29 marca 2026

Powróćmy do niewłaściwej poznawczo nadinterpretacji losów bohaterów "Akcji pod Arsenałem"

 


Odpowiadam na list jednego z czytelników mojego bloga, który zapytał mnie po lekturze książki Kornelii Sobczak, czy  „udowodniła” ona, że Rudy i Zośka - bohaterowie Akcji pod Arsenałem a zarazem ksiązki Aleksandra Kamińskiego "Kamienie na szaniec" - byli gejami? Krótka odpowiedź brzmi: nie – nie udowodniła tego ani w sensie historyczno-naukowym, ani publicystycznym

Autorka książki dokonała nadinterpretacji relacji między bohaterami, opierając się na wybiórczej analizie języka emocjonalnego w listach, wspomnieniach, by na podstawie rzekomej intensywności więzi przyjacielskiej, przekonać czytelników o tym, że lektura szkolna może być czytana także poza klasycznym schematem „erotycznej przyjaźni”.

Czytam zatem książkę K. Sobczak jako naukowiec a nie publicysta, bo taka rola powinna interesować autorkę w trakcie prowadzenia własnych studiów poznawczych, skoro posiada stopień naukowy doktora nauk humanistycznych. Ważna zatem była dla mnie teza autorki książki ze względu na jej status poznawczy, wymagający dociekania prawdy a nie jej ideologicznego kreowania.

W tym przypadku mamy do czynienia z klasycznym wykorzystaniem narracji w języku emocji w pośrednich źródłach historycznych, które w żadnym stopniu nie stanowią dowodu relacji seksualnej między młodzieńcami. W pokoleniu wojennym intensywne, czułe relacje między młodymi mężczyznami były normą kulturowąprzyjaźń miała często charakter egzystencjalny, heroiczny, quasi-braterski (a nawet „mistyczny”). 

Czytanie tego języka przez pryzmat współczesnych i na domiar zakorzenionych w ideologii Gender kategoriach skutkuje nie tylko ryzykiem anachronizmu interpretacyjnego, ale generuje pozorność koniecznego sporu o interpretację postaw i zachowań tych, którzy od kilkudziesięciu lat nie żyją, podobnie jak ich najbliżsi oraz autor |Kamieni na szaniec".    

Książka Sobczak wpisuje się w szerszy nurt reinterpretacji bohaterów historycznych przez pryzmat współczesnych kategorii tożsamościowych, „odczytywania na nowo” stosunków międzyludzkich. Reakcje badaczy są zatem podzielone, bowiem część uznaje to za uprawnioną hermeneutykę kulturowąinni zaś widzą w tym nadinterpretacjęprojektowanie współczesnych kategorii na przeszłość czy/oraz osłabianie rygoru źródłowego. 

Co można powiedzieć z pewnością z perspektywy naukowej? Relacja „Zośki” i „Rudego” była wyjątkowo silna, emocjonalna i głęboka. Istnieją źródła potwierdzające ich niezwykłą więź, ale brak dowodów pozwalających jednoznacznie określić ją jako relację homoseksualną. Język relacji w czasie wojny jest bogatszy, mniej zracjonalizowany, mniej podejrzliwy, a bliskość nie wymaga natychmiastowego wpisania w kategorię tożsamości seksualnej. 

Autorka zatem nierzetelnie dowodzi tezy o homoseksualności bohaterów, proponując jej interpretacyjne odczytanie, które pozostaje nie tylko dyskusyjne, ale i nie znajduje żadnego, jednoznacznego potwierdzenia w materiałach źródłowych.  

Czy to znaczy, że można każdemu, kto już nie żyje a był faktycznie bohaterem w czasie okupacji, przypisywać jakąkolwiek cechę dla celów ideologicznej kampanii  Polsce? - pytał mnie czytelnik bloga i recenzowanej tu książki.


Krótko mówiąc - nie, nie można tego uznać za uprawnioną praktykę naukową, choć w przestrzeni publicznej takie próby się zdarzają, co w żadnej mierze nie usprawiedliwia ich autorów. Istnieje granica między interpretacją a projekcją. Nie kwestionuję tego, że w badaniach humanistycznych konieczna jest przestrzeń dla interpretacji, także odważnej czy odmiennej od dotychczas występujących, ale musi ona spełniać określone warunki:

  • po pierwsze musi być zakorzeniona w źródłach (pamiętajmy o cenzurze w czasach PRL),
  • po drugie, powinna być weryfikowalna intersubiektywnie tak, aby inni badacze mogli sprawdzić tok rozumowania autora jakiejś tezy, poglądów, teorii, 
  • po trzecie, musi jasno odróżniać fakty od hipotez.

Jeżeli tych warunków nie ma, a tak jest w przypadku ksiązki dr K. Sobczak, to jej interpretacja staje się projekcją współczesnych kategorii na przeszłość. 

Historyk, kulturoznawca, politolog, pedagog, socjolog czy psycholog,  a szerzej - badacz humanista – pracuje w przypadku określonych problemów na śladach,  więc na listach, pamiętnikach, relacjach, języku epoki. jednak te ślady mają swoją strukturę, swoje granice i swój kontekst kulturowy, których historyk nie zna i nie pozna. Nie wszystko, co dziś odczytujemy jako „dwuznaczne”, było takie w przeszłości.

Zwracam uwagę na problem „niemego świadka”. Osoby nieżyjące, zwłaszcza bohaterowie historyczni, osoby kiedyś publiczne, są w szczególnej sytuacji. Nie mogą się bronić, nie mogą doprecyzować znaczeń swoich słów, ich biografie funkcjonują w przestrzeni symbolicznej, narodowej, kulturowej, czy jak w tym przypadku także harcerskiej służby. Dlatego pisząc prace o charakterze biograficznym autorów obowiązuje najwyższy standard odpowiedzialności badawczej

W przypadku ksiązki dr K. Sobczak mamy do czynienia z nadużyciem ideologicznym. Przypisywanie komukolwiek cech wrażliwych społecznie i prywatnie bez wystarczających podstaw może mieć charakter ideologizacji historiiinstrumentalizacji postaci, a zatem kreowania współczesnej narracji kosztem prawdy historycznej, ale i osobistej. W skrajnej postaci prowadzi to do „kolonizacji przeszłości przez teraźniejszość”. 

Piszę o tym nie po to, by popaść w przeciwieństwo postawy badawczej wobec minionych dziejów, czyli zamrażać interpretację czy uznać, że biografie historyczne są raz na zawsze „zamknięte”. W humanistyce, podobnie jak w naukach społecznych, potrzebne są nowe pytania badawcze. Problem jednak zaczyna się wtedy, gdy pytanie zamienia się w tezę, teza w deklarację a deklaracja w „rzekomy fakt”. 

Moim zdaniem naukowców upowszechniających swoje dociekania w literaturze popularnonaukowej,  popnaukowej, potocznej, do jakiej zaliczam niniejszą książkę, obowiązuje także kryterium uczciwości naukowej. O ile można napisać, że „istnieją przesłanki, by rozważyć…”, o tyle nieuprawnione jest twierdzenie bez wiarygodnych dowodów, że „było tak i tak” (bez dowodów). 

Historia przestaje być nauką wtedy, gdy zaczyna mówić więcej o potrzebach współczesności niż o faktach przeszłości. W przypadku książki dr K. Sobczak mamy z tym do czynienia. Historia nie jest lustrem, w którym współczesność może bezkarnie przeglądać własne obsesje, a jednak coraz częściej tak właśnie bywa traktowana.


Recenzja powstała w komunikacji z AI, zaś decyzje, wątpliwości i wnioski są moje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam