Coraz
częściej widzimy na półkach księgarń i bibliotek książki będące wywiadem, rozmową, autobiografie, monografie biograficzne, a więc rozwijający się
gatunek literacki, który przybliża znaczące postaci, tożsamość czy
osiągnięcia ludzi kultury i sztuki, nauki, polityki itp. Nie jest zatem
obojętne to, kim jest rozmówca, z kim przeprowadza się wywiad-rzekę, ale także
kim jest osoba prowadząca rozmowę. Najczęściej prowadzącymi rozmowy
czy wywiad są dziennikarze wyspecjalizowani w literaturze faktu, w biografistyce.
Tymi
zaś, z którymi prowadzą rozmowę lub wywiad są osobowe autorytety, postaci
charyzmatyczne, eksperci mający wiele do przekazania kolejnym pokoleniom,
ale nie mający czasu na to, by samemu ująć własne doświadczenie zawodowe,
twórczość czy życie osobiste w formie autobiografii. Paradoksalnie,
przeprowadzenie z nimi rozmowy jest dziś często bardziej
wymagająca niż pisanie o sobie samym.
Rozmówcy
są osobami publicznymi, rozpoznawalnymi w danym kraju czy nawet w skali
międzynarodowej, toteż prowadzący z nimi wywiad muszą się odpowiedzialnie do
niego przygotować, by rozmówca chciał odsłonić kulisy własnego życia czy
dokonań. W blogu, jak i w książce dotyczącej akademickich rozpraw także z tego
gatunku, publikowałem recenzje, by za ich pośrednictwem przybliżyć znaczące
postaci świata nauk humanistycznych i społecznych.
Autobiografia
bazuje na autonomii autora wobec dzielenia się z czytelnikami własną
przeszłością i teraźniejszością, a bywa, że zamyka ją rodzaj przesłania, wizji
czy nawet zobowiązania. Książka-rozmowa natomiast to uniemożliwia,
ponieważ pojawia się interviewer, który może dopytywać o to, czego jego
rozmówca nie chciałby ujawniać, a nawet jeśli to uczyni, to może zastrzec sobie
usunięcie fragmentu wypowiedzi.
Coraz
mniej osób, zwłaszcza intelektualistów, artystów, naukowców wierzy, że ich
życie da się opowiedzieć jako spójną, autorską narrację bezboleśnie, a przecież
tego oczekuje się od autora autobiografii, by napisał prawdę o tym kim
był, kim jest czy także kim nie udało mu się zostać. Rozmowa natomiast
sprzyja próbie zrozumienia, kim się było i jak się z tym czuje.
Nie
da się uciec od prozy rynku wydawniczego, skoro książka wywiad-rzeka
sprzedaje się lepiej, niż czyjeś dzieło. Jest przy tym „lżejsza” w odbiorze
i stwarza iluzję intymności bez ryzyka doświadczenia porażki we własnej
profesji. W odróżnieniu od autobiografii wywiad-rzeka nie pozwala na
przemilczanie wszystkiego, co interesuje prowadzącego rozmowę. Zdarza się, że
rozmówca ucieka w dygresje, marginalia, by odwrócić uwagę od być może trudnego
pytania.
Co
sprawia, że książka-rozmowa staje się czyimś alibi (powiedziałem tylko o tym,
co było bezpieczne), albo formą odwagi (teraz nikt mi nie zaszkodzi), albo
samozachwytem (prawda, że jestem znakomity)? To jest ponoć najczęstszy
dziś wariant i najbardziej rynkowy.
Wywiad-rzekę
będącą alibi można rozpoznać po tym, że rozmówca jest grzeczny,
lojalny, często zaprzyjaźniony z interviewerem. Nic dziwnego, że pytania
są długie, eseistyczne, „rozumiejące”, zaś trudne momenty życia, własnej
aktywności publicznej pojawiają się jako anegdoty, a nie jako porażka,
niepowodzenie.
Prowadzący
wywiad nie formułuje pytań o sprzeczności w wypowiedzi, osobiste porażki
czy spowodowanie komuś krzywdy. Forma rozmowy służy rozmyciu
sprawstwa i odpowiedzialności, gdyż czyjś rozmówca zawsze może powiedzieć, że
to nie on coś pominął. W tym gatunku literackim nie ma ryzyka
emocjonalnego, reputacyjnego a nawet poznawczego. Czytelnik niczego się
nie dowiaduje, poza tym, że autor lubi siebie w wersji publicznej.
Inną
kategorią wywiadu-rzeki jest książka-rozmowa jako forma odwagi
bohatera rozmowy, który pozwala na to, by prowadzący z nim rozmowę mógł stawiać
trudne pytania, kontekstowe, dotyczące relacji, następstw własnych działań. W
takiej rozmowie pojawiają się pytania niewygodne, krótkie, czasem
brutalnie proste, co sprawia, że odpowiadający na nie ma zawahania, dokonuje
korekty własnej wypowiedzi, stosuje przerwy, by zastanowić się nad tzw.
dyplomatyczną narracją.
Odwaga
nie polega tu na wyznaniu wszystkiego, ale na tym, że autor nie
kontroluje w pełni narracji, pozwala, by jego autoportret
był niespójny, nawet godzi się na to, że sens wyłania
się między wierszami. Rozmowa z taką osobą nie służy już jej
wizerunkowi, tylko rozumieniu czegoś, co może rozmówcę zaboleć.
Wyróżniam
jeszcze trzeci rodzaj wywiadu-rzeki, książkę-rozmowę jako dokumentującą
samozachwyt osoby maskującej własny narcyzm. Można to rozpoznać z wypowiedzi,
które są w stylu: prowadzący mnie jawnie podziwia, a ja tylko odpowiadam
na jego pytania. Rozmowa z narcyzem jest formą szczególnie zdradliwą, bo
pozoruje dialog, a w istocie jest monologiem z lustrem. Prowadzący rozmowę
i udzielający odpowiedzi na pytania bardzo dobrze się znają, są ze sobą w
bliskich relacjach, toteż zależy im na wzajemnym "dopieszczaniu" a
jeśli są przedsiębiorcami, to zadbaniu o zwielokrotnienie własnych
zysków.
W
takiej książce-rozmowie zadający pytania regularnie streszcza wypowiedzi
swojego rozmówcy z zachwytem. Każde pytanie jest pretekstem do kolejnej
autoprezentacji, zaś autor mówi długo, płynnie, bez momentów zawahania. On
nie musi być rzeczywistym ekspertem, znawcą omawianego zagadnienia. Ważne jest,
by nie pojawiło się ryzyko utraty sympatii. Czytelnik po 200 stronach
takiej ksiązki zna autora gorzej, a nie lepiej, za to może odczytać jego
mitomanię.
Znaczący
wzrost książek-rozmów, książek-wywiadów ma charakter wiedzy potocznej, a nie
naukowej, nawet jeśli rozmówcą jest uczony. Książka-rozmowa ujawnia jedynie,
jak uczony myśli o swojej myśli, o swoich doświadczeniach, praktyce
badawczej, a nie jak ta myśl jest zbudowana. Nauka wciąż jeszcze
opiera się na tym ostatnim wymiarze.
Mamy
wówczas do czynienia z produktem hybrydowym, który używa języka
nauki, operuje autorytetem akademickim, ale wypowiada swoje myśli z
pominięciem metodologicznych rygorów nauki. W takich książkach tezy
są często rozsądne, intencje bywają dobre,
zaś doświadczenie praktyczne jest znane czytelnikom. Trudno jest
jednak ustalić, czy autor wypowiedzi mówi jako praktyk, jako
terapeuta, jako komentator kultury, jako współautor narracji, jako
obywatel, rodzic czy nauczyciel akademicki.
Jedno
nie ulega wątpliwości, to jest popkulturowa, nienaukowa literatura, której
autorzy operują wiedzą potoczną, by była zrozumiała dla przeciętnego (w sensie
statystycznym) czytelnika. W takiej książce-rozmowie nie ma
przypisów, nie ma sporów z literaturą naukową, nie ma rozróżnienia
między przypuszczeniami, interpretacjami czy metaforami, no i nie
ma obowiązku precyzji wypowiedzi w zgodzie z wiedzą naukową.
Im
więcej jest w księgarniach i bibliotekach literatury popnaukowej, potocznej,
tym bardziej doświadczamy kryzysu nauki w społeczeństwie. Doprowadziła do tej
inflacji potocznej wiedzy na rynku polityka resortu nauki, bowiem wyzerowane są
w ramach punktozy książki popularyzujące naukę przez naukowców.
Hermetyczność
języka nauki, parametryzacja, proceduralność, presja publish or perish
zamiast upowszechniania także wyników badań, sprawia,
że wiedza przestała być komunikowalna, badacze przestali być
słuchani poza własnym i bańkami komunikacyjnymi a praktycy
zostali bez języka nauki, który byłby dla nich dostępny. Powstała
luka, którą wypełnili propagandziści, niekompetentni
"popularyzatorzy" informacji, własnych doświadczeń, edukatorzy,
trenerzy, dziennikarze itp.
Następuje
radykalna zmiana legitymizacji wiedzy, toteż nic dziwnego, że mamy w kraju
płaskoziemców, zwolenników teorii spiskowych, beneficjentów anty-naukowych
poglądów, zarabiających na zdezorientowanych w tym chaosie klientach.
Doświadczamy przesunięcia z posiadania wiedzy naukowej na posiadanie opinii,
własnego punktu widzenia. Rozmówcy już nie operują argumentacją wynikającą z
wiedzy naukowej, tylko perswadują innym na podstawie własnych doświadczeń i
przekonują, że mają rację.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie będą publikowane komentarze ad personam