05 marca 2026

AI w uniwersyteckim kształceniu studentów

 


Niedawno obiegła media wiadomość, że profesor AGH przeprowadził ze studentami egzamin nie stosując testu, nie zabierając im telefonów komórkowych, a wprost odwrotnie. Poprosił ich, żeby wyciągnęli swoje smartfony czy tablety spod pulpitu, bo istotą sprawdzianu, będzie zadanie bazujące na komunikacji ze sztuczną inteligencją. 

W sali wykładowej, obok mazaków, tablicy interaktywnej i stosu książek, pojawił się nowy uczestnik. Nie zajmuje miejsca przy stolikach czy pulpitach siedzeń, nie zgłasza się do odpowiedzi, nie ma też adresu w portalu uczelnianym. Jest niewidzialny, a jednak coraz bardziej obecny. Sztuczna inteligencja pojawiła się bez zaproszenia, ale i bez wrogości, zagnieździła się w komputerach, smartfonach, czasem w notatkach nauczycieli. Potrafi podać definicję, streścić artykuł, napisać esej szybciej, niż zdążymy otworzyć książkę. 

Sztuczna inteligencja przestała być już tematem wyłącznie futurystycznych rozmów. Wdarła się do naszej codzienności – także tej akademickiej, gdzie tradycja spotyka się z nowoczesnością. Nauczyciele i studenci coraz częściej zadają sobie pytanie: co zrobić z narzędziem, które potrafi pisać, tłumaczyć i podpowiadać szybciej, niż my zdążymy otworzyć książkę?

AI kusi swoją wygodą. Student może w kilka sekund otrzymać streszczenie artykułu, a wykładowca – konspekt zajęć. Daje złudzenie, że trud i mozolna praca mogą zostać zastąpione błyskotliwym skrótem. Ale edukacja to nie tylko wynik – to także droga, wysiłek i błądzenie. Dlatego sztuczna inteligencja nie może być naszym substytutem. Może być natomiast wiernym asystentem, jeśli nauczymy się zadawać jej właściwe pytania i – co ważniejsze – sprawdzać odpowiedzi.

Okazało się, że AI można traktować jako narzędzie, które: 

  • odciąża nauczycieli od rutynowych zadań (np. tworzenie quizów, przykładów, konspektów),
  • personalizuje nauczanie, dostosowując treści do poziomu i potrzeb studentów,
  • wspiera badania – porządkuje literaturę, analizuje dane, tworzy streszczenia,
  • rozwija kompetencje studentów w krytycznej pracy z tekstem, danymi i źródłami.

Jednak AI nie zastępuje myślenia, gdyż jest tylko narzędziem wspierającym, toteż warto zwrócić uwagę na warunki odpowiedzialnego korzystania z niego. Potencjał AI nie obróci się w zagrożenie, jeśli:

  • nauczyciele i studenci mają kompetencje cyfrowe i są krytyczni, znają możliwości i ograniczenia AI,
  • zostały uzgodnione klarowne ramy etyczne i regulacje, np. dotyczące obowiązku oznaczania treści powstałych z pomocą AI,
  • jest odpowiednia infrastruktura, tzn. mamy dostęp do bezpiecznych narzędzi, które chronią dane,
  • traktujemy AI nie jako zakazany owoc, ale jako środek rozwijający edukację.

Są z tym związane ryzyka i ograniczenia. AI może bowiem, a tego nie krywa:

  • tworzyć fikcyjne treści, pozornie wiarygodne, ale nieprawdziwe np. wymyślone cytaty, przypisywać komuś autorstwo monografii na podstawie tytułu artykułu itp., 
  • prowadzić do nadmiernej zależności, jeśli student bezmyślnie zastępuje własną pracę wygenerowanym tekstem, nie mając pojęcia, że jest nośnikiem artefaktów, błędnych treści itp.,
  • budzić wątpliwości prawne i etyczne, stąd pojawić się może zarzut plagiatu, naruszenia prawa autorskiego, ujawnienie danych wrażliwych.

Dlatego niezbędna jest weryfikacja treści i krytyczne do nich podejście. Nawet AI przekazuje checklistę do sprawdzania wiarygodności jej treści: 

1.      „Oceń logikę odpowiedzi – czy nie ma sprzeczności?

2.      Sprawdź fakty w katalogach i bazach danych.

3.      Porównaj dane z kilkoma źródłami.

4.      Skonsultuj wątpliwości z ekspertem.

5.      Oznacz użycie AI w pracy.

6.      Zastosuj test 3K: Krytyka – Kontekst – Kreatywność.

7.      Traktuj AI jak asystenta, a nie jak eksperta.

8.      Zawsze weryfikuj dane i cytaty.

9.      Zachowaj transparentność.

10.  Dodaj własny wkład".

Generatywna AI staje się nowym elementem ekosystemu akademickiego. Nie da się jej marginalizować, toteż lepiej jest nauczyć się z niej korzystać we właściwy sposób. Jej potencjał ujawnia się wtedy, gdy odciąża, ale nie wyręcza, wspiera naukę, ale nie zastępuje myślenia oraz tworzy przestrzeń do kreatywności, a nie do kopiowania. Prowadziłem już zajęcia, w czasie których studenci analizowali tekst wygenerowany przez AI. Sprawdzali dane w raportach OECD, GUS czy Eurostatu, szukali cytatów w katalogach, odkrywali, co jest faktem, a co fikcją. To nie była strata czasu, ale praktyka uczenia się myślenia. W epoce, w której informacja przychodzi łatwo, najcenniejsza jest umiejętność odróżnienia prawdy od pozoru.

Największym ryzykiem nie jest to, że AI się pomyli, ale naiwna wiara, że się nie myli. Wygenerowane cytaty brzmią naukowo, jakby były napisane przez wybitnych naukowców czy pochodziły z baz Biblioteki Narodowej. to jednak często są ich złudzeniem. AI tworzy książki, których nikt nigdy nie napisał. Podaje liczby, których nie znajdziemy w żadnym raporcie. Bywa lustrem w krzywym zwierciadle, w którym rozpoznajemy znajome kształty, ale ich proporcje bywają złudne. Dlatego tak ważne jest krytyczne spojrzenie, nawyk weryfikacji i zdrowy rozsądek stają się w epoce AI kompetencjami równie ważnymi, jak znajomość języków obcych czy obsługa programów komputerowych. 

Niewątpliwie technologia oszczędza nam czas i wysiłek, ale kto próbował bezkrytycznie zaufać AI, ten wie, że to dar podszyty ryzykiem. Student dostaje w kilka sekund to, co dawniej wymagało godzin spędzonych w bibliotece. Profesor może błyskawicznie stworzyć bank pytań albo konspekt zajęć. Warto ją zaprosić do roli asystenta, a nie nauczyciela. Jeśli pomoże wykładowcy uwolnić się od biurokratycznej rutyny, ten będzie miał więcej czasu na rozmowę ze studentami. Jeśli studentowi wskaże drogę w gąszczu informacji, ten szybciej dotrze do tego, co naprawdę ważne.

Niebezpieczeństwo nie tkwi więc w samej sztucznej inteligencji, lecz w naszym stosunku do niej. Największym ryzykiem jest nasza łatwowierność – przekonanie, że skoro zdania brzmią wiarygodnie, muszą być prawdziwe. Edukacja nie może na to pozwolić. Naszym zadaniem jest uczyć nie tylko wiedzy, lecz także postawy: krytycznego sprawdzania, cierpliwego weryfikowania, umiejętności dostrzegania sprzeczności. AI staje się więc nie egzaminatorem, lecz pretekstem do ćwiczenia umysłu.

By jednak tak się stało, potrzebujemy nowej umowy akademickiej: AI tak, ale zawsze z krytycznym umysłem u steru. To oznacza jasne zasady – ujawnianie, kiedy korzystamy z pomocy maszyny, i nieustanne sprawdzanie jej pracy w źródłach, które pozostają poza jej zasięgiem: w książkach, bibliotekach, rozmowach z ekspertami. Można więc powiedzieć, że współczesna edukacja stoi na progu nowego partnerstwa. Z jednej strony człowiek ze swoim doświadczeniem, intuicją i zdolnością do zadawania pytań. Z drugiej strony sztuczna inteligencja, szybka, pomocna, ale nieomylna tylko w pozorach. Dopiero razem mogą stworzyć coś wartościowego, pod warunkiem, że to człowiek będzie miał głos decydujący.

Takie podejście jest zbieżne  z realizmem newmanowskim, w świetle którego uczony-wykładowca powinien kierować się przede wszystkim uznaniem "(...) stanu faktycznego — w tym przypadku obecnej sytuacji uniwersytetu. Jest to w gruncie rzeczy akt wiary, który rygorystycznie bierze pod uwagę to, co istnieje: nie po to, by się temu poddać ani by się zadowolić zastanym stanem, lecz by wskazywać i torować nowe możliwości, nowe przestrzenie wolności, kreatywności i odpowiedzialności".

Potrzebujemy więc nowej pedagogicznej umowy: AI tak, ale zawsze pod nadzorem ludzkiego krytycznego umysłu i z poszerzeniem jego ograniczonych źródeł o uniwersalną wiedzę naukową, która jest mu niedostępna. Jasne zasady, jawne przyznawanie się do korzystania z narzędzi komunikacji AI, sprawdzanie wyników jej pracy w niezależnych źródłach, a nade wszystko dodawanie własnego wkładu, którego żadna technologia nie zastąpi.

"W samym akcie przekazywania rozstrzygają się bowiem: kształtowanie inteligencji w jej niepowtarzalności, zdolność myślenia, umiejętność skupienia uwagi, poszukiwanie spójności, dialog wiedzy. W ten sposób podmiot uczący się przekształca przyswajane informacje w wiedzę — czyli w formę uporządkowaną, mniej lub bardziej powiązaną z innymi obszarami poznania i nieuchronnie inspirowaną aktualnymi przekonaniami" (tamże). 

Edukacja jest jednak zawsze spotkaniem człowieka z książką, człowieka z człowiekiem, a dziś do dołącza do niego maszyna. Dopóki jednak to my mamy ostatnie słowo, dopóty pozostaniemy gospodarzami tej rozmowy.



(Tekst opracowany na podstawie rozmowy autora z modelem ChatGPT (GPT-5), OpenAI, 2025.) 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam