poniedziałek, 12 lutego 2018

Pedagogika bezwstydu polityków





Od dłuższego czasu politycy wszystkich partii: od prawicy do lewicy używają w metaforycznej stylistyce określenia "pedagogika wstydu", które tak silnie przenika do świadomości społecznej, że jeszcze trochę i każdy pedagog będzie musiał wstydzić się z powodu swojej profesji albo misji. Pedagogami są jednak wszyscy, podobnie jak lekarzami czy psychologami, bo przecież każdy zna się na wychowywaniu innych, leczeniu ich lub terapeutyzowaniu. Po co komu wiedza, studia, lektury, badania, skoro można bez jakiegokolwiek przygotowania kogoś pouczyć lub doradzić mu w sprawach zdrowia cielesnego, psychicznego, a nawet umysłowego.

Studenci pytają, o co chodzi z tą pedagogiką wstydu? Co to jest za pedagogika? Czy w ogóle jest taka pedagogika? Dlaczego wstyd został doklejony do pedagogiki albo pedagogika do wstydu? Jeśli zajmować się negatywnymi uczuciami istot ludzkich, to raczej powinno się mówić o psychologii wstydu. Gdyby zaś chcieć rozpatrywać ów emocjonalny fenomen w znaczenie głębszym, bo egzystencjalnym wymiarze, to powinna zaistnieć FILOZOFIA WSTYDU. A tu masz babo placek - pedagogika wstydu.

Z rozpętanej przez prawicowych polityków burzy wokół kłamstw historycznych pojawiło się kłamstwo semantyczne na użytek ideologicznych sporów. Z wypowiedzi polityków można zrekonstruować następującą wykładnię pedagogiki, która w rzeczy samej nie istnieje, ale świetnie nadaje się do wojny polsko-polskiej. Owszem, jest wśród personalistycznych koncepcji wychowania kategoria wstydu odnoszona do ludzkiej cielesności, poszanowania własnej godności, troski o czystość moralną. W tym jednak, z czym spotykamy się w debacie publicznej, nie chodzi o tak rozumianą etykę ludzkiej cielesności, ale o:

- zakłamywanie, wypaczanie prawdy historycznej, fałszowanie jej;

- kształtowanie fałszywego wizerunku Polski i Polaków;

- świadome nieliczenie się z polską wrażliwością i prawdą o naszej historii;

- szkalowanie narodu i jego dziejów;

- promowanie siebie przez gardzenie innymi;

- narzucone przez tzw. elity przeświadczenie, że „polskość to nienormalność” (w wariancie optymistycznym - co najmniej „gorszość”), która deprecjonuje nas w oczach innych nacji;

- obrzydzenie polskością, rzekomo upapraną po pachy antysemityzmem, ciemnotą i zakutą w fałszywą hiperpoprawność płytkiego katolicyzmu;

- narzucanie Polakom (bądź narzucanie sobie przez nich samych) retoryki, wedle której, będąc „biedną panną na wydaniu”, możemy co najwyżej żebrać o miejsce na salonach u silnych i bogatych. Posłusznie kajać się i padać na kolana na każde ich żądanie, mimo iż mają oni często wielokroć więcej powodów do dyshonoru niż my;

- próbę (...) drastycznego zaniżenia samooceny Polaków poprzez odebranie nam dumy z przeszłości, zwłaszcza tej związanej z walką i martyrologią II Wojny Światowej. Czasu, kiedy nasi ojcowie i dziadowie powiedzieli NIE dwóm bezbożnym, pogańskim totalitaryzmom: niemieckiemu i sowieckiemu, czasu bohaterstwa i poświęcenia;

- rzekomy spisek liberalnych elit, które mają odebrać Polakom dumę z przeszłości.

Pedagogikę wstydu - w tym rozumieniu - reprezentują ci, którzy lekceważą powyższe kwestie, nie przywiązują do nich wagi, udają, że nie mają miejsca, a może i wzmacniają niektórych w ich manipulacjach, by kosztem prawdy bezwstydnie uczestniczyć w kłamstwie. Tak rozumiana bierność, a jeszcze gorzej aktywne współsprawstwo skutkują niezwykle krzywdzącym obrazem Polski i Polaków tak w kraju, jak i poza jego granicami.

W tym sensie słusznie prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Jarosław Szarek stwierdza: "prezes IPN wskazuje, że "(...) jako państwo polskie potrzebujemy długoletniego, przemyślanego programu promocji Polski i Polaków jako narodu, który umiłował wolność, co jest bliskie społeczeństwu amerykańskiemu".

Kiedy ks. Paweł Siedlanowski pisze: "Od jakiegoś czasu ciągle słyszymy, że mamy się wstydzić. Za swoją historię, konserwatywne poglądy, przywiązanie do religii i tradycji, za „wyssany z mlekiem matki” antysemityzm", to myślę sobie, że niepotrzebnie z tak dużym kwantyfikatorem wartościującym wpisuje się w pedagogikę wstydu, z którą sam chce walczyć.

Stwierdza bowiem: "Niewątpliwie jest to również fragment projektu inżynierii społecznej zakładającego, że społeczeństwo z niskim poczuciem wartości stosunkowo łatwo jest skłócić, zwrócić przeciwko sobie w taki sposób, aby zmęczone wewnętrznymi waśniami, prawdziwymi czy urojonymi antagonizmami, nie miało już siły stawić czoła zewnętrznym zagrożeniom." Można przecież to samo zdanie skonstruować inaczej, by wykazać instrumentalny charakter manipulacji politycznej.

Niewątpliwie walka z pedagogiką wstydu staje się walką o pamięć, o prawdę, która ma przywrócić Polakom dumę i podmiotowość, tak jakby Polacy jej nie posiadali. W moim przekonaniu okres od 1980 r. do chwili obecnej w niczym tego poczucia nie osłabił, a wprost odwrotnie. To polska młodzież została w III RP wychowana bez kompleksów niższości, czemu wyraźnie daje do zrozumienia uczestnicząc w międzynarodowych, światowych olimpiadach i konkursach przedmiotowych czy umiejętnościowych. To Polacy zdobywają szczyty nie tylko w Himalajach, ale i w wielkich korporacjach, w nauce i pedagogice szkolnej oraz pozaszkolnej.

Nie ma zatem przyzwolenia na pedagogikę wstydu, a więc takie oddziaływanie nauczycieli, katechetów, instruktorów, edukatorów, tutorów itp. na dzieci i młodzież, w wyniku którego miałby zostać ukształtowany w nich kompleks niższości. Wprost odwrotnie, od wielu lat kolejne grupy pokoleniowe nie godzą się na poniżanie ich samych, ich profesji, zaangażowania, akcji prospołecznych, pomocowych bez względu na to, kto jest ich nadawcą czy pomysłodawcą. Po co zatem wdrukowywać Polakom poczucie czegoś, czego nie mieli i nie mają - nie tylko od 1918 roku!

Kiedy poczucie wstydu przekracza granice normy, to podobnie jak poczucie dumy tworzy nieadekwatną do rzeczywistości samoświadomość, która jest niszcząca dla wszystkich. Pedagogika współczesna musi być przeciwko szantażowi i manipulacji tak wstydem jak i dumą, jeśli za nimi kryją się fałszywe intencje i postprawdy. Jeśli kiedykolwiek i gdziekolwiek powstała pedagogika wstydu, to tylko i wyłącznie w środowiskach politycznych na użytek walki o władzę.

Jestem za tym, by skończyć z polityką wmawiającą istnienie pedagogiki wstydu. Niech politycy przestaną zarządzać pedagogiką ubliżając jej prymarnym znaczeniom i kulturotwórczej roli.



2 komentarze:

  1. Moi studenci powiedzieliby: szacun.
    Ja powiem: jestem pod wrażeniem.
    Od siebie dodam, że wstyd i zawstydzanie to potężne narzędzie manipulacji, bazujące na poczuciu godności człowieka. Zgadzam się, że to "pedagogika wstydu" to szkodliwa nowomowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Wstyd", to uczucie charakterystyczne dla osobowości narcystycznych; jest to jeden z głównych objawów, pozwalających rozpoznać to zaburzenie. Osobowość narcystyczna kształtuje się u osób, które w dzieciństwie często były zawstydzane przez narcystycznych rodziców.

    Termin "pedagogika wstydu" oznaczałby tu pewien styl wychowywania, stosowany przez jednostki o narcystycznej organizacji osobowości.

    PS.
    Z badań psychologów i obserwacji psychoanalityków wynika, że do zawodu nauczycielskiego i/lub pedagoga lgną (obok jednostek o depresyjnym typie organizacji osobowości) jednostki narcystyczne. Zatem coś jest "na rzeczy" z tym terminem "pedagogika wstydu"; i wśród N-li dużo narcyzów i wśród polityków...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.