można wcisnąć dzięki parlamentarnej większości. Skoro mam obowiązek weryfikowania umiejętności studentów, to z tym nie dyskutuję, tylko sprawdzam opanowanie przez nich 07P1A_U02 oraz 07P1A_K01.
W sylabusie ten tajemniczy symbol oznacza, że student: "(...) potrafi wykorzystywać podstawową wiedzę teoretyczną z zakresu pedagogiki oraz powiązanych z nią dyscyplin w celu analizowania i interpretowania sytuacji edukacyjnych, wychowawczych, opiekuńczych, kulturalnych i pomocowych a także motywów i wzorów ludzkich zachowań".
Zapowiedziałem studentom egzamin pisemny, audytoryjny, a więc dla wszystkich w tym samym miejscu i o tej samej godzinie, w auli. Zdumiała ich moja zapowiedź, że mogą na ten egzamin przyjść ze 'ściągami". Niech mają ich tyle, ile dusza zapragnie. Mogą mieć przy sobie książki, artykuły itd. Chyba jednak mi nie uwierzyli, bo przecież wszyscy ich wykładowcy nie tylko zabraniają ściągania czy korzystania z zewnętrznych źródeł wiedzy, ale nawet tego pilnują. A ja źle się czuję w roli więziennego klawisza.
Wiedzę miał sprawdzić adiunkt prowadzący ćwiczenia. Większości studentom je zaliczył wystawiając dość dobre oceny. Powinni zatem poradzić sobie z egzaminem, który miał jedynie sprawdzić ich 07P1A_U02. Wystawiona piszącym prace ocena niedostateczna czy też co najmniej dostateczna, ale niezadowalająca ich aspiracje, powinna być zarazem weryfikacją wskaźnika: 07P1A_K01.
Ten ostatni wskaźnik oznacza, że student: (...) ma świadomość poziomu swojej wiedzy i umiejętności dotyczących działalności wychowawczej, rozumie potrzebę ciągłego dokształcania się zawodowego i rozwoju osobistego, dokonuje samooceny własnych kompetencji i doskonali umiejętności, wyznacza kierunki własnego rozwoju i kształcenia.
Po wejściu do auli spostrzegłem, że wszyscy studenci mają tę samą chorobę - syndrom "pierwszych rzędów". Usiedli na samym końcu dość długiej sali wykładowej, ściśnięci jak śledzie w beczce, jeden obok drugiego, byle tylko można było liczyć na dodatkowe wsparcie. Tego jednak nie mogłem zrozumieć, bo i po co im ta ciasnota, skoro mieli prawo do korzystania z dowolnych źródeł wiedzy. Byle tylko mieli je ze sobą. Jak się okazało, nie mieli ich wcale lub nieliczni przynieśli ze sobą niewiele. Jak tu się zatem dzielić z innymi, skoro do "wykarmienia dusz" jest zbyt wiele, a "duchowej karmy jest za mało"?
Zaproponowałem studentom trzy tematy, spośród których mogli wybrać jeden i napisać na podstawie dostępnej sobie wiedzy naukowy esej. Czas na napisanie eseju - 60 min. Struktura:
- Teza (Jest/nie jest prawdą, że…;)
- Osadzenie tezy w wybranej teorii ...;
- Przedstawienie własnego stanowiska (krytycznego lub afirmatywnego).
Uzasadnij na podstawie wybranej teorii wychowania tezę, że ... .
Prace były sprawdzane dwustopniowo. Najpierw analiza dotyczyła poprawności treści (adekwatnej do teorii, a nie wiedzy z innych dyscyplin), źródeł wiedzy i jej zgodności z tematem. W drugim czytaniu weryfikowałem samodzielność pracy (czy nie powtarzają się tezy z prac innych osób, zapewne sąsiadujących) oraz czy student odwoływał się w swojej analizie do wykładów z przedmiotu.
Dopiero te dwa poziomy analizy skutkowały wystawieniem ostatecznej oceny. Posypały się dwóje i tróje. Niewiele było piątek i czwórek. Powody obniżenia oceny czy niezaliczenia pracy były następujące:
- plagiaryzm: przy ewidentnym powtarzaniu tych samych treści przez dwie osoby, ocena była dzielona przez 2, czyli kończyła się niedostateczną, niezależnie od częściowo pozytywnej narracji. Niesamodzielność jest naganna.
- brak odniesień do treści i analizy krytycznej wykładów oraz literatury naukowej;
- błędne podawanie nazwisk pedagogów;
- nieadekwatne wiązanie teorii z myślą, ideami;
- potoczna narracja;
- powierzchowność i „wodolejstwo”, praca nie na temat;
- przywoływanie treści z innych dyscyplin zamiast z teorii wychowania (np. z dydaktyki, pedagogiki szkolnej czy psychologii społecznej).
- brak odwołań do źródeł, definicji np. sprawstwa , szacunku czy granic;
- błędy ortograficzne i nieumiejętność logicznego konstruowania myśli, jej uzasadniania czy formułowania sądów krytycznych.
Mam nadzieję, że jak przyjedzie kiedyś Polska Komisja Akredytacyjna, to doceni ten zamysł egzaminowania 07P1A_U02 oraz 07P1A_K01.
18 maja 2017
Co ma kura do przemocy kilku gimnazjalistów?
Media wykorzystają każdy incydent, by na nim zarobić, bo wielokrotne powracanie do tego samego, ale przecież pojedynczego zdarzenia służy tylko i wyłącznie temu, by zwiększyć zyski ze sprzedaży wiadomości. Jak pisał Janusz Korczak – zło sprzedaje się znacznie lepiej niż dobro, dlatego o tym ostatnim pisze się mniej, mimo że jest go w przestrzeni naszego codziennego życia znacznie więcej. Wystarczył incydent w Gdańsku, żeby w mediach zdominowano nim narrację o rzekomo złym stanie kształcenia i wychowania w gimnazjach.
Natychmiast podchwyciły to prawicowe trolle, które przekonują siebie w tym, że wdrażana od września reforma ustrojowa szkolnictwa jest w pełni zasadna. Grzmią z poczuciem dumy: No proszę, zobaczcie, czym skutkuje edukacja w dotychczasowych gimnazjach! Trzeba je natychmiast zlikwidować. To dzięki reformie-2017 nareszcie żadne polskie dziecko uczące się w polskiej szkole nigdy więcej nie podniesie ręki na rówieśnika. Absolutnie, mowy nie ma, żeby którykolwiek nastolatek ośmielił się w przyszłości być tak agresywnym, jak młodzież z gimnazjum w Gdańsku.
Nawet dziwię się, że jeszcze nie pojawiła się w tej szkole pani minister i nie ogłosiła natychmiastowej woli wprowadzenia programu naprawczego w całym kraju. Wprawdzie wypowiadała się pani kurator, ale jakoś nie przypominam sobie, żeby po dwóch latach sprawowania władzy w tym województwie reprezentowany przez nią nadzór pedagogiczny miał sobie cokolwiek do zarzucenia. A gdzie ona była, kiedy dochodziło do tak perfidnych aktów agresji rówieśniczej? Demagogia? Oczywiście.
To może jeszcze ktoś z obozu władzy sprawdzi, czy aby ta wulgarna w komunikacji matka jednej z opresorek nie brała udziału w ostatnim proteście szkolnym przeciwko reformie, albo w manifestacji KOD-u z jej podejrzanym moralnie liderem? Jak już to już. A może rodzice tych chuliganów należeli w PRL do PZPR? Nie daj Boże, jeśli któryś jest lokalnym działaczem PIS lub Polski Razem, albo był w tamtym czasie TW. Wtedy wszystko będzie jasne. Kim są rodzice tych gimnazjalistów? Jakie obowiązują w ich domach normy? Przestępcy też mają swoje normy.
Czy oburzeni tą sytuacją dziennikarze wiedzą, co to jest dezindywiduacja? Jakie są powody zachowań świadków w sytuacji przemocy, gwałtu? Co dzieje się w naszym państwie, jak łamie się prawo na prawo i lewo, jak zastrasza się świadków zdarzeń czy aktorów różnego rodzaju protestów niekorzystnych dla obozu władzy?
Nie pomstujcie na gimnazja i na gimnazjalistów tylko dlatego, że ktoś, kto jest uczniem takiej a nie innej szkoły dopuścił się czynu przestępczego! Nie ma to znaczenia, że zdarzyło się to poza murami szkoły, chociaż w jej pobliżu. Już wyobrażam sobie, jakie gromy spadłyby na nauczycieli, gdyby tę uczennicę pobito tak brutalnie w podziemiach szkolnych korytarzy, na terenie szkoły.
Nie wolno wyciągać wniosków z dużym kwantyfikatorem na podstawie jednego zdarzenia i kilku jego sprawców. Czy teraz dziennikarze będą wyszukiwać podobnych zdarzeń w innych środowiskach? Oczywiście. Już znalazł się jeden taki w "Dzienniku Łódzkim" (17.05.2017), który pomstuje na gimnazja. Właśnie opublikował tekst pt. „Dwie biły, inne patrzyły”, a rzecz dotyczy pobicia jednej z dziewcząt przez gimnazjalistki na jednym z osiedli, między blokami. To też jest powód, by zlikwidować gimnazja?
Dla dodania wiarygodności przesłania własnego tekstu redaktor przywołuje wyrwany z kontekstu fragment Raportu z badań PISA, którego autorzy – pracownicy IBE piszą równie publicystycznym, pseudonaukowym językiem: „21,1 proc. uczniów gimnazjów wskazało, że w ciągu ostatniego miesiąca było dręczonych – w psychiczny czy fizyczny sposób. Mogło tu chodzić o bicie, popychanie, zabieranie przedmiotów czy przedrzeźnianie - również w internecie” – informuje IBE. (podkreśl. BŚ)
Mogło to być czy było? Właśnie trafiam w sieci na artykuł: „Bił, pił, rozbijał, zdradzał, oszukiwał i zatajał? Poseł PIS ozdoba klubu PIS” , a jeszcze wcześniej, skoro mamy bazować w ocenach na incydentach, radny PIS, o którego opresji wobec żony dowiedziała się cała Polska. Tłumaczył się, że bił ją z miłości. To tak, jak niektórzy rodzice biją dzieci rzekomo „dla ich dobra”. Czy to oznacza, że należy rozwiązać Partię Prawo i Sprawiedliwość? W końcu w jej szeregach są ludzie dorośli, a nie gimnazjaliści, więc chyba tym bardziej byłoby zasadne podjęcie jakiejś restrykcyjnej akcji?
No cóż, można te demagogiczne „bójki polityczne” podsumować pytaniem: Czy jak kura zniesie jaja w chlewie, to muszą z nich wylęgnąć się świnie?
16 lutego 2017
MEN promuje absolwentów szkół zawodowych z kadencji Romana Giertycha
W Ministerstwie Edukacji Narodowej mamy "dobrą zmianę". Właśnie ruszyła ogólnopolska kampania informacyjna pod hasłem: "Pokolenie Dobrej szkoły".
Komunikat traktuję jako uzasadnienie do wydania pieniędzy publicznych na coś, co nie ma nic wspólnego z polityką oświatową pod kierunkiem Anny Zalewskiej, skoro jeszcze nie ma szkół branżowych. Brzmi on bowiem następująco:
Dziś o godz. 13.00 zostały wyemitowane spoty dotyczące reformy edukacji, które oficjalnie zainaugurowały kampanię informacyjną przygotowaną przez Ministerstwo Edukacji Narodowej na temat zmian w systemie oświaty.
– Dzięki branżowej szkole, jestem dziś stylistą wnętrz aut luksusowych. Dzięki podstawom programowania w szkole, jestem dziś właścicielem międzynarodowej firmy informatycznej, która tworzy rozwiązania dla całego świata i zmienia go na lepsze – słyszymy w spocie informacyjnym przygotowanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej.
Konwencja spotów przenosi uczniów do roku 2040, w którym już jako dorośli ludzie opowiadają o swoich sukcesach życiowych za sprawą zmian dokonanych w systemie edukacji.
Zastanawiam się, kto da się nabrać na dobrą zmianę w sytuacji, gdy o niej mówi się, zanim ona w ogóle nastąpiła? Nadal mamy zasadnicze szkoły zawodowe i technika, zaś poprzedzenie wypowiedzi młodych - dorosłych adnotacją, że są z rocznika uczniowskiego 2006 czy 2007 jest przeciwskuteczny.
Czy ktoś uwierzy, że w okresie, kiedy ministrem edukacji był naonaczas kontestowany przez młodzież, a dzisiaj przez PIS - minister edukacji Roman Giertych, były szkoły branżowe? Czy pani minister Anna Zalewska planuje kierowanie resortem do 2040 r.?
Kim są aktorzy w tych spotach? Czy są to przedsiębiorcy, innowatorzy, którzy uzyskali wyksztalcenie w okresie niedoszłej do sfinalizowania IV RP czy aktorami? Mnie ta kampania nie przekonała. Na szczęście nie jest adresowana do mojego pokolenia. Może to młodsze da się nabrać...
07 grudnia 2016
Królewskie święto pedagogiki na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy
Jak w każdym poprawnie przeprowadzonym badaniu naukowym zacznę od charakterystyki terenu obserwacji uczestniczącej z uroczystości z dnia 5 grudnia br., której relacja została zarejestrowana i udostępniona powyżej. Nie miałem czasu na jej przywołanie w blogu, gdyż w kilka godzin po powrocie z Bydgoszczy do Łodzi wyjeżdżałem do Warszawy na ostatnie posiedzenie Sekcji I Nauk Humanistycznej i Społecznej Centralnej Komisji, której przewodniczyłem przez 4 lata.
Jak informują o Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy jego władze:
Uniwersytet Kazimierza Wielkiego jest jednym z młodszych szerokoprofilowych uniwersytetów w kraju, w tym charakterze zaczął działalność 1. września 2005 roku, ale stoi za nim czterdziestoletnia tradycja bydgoskich uczelni. Pierwsze indeksy otrzymało 300. żaków. Kadrę naukową stanowiło 24. samodzielnych pracowników i 36. doktorów. W okresie pierwszych pięciu lat uczelnię ukończyło ok. 2. tys. osób.
Najszybszy rozwój rozpoczął się po przełomie roku 1989, kiedy to znacznie wzrosła liczba studentów oraz potencjał kadry naukowej. W 2000 roku nasza uczelnia zyskała miano Akademii Bydgoskiej im. Kazimierza Wielkiego. Po pięciu latach - 21 kwietnia 2005 - Sejm RP uchwalił Ustawę o utworzeniu Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Uroczyste podpisanie ustawy przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego nastąpiło 13 maja 2005 roku.
Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy jest dynamicznie rozwijającą się uczelnią, największą w mieście i drugą w regionie kujawsko-pomorskim, zarówno pod względem liczby profesorów, liczby oferowanych kierunków studiów i form kształcenia, jak również pod względem liczby studentów i absolwentów.
Moja współpraca z kadrą nauk pedagogicznych i psychologicznych trwa od połowy lat 80. XX w. z ówczesną kadrą WSP prowadzącą zajęcia z "Metodyki wychowania w ZHP" (tu szczególnie wspominam dr Urszulę Sobkowiak) oraz z zakresu teorii wychowania, które prowadził prof. Heliodor Muszyński, a następnie z początku lat 90. XX w. w zakresie już pedagogiki ogólnej i teorii wychowania (T. Hejnicka-Bezwińska, U. Ostrowska, R. Leppert, E. Kubiak-Szymborska, D. Zając), z pedagogiki społecznej i akademickiej (R. Gerlach, K. Marzec-Holka, M. Deptuła, M. Cichosz, R. Cierzniewska, P. Kostyło, K. Marszałek, P. Grzybowski), pedagogiki wczesnoszkolnej (E. Filipiak)i in.
Najpierw spotykaliśmy się na Wydziale Humanistycznym UMK w Toruniu, gdzie przełomowe dla polskiej transformacji w naukach pedagogicznych seminarium naukowe prowadził prof. Zbigniew Kwieciński (także doktor honoris causa UKW w Bydgoszczy, ale i Uniwersytetu Opolskiego, Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu i Uniwersytetu Śląskiego) wraz z prof. Lechem Witkowskim pod wspólnym tematem "NIEOBECNE DYSKURSY".
Z każdym rokiem uczestniczyłem we wspólnych konferencjach naukowych, szczególnie poświęconych współczesnej myśli pedagogicznej, pedagogice (wczesno-)szkolnej oraz akademickiej. Dopiero w poniedziałek wywołane zostały wspomnienia z wielu lat wspólnych debat, konferencji, spotkań, seminariów czy moich recenzji wydawniczych rozpraw uczonych z UKW w Bydgoszczy, doktorskich, habilitacyjnych czy o nadanie tytułu naukowego profesora.
Nie sposób nie wspomnieć o znakomitej współpracy z profesorem psychologii Romanem Ossowskim w Radzie Głównej Szkolnictwa Wyższego, pod którego przewodnictwem i przy wsparciu prof. Jana Pańczyka pracowałem z dziekanami wydziałów pedagogicznych nad pierwszą wersją standardów kształcenia dla kierunku "pedagogika" i "pedagogika specjalna" czy o prof. Teresie Hejnickiej-Bezwińskiej - autorce nie tylko własnych podręczników i monografii z pedagogiki ogólnej, ale także rozdziałów w wydanym w PWN wspólnie z prof. Z. Kwiecińskim podręcznikiem akademickim "Pedagogika".
Trudno w tym miejscu wymienić wszystkie wydarzenia, w których uczestniczyłem na Wydziale Pedagogiki i Psychologii UKW w Bydgoszczy, ale można je odnaleźć w wyszukiwarce blogu, bo o wielu pisałem na bieżąco, a część myśli z dzieł bydgoskich pedagogów jest treścią analiz, cytowań czy polemik także w moich rozprawach czy raportach badawczych. Z większością samodzielnych pracowników naukowych bydgoskiej pedagogiki uczestniczyłem w wielu komisjach awansowych czy kształceniu kadr akademickich.
Z tym większym wzruszeniem przeżywałem po królewsku zorganizowaną i przeprowadzoną uroczystość nadania mi najwyższej godności akademickiej tej właśnie Uczelni. Było to nie tyle i nie tylko moje święto, ale przede wszystkim polskiej pedagogiki doby transformacji ustrojowej, w którą zaangażowani byli uczeni z większości ośrodków akademickich w kraju, a w tym dniu reprezentujących bezpośrednio czy za pośrednictwem przesłanych adresów własne jednostki uniwersyteckie.
Tekst mojego wykładu, który był zapewne zaskakującą dla wszystkich (bo nieopublikowaną) glosą do wydanego na tę okoliczność studium na temat makropolityki badań oświatowych, ukaże się w najbliższym numerze "Przeglądu Pedagogicznego", którego redaktorem naczelnym jest prof. Roman Leppert. Mam nadzieję, że moja najmłodsza wnuczka - Sylwia będzie mogła za kilkanaście lat już bez przymrużenia oka zrozumieć, w jakich czasach pedagodzy musieli rozwiązywać trudne problemy społeczno-wychowawcze w warunkach pijarowej a następnie autorytarnej demokracji.
Kieruję do środowiska bydgoskich Uczonych wyrazy mojej wdzięczności, pamięci i szacunku, z którymi współpraca była dla mnie wielkim zaszczytem, a staje się jeszcze większym zobowiązaniem, do:
JM Rektora - prof. Jacka Woźnego(fot. A. Obiała)
Wysokiego Senatu UKW w Bydgoszczy
(fot. A. Obiała)
Rady Wydziału Pedagogiki i Psychologii UKW, która pod kierownictwem prof. Ewy Zwolińskiej złożyła wniosek o nadanie mi tytułu doktora honorowego, w tym szczególnie dziękuję: pani prof. Teresie Hejnickiej-Bezwińskiej – promotor, z którą łączy mnie wiele wspólnych dzieł naukowych i form wspólnej akademicko aktywności w zakresie rozwoju nauk pedagogicznych w naszym kraju. Jestem wzruszony piękną Laudacją; (fot. A. Obiała)
Dziękuję Recenzentom w tym postępowaniu profesorom, wybitnym autorytetom w naukach społecznych odczytujących i interpretujących dla Senatów swoich Uczelni moje dokonania: profesorowi Zbyszko Melosikowi z Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu oraz reprezentowanej tu także przez kolejną Dziekan tego Wydziału - prof. Agnieszce Cybal-Michalskiej i gronu znakomitych uczonych-członków tej Rady; profesorowi Jerzemu Nikitorowiczowi, b. Dziekanowi Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu w Białymstoku, b. Rektorowi tej Uczelni wraz z członkami tej Rady - szczególnie obecnemu Dziekanowi Wydziału Pedagogiki i Psychologii prof. UwB Mirosławowi Sobeckiemu i Wysokiemu Senatowi Uniwersytetu w Bydgoszczy.
(fot. A. Obiała)
Wspominam przy tej okoliczności tych, których nie ma już wśród nas, ale są z nami wartością własnych dzieł i wpisanych w serce dokonań – śp. prof. Edmunda Trempałę, byłego Rektora UKW, superrecenzenta mojej habilitacji w Centralnej Komisji Do Spraw Stopni i Tytułów, bez którego poparcia nie mógłbym dzisiaj stać przed Państwem, by po raz kolejny wartość badań naukowych mogła stać się powodem do tak wielkiego wyróżnienia. Za okazane mi niemalże ćwierć wieku temu zaufanie i pokładanie nadziei w pomnażanie myśli polskiej pedagogiki i jej Mistrzów składam wyrazy serdecznej pamięci i wdzięczności.
Podobnie, jak wyróżnionemu przed laty doktoratem honorowym przez Senat UKW w Bydgoszczy prof. Zbigniewowi Kwiecińskiemu, który mnie osobiście, a mojemu pokoleniu w szczególności stworzył wyjątkowe warunki do pracy naukowo-badawczej, doceniał, ale i słusznie czasami krytykował, byśmy mogli angażować się dla dobra wspólnego polskiej pedagogiki i kształcenie kadr akademickich.
Dziękuję wszystkim przybyłym na tę uroczystość Gościom, Koleżankom i Kolegom z różnych jednostek akademickich, pracownikom naukowym i administracyjnym, w tym szczególnie pani kierownik Biura Rektora UKW w Bydgoszczy Iwonie Staszewskiej-Chyła, która zatroszczyła się o to, co zazwyczaj jest niewidoczne, a tworzy wyjątkowy klimat dla uroczystości.
Dziękuję b. Dziekanowi Wydziału Pedagogiki i Psychologii UMC w Lublinie prof. Ryszarodowi Berze za pierwszą promocję DHC w Lublinie.
Nie byłoby tylu moich osiągnięć, gdyby nie moja Rodzina – przede wszystkim moja Mama, dzięki której mam w sobie dar wartości, niepowtarzalny habitus i kod moralny, kulturowy, który pozwalał mi dążyć do celów szlachetnych i prospołecznych.
Nie byłoby moich zasług bez mojej miłości - Małżonki Agnieszki Śliwerskiej i moich dzieci, z których już obaj synowie mają własne rodziny i obdarzyli mnie wnuczętami: Jacek Śliwerski wraz z Patrycją i wnuczkami – Weroniką i Sylwią oraz Andrzej Śliwerski wraz z żoną Anią i wnuczętami – Sebastianem, Mikołajem i Kingą. Z nimi i dzięki nim kontynuuję pamięć i dzieło nowatorstwa pedagogicznego śp. Wiesławy Śliwerskiej.
Dziękuję moim najmłodszym córkom – Ani i Hani za to, że są wspaniałymi dziewczętami, które najbardziej odczuwają moją nieustanną nieobecność, ale wzajemną miłością wzmacniają zrozumienie i wsparcie. Dziękuję mojej siostrze - Ewie Wypych z dziećmi (Igorem i Dawidem) oraz bratu Wojciechowi za rodzinne wsparcie także tego dnia oraz przybyłym na tę okoliczność przyjaciołom, koleżankom i kolegom, prorektorom, dziekanom, dyrektorom instytutów, zakładów czy katedr pedagogicznych z różnych uniwersytetów, znajomym, a nawet po raz pierwszy spotkanym czytelnikom moich publikacji.
Nie sposób wymienić w tym miejscu wszystkich Gości, ale widać ich obecność na zdjęciach w opublikowanej na uczelnianej stronie galerii.
Uroczystości towarzyszyła oprawa medialna - od konferencji prasowej po wywiady radiowe i udział w programie informacyjnym TVP, a także do=informacje innych mediów czy portalu Miasta Bydgoszcz.
11 czerwca 2016
W Łodzi pedagogika i psychologia na najwyższym poziomie - jedynie w Uniwersytecie Łódzkim
Jeszcze kilka lat temu było prawie dziesięć wyższych szkół kształcących na kierunku pedagogika. Każda chciała formować przyszłych pedagogów. Dzisiaj wiodącą rolę odgrywa jedynie Uniwersytet Łódzki, zaś w sektorze niepublicznym ostały się zaledwie trzy, które edukują na tym kierunku jedynie na poziomie magisterskim: Społeczna Akademia Nauk (8 miejsce w rankingu Perspektyw), Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna (21 miejsce) i Wyższa Szkoła Informatyki i Umiejętności z siedzibą w Łodzi (51-60 miejsce). Nie liczą się już na tym rynku pozostałe wyższe szkoły prywatne tracąc swoją pozycję i wiarygodność albo fatalnym zarządzaniem, albo złą ofertą, albo gorszą kadrą, albo łamaniem prawa, albo wszystkim czy większością z tych patologii razem wziętych.
Jak pisze Urszula Mirowska-Łoskot w DGP "nie wszystkie szkoły wyższe wywiązują się z obowiązku aktualizowania danych w ogólnopolskiej bazie o szkolnictwie wyższym POL-on(...)." (2016 nr 108, s. B11) Wielu kanclerzy czy założycieli wyższych szkół prywatnych ukrywa fakt odejścia profesorów czy doktorów, a zdarza się, że nawet na stronach internetowych widnieją nazwiska osób już nieżyjących czy dawno nie mających nic wspólnego ze szkołą. To jest dopiero poziom "kreatywnego" marketingu.
Najwyższy poziom i status posiada - nie do pokonania - Wydział Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego, gdzie edukowani są nie tylko przyszli i już pracujący pedagodzy, ale także psycholodzy. Zmiany są tu dynamiczne, kolejni młodzi uczeni uzyskują stopnie naukowe doktora, habilitacje, a wkrótce pojawią się też - mam nadzieję - nowi profesorowie tytularni. W minionym miesiącu Wydział otrzymał pozytywną ocenę akredytacji instytucjonalnej Polskiej Komisji Akredytacyjnej, która po 7 miesiącach analiz niezwykle bogatych zasobów źródłowych przesłała stosowny raport.
Od 25 lat można ubiegać się na UŁ nie tylko o wykształcenie na poziomie I i II stopnia, ale także o promocję doktorską. Ba, z końcem maja 2016 r łódzka psychologia uzyskała na tym Wydziale prawo do nadawania stopnia naukowego z PSYCHOLOGII. To zasługa kadr kierowniczych Instytutu Psychologii i intensywnie rozwijającego się zespołu młodych naukowców. Takimi uprawnieniami nie dysponuje żadna łódzka uczelnia niepubliczna, a zapowiadają się tu dalsze zmiany jakościowe.
Zbliża się okres rekrutacji na studia. Najlepsi kandydaci będą w pierwszej kolejności ubiegać się w ośrodkach wielkomiejskich o indeks uniwersytetu, politechniki, akademii czy państwowej szkoły artystycznej. Ci, którzy pomimo niżu demograficznego nie dostaną się do wymarzonej uczelni publicznej, zaczną szukać dla siebie miejsca w wyższych szkołach prywatnych (tzw. "wsp"). Powinni jednak inwestować w swój rozwój i szanse na uzyskanie jak najlepszych warunków startowych na rynku pracy sprawdzając najpierw, co tak naprawdę oferuje im wyższa szkoła prywatna ("wsp").
Jeśli jedynym atutem takich szkół jest brak opłaty rekrutacyjnej czy jakiś gadżet lub dumpingowe czesne, to kandydaci na studia zaczynają się już zastanawiać, czy aby nie otrzymają w zamian wyrobu naukopodobnego. Wielu właścicielom takich "wsp" zależy na tym, by naiwni młodzi ludzie spłacali ich zobowiązania kredytowe, nieudane inwestycje, ułatwiali "pranie brudnych pieniędzy", wspierali pozaakademickie interesy czy czyjeś przerysowane ambicje itp.
O kuszeniu ZEREM przez wyższe szkoły prywatne pisałem 27 lipca 2013 r. Nic się od tego czasu nie zmieniło. Może ZERO jest dzisiaj bardziej wyraziste. Warto zobaczyć, w których szkołach nastąpiła z udziałem pseudoakademickich pasożytów degradacja pedagogiki, by nie sponsorować uciech właściciela z nadzieją na uzyskanie dyplomu. Będzie tanio. To nie ulega wątpliwości. Podobnie jak i oferty pracy po takich "studiach" będą do tego adekwatne.
Rzecz jasna, rankingi tej lub innej organizacji czy redakcji nie są gwarancją czegokolwiek, gdyż powstają na podstawie wypełnionych ankiet przez zainteresowane jak najlepszym wizerunkiem władze uczelni. Papier przyjmie wszystko, natomiast rzeczywistość może skutkować wielkim rozczarowaniem. Dlatego ważną rolę na akademickim rynku odgrywa tzw. "szeptany marketing", czyli przekazywane przez studiujących czy absolwentów opinie o tym, jaka jest prawda czasu i miejsca, procesu i oferty, kadr i administracji.
Skoro można kupić wirtualnych hejterów, to niektórzy kanclerze nie szczędzą grosza na zatrudnianie tak ich - do walki z konkurencją, ukrywaniem własnych niedoborów, jak i afirmatorów ich kiepskiego biznesu - rzekomo wyjątkowego, wybitnego, wspaniałego itp. Coraz trudniej jest oddzielić ziarno od plew w sektorze ofert wyższych szkół prywatnych. Młodzież coraz śmielej wyjeżdża na zagraniczne uczelnie, gdyż uzyskuje potwierdzenie wystarczającej wiedzy i umiejętności oraz wsparcie ze strony rodziców. Członkostwo Polski w UE stwarza od lat znakomitą okazję do studiowania w uczelniach zagranicznych.
14 marca 2016
Co gach, to zamach
W 1980 r. przyszła na świat w kraju Lecha EDUKACJA, zrodzona z matki Polki i homo sovieticusa. Początkowo miała się dobrze, pomimo tego, że niemalże wszystko miała na kartki - pieluchy, szampon Bebiko, ser żółty, kakao, mleko, cukier a nawet wyroby czekoladopodobne. Nic dziwnego, że musiała od czasu do czasu żywić się szczawiem i mirabelkami. Na szczęście jej ojciec, zawodowy listonosz zakochał się w młodej SOLIDARNOŚCI.
EDUKACJA przeżywała jego zdrady, ale nie miała świadomości, że on rozstał się z jej matką-POlką i przy okrągłym stole uzgodnił podział majątku. Przez wiele lat żyła w ułudzie, że wszystko jest w porządku. Dobrze, że chociaż nadano jej numer PSL, dzięki któremu jej posag został właściwie zabezpieczony. Ona jednak tęskniła za swoim prawdziwym ojcem.
Z biegiem lat EDUKACJA przechodziła najróżniejsze kryzysy rozwojowe. MEN jej matki zmieniał się kilkanaście razy, a każdy następny był bardziej agresywny zadając jej cios z lewej czy z prawej strony. Każdy kolejny MEN miał inne wykształcenie - historyk, astronom, prawnik, elektrotechnik, marksistowski socjolog, matematyk, fizyk, filozof i dziennikarz. EDUKACJA już nie wiedziała, jak się zachowywać.
Na co jeden MEN pozwalał, drugi jej tego zabraniał, co kolejny skracał, następny wydłużał, gdy jeden był skąpy, to następny rozrzutny. Każdy miał inne oczekiwania wobec EDUKACJI - kiedy jeden MEN wprowadził religię do szkoły, to następny tego zabraniał, a nawet zachęcał do świeckości. Był też taki genderowiec, który postanowił kształcić ją seksualnie, ale już kolejny MEN potraktował tę sferę jako tabu.
Właściwie prawie każdy MEN-ski ojczym EDUKACJI czynił wszystko, by jej nowy dom miał centralne (u)rządzenie. EDUKACJA żyła jednak nadzieją, że jej naturalny ojciec wróci do matki i znowu będą RAZEM. Niestety, mamie podobała się NOWOCZESNA forma związków partnerskich, niezobowiązujących.
Przez ostatnich 27 lat, wciąż młoda, o niezwykłej urodzie EDUKACJA, wzrastała i żyła w (s)pokoju, w poczuciu zakłócanej zmianami szczęśliwości. Zmianie ulegały przecież treści, struktury i jej własny ustrój. Jej troską było głównie wyrównywanie szans edukacyjnych, o czym miały świadczyć wytwarzane co kilka lat PISA-nki.
PO pewnym czasie złe duchy, diabły i potwory sprawiły, że EDUKACJA zaczęła zapadać na zdrowiu psychofizycznym. Zdaniem s(pis)kowców jej kondycja była coraz gorsza, gdyż stawała się z każdym MEN-em jej matki bardziej agresywna. Nic dziwnego, że zdarzały się jej niewłaściwe zachowania, wkładanie nauczycielowi kosza na głowę, wzorowanie się na teletubisiach czy próby popełnienia samobójstwa.
POdobno znowu jakiś zamachowiec spiskuje przeciwko niej, by dokonać skutecznego zamachu. Ten niebezpieczny osobnik ośmielił się zaatakować EDUKACJĘ wykorzystując swoje wyborcze zwycięstwo! EDUKACJA zaś, jak to kobieta, nie potrafi bronić się przed kolejnym MEN-em, gdyż jest mało asertywna, nieuzbrojona, bezbronna, submisyjna, zaś spiskowiec jest uzbrojony po zęby. Bezwzględnie atakuje EDUKACJĘ, by ta uległa jego nowym (po)żądaniom.
Zbliża się wiosna, a więc pora roku, wraz z którą rodzi się nadzieja na nowe. Może zdarzyć się tak, że matka znowu zakocha się w kimś innym, w jakimś rycerskim MEN-ie, który sprawdził się na polu kilkunastu bitew wojewódzkich. Te ponoć są prowadzone pod sztandarem "Zamach na edukację. Stop!" EDUKACJA przyzwyczaiła się, że co gach, to zamach.
22 stycznia 2013
Pedagogika specjalna ma kolejnego samodzielnego pracownika naukowego
W minionym tygodniu odbyło się kolokwium habilitacyjne na Wydziale Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu pani dr Ditty Baczały. Jak informuje środowisko tej uczelni, wypromowana już doktor habilitowana jest z wykształcenia pedagogiem specjalnym, nauczycielką – wychowawczynią w nowo utworzonej placówce dla dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym, znacznym i głębokim. Oprócz upośledzenia umysłowego jej podopieczni są dotknięci dodatkowo: epilepsją, głuchotą, zaburzeniami mowy, ślepotą, autyzmem, porażeniami i niedowładami kończyn, chorobami psychicznymi.
Przed takimi wyzwaniami stają absolwenci studiów w tej dyscyplinie nauk pedagogicznych: jedni nie zawsze świadomi ogromnej odpowiedzialności za wspomaganie w codziennym życiu osób wielokrotnie dotkniętych nieszczęściem, inni - poszukujący rozwiązań w nauce i doświadczeniu starszych specjalistów. Nie jest to moja dyscyplina naukowa, toteż zawsze z dużym szacunkiem i podziwem odnoszę się do wykształconych w tym zakresie specjalistów, naukowców, którzy chcą nie tylko badać, ale i działać na rzecz osób niepełnosprawnych. W ostatnich latach wyłoniła się w Polsce bardzo liczna i silna już reprezentacja naukowców, doktorantów, doktorów, samodzielnych pracowników naukowych i profesorów, którzy wnoszą wsparcie tak nauce, jak i praktyce. Jak pisze o tym toruńska pedagog:
Do smrodu, śliny, nachalnej stereotypii ruchowej, krzyków można się przyzwyczaić. Nie trzeba lubić fizjologicznych patologii i psychicznych zaburzeń. Po pewnym czasie odbiera się je inaczej. Dzieci są szczere, infantylnie otwarte, chętne do pracy i podejmowania wysiłku. Upośledzenie umysłowe tym różni się od innych niepełnosprawności, że człowiek nim dotknięty nie jest jego w pełni świadomy.
W swojej rozprawie habilitacyjnej pt. „Niepełnosprawność intelektualna a kompetencje społeczne” Ditta Baczała zajęła się czynnikiem warunkującym - jej zdaniem - rozwój społeczny osób z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym i znacznym, jakim są ich kompetencje społeczne. Te zatem uznała nie tylko za determinantę ich rozwoju, ale jednocześnie za jego przejaw i główny czynnik kształtujący autonomiczność tych osób. W swoich badaniach, jak to opisuje, przede wszystkim skoncentrowała się na problematyce samych kompetencji społecznych i niepełnosprawności intelektualnej w nowej, humanistycznej przestrzeni życia badanych osób.
Konceptualizację jej badań i sposób ich przeprowadzenia pozostawiam do oceny specjalistów, bo ci będą się na ten temat wypowiadać nieustannie, niezależnie od tego, czy praca stała się przedmiotem awansu naukowego, czy też nie. Taki już jest los badacza, że opublikowane przez niego wyniki stają się przedmiotem debaty, krytyki czy mniej lub bardziej wyraźnego zachwytu. Jak będzie tym razem? Zobaczymy.
Pisałem wcześniej o tym, że mamy w kraju kilka bardzo dobrych czasopism lokujących swoje rozprawy w obszarze pedagogiki specjalnej. Naukowe prace monograficzne i periodyki z tej dyscypliny wydają: najstarsza i najlepsza uczelnia w tej dyscyplinie - Akademia Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie; Wydział Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu, Wydział Nauk Społecznych w Gdańsku, Wydział Nauk Pedagogicznych UMK w Toruniu i Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Zachęcam do ich czytania, prenumerowania, a także do zamieszczania na ich łamach własnych opinii, nowych tez czy analiz krytycznych, gdyż tylko w ten sposób ostrzeżemy jednych przed powtarzaniem błędów, a innych wzmocnimy w zasadności działań praktycznych i naukowo-badawczych.
Przy tej okazji informuję, że trwają przygotowania do VI Międzynarodowej Konferencji Miejsce Innego we współczesnych naukach o wychowaniu - Inny w przestrzeni społecznej, która odbędzie się w Obrzycku w dn. 8-9 kwietnia 2013 roku pod patronatem Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk.
Konferencję organizują po raz szósty prof. zw. dr hab. Iwona Chrzanowska i dr hab. Beata Jachimczak z Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu. Tegoroczne spotkanie i dyskusje o inności we współczesnym świecie będą jak zwykle interdyscyplinarne, toteż zaproszenie adresowane jest do całego środowiska pedagogów i przedstawicieli nauk pokrewnych.
Hasłem przewodnim tegorocznej konferencji jest dostrzeżenie i określenie miejsca Innego w przestrzeni społecznej. Interesująca będzie w tej debacie teoria i praktyka relacji z Innym, proces kształcenia, wychowania, komunikacja, koegzystencja ujęte w analizach teoretycznych i wynikach badań, które mogą stać się podstawą korzystnych zmian społecznych, zmian poglądów i postaw.
Zgłoszenia można przesłać pocztą drogą mailową: b.jachimczak@gmail.com
lub na adres :
Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu
Zakład Pedagogiki Specjalnej
Tel. 604 123 558
Konferencja Miejsce Innego…
ul. Szamarzewskiego 89
60- 568 Poznań
UNIWERSYTET MIKOŁAJA KOPERNIKA w Toruniu - Wydział Nauk Pedagogicznych, Katedra Pedagogiki Specjalnej zaprasza na Międzynarodową Konferencję Naukową pt. "Osoba z niepełnosprawnością we współczesnej rzeczywistości społecznej ? ukierunkowania i możliwości wspomagania rozwoju" - UMK, Toruń 11.-12. września 2013 roku.
Organizator zaprasza do udziału w kolejnej konferencji naukowej na temat: Osoba z niepełnosprawnością we współczesnej rzeczywistości społecznej. Tematyka konferencji jest kontynuacją dyskursu, jak również teoretycznych i praktycznych analiz, obejmujących aktualne problemy współczesnej pedagogiki specjalnej oraz innych dyscyplin i subdyscyplin wiedzy, angażujących się w sferę wspomagania osoby z niepełnosprawnością, podjętych na poprzednich konferencjach organizowanych przez Katedrę Pedagogiki Specjalnej Wydziału Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w roku 2009 oraz 2011.
W czasie konferencji będzie dyskusję odniesiona do ważnych i aktualnych problemów edukacji, rehabilitacji, wspomagania rozwoju osób z niepełnosprawnością w stale zmieniającej się rzeczywistości społecznej, z ulokowaniem tych problemów w obszarze opieki, terapii i wsparcia.
Komitet Organizacyjny Konferencji:
1. Prof. dr hab. Marzenna Zaorska - UMK w Toruniu (przewodnicząca Komitetu Organizacyjnego), mzaorska@umk.pl
2. Dr Beata Borowska-Beszta (sekretarz konferencji), e-mail: borbesz@umk.pl
3. Dr Anna Grabowska-Dąbek (sekretarz konferencji), e-mail: agrabowska2@wp.pl
4. Dr Monika Dąbkowska (sekretarz konferencji), e-mail: Monika.Dabkowska@umk.pl
5. Dr Hanna Rudomska (sekretarz konferencji), email: harud@wp.pl
15 stycznia 2013
Nauczyciele rozbrojeni czy niedozbrojeni pedagogicznie?
W najnowszym Newsweeku Małgorzata Święchowicz porusza w artykule „Aż chce się bić” tabloidalnie świetnie sprzedający się temat tyle tylko, że tego poziomu opuścić już nie może. Musi takim pozostać, by z jednej strony sensacyjnie pisać o szkole, bo nic innego tak dobrze się nie sprzeda, z drugiej zaś strony w popmediach przeważa tendencja do przywracania w dyskusji publicznej zjawiska agresji i przemocy w szkołach. One tym i z tego głównie żyją, toteż jeśli rozbudzi się w narodzie potrzebę lęku, strachu, niepokoju, zagrożenia, to może jeszcze ktoś przy tej okazji dobrze zarobi. Teza tego tekstu jest banalnie prosta, bo inną być nie może a została uwidoczniona w nagłówku – „Nauczyciel pod presją”.
Gdybyśmy sięgnęli do książki twórcy psychologicznej teorii stresu Hansa Selye’go, to okazałoby się, że takie artykuły należałoby pisać codziennie o każdym z nas, gdyż człowiek, który nie żyje w stresie, a więc pod presją różnych stresorów wewnętrznych i zewnętrznych, po prostu nie żyje, i tyle. Przy tej okazji dementuję plotki, jakobym już przyjął księdza, bo tak zły jest stan mojego zdrowia, by zaniepokoić wielu moich wrogów, nieprzyjaciół, zawistników i tzw. „życzliwych”, że duszpasterz był w moim domu z zupełnie innego powodu. Tego nie zrozumie pewna pani radna z łódzkiej lewicy, która ponoć jest na tropie jakiejś oświatowej afery w tym mieście. Życzę tej pani i jej genialnym doradcom sukcesu, bo już wiem, że trupa znajdzie w wielu szafach. Ponoć tak szuka się w innych, by odsunąć uwagę od własnych.
Powracam zatem na ścieżkę debaty o powodach, dla których pewnym nauczycielom aż chce się bić podległych im uczniów, a jak wynika z mocno już ogranych w prasie przykładów (tak rzadkich, że tylko często odgrzewane mogą jeszcze wzbudzać u naiwnych czytelników przekonaniw o ich powszechnym i częstym występowaniu niemalże wszędzie, w każdej szkole, w każdej klasie), tylko… MEN nie pozwala na zrobienie raz na zawsze z tym porządku, by nie powtarzały się one już nigdy więcej. To Rzecznik Praw Dziecka pyta, jak resort edukacji zamierza zmienić te niepokojace postawy nauczycieli, a urzędnicy ze spokojem swojej szefowej "jeszcze pracują nad odpowiedzią". Spadniemy z krzeseł, jak zapoznamy się z jej treścią. Warto na nią poczekać nawet dwa lata, do jakichś wyborów.
Jak jest w innych sferach naszego życia? Mamy świetnie wyszkolonych policjantów, autentycznych pasjonatów, bohaterów, fachowców, ale i takich, którzy cynicznie grają w przeczekanie do emerytury, znęcają się nad podejrzanymi, mordują własne żony, nadużywają władzy wobec ich rodzin, współpracują ze światem przestępczym. Wydawałoby się zatem, że gdzie jak gdzie, ale w tym środowisku są tacy, którzy świetnie sobie radzą z przemocą innych, i tacy, którzy jej nadużywają w stosunku do innych.
Nauczyciele i policjanci są funkcjonariuszami publicznymi, ale jakże inaczej szkolonymi i kształconymi. Nie każdy nadaje się na policjanta, podobnie jak nie każdy nadaje się do pracy w szkole, a mówiąc ściślej w określonym typie szkoły, a i w niej w określonym środowisku uczniowskim. Skoro w policji są specjaliści od ruchu drogowego, kryminalistyki, itp., to dlaczego w Polsce kształci się nauczycieli tak, jakby przez całe swoje zawodowe życie mieli pracować z młodzieżą, nastolatkami o wysokich aspiracjach edukacyjnych, kochających wręcz szkołę, biegnących do niej w gorączce, byle tylko nie stracić lekcji, bo byłoby to dla niej niepowetowaną stratą.
My chcemy, by nauczyciel metaforycznie pisząc: kierował ruchem drogowym w szkole zawodowej podczas, gdy akurat w tej klasie, do której został skierowany, potrzebny jest świetnie wyszkolony pedagogiczny antyterrorysta. Być może dyrektorzy szkół fatalnie rekrutują do pracy nauczycieli i rzucają ich jak w M. na atak z zaskoczenia. Ktoś ginie, trafiony koszem w głowę, bo nie otrzymał wystarczającej informacji na temat tego, z kim będzie musiał się zmierzyć.
Jeśli ktoś nie mając kompetencji, odwagi i kreatywności podjął się tej pracy w trudnym środowisku, może nawet „zabajerował” w czasie rekrutacji ukończeniem 4 studiów podyplomowych, 6 kursów (a nawet nie potrafi redaktorce opowiedzieć, czego tak naprawdę się tam nauczył, co opanował ponad to, co jest wymagane od jego roli), to powinien mieć pretensje nie do uczniów (zbirów, chamów, bandytów), tylko do siebie. Sorry Winnetou, ale nie będę z tobą walczył, bo nie posiadam odpowiednich umiejętności. Schodzę z pola walki.
Jak podjąłeś się pracy, to zwalczaj „nieswoich wrogów” prawnie dostępnymi środkami, zaskakuj ich przy tym swoją tajną a niezabronioną prawem „bronią pedagogiczną”. Jak jej nie posiadasz, to się nie zatrudniaj, nie pracuj, poproś dyrektora o przeniesienie do innej klasy, zmień szkołę, weź urlop na poratowanie zdrowia, ale nie pozwól na bycie dręczonym. Tę słabość wykorzysta wielu uczniów, którzy chodzą do szkoły nie dlatego, że chcą, bo takich możliwości w sensie obowiązującego prawa w Polsce nie ma, tylko dlatego, że muszą a z różnych powodów nie chcą się w niej uczyć, nie chcą być odpytywani, poniżani, wyszydzani, nieustannie testowani, selekcjonowani, itp. Mówi o tym naukowiec Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi– badacz tej problematyki od lat – dr hab. Jacek Pyżalski: „Wyzywać, grozić, obrażać, mówić (uczniowi: dop. BŚ): doigrałeś się, już po tobie. Wtedy uczeń nie ma nic do stracenia, inni też się nakręcają. I już nikt nie chce się wycofać”. To jest przykład nieudolnej reakcji, którą Thomas Gordon określa mianem gry „zwycięstwo z przemocą”.
Może zatem, zamiast – jak proponował Roman Giertych – tworzenia „oświatowych Guantanamo” dla niedostosowanych społecznie, powołać do życia ośrodek szkoleniowy dla nauczycieli antyprzemocowego reagowania w szkołach? Dyrektorzy zgłaszaliby problemy, a ci dobieraliby takich edukacyjnych komandosów, że sukces wychowawczy byłby murowany, na długie lata. Może czas trenować elitarną grupę nauczycieli do pracy w trudnych społecznie warunkach szkolnych? Może czas ujawniać te problemy i tworzyć do ich rozwiązywania przestrzeń dla takich, którzy sobie z tym poradzą?
Gdybyśmy sięgnęli do książki twórcy psychologicznej teorii stresu Hansa Selye’go, to okazałoby się, że takie artykuły należałoby pisać codziennie o każdym z nas, gdyż człowiek, który nie żyje w stresie, a więc pod presją różnych stresorów wewnętrznych i zewnętrznych, po prostu nie żyje, i tyle. Przy tej okazji dementuję plotki, jakobym już przyjął księdza, bo tak zły jest stan mojego zdrowia, by zaniepokoić wielu moich wrogów, nieprzyjaciół, zawistników i tzw. „życzliwych”, że duszpasterz był w moim domu z zupełnie innego powodu. Tego nie zrozumie pewna pani radna z łódzkiej lewicy, która ponoć jest na tropie jakiejś oświatowej afery w tym mieście. Życzę tej pani i jej genialnym doradcom sukcesu, bo już wiem, że trupa znajdzie w wielu szafach. Ponoć tak szuka się w innych, by odsunąć uwagę od własnych.
Powracam zatem na ścieżkę debaty o powodach, dla których pewnym nauczycielom aż chce się bić podległych im uczniów, a jak wynika z mocno już ogranych w prasie przykładów (tak rzadkich, że tylko często odgrzewane mogą jeszcze wzbudzać u naiwnych czytelników przekonaniw o ich powszechnym i częstym występowaniu niemalże wszędzie, w każdej szkole, w każdej klasie), tylko… MEN nie pozwala na zrobienie raz na zawsze z tym porządku, by nie powtarzały się one już nigdy więcej. To Rzecznik Praw Dziecka pyta, jak resort edukacji zamierza zmienić te niepokojace postawy nauczycieli, a urzędnicy ze spokojem swojej szefowej "jeszcze pracują nad odpowiedzią". Spadniemy z krzeseł, jak zapoznamy się z jej treścią. Warto na nią poczekać nawet dwa lata, do jakichś wyborów.
Jak jest w innych sferach naszego życia? Mamy świetnie wyszkolonych policjantów, autentycznych pasjonatów, bohaterów, fachowców, ale i takich, którzy cynicznie grają w przeczekanie do emerytury, znęcają się nad podejrzanymi, mordują własne żony, nadużywają władzy wobec ich rodzin, współpracują ze światem przestępczym. Wydawałoby się zatem, że gdzie jak gdzie, ale w tym środowisku są tacy, którzy świetnie sobie radzą z przemocą innych, i tacy, którzy jej nadużywają w stosunku do innych.
Nauczyciele i policjanci są funkcjonariuszami publicznymi, ale jakże inaczej szkolonymi i kształconymi. Nie każdy nadaje się na policjanta, podobnie jak nie każdy nadaje się do pracy w szkole, a mówiąc ściślej w określonym typie szkoły, a i w niej w określonym środowisku uczniowskim. Skoro w policji są specjaliści od ruchu drogowego, kryminalistyki, itp., to dlaczego w Polsce kształci się nauczycieli tak, jakby przez całe swoje zawodowe życie mieli pracować z młodzieżą, nastolatkami o wysokich aspiracjach edukacyjnych, kochających wręcz szkołę, biegnących do niej w gorączce, byle tylko nie stracić lekcji, bo byłoby to dla niej niepowetowaną stratą.
My chcemy, by nauczyciel metaforycznie pisząc: kierował ruchem drogowym w szkole zawodowej podczas, gdy akurat w tej klasie, do której został skierowany, potrzebny jest świetnie wyszkolony pedagogiczny antyterrorysta. Być może dyrektorzy szkół fatalnie rekrutują do pracy nauczycieli i rzucają ich jak w M. na atak z zaskoczenia. Ktoś ginie, trafiony koszem w głowę, bo nie otrzymał wystarczającej informacji na temat tego, z kim będzie musiał się zmierzyć.
Jeśli ktoś nie mając kompetencji, odwagi i kreatywności podjął się tej pracy w trudnym środowisku, może nawet „zabajerował” w czasie rekrutacji ukończeniem 4 studiów podyplomowych, 6 kursów (a nawet nie potrafi redaktorce opowiedzieć, czego tak naprawdę się tam nauczył, co opanował ponad to, co jest wymagane od jego roli), to powinien mieć pretensje nie do uczniów (zbirów, chamów, bandytów), tylko do siebie. Sorry Winnetou, ale nie będę z tobą walczył, bo nie posiadam odpowiednich umiejętności. Schodzę z pola walki.
Jak podjąłeś się pracy, to zwalczaj „nieswoich wrogów” prawnie dostępnymi środkami, zaskakuj ich przy tym swoją tajną a niezabronioną prawem „bronią pedagogiczną”. Jak jej nie posiadasz, to się nie zatrudniaj, nie pracuj, poproś dyrektora o przeniesienie do innej klasy, zmień szkołę, weź urlop na poratowanie zdrowia, ale nie pozwól na bycie dręczonym. Tę słabość wykorzysta wielu uczniów, którzy chodzą do szkoły nie dlatego, że chcą, bo takich możliwości w sensie obowiązującego prawa w Polsce nie ma, tylko dlatego, że muszą a z różnych powodów nie chcą się w niej uczyć, nie chcą być odpytywani, poniżani, wyszydzani, nieustannie testowani, selekcjonowani, itp. Mówi o tym naukowiec Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi– badacz tej problematyki od lat – dr hab. Jacek Pyżalski: „Wyzywać, grozić, obrażać, mówić (uczniowi: dop. BŚ): doigrałeś się, już po tobie. Wtedy uczeń nie ma nic do stracenia, inni też się nakręcają. I już nikt nie chce się wycofać”. To jest przykład nieudolnej reakcji, którą Thomas Gordon określa mianem gry „zwycięstwo z przemocą”.
Może zatem, zamiast – jak proponował Roman Giertych – tworzenia „oświatowych Guantanamo” dla niedostosowanych społecznie, powołać do życia ośrodek szkoleniowy dla nauczycieli antyprzemocowego reagowania w szkołach? Dyrektorzy zgłaszaliby problemy, a ci dobieraliby takich edukacyjnych komandosów, że sukces wychowawczy byłby murowany, na długie lata. Może czas trenować elitarną grupę nauczycieli do pracy w trudnych społecznie warunkach szkolnych? Może czas ujawniać te problemy i tworzyć do ich rozwiązywania przestrzeń dla takich, którzy sobie z tym poradzą?
04 stycznia 2013
Odeszła od nas nauczycielka nauczycieli
W dniu 3 stycznia 2013 r. zmarła po długiej chorobie dr Bronisława Dymara.
Mówiliśmy o Niej Pani Profesor, i to z kilku powodów. Po pierwsze, była profesorką języka polskiego w liceum ogólnokształcącym w Pszczynie, a zatem ten oświatowy tytuł w pełni odpowiadał Jej stanowisku. Po drugie, była nauczycielem akademickim, adiunktem, a następnie starszą wykładowczynią we Filii Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie, z którą to uczelnią związana była do czasu choroby na tyle paraliżującej jej sprawność ruchową, że zmuszona była do pozostania w domu.
Nasza Pani Bronia, była jak prawdziwa skautka - do końca swoich dni wierna wartościom i nauczycielskiemu powołaniu oraz środowisku, któremu służyła bezgranicznie i bezinteresownie. A żyła samotnie, z bardzo niską, nauczycielską emeryturą, dzieląc się mimo tego wszystkim, co tylko miała do dyspozycji a mogło komuś sprawić przyjemność, napoić go gorąca herbatą czy kawą czy wzbogacić jego poczucie estetyki kwiatami, jakie pielęgnowała w swoim przydomowym ogrodzie. Zawsze była blisko świata przyrody i dumna z wyhodowanych kwiatów, których fotografie przesyłała swoim przyjaciołom zamiast tradycyjnych pocztówek.
Bogactwo pomysłów generowało jeden po drugim, toteż tylko Jej najbliższe środowisko akademickiego Cieszyna nadążało z odpowiedzią na kolejne projekty książek. Nie pisała już własnych, monograficznych rozpraw naukowych, chociaż by mogła, bo uważała, że jest od wspomagania młodych naukowców i dzielenia się z nimi własnym warsztatem, pedagogicznym doświadczeniem i sztuką narracji. Prowadziłem z Panią Bronisławą systematyczną korespondencję, której treść z Jej strony stanowiła dla mnie wyrzut sumienia, że nie jestem w stanie włączyć się w przygotowywany przez Nią kolejny tom serii „Nauczyciele-Nauczycielom”, a jest to cykl wyjątkowy, niespotykany w żadnej dyscyplinie naukowej. Nikt nie był w stanie pokonać rekordu konstruowanych przez dr B. Dymarę tomów, z których każdy przenikał do coraz bardziej kluczowej sfery życia i rozwoju dzieci i młodzieży.
Bo ona pisała książki dla nich i o nich, chociaż adresowanych do nauczycieli, wychowawców, rodziców, opiekunów czy terapeutów. To oni, ci realnie wywierający wpływ, uczestniczący w życiu swoich pociech, wspomagający je w rozwoju, mieli być pedagogicznym medium, twórczym „przedłużeniem” jej serca, myśli i działań z pozycji skromnego Mistrza, prawdziwego Autorytetu, osoby z charyzmą, bo poświęcającą się całą (O)Sobą innym.
Komu by się chciało, kto by potrafił w tak trudnej życiowo sytuacji (socjalnie i zdrowotnie), w ciągu kilkunastu lat, wydać ponad 20 tomów rozpraw łączących naukowców i nauczycieli, teoretyków i praktyków, filozofów i refleksyjnych, transformatywnych nauczycieli? Prawda, że Ona miała na to czas, cierpliwość, że nieustannie przypominała o terminach i zabiegała o środki, sponsorów lub dobra wolę tych, którzy wspólnie z Nią doprowadzali dzieła do końca. Miała w zespole redakcyjnym Oficyny „IMPULS” wiernych przyjaciół, sojuszników tak, jak pozyskiwała ich wśród autorów i recenzentów rezygnujących z honorariów, byle tylko mógł ukazać się kolejny tytuł pod Jej redakcją. A przecież ten fakt w żadnej mierze nie stanowił podstaw do obniżania poziomu. Wprost odwrotnie.
Tym bardziej egzekwowaliśmy od siebie więcej, bo na tym polega prawdziwa przyjaźń i sztuka, że tworzy się wspólnie dobra, które są niepowtarzalne, ponadczasowe, o jak najwyższym poziomie. Jak pisał prof. Kazimierz Denek w związku z organizowaną przez Cieszyński Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego konferencją, która była dedykowana twórczości dr Bronisławy Dymary w 2011 r.:
Osnową serii książek Nauczyciele-Nauczycielom jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie jak nauczać i wychowywać oraz uczyć się? Chodzi o to, żeby to czynić coraz lepiej, nowocześniej, bardziej świadomie i zrozumiale, przekonywająco, mądrzej, sensowniej, sprawniej, lżej, szybko, kreatywnie, skutecznie i efektywnie w warunkach zaniku ciekawości i na miarę perspektyw społeczeństwa wiedzy. W serii książek Nauczyciele-Nauczycielom teksty swe zamieściło 100 Autorów. Składa się ona z 21 książek drukowanych w latach 1996—2011 i zawiera:
— cztery książki autorskie, w tym Bronisławy Dymary: Dziecko w świecie marzeń (1996, 1998, 2009), Dziecko w świecie edukacji. Podstawy uczenia się kompleksowego… (2009), Dziecko w świecie edukacji. Realizacja kompleksów. Bliżej integracji osoby i pedagogiki współbycia (2009), śp. Jerzego Dymary: Dziecko w świecie geografii (2004);
— dziesięć książek współautorskich:
1) Dziecko w świecie przyrody (1998) — B. Dymara, S.Cz. Michałowski, L. Wollman;
2) Dziecko w świecie pokus (2000) — A. Murzyn, R. Cibor, S.Cz. Michałowski;
3) Dziecko w świecie matematyki (2000) — J. Filip, T. Rams;
4) Dziecko w świecie tradycji (2002) — B. Dymara, W. Korzeniowska, F. Ziemski;
5) Dziecko w świecie wartości. Aksjologiczne barwy dziecięcego świata (2003) — K. Denek, U. Morszczyńska, W. Morszczyński, S.Cz. Michałowski;
6) Dziecko w świecie wartości. Poszukiwanie ładu umysłu i serca (2003) — B. Dymara, M. Łopatkowa, M.Z. Pulinowa, A. Murzyn;
7) Dziecko w świecie języka (2004) — D. Bula, D. Krzyżyk, B. Niesporek-Szamburska, H. Synowiec;
8) Dziecko w świecie zabawy. Zabawa i radość w literaturze, muzyce i życiu codziennym (2009) — B. Dymara, A. Górniok-Naglik, J. Uchyła-Zroski;
9) Dziecko w świecie wielkiej i małej Ojczyzny (2009) — K. Denek, B. Dymara, W. Korzeniowska;
10) Sztuka bycia człowiekiem. Poszukiwanie wartości i sensów życia (2011) — B. Dymara, B. Cholewa-Gałuszka, E. Kochanowska.
W przygotowaniu jest jedenasta książka współautorska Bronisławy Dymary i Ewy Ogrodzkiej-Mazur: Dziecko w świecie literatury (druk w 2012 roku).
Zwróćmy uwagę na oryginalny i zróżnicowany skład tej serii, w której jest tylko 7 książek zbiorowych pod redakcją Bronisławy Dymary, choć większość serii tworzą zazwyczaj prace zbiorowe. Oto ich spis:
— Dziecko w świecie sztuki (1996);
— Dziecko w świecie rodziny (1998);
— Dziecko w świecie szkoły (1998);
— Dziecko w świecie muzyki (2000);
— Dziecko w świecie współdziałania. Poszukiwanie podstaw samorządności, współdziałania i demokracji (2001);
— Dziecko w świecie współdziałania. W stronę praktyki edukacyjnej (2001);
— Dziecko w świecie zabawy. O kulturze, cechach i wartościach ludycznej edukacji (2009).
Napisanie tak wielu różnych książek współautorskich wpłynęło korzystnie na tworzenie się edukacyjnej wspólnoty, gdyż kształtowanie każdej z nich wymagało kilku spotkań, dyskusji, omówień, dotyczących głównych idei, konstrukcji, sposobu pisania i przekładania wiedzy teoretycznej na działania edukacyjne, inspirujące zazwyczaj twórcze zachowania uczniów.
Poznański Profesor dokonał w swoim referacie znakomitej, bardzo głębokiej analizy całej twórczości pedagogicznej Bronisławy Dymary, która wystarczyłaby na kilka habilitacji w dziedzinie nauk humanistycznych. Warto do niego siegnąć.
Każdy z redagowanych czy współredagowanych przez Nią tomów doskonale wpisywał się w oczekiwania zarówno reformującego się systemu oświatowego, jak i politykę społeczno-edukacyjną państwa. Podejmuje w nich bowiem jedno z najważniejszych dla szkolnictwa wyzwań, jakim są procesy jego niedokończonej demokratyzacji (a była wielką zwolenniczką kształtowania samorządnych szkół publicznych) oraz mocno „wystudzone” aksjologicznie na kwestie wychowawcze i społeczno-moralne mechanizmy gospodarki rynkowej.
Bronisława Dymara uważała, że polska szkoła nie może być obojętna wobec powszechnej potrzeby samostanowienia narodu, rozwijania w nim szczerego poczucia patriotyzmu, wolności współdecydowania i samorealizacji w sytuacji tak głębokich deficytów i zapóźnień rozwojowych społeczeństwa, które było poważnie dotknięte banalizacją podstawowych wartości, indoktrynacją ideologiczną quasi totalitarnego państwa, pseudorywalizacją (socjalistyczny, stachanowski model współzawodnictwa pracy) czy zanikiem etosu pracy.
W państwie postsocjalistycznym, w którym wciąż mamy do czynienia z budowaniem zrębów demokracji i animowaniem procesów rzeczywistego uspołecznienia instytucji publicznych, nie można lekceważyć kwestii kształcenia młodego pokolenia i rozumienia wartości oraz umiejętności współdziałania, samorządności i samoorganizacji nauczycieli, uczniów i ich rodziców. Warto przyjrzeć się zatem zgromadzonym w jej pracach tekstom, by odpowiedzieć sobie na pytanie, w jakiej mierze udało się ich autorom określić podstawy dla samorządności, współdziałania i demokracji w szkole. Publikowali w tych tomach znakomici autorzy, uniwersyteccy profesorowie i doktorzy, doktoranci i asystenci, wykładowcy i zarządzający oświatą. Wszystkich łączył tak wspólny obszar dociekań, analiz, prób wyjaśnień słabości i formułowania normatywnych ofert ich eliminowania czy konstruowania alternatywnych modeli kształcenia oraz wychowania.
Zmarła pedagog była też poetką. Od czasu do czasu pisała piękne, subtelne wiersze. Jeden jeszcze nieopublikowany, zapisałem jakiś czas temu w blogu. Każdy list od dr Bronisławy Dymary przechowuję w swoim domowym archiwum, bo one były jak oświatowa poezja i zarazem piękno tradycji, darem człowieka szczerze zatroskanego o losy polskiej edukacji, szkoły, uczniów, nauczycieli i lokalnego środowiska. Była Osobą niezwykle skromną, zawsze niemalże przepraszającą, że o coś prosi, zabiega, chociaż nigdy nie dla siebie i nie w swojej sprawie. Kochała swoich licealistów, jak i akademickich Uczniów (nauczycieli i studentów), wielbiła podziwiać ich sukcesy i wspólnie z nimi boleć nad problemami czy kryzysami, jakie pojawiały się w ich życiu. To nieprawdopodobne, jak zawsze była blisko tych, którzy byli daleko, których nie mogła bezpośrednio spotkać czy porozmawiać z nimi face to face. Nie dostąpiła już możliwości komunikowania się za pośrednictwem nowych mediów. Nie chciała i nie mogła zarazem, bo przecież z tym wiązałyby się kolejne koszty, a Ona nie chciała być nikomu cokolwiek winna. Żaden zresztą list elektroniczny nie oddałby tak wymownie Jej charakteru i myśli, jak te pisane ręcznie, zawsze piękną kaligrafią.
Wszystkie swoje listy pisała na pięknym, papeteryjnym papierze, często zawierającym rozkwitającą różę. Odpowiadała na każdy tekst, przesłany artykuł czy książkę, dzieląc się swoimi opiniami. Dialogu współbycia (to zresztą tytuł przygotowywanej przez Bronisławę Dymarę kolejnej książki) będzie mi najbardziej brakowało, bo niby nikt z nas nie jest niezastąpiony, ale jednak są tacy, których zastąpić się nie da, niczym i nikim. Są osoby, o których wolelibyśmy nie wiedzieć i nie pamiętać, ale są też takie, których nieobecność tu i teraz jest bolesną raną, którą zagoić może szlachetnie kontynuowana pamięć o ich życiu i dokonaniach. Osierociła pedagogikę cieszyńską, ale i polską, zobowiązując jednak kolejne generacje uczonych do godnego samodoskonalenia się, wiary w siebie i dążenia do celów, które dobrze służą społeczeństwu i jednostkom oczekującym profesjonalnej i ludzkiej pomocy.
(fot. dr Bronisława Dymara otoczona cieszyńskimi a uniwersyteckimi Uczennicami w czasie przedwigilijnego spotkania u Niej w domu)
Żegnam w tym miejscu symbolicznym fragmentem wiersza ks. Jana Twardowskiego pt. Druga jesień:
(…)
Smutek jest jak diabeł
Ma swoje stąd dotąd
Wszystko jak należy w wymierzonym czasie
Łzy się nawet śmieją kiedy są za duże
Nie wyj z żalu głuptasie.
Teraz pewnie spogląda na nas wyzwolona z cierpienia i z pokojem własnego ducha oraz wrodzoną hiperaktywnością twórczą apeluje: Nie wyj, tylko pracuj, twórz, pomagaj, działaj, bądź z innymi i dla innych, (z)godnie.
Nota biograficzna redaktorki serii książek Nauczyciele – Nauczycielom.
Urodziła się w Ostrorogu na Wołyniu (27.VI.1932). Samokształcenie i poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań w edukacji zostało wpisane w całe jej życie. Magisterskie studia polonistyczne ukończyła w roku 1959 na WSP w Krakowie. Doktorat z nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki obroniła na UAM w Poznaniu w roku 1980.
Intensywną działalność innowacyjną rozwinęła w Lublinie w szkołach nr 15 i 31 (1951-1961). Z wielką pasją kontynuowała i wzbogacała swe próby i eksperymenty w zakresie kompleksowego nauczania, tworzenia systemu norm i kryteriów ocen, samorządności dzieci i młodzieży itd.
Na terenie Pszczyny (1961-1976), dokąd przeniosła się po wyjściu za mąż za Jerzego Dymarę, nauczyciela geografii i działacza oświatowego, pracowała w wielu szkołach jako nauczycielka j. polskiego, wizytatorka i dyrektorka. Prowadzona przez Bronisławę Dymarę Szkoła Podstawowa nr 5 i Szkoła Ćwiczeń (1968-1972) stała się ośrodkiem znanych dotąd innowacji. Próba ich kontynuowania i wzbogacania o tzw. Młodzieżowe Forum w prowadzonym przez siebie LO im. Bolesława Chrobrego (1974-1976) – skończyła się dramatem; utratą stanowiska i pracy.
W roku 1982 dr Bronisława Dymara została zatrudniona w Filii UŚ w Cieszynie na etacie adiunkta, gdzie pracowała jeszcze ćwierć wieku, w tym 15 lat na etacie (do emerytury w roku 1997). Tu skupili się wokół niej nauczyciele walczący z rutyną i schematyzmem. Intensyfikacja działań badawczych i innowacyjnych nastąpiła w związku z prowadzeniem prac magisterskich (ponad 450 obron) oraz objęciem kierownictwa Zakładu Teorii Wychowania (1992-1997). Procesowi rozwoju twórczych działań sprzyjał też prowadzony przez nią nowy przedmiot: innowacje edukacyjne!
Długoletnia praktyka oraz intensywne poszukiwanie nowego paradygmatu pedagogiki, opartego na więzi nauczycieli akademickich z nauczycielami szkół różnego typu stały się podstawą otwarcia serii książek pedagogicznych Nauczyciele – Nauczycielom. Wśród jej 20 tomów (1996-2009) znajdują się trzy autorskie książki redaktorki: Dziecko w świecie marzeń (1996, 1998, 2010); Dziecko w świecie edukacji. Podstawy uczenia się kompleksowego – nowe kształty i wymiary edukacji (2009), cz. I; Dziecko w świecie edukacji. Realizacja kompleksów. Bliżej integracji osoby i pedagogiki współbycia (2009), cz. II.
Wymienione książki o edukacji są syntezą niemałego dorobku publikacyjnego, wprowadzającego m.in. nowe spojrzenie na przestrzeń edukacyjną, pojęcie integracji, zasady nauczania, miejsce ucznia jako współtwórcy zajęć i procesu oceniania wyników, w toku kompleksowego uczenia się.
Dorobek publikacyjny, zapoczątkowany debiutem sprzed pół wieku w „Teatrze Ludowym” i „Kurierze Lubelskim” obejmuje ponad 300 pozycji i jest szczególnie intensywny w ostatnim ćwierćwieczu. Na dorobek ten składa się: 8 książek autorskich i 5 współautorskich, zredagowanych 13 tomów opracowań zbiorowych, a ponadto wiele artykułów, rozpraw, esejów, recenzji, notatek, sprawozdań. Wydrukowano je w około 30 czasopismach, kilkunastu seriach naukowych i książkach „pokonferencyjnych” UŚ w Katowicach, UJ w Krakowie, uniwersytetach w Poznaniu, Szczecinie, Wrocławiu, Lublinie itp.
Publikacje te dotyczą głównie następującej problematyki:
- teoretyczne podstawy nauczania – uczenia kompleksowego;
- system norm i kryteriów ocen, jego etyczna wartość;
- wartości w wychowaniu dzieci i młodzieży;
- edukacja jako sztuka bycia i tworzenia;
- szczęście i marzenie w opiniach dzieci i dorosłych;
- czas i przestrzeń jako kategorie pedagogiczne;
- pedagogika współbycia jako możliwość i konieczność;
- szkoła jako przestrzeń tworzenia kultury.
Dwa filary dorobku autorki – to uczenie się kompleksowe i książki serii N-N, z których każda z nich rozpoczyna się słowami: Dziecko w świecie (sztuki, przyrody, tradycji, wartości, współdziałania, rodziny itd.). Stanowi to istotną zmianę w patrzeniu na edukację, której podstawą jest jakość relacji dziecka z elementami świata zewnętrznego, ludźmi i sobą samym. Dla Autorki ważne jest więc nie tylko kształcenie, ale przede wszystkim kształtowanie człowieka, odkrywanie co dzieje się z dzieckiem pod wpływem szkolnej edukacji i innych działań w jego życiu. Wokół idei serii N-N skupiło się 100 osób, 19 profesorów i 20 nauczycieli różnych szkół. Jako autorzy przeważają adiunkci, ale są też rektorzy szkół wyższych.
Opisaną tu skrótowo działalność innowacyjną charakteryzują liczne recenzje, artykuły i wywiady – zebrane i zaprezentowane m.in. w książce Sztuka bycia człowiekiem. Została ona też zaprezentowana przez różnych autorów w kilku opracowaniach zwartych.
Msza pogrzebowa śp. dr Bronisławy Dymary odbędzie się w poniedziałek 07 stycznia br.
o godz. 12,3o w Kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i Matki Bożej Częstochowskiej w Pszczynie przy ul. M. Skłodowskiej-Curie 1.
Wyprowadzenie zwłok nastąpi o godz. 12,15 z Kaplicy przy Szpitalu w Pszczynie
przy ul. Witolda Antesa
Mówiliśmy o Niej Pani Profesor, i to z kilku powodów. Po pierwsze, była profesorką języka polskiego w liceum ogólnokształcącym w Pszczynie, a zatem ten oświatowy tytuł w pełni odpowiadał Jej stanowisku. Po drugie, była nauczycielem akademickim, adiunktem, a następnie starszą wykładowczynią we Filii Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie, z którą to uczelnią związana była do czasu choroby na tyle paraliżującej jej sprawność ruchową, że zmuszona była do pozostania w domu.
Nasza Pani Bronia, była jak prawdziwa skautka - do końca swoich dni wierna wartościom i nauczycielskiemu powołaniu oraz środowisku, któremu służyła bezgranicznie i bezinteresownie. A żyła samotnie, z bardzo niską, nauczycielską emeryturą, dzieląc się mimo tego wszystkim, co tylko miała do dyspozycji a mogło komuś sprawić przyjemność, napoić go gorąca herbatą czy kawą czy wzbogacić jego poczucie estetyki kwiatami, jakie pielęgnowała w swoim przydomowym ogrodzie. Zawsze była blisko świata przyrody i dumna z wyhodowanych kwiatów, których fotografie przesyłała swoim przyjaciołom zamiast tradycyjnych pocztówek.
Bogactwo pomysłów generowało jeden po drugim, toteż tylko Jej najbliższe środowisko akademickiego Cieszyna nadążało z odpowiedzią na kolejne projekty książek. Nie pisała już własnych, monograficznych rozpraw naukowych, chociaż by mogła, bo uważała, że jest od wspomagania młodych naukowców i dzielenia się z nimi własnym warsztatem, pedagogicznym doświadczeniem i sztuką narracji. Prowadziłem z Panią Bronisławą systematyczną korespondencję, której treść z Jej strony stanowiła dla mnie wyrzut sumienia, że nie jestem w stanie włączyć się w przygotowywany przez Nią kolejny tom serii „Nauczyciele-Nauczycielom”, a jest to cykl wyjątkowy, niespotykany w żadnej dyscyplinie naukowej. Nikt nie był w stanie pokonać rekordu konstruowanych przez dr B. Dymarę tomów, z których każdy przenikał do coraz bardziej kluczowej sfery życia i rozwoju dzieci i młodzieży.
Bo ona pisała książki dla nich i o nich, chociaż adresowanych do nauczycieli, wychowawców, rodziców, opiekunów czy terapeutów. To oni, ci realnie wywierający wpływ, uczestniczący w życiu swoich pociech, wspomagający je w rozwoju, mieli być pedagogicznym medium, twórczym „przedłużeniem” jej serca, myśli i działań z pozycji skromnego Mistrza, prawdziwego Autorytetu, osoby z charyzmą, bo poświęcającą się całą (O)Sobą innym.
Komu by się chciało, kto by potrafił w tak trudnej życiowo sytuacji (socjalnie i zdrowotnie), w ciągu kilkunastu lat, wydać ponad 20 tomów rozpraw łączących naukowców i nauczycieli, teoretyków i praktyków, filozofów i refleksyjnych, transformatywnych nauczycieli? Prawda, że Ona miała na to czas, cierpliwość, że nieustannie przypominała o terminach i zabiegała o środki, sponsorów lub dobra wolę tych, którzy wspólnie z Nią doprowadzali dzieła do końca. Miała w zespole redakcyjnym Oficyny „IMPULS” wiernych przyjaciół, sojuszników tak, jak pozyskiwała ich wśród autorów i recenzentów rezygnujących z honorariów, byle tylko mógł ukazać się kolejny tytuł pod Jej redakcją. A przecież ten fakt w żadnej mierze nie stanowił podstaw do obniżania poziomu. Wprost odwrotnie.
Tym bardziej egzekwowaliśmy od siebie więcej, bo na tym polega prawdziwa przyjaźń i sztuka, że tworzy się wspólnie dobra, które są niepowtarzalne, ponadczasowe, o jak najwyższym poziomie. Jak pisał prof. Kazimierz Denek w związku z organizowaną przez Cieszyński Wydział Etnologii i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego konferencją, która była dedykowana twórczości dr Bronisławy Dymary w 2011 r.:
Osnową serii książek Nauczyciele-Nauczycielom jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie jak nauczać i wychowywać oraz uczyć się? Chodzi o to, żeby to czynić coraz lepiej, nowocześniej, bardziej świadomie i zrozumiale, przekonywająco, mądrzej, sensowniej, sprawniej, lżej, szybko, kreatywnie, skutecznie i efektywnie w warunkach zaniku ciekawości i na miarę perspektyw społeczeństwa wiedzy. W serii książek Nauczyciele-Nauczycielom teksty swe zamieściło 100 Autorów. Składa się ona z 21 książek drukowanych w latach 1996—2011 i zawiera:
— cztery książki autorskie, w tym Bronisławy Dymary: Dziecko w świecie marzeń (1996, 1998, 2009), Dziecko w świecie edukacji. Podstawy uczenia się kompleksowego… (2009), Dziecko w świecie edukacji. Realizacja kompleksów. Bliżej integracji osoby i pedagogiki współbycia (2009), śp. Jerzego Dymary: Dziecko w świecie geografii (2004);
— dziesięć książek współautorskich:
1) Dziecko w świecie przyrody (1998) — B. Dymara, S.Cz. Michałowski, L. Wollman;
2) Dziecko w świecie pokus (2000) — A. Murzyn, R. Cibor, S.Cz. Michałowski;
3) Dziecko w świecie matematyki (2000) — J. Filip, T. Rams;
4) Dziecko w świecie tradycji (2002) — B. Dymara, W. Korzeniowska, F. Ziemski;
5) Dziecko w świecie wartości. Aksjologiczne barwy dziecięcego świata (2003) — K. Denek, U. Morszczyńska, W. Morszczyński, S.Cz. Michałowski;
6) Dziecko w świecie wartości. Poszukiwanie ładu umysłu i serca (2003) — B. Dymara, M. Łopatkowa, M.Z. Pulinowa, A. Murzyn;
7) Dziecko w świecie języka (2004) — D. Bula, D. Krzyżyk, B. Niesporek-Szamburska, H. Synowiec;
8) Dziecko w świecie zabawy. Zabawa i radość w literaturze, muzyce i życiu codziennym (2009) — B. Dymara, A. Górniok-Naglik, J. Uchyła-Zroski;
9) Dziecko w świecie wielkiej i małej Ojczyzny (2009) — K. Denek, B. Dymara, W. Korzeniowska;
10) Sztuka bycia człowiekiem. Poszukiwanie wartości i sensów życia (2011) — B. Dymara, B. Cholewa-Gałuszka, E. Kochanowska.
W przygotowaniu jest jedenasta książka współautorska Bronisławy Dymary i Ewy Ogrodzkiej-Mazur: Dziecko w świecie literatury (druk w 2012 roku).
Zwróćmy uwagę na oryginalny i zróżnicowany skład tej serii, w której jest tylko 7 książek zbiorowych pod redakcją Bronisławy Dymary, choć większość serii tworzą zazwyczaj prace zbiorowe. Oto ich spis:
— Dziecko w świecie sztuki (1996);
— Dziecko w świecie rodziny (1998);
— Dziecko w świecie szkoły (1998);
— Dziecko w świecie muzyki (2000);
— Dziecko w świecie współdziałania. Poszukiwanie podstaw samorządności, współdziałania i demokracji (2001);
— Dziecko w świecie współdziałania. W stronę praktyki edukacyjnej (2001);
— Dziecko w świecie zabawy. O kulturze, cechach i wartościach ludycznej edukacji (2009).
Napisanie tak wielu różnych książek współautorskich wpłynęło korzystnie na tworzenie się edukacyjnej wspólnoty, gdyż kształtowanie każdej z nich wymagało kilku spotkań, dyskusji, omówień, dotyczących głównych idei, konstrukcji, sposobu pisania i przekładania wiedzy teoretycznej na działania edukacyjne, inspirujące zazwyczaj twórcze zachowania uczniów.
Poznański Profesor dokonał w swoim referacie znakomitej, bardzo głębokiej analizy całej twórczości pedagogicznej Bronisławy Dymary, która wystarczyłaby na kilka habilitacji w dziedzinie nauk humanistycznych. Warto do niego siegnąć.
Każdy z redagowanych czy współredagowanych przez Nią tomów doskonale wpisywał się w oczekiwania zarówno reformującego się systemu oświatowego, jak i politykę społeczno-edukacyjną państwa. Podejmuje w nich bowiem jedno z najważniejszych dla szkolnictwa wyzwań, jakim są procesy jego niedokończonej demokratyzacji (a była wielką zwolenniczką kształtowania samorządnych szkół publicznych) oraz mocno „wystudzone” aksjologicznie na kwestie wychowawcze i społeczno-moralne mechanizmy gospodarki rynkowej.
Bronisława Dymara uważała, że polska szkoła nie może być obojętna wobec powszechnej potrzeby samostanowienia narodu, rozwijania w nim szczerego poczucia patriotyzmu, wolności współdecydowania i samorealizacji w sytuacji tak głębokich deficytów i zapóźnień rozwojowych społeczeństwa, które było poważnie dotknięte banalizacją podstawowych wartości, indoktrynacją ideologiczną quasi totalitarnego państwa, pseudorywalizacją (socjalistyczny, stachanowski model współzawodnictwa pracy) czy zanikiem etosu pracy.
W państwie postsocjalistycznym, w którym wciąż mamy do czynienia z budowaniem zrębów demokracji i animowaniem procesów rzeczywistego uspołecznienia instytucji publicznych, nie można lekceważyć kwestii kształcenia młodego pokolenia i rozumienia wartości oraz umiejętności współdziałania, samorządności i samoorganizacji nauczycieli, uczniów i ich rodziców. Warto przyjrzeć się zatem zgromadzonym w jej pracach tekstom, by odpowiedzieć sobie na pytanie, w jakiej mierze udało się ich autorom określić podstawy dla samorządności, współdziałania i demokracji w szkole. Publikowali w tych tomach znakomici autorzy, uniwersyteccy profesorowie i doktorzy, doktoranci i asystenci, wykładowcy i zarządzający oświatą. Wszystkich łączył tak wspólny obszar dociekań, analiz, prób wyjaśnień słabości i formułowania normatywnych ofert ich eliminowania czy konstruowania alternatywnych modeli kształcenia oraz wychowania.
Zmarła pedagog była też poetką. Od czasu do czasu pisała piękne, subtelne wiersze. Jeden jeszcze nieopublikowany, zapisałem jakiś czas temu w blogu. Każdy list od dr Bronisławy Dymary przechowuję w swoim domowym archiwum, bo one były jak oświatowa poezja i zarazem piękno tradycji, darem człowieka szczerze zatroskanego o losy polskiej edukacji, szkoły, uczniów, nauczycieli i lokalnego środowiska. Była Osobą niezwykle skromną, zawsze niemalże przepraszającą, że o coś prosi, zabiega, chociaż nigdy nie dla siebie i nie w swojej sprawie. Kochała swoich licealistów, jak i akademickich Uczniów (nauczycieli i studentów), wielbiła podziwiać ich sukcesy i wspólnie z nimi boleć nad problemami czy kryzysami, jakie pojawiały się w ich życiu. To nieprawdopodobne, jak zawsze była blisko tych, którzy byli daleko, których nie mogła bezpośrednio spotkać czy porozmawiać z nimi face to face. Nie dostąpiła już możliwości komunikowania się za pośrednictwem nowych mediów. Nie chciała i nie mogła zarazem, bo przecież z tym wiązałyby się kolejne koszty, a Ona nie chciała być nikomu cokolwiek winna. Żaden zresztą list elektroniczny nie oddałby tak wymownie Jej charakteru i myśli, jak te pisane ręcznie, zawsze piękną kaligrafią.
Wszystkie swoje listy pisała na pięknym, papeteryjnym papierze, często zawierającym rozkwitającą różę. Odpowiadała na każdy tekst, przesłany artykuł czy książkę, dzieląc się swoimi opiniami. Dialogu współbycia (to zresztą tytuł przygotowywanej przez Bronisławę Dymarę kolejnej książki) będzie mi najbardziej brakowało, bo niby nikt z nas nie jest niezastąpiony, ale jednak są tacy, których zastąpić się nie da, niczym i nikim. Są osoby, o których wolelibyśmy nie wiedzieć i nie pamiętać, ale są też takie, których nieobecność tu i teraz jest bolesną raną, którą zagoić może szlachetnie kontynuowana pamięć o ich życiu i dokonaniach. Osierociła pedagogikę cieszyńską, ale i polską, zobowiązując jednak kolejne generacje uczonych do godnego samodoskonalenia się, wiary w siebie i dążenia do celów, które dobrze służą społeczeństwu i jednostkom oczekującym profesjonalnej i ludzkiej pomocy.
(fot. dr Bronisława Dymara otoczona cieszyńskimi a uniwersyteckimi Uczennicami w czasie przedwigilijnego spotkania u Niej w domu)
Żegnam w tym miejscu symbolicznym fragmentem wiersza ks. Jana Twardowskiego pt. Druga jesień:
(…)
Smutek jest jak diabeł
Ma swoje stąd dotąd
Wszystko jak należy w wymierzonym czasie
Łzy się nawet śmieją kiedy są za duże
Nie wyj z żalu głuptasie.
Teraz pewnie spogląda na nas wyzwolona z cierpienia i z pokojem własnego ducha oraz wrodzoną hiperaktywnością twórczą apeluje: Nie wyj, tylko pracuj, twórz, pomagaj, działaj, bądź z innymi i dla innych, (z)godnie.
Nota biograficzna redaktorki serii książek Nauczyciele – Nauczycielom.
Urodziła się w Ostrorogu na Wołyniu (27.VI.1932). Samokształcenie i poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań w edukacji zostało wpisane w całe jej życie. Magisterskie studia polonistyczne ukończyła w roku 1959 na WSP w Krakowie. Doktorat z nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki obroniła na UAM w Poznaniu w roku 1980.
Intensywną działalność innowacyjną rozwinęła w Lublinie w szkołach nr 15 i 31 (1951-1961). Z wielką pasją kontynuowała i wzbogacała swe próby i eksperymenty w zakresie kompleksowego nauczania, tworzenia systemu norm i kryteriów ocen, samorządności dzieci i młodzieży itd.
Na terenie Pszczyny (1961-1976), dokąd przeniosła się po wyjściu za mąż za Jerzego Dymarę, nauczyciela geografii i działacza oświatowego, pracowała w wielu szkołach jako nauczycielka j. polskiego, wizytatorka i dyrektorka. Prowadzona przez Bronisławę Dymarę Szkoła Podstawowa nr 5 i Szkoła Ćwiczeń (1968-1972) stała się ośrodkiem znanych dotąd innowacji. Próba ich kontynuowania i wzbogacania o tzw. Młodzieżowe Forum w prowadzonym przez siebie LO im. Bolesława Chrobrego (1974-1976) – skończyła się dramatem; utratą stanowiska i pracy.
W roku 1982 dr Bronisława Dymara została zatrudniona w Filii UŚ w Cieszynie na etacie adiunkta, gdzie pracowała jeszcze ćwierć wieku, w tym 15 lat na etacie (do emerytury w roku 1997). Tu skupili się wokół niej nauczyciele walczący z rutyną i schematyzmem. Intensyfikacja działań badawczych i innowacyjnych nastąpiła w związku z prowadzeniem prac magisterskich (ponad 450 obron) oraz objęciem kierownictwa Zakładu Teorii Wychowania (1992-1997). Procesowi rozwoju twórczych działań sprzyjał też prowadzony przez nią nowy przedmiot: innowacje edukacyjne!
Długoletnia praktyka oraz intensywne poszukiwanie nowego paradygmatu pedagogiki, opartego na więzi nauczycieli akademickich z nauczycielami szkół różnego typu stały się podstawą otwarcia serii książek pedagogicznych Nauczyciele – Nauczycielom. Wśród jej 20 tomów (1996-2009) znajdują się trzy autorskie książki redaktorki: Dziecko w świecie marzeń (1996, 1998, 2010); Dziecko w świecie edukacji. Podstawy uczenia się kompleksowego – nowe kształty i wymiary edukacji (2009), cz. I; Dziecko w świecie edukacji. Realizacja kompleksów. Bliżej integracji osoby i pedagogiki współbycia (2009), cz. II.
Wymienione książki o edukacji są syntezą niemałego dorobku publikacyjnego, wprowadzającego m.in. nowe spojrzenie na przestrzeń edukacyjną, pojęcie integracji, zasady nauczania, miejsce ucznia jako współtwórcy zajęć i procesu oceniania wyników, w toku kompleksowego uczenia się.
Dorobek publikacyjny, zapoczątkowany debiutem sprzed pół wieku w „Teatrze Ludowym” i „Kurierze Lubelskim” obejmuje ponad 300 pozycji i jest szczególnie intensywny w ostatnim ćwierćwieczu. Na dorobek ten składa się: 8 książek autorskich i 5 współautorskich, zredagowanych 13 tomów opracowań zbiorowych, a ponadto wiele artykułów, rozpraw, esejów, recenzji, notatek, sprawozdań. Wydrukowano je w około 30 czasopismach, kilkunastu seriach naukowych i książkach „pokonferencyjnych” UŚ w Katowicach, UJ w Krakowie, uniwersytetach w Poznaniu, Szczecinie, Wrocławiu, Lublinie itp.
Publikacje te dotyczą głównie następującej problematyki:
- teoretyczne podstawy nauczania – uczenia kompleksowego;
- system norm i kryteriów ocen, jego etyczna wartość;
- wartości w wychowaniu dzieci i młodzieży;
- edukacja jako sztuka bycia i tworzenia;
- szczęście i marzenie w opiniach dzieci i dorosłych;
- czas i przestrzeń jako kategorie pedagogiczne;
- pedagogika współbycia jako możliwość i konieczność;
- szkoła jako przestrzeń tworzenia kultury.
Dwa filary dorobku autorki – to uczenie się kompleksowe i książki serii N-N, z których każda z nich rozpoczyna się słowami: Dziecko w świecie (sztuki, przyrody, tradycji, wartości, współdziałania, rodziny itd.). Stanowi to istotną zmianę w patrzeniu na edukację, której podstawą jest jakość relacji dziecka z elementami świata zewnętrznego, ludźmi i sobą samym. Dla Autorki ważne jest więc nie tylko kształcenie, ale przede wszystkim kształtowanie człowieka, odkrywanie co dzieje się z dzieckiem pod wpływem szkolnej edukacji i innych działań w jego życiu. Wokół idei serii N-N skupiło się 100 osób, 19 profesorów i 20 nauczycieli różnych szkół. Jako autorzy przeważają adiunkci, ale są też rektorzy szkół wyższych.
Opisaną tu skrótowo działalność innowacyjną charakteryzują liczne recenzje, artykuły i wywiady – zebrane i zaprezentowane m.in. w książce Sztuka bycia człowiekiem. Została ona też zaprezentowana przez różnych autorów w kilku opracowaniach zwartych.
Msza pogrzebowa śp. dr Bronisławy Dymary odbędzie się w poniedziałek 07 stycznia br.
o godz. 12,3o w Kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i Matki Bożej Częstochowskiej w Pszczynie przy ul. M. Skłodowskiej-Curie 1.
Wyprowadzenie zwłok nastąpi o godz. 12,15 z Kaplicy przy Szpitalu w Pszczynie
przy ul. Witolda Antesa
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)













































