21 lutego 2026

Książka - rozmowa, wywiad-rzeka, czyli rzecz o potocznej wiedzy

 

Coraz częściej widzimy na półkach księgarń i bibliotek książki będące wywiadem, rozmową, autobiografie, monografie biograficzne, a więc rozwijający się gatunek literacki, który przybliża znaczące postaci, tożsamość czy osiągnięcia ludzi kultury i sztuki, nauki, polityki itp. Nie jest zatem obojętne to, kim jest rozmówca, z kim przeprowadza się wywiad-rzekę, ale także kim jest osoba prowadząca rozmowę.  Najczęściej prowadzącymi  rozmowy czy wywiad są dziennikarze wyspecjalizowani w literaturze faktu, w biografistyce. 

Tymi zaś, z którymi prowadzą rozmowę lub wywiad są osobowe autorytety, postaci charyzmatyczne, eksperci mający wiele do przekazania kolejnym pokoleniom, ale nie mający czasu na to, by samemu ująć własne doświadczenie zawodowe, twórczość czy życie osobiste w formie autobiografii. Paradoksalnie, przeprowadzenie z nimi rozmowy jest dziś często bardziej wymagająca niż pisanie o sobie samym. 

Rozmówcy są osobami publicznymi, rozpoznawalnymi w danym kraju czy nawet w skali międzynarodowej, toteż prowadzący z nimi wywiad muszą się odpowiedzialnie do niego przygotować, by rozmówca chciał odsłonić kulisy własnego życia czy dokonań. W blogu, jak i w książce dotyczącej akademickich rozpraw także z tego gatunku, publikowałem recenzje, by za ich pośrednictwem przybliżyć znaczące postaci świata nauk humanistycznych i społecznych.        

Autobiografia bazuje na autonomii autora wobec dzielenia się z czytelnikami własną przeszłością i teraźniejszością, a bywa, że zamyka ją rodzaj przesłania, wizji czy nawet zobowiązania. Książka-rozmowa natomiast to uniemożliwia, ponieważ pojawia się interviewer, który może dopytywać o to, czego jego rozmówca nie chciałby ujawniać, a nawet jeśli to uczyni, to może zastrzec sobie usunięcie fragmentu wypowiedzi. 

Coraz mniej osób, zwłaszcza intelektualistów, artystów, naukowców wierzy, że ich życie da się opowiedzieć jako spójną, autorską narrację bezboleśnie, a przecież tego oczekuje się od autora autobiografii, by napisał prawdę o tym kim był, kim jest czy także kim nie udało mu się zostać. Rozmowa natomiast sprzyja próbie zrozumienia, kim się było i jak się z tym czuje.

Nie da się uciec od prozy rynku wydawniczego, skoro książka wywiad-rzeka  sprzedaje się lepiej, niż czyjeś dzieło. Jest przy tym „lżejsza” w odbiorze i stwarza iluzję intymności bez ryzyka doświadczenia porażki we własnej profesji. W odróżnieniu od autobiografii wywiad-rzeka nie pozwala na przemilczanie wszystkiego, co interesuje prowadzącego rozmowę. Zdarza się, że rozmówca ucieka w dygresje, marginalia, by odwrócić uwagę od być może trudnego pytania. 

Co sprawia, że książka-rozmowa staje się czyimś alibi (powiedziałem tylko o tym, co było bezpieczne), albo formą odwagi (teraz nikt mi nie zaszkodzi), albo samozachwytem (prawda, że jestem znakomity)? To jest ponoć najczęstszy dziś wariant i najbardziej rynkowy. 

Wywiad-rzekę będącą alibi można rozpoznać po tym, że rozmówca jest grzeczny, lojalny, często zaprzyjaźniony z interviewerem. Nic dziwnego, że pytania są długie, eseistyczne, „rozumiejące”, zaś trudne momenty życia, własnej aktywności publicznej pojawiają się jako anegdoty, a nie jako porażka, niepowodzenie. 

Prowadzący wywiad nie formułuje pytań o sprzeczności w wypowiedzi, osobiste porażki czy spowodowanie komuś krzywdy. Forma rozmowy służy rozmyciu sprawstwa i odpowiedzialności, gdyż czyjś rozmówca zawsze może powiedzieć, że to nie on coś pominął. W tym gatunku literackim nie ma ryzyka emocjonalnego, reputacyjnego a nawet poznawczego. Czytelnik niczego się nie dowiaduje, poza tym, że autor lubi siebie w wersji publicznej.

Inną kategorią wywiadu-rzeki jest książka-rozmowa jako forma odwagi bohatera rozmowy, który pozwala na to, by prowadzący z nim rozmowę mógł stawiać trudne pytania, kontekstowe, dotyczące relacji, następstw własnych działań. W takiej rozmowie pojawiają się pytania niewygodne, krótkie, czasem brutalnie proste, co sprawia, że odpowiadający na nie ma zawahania, dokonuje korekty własnej wypowiedzi, stosuje przerwy, by zastanowić się nad tzw. dyplomatyczną narracją. 

Odwaga nie polega tu na wyznaniu wszystkiego, ale na tym,  że autor nie kontroluje w pełni narracji, pozwala, by jego autoportret był niespójny,  nawet godzi się na to, że sens wyłania się między  wierszami. Rozmowa z taką osobą nie służy już jej wizerunkowi, tylko rozumieniu czegoś, co może rozmówcę zaboleć.

Wyróżniam jeszcze trzeci rodzaj wywiadu-rzeki, książkę-rozmowę jako dokumentującą samozachwyt osoby maskującej własny narcyzm. Można to rozpoznać z wypowiedzi, które są w stylu: prowadzący mnie jawnie podziwia, a ja tylko odpowiadam na jego pytania. Rozmowa z narcyzem jest formą szczególnie zdradliwą, bo pozoruje dialog, a w istocie jest monologiem z lustrem. Prowadzący rozmowę i udzielający odpowiedzi na pytania bardzo dobrze się znają, są ze sobą w bliskich relacjach, toteż zależy im na wzajemnym "dopieszczaniu" a jeśli są przedsiębiorcami, to zadbaniu o zwielokrotnienie własnych zysków. 

W takiej książce-rozmowie zadający pytania regularnie streszcza wypowiedzi swojego rozmówcy z zachwytem. Każde pytanie jest pretekstem do kolejnej autoprezentacji, zaś autor mówi długo, płynnie, bez momentów zawahania. On nie musi być rzeczywistym ekspertem, znawcą omawianego zagadnienia. Ważne jest, by nie pojawiło się ryzyko utraty sympatii. Czytelnik po 200 stronach takiej ksiązki zna autora gorzej, a nie lepiej, za to może odczytać jego mitomanię.  

Znaczący wzrost książek-rozmów, książek-wywiadów ma charakter wiedzy potocznej, a nie naukowej, nawet jeśli rozmówcą jest uczony. Książka-rozmowa ujawnia jedynie, jak uczony myśli o swojej myśli, o swoich doświadczeniach, praktyce badawczej, a nie jak ta myśl jest zbudowana. Nauka wciąż jeszcze opiera się na tym ostatnim wymiarze.

Mamy wówczas do czynienia z produktem hybrydowym, który używa języka nauki, operuje autorytetem akademickim, ale wypowiada swoje myśli z pominięciem metodologicznych rygorów nauki. W takich książkach tezy są często rozsądne, intencje bywają dobre, zaś doświadczenie praktyczne jest znane czytelnikom. Trudno jest jednak ustalić, czy autor wypowiedzi mówi jako praktyk, jako terapeuta, jako komentator kultury, jako współautor narracji, jako obywatel, rodzic czy nauczyciel akademicki.

Jedno nie ulega wątpliwości, to jest popkulturowa, nienaukowa literatura, której autorzy operują wiedzą potoczną, by była zrozumiała dla przeciętnego (w sensie statystycznym) czytelnika. W takiej książce-rozmowie nie ma przypisów, nie ma sporów z literaturą naukową, nie ma rozróżnienia między przypuszczeniami, interpretacjami czy metaforami, no i nie ma obowiązku precyzji wypowiedzi w zgodzie z wiedzą naukową. 

Im więcej jest w księgarniach i bibliotekach literatury popnaukowej, potocznej, tym bardziej doświadczamy kryzysu nauki w społeczeństwie. Doprowadziła do tej inflacji potocznej wiedzy na rynku polityka resortu nauki, bowiem wyzerowane są w ramach punktozy książki popularyzujące naukę przez naukowców. 

Hermetyczność języka nauki, parametryzacja, proceduralność, presja publish or perish zamiast upowszechniania także wyników badań, sprawia, że wiedza przestała być komunikowalna, badacze przestali być słuchani poza własnym i bańkami komunikacyjnymi a praktycy zostali bez języka nauki, który byłby dla nich dostępny. Powstała luka, którą wypełnili propagandziści, niekompetentni "popularyzatorzy" informacji, własnych doświadczeń, edukatorzy, trenerzy, dziennikarze itp.

Następuje radykalna zmiana legitymizacji wiedzy, toteż nic dziwnego, że mamy w kraju płaskoziemców, zwolenników teorii spiskowych, beneficjentów anty-naukowych poglądów, zarabiających na zdezorientowanych w tym chaosie klientach.  Doświadczamy przesunięcia z posiadania wiedzy naukowej na posiadanie opinii, własnego punktu widzenia. Rozmówcy już nie operują argumentacją wynikającą z wiedzy naukowej, tylko perswadują innym na podstawie własnych doświadczeń i przekonują, że mają rację.        

  

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie będą publikowane komentarze ad personam