Hierarchia wartości naukowych przeliczona na zakresy centylowe (foto slajdu R. Stanisławskiego)
Jednak w kraju zatrudnionych jest łącznie 96 tys. nauczycieli akademickich, a więc nie wszyscy mogli uczestniczyć w tej sesji, a poza tym zdecydowana większość nie miała wiedzy o możliwości wysłuchania informacji decydentów na powyższy temat. Dziękuję zatem profesorowi UJD Pawłowi Zielińskiemu za udostępnienie chociaż slajdów, które stanowiły podstawę do wypowiedzi autorów prezentacji, ale musimy mieć na uwadze to, że sama treść nie może być tu traktowana jako pełna, a tym bardziej wystarczającą do wyciągania wniosków.
Resort nauki zapewne będzie coraz częściej wypuszczał informacje na temat kolejnej oceny parametrycznej czasopism i wydawnictw w powiązaniu z kolejnym etapem ewaluacji dyscyplin w latach 2026-2029. Ponoć nowy wykaz ukaże się najpóźniej w październiku i ma obowiązywać od początku tego roku. Z kolei członkowie komitetów naukowych PAN nie muszą, ale będą mogli stać się ekspertami oceny eksperckiej czasopism, zaś wszystkie rozstrzygnięcia i tak ma zatwierdzić ministerstwo.
Nie
byłem obecny przy prezentacji ministerialnych projektów rozstrzygnięć
dotyczących wykazu czasopism, ale zapoznałem się z treścią udostępnionych slajdów. Im
dłużej zastanawiam się nad projektowaną kosmetyką zmian, tym mniej interesuje mnie pytanie: czy ten system jest w ogóle sprawny? Bardziej niepokoi mnie pytanie: co ten system zrobi dobrego, a co złego w środowisku badaczy naukowych?
Projekt ewaluacji jest uporządkowany, trójstopniowy, bowiem najpierw jest bibliometria, potem ocena
ekspercka, a na końcu korekta KEN. Brakuje trybu wnioskowego, nie ma możliwości odwołań, zaś silnym filtrem bazowym dla rzekomo najlepszych osiągnięć naukowych jest publikacja w Scopus, Web of Science. Przewiduje się uruchomienie sankcji za nierzetelne
praktyki publikacyjne. Jak widać, niniejsza konstrukcja ma przynieść stabilność i przejrzystość obecnych rozwiązań z drobną korektą pewnych mechanizmów kontrolnych i utrzymaniem ręcznego sterowania rzekomą jakością nauki.
Każdy tego typu system, którego władze chcą uporządkować to, co jest poza jej realnym wpływem i egzekucją, zarazem selekcjonuje kadry akademickie. Algorytmizacja nauki prowadzi do bibliometrii, która opiera się na pozycji centylowej. Nie ocenia się zatem treści rozpraw, lecz miejsce w rankingu czasopism i wydawnictw. Takie rozwiązanie jest transparentne, mierzalne i w tym kontekście porównywalne. W świecie parametryzacji wydaje się racjonalne.
Od problemu badawczego do przedziału punktowego – droga krótsza, niż się wydaje (foto slajdu R. Stanisławskiego)
Jednak algorytm nie jest neutralny kulturowo, szczególnie w odniesieniu m.in. do nauk humanistycznych, społecznych, teologicznych i nauk o rodzinie. Premiowane są bowiem te czasopisma, które funkcjonują w dominującym obiegu anglojęzycznym, operują określonymi metodologiami, wpisują się w określone style argumentacji.
Jeżeli
młodzi badacze wiedzą, że ich przyszłość zależy od pozycji centylowej, będą tak projektować badania i kierować wyniki do wydawców, aby były one „publikowalne” w tym obiegu. Z czasem jednak zmienia
się w zespołach redakcyjnych nie tylko strategia publikacyjna, ale także język, preferowana problematyka, zmienia się wyobraźnia badawcza a nawet wzrastają koszty wydania.
Nie dlatego, że ktoś tak nakazał, tylko ze względu na to, że system premiuje powyższa sytuację. Włączenie komitetów naukowych PAN do oceny eksperckiej mogłoby być wzmocnieniem środowiskowej legitymizacji decyzji MNiSW, przynajmniej w założeniu, chociaż doskonale pamiętam, jak KEJN w 2012 roku totalnie zlekceważył rekomendacje Komitetu Nauk Pedagogicznych czy innych komitetów naukowych PAN, co jest uwidocznione w opublikowanych protestach i oświadczeniach. Niestety, wszystkie zostały zlekceważone.
Niniejszy projekt władz jest jednocześnie systemowo proceduralnie zamkniętym. Redakcje nie mają trybu
odwoławczego, nie istnieje ścieżka wnioskowa, a decyzje władz są finalne. To po co utrzymujemy hordy urzędników w ministerstwie ze środków publicznych, skoro nie będzie można złożyć merytorycznego odwołania? Ten poziom arogancji i ucieczki od odpowiedzialności za błędne merytorycznie decyzje, nadal jest w Narodowym Centrum Nauki. PRL nam kwitnie.
Nauka zaś żyje nie tylko przez selekcję, lecz także przez spór. Jeżeli system stanie się zbyt szczelny, może przestać być przestrzenią rozmowy, a stanie się mechanizmem kwalifikacji.
Jaki przewiduje się los dla czasopism krajowych? Najbardziej nieoczywisty skutek może dotknąć właśnie tej grupy czasopism. Otrzymują one możliwość obecności w wykazie, ale na peryferyjnym poziomie punktowym. Z czasem najlepsi autorzy będą wybierać tytuły o wyższej pozycji ewaluacyjnej.
Takie rozwiązanie może wydawać się racjonalnym, zrozumiałym, tylko że wraz z odpływem tekstów z jednych czasopism do innych osłabia się krajowy obieg dyskusji naukowej. Jeśli zaś osłabia się dyskurs krajowy, to gdzie będą toczyć się debaty o problemach specyficznych dla polskiej kultury edukacyjnej, prawnej, społecznej, a nawet psychologicznej? W języku angielskim? W zagranicznych redakcjach?
Może tak, ale po drodze utracimy coś niezwykle istotnego, a mianowicie możliwość komunikowania się ze społeczeństwem, z polską kulturą, historią, także autonomią oświaty itp. Ministerstwo zamierza zatem realizować paradygmat homogenizacji nauki bez dekretu, przy czym największym ryzykiem nie jest centralna kontrola treści, lecz normalizacja jednego stylu uprawiania nauki. Dla kogo? Z czym przystępujemy do rywalizacji? Z pensją akademików na granicy najniższej płacy, z ubogą i starzejącą się infrastrukturą oraz wyposażeniem uczelni państwowych?
Wydawałoby się, że nie trzeba niczego zakazywać, bo wystarczy w powyższy sposób premiować pracę naukowo-badawczą. W długim okresie może prowadzić to do zawężenia repertuaru metodologicznego, marginalizacji badań krajowych, lokalnych, osłabienia pluralizmu językowego i redukcji sporów teoretycznych na rzecz mierzalnych wyników. Nauka stanie się bardziej przewidywalna. Być może bardziej „efektywna”, ale czy równie różnorodna?
Każdy system ewaluacyjny stoi wobec dylematu, jak pogodzić ład z pluralizmem. "Nowy" model wykazu czasopism niewątpliwie coś inaczej porządkuje, ogranicza uznaniowość redakcyjnych nacisków, wprowadza kryteria etyczne, wzmacnia rolę środowiska eksperckiego. To są jego mocne strony, ale w tle pozostaje pytanie, którego nie rozstrzygnie żaden algorytm: Czy pluralizm w nauce jest dla nas wartością, czy kosztem ubocznym?
Jeśli jest wartością, to system będzie musiał być stale korygowany w duchu otwartości. Jeśli zaś jest kosztem, a jest, to wystarczy pozwolić mu działać bezrefleksyjnie. Być może po kilku latach okaże się, że wszystko funkcjonuje sprawnie. Być może zobaczymy stabilizację jakości, a być może zorientujemy się, że dyskurs naukowy stał się jednolity, elegancki, mierzalny, przewidywalny.
Pytanie tylko, czy w takiej przestrzeni będzie jeszcze miejsce na głos nieoczywisty, lokalny, teoretycznie nieortodoksyjny, bo pluralizm i pasja badaczy nie giną nagle, gdyż powoli przestają być opłacalne. Racjonalność władzy skrywająca konieczność ustawicznego niedofinansowania szkolnictwa wyższego i badań naukowych nie jest racjonalnością naukową.
Standaryzacja w nauce bywa wygodna dla rządzących, ale nauka nie rozwija się tam, gdzie jest władzy wygodnie. Rozwija się tam, gdzie ktoś zadaje pytania niepasujące do obowiązującej kategorii. W III RP nauka i szkolnictwo wyższe nadal są środkiem o władzę polityczną i dostęp do finansów dla "swoich".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam