Odpowiadam na list jednego z czytelników mojego bloga, który zapytał mnie po lekturze książki Kornelii Sobczak, czy „udowodniła” ona, że Rudy i Zośka - bohaterowie Akcji pod Arsenałem a zarazem ksiązki Aleksandra Kamińskiego "Kamienie na szaniec" - byli gejami? Krótka odpowiedź brzmi: nie – nie udowodniła tego ani w sensie historyczno-naukowym, ani publicystycznym.
Autorka książki dokonała nadinterpretacji relacji między bohaterami, opierając się na wybiórczej analizie języka emocjonalnego w listach, wspomnieniach, by na podstawie rzekomej intensywności więzi przyjacielskiej, przekonać czytelników o tym, że lektura szkolna może być czytana także poza klasycznym schematem „erotycznej przyjaźni”.
Czytam zatem książkę K. Sobczak jako naukowiec a nie publicysta, bo taka rola powinna interesować autorkę w trakcie prowadzenia własnych studiów poznawczych, skoro posiada stopień naukowy doktora nauk humanistycznych. Ważna zatem była dla mnie teza autorki książki ze względu na jej status poznawczy, wymagający dociekania prawdy a nie jej ideologicznego kreowania.
W tym przypadku mamy do czynienia z klasycznym wykorzystaniem narracji w języku emocji w pośrednich źródłach historycznych, które w żadnym stopniu nie stanowią dowodu relacji seksualnej między młodzieńcami. W pokoleniu wojennym intensywne, czułe relacje między młodymi mężczyznami były normą kulturową, przyjaźń miała często charakter egzystencjalny, heroiczny, quasi-braterski (a nawet „mistyczny”).
Czytanie tego języka przez pryzmat współczesnych i na domiar zakorzenionych w ideologii Gender kategoriach skutkuje nie tylko ryzykiem anachronizmu interpretacyjnego, ale generuje pozorność koniecznego sporu o interpretację postaw i zachowań tych, którzy od kilkudziesięciu lat nie żyją, podobnie jak ich najbliżsi oraz autor |Kamieni na szaniec".
Książka Sobczak wpisuje się w szerszy nurt reinterpretacji bohaterów historycznych przez pryzmat współczesnych kategorii tożsamościowych, „odczytywania na nowo” stosunków międzyludzkich. Reakcje badaczy są zatem podzielone, bowiem część uznaje to za uprawnioną hermeneutykę kulturową, inni zaś widzą w tym nadinterpretację, projektowanie współczesnych kategorii na przeszłość czy/oraz osłabianie rygoru źródłowego.
Co można powiedzieć z pewnością z perspektywy naukowej? Relacja „Zośki” i „Rudego” była wyjątkowo silna, emocjonalna i głęboka. Istnieją źródła potwierdzające ich niezwykłą więź, ale brak dowodów pozwalających jednoznacznie określić ją jako relację homoseksualną. Język relacji w czasie wojny jest bogatszy, mniej zracjonalizowany, mniej podejrzliwy, a bliskość nie wymaga natychmiastowego wpisania w kategorię tożsamości seksualnej.
Autorka zatem nierzetelnie dowodzi tezy o homoseksualności bohaterów, proponując jej interpretacyjne odczytanie, które pozostaje nie tylko dyskusyjne, ale i nie znajduje żadnego, jednoznacznego potwierdzenia w materiałach źródłowych.
Czy
to znaczy, że można każdemu, kto już nie żyje a był faktycznie bohaterem w
czasie okupacji, przypisywać jakąkolwiek cechę dla celów ideologicznej kampanii Polsce? - pytał mnie czytelnik bloga i recenzowanej tu książki.
Krótko mówiąc - nie, nie można tego uznać za uprawnioną praktykę naukową, choć w przestrzeni publicznej takie próby się zdarzają, co w żadnej mierze nie usprawiedliwia ich autorów. Istnieje granica między interpretacją a projekcją. Nie kwestionuję tego, że w badaniach humanistycznych konieczna jest przestrzeń dla interpretacji, także odważnej czy odmiennej od dotychczas występujących, ale musi ona spełniać określone warunki:
- po pierwsze musi być zakorzeniona w źródłach (pamiętajmy o cenzurze w czasach PRL),
- po drugie, powinna być weryfikowalna
intersubiektywnie tak, aby inni badacze mogli sprawdzić tok rozumowania autora jakiejś tezy, poglądów, teorii,
- po trzecie, musi jasno odróżniać fakty od
hipotez.
Jeżeli tych warunków nie ma, a tak jest w przypadku ksiązki dr K. Sobczak, to jej interpretacja staje się projekcją współczesnych kategorii na przeszłość.
Historyk, kulturoznawca, politolog, pedagog, socjolog czy psycholog, a szerzej - badacz humanista – pracuje w przypadku określonych problemów na śladach, więc na listach, pamiętnikach, relacjach, języku epoki. jednak te ślady mają swoją strukturę, swoje granice i swój kontekst kulturowy, których historyk nie zna i nie pozna. Nie wszystko, co dziś odczytujemy jako „dwuznaczne”, było takie w przeszłości.
Zwracam uwagę na problem „niemego świadka”. Osoby nieżyjące, zwłaszcza bohaterowie historyczni, osoby kiedyś publiczne, są w szczególnej sytuacji. Nie mogą się bronić, nie mogą doprecyzować znaczeń swoich słów, ich biografie funkcjonują w przestrzeni symbolicznej, narodowej, kulturowej, czy jak w tym przypadku także harcerskiej służby. Dlatego pisząc prace o charakterze biograficznym autorów obowiązuje najwyższy standard odpowiedzialności badawczej.
W przypadku ksiązki dr K. Sobczak mamy do czynienia z nadużyciem ideologicznym. Przypisywanie komukolwiek cech wrażliwych społecznie i prywatnie bez wystarczających podstaw może mieć charakter ideologizacji historii, instrumentalizacji postaci, a zatem kreowania współczesnej narracji kosztem prawdy historycznej, ale i osobistej. W skrajnej postaci prowadzi to do „kolonizacji przeszłości przez teraźniejszość”.
Piszę o tym nie po to, by popaść w przeciwieństwo postawy badawczej wobec minionych dziejów, czyli zamrażać interpretację czy uznać, że biografie historyczne są raz na zawsze „zamknięte”. W humanistyce, podobnie jak w naukach społecznych, potrzebne są nowe pytania badawcze. Problem jednak zaczyna się wtedy, gdy pytanie zamienia się w tezę, teza w deklarację a deklaracja w „rzekomy fakt”.
Moim zdaniem naukowców upowszechniających swoje dociekania w literaturze popularnonaukowej, popnaukowej, potocznej, do jakiej zaliczam niniejszą książkę, obowiązuje także kryterium uczciwości naukowej. O ile można napisać, że „istnieją przesłanki, by rozważyć…”, o tyle nieuprawnione jest twierdzenie bez wiarygodnych dowodów, że „było tak i tak” (bez dowodów).
Historia przestaje być nauką wtedy, gdy zaczyna mówić więcej o potrzebach współczesności niż o faktach przeszłości. W przypadku książki dr K. Sobczak mamy z tym do czynienia. Historia nie jest lustrem, w którym współczesność może bezkarnie przeglądać własne obsesje, a jednak coraz częściej tak właśnie bywa traktowana.
Recenzja powstała w komunikacji z AI, zaś decyzje, wątpliwości i wnioski są moje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam