30 sierpnia 2025

Patoedukacja. Trzy dekady demolki w polskiej szkole

 




Nie ma sensu pudrować rzeczywistości. Polskie szkolnictwo od trzydziestu lat jest systematycznie demolowane przez kolejne ekipy Ministerstwa Edukacji Narodowej. Politycy wchodzą do oświaty jak do własnego folwarku, a nauka, wiedza i doświadczenie ekspertów mają tu wartość papieru toaletowego. Reformy? To tylko propagandowe hasła, które bardziej przypominają ideologiczne zamachy niż rzeczywiste działania na rzecz dzieci i młodzieży.

Wojciech Harpula w książce Patoedukacja rozmawia z tymi, którzy wiedzą najlepiej, co dzieje się w szkołach – naukowcami, praktykami, nauczycielami. I wiecie co? To wcale nie jest festiwal narzekania. To apel o rozsądek. Bo gotowe rozwiązania już istnieją – sprawdzone, mądre, praktyczne. Tylko władza woli w kółko odpalać kolejne „kontrrewolucje” polityczne, zamiast dać nauczycielom autonomię, płace godne XXI wieku i narzędzia, które pozwolą im faktycznie uczyć. Tymczasem ofiarami tej patologicznej zabawy w „reformowanie” są dzieci.

MEN pod nowym kierownictwem zapewnia, że teraz to już naprawdę koniec polityki w szkole. Słyszeliśmy to setki razy. Wystarczy rzut oka na partyjne nominacje, by zobaczyć, że to tylko kolejne kłamstwo opakowane w ładne słowa. Sympatyczna twarz ministry Barbary Nowackiej nie zmienia faktu: system jest nadal w rękach politycznych inżynierów, którzy zamiast naprawiać szkołę, dalej rozbijają ją na drobne. I nic dziwnego, że media głównego nurtu udają, że książka Harpuli nie istnieje – łatwiej jest opowiadać bajki o „odpolitycznianiu”, niż przyznać, że patoedukacja ma się świetnie.

Co mówią eksperci?

  • Ocenianie w obecnej formie to fikcja, zabija motywację i zamienia szkołę w wyścig szczurów.
  • Podstawa programowa jest przeładowana do absurdu. Żaden uczeń nie jest w stanie opanować tego śmietnika faktów.
  • Rola nauczyciela wymaga rewolucji: z pruskiego nadzorcy ma stać się mentorem i przewodnikiem.
  • System klasowo-lekcyjny to XIX-wieczny relikt, który trzeba wreszcie wyrzucić do lamusa.

Brzmi znajomo? Eksperci mówią o tym od lat, a politycy nadal robią swoje.

Prof. Śliwerski nie owija w bawełnę: „Nie wierzę w wielkie, centralne reformy. One w ogóle nie dotyczą sedna problemu”.
Prof. Konarzewski dodaje: „Żeby naprawić polską oświatę, musielibyśmy zakopać topory plemiennego sporu i umówić się, jakiej edukacji chcemy”.

Problem w tym, że dla klasy politycznej szkoła nie jest przestrzenią rozwoju młodych ludzi. To narzędzie w walce o władzę, laboratorium ideologii i generator punktów w sondażach.

Sedno sprawy - nic się nie zmieni: 
Bez pieniędzy i bez autonomii nauczycieli.
Bez porzucenia partyjnych gier.
Bez odwagi, żeby zaufać praktykom, a nie politycznym inżynierom.

I to jest najbardziej gorzka prawda Patoedukacji: nie brak nam wiedzy, brak nam woli. Polska szkoła nie przegrywa z brakiem pomysłów. Przegrywa z cynizmem i krótkowzrocznością polityków.

Od lat kręcimy się w kółko. Dzieci rosną, kolejne roczniki opuszczają szkoły z poczuciem zmarnowanego czasu, a ministrowie z dumą prezentują swoje „reformy”. Tyle że jedyne, co naprawdę udało się zreformować, to cierpliwość społeczeństwa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam