poniedziałek, 3 grudnia 2018

Nareszcie dobra zmiana w edukacji


Trudno jest nie zgodzić się z nauczycielami i rodzicami, którzy muszą konfrontować publiczne wypowiedzi minister edukacji Anny Zalewskiej z realiami. Wiedzą, że minister nie jest od głoszenia prawdy, tylko od jej kreowania tak, jak miało to miejsce w okresie PRL, chociażby za Edwarda Gierka. Sekretarza już mało kto pamięta, toteż w nowej postaci i z nowymi bohaterami dobrej zmiany reformowana jest polska szkoła.

Jest pięknie. Reforma wspaniale się rozwija. Zmienia oblicze polskiej szkoły na lepszą. Wszyscy rodzice są dumni, że polska szkoła wreszcie staje się miejscem ich niespełnianych dotychczas marzeń i pragnień. Dzieci chodzą do niej szczęśliwe nawet jak nie ma szafek na książki. Najgorsze dla nich dni, to sobota i niedziela, toteż nie mogą się doczekać, kiedy wreszcie nadejdzie poniedziałek i z uśmiechem na ustach będą mogły wreszcie wejść do swojej ukochanej klasy.

Rodzice mogli dzięki reformie wykazać się swoimi patriotycznymi postawami. Oto w ramach czynu społecznego mogli odkręcić tablice z wrednymi patronami szkół, do których uczęszczały ich dzieci. Wiadomo, poprzednie władze zakłamywały historię polskiego narodu, toteż dopiero teraz "dobra zmiana" uświadomiła rodzicom szkodliwość treści zamieszczonych na tabliczkach i pieczęciach. Tak oto bohaterscy patrioci usunęli wreszcie ze szkolnego budynku w Chalinie litery z nazwiskiem jej patrona z lat 2006–2017, który do niej uczęszczał przed laty i jeszcze na domiar złego otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Ministerstwo wraz z patriotycznymi dyrektorami pokazuje, w jaki sposób należy postępować z wrogami naszego kraju.

Poprawia się wpływ organizacji pozarządowych na naszą edukację. Oto Stowarzyszenie "Ordo Iuris" uświadomiło dyrektorom szkół i rodzicom, że w naszym kraju działa co najmniej 25 organizacji, które ośmielają się oferować placówkom zajęcia na temat dyskryminacji i praw człowieka. Wśród nich znalazły się m.in. Fundacja im. Jana Karskiego oraz Amnesty International. Dzieci i ryby głosu nie mają, więc co wolno wojewodzie, to nie temu, co smrodzie.

Ministrzyca edukacji przypomina dyrektorom szkół o konieczności uzyskania pozytywnej opinii rodziców dotyczącej działalności takich organizacji czy instytucji w szkole. Nie można obciążać naszej młodzieży dodatkowymi zajęciami, bo nie dość, że ugina się pod ciężarem plecaków, to jeszcze mogłaby nabawić się depresji z powodu wiedzy na temat rzekomej dyskryminacji czy naruszania praw człowieka przez człowieka.

Mam nadzieję, że rodzice przyjdą po rozum do głowy i żadnej z tych organizacji do szkół nie wpuszczą. W III RP nie ma dyskryminacji a prawa człowieka są przestrzegane, bo na ich straży stoi Konstytucja i Trybunał Konstytucyjny. Posłowie partii władzy nie po to reformowali sądy, by komukolwiek mogło przyjść do głowy, że w naszym kraju łamie się czyjekolwiek prawa lub kogokolwiek dyskryminuje. Absolutnie, to nie jest prawdą.

Wystarczy obejrzeć telewizyjne wiadomości, w których wiceminister edukacji Maciej Kopeć potwierdzi, że za plan lekcji odpowiada dyrektor szkoły i to on powinien skonstruować siatkę zajęć tak, by odpowiadała potrzebom uczniów. Ministerstwo jest przecież przeciwne temu, żeby uczniowie uczyli się na dwie czy trzy zmiany. Absolutnie!!! To wredni, nieczuli dyrektorzy, nieudacznicy planowania zajęć szkolnych prowadzą celowo politykę oporu przeciwko "dobrej zmianie" nonsensownie organizując dzieciom zajęcia w szkole. Niedouczeni, a przy tym tak dużo zarabiają, że im się już w głowach poprzewracało.

Poprawie uległa edukacja muzyczna. Nareszcie dzieci uczą się tańczyć i śpiewać w rytmie disco polo. Oto w jednej ze szkół podstawowych w Sycowie uczniowie nauczyli się najnowszego hitu autorstwa Lecha Makowieckiego, którego zwrotka dodaje otuchy: "Przetrwaliśmy czas rozbiorów/ I brunatne zło/ Komunistów i lewaków/ Genderowe dno/ Od dżihadu ocalimy świat kolejny raz/ Tylko Panie miej w opiece nas!".

Nie jest też prawdą, że polska młodzież kończąca w tym roku szkolnym gimnazjum i ósmą klasę szkoły podstawowej będzie miała jakikolwiek problem z dostaniem się do liceum. Od czego są władze resortu edukacji? Minister A. Zalewska zawsze znajdzie wyjście z najtrudniejszej nawet sytuacji i nie pozwoli na to, by ktokolwiek źle wypowiadał się na temat złej zmiany, skoro ta jest tylko i wyłącznie dobra.

W trosce o piętnastolatków, w tym przede wszystkim o ich rozwój intelektualny i fizyczny, a także patriotyczno-duchowy ministrzyca wpadła na znakomity pomysł. Trzeba połączyć problem podwójnego rocznika z wsparciem jego rozwoju, by absolwenci szkół przewietrzyli swoje umysły, nasycili wzrok nieznanymi im krajobrazami w regionie ich zamieszkania i zarejestrowali się w liceach ogólnokształcących, które świeciły dotąd pustkami w małych miejscowościach.

Od nowego roku szkolnego nareszcie zostaną zapełnione uczniami o najwyższych aspiracjach edukacyjnych, bowiem gdzie jak gdzie, ale właśnie w małych, pozamiejskich liceach są najlepsi nauczyciele, którzy dotychczas usychali z tęsknoty za młodzieżą nie mogąc zrealizować swoich edukatorskich pasji. Piętnastolatkowie staną się beneficjentami "dobrej zmiany", bowiem będą mogli dojeżdżać 20- czy nawet 30 km do liceum poznając przy tej okazji piękno ojczystej ziemi. To jest jedyna okazja, by spróbować wiosną, latem czy jesienią dojeżdżać do tych szkół na rowerze (z silnikiem), na hulajnodze (z silnikiem) lub "licobusem". Zimą można zorganizować szkolny kulig dowożący na zajęcia młodych a spragnionych wiedzy.

Proszę państwa! Trudne warunki kształtują charakter. Minister edukacji zależy na tym, by polska młodzież była nie tylko patriotyczna i głęboko religijna, ale także sprawna fizycznie, odporna na deszcze i mrozy, trudy i bariery w drodze do szkoły. Nic tak nie wzmacnia młodego człowieka, jak konieczność pokonywania najróżniejszych przeszkód w drodze do wiedzy i świadectwa z czerwonym paskiem.

Powinniśmy być dumni z naszej minister, która odkryła po trzech latach zarządzania polską oświatą, że "Szkoła musi wychowywać zgodnie z tym, jak to wychowanie widzą rodzice". Może trochę przesadziła, bo jeśli ci rodzice są członkami Amnesty International czy Fundacji im. Jana Karskiego lub nie daj Panie Boże wolontariuszami na rzecz Orkiestry Świątecznej Pomocy, to jednak mogliby wprowadzić do szkoły chaos i zaprzeczenie celów, które powinny być w niej realizowane. Tym samym należy doktrynę Anny Zalewskiej nieco zmodyfikować, by brzmiała następująco: "Szkoła musi wychowywać zgodnie z tym, jak to wychowanie widzą rodzice POpierający PiSmo MEN".

Co by tu jeszcze wyskrobać? Co by tu jeszcze usunąć?