poniedziałek, 16 marca 2020

Idiotokracja - czyli książka z dedykacją dla głupców czy mędrców?


Koronawirus szaleje już w Polsce zbierając żniwo głupoty, wieloletnich zaniechań władz państwowych, opóźnień, bezmyślności, ale i szaleństwa zakupów na zapas, braku leków, lekarzy, pielęgniarek itd. Wirus dotarł także na Pocztę Polską, która sprzedaje książkę Janusza Szewczaka p.t. "IDIOTOKRACJA czyli zmowa głupców" (Kraków 2020). Tytuł - jak na dzisiejsze czasy - jest niezwykle trafiony, chociaż autorowi zapewne wydawało się, że wzmocni swoją publicystyką prawe skrzydło polityków i prawoskrętną część społeczeństwa.

Tymczasem treść tej książki jest jak kij, którym można uderzyć w obie strony. Krytykując ortodoksyjnie i demagogicznie lewactwo i liberalizm można przyczynić się do tego, że oberwie się z wykorzystaniem tych samych argumentów także prawej stronie sceny politycznej i publicznie dyskursywnej. Wahadło się odwróciło. Teraz pod żyrandolem władzy jest prawica, tym samym odsłona kulis jej sprawowania nie dotyczy już tylko poprzednich rządów.

Wydawnictwo Biały Kruk musi mieć niezły kapitał, skoro wydało publicystyczną książkę w niezwykle pięknej szacie graficznej (gratulacje!), na kredowym papierze. Niektóre zdjęcia i reprodukcje obrazów są ślicznie wydrukowane, a publikowane po raz pierwszy niektóre z nich - w wydawałoby się filozoficznym anturażu - dodają tytułowi niebagatelnej wartości.

Książka sprawia wrażenie mądrej i częściowo jest też nośnikiem mądrości, chociaż niektórzy mogą powątpiewać, czy aby jej autora. Nikt jednak by głupoty tak ładnie nie wydał. Warto więc po nią sięgnąć dedykując ją przede wszystkim tym, którzy wchodzą w relacje z głupcami, by znaleźć na kartach książki duchowe wsparcie, skoro - jak pisze Janusz Szewczak "Wiatr kretynizmu wieje coraz silniej, a my czujemy się coraz bardziej zaczadzeni oparami głupoty" (s.13).

Ten post powinna skopiować do swojej kolekcji dr Joanna Gruba. Nie widzę, by przeprosiła za swoją niewiedzę, fundamentalne błędy w opracowanej i opublikowanej przez siebie ankiecie, której upowszechnieniem skompromitowała siebie i pedagogikę. Jestem cierpliwy. Poczekam.

Nie przeprosiła za kłamstwo, którym posługuje się w swoich wpisach, a dotyczące tego, jakoby osobiście poniosła wydatki na wezwanie rzecznika dyscyplinarnego UŁ do Łodzi. Napisała: Inna odpowiedź dotarła do mnie z Uniwersytetu Łódzkiego. Rzecznik Dyscyplinarny tej uczelni wszczął postępowanie wyjaśniające. Na wniosek Rzecznika 2 października 2019 r. zostałam wezwana na przesłuchanie w charakterze świadka. Stawiłam się na miejscu przesłuchania na Uniwersytecie Łódzkim o godzinie 9.00. Złożyłam wyjaśnienia. Rzecznik zaprotokołował. Straciłam trochę czasu i trochę pieniędzy. A to jest wierutne kłamstwo.

Dr J. Gruba - tak skora do zamieszczania różnych pism - tym razem nie opublikowała listu rzecznika dyscyplinarnego UŁ (nota bene też naruszającego prawo), który zobowiązał UŁ do przelania na jej konto kwotę w wysokości 481,79 zł z tytułu zwrotu kosztów dojazdu z Katowic do Łodzi samochodem. Kto wie zresztą, czy przyjechała samochodem, czy pociągiem? Nie ma to znaczenia. Koszty zostały jej zwrócone z naddatkiem, mimo udowodnienia dr Gruby przez właściwą i kompetentną rzecznik dyscyplinarną UŁ nie tylko tego, że jest pseudonaukowcem, ale i nie posiada wiedzy. Ba, odmawiała mi prawa do walki z pseudonauką i publikowania krytyki bubli pseudonaukowców, także jej pseudonaukowej diagnozy.

Rektor UŁ powinien wyciągnąć konsekwencje wobec tej pani, która nie po raz pierwszy swoją ignorancją naraża uczelnię publiczną na wydatkowanie środków tylko po to, by udowodnić jej, że po raz kolejny jest nieodpowiedzialna w swoich roszczeniach. Może jakiś (w sensie statystycznym, nieznany ogółowi) prawicowy publicysta (może być emerytem, nawet w kapeluszu lub z teczką pod pachą z makulaturowym miesięcznikiem) ponownie przeciwstawi się krytykom takich osób i stanie po stronie głupoty, utrzymując tym samym czytelników czy słuchaczy swoich demagogicznych wypocin w zakłopotaniu i intelektualnej próżni? Każdy dzieli się tym, co posiada.

Jak słusznie pisze Janusz Szewczak, na pewno wielką i prawdziwą "(...) jest umiejętność znoszenia głupoty innych, tyle że trzeba mieć wtedy anielską cierpliwość. Jednak człowiek nawet najcierpliwszy powinien z przejawami głupoty walczyć, zwłaszcza gdy przybierają one wprost komiczne wymiary" (s. 14).

Istotnie, trzeba zobowiązać młode pokolenie do tego, by powstrzymało postępującą idiotokrację, czyli triumf głupoty, gigantycznej niewiedzy, manipulacji, kłamstwa, pseudonauki, pychy. "W ostatnich dziesięcioleciach z głupoty uczyniono cnotę. Popularność głupców zaczęła uchodzić za fachowość, a oni sami za autorytety. Swe "uczone" poglądy wypowiadają medialni celebryci, którzy nie grzeszą rozumem czy wiedzą, a którzy mimo to - a może właśnie dlatego! - stają się wzorcami do naśladowania zwłaszcza dla ludzi młodych. Są znani głownie z tego, że są znani". (s. 21)

I dalej pisze autor tej książki: "Problem w tym, że współcześnie coraz więcej ludzi wie, że na pewno wie, choć wcale nie wie i co najgorsze, nie zamierza wiedzieć" (s. 24)

W książce, która - jak wspomniałem - nie jest rozprawą naukową, ale publicystyczną, zbiorem osobistych refleksji autora wzmacnianych dobranymi do jego światopoglądu, wyznania, kultury osobistej i mądrości cytatami różnych autorytetów filozoficznych i naukowych (od starożytności po dzień dzisiejszy) znajdziemy wiele cennych myśli wybitnych humanistów i teologów. Są tu także przywoływane z informacji medialnych różne wydarzenia, postawy czy zachowania osób, które świadczą o ich głupocie, ale i prowadzą często do nieodwracalnych strat w życiu ludzkim, w życiu także Polaków. Głupiec nie zdaje sobie sprawy, że nie tylko czyni krzywdę innym, ale i sobie.

Z idiotokracją mamy też do czynienia w strukturach władz państwowych, wśród polityków, a więc u osób, które biorą publiczne pieniądze za swoją niewiedzę, irracjonalizm tylko dlatego, że znalazły się w kręgu towarzyskim władzy. "Głupcy masowo wręcz przeniknęli do ośrodków władzy. Nie tylko polityki, ale i biznesu, mediów, a nawet wymiaru sprawiedliwości" (s. 40).

Ba, autor tej książki cytuje Jose O. Gasseta: "W chwili obecnej charakterystyczne jest to, że umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swojej przeciętności i banalności, mają czelność domagać się prawa do bycia przeciętnymi i banalnymi i do narzucania tych cech wszystkim innym (s.34)".

W liczącej 190 stron książce roi się od eklektycznie zestawianych cytatów, a więc postmodernistycznie, bo dobieranych bez jakiejkolwiek logiki czy kryterium porządkującego wiedzę na temat ludzkiej głupoty, tępoty umysłowej, intelektualnego prostactwa, ciemnoty, pseudonaukowców, do których autor zalicza filozofów z lewo-czy liberalnoskrętnej literatury naukowej i potocznej. Sam naukowcem nie jest, toteż potwierdza przytoczoną za F. Baconem myśl: "Rozum ludzki pozostawiony samemu sobie zupełnie słusznie nie zasługuje na zaufanie" (s. 47).

Co historia mówi nam o głupocie? Czytajmy, chociaż, zawsze jest na to za późno! Polak - jak powiada przysłowie - jest głupi po szkodzie.

Trwa własnie w naszym kraju walka o powstrzymanie pandemii koronawirusa. Dr Dawid Ciemięga, który zasłynął w walce z ruchami antyszczepionkowymi, dzieli się gorzką refleksją:

- Teraz się dopiero okaże, jak kończy się pompowanie pieniędzy we wszystko, co ludziom najmniej potrzebne, w propagandę, Rydzyka, kościoły, F16, pomniki, świątynie, luksusy, a nie zabezpiecza się należycie obywateli i realnych potrzeb. Wiele z tych potrzeb od lat zabezpieczał Owsiak, tylko dzięki sprzętom od Owsiaka, wiele wcześniaków żyje. Facet uratował setki dzieci, a władza na niego pluje. Proszę Państwa, proszę śledzić komunikaty Główny Inspektorat Sanitarny, doktor Pinkas ciężko pracuje, to jest bardzo rzetelny facet, którego znam osobiście. Wielu lekarzy narażać będzie dla was swoje życie, zdrowie i swoje rodziny. Ci którzy na nas pluli, donosili, wyzywali od morderców, teraz zobaczą kto ratuje zdrowie i życie ludzi w prawdziwym świecie, nie na FB. To nie znachorzy będą się narażać, oni pouciekają, zostaną lekarze, pielęgniarki, ratownicy, diagności, panie w rejestracji, wszyscy pracownicy placówek medycznych.

Pazerność walczących o władzę, o dostęp do przywilejów i rzekomo pracujący dla idei już nie kryje tego, że sprawujący władzę mają wśród swoich urzędników i kadr kierowniczych - tak jak ich poprzednicy - nadymanych, napuszonych ignorantów, szukających poklasku i powiększających klakierów ich partyjnej formacji. Czy rzeczywiście, jak pisze Janusz Szewczak - "Powinniśmy tylko nieco znieczulić i zamulić swój własny umysł i krytycyzm, przymknąć oko, a najlepiej oba, wybaczyć, pochylić się z tolerancją i zrozumieć owych "biednych" głupców" (s. 60)?

Z każdą stroną książki wypowiedzi autora są coraz bardziej, nawet przesadnie wyostrzone. Nieustannie ostrzega nas przez oszustami, intelektualnymi prowokatorami, pseudouczonymi, nieczystymi siłami globalizmu, byśmy nie stawali się dla nich i ich interesów targetem dostarczającym im zysków (psychicznych i/lub materialnych). Znakomicie krytykuje rzekomy postęp w zakresie posthumanizmu, propagowanie kultury technologicznego manipulowania przez człowieka własnym ciałem, organizmem, eksperymentowania z eutanazją, ale i zabawiania się na śmierć. Kiedy to czytam służby sanitarno-epidemiologiczne poszukują młodzieży licealnej w Łodzi, która nie przestrzegała kwarantanny i bawiła się w jednym z pubów.

Dostaje się też niektórym akademikom, kiedy J. Szewczak pisze:

"Czy istnieją w ogóle jakieś granice ludzkiej głupoty, nawet pośród wykształconych głupców, skoro profesor prawa wielkiego polskiego uniwersytetu publicznie stwierdza, że >>W rodzinach homoseksualnych rodzi się więcej dzieci niż w rodzinach hetero?"<< Szkoda, że nie podaje źródła do tej wypowiedzi, bo nie możemy sprawdzić, czy tak faktycznie było. Czy nie są to wyrwane z kontekstu i przeinaczone zdania, jak czyni to w swoich pseudonaukowych felietonach J. Gruba? Z jej wpisów tez można uczynić zlepek bełkotu, tylko po co? Musimy być w takich prowokacjach mądrzejsi i wykazywać więcej kultury, demaskując kłamstwa i manipulacje. Dobrze, że ukazała się ta książka, bo chociaż jest publicystyką, miejscami demagogiczną, opartą na bezkrytycznie przytaczanych danych, potocznym myśleniu i komentowaniu zmiany stylu życia przez młodzież i młodych dorosłych w różnych krajach, to jednak wpisuje się w konieczne zmagania z analfabetyzmem intelektualnym i myślowym w naszym społeczeństwie. Być może autor przesadza w katastroficznej wizji upadku cywilizacji na skutek panujących w różnych makro- i mezostrukturach życia publicznego i głupców i głupoty, ale intencja jest jak najbardziej słuszna i godna pochwały.

Krytyka cyfryzacji naszego życia jest przerysowana, zbyt katastroficzna, o czym przekonujemy się wszyscy w obliczu pandemii Koronwirusa. Gdyby nie było tak otwartego dostępu do świata, nie tylko głupoty i głupców, ale przede wszystkim do mędrców, ludzi wykształconych i odpowiedzialnych, to autor tej książki mógłby nie tylko nie zgromadzić tak wiele argumentów przeciwko elektronicznej komunikacji, ale i być może nie miałby szans na tak piękną edycję własnej publikacji. To prawda, że "giganty cyfrowo-elektroniczne i wielkie sieci społecznościowe mają ogromny potencjał piekłotwórczy i głuponośny" (s.120), ale też niebotwórczy i mądrościowy. Dzięki tej technologii odizolowane starsze pokolenie może pośrednio uczestniczyć np. w mszy świętej, pozyskać pomoc w zrobieniu zakupów, mieć via Skype kontakt z bliskimi, którzy są bardzo daleko itp.

Granice tolerancji myślowej dzięki tzw. poprawności politycznej zmieniają się wraz z preferowanym światopoglądem formacji rządzącej. Głupota, tak jak i mądrość przechodzi w każdej z nich z pokolenia na pokolenie, ale mądrzejszych jest na szczęście wciąż więcej. Warto zatem dostrzec w społecznych komunikatorach wielki dar solidarności, altruizmu, pomocniczości, autentycznej przyjaźni, a nawet miłości. Prace nad sztuczną inteligencją wcale nie hamują, nie redukują ludzkiej wiary, religijności, tęsknoty do prawdziwego humanum.

Doprawdy, nie jest tak, że rodzice i duża część nauczycieli stoją z boku i nic nie czynią, by dzieci doświadczały transcendencji - prawdy, dobra i piękna. Piętnując głupotę wyświadczają dobre przysługi nam wszystkim, ale przede wszystkim pracują nad mądrością swoich lub cudzych pociech. Większość z nas składa ofiarę na ołtarzu mądrości, uczciwości, rzetelności, odpowiedzialności, sprawiedliwości, a nie głupoty. Nie warto szerzyć i utrwalać mity, które zaprzeczają prawdzie o codzienności życia, pracy i zabawy.

W kończącym książkę rozdziale J. Szewczak pisze:

"Nie od dziś wiadomo, że prawdziwie mądrzy i wybitni ludzie swą wielkość pokazują przez stosunek do tych słabych, biednych, chorych, zagubionych, tych cierpiących, prawdziwych nędzarzy losu. Uczeni i tzw. elity przywódcze powinni zawsze pamiętać, że ludzki los, ich życie i wysiłek, to tylko chwilowa wędrówka, która nigdy nie wiadomo, kiedy i jak się zakończy. (...) Trzeba na co dzień mieć w sobie zarówno "ducha mądrości" jak i "ducha dobroci", bo to właśnie dobroć i mądrość, a nie technika i technologia jest najwyższą miarą człowieczeństwa" (s. 182).

Skoro wszyscy, którzy spotkają się z koronawirusem, łapią go, uczyńmy jak najwięcej, by nie zarazić się wirusem głupoty.

Dylematy seminarzystów na uczelni